SPA w Europie

Zabiegi dla zdrowia, urody i relaksu tworzą dziś kosmopolityczny kalejdoskop. Wciąż jednak określa się je wspólnym mianem SPA. Skrótem od wyrażonej łacińskim zwrotem idei „salus per aquam” – uzdrawiania wodą.

Korzenie SPA tkwią w praktykach starożytnych Egipcjan, Greków i Rzymian. Wywodzą z medycyny Dalekiego Wschodu i Indii. Nierzadko ocierają o magię, wspierając równocześnie wynikami najnowszych naukowych badań. Przede wszystkim jednak podlegają modzie, i to w nie mniejszym stopniu niż fryzury, makijaż czy stylizacja ubioru.

Strefa relaksu, fot. Paweł Wroński
Rožnovské pivní lázně, strefa relaksu, w której dominują akcenty dalekowschodnie, fot. Paweł Wroński

Aromat pieczonego chleba i piwne SPA
W usytuowanym na przedmieściach Salzburga hotelu „Reiter Alm” już dawno wykorzystano stary piec chlebowy. Z jego rozgrzanego wnętrza wydobywa się ciepły, wilgotny, lekko cierpki zapach zakwasu i drożdży. Atmosfera tego miejsca ożywia wspomnienia. Ja, cofnąłem się myślami do wakacji spędzanych w dzieciństwie w Bukowinie Tatrzańskiej. Do góralskiego domu. Strzelającego w piecu ognia podsycanego szczapami wysuszonego drewna i sączącego się z kuchni takiego właśnie zapachu. Pojawiał się gdy gaździnka piekła chleb, wyznaczając rytm kończących się, kolejnych tygodni. Nikt wtedy kwater w prywatnych domach nie nazywał agroturystycznymi, a gospodarzom nawet przez myśl nie przeszło, że mogliby domowe rytuały skomercjalizować. Nie wiem czy seans w chlebowej komorze wpłynął jakoś znacząco na moje zdrowie, czy stałem się znowu piękny, młody i wysoki. Z pewnością jednak wyszedłem stamtąd przyjemnie zrelaksowany. Zaś sam pomysł wydał mi się oryginalny. Ba, odkrywczy. Tym bardziej, że w szerokiej gamie oferowanych na miejscu pakietów SPA & Wellness dominowały raczej powszechnie stosowane tajskie masaże, zabiegi rodem z ajurwedy, reiki, litoterapia, a więc głównie egzotycznego pochodzenia.

Również tam, w położonej po bawarskiej stronie granicy „Reiter Alm” zanurzyłem się pierwszy raz w życiu w piwnej kąpieli. Było to dobrą dekadę temu, i nie tak jeszcze popularną propozycję kierowano przede wszystkim do panów, by zająć ich czymś przyjemnym w tym samym czasie, w którym ich towarzyszki poddają się skomplikowanym i długotrwałym zabiegom. Dziś piwne SPA są bardzo popularne, zwłaszcza tam – w Bawarii i tuż za miedzą – u naszych braci Czechów. Wejścia do wanien wypełnionych wodą z dodatkiem piwa nie proponuje się przy tym pod żadnym wyszukanym pretekstem. Podkreśla się dobroczynny wpływ piwa na organizm i samopoczucie oraz fakt, że zdrowotne walory chmielowego trunku doceniano już przed wiekami wszędzie tam gdzie piwowarstwo było dobrze prosperującym i popularnym rzemiosłem.

Prekursorami w dziedzinie piwnych SPA w Czechach byli właściciele browaru Chodovar, działającego w miejscowości Chodová Planá, nieopodal słynnych Mariańskich Łaźni. Do ostatnio otwartych przybytków tego typu zaliczają się Rožnovské pivní lázně, w położonym zaledwie 80 km od Cieszyna Rożnowie pod Radhoszczem.

Kąpiel w piwie to w gruncie rzeczy pewien skrót myślowy. Wanna, bądź kadź – coraz częściej dwu- lub nawet kilkuosobowa, wypełniona jest bowiem wodą mineralną, do której jedynie dolewa się trochę piwa. Tak by kąpiel była aromatyczna, a piwny roztwór działał kojąco na zmysły, przynosił ulgę zmęczonym stopom, zaś zawarte w piwie składniki poprawiały pigmentację i elastyczność skóry, która po seansie staje się delikatniejsza i gładsza. Dodatkiem do kąpieli jest zwyczajowo szklanka piwa. To także zdrowy akcent, bo – o ile tylko nie pije się go w nadmiarze – piwo pokrywa w znaczącej mierze zapotrzebowanie na około 30 pożytecznych dla organizmu związków mineralnych. Z piwa wytwarza się także kosmetyki zwłaszcza aromatyczne szampony oraz płyny i żele do kąpieli.

Leukerbad, fot. Paweł Wroński
Leukerbad, fot. Paweł Wroński

Zdrowie z alpejskiej łąki
Do lokalnych tradycji szczególnie mocno nawiązuje się w krajach alpejskich. W ofercie wielu tamtejszych SPA popularne są zabiegi z użyciem siana. Zauważono bowiem, że pracujący na roli górale znacznie rzadziej od mieszczuchów cierpią na schorzenia reumatyczne. W wydaniu komercyjnym siana nie trzeba kosić, grabić ani ładować widłami na wóz. Być może zabiegi przez pracę też ktoś kiedyś zaoferuje. Póki co jednak, procedura ogranicza się do relaksu w pozycji leżącej lub siedzącej w okładzie z siana pod szczelnym przykryciem. W tych warunkach ciepło naszego ciała wyzwala olejki eteryczne z wysuszonych traw i kwiatów. Przesycona naturalnymi związkami wilgoć oddziałuje na skórę, a przyjemny aromat uspokaja.

W krajach alpejskich zyskała też ogromną popularność terapia zimną wodą – metoda wylansowana w XIX wieku przez Sebastiana Kneippa, proboszcza z Wörishofen w Bawarii. Sam zmagał się z dolegliwościami, a obserwacje przyrody, zachowania i pracy prostego ludu nasunęły mu refleksje, które spisał w wydanej w 1886 roku książce „Meine Wasserkur” (Moje leczenie wodą). Dziś w alpejskich kurortach powstają noszące jego nazwisko ścieżki rekomendowane kuracjuszom i gościom ekskluzywnych nawet SPA. W miejscach, w których przecinają górskie potoki, wodę zbiera się w korytkach wystylizowanych zazwyczaj sielsko jak poidła dla bydła. Należy w gromadzącej się w nich lodowatej wodzie zanurzać nadgarstki, łokcie, kolana i stopy. Działania te mają charakter prewencyjny, wzmacniają stawy i podnoszą odporność na schorzenia reumatyczne. Pamiętać jednak należy, ze Kneipp był zwolennikiem holistycznego podejścia do zdrowia. Twierdził, że żeby się nim długo cieszyć należy prawidłowo się odżywiać i być aktywnym. Skutecznego leczenia różnych przypadłości upatrywał w ziołolecznictwie. Popularność jaką zyskały jego metody sprawiła, że nawet z odległych stron przyjeżdżano do niego po poradę. Z czasem, miejscowość w której prowadził parafię przekształciła się w wyspecjalizowane w hydroterapii uzdrowisko Bad Wörishofen.

Z bożej apteki zaczerpnął też pomysły, a w konsekwencji zyskał sławę i pieniądze Ingo Metzler. Hodowca krów z Bruggan, wioski z najdalej na zachód wysuniętego landu Austrii, Vorarlbergu. Przedsiębiorstwo Metzler Käse-Molke GmbH produkuje kosmetyki z serwatki i mleka krowiego oraz koziego. Praktycznie nie ma w Austrii czy w sąsiedniej Szwajcarii SPA, w którym by ich nie używano. Specjalna linia delikatnych kosmetyków jest przeznaczona dla dzieci. Ponadto, rodzina wciąż produkuje czyste ekologicznie sery i inne przetwory mleczne, a ich farma z pensjonatem leży przy popularyzującym sery szlaku turystycznym Käsestrasse w Bregenzerwaldzie.

Pielęgnacji ciała, zwłaszcza skóry, a w konsekwencji urodzie sprzyja też używanie innego alpejskiego specyfiku. Ten z kolei pochodzi z Tyrolu, znad Achensee. Otoczonego górami jeziora, w którego okolicy występują bogate złoża oleju łupkowego. Legenda mówi, że to krew, jaka wyciekła przed tysiącami lat z ran jednego z pojedynkujących się alpejskich gigantów. Wsiąkła w ziemię i czekała aż ludzie odkryją jej cudowne właściwości. W połowie XIX wieku zaczęto olej wydobywać na większą skalę w związku z przemysłowym zapotrzebowaniem. Pół wieku później wyeksponowano jego znane od dawna miejscowej ludności właściwości lecznicze. Dziś Tiroler Steinöl jest głównym składnikiem olejów kąpielowych, żelów, mydła i szamponów, kremów, maści i płynów kosmetycznych, zaś położone nad Achensee miejscowości, z górniczych przekształciły się w uzdrowiskowe.

Kąpiel w czekoladzie, oferta rodzinna, fot. Paweł Wroński
Kąpiel w czekoladzie, oferta rodzinna, fot. Paweł Wroński

Pożytek z jabłek i winogron
Na tle popularnych alpejskich praktyk z wykorzystaniem siana, ziół a nawet wełny, oryginalnością wyróżnia się oferta Południowego Tyrolu. To część historycznej krainy, która po rozpadzie monarchii austro-węgierskiej przypadła w 1918 roku Włochom. Tamtejszy region Vinschgau, otoczony alpejskimi olbrzymami z sięgającym niemal 4 tysięcy metrów Ortlerem na czele należy do największych w Europie zagłębi sadowniczych. Nic więc dziwnego, że również w dziedzinie zdrowia i urody wykorzystuje się tam to co można wycisnąć – w przenośni i dosłownie – z jabłek. Miąższ, sok, a nawet skórki. Aromatyczne owoce zawierają aż 13 witamin i 20 różnych rodzajów soli mineralnych. Są zdrowe nie tylko w codziennej diecie, ale jak się okazuje, również w pielęgnacji: do masażu, okładów i kąpieli. Ba, filiżanka naparu z jabłek i ziół pomaga w odtruwaniu organizmu z toksyn. Kąpiel pod prysznicem z dodatkiem żelu jabłkowego działa odświeżająco, a relaks z ciałem owiniętym płótnem nasączonym solami i octem jabłkowym pobudza zmysły, wygładza i ujędrnia skórę. Zabiegi z użyciem jabłkowych specyfików są w ofercie nie tylko hoteli Wellness & SPA, ale także stylowych łaźni w Merano. Do ich rozwoju przyczyniła się osobiście Sissi. Cesarzowa Austrii z upodobaniem odwiedzała kurort, poddając się kąpielom w miodzie i serwatce – było nie było także naturalnych produktach miejscowej proweniencji.

Dolina przecinającej Południwoy Tyrol rzeki Adygi, po niemiecku Etsch jest także jednym z wysoko cenionych europejskich regionów winiarskich. Na jej szerokim dnie i na zboczach, nierzadko pod skalnymi urwiskami ciągną się zagony winorośli. I, podobnie jak jabłka do zabiegów w SPA używa się winogron, soku, pestek, skórek, a także pozyskiwanych z owoców związków i składników mineralnych. Ba, w miejscowych SPA, niczym w jakiejś wegańskiej restauracji, w zabiegach proponowanych w poszczególnych dniach i okresach czasu dominuje wybrany aromat. Są więc dni ziołowe, miodowe, jabłkowe, winogronowe…

Podobnie jak Czesi i Bawarczycy wykorzystują swój ulubiony trunek, jakim jest piwo, tak w regionach winiarskich szuka się pożytków z winogron, winorośli i wina. Również w dziedzinie Wellness & SPA. Na czoło wybija się z pewnością Piemont, północno zachodnia prowincja włoska, z której pochodzą słynne na całym świecie wina Barolo i Barbaresco. Gospodarze wypracowali bogate programy rewitalizujące i określają je mianem Vinoterapii. Niejeden zaś hotel z rozbudowanym SPA, a nawet całe kurorty ochoczo podkreślają swoją winną specjalizację określeniem Weinresort – winne uzdrowisko. Z włoskimi konkurują oczywiście regiony hiszpańskie i francuskie. Niezależnie jednak od geografii i upodobań do smaku i bukietu konkretnych win, za etykietą winoterapia kryją się luksusowe zabiegi, zaspakajające w równej mierze potrzeby ciała, jak i ducha. Odnowa biologiczna prowadzona jest według receptur znanych już starożytnym ale połączonych z najnowszymi osiągnięciami kosmetyki. Doznaniami związane z piciem szlachetnego trunku czynią zabiegi z jej zakresu jeszcze przyjemniejszymi. Winogronowe maseczki na twarz odmładzają działając antyrodnikowo i przeciwzmarszczkowo. Okłady i kąpiele w winie regenerują, odżywiają komórki i poprawiają krążenie stymulując powstawanie kolagenu i elastyny. Dotleniona skóra staje się bardziej elastyczna, nabiera zdrowszego koloru, a przede wszystkim pięknie pachnie. Winoterapia obejmuje bogatą gamę zabiegów od peelingów i masaży, przez zabiegi odżywcze na skórę, po kąpiele winne i body wrapping.

W ślad za zastosowaniami zabiegowymi podąża przemysł kosmetyczny, korzystając praktycznie z każdej części winogronowej jagody – miąższu, pestek, skórki, a nawet szypułek. Ich ekstrakty poprawiają bowiem koloryt i jędrność skóry, działają odświeżająco, relaksująco i odprężająco. Wino zaś dostarcza organizmowi niezbędnych pierwiastków chemicznych takich jak: bor, brom, cynk, jod, magnez, potas, sód czy wapń. Zawarte w nim związki oczyszczają organizm z toksyn, a niepozorny olejek z pestek winogron zmniejsza ryzyko chorób serca. Taniny dobroczynnie działają na naczynia krwionośne, pobudzając krążenie krwi. Hamują rozwój tkanki tłuszczowej, a przyśpieszają jej spalanie, przeciwdziałając cellulitisowi.

Aquacity Poprad, fot. Paweł Wroński
Aquacity Poprad, fot. Paweł Wroński

Powrót do wód
Niezależnie od tego czy zabiegi SPA inspirowane są lokalnymi czy egzotycznymi doświadczeniami, podstawowe znaczenie mają kąpiele w wodach o zdrowotnym i relaksującym działaniu. W szwajcarskim kurorcie Leukerbad biją najobfitsze w Alpach źródła gorących wód. Wykorzystuje się je nieprzerwanie od początku XVI w. Biskup z pobliskiego Sion urządził wtedy kąpielisko. A w zasadzie dwa – luksusowe i kosztowne bo przeznaczone dla nobliwej klienteli oraz bezpłatne, otwarte dla wszystkich bez względu na przynależność stanową i majątek. W Austrii biją słynne źródła radonowe. W Bad Gastein w Kraju Salzburskim. Można tam również zażyć inhalacji. W komorach urządzonych w dawnych sztolniach kopalni kruszców bo powietrze przesycone jest radonem. Zabiegi relaksują, przeciwdziałając jednocześnie chorobom górnych dróg oddechowych i układu krążenia.

W tej dziedzinie Węgrzy mogą się poszczycić prawdziwym klejnotem. Jest nim małe, a mimo to największe w Europie jezioro wypełnione termalną wodą. Hévízi-tó. Tryskająca ze źródeł na dnie prastarego wulkanicznego krateru woda pozwala kąpać się w zbiorniku przez cały rok, bo temperatura waha się od 24 zimą do 36 st. C latem. Nawet nad strużkami wypływającymi z jeziora unosi się zawsze para, tym lepiej widoczna, im chłodniej. Swoisty mikroklimat sprzyja uprawie lilii wodnych, które ponad 100 lat temu specjalnie sprowadzono z Indii. Ten geologiczny, a wraz z naturalnym leśnym otoczeniem przyrodniczy fenomenem znajduje się nieopodal północno zachodnich brzegów Balatonu.

Na termalne kąpieliska postawiono na Słowacji już w latach 90. XX w. Teraz to my i Węgrzy stanowimy w nich najliczniejszą klientelę. Kuszą nas bowiem narciarskie stoki oraz niezbyt wygórowane ceny w hotelach i restauracjach. Natomiast kąpiele w ciepłych basenach na świeżym powietrzu, w kłębach pary unoszącej się nad taflą wody, stały się dla nas sztandarową formą apres ski. A że najczęściej odwiedzamy narciarskie stacje Tatr i Niżnych Tatr, po dniu spędzonym aktywnie na nartach lub desce chętnie kierujemy kroki do kąpielisk z rozbudowanymi sektorami Wellness & SPA. Szczycą się takimi Bešeňová, Liptowski Mikulasz i Poprad. A w kraju naszych sąsiadów działa jeszcze kilkanaście innych, równie atrakcyjnych kompleksów.

Gyógy-tó - jedno z dwóch największych termalnych jezior na świecie (Hévíz, Węgry), fot. Paweł Wroński
Gyógy-tó (alboHévízi-tó – jedno z dwóch największych termalnych jezior na świecie – lilie, odmiany których nie zjedzą ptaki, kwitną przez cały rok (Hévíz, Węgry), fot. Paweł Wroński

Materiał publikowany na łamach magazynu EGO Inspiracje w marcu 2016 (SPA —> pdf).

Reklamy

Skomentuj jeśli chcesz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s