Turysta klientem

Tekst sprzed 8 lat, publikowany w nieistniejącym już magazynie „Polska Wita/Witaj w podróży” trąci nieuchronnie myszką, choć pominąwszy niektóre realia, pozostaje zaskakująco aktualny. A w ogóle, po co ja się tłumaczę – FB może podsyłać niemal codziennie mniej lub bardziej trafnie dobrane ‚wspomnienia’, to ja też mogę, zwłaszcza na własnym blogu 🙂


Ranking stacji benzynowych w dziecięcym wydaniu, opiera się na kryterium hot-dogów. Stacje bez hot-dogów są lekceważone! Jeśli więc cenimy sobie spokój w podróży, zamiast tankować na Bliskiej zatrzymujemy się u konkurencji i… płacimy drożej.

Zmotoryzowany turysta ma jednak komfort zaopatrywania się w wiktuały i niektóre rzeczy przemysłowe w zwykłych sklepach. Tak naprawdę wystarcza mu supermarket. Ba, supermarket jest najwygodniejszy, bo łatwo zaparkować, a dobytek upchany kolanem w bagażniku, pozostaje względnie bezpieczny po czujnymi oczami kamer.

Trochę gorzej ma rowerzysta, bo do większości supermarketów ścieżek rowerowych nie doprowadzono. Trzeba więc kluczyć między licznymi samochodami. A to ani bezpieczne, ani przyjemne, nie mówiąc o tym, że supermarketów nie wystawia się w najpiękniejszych miejscach naszego kraju (szczęśliwie!).

Najgorzej ma piechur. Powoduje nim bowiem nieznośna lekkość bytu – waga, waga i jeszcze raz waga, tego co niesie w plecaku na grzbiecie. Poszukiwanie rzeczy małych i lekkich wyklucza w zasadzie zakupy w hipermarketach. No może poza spożywczymi produktami, jeśli ktoś zadowoli się chińskimi zupkami i pieczywem Wasa.

Jeśli zaś chodzi o inne produkty – poza sportowymi sklepami sieci Go Sport, Decathlon, czy raczkującym na naszym rynku Intersportem. W nich dostaniemy cały ekwipunek na lato czy zimę, bez różnicy. Wprawdzie w masowej wersji, a więc średniej jakości, ale za to po przystępnych, wręcz kusząco przystępnych cenach. Jeśli nie mamy wielkich wymagań to od biedy nawet prowiant stamtąd wyniesiemy. I to profesjonalny, bo w sportowych supermarketach liofilizaty też bywają. I wreszcie atut ostatni wszelkiej maści supermarketów – można w nich płacić kartą!

Wydawać by się mogło, że jeśli ktoś przygotowań i zakupów nie lubi, najlepiej zrobi korzystając z ofert biur podróży. Wikt i opierunek zapewnione, a targać niczego na plecach nie trzeba! Niestety trzeba trochę pogłówkować, zanim się biuro wybierze. Dokładnie sprawdzić, co jest w cenie, a czego nie ma. Takie analizy można przeprowadzać w kapciach nie opuszczając fotela. Chyba, że po telefon, żeby zasięgnąć języka na temat doświadczeń znajomych z takim czy innym touroperatorem. Wydawałoby się więc, że to nic, a jednak trzeba mieć zimną krew. Media donoszą przecież co chwila o turystach pozostawionych własnemu losowi z powodu plajty biura. Los taki dotknął nawet niedawno klientów niegdysiejszego potentata, jakim był od czasów PRL-u Orbis.

Pozostaje na ogół kwestia ubezpieczenia. Od reklam ubezpieczycieli, że u nich tanio i na znakomitych warunkach, pękają w szwach emitowane na Polsacie czy w TVN-ie filmy. Nawet półgodzinny odcinek serialu „Usta – usta” wydłuża się z ich powodu dwukrotnie. Reklamy, reklamami… a i tak, wybierając ubezpieczenie jeśli chcemy zrobić to rzeczywiście świadomie, musimy zapoznać się sumiennie z górą papierowej dokumentacji. I tylko trzeba kciuki trzymać żeby przebrnąć przez regulaminy, nie pominąwszy najistotniejszych kwestii – zapisanych rzecz jasna „małym druczkiem”.

Najbardziej ekscytującym etapem przygotowań do wyjazdu powinno być studiowanie map i przewodników. Typowe „2 w 1”, przyjemne z pożytecznym. Osobiście mam z tym problem największy, bo mapy są – przyznaję – nawet sporo dobrych, a ich arkusze pokrywają cały kraj. Gorzej z przewodnikami, choć księgarskie półki się od nich uginają. W wielości jest właśnie problem, bo do rzadkości należą wyspecjalizowane sklepy takie jak Księgarnia Podróżnika. W jednym miejscu zgromadzono tam mniej więcej wszystko co z przewodnikowo-kartograficznej branży krąży po naszym rynku. A jak czegoś nie ma, to o ile tylko jest dostępne, sklep sprowadzi.

Można się oczywiście zaopatrzyć w mapy i przewodniki w Internecie. Ceny, podobnie jak w innych branżach, są nieco korzystniejsze od sklepowych, a koszty przesyłki nie tak wielkie, żeby się nie opłacało skorzystać. O ile jednak skala mapy widoczna już na okładce jest wystarczającym kryterium, by mapę wybrać, o tyle do przewodnika trzeba zajrzeć żeby przeczytać przynajmniej kilka zdań. Warto bowiem sprawdzić czy konwencja prezentacji i zasób zawartych w nim informacji nas zadowalają.

Zaprawdę, od której strony na rzecz nie spojrzeć, wypoczynek – okazuje się – nie jest sprawą prostą! I chociaż turysta jest klientem nieskończonej ilości podmiotów gospodarczych – firm handlowych i usługowych, przewozowych i wydawniczych, finansowych, w tym zwłaszcza ubezpieczeniowych, rzadko kto przygotowuje mu drogę usłaną płatkami róż. Ciekawe dlaczego? I czyż nie jest to przykrym zaskoczeniem?!


Materiał publikowany w 2010 roku na łamach magazynu „Polska wita” (później tytuł zmieniono na „Witaj w podróży” i poszerzono zakres tematyczny o Europę i świat).


Reklamy

Skomentuj jeśli chcesz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.