Węgry / Budapeszt – weekend w stolicy bratanków

W naddunajskiej stolicy czuć wielkomiejskiego ducha. Jest co zwiedzać i gdzie spacerować. Kąpiel w słynnych łaźniach też stanowi kuszącą propozycję. Dzięki dogodnemu połączeniu lotniczemu wyjazd na dwa dni nabiera sensu. Potrzebny jest przy tym tylko jeden nocleg, a więc i koszty nie zrujnują.

ZAMEK-W-BUDZIE-O-PORANKU

Na przejazd z lotniska do centrum potrzeba co najwyżej pół godziny. Najlepiej skorzystać z busów (Mikrobus Airport), które dojeżdżają prosto do centrum. A tam zawsze znajdzie się miejsce, w który mamy szansę zjeść śniadanie. Jak to bowiem w wielkim mieście, mieszkańcy jedzą w domu, a goście w hotelach, więc większość godnych uwagi lokali działa raczej do późnej nocy, niż w godzinach porannych. Ze względu na przystępne ceny i spore porcje, uznaniem cieszy się Kék Rozsa Étterem és Söröző (restauracja i piwiarnia, Wesseléyi utca 9), ale otwiera się dopiero o godz. 11. Od 7 rano czynna jest Cafe Farger (Zoltán utca 18). Non stop działa też Casablanca (Váci utca 30).

Shoppingowa aleja
Ostatni adres jest o tyle dobry, że od razu docieramy na jedną z najsłynniejszych ulic Budapesztu. W zasadzie to długi pasaż handlowy, przy którym znajdują się sklepy i butiki. A poza tym to jedna z najpiękniejszych ulic Budapesztu. Ciągnie się od wielkiej XIX-wiecznej hali targowej (Központi Vásárcsarnok, przy Fővám tér 1-3), aż po Plac Vörösmarty’ego (Vörösmarty tér), wśród wspaniałych eklektycznych i secesyjnych kamienic.

Nikt zapewne nie jeździ do Budapesztu po kwiaty czy lekarstwa, ale tak się składa, że właśnie kwiaciarnia i apteka znajdują się w przyziemiach najwspanialszych spośród nich. Kwiaciarnia nosi nazwę w „Philanthia”. Mieści się w przyziemiu secesyjnej kamienicy pod numerem 9. Przykuwa wzrok dekoracją witryn i złotymi, stylowymi literami szyldu. Natomiast na rogu ulic Váci i Kígyó znajduje się najstarsza działająca w mieście Apteka Trójcy Świętej (Szentháromság). W witrynach przyziemi starych kamienic jest także sporo sklepów z antykami. Największe ich nagromadzenie znajduje się jednak przy małej uliczce Falk Miksa (tak się nazywał osobisty nauczyciel węgierskiego cesarzowej Sissi), gdzie na krótkim odcinku znajduje się ponad dwadzieścia małych i dużych sklepów z antykami. Miłośnikom staroci podpowiem także, że powinni się udać na bazar Ecseri przy ulicy Nagykőrösi 156, gdzie można przebierać wśród całej sterty różnej wartości przedmiotów, pochodzących z obszaru dawnych Węgier, a więc również z Siedmiogrodu i Słowacji.

Wspomniana hala targowa (jest jeszcze kilka innych) nosi nazwę Centralnej. Ściany i fasada są wprawdzie kamienne, ale konstrukcja wspiera się na wykonanych z żelaza słupach i dźwigarach. Wzorowana na podpatrzonych w Wielkiej Brytanii konstrukcjach była na przełomie XIX i XX wieku niezwykle nowoczesnym gmachem. Handlowa oferta jest też godna uwagi. Na parterze królują stoiska spożywcze – z warzywami, choćby z owocami i przetworami z ostrej (csipos) i słodkiej (edes) papryki, salami, winem czy ziołowym likierem Zwack. Galerię, na którą prowadzą żeliwne schody, zajmują wyroby rękodzielnicze – z drewna i majoliki, materiały i koronki.

Przy Placu Vörösmarty’ego znajduje się słynna budapeszteńska kawiarnia i sklep cukierniczy Gerbeaud-Ház (Vörösmarty tér 7), gdzie trzeba koniecznie skosztować jednego z tortów: Dobosza lub Esterhazy’ego i popić kawą, z której słynie ta restauracja założona w 1858 roku przez wywodzącą się ze Szwajcarii rodzinę.

IMG_2913

Gmachy równe – Bazylika i Parlament
Z ulicy Váci niedaleko do bazyliki Św. Stefana (Szent István Bazilika, Szent István tér 1-3), gdzie w złotym relikwiarzu przechowywane są jego szczątki oraz do Parlamentu (Országház, Kossuth tér 1-3), w którym są insygnia wielkiego monarchy. Gmachy bazyliki i parlamentu powstały w tej samej epoce. Co ciekawe, ich kopuły mają taką samą wysokość – po 96 metrów. W ten sposób Węgrzy uhonorowali tradycję i demokrację, jako filary rozwoju swego państwa.

Bazylikę wznoszono bez mała pół wieku i ukończono dopiero na początku XX stulecia. Jako jedna z największych budowli w mieście imponuje rozmiarami, a jej kopuła należy do ważnych punktów orientacyjnych w panoramie miasta. Na wieży brzmi największy dzwon w madziarskim państwie, ważący 9 ton Neue Bildpost (Dzwon Zygmunta z wawelskiej katedry waży niemal 11 ton). Nazywa się tak, ponieważ ufundowali go po wojnie niemieccy katolicy jako zadośćuczynienie za dzwon zrabowany przez hitlerowskie wojska w 1944 roku. Otwarta dla publiczności Galeria (500 forintów – 7,50 zł) obiegająca kopułę galeria jest jednym z najlepszych punktów widokowych w mieście.

Parlament przegląda się w wodach Dunaju. Jego bryłę zdobią liczne wieżyczki i sterczyny, przez co masywna w istocie bryła sprawia zaskakująco lekkie wrażenie. Parlament jest wizytówką węgierskiej stolicy. Znamy go z albumów i pocztówek. Imponujący budynek ma 286 metrów długości. Zwieńczony potężną kopułą dominuje w panoramie Pesztu. Jego podobieństwo do brytyjskiego Parlamentu nie jest przypadkowe. Projektant Imre Steindl wzorował się na gmachu znad Tamizy. Wszystko za sprawą hrabiego Istvána Széchenyiego, który wiele podróżował, między innymi do Anglii, skąd wrócił ogarnięty duchem postępu. Jemu zawdzięczają Węgrzy regulację Dunaju, uruchomienie żeglugi parowej na krajowych rzekach i fundację Węgierskiej Akademii Nauk. Architektura Parlamentu jest ukłonem w kierunku brytyjskich fascynacji Széchenyiego.

IMG_3514

Wnętrza są ogromne, a na ścianach, sklepieniach i w wypełnionych witrażami oknach są tysiące ciekawych detali, między innymi postaci, które wywarły największy wpływa na historię Węgier. Bliźniacze sale posiedzeń dwóch izb podkreślają ich równorzędne znaczenie dla procesu tworzenia pańswta. Wystrój sal jest wybitnym dziełem sztuki dekoratorskiej. Jednak najbardziej spektakularnym wnętrzem jest centralna sala pod kopułą. Właśnie w niej wystawiona jest węgierska świętość – insygnia królewskie: korona św. Stafana, jabłko i miecz koronacyjny. 27 metrów wyżej rozpościera się gwiaździste sklepienie kopuły wspartej na 16 filarach, ozdobionych postaciami najwybitniejszych władców Węgier.

Z koroną wiąże się ciekawa legenda, przytoczona w spisanym w XII wieku żywocie św. Stefana. Ponoć była przeznaczona dla Chrobrego, ale tuż przed jej wysłaniem słowiańskiemu władcy, papieżowi ukazał się archanioł Gabriel i nakazał przekazać koronę węgierskiemu księciu. Do insygniów nie wolno się zbliżać, by nie uruchomić systemu alarmowego. Już raz Węgrzy utracili koronę. Wywieziona przez Niemców pod koniec wojny II wojny światowej, trafiła do Ameryki, skąd nad Dunaj wróciła dopiero w 1978 roku. W Parlamencie umieszczono ją w roku 2000, gdy Węgrzy świętowali tysiąclecie przyjęcia chrześcijaństwa. Parlament można zwiedzać codziennie, o ile nie odbywają się akurat uroczyste posiedzenia albo wizyty głów innych państw. Zwiedzanie odbywa się jedynie z przewodnikiem, wyznaczoną ściśle trasą. Wstęp jest bezpłatny.

Wieczór w Budapeszcie
Dzień mija zanim się obejrzymy. Na szczęście wieczór w Budapeszcie można też spędzić nader interesująco. Proponuję przenieść się z Pesztu do Budy. Najlepiej przez Most Łańcuchowy – drugi poza Parlamentem sztandarowy obiekt węgierskiej stolicy.

Most-Lancuchowy_otwarcie

Odmiennie niż w Warszawie, spacer po moście sprawia przyjemność. Dunaj nie rozlewa się w mieście tak szeroko jak Wisła w Warszawie. Nie jest więc daleko, a widoki są ciekawe, bo stara część miasta jest zwarta i z obu stron zbiega do samej rzeki. Węgrzy nie szczędzą środków na atrakcyjne oświetlenie mostów i ważnych obiektów. I chociaż Dunaj dzieli miasto na dwie części (niegdyś odrębne miasta, scalone dekretem cesarza Austrii i króla Węgier Franciszka Józefa), przybrzeżne pasaże tętnią życiem. Przyczółków Mostu Łańcuchowego (Lánhid), strzegą pary kamiennych lwów. Na moście panuje zazwyczaj spory ruch. Przęsła uginają się, trzeszczą gigantyczne ogniwa łańcuchów. Jeden z najważniejszych symboli węgierskiej stolicy jest jednocześnie najstarszą w mieście stałą przeprawą przez Dunaj. Jego otwarcie w 1849 roku wyprzedziło o trzydzieści lat administracyjne zjednoczenie Starej Budy, Budy i Pesztu. Pomysłodawcą budowy był hrabia István Széchenyi i dlatego most jest nazywany Széchenyi Lánhid (Łańcuchowy Most Széchenyiego). Z jego też inicjatywy do realizacji przedsięwzięcia zaangażowano angielskich inżynierów. Tierney William Clark stworzył projekt, a jego brat Adam kierował budową. Most wznoszono 10 lat. Podczas uroczystego otwarcia pękło ogniwo jednego z łańcuchów. Całe przęsło runęło do wody zabijając ludzi i wywracając łodzie zgromadzonych notabli. Ponoć Széchenyi nigdy nie mógł się wyzbyć poczucia winy za tę katastrofę. Naprawiony most wpisał się jednak na stałe w krajobraz miasta. Adam Clark ożenił się z Węgierką i osiadł nad Dunajem.

Po stronie Budy, od Mostu Łańcuchowego niedaleko do schodów, prowadzących do Baszty Rybaków. Z podcieni jej galerii widać świetnie Dunaj oraz Peszt z dominującymi w krajobrazie budynkami Parlamentu i bazyliki św. Stefana. Baszta (Halászbástya) jest neogotycką kamienną budowlą o białych ścianach. Pełni jedynie funkcje dekoracyjne, ale jej nazwa nawiązuje do dawnych wieków, gdy obrona tej części murów opasujących zamek królewski w Budzie była obowiązkiem rybaków.

BASZTA-RYBAKOW

Krużganki Baszty Rybaków otaczają niewielki plac, na którym wznosi się konny pomnik króla Stefana, założyciela państwa madziarskiego. Koronowany przez cesarza Ottona III został kanonizowany w XI wieku, niedługo po śmierci. Jest patronem węgierskiego państwa.

Obok wznosi się katedra Najświętszej Marii Panny, nazwana kościołem Macieja (Mátyás templom). Gotycka świątynia była miejscem koronacji kilkunastu węgierskich władców. Nazwę zawdzięcza Maciejowi Korwinowi, który panował w latach 1458-1490. Ten okres uchodzi za złoty wiek Budy. Król wybudował górujący dziś nad tą częścią miasta zamek, założył bibliotekę, która liczbą woluminów ustępowała jedynie księgozbiorowi watykańskiemu, a w katedrze brał dwukrotnie ślub.

Gotycka świątynia ledwo przetrwała dziejowe zawieruchy. Pod panowaniem Turków była zamieniona na meczet. W XIX wieku była w takim stanie, że groziło jej zawalenie. Prace nad odbudową trwały 23 lata, zakończono je w 1896 roku, na obchody tysiąclecia państwa węgierskiego (początek panowania Stefana, który niedługo potem przyjął chrzest i królewską koronę z rąk cesarza Ottona).

Świątynia ma niezwykle barwne wnętrze. Ściany pokrywają bowiem neogotyckie freski, w których sceny z życia świętych przeplatają się z kwiatowymi ornamentami. Ogromną zaletą świątyni jest doskonała akustyka. W kościele często odbywają się koncerty muzyki klasycznej. Jeśli tylko uda się trafić na koncert, będzie on przyjemnym akcentem na zakończenie pierwszego dnia pobytu w węgierskiej stolicy.

Budapeszt_kosciol-Macieja

Zwolennikom gorących rytmów polecam dyskotekę w klubie muzycznym A38 urządzonym na radzieckiej barce transportującej niegdyś kruszywo. Przycumowana jest do brzegu Dunaju po stronie Budy, nieopodal mostu Petőfiego.

Zdrowa kąpiel
Drugi dzień pobytu w Budapeszcie najlepiej poświęcić rozkoszom ciała. Miasto słynie przecież z łaźni (fürdő). Są one  spuścizną po 145 latach tureckiego panowania. Turcy bowiem jako pierwsi zaczęli wykorzystywać na dużą skalę bijące tutaj obficie źródła. Dziś część wód służy jedynie rekreacji, część ma udowodnione właściwości lecznicze. Część – ze względu na wysoką temperaturę należy do kategorii wód termalnych. Żeby szybko się zorientować z jaką ofertą mamy do czynienia wystarczy zapamiętać, że kąpieliska lecznicze nazywa się gyógyfürdő, termalne – termálfürdő, a rekreacyjne strandfürdő.

Najstarsze jest kąpielisko Rudas gyógyfürdő, wzniesione w 1566 roku za rządów paszy Sokolego Mustafy. Niestety jest nieczynne w weekendy. Zawsze tłumnie jest na Wyspie Świętej Małgorzaty. Rozległy park z urządzeniami sportowymi (place do gier i bieżnie) mieści także kąpielisko – Palatinus Strandfürdő. Należące do niego baseny na świeżym powietrzu są czynne jedynie od maja do września, ale kompleks jest popularnym miejscem wypoczynkowym przez cały rok. W weekendy bywa jednak tłoczno. Obszar (30 ha) jest wprawdzie rozległy, ale może w nim przebywać tylko 9 tysięcy osób.

Zdecydowanie odmienne, bo kameralnie jest w Rác gyógyfürdő. Trzeba jedynie pamiętać, że zgodnie z dawną tradycją kąpiele lecznicze dla pań odbywają się tam w poniedziałki, środy i piątki, a dla panów w pozostałe dni tygodnia. A więc nici z romantycznej kąpieli we dwoje.

Do największych w Europie należą łaźnie im. Széchenyiego w Lasku Miejskim (Széchenyi gyógyfürdő). Zimową porą nad odkrytymi basenami unoszą się kłęby pary. Kąpiel można połączyć z podziwianiem budapeszteńskiej secesji w termach przy hotelu Gellérta (Gellért Gyógyfürdő). Należą do najelegantszych w mieście. Dla gości hotelowych są dostępne bezpłatnie. Łaźniami dysponuje też należący do najbardziej luksusowych w mieście, 5-gwiazdkowy hotel Royal Corinthia (mieści się w pięknej starej kamienicy, Erzsébet körút 43-49) po peszteńskiej stronie. Są mniejsze, ale ich architektura wzorowana jest na tych z hotelu Gellért. Wodę natomiast przepompowuje się do hotelowych basenów ze źródeł tryskających na Wyspie świętej Małgorzaty.

Panorama albo lampka wina
Na pożegnanie z Budapesztem proponuję udać się na wzgórze Gellérta (św. Gerarda). Postać, której imię nosi wzgórze związana jest z początkami chrześcijaństwa na Węgrzech. Z wierzchołka roztacza się rozległa panorama Budapesztu. Na północno wschodnim stoku, vis á vis Mostu Elżbiety (Erzsébethid) wznosi się na wysokiej kolumnie jego pomnik. Oświetlona kolumna na stokach mrocznego wzgórza szczególnie mocno przyciąga wzrok wieczorami. Światło i cień stanowią symboliczną paralelę losów biskupa, który swą misyjną działalność przypłacił męczeńską śmiercią w 1046 roku – został wrzucony do Dunaju w beczce nabijanej gwoździami.

Na szczycie wzgórza wznoszą się mury austriackiej cytadeli. Na tle nieba rysuje się gigantyczna sylwetka kobiety z palmowym liściem w dłoni. Na przełomie lat 80. i 90. XX wieku rozgorzała dyskusja co zrobić z tym pomnikiem, wzniesionym w 1947 roku i ozdobionym czerwoną gwiazdą na cokole. Okazało się jednak, że Węgrzy przyzwyczaili się do dziewczyny z liściem i nie wyobrażają sobie bez niej stolicy. Pomnik więc pozostał na miejscu, tylko gwiazdę zdjęto. Inne monumenty doby komunistycznej zwieziono z ulic i placów Budapesztu do Parku Rzeźb (Szobopark, róg ulic Balatoni i Szabadkai), gdzie tworzą teraz interesującą galerię.

Jeśli pogoda nie sprzyja podziwianiu widoków, warto pamiętać, że po budzińskiej stronie Dunaju znajduje się Dom Wina (Magyar Borok Háza, Szentháromság tér 6). Celem wizyty jest oczywiście degustacja wybranych win. A jest z czego wybierać, gdyż na Węgrzech są aż 22 regiony winiarskie – od słynnego Tokaju na północy, po wzgórza Villányi na granicy z Serbią. Zwiedzanie Domu Wina i degustacja odbywa się pod opieką sommeliera, który profesjonalnie wprowadza w świat panońskich win. Trunki, które najbardziej smakowały, można kupić na miejscu.

IMG_3556

INFO
Informacje o mieście (m.in. hotele z cennikami i możliwość rezerwacji miejsc oraz kalendarium imprez): www.budapestinfo.hu

Budapeszt zawsze na czasie
Nie ma żadnej szczególnie dogodnej pory by odwiedzić Budapeszt. Miasto tętni życiem przez cały rok. Zimą proponuję jednak zwrócić uwagę na okres adwentu (od końca listopada do wigilii Bożego Narodzenia), kiedy to na Placu Vörösmarty’ego oraz w podbudapeszteńskim Gödöllő (rezydencja, w której z upodobaniem przebywała cesarzowa Sissi) odbywają się jarmarki świąteczne. Są doskonałą okazją do świątecznych zakupów, zwłaszcza łakoci i choinkowych zabawek.

Tekst był publikowany na łamach „Rzeczypospolitej” jesienią 2007.

Reklamy

Skomentuj jeśli chcesz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.