Indonezja / Celebes – Aluk Todolo, droga przodków

Aluk Todolo to kwintesencja obyczajowości Toradżów, górali zamieszkujących wioski centralnej części, należącej do Indonezji wyspy Celebes (Sulawesi).

Zgodnie z zakorzenionym głęboko przekonaniem, jeśli żywi nie pomogą zmarłemu w odejściu, nie zaznają spokoju, bo będzie ich nękał jego duch. Tak było i tak jest współcześnie, chociaż za sprawą portugalskich misjonarzy, Toradżowie są w większości chrześcijanami. Uczestniczą gorliwie w mszach i śpiewają w kościelnych chórach. Ich procesje przypominają wprawdzie karnawałowe korowody, ale obrazilibyśmy ich do żywego nazywając przebierańcami. Barwne stroje i malowidła na ciele tworzą najbardziej ich zdaniem odświętny strój. Najważniejsze święta religijne obchodzą uroczyście przez wiele dni.

Ziemia Toradżów
W języku tubylców Tana Toraja, czyli Ziemia Niebiańskich Królów zajmuje centralne górzyste rejony Celebes, wyspy nazywanej w Indonezji Sulawesi. Pierwszą nazwę nadali nieproszeni gości, jakimi byli Portugalczycy, narzucający swoje obyczaje, prawa i wiarę. Druga wywodzi się od tubylczych słów sula – wyspa i besi – żelazo, wydobywane niegdyś w południowej części wyspy, wokół jeziora Matano. Eksploatacja naturalnych bogactw wciąż trwa. Działają tam, należące do największych na świecie, odkrywkowe kopalnie niklu. Ale to poza Tana Toraja, i wielu Toradżów zapewne nawet o tym nie wie. Bo ich świat wciąż jest hermetyczny. Wierzą, że ich przodkowie zstąpili na Sulawesi prosto z niebios. I z szacunku dla nich, dostosowują rytm swojego życia do kalendarza pogrzebowych ceremonii.

We wsiach Toradżów, a także w głównej miejscowości ich regionu – w Rantepao są charakterystyczne domy. Nazywa się je tongkonan i mówi, że wyglądają jak statki. Nie wiadomo tylko czy do przemierzania morskich fal czy przestrzeni międzygwiezdnych, jakimi przybyli na Sulawesi przodkowie z niebios. Erich von Däniken miałby tutaj używanie. Tongkonan mają prawo wznosić jedynie szlachetni członkowie toradżańskiej społeczności. Prości ludzie z niższych warstw mieszkają w skromniejszych chatach bez bogatych dekoracji – banua.

Naczelnik każdej wioski prowadzi rejestr pogrzebów, bacząc pilnie by nie nakładały się na siebie. Zmarły natomiast często długo oczekuje na pochówek, bo ceremoniał – Rambu Soloq, wiąże się z ogromnymi wydatkami i czasochłonnymi przygotowaniami, w których oprócz rodziny uczestniczy wielu członków wiejskiej społeczności. Gdy potrzebne na ceremonię środki są zebrane, mężczyźni budują tymczasowe domy. Poza wsią. W czasie pogrzebu zamieszka tam rodzina i goście. Budowa zajmuje miesiąc, a w przypadku najbogatszych członków społeczności kilka, gdyż powstająca osada będzie nie mniejsza od macierzystej wsi. Rodzina zmarłego nie płaci robotnikom, ale zapewnia dach nad głową i wyżywienie.

Uczcić zmarłego ubojem bawołów
Największe koszty wiążą się z samą ceremonią, której kulminacyjnym punktem jest rzeź bawołów. Liczba zabitych zwierząt odzwierciedla status majątkowy rodziny. Obowiązuje zasada „zastaw się a postaw się”, choć naczelnik każdej wioski dba, aby wiedzeni dumą bliscy nie przekraczali granic wyznaczonych miejscem zmarłego w społecznej piramidzie. Nie zmienia to faktu, że nawet najskromniejsze uroczystości – takie podczas których ofiarowuje się 1 do 3 bawołów, kosztują fortunę. W efekcie, przystępując do pochówku, rodzina musi gromadzić środki przez wiele miesięcy, a nierzadko nawet lat, oszczędzając na czym się tylko da. Choćby na edukacji potomstwa, gdyż wartość zwierzęcia równa jest na przykład kosztom czesnego w szkole albo internatu w odległym mieście. Zmarły, do czasu pogrzebu traktowany jest niczym żywy członek rodziny. Określa się go zresztą jako śpiącego lub chorego, i – na przykład – symbolicznie karmi.

Goście też nie przybywają na uroczystości z pustymi rękami. Ofiarowują najczęściej świnie, z których przyrządza się poczęstunek dla zgromadzonych oraz dla rzeźników dokonujących rytualnego uboju bawołów. Zwyczajowo gościom usługują przepięknie ubrane dziewczynki. Scenariusz pogrzebów jest zawsze taki sam. Najpierw gości się wita i rozmieszcza w domach, skrupulatne odnotowując przekazane dary, w kolejnym dniu lub dniach dokonuje się uroczystego uboju zwierząt, potem się ucztuje spożywając mięso ubitych bawołów, a na koniec grzebie zmarłego. Najczęściej w wykutej w skałach grocie. W jednym z regionów zwanym Ke’te Kesu zawiesza się ciała ukryte w drewnianych trumnach na ścianach urwisk. Powszechnie zaś, dzieci które nie zaczęły jeszcze ząbkować owija się palmowymi liśćmi i umieszcza w dziuplach drzew, by duch zespolił się z naturą.

Słowo aluk oznacza drogę, w znaczeniu raczej poetyckim. Jedną i tę samą dla żywych i umarłych. Ci drudzy biorą jednak górę, gdyż populacja Toradżów szacowana pod koniec XIX stulecia na 1,5 mln nie przekracza dziś 450 tysięcy.

W zależności od ilości bawołów, ceremonia trwa od 2-3 nawet do 10 dni. Pogrzebową osadę pali się potem, gdyż uchybiono by pamięci członka rodziny, używając jej podczas pochówku kogoś innego. Na skałach kryjących groty z ciałami wykuwa się wnęki tau tau. Umieszczone w nich laleczki wyglądają, jakby na balkonie zgromadzili się ludzie żegnający zmarłego. Laleczki są pożądaną pamiątką. Odbywa się więc nielegalny handel nimi, zdarza się, że przybysze tak pożądają pamiątki, iż są gotowi posunąć się do kradzieży. A Toradżowie powracają regularnie do pochowanych. W sierpniu, podczas obrzędu oczyszczania ciał – Ma’Nene. Dokonują wtedy ekshumacji zwłok, myją je i przebierają.

INFO
http://www.adventureindonesia.com (w zakładce ‚Tana Toraja Tour’)


Film „Toraja Funeral”, zamieszczony na Youtube przez Samad Yahaya (2009).


Materiał przygotowany dla magazynu „Świat Podróże Kultura” jesienią 2015 (PDF).

Reklamy