Egipt – apteki w cieniu piramid

Nosimy w sobie folderowy obraz Egiptu. Turystyczną wizję z czerwoną kulą słońca i cieniem piramid. Tajemniczym uśmiechem Sfinksa, barwą raf koralowych i adrenaliną towarzyszącą zakupom na gwarnych targowiskach. A, że nie każdego kto tam bywa dotyka zemsta faraona, największym nieszczęściem jawi się wielbłąd plujący w obiektyw aparatu… Zniewoleni egzotyką, jesteśmy jednak gotowi wielkodusznie wybaczyć zwierzęciu brak taktu.

Zdjąwszy różowe okulary zauważymy, że nad rozległym krajem, zamieszkałym przez 75 milionów ludzi, niczym klątwa starożytnych bogów rozciąga się wciąż widmo pustyni. Od zarania dziejów, z determinacją i cierpliwością, Egipcjanie toczą walkę z piaskiem, upałem i brakiem wody. Na cud zakrawa fakt, że żyzne ziemie w wąskich przybrzeżnych pasach Nilu i rozległej delcie rzeki, dawały zbiory na tyle obfite, by w basenie Morza Śródziemnego pełnić niegdyś rolę spichlerza. Fenomenem jest fakt, że nad Nilem, powstała najtrwalsza w dziejach ludzkości cywilizacja. Pod rządami trzydziestu dynastii faraonów rozkwitała przez trzy tysiąclecia. Przetrwała też dwa następne, mimo zderzenia z bardziej agresywnymi potęgami: Grecją, Rzymem, Islamem i nowożytną Europą. Dopiero po pięciu tysiącach lat, epoka zaawansowanych technologii, obrotów kapitałowych i w ogóle zawrotnego tempa życia, przyniosła wyzwania, wobec których tradycje faraonów zeszły do roli malowniczego sztafażu. Potrzeba reform stała się w Egipcie problemem równie palącym jak słońce pustyni.

Poza folderami
Największym skupiskiem ludności w Egipcie jest Kair. Stolica republiki, a zarazem największe miasto Afryki. Kairską aglomerację zamieszkuje 17 mln ludzi co stanowi 22% egipskiej populacji. Drugą pod względem wielkości aglomerację Aleksandrii – ponad 4 mln, czyli 5%. Obszary zurbanizowane koncentrują się nad Nilem oraz na wybrzeżach mórz Śródziemnego i Czerwonego. Ogółem, miasta zamieszkuje 43% ludności, w tym najzamożniejsi. Natomiast tereny wiejskie szybko się pauperyzują, gdyż upadek tradycyjnego rolnictwa prowadzi do zaniku indywidualnych gospodarstw.

Ze względu na silną koncentrację ludności w skupiskach miejskich, infrastruktura zdrowotna, w tym liczne placówki podstawowej opieki medycznej oraz apteki są dostępne dla 95% ludności, a ambulatoria nawet dla 98%. Obszary obsługiwane przez poszczególne placówki mają – statystycznie – promień nie większy niż 5 km. Na 10 tys. mieszkańców przypada 26 lekarzy, 4 dentystów, 29 pielęgniarek i położnych oraz 15 farmaceutów (WHO, 2007 r.). Statystyczne wskaźniki dostępności usług medycznych wydają się więc korzystne. Tym bardziej, że w ostatnim pięcioleciu dynamicznie rosną publiczne wydatki na ochronę zdrowia. W 2007 wydano na ten cel 7,3% PKB czyli o 1% więcej niż w roku 2006. W 2009 roku odnotowano spadek do poziomu 6,1% co pociągnęło za sobą niedofinansowanie szpitali na początku bieżącego roku i usuwanie z nich pacjentów o czym donosiły media, zwłaszcza tak zaangażowane jak anglojęzyczna Al Jazeera. Trzeba jednak pamiętać o generalnej poprawie sytuacji, gdyż do 1999 roku wskaźnik ten utrzymywał się na poziomie 3,8%, pozostawiając pretendujący do OECD Egipt daleko w tyle za krajami członkowskimi (najniższe wskaźniki oscylują tam koło 8%).

Wydatki budżetowe pokrywają potrzeby egipskiego systemu ochrony zdrowia zaledwie w 32% (68% pochodzi z kieszeni obywateli). I paradoksalnie, środki publiczne wykorzystywane są głównie na utrzymanie placówek z najwyższego poziomu opieki oraz świadczenie kosztownych, z reguły rzadkich usług. Ponadto, rozkład geograficzny i społeczny ich wykorzystania jest wysoce nierównomierny i niesprawiedliwy. W bogatszych obszarach zurbanizowanych, wydatki na ochronę zdrowia są o 67% na głowę wyższe niż w wiejskich.

Złożony system ubezpieczeń tworzy preferencje dla mniejszościowej, zamożnej części społeczeństwa. W efekcie, rodziny których dochody roczne nie przekraczają 1000 dolarów amerykańskich nie korzystają z usług podstawowych placówek medycznych. Średnio, roczny dochód na mieszkańca, w roku najwyższego wzrostu dochodu narodowego w ostatniej pięciolatce, tj. w 2007 wynosił 2.173 dolary; obecnie szacowany jest na 2.680 dolarów. Szanse edukacyjne dzieci z najbiedniejszych środowisk są także niewielkie. Nawarstwiając się na siebie: niski poziom wykształcenia i bieda, obniżają skuteczność akcji prewencyjnych, na przykład badań kontrolnych, niwecząc tym samym szanse na wczesne wykrywanie chorób. Wprawdzie statystyki wykazują niski stopień ubóstwa – zaledwie 4%, a bezrobocie oscyluje od lat na poziomie około 10%, wiarygodność tych wskaźników podważa na przykład liczba niedożywionych dzieci – 16%. Podobnie jak alarmistyczne szacunki, z których wynikało, że w wyniku sterylizacji około 80% kobiet okaleczano narządy płciowe. Prawo nie ingeruje w praktyki uświęcone tradycją religijną i rodzinnymi normami obyczajowymi. Aborcja dopuszczalna jest tylko w przypadku zagrożenia życia.

68% kosztów funkcjonowania systemu ochrony zdrowia w Egipcie pokrywane jest z kieszeni pacjentów.

Około 40 procent Egipcjan żyje w ubóstwie i nie stać ich na korzystanie z jakichkolwiek ubezpieczeń zdrowotnych.

98% Egipcjan ma dostęp do czystej wody, ale tylko 66% do właściwych warunków sanitarnych (w tym na wsi 52% i 85% w miastach) [WHO, 2006].

Bagaż tradycji
Egipt jest krajem islamskim. I wciąż kobiety zajmują w nim niższą pozycję społeczną. Najbardziej dramatyczne rozmiary przyjmuje zjawisko w środowiskach biednych, pozbawionych pracy i wykształcenia, zachowawczych i skłaniających się ku religijnej ortodoksji. Sytuację doskonale obrazuje fakt, iż na usługi medyczne dla dziewcząt i kobiet wydaje się średnio o 20% mniej niż na opiekę nad męską częścią populacji. Również wskaźniki umieralności niemowląt są gorsze w przypadku dziewczynek niż chłopców.

W wielu środowiskach wciąż są żywe archaiczne, bądź graniczące z zabobonami poglądy na leczenie. Wprawdzie magia w czystej postaci należy do rzadkości, powodzeniem cieszą się praktyki biomedyczne i ziołolecznictwo. Nadal, zwłaszcza ludzie ze społecznych nizin, nie poszukują porady lekarza. Nie szukają też leków we współczesnych aptekach, ani tym bardziej przez Internet. Nie dlatego nawet, że nie mają do nich dostępu, ani dlatego, że ich na takie usługi i towary nie stać. Oni po prostu wciąż pokładają zaufanie w uzdrowicielach. Wolą poddawać się uświęconym tradycją rytuałom, choćby takim, które mają na celu wygnanie z ich ciał demonów. Konsekwentnie też zażywają przygotowane bądź zalecane przez uzdrowicieli mikstury. Większość preparatów jest nieszkodliwa. Bazują bowiem na przepisach przekazywanych od pokoleń, i komponowane są z ziół oraz organów i odchodów niektórych zwierząt. Są także kontrowersyjne. Rozpowszechnione jest na przykład przekonanie, iż antidotum na jad węża stanowi kolejne ukąszenie – w płatek ucha chorego. Znany od wieków preparat z ciał i odchodów pustynnej jaszczurki zwanej scynkiem aptekarskim, bywa podawany w formie proszku na potencję. Tradycyjne praktyki znachorskie (baladi) są wciąż uważane za skuteczne metody utrzymywania równowagi w organizmie dziecka lub kobiety w ciąży. Chociaż przeciwstawiane, utożsamianym z obcymi (afrangi), zaleceniom nowoczesnej medycyny, zabiegi takie są coraz częściej łączone ze współczesnymi metodami leczniczymi, włącznie ze stosowaniem dostępnych w aptekach farmaceutyków (więcej w pracach: Evelyn Aleene Ealry „The Baladi Curative System of Cairo, Egypt.”, 1988 oraz Hedvig Gyory „Theoretic Medicine in Egypt.”, 2002).

Mikstura dla turysty
Kultywowaniu i komercjalizacji tradycji sprzyja ruch turystyczny. Perfumerie w zaułkach Kairu, Aleksandrii czy Luksoru, stragany na targowiskach i uliczni sprzedawcy natrętnie oferują swe towary przybyszom. Tworząc wokół nich tajemniczy klimat, odwołują się chętnie do mitów i legend, choć również do autentycznych tradycji medycznych i aptekarskich, którymi Egipt szczyci się od tysiącleci. Trudno się czasem oprzeć… Któż bowiem nie tęskni za utraconą młodością, zdrowiem czy urodą?!

Apteki prowadzone przez wykształconych współcześnie farmaceutów są przeciwieństwem przedsięwzięć bazujących na naiwności klientów. Standardy obsługi i zasady sprzedaży leków nie odbiegają w nich od naszych. A aptekę łatwo rozpoznamy po napisie alfabetem łacińskim słowo „Pharmacie” oraz kielichu z owijającym się wokół niego wężem Asklepiosa. Owszem, na półkach spotkamy cały szereg leków wyrabianych na miejscu, ale nie są to żadne podejrzane mikstury. Oprócz turystyki w Egipcie rozwija się z powodzeniem przemysł chemiczny (przynosi on blisko ¼ dochodu narodowego). Zaś jego istotnym segmentem jest produkcja leków. Egipski rynek farmaceutyczny jest największym w krajach Środkowego Wschodu. Jego wartość przekroczyła w 2008 roku poziom 2 mld dolarów. A roczny wzrost kształtuje się w granicach 5%. Aktywność tego sektora gospodarki skupia się aktualnie na dwóch celach: wprowadzeniu regulacji prawnych zgodnych z międzynarodowymi standardami w zakresie ochrony praw intelektualnych i procedur obejmujących wycenę oraz dopłaty do leków.

Ostatni aspekt jest jednym z największych wyzwań dla reformatorów egipskich systemów społecznych: edukacji, ochrony zdrowia i ubezpieczeń. Zmiany w prawie oraz ambitne, restrukturyzacyjne programy rządowe uruchomiono w połowie minionej dekady. Są aktywnie wspierane przez instytucje międzynarodowe. Ale postępów jeszcze nie widać, choć wyraźnie zaznaczają się pewne nowe tendencje.

Procesy prywatyzacyjne powodują szybki wzrost udziału sektora prywatnego w przemianach i zwiększanie jego udziału w produkcji (prym wiedzie na rynku największy obecnie w regionie koncern EIPICO). Jeszcze w latach 90. XX wieku produkcja leków nad Nilem była niemal w całości kontrolowana przez państwo. Dziś jedynie osiem firm państwowych odgrywa jeszcze w miarę istotną rolę. Ponad 90% produkcji farmaceutycznej pochodzi od firm prywatnych. Około 20 z nich notowanych jest na giełdzie.

Zwiększa się też zainteresowanie kapitału zagranicznego. Z jednej strony podsycane niskimi kosztami pracy. Z drugiej nadzieją, że stąd łatwiej wkroczyć na rynki hermetycznych dotychczas państw islamskich Bliskiego Wschodu i Afryki.

Wprawdzie zbliżenie do standardów europejskich nasiliło się w Egipcie dopiero w ostatnich latach, jednak proces europeizacji kultury sięga korzeniami przynajmniej epoki napoleońskiej. Militarne sukcesy cesarza Francuzów pod piramidami były przelotne. Znacznie trwalsze stały się udziałem towarzyszących jego armii uczonych i inżynierów. To oni zainicjowali prace archeologiczne, w które później włączyli się Brytyjczycy i Niemcy (w szeregach europejskich uczonych było też wielu Polaków). Również inicjatywie francuskiej zawdzięcza Egipt niepowtarzalne dzieło XIX-wiecznej inżynierii – Kanał Sueski. Po 10 latach intensywnych prac 120-kilometrowy rów połączył Morze Śródziemne z Czerwonym. Otwarcia kanału dokonano w 1869 roku.

Udział Europejczyków w rozwoju egipskiej nauki i unowocześnianiu lokalnych uczelni zaowocował między innymi otwarciem fakultetu farmacji, w 1824 roku na uniwersytecie w Kairze. Niedługo potem, w ślady stołecznego poszedł uniwersytet aleksandryjski. Dziś w kształceniu kadr medycznych i farmaceutów ma coraz większy udział sektor prywatny. 11 spośród 24 szkół farmaceutycznych w Egipcie to placówki prywatne. Na wydziałach uczelni państwowych podejmuje rocznie naukę 11-13 tysięcy studentów. W prywatnych szkołach zaledwie około 400. Natomiast dzięki najnowszym regulacjom prawnym związanym z równouprawnieniem płci, na oba rodzaje uczelni trafia coraz więcej kobiet. Na studiach farmaceutycznych jest ich obecnie 2-, a nawet 3-krotnie więcej niż mężczyzn. Wprowadzony w 2005 roku program Higher Education Enhancement Programme (HEEP), służy sukcesywnemu unowocześnianiu metod i programów nauczania. Wielu adeptów wydziałów egipskich kontynuuje naukę w USA lub – z racji silnych więzi z byłym protektorem – w Wielkiej Brytanii (oficjalny protektorat brytyjski nad Egiptem datuje się na lata 1914-1922; wpływy angielskiej korony sięgają połowy XIX wieku).

Lek dla każdego
Na terenie kraju pracuje dziś około 138 tysięcy farmaceutów z cenzusem. 65% z nich w publicznych aptekach, 18% w szpitalach, a 12% w przemyśle farmaceutycznym. Pozostali w administracji państwowej i nadzorze oraz w instytutach naukowych i klinikach.

W Egipcie funkcjonuje około 60 tysięcy publicznych aptek. Standardy obsługi i zasady dystrybucji leków nie odbiegają w nich od europejskich. Oczywiście rozmieszczenie tych placówek odpowiada gęstości zaludnienia. Na terenach rzadko zaludnionych wyraźnie ich brakuje. Apteki są zazwyczaj czynne w godzinach 10.00-22.00. W porównaniu z innymi krajami panuje tu swoisty liberalizm. Wiele leków na recepty w USA i krajach europejskich tu można dostać bez ograniczeń.

Dla przybyszów z USA czy Europy ich ceny są dość niskie. Czy tak samo dla obywateli – trudno jeszcze wyrokować. Zgodnie bowiem z dekretem Ministerstwa Zdrowia (373/2009) ceny leków ustala się od tego roku na poziomie o 10% niższym niż najniższe ceny detaliczne w 36 krajach wybranych do porównania przez rząd. Ceny leków generycznych mają być jeszcze korzystniejsze. Dekretem ustanowiono trzy kategorie (wszystkie generyki wymagają potwierdzonego oficjalnie certyfikatu jakości). W pierwszej kategorii znalazły się leki pochodzące z licencjonowanych fabryk – mają być tańsze o 30% od markowych. Do drugiej trafiły wybrane leki, które mają być tańsze o 40%, ale jest to kategoria tymczasowa i będzie zniesiona po 2020 roku. W trzeciej wreszcie, są leki tańsze aż o 60%. Cena taka obowiązuje w przypadku leków firm posiadających jedynie licencję, ale z braku własnych zakładów, organizujących produkcję przez podwykonawców.

Powyższe zasady wynikają z przyjęcia prorodzinnych celów polityki zdrowotnej oraz chęci wypełnienia rządowych deklaracji urealnienia dostępności leków w Egipcie. Zdaniem rządu dotychczasowe ceny były za wysokie w stosunku do dochodów najgorzej zarabiających, którzy nie mogli sobie po prostu pozwolić na zakup medykamentów. Dekret spotkał się jednak z gorącym sprzeciwem, głownie środowisk medycznych i farmaceutów. Krytycy twierdzą, że nowe zasady nie poprawią sytuacji. Zwracają uwagę, że zgodnie z raportami Banku Światowego dochód narodowy brutto na mieszkańca niższy niż w Egipcie, mają jedynie Indie i Sudan. W krajach z rządowej listy, średni roczny dochód narodowy w przeliczeniu na mieszkańca jest 16-krotnie wyższy niż w Egipcie, a zatem ustalona na jego podstawie cena leków także przekroczy aktualne, rynkowo regulowane ceny.

Farmaceuci z syndykatu z Gharbiya zlecili badanie, z którego wynika, że nowe zasady zamiast spadku spowodują wzrost cen leków generycznych średnio o 199%. Jako przykładu użyli ceny pigułek Plavix zapobiegających powstawaniu zakrzepów krwi. Oryginalna  kosztuje 12 funtów egipskich. Zastępczy lek niespełna 2 funty, czyli jest 83% tańszy. Zgodnie z dekretem lek produkowany przez licencjonowaną fabrykę może kosztować 7,20 funta (lek z drugiej kategorii), a to oznacza 360% wzrost w stosunku do aktualnej ceny.

Na marginesie tego sporu trudno oprzeć się refleksji, że koło historii się zamyka. Rola farmaceutów wraca tysiącletnich korzeni. Bowiem określenia farmacja, farmaceuta, farmaceutyk, przefiltrowane przez grekę i łacinę, wywodzą się od staroegipskiego ph-ar-maki, oznaczającego tego „kto zapewnia bezpieczeństwo”.

*   *   *   *   *

Papirus Ebersa
Był rok 1873 gdy egiptolog i pisarz Georg Moritz Ebers trafił na targowisko w Luksorze (Teby). Od przygodnego arabskiego kupca nabył papirusowy zwój długości ponad 20 metrów sklejony z 108 części, z notatkami i uwagami na marginesach i odwrocie zasadniczego tekstu. Sprzedawca klął się honorem, że znalazł go kilka lat wcześniej między nogami dobrze zachowanej mumii… Ebers przywiózł trofeum do Lipska. Był profesorem miejscowego uniwersytetu i specjalizował się w języku egipskim oraz antykach. Okazało się, że zawierający odpisy starszych dokumentów zwój spisano około 1550 roku p.n.e. Zawiera informacje z zakresu chorób wewnętrznych, chirurgii, zasady stosowania minerałów, organów zwierzęcych i roślin leczniczych, receptury i uwagi do sporządzania około 700 mikstur. Ebers opisał znalezisko w pracy „Papirus Ebersa, hermetyczna księga o lekach Egipcjan, w piśmie hieratycznym”. Dokument zdobi dziś księgozbiór lipskiej biblioteki uniwersyteckiej.

Oko Horusa
Tajemnicze Rx mylnie utożsamiane jest z literami. To raczej znakiem przypominający R z nóżką wydłużoną i przeciętą krótszą kreseczką. Oznacza leki, których w odróżnieniu od OTC nie można dostać bez recepty. Pochodzenie symbolu nie jest jednoznaczne. Ale wywodzi się je ze starożytnego Egiptu i wiąże z kultem boga Horusa – ojca farmacji. Legenda mówi, ze Horus walczył z bogiem zła Setem, aby pomścić śmierć swego ojca Ozyrysa. W walce Set wyrwał mu oko, poszarpał na części i wyrzucił. Znalazł je jednak bóg mądrości i magii Tot. Poskładał i oddał Horusowi. Ten zaś, podarowawszy je Ozyrysowi przywrócił mu życie. Horus był przestawiany z głową sokoła o drapieżnych oczach. Prawe było poświęcone słońcu, lewe księżycowi. Lewe, o którym mówi legenda stało się powszechnie stosowanym symbolem. Ozdobą amuletów noszonych by chronić przed chorobami i śmiercią. Miało też zastosowanie praktyczne, gdyż poszczególne części symbolizowały ułamki. Posługiwano się nimi niczym miarami, również przy spisywaniu receptur leczniczych mikstur. Warto przypomnieć, że jeszcze w latach 20. XX wieku około 80% leków wykonywano w aptekach wedle lekarskich przepisów. Dopiero okres II wojny światowej i rozwój przemysłu chemicznego w drugiej połowie minionego stulecia, przyniosły boom w produkcji gotowych farmaceutyków. Ilość leków robionych spadła poniżej 1%.

Tekst publikowany na łamach magazynu „Farmacja i Ja” w 2010 roku.

 

Reklamy

Skomentuj jeśli chcesz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s