Polska / Tatry i Podhale – duma i inspiracja

Historia polskiego sentymentu do Tatr liczy przynajmniej 150 lat. I chociaż w naszych granicach leży dziś zaledwie piąta ich część, są jednym z naszych symboli narodowych. Pobudzają odczucia estetyczne i patriotyzm.

NAD-TATRAMI

„Jak potopu świata fale zatrzymane w swoim biegu, stoją nagie Tatry w śniegu by graniczny słup zuchwale” – pisał z dumą w „Pieśni o ziemi naszej” Wincenty Pol. Tatry kuszą zdobywców niedostępnością ścian. Muzyków – grzechotem sunących żlebami piargów i świstem wiatru na postrzępionych graniach. Poetów, malarzy, fotografów – magią dziewiczego krajobrazu i surowością klimatu. Mimo to, że świat stanął przed nami otworem, z nie mniejszym niż pionierzy zapałem, odkrywamy je wciąż na nowo. Piękne to, bez wątpienia sentymentalne i trudne zarazem. Szlaki wspinaczy oplatają gęstą siecią każdą turnię. Zaś motywy poruszające wyobraźnię artystów w nieunikniony sposób powtarzają się. Czy w tym gąszczu warto szukać własnej drogi? Próbują tysiące – niektórym się udaje. Ja, żałuję jedynie, że ze względu na restrykcyjne przepisy parkowe, oficjalnie mówić mogę jedynie o ogólnodostępnych rejonach Tatr.

Czar tatrzańskich turni
W naszych legendarnych górach najbardziej pociągają nas niedostępne (nierzadko tylko z pozoru) skalne turnie Tatr Wysokich. Rzeczywiście w kształtach Mnicha, Żabiej Lalki, Zamarłej Turni, czy Apostołów, wspinających się na stoki Żabiego Szczytu Niżnego kryje się magia Tatr… Na Apostołach (droga dostępna jedynie dla wspinających się, trudności II-VI) jest skalny blok wywieszony ponad 400 metrów nad taflą Morskiego Oka. Przecięty dwoma szczelinami niemal idealnie na krzyż sterczy niemal pionowo. Technicznie nie jest go nawet tak trudno pokonać, choć troszkę adrenaliny wzbudza… Najbardziej jednak fascynuje mnie widok z tego miejsca w dół na Morskie Oko i wokół, na otoczenie najsłynniejszego tatrzańskiego stawu.

Świat kozic i świstaków
Te dwa gatunki zwierząt występują w Polsce tylko tutaj. Są więc niejako totemowymi zwierzętami Tatr. Kozice zręcznie przemierzają rozległe piarżyska i eksponowane trawki stały się synonimem zręczności i wdzięku. Ludzi się niemal nie boją, podchodzą więc nieraz całkiem blisko oczekując łakoci, których zresztą nie powinno im się wcale dawać. Co natomiast zabawne, tatrzańska odmiana świstaka różni się nieco od alpejskich pobratymców. Nasze są ponoć mniejsze i drobniejsze… No cóż – góry mniejsze to i świstaki nie mogą być za duże. Nie zmienia to natomiast faktu, że nasze są dzielniejsze. Nie czekają przy stacjach kolejek na herbatniki, ani nie zawijają niczego w papierek. Gdy tylko je coś zaniepokoi stają słupka i… wydają przenikliwy ostrzegawczy gwizd, któremu zresztą zawdzięczają swą nazwę. Po tym sygnale wszystkie zwierzęta znikają w norach pod kamieniami tak konstruowanych, że prowadzi do nich kilka niezależnych i dość od siebie oddalonych wejść. Jak widać świstaki do perfekcji opanowały dbałość o bezpieczeństwo swoich kolonii. Nic dziwnego, od stuleci te  sympatyczne zwierzęta są łakomym kąskiem dla kłusowników. Wieść gminna bowiem niesie, że świstacze sadło jest panaceum na liczne dolegliwości… Nikt wprawdzie naukowo tego nie potwierdził, ale wiara czyni cuda.

Bladolicy drapieżca
Chociaż tatrzańska przyroda obfituje w ciekawe gatunki flory i fauny, drapieżników tu jak na lekarstwo. Są rysie, ale niezwykle trudno je spotkać. Wędrując jednak szlakami wapiennych partii Tatr spotkamy niewielką roślinkę o białych kwiatach z żółtymi plamkami. I ten właśnie mikroskopijny osobnik o niewinnym wyglądzie okazuje się drapieżnikiem nie lada. Tłustosz alpejski (Pinguicula alpina) ma dość szerokie liście wydzielające kleistą, błyszczącą substancję. Kusząco połyskując wabi nią owady w pułapkę. Liść owija się wokół przyklejonego owada, i oblewa go inną, trawienną substancją. Tłustosz „pożera” ofiarę około 2 dni. Potem liść odwija się i wyrzuca niestrawne odpadki, takie jak kleszcze, odwłoki czy chitynowe pancerzyki…

Fiołkowe kamienie
Oczywiście, nie ma skał takiej barwy, ani na żadnej skale bezpośrednio kwiaty nie rosną, nawet tak drobne jak fiołki… Ale na granitowych głazach pojawiają się mchy, porosty i glony. Najbardziej znany jest szaro zielony porost, tzw. wzorzec geograficzny (Rhizocarpon geographicum), który na tatrzańskich głazach kreśli mapy nieznanych kontynentów… Natomiast rudo czerwonawy glon Trentepohlia jolithos, gdy zwilgotnieje, zaczyna wydzielać zapach, słabszy wprawdzie niż kwiaty, ale jednak do złudzenia podobny do aromatu fiołków. Jeśli glon rozetrzeć w palcach, fiołkowy zapach się intensyfikuje. Są więc… fiołkowe kamienie 🙂

Kolorowe stawy
Kolejny barwny hit Tatr, to zmieniająca się barwa stawiańskich wód. Łatwo zwalać na głębinę, albo na pochmurne dni, żeby wyjaśnić czarną toń (oddaną zresztą w nazwach kilku Czarnych Stawów). W tafli Zielonego Stawu z Doliny Gąsienicowej, niczym w lustrze odbijają się trawiaste stoki Pośredniej i Skrajnej Turni z głównej grani Tatr. A żyjące w stawiańskich odmętach glony też mają swój udział w tym złudnym barwieniu wody. W efekcie, w słońcu, woda z Zielonego Stawu przybiera wręcz szmaragdowy kolor. Skąd jednak barwa czerwona? Chyba najbardziej rzucająca się w oczy w Czerwonym Stawie Pańszczyckim. Pojawia się tam za sprawą sinic (Pleurocapsa aurantiaca) – gatunku glonów, porastającego kamienie na dnie stawu, który bardzo często ma niski poziom wody.

Barwy śniegu
Są jeszcze jednym przejawem rozwoju roślinnych form życia w trudnych warunkach, konkretnie w niskich temperaturach. Gdy śnieg topnieje, wokół krup zbiera się trochę wody, której temperatura oscyluje w granicach 0-4 st. C. W takich właśnie warunkach, zwłaszcza latem, rozwijają się glony o czerwonej barwie. Występując masowo barwią rozległe nieraz połacie śnieżnych pól. Co ciekawe, w czasach nowożytnych (bo starożytni zwrócili też na to uwagę) w Tatrach poświęcono temu zjawisku uwagę wcześniej niż w Alpach. W 1751 r. opisał je Jakob Bucholtz (w Alpach pierwszy opis powstał w 1778).

Żelazne krzyże
Na alpejskich szczytach krzyże są zjawiskiem powszechnym. Imponująco duży zdobi wierzchołek Grossglocknera w Wysokich Taurach, wzniesiono go bowiem w rocznicę ślubu Franciszka Józefa z Elżbietą Bawarską (Sissi). Żaden jednak alpejski krzyż nie może się równać z tym na Giewoncie (1895 m). Konstrukcja godna Eiffel’a sterczy na wysokość 15 m (ponadto 2,5 m jest jeszcze wpuszczone między skały). Powitała nowe stulecie oraz upamiętniła początek dwudziestego stulecia mijającego od narodzin Chrystusa. Całość składa się z 400 żelaznych elementów i waży 1819 kg. Elementy zwieziono w 1901 r. furkami na Halę Kondratową. Dalej niesiono je na plecach, podobnie jak 400 kg cementu i 200 płóciennych konewek wypełnionych wodą ze źródła pod Kondracką Przełęczą potrzebnych do zainstalowania na szczycie tej niecodziennej konstrukcji. Montaż trwał 6 dni. Po dziś dzień krzyż jest ozdobą i zmorą „tatrzańskiego rycerza”. Zdobi go bowiem jak każdy rzadki rekwizyt… Przyciąga jednak pioruny, czyniąc z turni Giewontu śmiertelnie niebezpieczne w czasie burzy miejsce. Niedługo potem górale z podhalańskich Szaflar wznieśli na skałce zwanej Raniszborkiem (746 m) 20-metrowy, również żelazny krzyż. Był w ich akcji ukryty gest patriotyczny, gdyż początek XX w. przypominał o zbliżającym się pięćsetnym jubileuszu grunwaldzkiej wiktorii, której właśnie dedykowali swoją fundację.

Malowana chata
Szaflary. Ta podhalańska wieś nie jest tak słynna jak Bukowina czy Białka, choć położona tuż przy linii kolejowej łączącej Nowy Targ ze stolicą Tatr – Zakopanem. W czasach PRL-u był atu wytwórnia nart. Po zmianie ustroju splajtowała… Wieś kryje ciekawostkę. Mianowicie chałupę z malowaną izbą. Polichromie we wnętrzach szlacheckich dworów zdarzały się często. Ale w chłopskiej chałupie, nawet u „hrubego gazdy”, to jednak ewenement. W głównej izbie na belkach ścian znalazły się dwie sceny. Wniebowzięcie Matki Boskiej oraz Modlitwa św. Izydora Oracza. Ech św. Izydor – dobrze sobie to zaplanował, w tym czasie kiedy on się gorąco modlił, anioł kontynuował orkę… Przed II wojną światową wielki pożar strawił szaflarskie chałupy. Ogień zatrzymał się na ścianie domu z malowidłami. Uznano to za cud, a chałupę odwiedził osobiście prezydent Mościcki!

Cyganie na Podhalu
Osiedla cygańskie w Czarnej Górze, Czarnym Dunajcu, Maruszynie… budzą w równej mierze zdziwienie jak i odrazę. Byle jak sklecone budy, śmietniska tuż przed drzwiami. Jest w nich coś z atmosfery rodem z filmów Kusturicy… Osiadli tutaj Cyganie są ze szczepu Bergitka Roma, który już dość dawno zaniechał wędrownego trybu życia. Chociaż jednak wkroczyliśmy szumnie w wiek XXI, nadal z Cyganami zbratać się jakoś nie potrafimy. Ich osiedla są nad rzekami i potokami na tzw. kamieńcach, zalewanych wezbranymi wodami spływających z Tatr rzek. Z dala od polskich domów. Kontakty między społecznościami cygańską i polską ograniczają się wciąż do niezbędnego minimum.

Tatry z perspektywy torfowisk
Szerokodenna niecka Kotliny Orawsko-Nowotarskiej ciągnie się równolegle do tatrzańskiej grani, w pewnym jednak oddaleniu. Osiedla i wioski znajdują się jedynie na obrzeżu tego obszaru. A wszystko za sprawą torfowisk wysokich. Ich czasze przypominają duże bochny chleba. Otaczają je podmokłe okrajki. W całej kotlinie sięgającej na słowacką Orawę jest ich 15, a miąższość pokładów torfu sięga 12 m. W torfowych pokładach zawartych jest 12 tysięcy lat historii tego obszaru, ślady obozowisk prehistorycznych myśliwych, którzy tu się pojawili zaraz po ustąpieniu lodowców, i szczątki drzew, które niegdyś porastały kotlinę. Sam zaś torf – wysuszony stanowi świetny, wysokoenergetyczny opał, znakomitą bo wielce higroskopijną podściółkę i materiał izolacyjny… Z tych powodów torf jest wydobywany, tak jak przed 100 czy 200 laty przez mieszkańców okolicznych wsi. Wydobycie odbywa się na przełomie kwietnia i maja, a pocięty na brykiety torf suszy się do końca czerwca w słońcu. Najbardziej eksploatowana jest, położona nieopodal Czarnego Dunajca Puścizna Rękowiańska – jedno z największych i najbardziej rozległych torfowisk kotliny. Torfowiska stanowią fenomen przyrodniczy w skali światowej. Rzadko kto odwiedza je turystycznie. A warto – chociażby dla widoku na Tatry, które niczym nie zasłonięte piętrzą się na południu niczym skalny mur.

Tekst publikowany w portalu onet.pl


If You like this site, your support will be welcome!

$5.00


Reklamy

Skomentuj jeśli chcesz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s