Litwa / Wilno – 700 lat w 2 dni

Niektórzy z nas poszukują w Wilnie narodowych pamiątek. Inni podążają szlakiem zabawy – przez kluby i puby. Ja wybrałem spacer historyczny, ale bez koncentrowania się na polskich akcentach.

Mglisty poranek jakim przywitało mnie miasto, napawał niepewnością. Wypogodzi się czy poszarzeje zupełnie? Ponadto pierwszy rzucił mi się w oczy długi, pudełkowaty budynek vis a vis dworców, nasuwając skojarzenie z ulicą Kijowską w Warszawie. Zgoła odległe od wyobrażeń o urzekającej pięknem i historycznymi akcentami starówce z listy UNESCO. Zmierzając więc w stronę hotelu, pocieszałem się legendą, zgodnie z którą Gedymin założył Wilno w widłach Neris (Wilii) i Vilni (Wilenki), na otoczonym puszczami wzgórzu. Ubił tam potężnego tura, a okolica spodobała mu się tak, że częściej niż w Kownie i Trokach bywał w Wilnie. Z tej racji, już w drugiej dekadzie XIV wieku upatrują Litwini narodzin stolicy.

SOBOTA

O tym, że w każdej legendzie drzemie ziarno prawdy, przekonałem się już po kilku minutach, gdy dotarłem do Ostrej Bramy. Przytulona do niej kaplica kryje cudowny obraz Matki Boskiej Ostrobramskiej. Otoczony w Rzeczypospolitej Obojga Narodów kultem nie mniejszym niż Matka Boska Częstochowska. Na początku XVII wieku obraz zawieszono nad bramą. Takie przeznaczenie zdeterminowało zapewne znaczne rozmiary obrazu – 2 m wysokości i 1,65 m szerokości. Głowę Marii okala promienny nimb. Madonna bez Dzieciątka trzyma dłonie ma skrzyżowane na piersi. Wokół obrazu lśnią liczne wota. Gdyby starczyło mi cierpliwości może odnalazłbym wśród nich tabliczkę ofiarowaną przez Józefa Piłsudskiego z napisem „Dzięki Ci Matko za Wilno”, o której opowiadają niemal wszystkie przewodniki.

Za Ostrą Bramą okołodworcowy klimat pierzchnął gdzieś niepostrzeżenie. Stare Miasto nie jest wcale wymuskane jak na folderowych fotkach. Wręcz przeciwnie. Za wyjątkiem sztandarowych obiektów, wiele trzeba jeszcze włożyć pracy i kapitału, by poszczerbione zębem czasu kamienice i nawierzchnie ulic odzyskały blask. Mimo to starówka ma magiczny powab, a po jej zaułkach błąka się duch siedmiu minionych wieków.

Oddalony 200 m od bramy hotel Domus Maria (przy ulicy Aušros vartų 12, czyli przy Ostrobramskiej; www.domusmaria.com; nocleg od 50 euro), jest tego znakomitym dowodem. Mieści się w dawnym klasztorze, który wraz z Kaplicą Ostrobramską i kościołem św. Teresy tworzył sakralny kompleks przytulony do miejskich murów. Przyjemne pokoje urządzono w mnisich celach. Nie po raz pierwszy zresztą, bo na przełomie XIX i XX wieku była tutaj szkoła z internatem dla dziewcząt. Nawet pogrążony w głębokim śnie  – pomyślałem – pozostanę na historycznym szlaku jakiego miałem się zamiar trzymać zwiedzając miasto.

Najstarsze ulice tworzą główną przebiegającą niemal południkowo oś Starego Miasta, od Ostrej Bramy po Plac Katedralny – Ostrobramska (Aušros Vartų), Wielka (lit. Didžioji) i Zamkowa (Pilies). Trzymając się ich minąłem Filharmonię, ratusz i Uniwersytet, któremu patronuje Stefan Batory. Tam zabawiłem dłużej, ze względu na kościół św. Jana Chrzciciela i św. Jana Ewangelisty, nazywany potocznie kościołem świętych Janów. Barokowa świątynia szczyci się imponującą, 68-metrową dzwonnicą. Porusza się w niej okrężnym ruchem kula wahadła Foucaulta, a na jednej z kondygnacji, 45 m nad ziemią jest galeria czynna od 10 do 19. Punkt widokowy dla każdego dostępny, bo na górę można równie dobrze wejść po 193 trzeszczących ze starości drewnianych stopniach, jak wyjechać nowoczesną windą.

Kluczowym obiektem Placu Katedralnego jest klasycystyczna świątynia, której białe  ściany kontrastują z ciemnym płaszczem drzew ze skłonu zamkowego wzgórza. Odpowiedź na pytanie dlaczego w mieście o tak długiej historii, najważniejsza rzymskokatolicka świątynia pochodzi dopiero z końca XVIII wieku, układa się w długą opowieść o nieszczęściach spadających na Wilno. Usytuowana tuż pod zamkiem katedra cierpiała najbardziej. Trzeba ją było niejednokrotnie odbudowywać, a wtedy nadawano budowli zgodne z duchem czasu cechy stylowe. Z drugiej strony, potocznie zwana katedrą, bazylika archikatedralna św. Stanisława i św. Władysława (oraz jej poprzedniczki wznoszone od XIII wieku), była świadkiem najważniejszych w dziejach Litwy wydarzeń i uroczystości. Blisko 300 przechowywanych w katedralnym skarbcu liturgicznych utensyliów tworzy bezcenną kolekcję dzieł sztuki sakralnej z okresu od XIV do XX wieku.

Kulminacyjnym punktem sobotniego programu była Baszta Gedymina na zamkowym wzgórzu. Nosi nazwę na cześć założyciela miasta, choć zamek, którego jest pozostałością powstał za panowania księcia Witolda. Mieści dziś muzeum, a z widokowej platformy nad którą łopoce litewski sztandar, roztacza się kolejna godna uwagi panorama Wilna.

Błąkając się po zejściu ze wzgórza po uliczkach starówki natrafiłem na restaurację myśliwską Lokys (ulica Stiklių 8, niedaleko ratusza; www.lokys.lt), urządzoną w XV-wiecznej kamienicy kupieckiej. Skosztowałem chłodnika z ziemniakami, bodaj najbardziej u nas znanej litewskiej potrawy – Šaltibarščiai su virtomis bulvėmis. Na drugie, żeby podtrzymać legendarny klimat, zamówiłem Kunigaikščio Gedimino pamėgtas šernienos kepsnys su bruknėmis ir saldžia kriauše, czyli – powinny zabrzmieć fanfary – ulubione danie księcia Gedymina, stek z dzika z borówkami i słodką gruszką. Choć mam poważne wątpliwości co do archaiczności receptury, potrawa mi smakowała. Zwłaszcza z miejscowym, tradycyjnie warzonym ciemnym piwem – tradicinis gyvas tamsusis alus „Butautų dvaro”.

Po wileńskiej starówce można wędrować szlakiem kościołów. Dominują wprawdzie barokowe, ale tak na prawdę ich oglądanie zamienia się w lekcję historii sztuki z przykładami ze wszystkich epok – od gotyku po czasy współczesne. Podobnie jest z wyznaniami. Najwięcej jest kościołów rzymskokatolickich, choć nie brak prawosławnych i ewangelickich bo dawne Wilno było miastem wielu narodów, języków i religii. Dziś słyszy się w nim głównie mowę litewską i śpiewną odmianę polszczyzny. I chociaż obie nacje współżyją teraz zgodnie, to jednak media obiegają od czasu do czasu wieści o niezadowoleniu polskiej mniejszości. Nie zmienia to faktu, że miłośnicy sentymentalnych podróży, natrafią tu na tysiące polskich śladów, poczynając od mickiewiczowskich. Notabene koło jego pomnika nad Wilejką przy ul. Maironio też przeszedłem. Do 1945 roku była to ulica św. Anny, bo prowadzi do późnogotyckiej świątyni pod jej patronatem. Jak głosi anegdota, Napoleonowi tak się podobała, że chciał ją przenieść do Paryża. Mickiewicz mieszkał nieopodal, w kamienicy przy ulicy Literatų (Literackiej). Nazwa utarła się jednak dopiero na przełomie XIX i XX wieku, gdyż działało przy niej mnóstwo księgarni. Wcześniej nazywano ją po prostu zaułkiem Wielkiej ulicy.

Ostatnim akordem spaceru był jeszcze jeden punkt widokowy. U zbiegu ulic Subačiaus i Maironio. Z panoramą Zarzecza w kierunku wschodnim i starówki – w zachodnim. Tablica ułatwiła mi identyfikację charakterystycznych budowli. Zabawiając się ich rozpoznaniem doczekałem zachodu słońca, a gdy z tarasu schodziłem, paliły się już uliczne lampy, prezentując zabytkową część Wilna w nader atrakcyjnej, wieczornej odsłonie.

NIEDZIELA

Nocleg w klasztornych murach był na prawdę świetnym pomysłem. Panowała cudowna cisza, którą dopiero o świcie wypełnił radosny świergot jakiś małych ptaszków. Choć z drugiej strony, może to wcale nie genius locci zamienionego na hotel XVII-wiecznego gmachu, ale fakt, że była niedziela i Wilno jeszcze spało. Przeglądając przed wyjazdem wileński przewodnik marzyłem aby wzbić się stąd w przestworza. W koszu balonu. Ponoć w pogodny dzień potrafi krążyć po niebie nawet kilkanaście. Ba, widokowe loty stały się tak popularne, że barwne czasze aerostatów uchodzą obecnie za jedną z wileńskich wizytówek. Tylko w 2013 roku, gdy Litwa przewodziła UE, wprowadzono pewne ograniczenia. Normalnie, balony mogą używać jako lądowiska nawet płyty Placu Katedralnego, a koszt podniebnej podróży oscyluje koło 99 euro od osoby (www.ballooning.lt).

Niestety, loty organizowane przez kilka firm odbywają się od kwietnia do października. Listopad jest poza balonowym sezonem. Podobnie jest z rowerami miejskimi sieci Cyklocity, które z końcem października znikają z ulic. Nikt też już nie jeździ hulajnogą z wielkimi kołami, jakie wypożycza firma Riedėk Be Pedalų. Aby zrekompensować niezaspokojony apetyt, z przystanku oddalonego od hotelu o parę minut spacerowym krokiem, pojechałem trolejbusem nr 1 za rzekę (świetny rozkład przypominający nasze portale jak dojadę: www.stops.lt; nie ma biletów weekendowych, ale np. 3-dniowy 6,08 euro wypada taniej niż 2 dobowe po 3,48 euro każdy). Wspiąłem się tam na telewizyjną wieżę. Jej strzelista sylwetka należy także do charakterystycznych wileńskich obrazków. Wyrosła w 1981 roku, i – podobnie do berlińskiej czy moskiewskiej – była przejawem modnego w socjalistycznych stolicach trendu. Podobnie też do tamtych, ustanowiła lokalny rekord. Licząc wraz z iglicą 326,5 m, jest najwyższą budowlą w mieście i w kraju. Jej słup ma 15 m średnicy u dołu, u góry zwęża się do 8. Na wysokości 165 m nad ziemią kręci się widokowa restauracja Paukščių takas. Nazwa oznacza Drogę Mleczną. Racząc się kawą i podziwiając widoki, nie nudziłem się ani przez moment podczas pełnego, trwającego 45 minut obrotu.

Z wieżą związane są dramatyczne wydarzenia jakie miały miejsce w nocy z 12 na 13 stycznia 1991 roku. Rosyjscy komandosi zajęli wówczas obiekt, próbując przeciwdziałać dążeniu Litwinów do niepodległości. W walce jaka się wywiązała zginęło 14 osób. Ich śmierć była ceną odrodzenia litewskiej państwowości. Dla upamiętnienia krwawej ofiary, 13 stycznia obchodzą Litwini jedno z najważniejszych świąt narodowych – Dzień Obrońców Wolności. Nawiązując do korzeni państwowości, z okazji rocznicy koronacji Mendoga w XIII wieku, na wieży wywieszono w 2000 roku ogromną flagę. Od tamtego roku wieżę oświetla się spektakularnie podczas każdego Bożego Narodzenia, a w sylwestrowe noce odpala pod nią tysiące fajerwerków.

Wróciłem na lewy, staromiejski brzeg Wilii inną drogą, tym razem autobusem, aby rzucić okiem na grupę nowoczesnych budynków przy ulicy Gynėjų. Mieści się w nich Centrum Sztuki Wizualnej Jonasa Mekasa. Nadając mu imię „ojca chrzestnego amerykańskiej awangardy filmowej”, Wilno uczciło rodaka związanego życiem i pracą z Nowym Jorkiem.

Przeciąłem potem starówkę reprezentacyjna Aleją Gedymina (jest po części zamkniętym dla pojazdów deptakiem), i obchodząc od południa zamkowe wzgórze, stanąłem na mostku przerzuconym przez zamaszysty meander Vilni. Kratownica obwieszona jest kłódkami, z których wiele pordzewiało, wskazując, że wileńscy zakochani ulegli już dawno światowej modzie zamykania serc na klucz. Miejsce wybrali przy tym nieprzypadkowo, gdyż od usytuowanej przy ulicy Maironio prawosławnego Soboru Przeczystej Bogurodzicy, prowadzi droga do najbardziej romantycznego zakątka miasta. Na Zarzecze (po litewsku Užupis), nazywanego chętnie Wileńskim Montmartre. Jest tam kameralnie. Działają kultowe kluby. Restauracje słyną ze smacznych potraw. Modny zakątek, prawie nigdy nie świeci pustkami.

Poddając się atmosferze zacząłem zaglądać do restauracji, przeglądać karty dań. Był to praktycznie ostatni akord mojego niedzielnego spaceru. Pragnąłem więc połączyć przyjemne z pożytecznym i skosztować przy obiedzie miejscowych delikatesów. W końcu zdecydowałem się na restaurację Užupio klasika – tłumacząc na polski – Klasykę Zarzecza. Niewielki, trącący w wystroju rustykalnymi nutami lokal przy ulicy Užupio 28. Jak klasyka – przemknęło mi przez myśl – wypadałoby skosztować chłodnika. Zważywszy jednak na przenikliwy jesienny chłód, zdecydowałem się na bardziej energetyzujący zestaw. Jako pierwsze danie – baravykų sriuba (zupa z borowików), a na drugie – Kepta jautienos nugarinė su blansiruotais pomidorais ir paprika (grillowana polędwica wołowa z blanszowanymi pomidorami i papryką w przepysznym sosie). Niebo w gębie! Za 20 euro, z herbatą (arbata).

A potem była już tylko proza życia. Do hotelu po bagaż, i znowu koło Ostrej Bramy – na dworzec. Viso gero – do widzenia! O 17 żegnałem Wilno z okien autobusu LuxExpress (www.luxexpress.eu; 72-80 zł w jedną stronę), a w głowie kołatały gorące wspomnienia. 700 lat w 2 dni! Można? Można! Odczułem nawet satysfakcję, przemieszaną jednak z delikatnym niedosytem. Spróbuję go zaspokoić za jakiś czas. Podczas kolejnej wizyty w mieście nad Wilią.


Wileńskie festyny i festiwale

Jeden nurt stanowią międzynarodowe imprezy kulturalne, zainicjowane w czasach współczesnych. Drugi – festyny o ludowym charakterze i wielowiekowej tradycji, które odbywając się na ulicach wzbogacają wileńską atmosferę.

STYCZEŃ

Dzień Flagi Litewskiej. 1 stycznia uroczyście wciąga się na Baszcie Gedymina flagę narodową dla upamiętnienia 1919 roku, w którym Litwa odzyskała niepodległość. Złamała ją kilka lat później interwencja wojsk polskich. Incydent zwany akcją Żeligowskiego kładzie się po dziś dzień cieniem na stosunkach związanych przez wieki wspólna państwowością narodów.

Święto Trzech Króli. 6 stycznia kończy się okres Świat Bożego Narodzenia. Przez Wilno przechodzi wtedy orszak Trzech Króli. Jego uczestnicy życzą mieszkańcom zdrowia, spokoju i szczęścia, a na zakończenie, na Placu Katedralnym prezentują spektakl „Betlejem” oparty na biblijnych motywach.

LUTY

Zapusty (Užgavėnės). Inaczej ostatki. Kończą karnawał, odbywając się w terminie dostosowanym Wielkanocy. Tradycyjnie trwały 7 dni, kończąc okres zimy symbolicznym spaleniem kukły nazywanej Morė (zapewne od łacińskiego słowa śmierć). I wielkim obżarstwem, bo gdy wiatr rozwiał popiół z kukły zacznie się Wielki Post. Współcześnie utarło się, że największa na Litwie sieć sklepów „Maxima” szykuje na zapustny wtorek około 3 ton blinów. Dawnym rytem są natomiast korowody przebierańców oraz bój Lašininisa (Słoninowego) z Kanapinisem (Konopiowym). Zwycięża ten drugi, bo przez 40 dni należy przecież unikać tłustych i mięsnych potraw.

MARZEC

Wileński Jarmark Kaziukowy (Kaziuko mugė). Rozpoczyna się zawsze 4 marca, w dniu św. Kazimierza – patrona Litwy, kanonizowanego w 1602 roku. W Alei Gedymina i w zaułkach starówki rozstawiają stragany artyści i rzemieślnicy z Wileńszczyzny. Dawniej handlowano także inwentarzem, czyli „żywiołą”. Dziś jej miejsce zajęły tradycyjne przetwory spożywcze. Odbywają się przemarsze z chorągwią św. Kazimierza i zawody ku uciesze gawiedzi, np. w smażeniu blinów czy ubijaniu masła. Grają ludowe kapele. Bite są pamiątkowe monety. I pojawiają się pierwsze palmy wielkanocne, bo na północ od miasta, w wioskach od Piłajć do Suderwi, przynajmniej 300 osób wciąż się zajmuje ich wyrobem. Świadectwem, że to tradycja żywa są palmy 2-metrowej wysokości, wyrabiane od 1979 roku w Krawczunach (www.kaziukomugevilnius.lt).

MAJ

Dzień muzyki ulicznej (po litewsku Gatvė muzikos dienos). Jest nową, świecką tradycją bo organizuje się go dopiero od 2007 roku. Przyjął się jednak w dorocznym kalendarzu wileńskich imprez. Ba, rozpowszechnił w kraju tak mocno, że w pierwszą sobotę maja na ulicach wszystkich 52 litewskich miast, koncertują muzycy zawodowi i amatorzy.

CZERWIEC

Noc Świętojańska. Na Litwie chrześcijaństwo zakorzeniło się stosunkowo późno. Ryty pogańskie są więc wciąż szczególnie silne, co widać szczególnie nocą z 23 na 24 czerwca, podczas nakazanego przez Kościół w X stuleciu święta. Miało wykorzenić pradawne obrzędy związane z wiosenno-letnim przesileniem, celebrowane dobę wcześniej, w najkrótszą noc w roku. Pomimo jednak, że patronem święta jest od tamtej pory św. Jan Chrzciciel, bohaterami są nadal woda i ogień – żywioły symbolizujące żeński i męski pierwiastek w przyrodzie. Płyną wianki wodą, a płomienie ognisk odstraszają złe moce.

Rasos sventė – Święto Rosy. Tak tej, która o świcie lśni kropelkami na liściach i gałązkach roślin. Przypada na 24 czerwca i jest świętem narodowym. A że obchodzą wówczas imieniny Janowie i Janiny, określa się je także  mianem Joninės. Hołdując tradycji czczenia kłosów zboża inscenizuje się je w podwileńskim Rezerwacie Kulturowym Kiernów. W mieście zaś, odbywa się barwny festyn z konkursami i zabawami. Koncertują ludowe zespoły (http://alkas.lt/tag/rasos-svente/).

Festiwal wileński (Vilniaus festivalis). Trwa przez cały miesiąc i jest świętem melomanów. Na koncertach prezentują wówczas swój kunszt wybitni kameraliści krajowi i zagraniczni.

SIERPIEŃ/WRZESIEŃ

Dni stolicy (Sostinės dienos). Bohaterem wielodniowych obchodów na przełomie lata i jesieni jest Wilno. Miasto rozbrzmiewa muzyką. Grają uliczne teatry. Głównymi festiwalowymi scenami są Park Zakret (Vingis), place Katedralny, Samorządowy i Ratuszowy, Aleja Gedymina oraz sale kinowe, w których odbywają się filmowe seanse.

LISTOPAD

Vilnius Mama Jazz. Jest największym festiwalem jazzowym na Litwie. Uczestniczą w nim profesjonalni muzycy – zespoły i soliści z kraju i z zagranicy.


Kalendarz imprez prezentowany jest przez bogaty we wszechstronne informacje oficjalny portal wileński www.poznajwilno.pl, z którego można także ściągnąć przewodnik po litewskiej stolicy (w formacie pdf). Natomiast w portalu www.vilnius-tourism.lt dostępna jest bezpłatna aplikacja na smartfony i tablety: Vilnius Tourism City Guide. Zwiedzając muzea warto zaopatrzyć się w Wileńską Kartę Miejską W wersji 24-godzinnej z biletem komunikacji publicznej kosztuje 17 euro (www.vilnius-tourism.lt).


Materiał publikowany na łamach magazynu „Witaj w podróży” w numerze grudzień-styczeń 2015/2016 (PDF —> tutaj).

Reklamy

One thought on “Litwa / Wilno – 700 lat w 2 dni

Skomentuj jeśli chcesz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s