Indie – Ganpati papa moria

Namalowany na skrawku jedwabiu wizerunek boga z twarzą słonia z odłamanym kłem, przypomina o podróżach po najbarwniejszym bodaj kraju świata. Rubaszność jego postaci podkreślają krótkie nogi i okrągły brzuszek oraz skrzące się radością małe oczka. Tańczy wywijając wężem jak skakanką. A że ma sześcioro rąk trzyma w nich, i ozdobione perłami puzderko, i bębenek z kuleczkami, którym wybija rytm. Ręką z pierścieniami na palcach porusza jak dyrygent, w innej trzyma ułomek swojego kła.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

W gigantycznym panteonie hinduskich bóstw Ganeśa zajmuje miejsce szczególne. Przynosi bowiem pomyślność. Kipiąc wciąż radością, zachowuje jednak rozsądek, który bardziej niż upojenie sukcesem czy bogactwem sprzyja szczęściu.

Hawele i stosy
Wizerunki Ganeśi strzegą domów i pałaców. We wspaniale dekorowanych hawelach, domach kupieckich jakie są ozdobą niejednej miejscowości w Radżastanie wypatrywałem go zawsze nad drzwiami. Ściany haweli pełne są malowideł przedstawiających sceny mitologiczne i obyczajowe. Ba, są hawele ozdobione wizerunkami współczesnych postaci tak ważnych dla historii Indii jak Mahatma Gandhi. Właściciele jednego z nowszych domów w Mandawie ulegli z kolei fascynacji rozwojem techniki. Sylwetki samolotów i samochodów stanowią osnowę dekoracji. Niezależnie jednak od wiodących motywów, bóg mądrości i szczęścia jest zawsze na swoim miejscu i czuwa nad mieszkańcami.

Rzeźbionego i malowanego Ganeśę spotykałem równie często w małych świątyniach, które na podobieństwo naszych kapliczek rozrzucone są przy drogach wszystkich regionów Indii jak i w wielkich sanktuariach, w plejadzie innych bóstw. Każdego dnia rano kapłan obchodzi świątynię. Mamrocząc modlitwy myje i ozdabia wizerunki bogów kwiatami. Najczęściej główkami żółtych i pomarańczowych nagietek. Sprzedawane na targowiskach są używane od święta i na co dzień. Obsypuje się nimi weselnych gości, zupełnie jak w scenach z „Monsunowego wesela”, pierwszego filmu, który zawitał do nas z Bollywood. Zaplecione w girlandy i wieńce zawiesza się na ścianach izb, na szyjach ludzi i zwierząt. Podczas wieczornej pudży – powtarzanej każdego dnia uroczystości religijnej jakiej byłem świadkiem w świętym mieście Benares (Varanasi) nad Gangesem, bukieciki nagietek wraz z zapalonymi światełkami wrzucano do wody.

W Benares Ganeśię spotykałem w ciasnych uliczkach i na brzegu Gangesu. W świętym mieście jego wizerunek wywarł na mnie chyba największe wrażenie. Zgodnie bowiem z tradycją, marzeniem każdego wyznawcy hinduizmu jest stos, na którym rodzina spali ciało. Stosy płoną nieustannie w Benares, a do miasta ciągną każdego dnia tysiące ludzi. Autochtoni ze względów religijnych, turyści – z ciekawości. Poza tym to niewielkie miasto… – jakieś dwa miliony mieszkańców – powiedział mi przewodnik. Dla wierzących w reinkarnację Hindusów obecność Ganeśi w Benares jest jak życzenie pomyślności w kolejnym wcieleniu. Przede wszystkim by wyrwać się z kręgu przemian. Jeśli zaś to niemożliwe, odrodzić przynajmniej pod postacią człowieka, nie zaś podłego robaka.

Sylwetka boga z głową słonia zdobi naczynia i sztuki jedwabiu. Może być ozdobiona szlachetnymi kamieniami i kosztować krocie. Ale w Benares widziałem ulicznego sprzedawcę, który oferował sylwetki Ganeśi wycięte z papieru, pomalowane na pogodny zielony kolor zwykłą akwarelką. W liczących ponad miliard dwieście milionów ludności Indiach klasa średnia ma tylu przedstawicieli, ilu całe Stany Zjednoczone mieszkańców. Statystycznie więc, na pomyślności Hindusom nie zbywa. Mimo wszystko jednak krezusi są w mniejszości. Natomiast na papierowego Ganeśę stać nawet żebraka. Tych jest w hinduskich miastach bez liku. Rodzą się i umierają na ulicach – bezdomni, bezrobotni, bez żadnych perspektyw. Oni także zanoszą prośby o pomyślność do pełnego radości boga.

Według popularnego mitu Ganeśa jest synem Parwati. Jej boski małżonek, Śiwa ignorował prośby o syna, więc stworzyła go samodzielnie. Otoczony jej miłością i wierny matce syn, strzegł później jej komnat przed pełnym pożądania Śiwą. Bóg, którego atrybutem jest biały byk – symbol seksualnej potencji, miał wreszcie tego dość i ściął głowę niepokornemu Ganeśi. Udobruchany przez żonę, przywrócił go do życia, obdarzył jednak głową pierwszego napotkanego zwierzęcia. Był nim słoń.

Słonie i tygrysy
W Indiach o spotkanie ze słoniem nietrudno. Potężne zwierzęta pracują jak dźwigi i są jednym z tradycyjnych środków transportu. Do słynnego Fortu Amber pod Jaipurem, wjeżdża się na ich grzbietach jak taksówką. Skojarzenie nasunęło mi się, gdy tylko zobaczyłem szereg zwierząt czekających z poganiaczami na klientów. Zupełnie jak na parkingu. Notabene, przy drodze do miasta widziałem tablicę z cennikiem, w którym ujęte wśród innych pojazdów były i słonie i wielbłądy. Widok kroczącego ulicą słonia nie należy w Indiach do rzadkości. Nawet po ruchliwych arteriach stołecznego Delhi porusza się dziesięć wielkich ssaków. Mają na to specjalne zezwolenie.

Dziś usługi słoni są przeznaczone głównie dla turystów. Dawniej służyły w wojsku. Jeździli na nich maharadżowie i dworska świta. W bogatej hinduskiej mitologii słoń symbolizuje wierność, determinację i siłę. Sylwetki słoni należą do popularnych motywów zdobniczych. Na ścianach świątyń w Khajuraho (przetrwało 25 budowli z ponad 80 wzniesionych tysiąc lat temu), aż się roi od słoni. Ich sylwetki z triumfalnie uniesionymi trąbami wieńczą ważne fragmenty budowli. Płasko rzeźbione, wyznaczają rytm długich fryzów, sąsiadujących ze słynnymi na cały świat scenami miłosnymi. Pomysłowy artysta złamał w pewnym momencie schemat. Jeden ze słoni odwraca głowę w kierunku kochającej się pary.

Na ścianach świątyni Lakshmana (największej w kompleksie), przedstawiony jest orszak maharadży, który w towarzystwie licznego dworu: żołnierzy, myśliwych, poganiaczy, służby i pięknych kobiet wyrusza na polowanie. Podróżują na słoniach. Dokąd wyruszają? Jestem pewien, że na tygrysy. Z powstaniem świątyń w Khajuraho wiąże się przecież legenda o księciu Chandravarmanie, założycielu dynastii Chandella, który jako szesnastoletni młodzieniec pokonał pasiastego drapieżnika. Scena walki księcia z tygrysem zdobi podesty i kopuły świątyń w Khajuraho. Zwycięstwo nad groźnym zwierzęciem było zapowiedzią wspaniałych czynów jakich miał dokonać książę. Lud wyniósł go więc na tron. Od razu widać, że Ganeśia sprzyjał młodzieńcowi.

Ganapati papa moria! Przynieś mi szczęście – słowa skierowane do Ganeśi (Ganapati to jego drugie, powszechnie używane imię) działają jak zaklęcie. Wychodząc na wzgórze z pałacem maharadżów Rewy w Bandhavgarh natknąłem się na wykuty w kamieniu wizerunek bóstwa. Niewiele myśląc zwróciłem się do niego w ten sposób, i pomogło. Przez dwa dni w rozległym parku narodowym w regionie Madhya Pradesh w centralnych Indiach, obserwowałem bengalskie tygrysy. Czasem zupełnie z bliska. Trudno oczywiście zaprzeczyć, że właśnie w Bandhavgarh o spotkanie z pasiastym drapieżnikiem najłatwiej, ale – jestem pewien, że był w tym przysłowiowy palec boży.

Tygrysy bengalskie nie posiadają w Indiach boskich atrybutów, ale ich zręczność i siła mają wymiar symboliczny. Nic więc dziwnego, że przez setki lat tygrysia skóra bądź łeb z najeżoną kłami paszczą były nade wszystko pożądanymi trofeami. Polowania zaś były rozrywką elit i sprawdzianem odwagi. Brytyjczycy szybko połknęli bakcyla i przyłączyli się do krwawych łowów. Wielokrotnie więc, w pałacach zamienionych dziś na hotele lub muzea natykałem się na zdjęcia przedstawiając myśliwych obu nacji stojących nad cielskiem zabitego drapieżnika. Jako swoisty rekordzista zapisał się bodaj maharadża Rewy, Venhant Roman Singh, który w 1914 roku zabił aż 111 dzikich kotów. W efekcie na przełomie lat 60. i 70. XX wieku, bengalskie tygrysy nieomal wyginęły. Za rządów Indiry Gandhi zabroniono polowań i utworzono w kraju 10 tygrysich rezerwatów, gdzie w naturalnych warunkach odradza się ich populacja (w całych Indiach żyje ich już ponoć około 1800).

Podglądanie tygrysów na wolności jest wspaniałą przygodą. Z jeepów, którymi jeździ się po parku specjalnie wyznaczonymi drogami trzeba jednak przesiąść się na słonia. W Bandhavgarh czworonożni pobratymcy Ganeśi… pracują. Z ich grzbietów strażnicy wypatrują drapieżników. Gdy znajdą, zawiadamiają kolegów wożących klientów w jeepach. Po takim sygnale, kierowcy dociskają gaz do dechy i wszystkie kręcące się po parku samochody pędzą we wskazane miejsce. Wtedy też można dosiąść słonia i zagłębić się w dżunglę. W ten sposób udało mi się podejść do tygrysa odpoczywającego pod drzewem. Dzieliło nas nie więcej niż dziesięć metrów. Oko w oko z tygrysem! Dwulatkiem o wdzięcznym imieniu Chakradhara. A raczej nazwisku, które od łąki w centrum zajmowanego terenu łowieckiego, nosi cała jego rodzina – matka, dwie siostry i brat. W wieku dwóch lat samiec dorośleje, coraz częściej opuszcza matkę i wyznacza własne terytorium, znacznie zresztą szersze od tego, po którym porusza się samica. Dwulatek zwędził worek z przeznaczoną dla słoni słomą i zatargał pod ulubione drzewo. Odtąd, wylegiwał się tam każdego dnia. Przeczekiwał upał, a zarazem, na podobieństwo maharadży, dawał do zrozumienia, że teraz on tutaj rządzi.

Tygrys nie zaatakuje słonia, bo po co? Silne zwierzę nie stanie się przecież łupem kocura. Słoń z kolei – jak na wegetarianina przystało – nie jest agresywny. Dzięki temu mogłem bezpiecznie zbliżyć się do drapieżnika i przywieźć zdjęcie, współczesne trofeum z bezkrwawego polowania. Zwierzęta mogą długo stać na przeciw siebie, chyba, że coś je spłoszy. Moje spotkanie z drapieżnikiem zakończyło się niespodziewanie. Stojący na dość stromym stoku słoń poślizgnął się. Nagły ruch i trzask gałęzi spłoszyły tygrysa. Byłem jednak wdzięczny Ganeśi za tak niecodzienne spotkanie.

Miłość i ekonomia
Kult Ganeśi jest zróżnicowany w zależności od regionu. Najwięcej barwnych obyczajów z nim związanych pochodzi z południowych Indii. W okresie sierpień-wrzesień, w Bombaju odbywa się hucznie święto Ganeshachaturthi. W uroczystej procesji obnoszone są ulicami miasta posągi Ganeśi. Procesja kończy się na wybrzeżu, gdzie topi się je w morzu. Święto wesołego boga pełne jest muzyki i tańców. W dedykowanych Ganeśi, tancerki i tancerze mają szczególnie ekspresyjny makijaż i ruchy. Charakterystyczne jest też przewracanie oczami.

W mozaice kultur i religii Indii poczesne miejsce zajmuje islam. Kultura Indii rozwija się od kilku tysiącleci. Z hinduistycznego pnia wyrósł buddyzm. Rządy dynastii mogolskiej trwały zaledwie dwa stulecia, ale jej przedstawiciele pozostawili zachwycające cały świat arcydzieła. W czasie podboju, potomkowie Czingis Chana niszczyli miasta, pałace i świątynie podbijanych prowincji. Wspomniane budowle z Khajuraho uniknęły dewastacji tylko dlatego, że otaczały je rozległe lasy, a ukryta w interiorze strefa nie miała strategicznego znaczenia. Gdy zaś Mogołowie okrzepli na tronie Indii, sami zaczęli wznosić miasta, pałace i meczety. Zaczęli też wykazywać religijną tolerancję, zaś rządzący na przełomie XVI i XVII stulecia Akbar próbował nawet stworzyć uniwersalną, łączącą wątki zaczerpnięte z islamu, hinduizmu i buddyzmu religię din-i ilachi. Nie przyjęła się.

Postrzegany dziś za symbol całych Indii Taj Mahal nad rzeką Jamuną koło Agry, pochodzi także z ich czasów. Powstał gdy dynastia Wielkich Mogołów była u szczytu potęgi, w połowie XVII wieku. Chociaż budowla z czterema smukłymi minaretami przypomina meczet, świątynią nie jest. To mauzoleum, grobowiec ukochanej, zmarłej podczas porodu małżonki Szach Jahana. Niezwykły, uznawany za jeden z cudów świata gmach wznoszono dwadzieścia dwa lata. Z białego marmuru inkrustowanego szlachetnymi kamieniami, które tworzą delikatny roślinny ornament. Dekoracji dopełniają inskrypcje z czarnego kamienia. Są to cytaty z Koranu.

Siłą rzeczy, w budowli wyrosłej z nie hinduistycznej tradycji, Ganeśi nie znajdziecie. Mogolski władca nie zabiegał zresztą w żaden sposób o pomyślność u hinduskiego boga. Według francuskiego podróżnika Jean-Baptiste Taverniera, skończył marnie – zdetronizowany i wtrącony do lochów przez jednego z synów. Czy potomka pchnęła do takiego czynu żądza władzy, czy też dał pierwszeństwo ekonomii nad uczuciami – trudno powiedzieć. Faktem jest, że wzniesienie Taj Mahal kosztowało krocie, a zrozpaczony po starcie małżonki Szach Jahan planował ponoć budowę równie imponującego, czarnego mauzoleum dla siebie.

INFO
Atrakcje Indii obejmują wspaniałe zabytki jednej z najstarszych cywilizacji zabiegi ayurwedy (system medyczny i filozoficzny), miejsca kultu wielu nurtów hinduizmu, buddyzmu i islamu oraz zróżnicowane krajobrazowo regiony od pokrytych śniegami stoków Himalajów przez obszary porośnięte dżunglą po plaże nad Oceanem Indyjskim. Standardowa podróż do Indii obejmuje tzw. złoty trójkąt w północno-zachodnich Indiach (stolicę Delhi, zwany różowym miastem Jaipur oraz Agrę z mauzoleum Taj Mahal). Trójkąt Khajuraho, Bandhavgarh, Benares w środkowych Indiach jest znakomitą alternatywą, zwłaszcza dla tych którzy widzieli już Wielki Meczet w Delhi, Amber Fort koło Jaipuru i Taj Mahal w Agrze. Na takie eskapady trzeba przeznaczyć minimum 2 tygodnie.

Wiza turystyczna ważna miesiąc jest bezpłatna; na jej załatwienie w ambasadzie w Warszawie potrzeba kilku dni (www.indianembassy.pl).

Najwygodniejsze i najliczniejsze połączenia z Indiami oferuje Lufthansa – do Delhi, Mumbaju (obowiązująca dziś nazwa Bombaju) i Kalkuty (www.dlh.de) – z przesiadką we Frankfurcie). Na miejscu wygodnie jest podróżować lokalnymi liniami lotniczymi. Przejazdy koleją są znacznie tańsze, ale też znacznie dłuższe (np. przelot z Delhi lub Kalkuty do Khajuraho kosztuje 100-130 USD od osoby i trwa nieco ponad godzinę; koleją – kilka, kilkanaście godzin). Decydując się na kolej najlepiej zlecić zakup biletów miejscowej agencji turystycznej – za niewielką prowizję uniknie się kolejek w dworcowych kasach, a bilet zostanie dostarczony do wskazanego hotelu.

Samochód najlepiej wynajmować z kierowcą! Drogi w Indiach są podłe, a ruch nie dość, że lewostronny, to nader specyficzny. Cena jest kalkulowana wg stawki 10 INR za milę plus paliwo (cena litra benzyny jest porównywalna z naszymi); w przypadku usług świadczonych przez biura podróży koszty transferów są wkalkulowane w cenę usługi, a do dyspozycji klienta są oddawane samochody z klimatyzacją.

Waluta – rupia (INR)

Przykładowe ceny:
– zwiedzanie Taj Mahal – 750 INR
– zwiedzanie świątyń w Khajuraho – 460 INR
– podejście do tygrysa na słoniu 1300 INR; podglądanie tygrysów z grzbietu słonia (cały dzień) – 10 tys. INR (dopłata za fotografowanie). Tego typu wyprawy wymagają zgidy władz parkowych; załatwienie formalności może zająć około 2 tygodni, trzeba więc rozpocząć procedurę przed wyjazdem, a w przypadku korzystania z usług biur podróży zlecić im również to (www.bandhavgarh-national-park.com; http://www.wildbunch.co.in).
– szal z jedwabiu – ceny do negocjacji (zależą od rodzaju materiału) – od kilkuset INR na straganach ulicznych do kilku tysięcy w rzemieślniczych salonach Jaipuru czy Delhi
– ręcznie wykonana mandala z użyciem złotej farby w kiosku w Sarnath (miejsce gdzie nauczał Budda) – od 400 do kilku tysięcy INR
– ryt na liściach palmowych z Orissy (wielkości kartki A4) – od 400-600 INR
– malowane na jedwabiu sceny z mitologii – od 200 INR
– złota biżuteria ze szlachetnymi kamieniami (jubilerską mekką jest Bubaneshvar – stolica regionu Orissa) – kilka tysięcy USD
Uwaga! Zawsze trzeba być przygotowanym na tipsy, które wszyscy chętnie przyjmują.

Najdogodniejszy okres do zwiedzania Indii (ze względu na klimat) – od października do marca. Przyroda jest najbujniejsza w maju i czerwcu. Ale, że jest to bezpośrednio przed monsunem temperatury dochodzą do50 st. C.
Na przełomie lutego i marca w Khajuraho odbywa się barwny tygodniowy festiwal tańca (www.festivalsofindia.in).

Organizację dłuższego wyjazdu połączonego na przykład z tygrysim safari najlepiej powierzyć hinduskiemu tour operatorowi. W połączeniu ze zwiedzaniem wybranych regionów polecam usługi dużej kompanii Travelite (www.traveliteindia.com); poszukującym niewielkiego sprawnego biura Namaste Tours (www.namastetoursindia.com). Ciekawe programy oferuje polskie biuro Logos Travel Marek Śliwka (www.wyprawy.pl).

Tekst był publikowany na łamach magazynu „Release” (2007).

Reklamy

Jedna myśl w temacie “Indie – Ganpati papa moria

Skomentuj jeśli chcesz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.