Austria – 007 nadaje z Tyrolu

If You like this site, your support will be welcome!

$5.00

Holz, Schnaps und Swarovsky, czyli drewno, owocowe samogony i sztuczne kryształy – oto ikony Tyrolu, powiedział mi kiedyś taksówkarz z Innsbrucku. Dziś musiałby dodać kolejne „und”, by wspomnieć o Bondzie.

Przy kolejnej, i udanej jak zwykle, próbie ratowania świata przed żądnym władzy szaleńcem,  James Bond przerzuca się z Meksyku do Maroka, z Londynu w świat alpejskich lodowców. Osadzenie emocjonujących fragmentów filmu w wysokogórskiej scenerii Tyrolu przypomina, że właśnie w tym kraju narodził się agent 007. Dosłownie i w przenośni, gdyż postać legendarnego ekranowego szpiega jest wytworem wyobraźni Iana Fleminga. Angielskiego pisarza, który w latach 20. minionego wieku mieszkał w Kitzbühel. Ba, chodził tam nawet do szkoły, zakochał się w narciarstwie i we wspinaczce. Nie omieszkał więc i swojego bohatera wyposażyć w owe umiejętności. Choć akurat w „Spectre” – ku rozczarowaniu wielu – Bond na nartach nie jeździ. Mimo to film jest wielkim powrotem Jamesa Bonda do korzeni, do źródeł flemingowskich inspiracji, a tym samym skwapliwie wykorzystywanym w promocji austriackiej zimy atutem. Żonglując nazwami Gaislachkogl, Sölden, Kaunertal, Obertilliach, media sprawiają, że cały świat przygląda się dziś Tyrolowi z nasiloną uwagą.

Na lodowcu Rettenbach, fot. Paweł Wroński
Na lodowcu Rettenbach, fot. Paweł Wroński

W realu i na ekranie
Przede wszystkim lodowcom. Nie leżą wprawdzie tak wysoko jak szwajcarskie, czy francuskie, ale za to są od tamtych mniej narażone na kaprysy aury zmuszającej gospodarzy do wstrzymywania ruchu kolejek, na przykład z powodu porywistego wiatru. Odległe od 40 minut do 2 godzin jazdy samochodem lub autobusem z Innsbrucku tworzą rozległe narciarskie zagłębie. Jest ich bowiem pięć, a w każdej z prowadzących do nich dolin istnieje jeszcze wiele innych, mniejszych stacji. W praktyce – oferta mierzona kilometrami tras – jest nieprzebrana. Twórcy „Spectre” zwrócili oczy na dolinę Ötz i jej kluczową stację – Sölden. To jedyny alpejski ośrodek, w którym wyciągi szumią na dwóch sąsiadujących ze sobą rozległych lodowcowych jęzorach. Żeby było łatwiej się między nimi poruszać, gospodarze przepruli góry dwoma tunelami. Jeden łączy dolne stacje kolejek i przeznaczony jest dla samochodów, drugi poprowadzony znacznie wyżej – dla narciarzy. Dzięki niemu z rejonu lodowca Rettenbach łatwo się przedostać na Tiefenbach (wybierając kierunek przeciwny trzeba skorzystać z wyciągów). Uzupełnieniem lodowcowej strefy są stoki Gaislachkogla. I tam właśnie dzieje się w nowym Bondzie najwięcej. W gondolowej kolejce i w nowoczesnym budynku na szczycie. W filmie – luksusowej prywatnej klinice, w rzeczywistości – w otwartej dla publiczności w minionym sezonie wyrafinowanej kostce ze stali i szkła, mieszczącej restaurację „Ice Q”. Za jej panoramicznymi oknami, z wysokości 3040 m n.p.m. roztaczają się wspaniałe widoki na wiecznie białe tyrolskie trzytysięczniki.

W „Spectre” Bond nie jeździ na nartach.
Ponoć Craigowi zabraniał tego kontrakt.

Efekty specjalne nie pozwalają skupić się jednak na krajobrazie, bo Bond przerzuca się z miejsca na miejsce. Na taflę sztucznego jeziora Gepatsch, które mijamy jadąc do najbardziej oddalonego od Innsbrucku, a zarazem bodaj najmniej ucywilizowanego, kaunertalskiego lodowca. W wymarzony rejon dla tych, którzy chcą oderwać się od tłumu i muzyki typu Alpenpop, płynącej zwyczajowo z umbrellabarów, a której najsłynniejszym hitem był przez niemal dekadę „Anton aus Tirol”. Bo przy trasach na lodowcu Kaunertal umbrellabarów po prostu nie ma. Za sprawą kolejnych zwrotów akcji, agent Jej Królewskiej Mości zasiada za sterami awionetki by ścigać grupę czarnych charakterów. Utrącając skrzydła o świerkowe pnie, redukuje samolot do kadłuba i, niczym bobslejem, dopada wroga. Ale już z dala od lodowców, bo we Wschodnim Tyrolu, w okolicach malowniczej wioski Obertilliach. Geografia nie jest oczywiście na ekranie najważniejsza. Po prostu dzieje się. Fabuła prosta, nakreślona kreską grubą jak stalowa lina gondolowej kolejki, ale dłużyzn nie ma.

Kitzbühel, fot. Paweł Wroński
Kitzbühel, fot. Paweł Wroński

Kraina adrenaliny
Iście bondowskie tempo rozrywek nie jest czymś niezwykłym w Tyrolu. Setki tysięcy oczu kierują się na początku sezonu na Ischgl. W stacji, która słynie z dyskotek i szampańskiej zabawy. Od 1995 roku, kiedy to pod gołym niebem dał koncert Elton John, przez Ischgl przewinęła się plejada światowych gwiazd. Na śnieżnej arenie Idalpe śpiewali między innymi Rihanna, Katy Perry, Pink. Na występ Robbie Williams w 2014 roku sprzedano 1,6 mln biletów (tę niewiarygodną liczbę odnotowano w Księdze Rekordów Guinnessa). Bieżący sezon otworzył – stary ale jary – amerykański zespół The Beach Boys. Gwiazdy koncertują również przed Wielkanocą i na zakończenie sezonu. Choć w tym ostatnim przypadku Ischgl rywalizuje o widzów z Sölden, w którym na lodowcu Rettenbach odbywa się Hannibal.

Fantastyczne widowisko taneczno muzyczne, zainspirował legendarny przemarsz Kartagińczyków przez Alpy. Ponoć przed kilkunastu laty, podczas premierowego przedstawienia, sprowadzono na lodowiec żywe słonie. Zaniechano jednak szybko tego kontrowersyjnego pomysłu. I jedyny słoń jakiego można teraz spotkać to płaskorzeźba w lodzie przy jednej z najczęściej przemierzanych tras zjazdowych. A zamiast zwierząt, wirują na śniegu ratraki. Niesie się po górach rockowa muzyka, reflektory rzucają w rozgwieżdżone niebo barwne snopy świateł. Najbliższa edycja Hannibala zaplanowana jest na 16 kwietnia 2016 roku.

Styczeń należy do Kitzbühel. Luksusowego kurortu wokół miasteczka o średniowiecznym rodowodzie, w którym już po raz 76. odbędzie się Hahnenkamm Rennen. Na uważanej za najtrudniejszą na świecie trasie Streif. Kluczowe znaczenie mają zawody w biegu zjazdowym, w którym nawet najlepsi muszą dać z siebie wszystko. Bo to jest piekielny zjazd. Jak w tytule fascynującego dokumentu nakręconego pod auspicjami Red Bulla na jubileuszową 75 edycję, „Streif. One Hell of a Ride”. Start ma miejsce na wysokości 1665 m, a zawodnicy pokonują dystans 3312 m i 860 m deniwelacji. Maksymalne nachylenie trasy w miejscu zwanym Pułapką na myszy (Mausefalle) sięga 85%, średnia dla całej trasy wynosi 27%. Wspominając zawody na Streifie, Andrzej Bachleda wyznał, że owszem, w slalomach uczestniczył, ale do biegu zjazdowego nie stanął. – Na treningach jeździłem zbyt wolno by się załapać w pierwszej dwudziestce, ale wystarczająco szybko by się zabić – powiedział! Kto bowiem popełni minimalny nawet błąd, czy nie przekroczy na finiszu prędkości 140 km/h (średnia na całej trasie to około 103 km/h), żegna się z marzeniami o podium. Choć i tak może mówić o szczęściu, jeśli tylko nie wypadł z trasy, bo wypadki na Streifie są śmiertelnie niebezpieczne.

W Tyrolu zażyć emocji może każdy, nie tylko jako widz. Najlepiej w jednym z suburbiów Innsbrucku. W Igls, na torze bobslejowym, w załodze prowadzonej przez profesjonalistę. Wprawdzie amatorzy nie przekraczają nigdy prędkości 100 km/h, ale na wirażach i tak zapiera dech w piersiach, i przeciążenia długo się pamięta.

Kitz_IMG_6837
Kitzbühel, Streif – Hahnenkamm Rennen 2015, fot. Paweł Wroński

Relaks i wyciszenie
W samym Innsbrucku, uważanym w Austrii, i zapewne nie tylko, za zimową stolicę Alp, zamiast do parku, chodzi się na stok. Najbliższe trasy narciarskie i kuszące snowboardzistów żleby są w górach domowych jak zwykło się nazywać zęby grani Nordkette. Stanowią tło dla przepięknej miejskiej starówki, a wysokością porównywalne są z najwyższymi tatrzańskimi szczytami. Natomiast nad Igls, na południe od miasta, wznosi się potężna kopa. Patscherkofel, z charakterystyczną wieżą przekaźnika TV. Wygląda jak Pilsko, tyle, że jest niemal o tysiąc metrów od niego wyższy. W kręgach wokół miasta jest wiele innych malowniczych terenów. W Axamer Lizum skalne turnie otaczają murem niewielką narciarską arenę, tworząc klimat łudząco podobny do Dolomitów. Kühtai – najwyżej położona wioska w Tyrolu (2020 m) wyrosła wokół drewnianego dworu myśliwskiego Habsburgów. A w znanym ze znakomitych tras dla biegaczy Seefeld, nad skutym lodem jeziorkiem stoi owiany legendami kościół.

Po szaleństwach na śniegu powodzeniem cieszą się hotelowe SPA, sauny i gabinety masażu. Dumą Tyrolu jest największy kompleks tego typu. Aqua Dome w Längenfeld, w dolinie Ötz, wybudowany zaledwie 12 km na północ od Sölden. Przybyłych wita opleciony bluszczem mamut. Potem są baseny z ciepłą wodą, ciągniętą ze źródeł bijących na głębokości niemal 2 km. Pod dachem i na świeżym powietrzu, a poza tym sauny oraz gigantyczne strefy wellness & beauty, fitness, relaksu. Wszystko w nowoczesnej architektonicznej aranżacji. Dostępne z Sölden Aquabusem, analogicznie jak wyciągi Skibusem.

Aqua Dome, fot. Paweł Wroński
Aqua Dome, fot. Paweł Wroński

Groźnie ale na wesoło
W wigilię św. Mikołaja, a więc wieczorem 5 grudnia, po wsiach i miasteczkach przechadza się dobroduszny święty. Zagaduje dzieci, rozdaje słodycze. Towarzyszą mu jednak przyobleczone w baranie futra rogate stwory z twarzami ukrytymi za diabolicznymi maskami. Krampusy. Pobrzękują łańcuchami albo przyczepionymi do pasa krowimi dzwonkami. Wywijając rózgami straszą napotkane dzieci, grożąc, że niegrzeczne wpakują do wora. Im ich więcej w mikołajowym orszaku, tym głośniej prześcigają się w złośliwościach, udowadniając, że są istnym uosobieniem zła. Mówiąc jednak szczerze, mało kto się ich dzisiaj boi. Przeciwnie, z niecierpliwością oczekuje się ich przybycia. Bo „Adventzeit ist Krampuszeit” – Adwent to czas Krampusów. Zapowiedź Bożego Narodzenia. Ciepłych światełek na ulicach, lśniących ozdób na choinkach i smakołyków na stołach.

Nie wiadomo skąd się wziął ten obyczaj i kiedy ukształtował. Na ile przetrwały w nim magiczne obrzędy z czasów pogańskich, związane z przepędzaniem demonów, które w zimowym czasie dawały się najmocniej we znaki. A na ile, poruszyła ludową wyobraźnię chrześcijańska ikonografia. W XVI wieku Krampusy znalazły miejsce w aprobowanych przez Kościół adwentowych misteriach, stając się w XVII nieodłącznymi towarzyszami św. Mikołaja. Pod rządami Habsburgów, szczycących się ojcowskim traktowaniem ludu, wtopiły się w folklor sąsiednich krain, zwłaszcza Słowenii, Chorwacji, Węgier i północnych Włoch. Obyczaj jest też kultywowany w Bawarii, bliskiej kulturowo Tyrolowi.

Apogeum popularności Krampusów zbiegło się w XIX wieku z modą na wysyłanie pocztówek. Z napisem „Gruß vom Krampus” (z krampusowym pozdrowieniem) przedstawiały skarykaturyzowane diabelskie postacie. W adwencie poczta była nimi zasypywana. Dziś, w skomercjalizowanym wydaniu, postacie Krampusów zlały się ze spokrewnionymi z nimi Perchtami. Pochody przyjmują formę konkursów strojów i masek, historycznych rekonstrukcji albo teatralnych przedstawień odgrywanych z pirotechnicznymi efektami przy ostrej rockowej muzyce. Tak dzieje się nie tylko po wsiach, ale również w miastach. Sceną, należącego do największych w Austrii, dorocznego Perchtenlaufu w Innsbrucku (wyznaczono go na 7 grudnia b.r.), jest główna ulica miasta, Maria-Theresien-Straße. Ta parada oraz mniejsze imprezy w całym adwencie należą do programu bożonarodzeniowych jarmarków, które w Tyrolu zaczęły się w połowie listopada, a zakończą 6 stycznia 2016 roku.

Krampusmasken - autor: Johann, der Maskenschnitzer, fot. Paweł Wroński
Krampusmasken – autor: Johann, der Maskenschnitzer, fot. Paweł Wroński

Tyrol ma wiele twarzy
Dawne obyczaje, śnieg i wyciągi to może najbardziej znane, ale nie jedyne oblicza Tyrolu. Przecież tam ma swoją siedzibę renomowany producent sztucznych kryształów – firma Swarovski. Zaledwie 12 km od Innsbrucku, w Wattens. Ich wyroby kojarzymy wprawdzie z jubilerskimi wystawami, ale tak na prawdę gros produkcji stanowią kryształy niezbędne w przemyśle precyzyjnym i w medycynie. Przy zakładach znajduje się oryginalna galeria, Swarovski Kristallwelten, czyli Kryształowe Światy Swarovskiego. Do galerii z ekspozycją poświęconą światłu igrającemu w kryształach, wchodzi się pod oryginalnym wodospadem. Woda tryska z omszałej głowy giganta w jaką ukształtowano kryjący pawilon pagórek. Twarz ducha gór i jego świetliste oczy budzić mogą mieszane uczucia, bo z jednej strony to niebywały kicz, z drugiej jednak, pomysłowy i imponujący rozmachem. Ozdobą galerii są rekordowe sztuczne kryształy – najmniejszy i największy na świecie, zaś kulminacyjnym punktem – feeria świateł w komorze imitującej wnętrze kryształu. Wszystkie instalacje wykonują na zamówienie artyści światowej sławy, nawet tej miary co Salvadore Dali.

W Rattenbergu, w dolinie Innu mieszczą się artystyczne warsztaty szklarskie. Miasteczko butik miniemy niechybnie jadąc autostradą, tak jest małe. Warto więc zjechać na drogę niższej rangi, zostawić samochód na parkingu przed bramą i zwiedzić szklany świat, obejrzeć pokazy wytopu szkła i cudeńka wykonywane przez utalentowanych szklarzy. Jeszcze dalej, przy samej granicy Tyrolu z Bawarią, rozsiadł się Kufstein. Znajduje się w nim manufaktura szkła Riedel Glass, prowadzona przez wywodzących się z Czech szklarzy. Powstają w niej najsłynniejsze na świecie kieliszki, których cena dorównuje renomie jaką się cieszą. Szczególnym zainteresowaniem koneserów cieszy się szkło o kształtach specjalnie dobranych do rodzaju wina, podkreślających bukiet szlachetnego trunku – seria Riedel Sommeliers. W samym zaś Innsbrucku działa od ponad 400 lat ludwisarnia, w której nie tylko wciąż się wytwarza, ale również rekonstruuje dzwony. Miałem kiedyś przyjemność zwiedzać miasto w towarzystwie Elżbiety Grassmayr. Gdy zabiły dzwony – moja przewodniczka powiedziała ze wzruszeniem – Wszystkie wykonała nasza rodzina. A spektakl muzyczny był niebywały. Bo po stokach otaczających miasto gór dźwięk niósł się gasnąc powoli, długo jeszcze po tym jak dzwony na wieżach bić przestały.


INFO
Tyrol w Internecie (po polsku): www.tyrol.pl
James Bond w Tyrolu: www.cinetirol.com
Swarovski: www.swarovski.com
Riedel Glass: www.riedel.com
Ludwisarnia Grassmayrów: www.grassmayr.at


Kuchnia Tyrolu odzwierciedla obyczaje i realia życia drwali, myśliwych, pasterzy. Dania są więc sute, i oszczędne. Typowymi przykładami są: Kasnock’n – kluski z serem, Knödel – w którym nadaje się kształt kuli pozostałościom czerstwego pieczywa, okrawkom mięsa, słoniny; za sztandarowy można uznać Speckknödel, ale jest mnóstwo wariacji tego dodatku do przypominających nasz rosół zup i drugich dań. Oryginalny jest serowy knedel, który tworzy w zupie gęstą zawiesinę. Wśród tradycyjnych napojów prym wiodą Schnapsy – destylaty owocowe i ziołowe, np. z morelek, pędów limby, goryczek.

Shoppingowe strefy znajdziemy bez trudu w centrum Innsbrucku, przy głównej ulicy Kitzbühel, w Lienzu – stolicy Wschodniego Tyrolu. W ośrodkach narciarskich prym wiodą sklepy sportowe. W Kitzbühel i Seefeld z luksusową ofertą światowych marek. Ogromny wybór kryształowych ozdób i biżuterii oferuje sklep firmowy Swarovskiego w Wattens.

Zakwaterowanie. Na stronach poszczególnych ośrodków są wszelkie informacje wraz z adresami hoteli i pensjonatów (z możliwością rezerwacji miejsc).

Ceny karnetów narciarskich odzwierciedlają rozległość każdego zagospodarowanego terenu, pozostając od lat na podobnym poziomie jak w innych krajach alpejskich.


Materiał był publikowany w 21 numerze „EGO Inspiracji” grudzień 2015/styczeń 2016 (PDF —> tutaj). Artykuł dostępny jest także na stronach: http://egoinspiracje.pl/.

Reklamy

Skomentuj jeśli chcesz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.