Kuba z subtelną nutą prowokacji

O historii, kulturze i walorach turystycznych Kuby opowiada Juan Castro Martínez, Ambasador Republiki Kuby w Polsce.

Kuba jawi się polskim turystom jako wyspa gorąca nie tylko pod względem klimatu, ale także pogody ducha i temperamentu mieszkańców. Na taki obraz wpłynął w dużej mierze film Wima Wendersa „Buena Vista Social Club”. Zapoczątkował światową modę na kubańską muzykę. Czy zwiedzanie Kuby tym właśnie tropem jest w rzeczywistości możliwe? Na ile to trafne podejście?

Juan Castro Martínez (JCM) ⇒ MTak, muzyka i taniec są symptomatyczne dla naszej kultury. Odzwierciedlają nie tylko temperament i ducha, ale także sposób myślenia i zachowania Kubańczyków. Ponadto są obecne w naszym codziennym życiu. Na ulicy, wystarczy żeby spotkało się kilka osób i to one zaczynają grać i śpiewać. Nie trzeba chodzić do klubu czy baru. Muzyka jest wszechobecna. Nie potrzeba też wiele by porwała ludzi do tańca. Co więcej, to właśnie osoby tańczące są tymi, które rozpoznają wartość i talent muzyków. Oto Kuba, nasza kultura, nasza historia. Zwiedzałem swojego czasu drewniany kościół na Podkarpaciu, którego powstanie datowano na 1490 rok. Uświadomiłem sobie wówczas jak krótka jest nasza historia w porównaniu z historią Polski. Bo przecież ten kościół już istniał, gdy do wybrzeży Kuby dopłynął Kolumb. A to dopiero po przybyciu konkwistadorów zaczął cykać zegar kubańskiej historii.

Czyżby po rdzennych mieszkańcach nie zostały na Kubie żadne ślady?

JCM ⇒ Dokonane odkrycia archeologiczne potwierdziły naukowo obecność rdzennych Indian na Kubie, głównie na wschodzie. Historycy twierdzą, że Indianie byli ludźmi nastawionymi pokojowo, otwartymi. Przywitali przybyszów serdecznie i z honorami. Niestety, bo konkwistadorzy zawładnęli łatwo wyspą i zaczęli zmuszać ich do pracy ponad siły. Do tego w celach zupełnie dla Indian niezrozumiałych, na przykład poszukiwania złota. Nieludzkie traktowanie doprowadziło do rozpaczliwego, krwawo stłumionego buntu. Ba, krwawo to za mało powiedziane, do eksterminacji rdzennej ludności. W efekcie na wyspie pozostali Hiszpanie, a żeby miał kto pracować w ich kopalniach i na ich plantacjach, zaczęli sprowadzać afrykańskich niewolników. Proszę zauważyć paradoks historii. My Kubańczycy jesteśmy potomkami Hiszpanów i Afrykańczyków. Z tej właśnie mieszaniny wyrosło poczucie naszej odrębnej narodowej tożsamości, prowadzące pod koniec XIX wieku do wojny o niepodległość… z Hiszpanami. Trwała ona niemal 30 lat, aż do zwycięstwa pod przywództwem naszego bohatera narodowego, José Martíego. Powstańcy nie byli przy tym wcale jednomyślni. Znaczącą rolę odgrywali wśród nich autonomiści, zwolennicy pozostania pod berłem Hiszpanii, ale na zasadach autonomicznej zamorskiej prowincji. Byli też zwolennicy związania się ze Stanami Zjednoczonymi. Amerykanie zresztą szybko się w konflikt wmieszali i objęli Kubę protektoratem. Chronili rzecz jasna własne interesy, więc w ciągu kilku dekad ta sytuacja doprowadziła znowu do wojny i do rewolucji. Co się zaś tyczy rdzennych mieszkańców, których losy wywołały moją dygresję o historii Kuby, trochę o nich wiemy… ze stanowisk archeologicznych. Jednak niewiele. Na pewno chyba tylko to, że uprawiali i palili tytoń. A cygara są dziś symbolem Kuby i najbardziej rozpoznawalnym na świecie produktem naszego przemysłu.

Wizja zaciągnięcia się kubańskim cygarem może być dla wielu osób kusząca. Czy cygara są rzeczywiście ikoną waszej kultury?

JCM ⇒ Kiedyś podczas spotkania w nobliwym towarzystwie bardzo dobrze sytuowanych mężczyzn i towarzyszących im pięknych, młodych kobiet zostałem poproszony by opowiedzieć właśnie o cygarach… Zacząłem od tego, że prawdziwy mężczyzna powinien traktować swoje cygaro dokładnie tak, jak swoją kobietę. Przede wszystkim dotykać, rozkoszować się jej zapachem, słuchać i rozmawiać, zwilżyć, a na koniec – rozpalić. Jedna z tych młodych dam jako pierwsza zaczęła mi bić brawo. Proszę zrozumieć, nasza kultura jest gorąca, przesycona nutkami erotyzmu, flirtu, prowokacji, otwartości i ciepła, które ludzie okazują sobie w codziennych sytuacjach. „Kochanie, czy macie zimne piwo?” – zwraca się gość do kelnerki w barze. „Ależ oczywiście, mój aniołku.” – odpowiada ona. Te cechy kultury najsilniej ujawniają się w naszych tańcach. W muzyce splatają się wpływy hiszpańskie z murzyńskimi rytmami. Ale proszę sobie wyobrazić, że nasze tańce wyrosły też z dworskiego tańca francuskiego. Zdziwienie? Ależ tak, gdy na pobliskiej Haiti wybuchło powstanie Francuzi, których wyspa była wtedy kolonią szukali na Kubie schronienia. Przywieźli też ze sobą swoje tańce. Te damy w pysznych sukniach, etykieta i rytuał kontredansa. To wszystko poruszyło Kubańczyków. Nie mogli jednak wyjść ze zdziwienia, że tak rzadko w tym tańcu mężczyzna z kobietą się dotykają. I jakby w opozycji, adaptując wiele elementów powstały nasze tańce, wzbogacone o kontakt między partnerami. Bo dla nas taniec to wyzwanie, prowokacja, gra, flirt. Miałem przyjaciela, świetnego tancerza. „Skąd u ciebie takie zamiłowanie do tańca?” – pytałem. „To nie upodobanie, to potrzeba.” –odpowiedział. „Jestem mały, brzydki. Taniec to jedyny sposób, żeby kobiety zwracały na mnie uwagę.” Był świetny i był skuteczny. Gdzie byśmy nie byli chciały z nim tańczyć wszystkie kobiety.

Otwarcie się Kuby na świat. Postępująca od końca minionej dekady liberalizacja waszego prawa. A w efekcie rozwój turystyki jest szansą wzajemnego poznania. Ale gdzie przybysz z Polski ma szukać autentycznych kontaktów z Waszą kulturą, obyczajowością?

JCM ⇒ Kubańczycy nie są domatorami. Miejscem życia, miejscem spotkań jest ulica. Park w Warszawie jest po to by się przespacerować, wyrwać z codziennego rytmu. Park na Kubie zgoła odmiennie. Jest w centrum zarówno pod względem lokalizacji, jak i w sensie zainteresowania. Są w nim porozstawiane ławeczki, zawsze pełne ludzi. Bo tam się spotykają, grają, zawierają i podtrzymują znajomości. Łatwo wniknąć w ten klimat, gdyż Kubańczycy uwielbiają rozmawiać. Każdy pretekst jest dobry do rozmowy i nikt jej nie unika ani obcesowo nie przerywa. Wręcz przeciwnie. Ba, problemy językowe nie są dla nas przeszkodą. Pod kościółkiem, o którym wcześniej wspomniałem, stały dwie osoby przypatrujące się naszej grupie. Były one z tamtej miejscowości, więc podszedłem do nich i zagadnąłem. Nie mówiłem po polsku, a oni nie mówili po hiszpańsku. Ale wychwycili słowo Kuba. „Aaa, Fidel Castro!” – wykrzyknęli. Pośmialiśmy się, pogestykulowaliśmy. Było wesoło, był kontakt. Rozmowa to więcej niż słowa, a na Kubie wszyscy to rozumieją.

Nie będzie więc problemu, choć szlifowanie hiszpańskiego ma sens, i z pewnością ułatwi poznawanie pańskiego kraju. Proszę powiedzieć czy trudno się dostać na Kubę. Technicznie – pod względem przepisów, formalności? Czy są jakieś przeszkody?

JCM ⇒ Nie ma. Owszem potrzebna jest karta turystyczna (Tarjeta de Turista) – wiza, jaką wydaje nasza ambasada. Jej cena to 22 euro. Gorąco zachęcam do załatwiania formalności bezpośrednio w konsulacie. Liczne biura turystyczne, które w tej chwili oferują wycieczki na Kubę też muszą ją u nas zamówić, a więc nie załatwią tego taniej. Co więcej, dodadzą prowizję. Bardzo ważne jest ubezpieczenie, bo obywatele Kuby korzystają z opieki medycznej w ramach systemu, a przybysz musi za usługi medyczne czy leki zapłacić. Nie ma niestety bezpośredniego połączenia lotniczego z Polską, ale są liczne wygodne loty z przesiadką. Najdogodniejsze wydają mi się połączenia przez Frankfurt, Paryż i Amsterdam. Zaś z biurami, loty czarterowe, których nasilenie przypada na szczyt turystycznego sezonu. W okresie od listopada do marca, akurat wtedy, kiedy Polacy szukają ciepła. A u nas zawsze jest gorąco.

Dotykając problemu opłat, pieniędzy. Jak to jest z tymi dwoma rodzajami peso – dla autochtonów i dla przybyszów?

JCM ⇒ W zeszłym roku rząd podjął decyzję o ujednoliceniu systemu finansowego. Tylko, że to jest proces, który wymaga czasu, gdyż intencją rządu jest bezbolesne dla obywateli przeprowadzenie reformy. Z dobrodziejstw zmiany Kubańczycy już korzystają, bo towary, które dawniej można było kupić wyłącznie za peso wymienialne (to przeznaczone dla przybyszów), stały się dla wszystkich dostępne. Poza tym zmieniła się diametralnie praktyka. Przedtem państwo dotowało towary, tak by ich cena na rynku nie była barierą dla Kubańczyków. Koniec z tym, teraz pieniądze lokowane w sztuczne podtrzymywanie cen będą przeznaczone na subwencje dla ludności, na urealnienie ich dochodów. Jest więc już tylko jedna waluta. Ale system jest w okresie transformacji. I jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, w przyszłym roku Kuba pożegna się z walutowym dualizmem. Unikając radykalnych posunięć mamy na względzie nie tylko interesy naszych obywateli i naszej gospodarki, ale również naszych gości. Turystyka jest bowiem dla nas bardzo ważna, a zdajemy sobie sprawę, że dla turysty kluczowe znaczenie ma poczucie bezpieczeństwa. Pod każdym względem.

Na miejscu, gdzie się najlepiej zatrzymać?

JCM ⇒ Mamy bogatą infrastrukturę turystyczną, liczne hotele, więc wybór zależy w praktyce jedynie od zamożności klienta. Osobiście polecam casas particulares, odpowiednik waszych prywatnych kwater, pokojów do wynajęcia. Nie dlatego wcale, że są najtańsze, ale dlatego, że sprzyjają autentycznym kontaktom z gospodarzami. Sprzyjają rozmowie. A ponadto można w nich ustalić, czy się chce tylko zamieszkać, czy także jeść z gospodarzami. Jedzenie zaś jest również istotnym elementem naszej kultury. Zasada jest prosta – za stołem nikt nie może pozostać głodny. Z tym, że śniadania na Kubie bliższe są tradycji amerykańskiej czy wręcz francuskiej, a nie polskiej. Są bowiem bardzo lekkie, szybkie, krótkie – takie na początek dnia. Co innego lunch, a już przede wszystkim wieczorny posiłek. Połączony oczywiście z rozmową. Wymarzona okazja do kontaktów, do wzajemnego poznawania się.

Czego koniecznie trzeba skosztować?

JCM ⇒ Na Kubie najważniejszy jest smak i atmosfera posiłków. Zajadamy się tropikalnymi owocami. Są wśród nich powszechnie znane jak mango czy ananasy. Ale jest też mnóstwo takich, które nie tylko nie mają odpowiedników w innych szerokościach geograficznych, ale nawet poza Kubą nie są znane z nazwy. Poza tym, w zależności od przepisu niektóre z nich są traktowane jak owoc lub warzywo. Na przykład avocado, które równie dobrze może się znaleźć w sałatce jak zostać usmażone. Wspomniałem o zasadzie, że za stołem nikt nie może być głodny. Stąd zapewne popularność gęstych zup, ryżu szarego z czarną fasolą oraz mięs, z których poczesne miejsce zajmuje wieprzowina. Oczywiście do kanonu należą też ryby i owoce morza, ale te – w restauracjach – bywają bardzo drogie, bo potrawy z nich są synonimem luksusu, tak jak langusta. Zupełnie inaczej rzecz ma się w domu, gdy kupujemy produkty bezpośrednio od rybaków na plaży. Trudno sobie oczywiście wyobrazić, żeby każdy turysta sam sobie robił zakupy i jeszcze zajmował się gotowaniem. I w tym momencie walory casas particulares są widoczne jak na dłoni. Tylko tam zetkniemy się z prawdziwą domową kuchnią i z wszystkimi jej przysmakami.

*   *   *   *   *

Ambasada Kuby w Polsce / Embajada de Cuba en Polonia
Domaniewska 34 (3 piętro), 02-672 Warszawa
tel.: (+48 22) 848 17 15 (+48 22) 646 11 78; faks: (48 22) 848 22 31
e-mail: embacuba@medianet.pl; www.hawana.msz.gov.pl

Materiał przygotowany w formie wywiadu do kwietniowego numeru magazynu „Świat. Podróże. Kultura.” (2015).


If You like this site, your support will be welcome!

$5.00


 

Reklamy

One thought on “Kuba z subtelną nutą prowokacji

Skomentuj jeśli chcesz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s