Hiszpania – smak i legenda pulpo

Pulperie w hiszpańskich portach są tak popularne jak u nas budki z kebabem.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Pulpo znaczy ośmiornica. Na jej wizerunku ciążą legendy o gigantycznych kałamarnicach, miażdżących mackami okręty. Pulperie są w jakimś sensie formą zemsty rodzaju ludzkiego za te akty dewastacji dokonywane niegdyś na dziełach szkutników. Obrywa się jednak bez porównania mniejszym niż legendarne stwory osobnikom. A żywot przekazanej do pulperii pulpo jest krótki. Mierzy się bowiem jej wytrzymałością na zanurzenie we wrzątku. Najtwardsze osobniki wymiękają po trzecim zanurzeniu… Następnie pulperzysta (chyba mogę go tak nazwać), ima się nożyczek i godnymi wprawnej krawcowej ruchami dzieli macki na plasterki. Delikatne, białe mięso dosłownie rozpływa się w ustach. Smak plasterka zanurzonego w oliwie z czosnkiem koi szok jaki wywołuje procedura przyrządzania smacznego kąska. I stawia – przynajmniej mnie – w rzędzie mścicieli miażdżonych przez morskie potwory okrętów słynnej niegdyś hiszpańskiej armady.

Reklamy