Ukraina / Lwów – idealny na weekend

Miasto o bogatej przeszłości, z zabytkami różnych kultur, narodowości i religii. Świetnie skomunikowane, zwłaszcza z centralną i południowo wschodnią Polską. A hrywna ma w tej chwili tak korzystny przelicznik, że spędzając przyjemnie czas, nie zrujnujemy budżetu.

A dodać wypada, że większość miejsc, którymi interesują się turyści znajduje się w zasięgu piechura, jest dostępna tramwajem lub w nie więcej niż kwadrans – taxi.

Lwów, wnętrze katedry rzymskokatolickiej, fot. Paweł Wroński
Lwów, fot. Paweł Wroński

Wachlarz możliwości

Przed melomanami otwiera podwoje gmach Lwowskiej Opery. Budowla jest jedną z wizytówek zachodnioukraińskiej metropolii. Jej fronton zdobią płaskorzeźby obrazujące sens ludzkiego życia. Wnętrza zachwycają bogatą dekoracją. Zaś pod względem akustyki, teatr wymieniany jest wśród najlepszych na świecie. Kto hołduje innym gustom, ma we Lwowie tak szeroki wybór klubów, dyskotek i restauracji, że zagospodarują wieczory niejednego weekendu, i tak wszystkich nie odwiedzi. Sentymentalni znajdą tu ślady wielowiekowych związków z Polską. Nie tylko na Cmentarzu Łyczakowskim, ale niemal na każdym kroku, w zaułkach Starego Miasta, we wnętrzach i na fasadach świątyń. Kto woli oddychać pełną piersią podejmie wysiłek i wspiąwszy się zamkowe wzgórze, będzie podziwiać panoramę miasta z wieżami kościołów i cerkwi. Albo wybierze się ‘siódemką’ do skansenu w Gaju Szewczenki. W rozległym parku kryją się cerkwie i chałupy z Zachodniej Ukrainy. Poza tym, niemal każdego miesiąca we Lwowie organizowany jest jakiś festiwal, bo w ciągu roku w mieście odbywa się około setki, nierzadko międzynarodowych imprez.

Lwów, gmach Teatru Opery i Baletu, fot. Paweł Wroński
Lwów, gmach Teatru Opery i Baletu, fot. Paweł Wroński

Mozaika smaków

W europejskiej historii smaku, miasto odegrało niepoślednią rolę. A to za sprawą Jerzego Kulczyckiego, kupca lwowskiego, który w 1863 roku pod Wiedniem służył w polskiej armii jako tłumacz. Tylko on wiedział jak wykorzystać znalezione w obozie Kara Mustafy ziarna i założył jedną z pierwszych kawiarni w Wiedniu. Tradycje parzenia dobrej kawy są we Lwowie pieczołowicie kultywowane. Na elewacji kamienicy przy Serbskiej widać niecodzienną konstrukcję – fragment linii produkcyjnej mieszczącej się we wnętrzach Lwowskiej Manufaktury Czekolady. Lady firmowego sklepu uginają się od pralinek. Furorę robią figurki Putina z białej i mlecznej czekolady. Na kolejnych kondygnacjach, dostępnych skrzypiącymi drewnianymi schodami, można wypić filiżankę gęstej czekolady. Na peryferiach miasta wznosi się natomiast wielkoprzemysłowy browar działający nieprzerwanie od 1715 roku. Konkuruje z nim smakiem (bo wielkością produkcji równać się nie może), minibrowar Kumpel, w którego lokalach można skosztować znakomitych piw zajadając się potrawami przygotowanymi wedle tradycyjnych lwowskich i ludowych receptur.

Lwowska Manufaktura Czekolady, fot. Paweł Wroński
Lwowska Manufaktura Czekolady, fot. Paweł Wroński

Niebanalna pamiątka

Można oczywiście oddawać się zakupom, zwłaszcza w kryjącym liczne sklepy „Magnusie”. Wznosi się nieopodal Lwowskiej Opery przy Szpitalnej. Z żelbetonowym szkieletem i wielkimi taflami przeszklonych okien uchodził w chwili powstania w 1912 roku za jeden z awangardowych budynków europejskich. Po pieriestrojce przywrócono mu świetność z inicjatywy, i za pieniądze polskich biznesmenów. Tylko tam można zobaczyć co najbardziej kusi współczesne lwowianki. Bardziej jednak adekwatną do weekendowej wycieczki pamiątkę znajdziemy na nazywanym dawniej barachołką rzemieślniczym targowisku przy placu Ziarnowym. To także nieopodal Opery. Na tamtejszych straganach znajdziemy laleczki, które robi się motając nici na patyku. Ubrane na ludowo, zamiast ust, oczu i nosa, mają zawsze skrzyżowane paski krajki, fragmenty haftu albo wyrysowane węglem kreski. Uważano bowiem, że laleczka z twarzą uzyska tożsamość, skupi na własnych życzeniach i wchłonie duszę właściciela. Motanki bez twarzy – przynoszą szczęście!

Motanki z barachołki, fot. Paweł Wroński
Motanki z barachołki, fot. Paweł Wroński

Materiał publikowany na łamach magazynu „Świat Podróże Kultura” w numerze sierpień-wrzesień 2015.

Reklamy

Skomentuj jeśli chcesz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.