Niemcy / Palatynat – O Pfälzer Wald wie schönst bist du…

Na zaproszenie pewnej urodziwej kobiety sprowadzającej do Polski wino z Hambach i jej niemieckiego narzeczonego, trafiłem niegdyś na Deutsche Weinstrasse. W Nadrenii-Palatynacie, zaledwie 100 km od Frankfurtu. Polacy tam bywali, al raczej nie jako turyści, tylko sezonowi pracownicy. Poczułem się pionierem…

Pfalz_04

W kolebce niemieckiej flagi
Jak co roku, jesienią na zamku w Hambach gromadzą się winiarze. W obecności zaproszonych gości odbywa się degustacja miejscowych win. Przy stole prezydialnym oprócz burmistrza i komentatora siedzi prinzessa, wybierana każdego roku z grona niezamężnych jeszcze córek tutejszych winiarzy. Przez rok będzie uświetniać swą obecnością lokalne uroczystości oraz reprezentować region na krajowych imprezach winiarskich. Oczywiście księżniczka musi być nie tylko młoda i rezolutna, ale również znać się na winie… Kiedy jej kadencja się skończy, przed rodzinnym domem pojawi się pamiątkowa tablica. Na degustację trzeba się stawić z własną wałówką. Wino jest na miejscu. Kieliszki napełniają kobiety ubrane w ludowe stroje. Prelegent opowiada o kolejnych gatunkach, przedstawia producenta. Około 30 rodzin trudni się na miejscu winiarstwem i jest to kluczowa dla miasteczka produkcja. W zamkowej sali panuje szczególna atmosfera. Jest wesoło – leje się przecież niemało wina, a jednak uroczyście. Ale, dla nas Polaków, największe zaskoczenie niesie finał imprezy. Na znak prowadzącego, wszyscy wstają. Zapada cisza, a po chwili przez salę płynie nostalgiczna melodia. I wszyscy, jak jeden mąż, zaczynają śpiewać „O Pfälzer Wald wie schönst bist du…”. Nastrój się udziela tak dalece, że odwracam zaproszenia i śledząc tekst XIX-wiecznego poematu przyłączam się do chóru.

W tradycji hambaskich spotkań największe znaczenie historyczne miało Hambacher Fest. W maju 1832 roku, na leżącym podówczas w granicach królestwa Bawarii zamku, zgromadzili się liberałowie żądający zjednoczenia i demokratyzacji cesarskich Niemiec. Gospodarzami byli mieszczanie z Neustadt, którzy kilka lat wcześniej wykupili zamek. Zgromadziło się około 30 tysięcy ludzi. Stary porządek był jeszcze mocno ugruntowany i przywódcy wiecu trafili do więzienia. Mimo to zapoczątkowany w Hambach ruch ogarnął wkrótce wszystkie kraje rzeszy. Uczestnicy wiecu zgromadzili się pod trójkolorowym sztandarem z napisem Odrodzenie Niemiec. Czarny pas symbolizował trud i ciężkie czasy, czerwony – krew i nieuniknione w walce o zmiany wyrzeczenia, zaś złoty – lepszą przyszłość. Tak powstała współczesna flaga Niemiec, a rok 1832 przyjęto za datę narodzin demokracji nad Renem. W Hambacher Fest brali też udział Polacy, którzy po upadku powstania listopadowego emigrowali przez Niemcy do Francji. W Hambach było ich tak wielu, że gospodarze sformowali oddziały polskiej policji.

Federweißer i Schorle
Niewysokie pasemko górskie Pfälzer Waldu przekracza nieznacznie 600 m. Ograniczające od zachodu dolinę Renu zalesione wzgórza działają jak ekran, zatrzymując słoneczne ciepło i wilgotne powietrze znad rzeki. U ich stóp ciągną się winnice długim blisko 100-kilometrowym pasem od Schweigen na granicy z Francją po Bockenheim. W sprzyjających uprawie warunkach rozkwitło królestwo tradycyjnego Scheurebe i Kernera, białego Rieslinga oraz czerwonego Dornfeldera. Winnic nikt nie grodzi, nikt też nie gani przechodnia, który skuszony słodyczą uszczknie sobie kilka dojrzałych gron. Ze względu bowiem na unijne limity, niejeden rząd winorośli nie doczeka zbioru, zwłaszcza w urodzajnym roku.

W okresie winobrania szerokim strumieniem leje się Federweißer – młode, lekko jedynie sfermentowane wino. Wyprodukowano z białych winogron ma żółtawe zabarwienie. Zarówno biały jak i czerwony Federweißer jest mętny, słodki i niezwykle orzeźwiający. Jego czas trwa krótko, nie dłużej niż trzy, cztery tygodnie, zaś smak tego specyfiku zmienia się dosłownie z każdym dniem. Federweißer podawany jest w restauracjach w specjalnych szklanicach z dołeczkami na palce – dzięki nim półlitrowe naczynie nie wysuwa się z dłoni. Przy drogach pojawiają się w tym czasie liczne stragany, na których można kupić butelkowany napój. Najzagorzalsi jego miłośnicy przyjeżdżają na zakupy z własnymi, nieraz pokaźnych rozmiarów, kanistrami.

Kto w nim nie zasmakuje może pić Schorle, czyli wino zmieszane z wodą mineralną w stosunku mniej więcej trzy do jednego. Ale i tak w towarzystwie trzeba mieć mocną głowę, bo na miejscu piją… tylko w półlitrowych szklanicach.

Pfalz_02

Familie Abel
Właśnie u tej rodziny przeżyłem kilka wieczorów przy Schorle. Ablowie posiadają najrozleglejsze w Hambach winnice i prowadzą godną polecenia gospodę – Strausswirtschaft, jak nazywa się lokale, w których serwowane są tradycyjne dania i napoje własnej produkcji. Przy okazji warto zapamiętać, że Schorle znakomicie pasuje do absolutnego hitu kulinarnego jakim jest Winzershnitzel – sznycel winiarski. Ten od Ablów jest najznakomitszy na całej Deutsche Weinstrasse – nie mam co do tego wątpliwości. O rozmiarach napomknę tylko, że również są rekordowe… Połeć mięsa po prostu rozpływa się w ustach. Winzerschnitzel jest grillowany na ogniu z suchych gałązek winorośli i stąd jego niepowtarzalny aromat. Tajemnica smaku tkwi w sposobie przygotowania mięsa, które maceruje się w winie.

W trzypokoleniowej rodzinie Ablów pierworodny przedstawiciel każdej generacji to Hans. Rządzi niepodzielnie dziadek Hans, pomaga mu syn Hans. Serce dziadka cieszą trzej wnukowie, z których najstarszy nosi rodowe imię. Średni Abel jest wielbicielem Schorle z Rieslinga półwytrawnego (halbtrocken). Ilekroć wciąga mnie w rozmowę, tym właśnie trunkiem częstuje. W pewnym jednak momencie pojawia się zawsze senior rodu i ruga syna – Co też ty gościowi podajesz?! Prawdziwy i jedyny godny uwagi napój to Riesling wytrawny (trocken). – Po dniu pracy świetnie orzeźwia szklanka Schorle – twierdzą jednak zgodnie Ablowie. A jeszcze lepiej… dwie! (Może i dobrze, że najmłodsi Abel’owie piją póki co mleko!).

W głównej sali gospody zwraca uwagę obraz w duchu lat 30. Nieproporcjonalnie wielkie w stosunku do towarzyszących im ludzi konie ciągną wóz z beczkami wina. Grają napięte do granic możliwości muskuły. Wysiłek ludzi i zwierząt wręcz udziela się patrzącemu. Obraz skopiował z pocztówki profesor szkoły plastycznej z pobliskiego Neustadt. Oryginał zdobił kwaterę Führera.

Przy winnej drodze
Führer nie tolerował alkoholu. Rządy nazistów nie należały więc do złotych czasów dla winiarzy. Tym bardziej, że „zniknęli” Żydzi. Ponieważ w ich rękach skupiał się handel winem, producenci musieli sami zająć się zbytem. Jednak lata 30. XX wieku, odcisnęły też pozytywne piętno u stóp Pfälzer Waldu. Wzniesiono wprawdzie w Schweigen, na granicy z francuską Alzacją wielką bramę nawiązującą do architektury rzymskich łuków triumfalnych, ale powstały też nowoczesne drogi i odrestaurowano zamek Trifels. Z jego murów rozciąga się wspaniała panorama wzgórz. Oczywiście nie tylko dla niej zamek, należący niegdyś do rodziny Hohenlohe otoczono tak pieczołowitą opieką. W skarbcu przechowywano przez stulecia insygnia władzy cesarskiej. Dziś można je oglądać w wiedeńskim Hofburgu. Na miejscu zostały kopie korony, jabłka i miecza koronacyjnego cesarzy domu niemieckiego.

Co zaś do bramy otwierającej (a może zamykającej) Deutsche Weinstrasse, to curiosalną budowlę ze Schweigen zdobi orzeł z wieńcem laurowym w szponach. Po wojnie skuto wewnętrzne pole, gdyż znajdowała się w nim sfastyka. Detale, z których skuto mroczny symbol nie należą do rzadkości. Choćby znak mierniczy umieszczony nisko nad ziemią na murze kościoła w Neustadt.

Deutsche Weinstrasse można porównać do sznura korali. Każdy paciorek to otoczone winnicami miasteczko z szachulcową zabudową. Są wśród malownicze uzdrowiska takie jak Bad Bergzabern, w którym mieszkała księżna Karolina, matka i regentka Christiana IV. Nawiązując do jej pobytu, miejscowa cukiernia (Confiserie Herzog) oferuje: trufle, torty i lody Herzogin Karoline. Są groźne niegdyś twierdze żyjących na pograniczu z Francją baronów, takie jak Burg Berwarstein. Można też odbyć romantyczną przejażdżkę wąskotorową kolejką, zwaną kukułczą (Kuckucksbähnel), która puszczając kłęby pary turkocze wśród szumiących lasów Elmsteiner Tal. A jeśli ktoś woli ekskluzywne podróże w stylu retro powinien koniecznie wsiąść do landauera, powozu, którego historia i nazwa wiążą się z miasteczkiem Landau i.d. Pfalz.

Obowiązkowym punktem wizyty w regionie jest obiad w restauracji hotelu Deidesheimer Hof w Deidesheim, ulubionym lokalu Helmuta Kohla. Były kanclerz urodził się w Palatynacie i to nieopodal. Restaurację upodobał sobie tak dalece, że bywał tu zarówno prywatnie jak i w towarzystwie oficjalnych gości. Tu kosztowali Pfälzer Saumagen, specjalnie przyrządzanego salcesonu wieprzowego, Ronald Regan, Królowa Elżbieta, Michaił Gorbaczow, Borys Jelcyn, Margaret Thatcher oraz królewska para z Hiszpanii. W rogu znajduje się ulubiony stolik Kohla, a w karcie potrawy noszące jego imię. Warto też pamiętać, że przy Weinstrasse 16 w rodowej siedzibie prowadzi winiarnię, jedną z największych w regionie i najwyżej cenionych w Niemczech, rodzina von Buhl.

Rzymskie wino i Wursty
W okresie winobrania w każdej miejscowości przy Weinstrasse odbywają się Weinkerwe – festyny winne. Natomiast Der Dürkheimer Wurstmarkt w Bad Dürkheim jest największą tego typu imprezą winiarską w Niemczech, a być może na świecie. Plac festiwalowy (dawny targ kiełbasiany – stąd nazwa festynu) zdobi największa na świecie kadź na wino wybudowana przez mistrza bednarskiego i winiarza Fritza Kellera w 1934 roku. Beczka o średnicy 13,5 m oraz pojemności 1,7 mln. litrów nigdy nie była napełniona, dziś mieści restaurację.

Wurstmarkt odbywa się w miejscowości, na której obrzeżach archeologowie odkryli otaczające patrycjuszowską willę winnice z czasów rzymskich. W zrekonstruowanych częściowo ruinach w Ungstein (III/IV w.) gospodarują dziś pasjonaci. Reaktywowali nawet winnicę. Systematycznie urządzają winobrania oraz tłoczą wino starożytnymi metodami. Ba, butelkują je. Numerowane flaszki sprzedają, a zgromadzone fundusze przeznaczają na utrzymanie winnicy. Ciekawą jej część stanowią rzędy zabytkowej winorośli. Niejeden krzew, który się w niej rozwija otoczony troskliwą opieką, został znaleziony gdzieś na wysypisku przez dr Fritza Schumanna – czołową postać ruchu. Doktor łączy pasje z zawodowym doświadczeniem. Przez lata szefował Instytutowi Uprawy Wina w Siebeldingen, gdzie eksperymentuje się z winoroślą, poszukując odpornych na szkodniki i warunki klimatyczne odmian oraz najkorzystniejszych sposobów ich uprawiania.

Czując jeszcze w ustach smak „starożytnego” wina, którym częstował dr Schumann dołączam do barwnego korowodu. Miejscowym notablom towarzyszą winne królowe – landowa i niemiecka. Po serii żartobliwych przemówień następuje odszpuntowanie beczki Federweißera. Potem wielotysięczny tłum rozlewa się po placu, by przy muzyce pić wino, kręcić się na karuzelach i jeść tony Wurstów. Bez nich nie może się przecież obyć żadna impreza w niemieckojęzycznej części Europy.

INFO
www.deutsche-weinstrasse.de

Tekst był publikowany na łamach LOT-owskiego magazynu „Kaleidoscope” (2005)

Reklamy

Skomentuj jeśli chcesz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s