Kuba – apteki Fidela

System ochrony zdrowia na Kubie jest bezpłatny i obejmuje wszystkich obywateli, ale do szpitala trzeba iść z własną pościelą. Przemysł farmaceutyczny jest jednym z kluczowych źródeł dochodu narodowego, ale półki aptek świecą pustkami.

Ochrona zdrowia była jednym z priorytetów państwa budowanego przez Fidela Castro po zwycięstwie rewolucji. Z pewnością wpłynęła na to postawa towarzysza broni kubańskiego wodza, Che Guevary, który był z wykształcenia lekarzem. Ponadto, odwołanie się do tej właśnie dziedziny było dobrym chwytem propagandowym. Przed rewolucją bowiem praktykowało na Kubie około 6 tysięcy lekarzy, ale ich świadczenia były tak drogie, że chociaż teoretycznie 1 przypadał na tysiąc mieszkańców, większości społeczeństwa nie było na nie stać. Podobnie zresztą jak na przepisywane przez nich leki. Wskaźniki takie jak umieralność niemowląt osiągały więc alarmujący poziom. Obietnice nowych władz, że wszystko zmienią, przyjęto więc ze zrozumiałym aplauzem i z nadzieją. System wdrożono bardzo szybko, opierając na wywodzącym się z radzieckiej Rosji modelu Siemaszki. Jego ogniwa bilansują się w układzie administracyjnym 14 prowincji i 169 gmin, na które podzielona jest Kuba. Jednostki podstawowej opieki zdrowotnej funkcjonują w gminach, wyższych stopni rozlokowane są w wyznaczonych miastach prowincji. Koordynatorem wszelkich działań jest Ministerstwo Zdrowia, a wydatki na zdrowie stanowią lwią część budżetów poszczególnych jednostek administracyjnych. Ubezpieczeniem publicznym, jedynym zresztą jakie na Kubie funkcjonuje, objęci są wszyscy obywatele. Szczególny nacisk kładzie się od początku na opiekę nad matką i dzieckiem. Wprowadzono obowiązkowe szczepienia i okresowe badania dzieci. Ustalono także listę leków, na której znajduje się obecnie ponad 900 preparatów. Ich dostępność gwarantuje państwo, ale stosowanie mogą zalecać jedynie uprawnieni lekarze. Statystyki w dziedzinie zdrowia uległy zdecydowanej poprawie, a kryteria geograficzne i demograficzne usytuowania placówek zdrowia uchodzą wręcz za modelowe. Kuba szczyci się dziś najlepszymi w skali Ameryki Łacińskiej wskaźnikami zdrowia, a jej system znajduje uznanie ekspertów organizacji międzynarodowych z WHO / PAHO oraz UNICEF na czele. Dowodem na to są przyznane kubańskim klinikom położniczym certyfikaty obiektów przyjaznych matce i dziecku. Wydano je po kontroli udostępnionych przez rząd kubański 49 placówek. Dokonały jej międzynarodowe komisje w latach 90. XX wieku.

Kuba niesie pomoc
Po rewolucji wyemigrowała z wyspy znacząca część dawnych elit. W tym blisko połowa profesjonalistów z branży medycznej i farmacji. Państwo kubańskie, systemem nakazów pracy zapełniło szybko luki kadrowe. Co więcej na studia medyczne i farmaceutyczne w Hawanie przyjmowani są z otwartymi ramionami studenci z innych krajów Ameryki Łacińskiej, w której Kuba stara się od lat o pozycję lidera. Samych Ekwadorczyków na kierunkach medycznych studiuje obecnie w Hawanie około tysiąca. Kubańska służba zdrowia zatrudnia teraz około 350 tysięcy ludzi, czyli około 9-10 % pracujących w ogóle. Ba, lekarzy, pielęgniarki i farmaceutów, którzy byli w krajowych placówkach już zbyteczni, Kuba skierowała do akcji pomocowych, przyjmując za kierunek priorytetowy inne kraje Ameryki Łacińskiej oraz afrykańskie. Liczba kubańskich specjalistów, przede wszystkim lekarzy ale również pielęgniarek, akuszerek, dentystów i farmaceutów, biorących udział w tak zwanym Programie Kompletnej Ochrony Zdrowia, i pracujących w jego ramach w 65 krajach, sięga przynajmniej 20 tysięcy. Są też źródła, które podają, że w samej Wenezueli liczba specjalistów z Kuby osiągnęła 40 tysięcy. Nie ma jednak informacji czy łącznie w pewnym okresie czasu czy na stałe. Tak czy siak, to i tak więcej niż wysyłają do zakątków trzeciego świata wszystkie kraje stowarzyszone w ONZ razem wzięte. Komentując zjawisko, prasa amerykańska używa konsekwentnie określenia „lekarze-niewolnicy”. Natomiast oficjalne źródła kubańskie podkreślają z dumą woluntarystyczny charakter ich udziału w akcji. Dobrowolność budzi jednak pewne wątpliwości zważywszy, że wysyłani na zagraniczne placówki pracownicy, rodziny muszą pozostawić w kraju. Rząd pobiera też znaczące kwoty z przysługujących im w ramach kontraktów apanaży – „na pokrycie kosztów misji”. Wynagrodzenie ustalane jest wstępnie w dolarach amerykańskich, ale pracownik otrzymuje tylko jego część niezbędną do opłacenia mieszkania i wyżywienia w kraju, w którym wypełnia swoje zadanie. Resztę, w niewymienialnych kubańskich peso, przesyła się do kraju – do dyspozycji rodziny. Przed dwoma laty Kuba przebiła ekonomicznego giganta jakim są Stany Zjednoczone. Do walki ze skutkami trzęsienia ziemi i epidemii cholery na Haiti władze karaibskiej wyspy skierowały kontyngent 1200 ludzi. Ten fakt trafił na czołówki liczących się na świecie gazet, a brytyjski „Independent” zatytułował nawet swój komentarz „Kubańscy lekarze na Haiti zawstydzają świat”. W rzeczywistości kubańscy pracownicy służby zdrowia byli już na miejscu, bo swoją misję na Haiti pełnią od 1998 roku. Po trzęsieniu ziemi wysłano im jedynie wsparcie w liczbie 350 osób. Jednak w odróżnieniu od zespołów pomocowych z USA i Wielkiej Brytanii, które w większości wycofały się po dwóch miesiącach, na miejscu oprócz Lekarzy Bez Granic (Médecins Sans Frontières) pozostał jedynie cały personel z Kuby.

W krajach, w których wykonują swoją pracę, specjaliści kubańscy przyjmowani są różnie. Z jednej strony ludność ceni ich za profesjonalizm, cierpliwość i wyrozumiałość. Z drugiej – nie bez słuszności – podejrzewani są, że za ich misją kryje się propaganda. I tak jest, choć w praktyce nie zdarza się by wypełniający misję kolportowali osobiście jakiekolwiek ideowe hasła.

Korzystając między innymi z faktu, że ma – w przeliczeniu na 1 mieszkańca – najliczniejszy personel medyczny na świecie, Kuba przyjmuje u siebie pacjentów na zasadach non-profit. We wspomnianych na wstępie obdarzonych certyfikatem szpitalach tysiące dzieci z całego świata, zwłaszcza z krajów najbiedniejszych. Albo takich jak ofiary Czarnobyla. W ramach programu przyjętego przez rząd u progu lat 90. tysiące cierpiących w wyniku napromieniowania ukraińskich i białoruskich dzieci, mogło przejść na Kubie bezpłatną kurację. Szpitale, które ich gościły mają wprawdzie charakter pokazowy i służą propagandzie, ale jednak otaczają opieką i leczą pacjentów. Niezależnie od tego, że normalne placówki cierpią na chroniczne niedofinansowanie, a o niedoborach leków, preparatów medycznych i podstawowych środków higieny świadczy chociażby fakt, że obywatele amerykańscy, wysyłając paczki do rodzin na Kubie, wkładają do nich nie tylko kosmetyki i inne dobra luksusowe, ale zwykłe mydło i podpaski higieniczne. Ślą także pieniądze. Eksperci szacują, że co trzecia rodzina na Kubie utrzymuje stały kontakt z zagranicą i korzysta z pomocy krewnych, którzy wyemigrowali. Prywatne transfery dolarów amerykańskich na komunistyczną wyspę sięgają niemal 1 mld dolarów rocznie. A to jest równowartość 45% dochodów uzyskiwanych przez Kubę z zagranicznej turystyki.

Komercyjna nakładka na system
Kwestie relacji dolarów i peso są przy tym symptomatyczne. Na karaibskiej wyspie panuje dualizm w podejściu do obowiązującej waluty. W praktyce istnieją peso „wymienialne” i „niewymienialne”. Kurs pierwszego jest ściśle związany z amerykańskimi dolarami, które wymienia się w stosunku 1 do 1, ale z prowizją 10% od kwoty transakcji. Drugie peso jest faktyczną wewnętrzną walutą kubańską, a jego kurs w stosunku do dolara nie jest oficjalnie ustalony. Chociaż od połowy lat 90. XX wieku Kubańczykom wolno posiadać dolary, to jednak są zobowiązani wymieniać je na peso „wymienialne”. Od nich też jest pobierany 10% haracz. Rzecz ciekawa, że przy wymienia euro, angielskich funtów, jenów, franków szwajcarskich czy dolarów kanadyjskich prowizja wynosi jedynie 3%. Widać walka z imperializmem amerykańskim wciąż trwa – na wszystkich frontach. O tyle może niekonsekwentnie, że waluty owe przelicza się na „wymienialne” peso zgodnie z aktualnym ich kursem w stosunku do dolara.

W sklepach, reszta wydawana jest w odpowiednim rodzaju peso, w zależności od tego czy zakupów dokonuje obywatel kubański czy obcego państwa. Dzięki pewnemu marginesowi swobody, tam właśnie obywatele kubańscy mogą najprościej pozyskać peso „wymienialne”. W sklepach czy w taksówkach, chętnie są też przyjmowane dolary. Ale biorący je, przeliczając na miejscową walutę, uwzględniają od razu czekającą ich przy wymianie marżę. Zamiany obu rodzajów peso można dokonać na czarnym rynku, gdzie stosunek ich wartości kształtuje się jak 1 do 27. Korzystając jednak z usług handlarzy walut obcokrajowiec powinien zachować ostrożność, by nie wykorzystali jego niewiedzy i naiwności, wciskając mu „niewymienialne” peso.

Podobnie do jednej waluty w dwóch odsłonach, funkcjonuje system ochrony zdrowia. Jeszcze przed upadkiem bloku socjalistycznego kubańskie władze zorientowały się jak intratnym interesem jest turystyka. Przecież Kuba to wyspa należąca do karaibskiego archipelagu, na której naturalnymi bogactwami są słońce, woda i piaszczyste plaże. W inwestycje w tej dziedzinie włożono pokaźne kwoty, wznosząc komfortowe ośrodki i hotele dla zagranicznych gości w nadmorskich kurortach oraz w Hawanie. W minionej dekadzie Kubę odwiedzało rocznie około 2 mln turystów, głównie z Kanady, Meksyku i Europy. Z racji klimatu, koniunktura trwa niemal cały rok. Dla przybywających coraz liczniej turystów zorganizowano swoistą nakładkę na system z ekskluzywnymi centrami rehabilitacyjnymi, specjalistycznymi klinikami i szpitalami. Na bazie tej infrastruktury rozkwitła turystyka medyczna, bo operacje i zabiegi w nich wykonywane są znacznie tańsze, zwłaszcza w porównaniu z cenami z rynku amerykańskiego czy większości krajów europejskich. Pomimo komercyjnego charakteru i odpłatności za zabiegi (w dobie kryzysu wzrastającej), są to jednak placówki państwowe. Prywatnej praktyki medycznej na Kubie jeszcze nie ma.

Przy ośrodkach dla obcokrajowców funkcjonują też apteki o standardzie obsługi podobnym do tego z jakim przybysze z USA, Kanady czy z Europy Zachodniej stykają się w swoich ojczyznach. Ale i tam oferta leków ma ograniczony zakres, a ich ceny są wysokie. Mimo to, opinia o stanie aptek na Kubie wyrobiona na podstawie wizyty w tego typu placówce, odbiega diametralnie od tej, jaką wyniesie się ze zwykłej apteki. Dla tej drugiej charakterystyczne są „puste półki”. Owszem są na nich leki ze wspomnianej już listy, ale nie wyczerpuje ona realnych potrzeb. Mówiąc obrazowo – zwykłej aspiryny się tam nie dostanie. Głównie zresztą dlatego, że w kubańskiej aptece są przede wszystkim leki kubańskie. I chociaż rozwój przemysłu farmaceutycznego jest niewątpliwym sukcesem władz komunistycznych, to rodzima produkcja nie obejmuje wszystkich rodzajów lekarstw. Te zaś, które są, podobnie jak produkty spożywcze podlegają swoistej reglamentacji. Niektóre w ogóle nie trafiają do handlu detalicznego. Przepisywanie zaś wielu wiąże się z zasadami wynikającymi z priorytetów przyjętych przez państwo wobec pewnych grup społecznych, na przykład kobiet w ciąży, osób z określonym rodzajem niepełnosprawności lub cierpiących na choroby społeczne objęte aktualnie prowadzonym narodowym programem ich zwalczania. Efekt jest taki, że prozaiczne zdawałoby się leki trzeba zazwyczaj „załatwiać” – syndrom doskonale znany tym z nas, którzy osiągnęli wiek dojrzały jeszcze w socjalistycznej Polsce.

Choć zabrzmi to groteskowo, turysta korzystający jedynie z przygotowanych dla zagranicznych gości obiektów może w ogóle nie być świadomy poruszonych kwestii. Zwłaszcza, że gościnni Kubańczycy w razie jakichkolwiek problemów i tak skierują go do miejsc przeznaczonych dla zagranicznych przybyszów, takich jak Cira Garcia (Clinica Central Cira Garcia, Calle 20 y Ave. 41 No. 4101, Ciudad de La Habana) czyli centralna klinika w kubańskiej stolicy, świadcząca usługi zdrowotne dla cudzoziemców.

Z dobrodziejstw kubańskiego systemu ochrony zdrowia korzystają notable z zaprzyjaźnionych krajów. Ostatnim prominentnym pacjentem jest Chavez. Kubańscy lekarze wykryli u niego komórki rakowe i podjęli walkę o życie prezydenta Wenezueli w luksusowej klinice w Hawanie.

Farmacja dźwignią gospodarki
Drugim oprócz dwóch rodzajów aptek charakterystycznym rysem kubańskiej farmacji jest niewielka ilość aptek publicznych. Wynika to stąd, że leczenie ma charakter kompleksowy i placówki tego typu związane są ściśle z innymi obiektami należącymi do systemu, zwłaszcza ze szpitalami, a w przypadku mniejszych gmin również z ośrodkami zdrowia.

0 – Liczba prywatnych aptek na Kubie

2 – pozycja, którą na liście źródeł kubańskiego dochodu narodowego zajmuje obecnie produkcja leków i biotechnologie

1 miliard – Taką kwotę (w dolarach USA) przekroczy według szacunków wartość kubańskiego rynku farmaceutycznego w 2016 roku

Natomiast kwestia leków, ich asortymentu i dostępności jest bodaj największym paradoksem na Kubie. U schyłku minionej dekady, przemysł farmaceutyczny znalazł się na 2 miejscu po turystyce na liście gałęzi gospodarki generujących w kraju dochód narodowy. W 2008 roku roku było to 655 mln dolarów amerykańskich. W 2011 roku kwota wzrosła do 711 mln, a szacuje się, że w 2016 roku przekroczy miliard (1,044 mln USD). Nie wszystkie jednak produkowane leki mają międzynarodowe certyfikaty. Dało to na przykład Namibii pretekst do wycofania się z kontraktu i zwrotu preparatów wyprodukowane przez laboratorium Heber Biotec S.A., wartości 2,5 mln dolarów. Podobnie jak w dziedzinie pomocy medycznej, głównie chyba ze względów ideologicznych, Kuba podbija swoimi lekami głównie rynki Ameryki Łacińskiej, Afryki i komunistycznych krajów Dalekiego Wschodu.

Splot czynników ekonomicznych i ideologicznych towarzyszył nagłośnionej w światowych mediach transakcji ze Stanami Zjednoczonymi w 2004 roku. USA kupiło wówczas od Kubańczyków licencje na szczepionki antyrakowe. Co ciekawe zbiegło się to z apogeum embargo na produkty eksportowane na Kubę i drastycznym zaostrzeniem ograniczeń w kontaktach Kubańczyków z rodzinami mieszkającymi w USA. Blokada amerykańska trwa w zasadzie nieustannie od półwiecza, ale takiej skali nigdy wcześniej nie przyjęła. Zakup był więc tym bardziej aktem bezprecedensowym. Na dokonanie go wpłynęły bez wątpienia nasilające się w amerykańskich mediach opinie, że embargo godzi w obywateli USA, bo „zamyka dostęp do ostatnich osiągnięć naukowych medycyny kubańskiej”. Laboratoria farmaceutyczne na wyspie otrzymywały po 2000 roku około 500 ofert rocznie prowadzenia wspólnych badań lub zakupu kubańskich licencji przez konsorcja farmaceutyczne z USA. Jednak administracja prezydenta Georga Busha była nieprzejednana odpowiadając w każdym przypadku, że transakcje takie prowadziłyby to do złamaniem embarga na stosunki gospodarcze z Kubą.

Zainteresowanie zagranicy uzasadniają rzeczywiście zaskakująco interesujące osiągnięcia kubańskich laboratoriów w dziedzinie biotechnologii medycznej. Do najgłośniejszych należy opracowanie tam szczepionki przeciwko bakteryjnemu zapaleniu opon mózgowych (meninigitis B) oraz skutecznych leków dla chorych na AIDS. W zwalczaniu raka, chorób tropikalnych i wywoływanych przez pasożyty oraz w zakresie homeopatii, Kuba należy dziś do światowej czołówki.

Na zakupionych przez USA licencjach, Kuba zarobiła 35 mln dolarów. Odniosła jednak przede wszystkim – jak to ujął Fidel Castro – moralne zwycięstwo. Podczas podpisywania kontraktu na jego twarzy malował się wyraz nieukrywanej satysfakcji. Umowa otworzyła także możliwości dalszej współpracy przy badaniach i udoskonalaniu leków amerykańskiemu konsorcjum CancerVax i kubańskiemu Centrum Immunologii Molekularnej.

Od tamtego czasu, w relacjach Kuby ze światem coraz częściej dochodzi do głosu interes ekonomiczny. Ustrój socjalistyczny nadal hamuje rozwój Kuby, a propaganda „postrewolucyjnych sukcesów” przysłania niczym dymna zasłona niefunkcjonalność systemów społecznych i braki w gospodarce karaibskiej wyspy. Jednak odkąd Fidela Castro zmogła choroba, i władzę przejął jego brat Raul, wyłomów w ideologicznym murze jest coraz więcej. Nieunikniony jest w tej sytuacji rozwój sektora prywatnego, nawet jeśli ustrój pozostanie komunistyczny (tak jak niegdyś w Jugosławii, a obecnie w Chinach). Prędzej czy później również na rynku usług medycznych i na farmaceutycznym. Apteczne półki zapełnią się wtedy lekami nie tyle z listy, ile rzeczywiście poszukiwanymi, zaś liczby oraz poziom lekarzy i farmaceutów będą regulowane autentycznymi potrzebami.

*   *   *   *   *

Od socjalizmu ku przyszłości – niczym kamienie milowe, drogę do otwarcia się Kuby na świat wyznaczają następujące fakty:

  •  1993 – Fidel Castro zapowiada zniesienie kar za posiadanie dolarów
  •  2004 – pomimo gospodarczego embargo USA kupuje od Kubańczyków licencje na szczepionki antyrakowe
  •  2008 – po 49 latach rządów ciężko chory Fidel Castro ogłasza rezygnację z funkcji przewodniczącego Rady Państwa Kuby i oddaje władzę w ręce brata Raula
  • 2013 – od połowy stycznia tego roku Kubańczycy mogą wyjeżdżać za granice swojego kraju

Tekst publikowany w cyklu Apteki świata na łamach magazynu „Farmacja i Ja” w 2013 roku, pt. Apteki Fidela.

Reklamy

Jedna myśl w temacie “Kuba – apteki Fidela

Skomentuj jeśli chcesz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.