Austria / Wiedeń – pogoda ducha

Mariahilfer Straße ciągnie się od Ringu obiegającego stare miasto po dworzec kolejowy Wien-Westbahnhof.

W odróżnieniu od salonów mody w ścisłym centrum, tutaj jest bardziej egalitarnie. Sklepy odwiedza więc nie tylko śmietanka, ale również ludzie młodzi i ci ze skromniejszymi nieco dochodami. Stanąłem przed designersko zaaranżowaną witryną sklepu o wdzięcznej nazwie „Johann Struass” Internationale Damenmoden. Proste skojarzenie: kompozytor, twórca walca Nad Pięknym Modrym Dunajem, piękne kobiety, w efektownych kreacjach. Za jednym zamachem właściciele odwoływali się do klienteli o tradycyjnych upodobaniach jak i do tej nowocześniejszej. A ja właśnie szukałem przejawów zmian w Wiedniu, o których coraz częściej słyszę. Nie bardzo wiem o co chodzi. Chyba głównie o to, że miasto ma opinię staroświeckiego, hołdującego trącącym myszkom obyczajom z czasów ostatnich Habsburgów… Mnie akurat to w Wiedniu podoba się najbardziej, bo nadaje miastu klimat jakiego nie ma gdzie indziej. I wcale nie kłóci się z dynamicznym rozwojem ani nowoczesnością, której przejawy są widoczne na każdym kroku, zarówno w architekturze jak i organizacji, choćby miejskiego ruchu – pozazdrościć. Cóż jednak ma być przejawem owych zmian? Masowe imprezy? Takie jak letni festyn na Wyspie Dunaju dla kilku milionów ludzi. Z dziesiątkami koncertów – od rytmów Harikriszna po hip-hop. Wystawiane co pewien czas nowocześnie zaaranżowane musicale, którymi tak jak inscenizacją „Arabelli” w tonacji techno i mocnymi akcentami erotycznymi, zachwycała się przed paru laty połowa Wiedeńczyków, w opozycji do drugiej połowy, która trzyma się twardo klasycznego repertuaru? Rzesze imigrantów, którzy z oczywistych względów bardziej gorączkowo od ustabilizowanych mieszkańców poszukują w naddunajskiej stolicy swojego miejsca? A może turyści, których rzesze przybywają do austriackiej stolicy? Na koncerty, wystawy, bale, ale również po zakupy, zwłaszcza w styczniu oraz u schyłku lata, kiedy to sklepy przy Mariahilfer Straße, Kärntner Straße czy Graben, na wyprzódki obniżają ceny towarów z minionego sezonu. Tak czy siak, gdybym był rodowitym wiedeńczykiem, lekko bym się wystraszył. Czy owe zmiany nie zagrożą przyjemnemu rytmowi mojego życia, wyznaczanemu poranną kawą w zadymionej kawiarni przy lekturze prasy, niespiesznym podążaniem do pracy, a wreszcie relaksem – na Praterze, lodowisku pod ratuszem, na ścieżkach Lasku Wiedeńskiego, czy na Semmeringu, skąd do wiedeńskich kranów płynie krystalicznie czysta i smaczna woda… Gdyby bowiem to wszystko miało się zmienić, Wiedeń przestałby być Wiedniem. A zadowolony z życia Wiedeńczyk nie stanąłby z iście chłopięcym błyskiem w oku pod wystawą sklepu „Johann Strauss” przy Mariahilfer Straße 119. Nie ustawiłby się pozując mi z pogodnym uśmiechem między kolorowo odzianymi manekinami. Bo nie miałby na to czasu… podobnie do mieszkańców setek innych miast na świecie.

Tekst był publikowany na łamach magazynu „Świat. Podróże. Kultura.” (luty 2010)

Migawki z Wiednia © popatrz

Reklamy

Skomentuj jeśli chcesz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.