Polska / Przemyśl – weekend w CK mieście

Przemyśl rozsiadł się nad Sanem, na skłonie karpackiego pogórza. Architektura i dekoracje starówki odzwierciedlają niemal 1000-letnią historię miasta, a XIX-wieczne forty tworzą wokół niego niepozbawione magii kręgi.

Atrakcji jest tu tyle, że Przemyśl spokojnie można uczynić celem weekendowej wycieczki. Ja też tak zrobiłem, dodatkowo – zainspirowany znalezionymi w internecie relacjami z wypraw rowerem po mieście i okolicach – zabrałem własny jednoślad. 360 km z Warszawy pokonałem sobotnim rankiem w kilka godzin, by nieco po 9. przesiąść się z samochodu na rower.

SOBOTA

Moją bazą wypadową stał się Hotel Pod Białym Orłem. Położony jest przy ul. Sanockiej 13 – przyjemnie (bo na obrzeżach Parku Zamkowego) i praktycznie (bo nieopodal Zamku Kazimierzowskiego, który miał być moim pierwszym celem). Zamek, wzniesiony za panowania ostatniego z Piastów, jest dziś jednym z centrów kulturalnych Przemyśla. Ma w nim siedzibę Fredreum – założone w 1869 r. Towarzystwo Dramatyczne, którego amatorski teatr jest najstarszą tego typu instytucją w Polsce. W repertuarze królują sztuki patrona – Aleksandra Fredry. Oczywiście w sobotni poranek teatr zamknięty był na cztery spusty. Ale codziennie, od godz. 9 rano, otwarte są podwoje mieszczącej się tu Kawiarni
Artystycznej. Nie omieszkałem skorzystać.

Posilony wjechałem na Zniesienie (352 m n.p.m.). Według legendy nazwa wzgórza upamiętnia pokonanie (używając staropolszczyzny: zniesienie) Tatarów. Ponoć to oni usypali ten tajemniczy kurhan nad mogiłą poległego w boju chana. Zniesienie łatwo rozpoznać w najrozleglejszej nawet panoramie, bo oprócz Kopca Tatarskiego wznoszą się na nim wieża telewizyjna i monument z 2000 r. zwany Krzyżem Zawierzenia. Poza tym kręci się tu wyciąg krzesełkowy i wije rynna całorocznego toru saneczkowego. Nie brakuje też fortów z wewnętrznego pierścienia Twierdzy Przemyśl, opasującego starówkę nieregularnym owalem o długości 15 km.

Po wschodniej stronie wzgórza rozciągają się z kolei przemyskie nekropolie, będące świadectwem burzliwej przeszłości miasta – mozaiki kultur i religii. Na Zniesieniu mógłbym spędzić dzień cały. Nie ono było jednak moim głównym celem, a oznakowana na zielono Forteczna Trasa Rowerowa, która wiedzie wzdłuż zewnętrznego pierścienia przemyskiej twierdzy. Dojechałem do niej ul. Pasteura. A wybrałem południową część trasy, zdając sobie sprawę, że całej, wraz z częścią północną, w ciągu dnia nie objadę. Liczy ona bowiem ponad 85 km długości (część południowa: nieco ponad 50 km) i składa z kilkunastu głównych fortów, licznych działobitni, baz piechoty i okopów.

Wszystkie forty zewnętrznego pierścienia leżą w promieniu 5–10 km od centrum miasta. Pierwszym, do którego dotarłem, był fort Helicha, kryjący się na najwyższym w obrębie twierdzy zalesionym szczycie (416 m n.p.m.). W nieodległym forcie Grochowce odbiłem nieco ze szlaku, by odwiedzić wieś, która dała temu miejscu nazwę. Stefan Czarniecki w 1656 r. ogłosił w niej w uniwersał wzywający chłopów do walki przeciw Szwedom, grożąc jednocześnie szlachcie karą śmierci, gdyby zabraniała poddanym chwytania za broń. Po chwili wróciłem na szlak, na którym czekały kolejne wzgórza: Optyń (322 m n.p.m.) i Łuczyce (278 m n.p.m.) – to z nich oraz z pobliskich działobitni na Mogiłkach rozciągają się najciekawsze panoramy.

Kolejne miejsce na trasie, fort Jaksmanice, upamiętnia anegdota. Ponoć Austriacy tak skutecznie odpierali stamtąd ataki piechoty, że rosyjscy żołnierze ochrzcili ogniową nawałę pieszczotliwą nazwą Miłość Jaksmanic. W czasie I wojny światowej twierdza przechodziła z rąk do rąk, ale nie została zdobyta. W 1914 r. 128 tys. austriackich żołnierzy, wspomaganych przez tysiąc dział z górą, opierało się dopóty, dopóki nie zabrakło amunicji. Oddając twierdzę wrogowi, zniszczyli sprzęt i wysadzili kluczowe forteczne urządzenia. Odzyskali je już rok później, kiedy w wyniku krwawej ofensywy pod Gorlicami Rosjanie zostali zmuszeni do wycofania się ponad 100 km na wschód.

Ostatnim akcentem mojej trasy był fort artyleryjski Salis Soglio, położony tuż przy ukraińskiej granicy. Nosi imię szwajcarskiego generała w służbie Habsburgów, który kierował budową twierdzy w latach 70. XIX w.

Do centrum Przemyśla dotarłem, gdy już zmierzchało, nie za późno jednak, by odwiedzić wysoko ocenianą restaurację Monarchia (ul. Puszkina 18; www.restauracja-monarchia.pl). Dlaczego ją wybrałem? Przez cały dzień oddychałem atmosferą austro-węgierskiego imperium, a im głośniej żołądek domagał się swoich praw, tym mocniej kołatało mi w głowie zdanie: „obiad jak u generałowej”. Mój wybór był więc konsekwentny. No i nie zawiodłem się – było smacznie i z cesarsko-królewskim klimatem.

NIEDZIELA

Tym razem zostawiłem rower w hotelu, by móc podczas spaceru cieszyć się widokiem renesansowych kamienic i atmosferą świątyń o barokowym wystroju. Po kilkunastu minutach marszu znalazłem się na Rynku. Do najpiękniejszych może on nie należy, ale ma dwa istotne akcenty: fontannę z herbowym przemyskim niedźwiedziem i siedzącego na skrzyni z amunicją Szwejka. Tego drugiego jakby wyjęto wprost z kart powieści Jaroslava Haška, z kuflem piwa i fajeczką. Dobry wojak symbolizował setki tysięcy mężczyzn rzuconych w wir imperialnych zmagań. Tak jak oni cofał się albo postępował za wrogiem wraz z armią Najjaśniejszego Pana, cesarza Austrii i króla Węgier, z Budziejowic na rubieże odległej Galicji. Nie mógł oczywiście ominąć Przemyśla, jednej z głównych scen teatru I wojny światowej.

„(…) gdy dorożka turkotała po nędznym bruku Przemyśla, major myślał tylko o jednym, że (…) nie pozostaje mu nic innego, tylko (…) wykąpać się w miejskiej łaźni, a po kąpieli wstąpić do winiarni Volgrubera”. Jaroslav Hašek

Udokumentowana historia miasta liczy ponad 1000 lat, a jego dzieje składają się w barwną epopeję. Nie może być jednak inaczej, skoro leży ono na kulturowym pograniczu: niegdyś Polski z Rusią, a przez całe wieki – prawosławia i rzymskiego katolicyzmu, co zaowocowało zresztą religijną unią i powołaniem u schyłku XVI w. kościoła greckokatolickiego. O tych burzliwych czasach świadczą m.in. losy dzisiejszego kościoła pw. św. Teresy (ul. Karmelicka 1) – bez trudu go rozpoznałem dzięki charakterystycznej kopule nad skrzyżowaniem naw. Kościół wraz z przyległym do niego klasztorem w XVIII w. został przekazany unitom po zlikwidowaniu przez zaborcę zakonu karmelitów. Zakonnicy wrócili do niego już w połowie XX w., ale o świątyni zrobiło się głośno jeszcze raz na początku lat 90., kiedy to grekokatolicy chcieli odzyskać kościół, co wywołało protesty rzymskokatolickich parafian. Emocje wygasły, dopiero gdy papież Jan Paweł II ustanowił greckokatolicką katedrą XVII-wieczny kościół należący niegdyś do jezuitów (dziś sobór św. Jana Chrzciciela).

Wśród miejskich zabytków moją uwagę przyciągnęła również rzymskokatolicka Bazylika Archikatedralna (ul. Zamkowa 3) – przepiękna, gotycka „matka przemyskich świątyń” o 1000-letnim rodowodzie. W podziemiach świątyni, której patronuje św. Jan Chrzciciel, kryją się relikty rotundy powstałej zapewne w czasach Mieszka I. Katedrę wznoszono i rozbudowywano od połowy XV po XVII w., olśniewa więc przede wszystkim skarbami baroku, m.in. fascynującym mnie motywem w jednej z kaplic. Iluzjonistyczne malowidła kopuły kulminują w świetliku (zaakcentowanym na zewnątrz wieżyczką), poprzez który do wnętrza wpada światło. Fresk łączy się tam z rzeźbioną dłonią dzierżącą monstrancję, co daje niezwykle dramatyczny efekt. Najsłynniejszym obiektem w świątyni jest jednak rzeźbiona gotycka madonna, zwana Matką Bożą Jackową. Według legendy uratował ją z tatarskiej pożogi w Kijowie św. Jacek Odrowąż, dominikanin. Do katedry trafiła po kasacie zakonu dominikańskiego w 1788 r.

Obok katedry wznosi się dość niepozorny budynek zwany Dworkiem Stanisława Orzechowskiego (ul. Zamkowa 1). Mieszkał w nim autor renesansowych tekstów politycznych, w których za panowania Zygmunta II Augusta gloryfikował złotą wolność szlachecką i chwalił napływające do kraju religijne nowinki. Bo chociaż był księdzem i pełnił funkcję kanonika, sprzeciwiał się celibatowi, wyrażając nawet głośno chęć ożenku dla podtrzymania ciągłości rodu.

Przy zwiedzaniu czas mija niepostrzeżenie. Nadszedł czas lunchu, na który wybrałem restaurację Cuda Wianki (Rynek 5; fanpage na facebooku). Przy sąsiednim stoliku goście delektowali się kaczką z chrupiącą skórką w sosie żurawinowym z wyczuwalną w powietrzu delikatną nutą octu balsamicznego. Ślinka pociekła. Ostatecznie jednak zdecydowałem się na mniej wyrafinowanego, za to miłego żołądkowi tatara. A popiłem być może nie najlepiej dopasowaną do zestawu, znakomicie jednak chłodzącą bananowo-czereśniową lemoniadą.

Na „przemyski deser intelektualny” zostawiłem sobie Wieżę Zegarową (ul. Władycze 3) – XVIII-wieczną dzwonnicę planowanej, ale nigdy niewybudowanej greckokatolickiej katedry. Przez 123 lata służyła strażakom za strażnicę i punkt obserwacyjny. Nie bez przyczyny. Z jej galerii całą przemyską starówkę widać jak na dłoni. Wydaje się wręcz, że można odbyć spacer po krętych, ciasnych uliczkach, nie robiąc ani kroku. W jej wnętrzu natomiast znalazła miejsce unikalna ekspozycja Muzeum Dzwonów i Fajek. Najciekawszy wydał mi się ten drugi element. Najstarsze fajki (ceramiczne) odkryto jak dotąd w egipskich grobowcach. Liczą 4 tys. lat. Historia tych przemyskich zamyka się raptem w 150 latach, ale arkana ich wyrobu przekazywane są w kilku warsztatach z pokolenia na pokolenie. Stając się jedną z wizytówek, przyczyniły się do nadania miastu miana stolicy polskiej fajki.

Słońce przesunęło się na południowo-zachodnią cześć nieba. Postanowiłem więc, że już innym razem wybiorę się na drugą stronę Sanu. Poszukam bunkrów Linii Mołotowa albo powędruję szlakiem judaiców, bo w dziejach miasta naród wybrany zapisał równie istotny jak Polacy i Rusini wątek. Pożegnałem Przemyśl i do domu wystartowałem o godz. 16. Spać poszedłem jeszcze przed północą.


PRZEMYSKIE IMPREZY I FESTIWALE

MARZEC
Poprzedzający Wielkanoc Jarmark Rękodzieła Ludowego „Kwietna Niedziela” jest okazją do zakupu rozmaitych świątecznych akcesoriów: pisanek, serwet, koszyczków, baranków i zajączków z ciasta, okazjonalnych kartek czy stroików. Są wykonywane na miejscu przez twórców ludowych z Podkarpacia, więc przy okazji można ich podpatrywać przy pracy.

MAJ
Kalendarz imprez wypełniony jest w tym czasie najgęściej. Na początku miesiąca, w centrum miasta, odbywają się konkurencje w widowiskowych dyscyplinach rowerowych, a w pierścieniu fortecznym – rajd i konkurencje terenowe. Wszystko w ramach Bike Town Przemyśl, który w 2014 r. uznano w internetowym plebiscycie imprezą rowerową roku. Natomiast pod koniec maja organizowany jest Festiwal Filmów Kina Niezależnego „CK OFF”.

CZERWIEC
W centrum odbywa się Święto Fajki, nawiązując do tradycji oryginalnej miejscowej produkcji rzemieślniczej. W programie: Wielka Parada Fajkarzy, kiermasz, turniej wolnego palenia fajki i inne atrakcje, o których informuje zawczasu portal miłośników fajki tradycyjnej (www.fajka.net.pl).

W czerwcową noc świętojańską na peryferie zaprasza Arboretum i Zakład Fizjografii w Bolestraszycach. Zwiedza się wtedy ogrody i ogląda plenerowy spektakl lub słucha koncertu pod gwiazdami. To jedna z kilku ciekawych imprez organizowanych przez tę placówkę w ciągu roku.

LIPIEC
W połowie miesiąca kończy się Przemyska Wiosna Fredrowska – cykl przedstawień w teatrze na Zamku Kazimierzowskim. W formie spektaklu odżywają także na początku lipca forteczne pierścienie, bowiem odbywają się tam doroczne Ordynansowe Manewry Szwejkowskie w Twierdzy Przemyśl.

SIERPIEŃ
Wakacje wieńczy Wincentiada – Dni Patrona Miasta Przemyśla Świętego Wincentego, którego relikwie przechowywane są w kościele franciszkanów.
Cuda z nimi związane przetrwały w wielu miejscowych podaniach: o uratowaniu miasta od napaści Tatarów przez księcia Siedmiogrodu, o ugaszeniu katastrofalnego pożaru czy o uzdrowieniu ślepca.

GRUDZIEŃ
W połowie miesiąca odbywa się na rynku Bożonarodzeniowy Jarmark Sztuki Ludowej.


Pełne kalendarium imprez na stronie www.visit.przemysl.pl. Będziecie mieć je także pod ręką (obok informacji o obiektach, historii i szlakach z interaktywną mapą oraz GPS) po zainstalowaniu na tablecie, laptopie lub smartfonie.

Przemyśl mobilny, - winieta aplikacji
Przemyśl mobilny, – winieta aplikacji

Materiał publikowany na łamach magazynu „Witaj w Podróży” w jesiennym numerze 2015 (pdf —> tutaj).

Reklamy

Skomentuj jeśli chcesz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.