Austria / Tyrol, Pillerseetal – barszcz dźwignią biznesu

Kiedy nasz rodak kupił podupadły hotel w Fieberbrunn w Pillerseetal, w jednym z mniej znanych rejonów narciarskich Tyrolu, austriaccy sąsiedzi patrzyli na niego z życzliwą ciekawością, ale nie postawiliby na niego złamanego eurocenta.

Wszystko zaczęło się od tego, że Stani, jak go teraz nazywają Austriacy, właściciel jednego z naszych nadmorskich hoteli zapragnął rozszerzyć swoją ofertę na sezon zimowy. Wybrał Fieberbrunn, centralną miejscowość Pillerseetal, głównie dlatego, że na wystawiony tam na sprzedaż obiekt było go stać. Formalności ograniczyły się zresztą do minimum, a potem – czemu nie może się po dziś dzień nadziwić – urzędnicy jedynie przypominali o wymaganych austriackim prawem terminach i procedurach, z niezmienną troską pytając czy sobie poradzi, i czy na pewno nie potrzebuje pomocy. Drugie zaskoczenie przeżył nasz rodak wtedy, gdy sąsiedzi, a zarazem konkurenci, bo przecież w Austrii, w Alpach każdy dom już dawno przekształcono w hotel albo pensjonat z restauracją, zaczęli go sobie stawiać za wzór. Dokonał bowiem w ich mniemaniu cudu. Wydźwignął hotel, a jego pokoje od pierwszego sezonu po rozruchu nie świeciły pustkami. Nie było to może aż takie trudne, bo jego goście znad morza chętnie korzystali z zimowego zaproszenia do Tyrolu. Kto się zresztą nie zmieścił pod jego dachem, był z otwartymi ramionami przyjmowany w sąsiednich hotelach. O podobnym standardzie, za podobną cenę. Bo w miejscowościach Pillerseetal, w odróżnieniu od położonego u stóp tych samych gór (tylko że po drugiej stronie), snobistycznego Kitzbühel, dominują trzy- a nie pięciogwiazdkowe przybytki. Nie ma też salonów Armaniego czy Prady. Są zwykłe sklepy sportowe, odzieżowe, spożywcze. Po ulicach nie spacerują damy w przesadnie eleganckich futrach, raczej otoczone gromadką dzieci zabiegane mamy. Bowiem tereny narciarskie (są tutaj trzy), niemniej malownicze niż w Kitzbühel, świetnie nadają się na rodzinny urlop. Nie jest przy tym wcale nieciekawie, bo widoki wspaniałe, w restauracjach przygrywają do kotleta kapele uprawiające tak zwaną Haus Musik, czyli folk (ale bez jodłowania, a przynajmniej z umiarem), dla żądnych mocniejszych wrażeń jest kultowa dyskoteka „Nr 1” w Waidring, w której hula się do rana, a dla wielbicieli bardziej rustykalnych nastrojów „Almausschank”, szałas zamieniony w bar, w którym urządza się imprezy po zamknięciu wyciągów. Co zaś się tyczy Kitzbühel, to można je odwiedzać ile razy dusza zapragnie bo dojazd zajmuje zaledwie pół godziny (nawet kursowym autobusem niewiele dłużej niż własnym autem). Co zaś w tej historii najciekawsze, nasz rodak zajął nader wysoką pozycję również w miejscowej gastronomii. A to, co mu nawet przez myśl nie przeszło, za sprawą barszczu. Bo na barszcz, żurek i pierogi przychodzą dziś do niego wszyscy, włącznie z burmistrzem, ilekroć tylko zapragną jakoś egzotycznie ugościć rodzinę lub partnerów w interesach. I może właśnie za sprawą barszczu, doszło już do tego, że gospodarze położonej przy niemieckiej granicy Pillerseetal, zainteresowali się polskim rynkiem, jako wielce obiecującym. Jak tak dalej pójdzie, to gotowi zmienić herbowe strumienie tryskającej ze studni gorącej wody… na wazę barszczu.

INFO
Pillerseetal – Der Schatz in den Kitzbüheler Alpen (Skarb Kitzbihelskich Alp), z cennikami skipassów, adresami kwater i formularzami rezerwacyjnymi oraz wszelkimi innymi niezbędnymi gościom informacjami: www.pillerseetal.at
Hotel bohatera opowieści – Stanisława Chomy to 3-gwiazdkowy Gasthaus „Auwirt” w Fieberbrunn: www.gasthausauwirt.pl

Tekst publikowany na stronach www.smakizycia.pl

Reklamy

Skomentuj jeśli chcesz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s