Niemcy – szlakiem UNESCO

Nasi zachodni sąsiedzi mają już 38 miejsc wpisanych na listę światowego dziedzictwa kultury i natury UNESCO. 10 kolejnych do takiego wpisu pretenduje.

Aby zachęcić do ich poznania, Niemiecka Centrala Turystyki prezentuje na internetowych stronach 8 szlaków. Każdy przebiega przez kilka miejsc ze wspomnianej listy. Zwraca się także uwagę na inne miejsca i obiekty, zachwycające krajobrazy oraz różnorodne możliwości spędzania czasu. Z zamieszczonych propozycji wybraliśmy 550-kilometrowy szlak, którego hasłem jest „Radość życia i kultura wyższych sfer”. Biegnie z Frankfurtu nad Menem do Düsseldorfu. Podobnie jak na pozostałych siedmiu szlakach, za wyborem startu i punktu docelowego przemawia lokalizacja międzynarodowych portów lotniczych. Na przemierzenie trasy samochodem wystarczą cztery dni. Dokładnie tyle, ile trwają tegoroczne długie weekendy, majowy lub czerwcowy. A przecież właśnie wtedy wielu z nas wyrusza na wycieczki po Polsce i krajach ościennych. Czemu nie wybrać się tym razem do Niemiec? Nad malowniczy Ren, w którego wodach przegląda się potężna kolońska katedra. Do ciągnących się nad rzeką winnic. Do nieczynnej kopalni węgla zamienionej w Essen na muzeum i centrum współczesnego wzornictwa. Do barokowych ogrodów otulających pałace w Brühl. Do cenionego już przez starożytnych uzdrowiska w Akwizgranie, miejscowości, która odegrała kluczową rolę w procesie formowania się zachodnioeuropejskiej cywilizacji.

Współczesne wieże i skarby ze skarbców
Wizerunek Frankfurtu tworzą niespotykane w takim nagromadzeniu nigdzie indziej w Europie wieżowce (Hochhäuser). Siedziby banków i międzynarodowych instytucji finansowych tworzą w centrum istny europejski Manhattan, wieczorami rzęsiście oświetlony, z odbiciem w wodach Menu. Najwyższy budynek, Commerzbank Tower sięga 259 m, a oprócz biur znajduje się w nim ogród botaniczny. W 167-metrowej Silver Tower jest sala koncertowa, a halle wielu gmachów zdobią dzieła współczesnych artystów. 116-metrowy Torhaus w kształcie bramy symbolizuje otwartość miasta wobec świata. 112-metrową Westhafen Tower obłożono 3,5 tysiącami szklanych trójkątnych paneli, imitując oświetleniem wodne refleksy. Fasada Polluxa, jednego z najbardziej nowoczesnych biurowców Europy, przepruta jest 4 tysiącami okien. Mieszczą się w nim także luksusowe sklepy i restauracje. Podczas krótkiej wizyty trudno zajrzeć do więcej niż kilku z tych nowoczesnych wież. Jest jednak sposób aby widok frankfurckiego Manhattanu zachować w pamięci. Górując bowiem nad wieżowcami iglicą, wznosi się pośród nich wieża telewizyjna z panoramiczną restauracją na najwyższej kondygnacji. Frankfurt słynie także z wyjątkowych kolekcji muzealnych oraz skarbów zgromadzonych w bankowych skarbcach. Muzea sztuk pięknych, sztuki użytkowej, filmu, architektury czy judaizmu, zajmują wnętrza nowoczesnych budynków, przeglądających się podobnie do wieżowców w wodach Menu. Natomiast zbiory Deutsche Banku czy Commerzbanku, których nie powstydziłoby się niejedno muzeum nie są wcale ukryte w czeluściach sejfów, ale regularnie prezentowane na wystawach (www.frankfurt.de).

Kraina złotowłosej syreny
Pierwsze na trasie miejsce z listy UNESCO to 65-kilometrowy odcinek Górnego Renu (Hochrhein). Początek i koniec krainy wspaniałych pejzaży, zamków, katedr i winnic wyznaczają na południu miasta Bingen i Rüdesheim, a na północy Koblencja. Symbolem krainy jest wyróżniająca się wśród nadbrzeżnych urwisk skała Lorelei. Ponoć na jej wierzchołku czesała złote włosy piękna syrena, a urzeczeni jej widokiem żeglarze zatracali się tak, że rozbijali statki. Legendarny motyw wykorzystał XIX-wieczny poeta Heinrich Heine, układając pieśń o Lorelei. A Franciszek List pod niemiecko brzmiącym pseudonimem Friedricha Silchera, skomponował do jego słów muzykę. To najwęższe miejsce w pozaalpejskim biegu Renu. Skała piętrzy się 120 m ponad lustrem wody nieopodal miejscowości Sankt Goarshausen. Osobliwością tego odcinka doliny Renu jest ponad 40 zamków, wzniesionych najczęściej na terasach sztucznie uformowanych w wysokich brzegach. Najwięcej wybudowano ich w XII i XIII stuleciu, gdy władzę w Niemczech dzierżyła dynastia Hohenstaufów. Rozbudowywane i zamieniane na wygodne rezydencje nabrały później innych cech stylowych. Wiele zyskało romantyczny kostium w XIX stuleciu, w epoce nasilonego zainteresowania nadreńskim krajobrazem i legendami. Trudno powiedzieć, który z zamków jest najciekawszy. Klopp, Stahleck, zrujnowany Fürstenberg. Warto jednak pamiętać, że Marksburg zachował w pełni średniowieczny charakter, Rheinfels wciąż imponuje obronnymi murami, zaś Pfalzgrafenstein wznosi się jako jedyny na skalistej wyspie po środku rzeki. Atrakcje doliny najlepiej podziwiać z pokładu odrestaurowanego parowca „Goethe”. Miłośników wędrówek pieszych prowadzą w teren znakowane szlaki takie jak Rheinburgenweg lub Rheinsteig, a kto się trudzić nie lubi lub ma mało czasu, może poprzestać na interaktywnej wystawie „Romanticum” w Koblencji. Odbędzie tam wirtualną wycieczkę na pokładzie równie nierzeczywistego parowca. Od lipca do września 2014 roku, w miejscowościach Rüdesheim, Spay-Braubach-Koblencji, Oberwesel, St. Goar i St.Goarshausen odbędą się imprezy z cyklu „Ren w Płomieniach” (Rhein im Flammen). To spektakularne pokazy fajerwerków, których tradycja sięga roku 1931. A że feria świateł ma szczególny urok, gdy podziwiamy ją z pokładu statku, wiele firm turystycznych organizuje wtedy rejsy z kolacją. Dołączają prywatne łodzie i jachty, tworząc konwoje złożone nawet ze 100 jednostek (www.rhein-in-flammen.com; www.welterbe-mittelrheintal.de).

Perspektywa dwóch tysięcy lat
Bajeczny odcinek doliny kończy się w miejscu, w którym do Renu wpada Mozela. Obszar w widłach obu rzek nazywany jest Niemieckim Trójkątem (Deutsches Eck), i także znajduje się na liście UNESCO. W tym właśnie, z natury obronnym i malowniczym miejscu rozsiadła się Koblencja. Miasto z historią liczącą dwa tysiąclecia. Jej świadkami są zamki, pałace, kamienice i kościoły oraz 37-metrowy pomnik. Kazał go wystawić cesarz Wilhelm II ku czci Wilhelma I, swojego dziada, który zjednoczył Rzeszę Niemiecką w XIX stuleciu. Po II wojnie światowej pozostał jedynie nadwerężony cokół. Jednak jego symboliczny wymiar sprawił, że w 1953 roku, ówczesny prezydent Theodor Heuss ogłosił go pomnikiem narodowej jedności i otoczył szczególną opieką zachodnioniemieckiego państwa. 40 lat później zrekonstruowano postać Wilhelma I. Monument odzyskał świetność. Najlepiej prezentuje się z położonej po przeciwnej stronie, na prawym brzegu Renu twierdzy Ehrenbreitstein, jednej z największych w Europie budowli obronnych. Roztacza się stamtąd rozległa panorama, bo twierdza wznosi się na wzgórzu wyrastającym 120 m ponad otoczenie. Z zamku można wrócić na lewy brzeg oryginalną kolejką gondolową, by wybrać się na spacer po zaułkach koblenckiej starówki. Obejrzeć gotycką wieżę mieszkalną nazywaną Niemieckim Cesarzem (Deutscher Kaiser), Cztery Wieże (Vier Türme) czyli barokowe kamienice z charakterystycznymi wykuszami w centrum miasta i wsłuchać się w szum wody tryskającej przed ratuszem z fontanny Schängelbrunnen. Zgoła odmiennie niż we Frankfurcie, gdzie nowoczesne budowle dały schronienie dziełom dawnej sztuki, w Koblencji, w zabytkowych wnętrzach prezentowane są dzieła sztuki współczesnej tej miary co obrazy Pabla Picassa (www.koblenz-touristik.de).

Droga do demokracji
Kolejnym przystankiem na szlaku jest dawna stolica Zachodnich Niemiec, Bonn. Do rangi atrakcji turystycznej urosła dawna dzielnica rządowa, więc najważniejsze obiekty połączono szlakiem nazwanym Drogą do demokracji. Zaczyna się przy siedzibie Fundacji Haus der Geschichte (Dom Historii). Prowadzi do dawnego Urzędu Kanclerskiego, mieszczącego się w pałacu Schaumburg i siedziby najwyższego dostojnika politycznego Niemiec, zwanej kanclerskim bungalowem (Kanzlerbungalow) oraz do dawnego Bundesratu (siedziby niemieckiego senatu, w którym zasiadają przedstawiciele krajów związkowych). A wreszcie na stałą wystawę historyczną, która przedstawia powojenne Niemcy do momentu ich zjednoczenia. Ozdobą kolekcji jest mercedes Konrada Adenauera, polityka i kanclerza RFN, rzecznika idei zjednoczenia Niemiec i Europy. Pobyt w Bonn to także okazja do obejrzenia spektaklu w słynnym na całą Europę teatrze (Theater Bonn; www.theater-bonn.de), albo posłuchania muzyki Ludviga van Beethovena. Bonn jest rodzinnym miastem wielkiego kompozytora. Prestiżowy festiwal muzyczny jego imienia, Beethovenfest odbywa się jesienią (na przełomie września i października; www.beethovenfest.de). Najsłynniejszą imprezą plenerową jest wspomniany już Ren w Ogniu (Rhein in Flammen), podczas którego spływa rzeką flotylla statków i łodzi w fajerwerkowej oprawie (www.bonn.de).

Symetria otulona zielenią
Po miejscach rozległych i związanych z wielkimi wydarzeniami czas na chwilę wytchnienia. Znajdziemy je w parkowych alejkach otaczających wpisane na listę UNESCO pałace w miasteczku Brühl. Wzniesiony w XVIII wieku Augustusburg był ulubioną rezydencją kolońskiego księcia i biskupa Klemensa Augusta. To pierwsza i bodaj najwspanialsza rokokowa budowla w całych Niemczech, nad której uświetnieniem pracowali wybitni artyści epoki przez blisko 40 lat. Z pałacowego tarasu rozpościera się widok na barokowy park założony przez Dominika Girarda. Uchodzi za najpiękniejszy barokowy park w Niemczech. Patrzącemu rzuca się w oczy charakterystyczna dla epoki symetria założenia, kontrastująca z bogatą, ale subtelną i lekką dekoracją pałacu. Spacerując alejkami dotrzemy po zaledwie kilku minutach do pałacyku myśliwskiego. W jego nazwie – Falkenlust, uwieczniono sokoły, bo polowanie z nimi było ulubioną rozrywką właściciela. Dziś w salach Augustusburga odbywają się często koncerty. Jednak zwiedzać pałac można jedynie z przewodnikiem, do Falkenlustu można zajrzeć samodzielnie (www.schlossbruehl.de).

Arcydzieło gotyku
Ponad 600 lat wznoszono kolońską katedrę. Dlaczego tak długo? Bo waliły się fragmenty wznoszonego z mozołem gmachu, a często po prostu brakowało środków na kontynuację pracy. Niedługo po tym jak ją wreszcie ukończono w 1880 roku, wyrósł w sąsiedztwie stalowy most kolejowy na Renie. Wjeżdżając dziś pociągiem do miasta, trudno się oprzeć wrażeniu, że skład wsunie się zaraz do nawy. A zmieściłby się bez trudu, bo świątynia z kamiennych ciosów jest rzeczywiście imponująca. Wieże pną się na wysokość 157 m. Wnętrze ma 144 m długości i 45 m szerokości, a środkowa nawa jest wysoka na ponad 43 m. Na planie łacińskiego krzyża rozmieszczono pięć naw i trzynawowy transept (nawę poprzeczną). Prezbiterium otacza ambit (obejście), z wejściami do siedmiu kaplic. Równie imponujące jak rozmiary i zewnętrzne dekoracje świątyni, są zachowane w jej wnętrzach dzieła sztuki. Najcenniejsze to dębowy krucyfiks z około 970 roku i relikwiarz Trzech Króli, arcydzieło średniowiecznej sztuki złotniczej, a zarazem powód dla którego do Kolonii przybywają pielgrzymi z całego świata. W jednej z kaplic za prezbiterium zachowały się średniowieczne witraże, a wyrafinowane mozaiki pokrywają posadzki opowiadając historię budowy katedry i przedstawiając herby donatorów. Patronami świątyni są św. Piotr i Panna Maria. Rzecz ciekawa, że w chwili zakończenia budowy była to największa świątynia chrześcijańska na świecie. Dziś z rekordu pozostała już tylko sława wież, wciąż najwyższych, z których rozpościera się widok na miasto i dolinę Renu. Do wnętrza katedry dobrze jest trafić w któryś z letnich wtorków, na koncert organowy, bo akustyka nie ustępuje wspaniałością dekoracjom i architekturze (www.koelner-dom.de). Wpisana na listę UNESCO katedra jest najwspanialszym zabytkiem Kolonii i przyćmiewa inne obiekty. A przecież Kolonia jest największym i najstarszym miastem Nadrenii-Północnej Westfalii. Powstała na miejscu rzymskiej osady Colonia Claudia Ara Agrippinensium, co Germanie przekręcili z czasem na Köln (w dialekcie Kölle). Od wczesnego średniowiecza rezydowali w niej biskupi, a jako nadreński port, miasto odgrywało ważną rolę w handlu. Należało do Hanzy, a o jego znaczeniu świadczy założenie w 1388 roku pierwszego w Niemczech miejskiego uniwersytetu. Ciekawostką jest fakt, że włoski perfumiarz, Johann Maria Farina, który zamieszkał w Kolonii na początku XVIII w. wyprodukowany przez siebie ekstrakt nazwał wodą kolońską (Eau de Cologne).

Kuracja i koronacje
Również wspaniałą katedrę posiada Aachen, znane nam pod łacińską nazwą Akwizgranu. I chociaż nie tak potężna, to właśnie akwizgrańska świątynia była pierwszym wpisanym na listę UNESCO niemieckim obiektem. Międzynarodowa społeczność doceniła bowiem historyczne znaczenie tego miejsca – dla Niemiec, dla Europy, dla świata. Ojciec Karola Wielkiego Pepin Mały upodobał sobie Aachen z racji ciepłych wód, które przynosiły w kąpieli ulgę jego schorowanym członkom. Syn uczynił z Akwizgranu pępek cesarstwa. Koronował się w miejscowej kaplicy i w niej został pochowany. Nawiązując do karolińskiej tradycji, cesarze niemieccy zakładali korony na skronie w katedrze akwizgrańskiej przez 600 lat (do 1531 roku), przez co miasteczko było centrum politycznym średniowiecznej Europy. Kaplica Karola Wielkiego stała się prezbiterium wybudowanej po śmierci wielkiego władcy świątyni. Dzięki temu jego sarkofag i tron możemy podziwiać do dziś. Ponadto, skarbiec katedry kryje bezcenne skarby. Obsypane klejnotami relikwiarze, pozłacane popiersie Karola Wielkiego i Krzyż Lotara wykonany około 1000 roku, co ciekawe wciąż używany podczas najważniejszych uroczystości. Relikwie akwizgrańskie będą wystawione na widok publiczny od 20 do 29 czerwca 2014 roku, a do 21 września będzie można poznawać czasy i dokonania Karola Wielkiego na wystawie „Karol Wielki. Władza. Sztuka. Skarby” (www.heiligtumsfahrt2014.de; www.karldergrosse2014.de; www.aachendom.de).

Najpiękniejsza kopalnia świata
Takim mianem określany jest nieczynny już kompleks przemysłowy Zeche Zollverein w Essen w Zagłębiu Ruhry. Czy kopalnia może być piękna? Oczywiście jest coś przewrotnego w tym określeniu, choć w tym akurat przypadku włożono wiele wysiłku by obiektowi przemysłowemu nadać niezwykłą formę. Stało się to w latach 1927-1932, gdy prace modernizacyjne powierzono Fritzowi Schuppowi i Martinowi Kremmerowi. Architekci wywiązali się z zadania, dbając jednocześnie o funkcjonalność i estetykę. Powszechnie podziwianym rozwiązaniem są czerwone harmonijnie skomponowane fasady stalowni z wypalanej cegły. Natomiast Szyb XII kopalni węgla kamiennego stał się symbolem rozwoju przemysłu ciężkiego w Europie tamtych czasów. Był największy i najnowocześniej wyposażony na kontynencie. Węgiel wydobywano w tym miejscu przez 135 lat, zamykając obiekt dopiero w 1986 roku. Potem przekształcono kompleks w centrum sztuki i kultury. Otwarto w nim muzeum historii górnictwa i rozwoju architektury przemysłowej, poprowadzono tematyczne ścieżki edukacyjne. Można się na nich zapoznać ze sposobami pozyskiwania czarnego złota, technologią i maszynami, jakimi posługiwano się w minionym stuleciu. W skład kompleksu wchodzą też dawna sortownia, zasobnie węglowe i płuczka oraz gigantyczne maszyny, taśmy przenośników i długie rzędy pieców koksowniczych. Nad całością góruje 6 pnących się w niebo kominów. To czego nie można zobaczyć na ścieżkach, ukazują modele i filmy. W murach kopalni mieści się także jedyne w swoim rodzaju muzeum Red Dot Design, największa na świecie wystawa współczesnego wzornictwa. Co roku centrum przyznaje prestiżową nagrodę Red Dot Award (www.zollverein.de).

Niemiecki głos w kwestiach mody
Krajobrazy, historia, obiekty sprzed lat i współczesne. Ostatnie elementy kalejdoskopu wrażeń ze szlaku znajdziemy w Düsseldorfie. Mieście nad Renem, odległym zaledwie pół godziny jazdy samochodem lub pociągiem z Kolonii. I konkurującym z Kolonią niemal wszystkim. Piwem (w Kolonii produkuje się Kölsch, tu Alt, notabene oba są wyśmienite), obiektami architektonicznymi (Kolonia ma gotycką katedrę, a tu jest zaprojektowana przez wybitnych designerów i architektów na wskroś współczesna dzielnica portowa), a wreszcie karnawałową zabawą. Na ulicach obu miast od tłustego czwartku do środy popielcowej bawi się po milionie ludzi. Scenariusze są podobne, a tradycja organizacji zabawy równie długa. Bywalcy są jednak zgodni, że koloński karnawał jest bardziej znany, a düsseldorfski zaskakujący i pomysłowy. I może właśnie z racji takich cech, Düsseldorf a nie Kolonia, stał się niemiecką stolicą mody. Wzdłuż słynnej Königsallee, nazywanej w skrócie „Kö“ usadowiły się salony najwybitniejszych światowych projektantów. Od szyldów Marco Polo, Hugo Boss, Strellson, Calvin Klein, Armani, Bulgari, Gucci, Jil Sander, Prada, Tiffany & Co., Versace i wielu, wielu innych aż się kręci w głowie. Z pewnością to dziś jedna z najwspanialszych alei shoppingowych w Niemczech. Na tym jednak nie koniec. W Düsseldorfie odbywa się dwa razy do roku, przykuwająca uwagę całego świata mody impreza „The Gallery Düsseldorf“, która kontynuuje tradycje IGEDO, największych do niedawna na świecie targów mody. W lipcu, w ponad 800 showroomach prezentowane są najnowsze kreacje projektantów i kreatorów mody, które zaraz potem trafiają do ekskluzywnych butików przy Kö i są wystawiane na sprzedaż (www.the-gallery-duesseldorf.de). Jeśli nie trafimy ani na karnawał, ani na targi mody, atmosferą Nadrenii odetchniemy wychodząc na wieżę telewizyjną Rheinturm (www.duesseldorf.de). Z jej widokowej kondygnacji spójrzmy jeszcze raz na rzekę. Jest przecież osią opisanego szlaku. Po co? Żeby zgodnie z przekonaniem wielu podróżników kiedyś tu wrócić.

INFO
Szlakami UNESCO przez Niemcy: www.germany.travel
Wszystkie miejsca z listy UNESCO w Niemczech: www.whc.unesco.org; www.unesco.de

Tekst był publikowany na łamach magazynu „Świat. Podróże. Kultura.” wiosną 2014.

Reklamy

Skomentuj jeśli chcesz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.