Stambuł jest wielkim sukiem

Targowiska są barwną wizytówką każdego kraju, bo jest na nich zarówno wszystko to, czym szczycą się autochtoni, jak i to, czego sami potrzebują na co dzień.

W cukierni, fot. Paweł Wroński

Wielki Bazar (Kapalı Çarşı)
www.kapalicarsi.com.tr
Charakterystykę zastępują fakty: 3500 sklepów i stoisk, kilometry ulic między nimi oraz 22 bramy – dziś z lotniczymi bramkami i policjantami trzymającymi wartę. A do tego 550 lat historii, bo Grand Bazaar jest najstarszym krytym targowiskiem Stambułu. Budowę zainicjował Mehmed II, a kontynuował Sulejman Wspaniały oraz jego następcy aż po XIX stulecie. Genius locci wykorzystali współcześnie twórcy „Skyfall”, każąc Danielowi Craigowi oddawać się na dachu bazaru szaleńczemu motocyklowemu pościgowi. Można tu dostać wyroby ze skóry, dywany, biżuterię i łakocie, a także zjeść, wypić i stracić fortunę. Trzeba bowiem pamiętać, że tak doradzane targowanie się wchodzi w grę przy dużych kwotach, gdy na przykład kupujemy dywany za grube tysiące lirów. Ba, wtedy zostaniemy poczęstowani kawą lub herbatą i łakociami. Natomiast negocjacji w sprawie ceny za kilogram lokum czy komplet szklaneczek do herbaty, nie będzie. Dlaczego? Bo ceny są stałe, więc po co trwonić czas!

Tam gdzie sprzedają pijawki (Mısır Çarşısı)
www.misircarsisi.org
Nazwa Bazar Egipski pochodzi ponoć stąd, że wybudowano go z podatków od zamorskich towarów, wprawdzie nie tylko egipskich, ale głównie. Alternatywne określenia – targ przyprawowy lub korzenny wzięły się natomiast stąd, że dominują na nim zioła, przyprawy, nasiona, kawy, herbaty i naturalne medykamenty (w tym wspomniane w tytule akapitu pijawki, uważane wciąż w Turcji za remedium na przeróżne przypadłości), jak i fakt, że słowo „mısır” oznacza oprócz Egiptu, kukurydzę. Mniejszy od Wielkiego, Bazar Egipski jest też młodszy, powstał bowiem jako fragment kompleksu pobliskiego Nowego Meczetu w latach 60. XVII wieku. Targowisko rozciąga się na planie litery „L”, przekryte jest ołowianymi kopułami, a prowadzi nań tylko 6 bram (przekracza się je również przez bramki jak na lotnisku, w policyjnej asyście). Sklepików jest niespełna setka, i choć dzieje się to kosztem atmosfery, te z przyprawami ustępują pamiątkarskim. Do części strzeżonej przylega strefa z karmami dla zwierząt, nasionami roślin i przyborami ogrodniczymi oraz z największym curiosum – pijawkami.

20 tysięcy sklepików
Oba bazary usytuowane w dzielnicy Eminönü, należą do kanonu stambulskich atrakcji. Zajrzeć warto, co zaś się tyczy kupowania, to kwestia podejścia do zarządzania własnymi pieniędzmi. Na obydwu bowiem ceny przewyższają te, jakich żądają sklepikarze spoza bazarów. A w strefie między bazarami rozsianych jest ponad 20 tysięcy sklepów – dosłownie – ze wszystkim, jest więc gdzie kupować!

Bazar w Kadıköy (Tarihi Kadıköy Çarşısı)
www.istanbul.com
Pomijając względy historyczne i atrakcyjny sztafaż, to znacznie bardziej spodobał mi się bazar po azjatyckiej stronie Bosforu, w dzielnicy Kadıköy, do którego dotrzeć można w niespełna pół godziny, korzystając z kursującego tunelem metra Marmaray. Bazar zajmuje kilka przecinających się ulic. Nie ma bram ani policyjnej asysty. Jest też na nim zdecydowanie mniej tłoczno i nie tak „turystycznie” jak na słynnych targowiskach po europejskiej stronie Bosforu. Ponadto, towary są świeżutkie, sprzedawcy niezbyt natrętni, a w wielu sklepach i lokalach gastronomicznych można płacić kartą.

Aleja dyplomatów
www.turkeytravelplanner.com
Jeśli atmosfera suków komuś nie odpowiada, pozostają centra handlowe i butiki, choćby w przyziemiach domów wyznaczających zamienioną w deptak İstiklal Caddesi, czyli Aleję Niepodległości. Ta ciekawa ulica biegnie ku północy spod Wieży Galata do placu Taksim, przecinając XIX-wieczną dzielnicę Beyoğlu. Zlokalizowane są przy niej handlowe i dyplomatyczne placówki innych państw oraz świątynie obcych wyznań – kościoły katolickie, ormiańskie czy synagoga. Jest tam także Galatasaray Lisesi, pierwsze założone jeszcze przez władze osmańskie liceum w europejskim stylu. Nie brak oczywiście restauracji i kawiarni, w tym kebabiarni i lodziarni.

Reklamy