Świętomarcińskie – 11 listopada po czesku

11 listopada o godzinie 11.00, Czesi odkorkują pierwsze tegoroczne butelki młodego wina. W wymiarze komercyjnym, inspiracja francuską akcją beaujolais nouveau jest oczywista. Jednak ucztowanie w dniu św. Marcina z winem przy gęsinie, ma znacznie dłuższą, paneuropejską tradycję.

Św. Marcin był postacią historyczną. Żył w IV w., a na ołtarze Kościół wyniósł go w VII. Chociaż znany jest jako św. Marcin z Tours, urodził się w rzymskiej prowincji Pannonii, w Sabarii, czyli tam gdzie wyrosło węgierskie miasto Szombathely. Autorzy żywotów świętego twierdzą, że od dzieciństwa marzył by wieść pustelniczy żywot. Ale jego ojciec, były oficer legionowy, nie miał pojęcia o pismach hagiografów, zwłaszcza że jeszcze nie powstały. Wierny natomiast rodzinnej tradycji, wcielił syna do armii galijskiej. Ponoć bez aplauzu, ale sumiennie wykonywał młodzieniec wojskowe obowiązki, co wkrótce dostrzeżono i mianowano go oficerem. Za przełomowy w jego życiu uchodzi moment, w którym wracając do obozu w mroźny wieczór, podzielił się płaszczem z napotkanym, skąpo odzianym biedakiem. Ponoć następnej nocy ukazał mu się okryty połą tego samego płaszcza Chrystus. Po tej wizji, Marcin skwapliwie przyjął chrzest i niedługo potem porzucił armię.

Z Panonii do Francji i z powrotem
Służba w legionie galijskim zawiodła go na tereny dzisiejszej Francji, konkretnie do obozu w Amiens, to znaczy w rejon współczesnego Paryża. Gdy armię porzucił, pobierał nauki u Hilarego, późniejszego biskupa Poitiers. Czerpiąc z nich inspirację, powrócił do Pannonii, by nawracać ziomków na chrześcijańską wiarę. Po jakimś czasie znowu jednak skierował się do Galii. Założona przez niego nieopodal Ligugé pustelnia, przekształciła się z czasem w pierwszy na terenach Francji klasztor. Stał się wkrótce tak znaną postacią, że powierzono mu godność biskupa Tours. Mimo to, pędził nadal skromne życie, dzieląc się wszelkimi dobrami z potrzebującymi. Zmarł w podeszłym wieku 81 lat, a jego grób stał się zaraz po kanonizacji popularnym miejscem europejskich pielgrzymek. Za patrona swej dynastii i całej Frankonii przyjął go król Chlodwig. Zwracali się do niego z modlitwą o wsparcie przedstawiciele różnorodnych rzemiosł, dzieci i żebracy. Ze względu na karierę wojskową – żołnierze, a ponieważ w czasie, na który przypada jego święto kończą się winobrania, również winiarze. Przy tak szerokich prerogatywach, jego kult rozprzestrzeniał się szybko w całej Europie, a w średniowieczu, niemieccy osadnicy rozpropagowali go na terenach dzisiejszych Węgier, Słowacji i Czech.

Dlaczego wino, dlaczego gęsi?
Marcina pochowano w dniu 11 listopada w obecności takich tłumów, jakie nie towarzyszyły bodaj pogrzebowi żadnej innej postaci w dziejach Kościoła. Ten dzień poprzedza adwent, trwający od 23 do 28 dni okres oczekiwania na Boże Narodzenie. Zamiast się więc umartwiać, uznano celebrowanie dnia św. Marcina za świetny pretekst, żeby się przed adwentem dobrze najeść. Popijając oczywiście winem, którego uprawy upowszechnili w Europie Rzymianie. Wino, zarówno w okresie rzymskim, jak i w średniowieczu było napojem pospolitym w całym imperium przeciwstawianym popularnemu wśród barbarzyńców piwu. Dobre warunki do uprawy winorośli panowały wszędzie tam gdzie było wystarczająco dużo wilgoci i słońca. Gdy cesarstwo upadło sztukę kultywacji winorośli podtrzymali mnisi. To natomiast, czy ktoś pił lepsze, czy gorsze trunki, zależało zawsze od jego społecznego i ekonomicznego statusu.

Tradycje świętomarcińskie utrwaliły się Czechach w XVIII w. gdy za panowania cesarza Józefa II, w monarchii habsburskiej skodyfikowano również przepisy dotyczące produkcji i handlu winem. Utarło się wtedy, że w dzień św. Marcina, właściciele winnic odwiedzali swoich winiarzy, aby spróbować ich najnowszego wina, i zdecydować, czy jest wystarczająco dobre, by przedłużyć z nimi umowę na kolejny rok.

Z winem sprawa wydaje się więc jasna, ale dlaczego na św. Marcina piecze się gęsi? Czesi tłumaczą to z humorem godnym filmów Petra Zelenki. Ponoć hodowane od czasów starożytnych ptaki przeszkadzały gęganiem św. Marcinowi w wygłaszaniu kazań. I dlatego, za karę, piecze się je teraz w brytfannach. Świętomarcińskie dania, serwuje 11 listopada każda niemal restauracja w Czechach. Kultura pieczonej gęsi, spożywania zup na gęsinie i gęsich podrobów, obejmuje szmat Środkowej Europy. W Czechach utarło się jednak, że pieczona gęś podawana jest z czerwoną duszoną kapustą, jabłkami i knedlami albo delikatnymi ziemniaczanymi kluseczkami.

Gdzie się poleje najwięcej wina?
Svatomartinské slavnosti, czyli festiwale w dniu św. Marcina odbywają się w dużych miastach i w małych miejscowościach. Z pompą i rozmachem w najpopularniejszych centrach turystycznych i największych skupiskach ludności, czyli w Pradze, Brnie, Libercu, Czeskim Krumlowie. Bardzo uroczyście celebruje się to święto na Morawach, gdyż jest to największy winiarski region w kraju naszych południowych sąsiadów (znajduje się tam około 96% wszystkich czeskich winnic). W Mikulowie, Znojmo, Ołomuńcu, Kroměřížu czy na Slovacku, degustacji lejących się strumieniem win towarzyszy zawsze barwny program kulturalny. Odbywają się uroczyste Jarmarki Świętomarcińskie i parady w historycznych strojach. Otwiera je „osobiście” św. Marcin na koniu. Tak jak był przedstawiany najczęściej w zachodniej ikonografii, w momencie dzielenia płaszcza z ubogim. A także zgodnie z ludowym przekonaniem, że jego dzień zwiastuje nadejście zimy. I nawet jeśli śnieg nie spadnie, w Czechach mówi się zwyczajowo, że „Svatý Martin přijíždí na bílém koni”.

Wino Świętomarcińskie jest współcześnie ważnym dla Czech znakiem handlowym. Marką, której właścicielem jest od 2005 roku krajowy Fundusz Winiarski (Vinařský fond), udzielający zgody na produkcję młodego wina. Wypełnione nim butelki, niezależnie od szczepu z czy trunek wykonano z białej, czy czerwonej winorośli, muszą mieć na etykiecie rozpoznawalne logo. Jak się łatwo domyślić, że jest to wizerunek św. Marcina na koniu. Musi być tam także podany rocznik i trzeba umieścić nazwę Svatomartinské vino. Na sklepowych półkach butelki wyróżniają się ponadto jednolitymi kapturkami. Każdy winiarz dostaje ich od producenta tylko tyle, ile butelek młodego wina wolno mu wypuścić na rynek.

Wydanie zgody przez Fundusz poprzedza zawsze ocena dostarczonych przez winiarzy próbek, jakiej dokonuje się pod koniec października w Valticach na Południowych Morawach. Na podstawie profesjonalnej oceny, Fundusz Winiarski nie tylko określa dopuszczalne ilości butelek, ale orientuje się kto, ile, i z jakich szczepów robi wina świętomarcińskie.

Valtice są jednym z najważniejszych miejsc związanych z produkcją i promocją wina w Czechach. W podziemiach miejscowego pałacu mieści się bowiem Narodowe Centrum Winiarskie (Národní vinařské centrum), i dokonywane są oceny win. Inaugurując świętomarcińskie uroczystości, wznosi się tam 11 listopada o godzinie 11.00 toast dopuszczonym na rynek młodym winem. Potem można popijać kolejne.

Wizyta w Valticach jest także świetną okazją by zwiedzić oryginalny labirynt. Tworzą go podziemne korytarze, łączące XIII-wieczne piwnice winne, wykopane na głębokości od 6 do 12 m pod ziemią. Łączna długość korytarzy wynosi 760 m.


INFO
Pełny kalendarz i lokalizacja dorocznych winnych festiwali świętomarcińskich w portalu: www.trhvin.cz w zakładce .
Národní vinařské centrum oraz Salon vín ČR: www.vinarskecentrum.cz


Materiał publikowany na łamach Gazety Wyborczej w listopadzie 2016.

Reklamy