Birma, Kambodża, Wietnam – mity i fakty

Birma, Kambodża, Wietnam. Kraje Półwyspu Indochińskiego fascynujące bajkowym krajobrazem, egzotycznymi obyczajami, przedziwnym smakiem potraw. Ich legendy, baśnie i mity odwołują się do nieznanych nam wydarzeń i wierzeń oraz odmiennego światopoglądu. I chociaż nie zawsze je pojmujemy, zaostrzają apetyt niczym tajemnicze przyprawy potraw.

do-sieci_Indochiny_5030

Birma. Budda, mnisi i Szafranowa rewolucja
O Birmie bywało głośno z powodu biedy, wcielanych do armii małych dzieci, drastycznych poczynań wojskowej junty, produkcji i przemytu opium na wielką skalę. Ale także z powodu licznych plemion o barwnej kulturze i wspaniałych świątyń. Szczególną sławą cieszy się sanktuarium Shwe Tha Lyaung – odpoczywającego Buddy w Bago. Jego lśniąca od złota postać ma niemal 55 m długości, a obsypane kosztownych kamieni stopy skrzą się tak, że wprawiają przybysza w osłupienie. Posąg liczy ponad tysiąc lat, ale wygląda wciąż jak nowy.

Ponoć syn okrutnego króla Mgadeikipy trafił w czasie polowania do wioski Suwannabhumi, gdzie ujrzał dziewczynę tak cudownej urody, że bez pamięci się zakochał. Ona odwzajemniła uczucie i wkrótce się pobrali. Gdy pojawili się na królewskim dworze, władca wpadł w szał i kazał obydwoje zabić. Nie tylko dlatego, ze dziewczyna była niskiego stanu, ale również dlatego, że była buddystką, a on wyznawał inną wiarę. Gdy przerażona dziewczyna zaczęła się modlić przed posągiem miejscowego bóstwa, ten pękł i rozsypał się z hukiem. Wtedy Mgadeikipa pojął, że prawdziwa wiara to buddyzm. Kazał potłuc wizerunki starych bogów, a na ich miejscu wznieść imponującą figurę Buddy.

Tam gdzie są świątynie i posągi, tam są także mnisi. Nierzadko dzieci, podobnie jak te, które trafiają do armii. W ciszy klasztorów czeka je bowiem lepsze i spokojniejsze życie niż w rodzinnych wioskach. W 47-milionowym birmańskim społeczeństwie kler buddyjski stanowi dziś półmilionową grupę. Cieszy się ogromnym autorytetem i choć nie ma scentralizowanej hierarchii stanowi liczącą się i wpływową siłę polityczną. We wrześniu  2007 roku poczucie odpowiedzialności za losy kraju, wyprowadziło dziesiątki tysięcy mnichów na ulice największych miast, Rangunu i Mandalaju. Ponieważ jałmużna od wojskowych związanych z reżimem miała im zapewnić pomyślne odrodzenie w kolejnych wcieleniach, mnisi odmówili przyjmowania datków, symbolicznie odwracając swoje żebracze miseczki do góry dnem. Do ich połączonego z modlitwą protestu przeciwko łamaniu praw człowieka i przetrzymywaniu w areszcie wybitnej działaczki Aung San Suu Kyi, dołączyli mieszkańcy miast i działacze opozycyjni. Rewolucja nazwana od koloru mnisich szat szafranową została krwawo stłumiona, a wielu jej uczestników aresztowano. Niemniej jednak ruch wolnościowo-demokratyczny, któremu przewodzi Aung San Suu Kyi, uzyskuje z roku na rok większe poparcie, wprowadzając Birmę na drogę politycznych i społecznych przemian.

Kambodża. Królestwo wielogłowych wężów
Jedną z największych turystycznych atrakcji tego kraju jest także obiekt sakralny. Monumentalny zespół pałaców i świątyń w Angkorze. Pośród licznych motywów zdobniczych na ścianach budowli pojawiają się często wężowe sploty nagów, opiekuńczych duchów królestwa. Na ich wężowych ciałach spoczywa Budda, a wachlarz z ich głów otacza go osłaniając przed żywiołami.

Angkor oznacza święte miasto i był niegdyś stolicą imperium Khmerów, jednej z największych potęg w dziejach Indochin. Opiewające jej powstanie legendy pełne są mistycznych zdarzeń i miłości. Wiążą też przeszłość Kambodży z Indiami. Jedna z nich opowiada o wygnanym z dworu w Delhi księciu Preah Tonga. Banita błąkający się bez celu i nadziei, napotkał na plaży oceanu piękną córkę króla węży. Miłość od pierwszego wejrzenia połączyła młodą parę, a ojciec dziewczyny okazał im przychylność. Ba, podarował młodej parze szmat ziemi. Inna legenda wiąże narodziny Kambodży z wprowadzeniem Buddyzmu. Jej bowiem bohater także pochodził z Indii i także poślubił córkę nagów. Ale nie bez przeszkód. Powitała go bowiem nieprzyjaźnie, chcąc zatopić łódź, którą przypłynął. Przechytrzył ją jednak i pokonał nie czyniąc krzywdy. Oczarowany zaś urodą i zakłopotany zgodną ze zwyczajami jej ludu nagością, obdarował też jedwabnymi szatami i klejnotami. Odwagą i podarunkami podbił serce dziewczyny. Pobrali się i stworzyli kwitnące królestwo.

Dwa tysiące lat później do władzy doszli Czerwoni Khmerzy, ekstremistyczne, owładnięte komunistyczną ideologią ugrupowanie. Radykalnie zrywając z przeszłością zamykali szkoły, szpitale i fabryki, likwidowali banki, delegalizowali religię i własność prywatną, przesiedlając mieszkańców miast do kolektywnych gospodarstw rolnych, w których produkowano żywność. Ich bezlitosne rządy w latach 70. XX w. doprowadziły do wymordowania niemal jednej czwartej kambodżańskiego społeczeństwa. Wsparte przez Wietnam powstanie doprowadziło do ich upadku i odsunięcia od władzy. Niemniej jednak, oddziały Czerwonych Khmerów prowadziły krwawą i wyniszczającą kraj wojnę partyzancką niemal do końca XX stulecia. Rozpadły się z powodu masowej dezercji żołnierzy, a ich odpowiedzialnych za akty ludobójstwa dowódców postawiono wreszcie przed sądem.

Wietnam. Pod opieką kuchennych bóstw
Oprócz krajobrazów i świątyń, ikoną Wietnamu są łodzie wypełnione po burty dojrzałymi owocami. To scena z targowiska na wodzie jakie łatwo napotkać w delcie największej rzeki kraju, Mekongu. Owoce zaś są nie tylko towarem, ale również symbolem pomyślności i dobrobytu.

Dobrobytu, o który dba triada opiekuńczych bóstw domowych, nazywanych też kuchennymi. Legenda tłumacząca ich pojawienie się głosi, że szczęśliwe niegdyś małżeństwo rozpadło się z powodu bankructwa i długów w jakie popadł mąż. Ona wyszła ponownie za mąż, on stoczył się z rozpaczy i został żebrakiem. Włócząc się po ulicach, zawitał niegdyś do domu swojej byłej żony, a ta litując się nad jego niedolą poczęstowała go obfitym obiadem. Tymczasem wrócił jej drugi mąż, i obawiając się nieporozumienia kobieta kazała swojemu gościowi ukryć się w stercie słomy. Zabrała się też za przygotowanie posiłku dla męża. Ten zaś, nie chcąc tracić czasu, zabrał się za palenie słomy. Doszło do tragedii, bo ukryty tam mężczyzna wolał spłonąć niż narazić na kłopoty kobietę. Ta ujrzała jak ginie z uśmiechem na ustach i wzruszona jego niewygasłym uczuciem rzuciła się w płomienie. Mąż zorientował się co się stało, i poruszony do głębi uczuciami, które mimowolnie wyzwolił, także rzucił się w ogień.

Cała trójka stanęła po śmierci przed obliczem Nefrytowego Cesarza, który także nie pozostał obojętny wobec uczuć jakie pokierowały ich poczynaniami. Uczynił ich bogami i zesłał z powrotem na ziemię, powierzając opiekę nad wietnamskimi rodzinami. Męskie bóstwa podzieliły się odpowiedzialnością za kuchnię i resztę domostwa, kobiecemu przypadła w udziale dbałość o rodzinne dochody. Tyle mówi legenda, faktem natomiast jest, że w tradycyjnych wietnamskich domach, kobiety zarządzają zazwyczaj majątkiem, a przy większych wydatkach mają głos decydujący.

Reklamy

Skomentuj jeśli chcesz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s