Niemcy / Bawaria – zamki szalonego króla

Bawaria jest krajem wielkości Czech. Nieco tylko bardziej ludnym, ale nieporównywalnie bogatszym. Od połowy I tysiąclecia naszej ery, od czasu gdy plemiona germańskie wyparły Rzymian z powrotem za Alpy, odgrywa istotną rolę w historii Europy i Niemiec. Niemal jak 40 rozbójników w baśni z tysiąca i jednej nocy, tak w Bawarii jest co najmniej czterdzieści zamków i pałacowych założeń ogrodowych – prawdziwych skarbnic sztuki i bezcennych świadków historii. Zamkowym Alibabą jest Ludwik II Wittelsbach, nazywany już za życia Szalonym. Z postacią żyjącego w drugiej połowie XIX wieku króla, związanych jest siedem obiektów. Trzy spośród nich wyrosły z jego marzeń.

ALGAU

Ludwik urodził się za murami leżącego dziś na peryferiach Monachium Nymphenburga w 1845 roku. W ukrytym wśród wzgórz na obrzeżu Alp Hohenschwangau spędził dzieciństwo, oglądając codziennie wieńczącego fasadę kamiennego łabędzia o rozpostartych skrzydłach. Biały ptak był rodowym znakiem grafów Schwangau, których sukcesorami byli Wittelsbachowie. W monachijskiej Rezydencji (Residenz), jak nazywa się główną siedzibę bawarskich władców, pełnił przez 22 lata narzucone przez koronę obowiązki. Zaledwie 30 km od Monachium, na zamku Berg nad Starnbergersee zakończył życie w wieku 41 lat. Na osobiste życzenie króla i według jego wizji wzniesiono magiczny Neuschwanstein, imponujący Herrenchiemsee i malowniczy Linderhof. To tylko trzy zrealizowane projekty. Spośród wielu, do których natchnęła króla muzyka Ryszarda Wagnera. Podziwiał i wspierał kompozytora. Serdecznie się z nim przyjaźnił i utożsamiał z postaciami z jego oper nawiązujących do germańskiej mitologii i pradawnej historii Niemiec. Inspirowały go także podróże, zwłaszcza do Francji. Nastawiony pacyfistycznie, Ludwik uciekał od królewskich obowiązków w sztukę, a ze stołecznego Monachium w góry. Nie chciał wspierać dążeń do zjednoczenia Niemiec i obce były mu ideały, które uosabiał agresywny, żyjący w tym samym czasie pruski kanclerz Bismarck. Niechętnie dał wciągnąć Bawarię w kosztowną i krwawą wojnę Prus z Francją. Realizował jednak uparcie swoje budowlane plany i hojnie wspierał artystów, rujnując finanse prywatne i pustosząc państwowy skarbiec. Współcześni nadali mu więc przydomek Szalonego. A trzy wzniesione przezeń zamki miały być tego szaleństwa najjaskrawszym dowodem.

Neuschwanstein-do-sieci_0014

Łabędzie zamki
Neuschwanstein jest najsłynniejszy. Jego grube, neoromańskie mury z kamiennych bloków i strzeliste wieże trafiają wprost w przechowywane przez nas od dzieciństwa wyobrażenia średniowiecznych twierdz. Surowa, bardzo jasna bryła (tylko budynek kryjący bramę jest ceglany) kontrastując z ciemnymi, zalesionymi stokami skalistych, poprzecinanych głębokimi wąwozami gór, wywołuje nierealne, iście bajkowe wrażenie. Aż się prosi, aby na balkonie najwyższej wieży pojawiła się księżniczka, a nad budowlą zaczęły krążyć smoki. Romantycznemu wyobrażeniu zamku musiała sprostać trójka zatrudnionych przez króla artystów. Najpierw przystąpił do pracy twórca teatralnych dekoracji Christian Jank. Przelał na papier królewskie marzenia, nawiązując do scen z wagnerowskich oper Tannhäuser i Lohengrin. Ostateczny kształt nadali budowli Eduard Riedel i Georg Dollmann. Oczarowany Wagner dostrzegał w nim prawdziwy styl starych, niemieckich zamków rycerskich.

Neuschwanstein leży w regionie Algau, w południowo zachodniej Bawarii, nieopodal Füssen. Żeby do niego dotrzeć, trzeba wjechać w góry, do osady Schwangau. Tam napotyka się zamek, ale jeszcze nie ten bajkowy, tylko Hohenschwangau – zamek z łabędziem, dla Ludwika – wspomnienie dzieciństwa. Podobno początkowo, król chciał jedynie przebudować tę właśnie budowlę. Jednak, na podobieństwo wagnerowskiej opery, plany rozrastały się i potężniały, aż przekształciły w koncepcję Neuschwansteinu – nowego zamku łabędzia.

Wiodącą do niego krętą drogę pokonują codziennie tysiące turystów. Na każdym bilecie jest określona godzina wstępu. Oczekiwaniu kiedy zegar ją wybije towarzyszy łatwo wyczuwalne napięcie. Strzelają migawki aparatów, a emocje są wyrażane w językach z całego świata. Zwiedzanie odbywa się niestety w zawrotnym tempie. Zajmuje bowiem tylko pół godziny, z aptekarską dokładnością odliczane przez przewodników. Neuschwanstein nie został wykończony. Urządzono zaledwie 30 z 90 sal, mieszając style i konwencje, motywy mauretańskie, bizantyńskie, gotyckie i barokowe. Wskrzeszone na ścianach i sklepieniach stare sagi mieszają się z wątkami wagnerowskich oper. Trzy główne postaci z zamkowej dekoracji to rycerz-łabędź Lohengrin, poeta Tannhäuser i poszukiwacz św. Grala – rycerz Parsifal. Bodaj największe wrażenie robi ozdobiona mozaikami sala tronowa wzorowana na wnętrzach bizantyńskich katedr. Imponuje rozmiarami starannie oświetlona Sala Śpiewaków, zaprojektowana z myślą o wystawianiu oper Wagnera.

Wszechobecny jest motyw łabędzia. Niezależnie od ciepłych wspomnień z dzieciństwa, miał on dla króla istotne znaczenie. Głęboko wierzący Ludwik uważał, że władza królewska pochodzi z Bożej Łaski. A w symbolice chrześcijańskiej, łabędź uosabia czystość. Ponadto Ludwik utożsamiał się z rycerzem-łabędziem Lohengrinem. Scenami jego legendy ozdobiono królewską sypialnię.

Na nocnym stoliku, z dzioba srebrnego łabędzia wypływa świeża, źródlana woda. Charakterystyczne dla doby romantyzmu zamiłowanie do średniowiecza nie przeszkodziło we wprowadzaniu nowoczesnych rozwiązań technicznych. Zamek wyposażono w ogrzewanie, do którego wykorzystano cyrkulację ciepłego powietrza, a w kuchni zainstalowano bieżącą, zimną i ciepłą wodę. Obok gabinetu urządzono zimo­wy ogród ze sztucznym wodospadem i księżycem, przechodzącym przez kolejne fazy niczym prawdziwy oraz posadzono ulubione rośliny króla: po­marańcze, jaśmin i południowe pnącza.

Nie sposób jednak nasycić się tym co kryją zamkowe wnętrza. Zbyt wiele i tak szczupłego czasu zabiera pokonywanie licznych stopni i przejścia przez długie galerie, z których roztaczają się oszałamiające widoki na okoliczne góry i jeziora.

Zwiedzanie Neuschwansteinu byłoby niepełne bez spaceru po okolicznych ścieżkach, które prowadzą na Marienbrücke. Rozpięty nad przepastną dolinką most jest efektownym punktem widokowym. Głównym motywem pejzażu jest oczywiście ludwikowski zamek. Za nim góry się kończą i przechodzą w równinę z rozległym jeziorem Forggen.

Kopia-Wersalu-do-sieci_0003

W hołdzie Ludwikowi XIV
Niemal 200 kilometrów dzieli Neuschwanstein od drugiego imponującego obiektu. Na Chiemsee, największym jeziorze Bawarii, znajdują się dwie wyspy. Ponieważ niegdyś wznosiły się na nich klasztory, nazywane są Herren- (męską) i Fraueninsel (Frauenchiemsee – żeńską). W 1867 roku Ludwik wybrał się do Paryża, incognito, jako graf von Berg. Celem nieoficjalnej wizyty była wystawa światowa (Exposition Universelle de Paris 1867). Zafascynowała go jednak najbardziej historyczna Francja, a Król Słońce (Ludwik XIV) stał się ucieleśnieniem władzy absolutnej. Wkrótce po powrocie Ludwik kazał wznieść na jego cześć kopię Wersalu (Neue Versailles). W tym celu zakupiono Herrenchiemsee.

Jak to z pomnikami absolutyzmu bywa, pałac projektu Georga Dollmanna i Juliusa Hofmanna szokuje. Z pozoru skromny, prosty budynek, którego rytm wyznaczają portfenetre (drzwi-okna) w przyziemiu i symetrycznie rozmieszczone okna pierwszego piętra, otacza wspaniały, również wzorowany na wersalskim, park. Ogromne fontanny rozmieszczone symetrycznie względem prowadzącej do pałacu alei wyrzucają strumienie wody w ściśle określony sposób. Ogród jest dziełem Carla Josepha von Effner. W strugach wody mieni się słońce, a że pałac jest piaskowego koloru, w pogodny dzień wszystko lśni słonecznym blaskiem.

Jak przystało na neobarokową budowlę na reprezentacyjne pierwsze piętro, prowadzą z południowego skrzydła imponujące Schody Ambasadorów. Dla symetrii, w północny zbudowano bliźniacze schody. W centralnym skrzydle budzi podziw wielki lustrzany hall. Spośród dwudziestu pałacowych pomieszczeń, mieszczących królewskie apartamenty, w największe zdumienie wprowadza sypialnia. Wprost kapie od złota. W ogóle wnętrza Herrenchiemsee oszałamiają wschodnim niemal przepychem. O ile dekoracje Neuschwansteinu odwołują się do mitologii i symboliki, tutaj wszystko obliczone jest na olśnienie przybysza. Pozłacane sztukaterie i kryształowe lustra, dopełniające wystroju znakomite obrazy, meble, rzeźby i drogocenne naczynia. Trochę to dziwne, zważywszy że pałac miał służyć wypoczynkowi a nie celom reprezentacyjnym. Poza tym, choć trudno to ocenić gołym okiem, Herrenchiemsee większe jest od Wersalu.

Podobnie jak w zamku łabędzia, w pałacu na wyspie zastosowano najnowsze osiągnięcia techniczne. Przede wszystkim jednak zainstalowano imponujące oświetlenie, złożone z 1800 kryształowych kandelabrów.

Francuskim duchem przesiąknięta jest trzecia rezydencja, willa Linderhof, najbardziej kameralne dzieło Ludwika. Oddalony o 45 km od Neuschwansteinu pałacyk leży niedaleko słynnego kurortu Garmisch-Partenkirchen. Kiedy Wagner komponował dzieła inspirowane sagami i legendami germańskimi, król przypomniał sobie drewniany dwór myśliwski, w którym bywał jako chłopiec w czasie polowań z ojcem. Ale przekształcił go na francuską modłę, w cukierkową neobarokową willę. W swej formie najbliższa jest wersalskiego Petit Trianon. Pod kierunkiem Georga Dollmanna stary dwór rozebrano i przeniesiono w głąb parku. Chociaż konstrukcja pozostała drewniana, budynek obłożono jasno żółtym piaskowcem i ozdobiono rzeźbami. Wnętrza, przede wszystkim królewskiej sypialni oraz jadalni wystylizowano na rokokowe. Tak powstała willa, przed którą urządzono sadzawkę z grupą złotych postaci – Afrodytą w towarzystwie amorów. Skomponowany na nowo ogród był tak jak na Herrenchiemsee dziełem Carla Josepha von Effner. Jego ozdobą, a zarazem nowatorskim jak na tamte czasy technicznym trickiem jest sztuczny gejzer, wyrzucający co pół godziny strumienie wody.

Kopia-Wersalu-do-sieci_0008

Profity z szaleństwa
Patrząc na zamki Ludwika trudno uwierzyć by był szukającym ucieczki od świata neurotykiem. Czy podróżowałby tak często bojąc się ludzi? Upodobanie do poznawania świata było cechą rodzinną Wittelsbachów. Zwłaszcza ukochana kuzynka Ludwika, Elżbieta, żona cesarza Austrii Franciszka Józefa, znana jako Sissi podzielała tę pasję. Ludwik tym się może od niej różnił, że szukał zawsze jakiegoś klucza do wyprawy. Szwajcarię przemierzał tropami Wilhelma Tella. Francję odwiedził zaciekawiony nowoczesnością, choć wrócił oczarowany kultem absolutnego władcy jakim był niegdyś jego imiennik, Ludwik XIV.

Z powodu królewskich fantazji, skarbiec Bawarii wciąż był zadłużony. Minister finansów rwał włosy z głowy, a planowane budowy przeciągały się. Neuschwanstein wznoszono przez 17 lat, do śmierci Ludwika. Wnętrz nie ukończono. Podobnie jak pałacu na wyspie. Wielu projektów nigdy nawet nie podjęto. Nie wzniesiono w Monachium wielkiego domu operowego godnego wystawiania „Pierścienia Nibelungów”, a przebudowę monachijskiego Residenz ograniczono do zmian w prywatnych apartamentach królewskich.

Na realizację Herrenchiemsee wyasygnowano 16 milionów ówczesnych marek. A król spędził tam… zaledwie 9 nocy! Na wszystkie zrealizowane projekty wydano niebotyczną wówczas sumę 32 milionów marek. Doradcy odsądzali Ludwika od czci i wiary. Wykorzystując niezdecydowanie w kwestii małżeństwa rozpowszechniano wieści o jego domniemanych skłonnościach homoseksualnych. Był zaręczony z siostrą Sissi, Zofią Charlottą, ale wielokrotnie odsuwał daty ślubu, aż w końcu ogłosił zerwanie zaręczyn.

Niechęć do politycznego angażowania się i odsuwanie od spraw publicznych na rzecz sztuki i realizacji kosztownych projektów, dały politycznym przeciwnikom pretekst do uznania go za niepoczytalnego i pozbawienia tronu na rzecz młodszego brata Ottona. Opozycji przewodził ambitny wuj Ludwika, książę Luitpold. Ostatecznie, oskarżonego o chorobę umysłową, zmuszono w 1886 roku do podpisania aktu abdykacji, wyznaczono regenta i w towarzystwie psychiatry zamknięto na zamku Berg nad Starnbergersee (dziś mieszkają tam wciąż potomkowie Wittelsbachów).

Kilka dni po abdykacji znaleziono w jeziorze zwłoki Ludwika. Wokół tych wydarzeń nieustannie roi się domysły. Czy król popełnił samobójstwo czy został zamordowany? Niejasne okoliczności śmierci dodały jego postaci nimbu cierpienia i tajemniczości.

Aby odzyskać włożone fundusze, już w dwa miesiące po śmierci króla otwarto dla publiczności zamek Neuschwanstein, pałac Herrenchiemsee i willę Linderhof. Szybko okazało się, że budując tak niepowtarzalne obiekty, Ludwik pozostawił Bawarii bezcenny dar. Neuschwanstein stał się symbolem kraju i całej Rzeszy Niemieckiej. Jest, zapewne obok Matterhornu, wieży Eiffel’a i Statui Wolności, jedną z najlepszych marketingowych wizytówek na świecie. Przyciąga rocznie setki tysięcy zwiedzających. Chociaż jego niewykończone wnętrza, zwłaszcza w porównaniu z Herrenchiemsee rozczarowują, przynosi dochody wielokrotnie przewyższające poniesione niegdyś nakłady. Ponadto wokół ludwikowskich pamiątek wyrosło mnóstwo nowych atrakcji.

Zyskało Chiemsee – bawarskie morze – jak się je popularnie określa. Spacerowe statki zmierzają przecież na Herreninsel. Podróży towarzyszą widoki na Alpy. Trudno oprzeć się różnorodnym atrakcjom i nie skorzystać z przystanków. Szczególnie atrakcyjnego na sąsiedniej Fraueninsel. Na małej sąsiadce pałacowej wyspy rozsiadła się rybacka osada. Specjalnością tutejszych gospód są dania z ryb. Rarytas!

Iście ludwikowską fantazję wykazali Bawarczycy wznosząc przed kilku laty teatr nad jeziorem Forggen w Füssen. Dla jednego tylko spektaklu: Sensucht nach dem Paradies (W poszukiwaniu raju) – musicalu, którego libretto stanowiła biografia Ludwika. Muzyki, choć nie przebojowa, słuchało się z przyjemnością, a życiorys króla przedstawiony w niekonwencjonalnej formie, zapadał w pamięć, znacznie lepiej niż opowiadania najlepszych nawet przewodników. Dziś poszerzono repertuar, a czy biografia Ludwika powróci, na razie nie wiadomo. Nawet jeśli nie to i tak warto tam zajrzeć, ponieważ z plaży przed teatrem widać Neuschwanstein. Inaczej niż na popularnych pocztówkach. Majaczy w oddali… Rzeczywiście niczym marzenie o rajskiej krainie, jaką – przynajmniej dla urody krajobrazu i wspaniałych zabytków – jest południowa, oparta o Alpy Bawaria.

Tekst był publikowany na łamach magazynu „Voyage” jesienią 2009.

Reklamy

Skomentuj jeśli chcesz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.