Cypr wyspa miłości, i nie tylko

Wyspa mitów, wyspa marzeń, wyspa smaków – słodkiej Commandarii, apetycznej karidakii i meze nieskończonej obfitości. A do tego tak gorąca, że zdecydowanie lepiej na niej wypoczywać niż pracować. Nawet, jeśli pracowitych kusi niskimi podatkami.

Na wyspę miłości namaścili Cypr starożytni, głosząc wszem i wobec, że to właśnie tutaj, u południowych wybrzeży wyspy, wyłoniła się z morskiej piany Afrodyta. Pojawienie się bogini piękna i miłości wzbudziło taki zachwyt, że oniemiało wszelkie stworzenie.

Afrodyta i ruch lewostronny
Tam gdzie się to stało, przy ozdobionym parawanem klifów brzegu, poniżej widokowej drogi z Limassol do Pafos, sterczą do dziś osłupiałe z zachwytu skały, z największą zwaną przez miejscowych Petra tou Romiou. Zaś kamyki na brzegu, grzechocące delikatnie przy każdej fali uchodzą za niezastąpiony afrodyzjak. Zakochani układają z nich serduszka i inicjały. Najlepiej nie za blisko wody, by pozostały nietknięte. Jeśli bowiem nie zachować ostrożności, woda je zniszczy, przypominając bezlitośnie o nietrwałości uczuć. Panie zabierają też skwapliwie kamyk, a co bardziej zapobiegliwe nawet kilka, choć – mówiąc szczerze – nie jest do końca jasne jak je stosować.

Na Plażę Afrodyty trafi każdy, bo południowe wybrzeże to najczęściej odwiedzana część wyspy. Koncentrują się na nim ośrodki turystyczne od Aya Napa na wschodnim krańcu, po Pafos na zachodnim. W każdym z miast są hotelowe dzielnice nadmorskie. A w nich plaże, kluby, dyskoteki i restauracje. Tam też najczęściej trafiają korzystający z oferty biur turystycznych i tam zaczynają indywidualne podróże turyści indywidualni, bo lotnisko, na którym lądują nasze samoloty znajduje się nieopodal Larnaki. Od razu można wynająć samochód. I chociaż trzeba się włączyć do lewostronnego ruchu, nie jest to trudne. Samochody z wypożyczalni mają bowiem różowe tablice rejestracyjne. Widząc taką, miejscowi wykazują sporo cierpliwości. Choćby na rondach, gdzie w iście pawłowowskim odruchu, „naszym” zdarza się skręcać w prawo.

Miłość, zazdrość, zdrada
Na południowym wybrzeżu koncentrują się też zabytki cypryjskiej starożytności – ruiny świątyni Apollina, przepiękny grecki teatr i odkryte niegdyś przez polską misję archeologiczną mozaiki w Pafos. Jest to więc również strefa mitów i prastarych legend. A te, jak wiadomo, najczęściej dotykają uczuciowych wątków. Nierzadko drugiego oblicza miłości jaką jest zazdrość! Tę prawdę  poznajemy w micie o Scylli, ukochanej Posejdona. Jedna z boskich rywalek, z zazdrości o względy władcy mórz i oceanów zamieniła nieszczęsną Scyllę w przerażającego potwora, podobnego do psa, ale o sześciu głowach i dwunastu nogach. Ponoć do dziś widuje się owo monstrum w kurorcie Aya Napa  na przylądku Greco. Cypryjczycy chętnie opowiadają o szalejącej Scylli. Być może dlatego, że nadzieja na spotkanie z potworem jest dla wielu turystów nie mniej nęcąca niż afrodyzjaki z plaży Afrodyty. Lokalne gazety podsycają napięcie, donosząc co pewien czas, że znowu dostrzeżono wielkiego, trudnego do zidentyfikowania stwora. Swoje trzy grosze dorzucają rybacy, szepcąc o monstrum z głębin, targającym sieci. Przyznają jednak, że większych szkód jak dotąd nie poczyniło, i nazywają je Aby Filio Teras – przyjaznym potworem.

Za sprawą Cypru, miłosny wątek wplótł się w biografię króla Ryszarda Lwie Serce. Przed jedną ze swych krzyżowych wypraw, Ryszard wypłynął na morze na spotkanie narzeczonej, Berengarii. Tymczasem niesprzyjające wiatry zagnały flotyllę jego wybranki ku brzegom Cypru. Miejscowy władca, zamiast narzeczoną krzyżowca otoczyć opieką, uwięził ją. Ryszard zareagował tak, jak przystało rycerzowi o lwim sercu. Kipiąc gniewem, króla zdetronizował, narzeczoną uwolnił, a wyspą zawładnął. Niedługo po ślubie zagospodarował zamek Kolossi. Małżeńska idylla nie trwała jednak długo, gdyż gnany rządzą chwały Ryszard wyruszył na kolejną wyprawę. A, że potrzebował na nią pieniędzy, sprzedał Cypr templariuszom. Ci, nie najlepiej widać radzili sobie z miejscowym klimatem, bo odsprzedali ją szybko królowi Jerozolimy. Ten zaś podarował ją innemu rycerskiemu zakonowi – joannitom, którzy po klęsce zadanej krzyżowcom przez Saladyna, przenieśli się na wyspę, a w zamku Kolossi urządzili komandorię – siedzibę swego przełożonego.

Przez żołądek do serca
I tu  miłosny nurt cypryjskiej historii ustępuje innemu nie mniej słodkiemu. Wieść bowiem niesie, że antyczne wina były kwaśne i niesmaczne. Widać joannitom też nie przypadły do gustu, gdyż szybko zaczęli wyrabiać własne – ciężkie, słodkie o brązowej niemal barwie, nazwane na cześć przełożonego zakonu Commandaria. Tak narodziło się najsłynniejsze cypryjskie wino. Dziś wedle takiej samej jak w XIII wieku receptury, robią je wszyscy. Zarówno wielkie, skoncentrowane w Limassol i Pafos przemysłowe winiarnie (w ich rękach jest 80% produkcji win oraz zbliżonego do Uzo z kontynentalnej Grecji destylatu nazywanego tutaj Zivaniją), jak i mali wiejscy producenci, chociaż ci ostatni nie mają prawa tak nazywać swojego wina. Oczywiście na wyspie pełnej winnic warto spróbować nie tylko najsłynniejszej Commandarii. Do wyboru mamy trunki białe i czerwone, słodkie i wytrawne.

Będąc w klasztorze Chrysorroyiátissa koniecznie zdegustujemy znakomite wytrawne białe Áyios Andronicos i jasnoczerwone Áyios Elias. Noszą wprawdzie imiona świętych, ale są regularnymi winami, jakich nie powstydziłaby się żadna na świecie wytwórnia. Ba, w północnej części wyspy, a więc w zamieszkałej przez wyznających islam Turków też uprawiana jest winorośl. W górach Kyrenii i na półwyspie Kárpas robi się z nich nawet białe i czerwone wina Aphrodite, z tym, że nie cieszyły się one nigdy najlepszą opinią. Zapewne dlatego w restauracjach północnego Cypru podaje się przeważnie trunki importowane z Turcji, głównie z Kapadocji. Jak widać, winorośli na całej wyspie nie brakuje. W okresie winobrania, które trwa od lipca do listopada (zależnie od uprawianych szczepów), po domach nizają na niteczki migdały lub orzechy. Powstałe sznury zanurzają w zagęszczonym mąką syropie z winogron. Gdy zastygnie, powstaje gumowata, ale elastyczna „kiełbaska”, zwana karidakia. Co ciekawe, podobny przysmak preparuje się także w innych winiarskich krajach z kręgu kultury śródziemnomorskiej, na przykład w Gruzji – tam nazywają go czurczchela .

Różane Caberenet i halloumi
Jeśli zdecydujemy się opuścić słoneczne plaże i wybrać się w głąb lądu, zostaniemy nagrodzeni nie tylko pięknymi widokami ale i niebanalnymi smakami. Góry Troodos, których najwyższym szczytem jest Olimbos (inaczej Ólympos, 1952 m), pokryte skąpą roślinnością kryją stare wpisane na listę UNESCO cerkwie oraz mnóstwo niewielkich, acz ciekawych miejscowości. Te zaś oryginalnych smaków. Największą bodaj popularnością cieszy się wśród nich Omodos, w której niczym żywe muzeum zwiedza się najstarszy dom i ogląda ceramiczne kadzie zwane pitosami, w których wino fermentuje posykując i bąbelkując. Na ulicach kobiety plotą koronki, a przy głównym placu są liczne stragany z pamiątkami i restauracje. Z kolei w Koilanyi, w każdym bez mała domu produkują wina i to całkiem niezłe. Zaś zupełnie rewelacyjnym miejscem jest Agros. Pewien przedsiębiorczy garncarz, a zarazem hodowca róż, uczynił ze swych pasji nieźle prosperujący interes. Róże przerabia na wszystko co się nadaje do jedzenia lub picia i na kosmetyki. Żeby zobaczyć jak to robi, trzeba do niego zawitać w maju. W innych porach roku pozostają degustacje i zakupy. Specjalnością Christakisa (Chrisa) Tsolakisa jest także wino. Cabernet, w którego bukiecie wybija się różany aromat. Twórca klnie się honorem, że to dlatego, iż posadził rzędy róż wśród winorośli. A pszczółki między nimi latają, i z krzaczka na kwiatek pyłki przenoszą… Stąd takie specyficzne, różane Cabernet! Szukając domu różanego winiarza trzeba tylko pamiętać, że nie wystarczy zapytać gdzie znajdziemy Tsolakisa? Z takim pytaniem zwróciłem się swojego czasu do pierwszego napotkanego mężczyzny. Zafrasowany, zapewne z powodu upału niespiesznie, jął się skrobać po głowie, aż wreszcie odpowiedział – Aaaa, którego? Bo ja też jestem Tsolakis, i ten też Tsolakis – wskazał gościa szorującego za pobliskim płotem samochód, i tamten…

W sąsiedztwie niezwykle słodki interes prowadzi Niki Agathokleous. Niki kandyzuje wszystko co się da: świeże włoskie orzechy (zanim skórka stwardnieje), ananasy, a nawet ogórki, młode ogórki. W kolejnym nietuzinkowym zakładzie, wytwórni Kafkalia, macerowane w winie mięso przerabiane jest na wspaniałe wędliny. – Czy zastałem właściciela, zwróciłem się do młodej dziewczyny, która otworzyła podwoje firmowego sklepu? A ta w śmiech. – Tak, „właścicielem” jest moja mama.

Przysmakiem numer jeden jest ser halloumi. Powstaje jak wszystkie sery świata. Mleko się podgrzewa, dorzuca do kotła podpuszczkę by szybciej fermentowało i gdy zaczynają się robić grudki, pieczołowicie się je wybiera i zawija w ścierki, żeby odsączyć serwatkę. Tyle, że halloumi robi się z koziego mleka, a nie jak na przykład nasz bundz, z owczego. Żeby poznać pierwszej wody specjalistkę od halloumi pojechałam do Tochni. Wieś, a raczej to co z niej zostało po wojnie domowej 1974 roku (była niegdyś zamieszkała przez Turków, więc po dziś dzień jest wyludniona), leży także w górach Troodos. Teraz rozkwitają tu zupełnie nowe interesy, a jednym z nich jest słynna na całą wyspę „Mrs. Loula’s Halloumi Farm”, co oznacza, że czołowym producentem sera jest znowu kobieta. Przedsiębiorstwo Louli związane jest z siecią Cyprus Villages. Gospodarstw agroturystycznych, w których można spędzić bardzo przyjemny urlop połączony często z jakąś formą aktywności, na przykład z jazda konną (wtedy zmieniamy noclegi), albo zadowalając się kontaktem z naturą i pysznym tradycyjnym jedzeniem serwowanym przez gospodarzy . Rodzicom z młodszymi dziećmi, lub dziadkom z wnuczętami gorąco je polecam (www.cyprusvillages.com.cy).

Meze i koty
Wracając zaś do kobiet. Głównie one tam pracują, bo dla mężczyzn jest zdecydowanie za gorąco! Pewnie z tego powodu, Cypryjczycy wpadli na pomysł jak zaprezentować wszystkie swoje przysmaki bez wysiłku. Bez szukania z mapą tych wszystkich wiosek ukrytych w górach i bez pokonywania karkołomnych zakrętów na wąskich drogach, po których na dodatek trzeba jeździć lewą stroną. Wszystkie smakołyki wkomponowali w meze. Co ciekawe zarówno cypryjscy Grecy jak i cypryjscy Turcy, bo kultura stołu mimo różnic etnicznych i powodujących konflikty – religijnych, jest u obu nacji podobna. Gdy Cypr po okresie kolonialnym odzyskał w latach 60. niepodległość bynajmniej nie o meze ale o religię i władzę wybuchła krwawa wojna domowa, kulminująca w 1974 roku. Do dziś napięcia są widoczne na Cyprze, choć wejście kraju do Unii Europejskiej, tureckie aspiracje do unijnego członkostwa oraz obecność wojsk ONZ w strefie demarkacyjnej sprawiły, że do zbrojnych starć już nie dochodzi. Jednak północny Cypr tak na prawdę wymyka się kontroli władz greckiego państwa cypryjskiego. Turcja jako jedyna na świecie uznaje nawet i wspiera jego samodzielność, a symbolem politycznej schizofrenii wyspiarzy jest przedzielona strefą demarkacyjną stolica – Nikozja, skądinąd piękne i warte odwiedzenia starożytne miasto.

Ech, popadłem w dygresje i nie odpowiedziałem na pytanie: cóż to jest meze? Nie jest to zwykłe danie, to… wyzwanie! Można się z nim zmierzyć w każdej restauracji. Ale nie kiwną palcem dla jednej osoby, bo – jako się rzekło – za gorąco. Jeśli jednak za stołem zasiądą przynajmniej dwie, to wkrótce, przed gośćmi lądują potrawy. Zaczyna się niewinnie – od humusów i sałatek z sosami (znakomitymi, przyznać trzeba), potem nadchodzi czas na kiełbaski, grillowane sery, pieczone mięsa i ryby, aż wreszcie nadciągają słodkości. Nie liczyłem, ale strzelę, że dań może być nawet 30. Uczestnicząc w pierwszym takim pojedynku ze smakami Cypru, naszym meze dla dwojga obżarła się również liczna kocia familia.

Ach te koty! wyglądały jak tygrysy. Wielkie, sierść błyszcząca, oczy drapieżne… Najlżejszy szmer, wywołany przez zasiadających w lokalu gości i już są. Czekają… Każda tutejsza restauracja, każdy hotel, ma swoje koty. Nie widziałem natomiast psów. Pewnie koty je wcześniej już zjadły, żeby nie mieć konkurencji.

Cypr, scena rodzajowa z Omodos, fot. Paweł Wroński
Cypr, scena rodzajowa z Omodos, fot. Paweł Wroński

INFO DLA TURYSTY
Cypr można zwiedzać przez cały rok, a zimą nawet pozsuwać się trochę na nartach na stokach Olimpu w Górach Troodos. W sezonie letnim gorąco i wilgotno, co przy temperaturach powyżej 30 st. C bywa trudne do wytrzymania. Poza tym tłoczno lepiej więc przyjeżdżać w miesiącach kwiecień-czerwiec i wrzesień-październik, gdy turystów jest mniej. Zimy na wybrzeżu niemal się nie odczuwa, ale temperatury potrafią spaść poniżej 20 st. C. W górach Troodos jest zawsze chłodniej. Jeśli pragniemy pozwiedzać wyspę, ze względu na umiarkowane temperatury (rzędu 20-22 st. C) i stabilną pogodę, godne polecenia są miesiące marzec, kwiecień i początek maja.
Cypr jest bezpieczny, a mieszkańcy życzliwie nastawieni do turystów. W miastach bez trudu porozumiemy się po angielsku, na prowincji trzeba będzie sobie pomóc gestami. Walutą jest euro.
Kraj należy do UE więc do przekroczenia granicy wystarczy dowód osobisty. Planując jednak wycieczkę za linię demarkacyjną oddzielającą część grecką (południową) od tureckiej (północnej, teoretycznie tylko należącej do Republiki Cypru), potrzebny będzie paszport. Dokument-wizę dostaniemy od ręki, bezpłatnie.
Koszty organizowanych przez biura podróży wycieczek all inclusive (4 dni z przelotem w obie strony, realnie 3 dni na miejscu), zaczynają się od 800 zł od osoby (z oferty www.travelplanet.pl na grudzień 2016). Koszt tygodniowego pobytu we wspomnianych Cyprus Villages, dla 2 osób – zaczynają się od kwoty 1800 zł (rezerwacja przez platformę www.booking.com).

Ceny towarów i usług
lunch w średniej restauracji dla 1 osoby – około 10 euro
Trzydaniowy obiad w luksusowej restauracji dla 2 osób – od 40 euro
Cola i inne napoje w reaturacji – około 1,5 euro za butelkę
Cappucino – 2,5-2,8 euro
1 kg miejscowego sera w supermarkecie – 6-7 euro
1 kg pomarańczy w supermarkecie – 1,2 euro
butelka 1,5 l wody w supermarkecie – 075 euro
bilet komunikacji publicznej (one-way) – 1,5 euro
Taxi (normalna taryfa) – 0,9 euro za kilometr / start – 3,5 euro; postój 1h – 14 euro
bilet do kina – 8 euro
aktualne średnie ceny można sprawdzić w Internecie, np. w portalu www.numbeo.com

Pamiątki
Najlepiej rozejrzeć się za wyrobami rękodzielniczymi. Użytecznym, efektownym i stylowym upominkiem będą koronki z Omodos czy z Lekfar (tam wyrabia się także ręcznie biżuterię). Ceny od kilku do kilkuset euro – warto się potargować! Z cypryjskich smaków, prezentem bez pudła będzie wino deserowe, wspomniana w tekście Commandaria. Domowej roboty od Sokratesa z Omodos kosztowało 2 euro za butelkę, cena butelki z renomowanej wytwórni może sięgnąć kilkunastu euro. Przysmak z zagęszczonego winogronowego syropu, zwany soutzoukos, czy owocowe palouze lub kiefterka będą łatwe w transporcie i niezbyt drogie. Natomiast ser halloumi trzeba kupić tuż przed wyjazdem, by nie podróżował zbyt długo.

W sieci
www.cyprinfo.pl – po polsku
www.wirtualnycypr.pl – porady dla turystów po polsku
www.visitcyprus.com – oficjalny informator turystyczny po angielsku, przygotowany przez Cypryjską Organizację Turystyczną (CTO)


Tekst przygotowany jako M.W. do wrześniowego numeru pisemka sieci marketów „Biedronka”

Reklamy

Skomentuj jeśli chcesz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s