Europa Polska Sandomierska Toskania

Ku chwale wojewody sandomierskiego

W XVII stuleciu ród Ossolińskich osiągnął w Rzeczypospolitej szczyty bogactwa i sławy, a w efekcie politycznego znaczenia. Iwaniska ze wsią Ujazd, położone w Ziemi Sandomierskiej, znalazły się wówczas w rękach Krzysztofa.

Gruntownie wykształcony magnat miał też smykałkę do interesów, wzbogacił się na dostawach wojennych. A gdy do tego sięgnął po lukratywne stanowiska, w tym wojewody sandomierskiego, zapragnął siedziby, która przewyższy rozmachem rezydencje innych rodów, w tym również jego brata Jerzego, żyjącego na zamku w pobliskim Ossolinie.

Kierowany pychą Krzysztof Ossoliński ozdobił bramę do twierdzy reliefami potężnego herbowego topora i równie ogromnym krzyżem. Ten drugi znak był świadectwem głębokiej religijności właściciela, której dał niezaprzeczalne dowody, wypędzając Arian ze swoich dóbr (obejmujących m.in. Raków ze słynną w owym czasie szkołą). Krzyż i topór uwieczniono w nazwie fortecy – Krzyżtopór. Ciekawostka: początkowo nazwę zamku tworzyło złożenie rodowego topora z imieniem założyciela – Krzysztopór.

Nie bardzo wiadomo kto był projektantem, ale wygląda na to, że pełne rozmachu przedsięwzięcie wielmoża zaplanował osobiście, a przynajmniej mocno na nie wpływał. Pewne jest natomiast, że kierowanie pracami budowlanymi Ossoliński powierzył, wywodzącemu się z Włoch architektowi, Wawrzyńcowi Senesowi.

 

Duma warta miliony
Wzniesienie zamku kosztowało ponoć 300 mln ówczesnych złotych polskich i zajęło 17 lat (1627-1644), a może i dłużej, bo trzeba było jeszcze rezydencję wyposażyć i udekorować. Gdy zamek wznoszono był największy w Europie. Ambicje wielmoży zostały więc zaspokojone, choć na krótko bo kilka dekad później na mapie Europy pojawił się Wersal, odbierając Ossolińskim palmę pierwszeństwa.

Wojewoda sandomierski zmarł na atak febry w 1645 roku, zapewne nie doczekawszy zwieńczenia własnego przedsięwzięcia. Zdążył jednak przekazać schedę synowi – Krzysztofowi Baldwinowi, który kilka lat później poległ w bitwie pod Zborowem.

 

Jeśli pytacie cóż były warte miliony Krzysztofa Ossolińskiego, zważcie, że w okresie od XVI do XVIII wieku, złoty polski równy florenowi, dzielił się na 30 groszy. A za 1 grosz, człowiek mógł się w owym czasie wyżywić przez tydzień!

 

Ekonomia i honor
Zamek przejęli krewni, najpierw Samuel Jerzy Kalinowski – oboźny królewski, a prywatnie mąż córki Jerzego Ossolińskiego, Urszuli Brygidy. Dostojnik ten, pojmując patriotyzm merkantylnie, podczas potopu szwedzkiego złożył skwapliwie hołd królowi Karolowi Gustawowi, i oddał rezydencję do jego dyspozycji. W 1655 roku wojska szwedzkie przekroczyły więc solidne bastiony bez jednego wystrzału i strat. Wprawdzie opuszczając zamek ograbili go z cennego wystroju, ale mury nie ucierpiały. Dopiero potem zaczęły się sypać, a zamek popadł w ruinę, bo ani Kalinowskiego, ani nikogo z kolejnych właścicieli nawet tak zamożnych jak Wiśniowieccy, Morsztynowie, czy Pacowie, nie było stać na utrzymanie i naprawy Krzyżtopora.

 

Zamek Krzyżtopór stanowi drugie w Polsce, obok podkrakowskiego Wiśnicza, założenie typu palazzo in fortezza, w którym funkcje obronne łączy się z rezydencjonalnymi. 

 

Za pierwowzór uchodzi siedziba kardynałów – Farnese z włoskiego miasta Caprarola. Fortyfikacje bastionowe o murach długości 600 m tworzą pięciobok. Wewnątrz wyrasta bryła pałacu i budynków gospodarczych. Całe założenie zajmuje 1,3 ha, kubatura sięga 70 tys. m³. Pałac jest wyrafinowanym kalendarzem, który symbolizującym trwanie rodu Ossolińskich. Ma 4 baszty, 12 wielkich sal, 52 komnaty i 365 okien, czyli tyle ile jest w roku miesięcy, tygodni i dni. Nad bramą wznosi się strzelista wieża, zwieńczona niegdyś zegarem.

Nie wybaczając zdrady, ale patrząc trzeźwo na wydarzenia z czasów potopu, Kalinowskiemu trudno odmówić rozsądku. Zamek otaczają wprawdzie bastiony artyleryjskie, ale ich militarne walory niweczy bliskość pałacowych murów, przeprutych setkami okien. Krzyżtopora, wzniesionego po to by imponował, nie dałoby się skutecznie bronić, a już na pewno podczas armatniego ostrzału nie można byłoby go uchronić przed zniszczeniem.

 

 

Fama vs fakty
O architekturze i wystroju zamku krążyły legendy. Nie bez kozery, przecież nawet w stajniach urządzonych w przyziemiach pałacu zainstalowano marmurowe żłoby, a ściany wyłożono lustrami by odbijały światło wlewające się z góry łukowato obramionymi oknami i rozjaśniały mroczne wnętrza.

Na kolejnych kondygnacjach powtarzają się arkadowe łuki, zaś za szczyt przepychu uchodziło akwarium, które miało być umieszczone tak, żeby jego szklane dno tworzyło strop sali jadalnej w wieży. Goście mieli biesiadować, patrząc na podwodny świat. Nie ma jednak pewności czy doszło do realizacji tego planu, być może to tylko pogłoska. Natomiast źródełko w podziemiach wspomnianej wieży, to fakt. Woda jest czysta, podobno także zdrowa. Źródło daje początek strumykowi nazwanemu Krzyżtoporzanką.

Przykładem bajki jaką zainspirowały bogactwa krzyżtoporskiej rezydencji jest wieść o łączącym ją podziemnym tunelu z Ossolinem. Bracia – Jerzy i Krzysztof – mieli z niego korzystać jeżdżąc do siebie w odwiedziny. Ponoć drogę wyłożono głowami cukru, aby sanie poruszały się łatwiej i szybciej (cukier zwłaszcza w głowach, jak go transportowano, był przez długie wieki synonimem luksusu).

W 1882 roku, Franciszek Xawery Bartkowski zamieścił opis zamku w poemacie pt. „Dożynki”.

Postawił go na skale Krzysztof Wojewoda,
Ossoliński, jak wówczas wymagała moda –
W kształcie orła. Broniły go wały wysokie
Od najścia nieprzyjaciół i fosy głębokie.
Pięciokątną figurę miała ta budowa,
Co się tak przedstawiało: brama jako głowa,
Dwie baszty niby skrzydła, a dalej dwie drugie
Wyglądały jakoby orle nogi długie;
Środek budowli – korpus, a z zachodniej strony
Okrągła sala niby ogon roztoczony.

Baszt cztery przedstawiały cztery pory roku,
Dwie z jednego, a zaś dwie z drugiego znów boku.
Sal ogromnych rozmiarów, ni mniej ani więcej,
Tyle ich było, co w roku miesięcy.
Pokoi rozmaitych i przyjemnych oku
Tyle było w tem zamku, co tygodni w roku.
Okien różnych rozmiarów, taki gmach wspaniały
Tyle ich miał, z ilu dni rok składa się cały.
Do bramy most prowadził przez fosę rzucony,
Lecz tylko do połowy – niby nieskończony;
Na silnych był arkadach, próżny do połowy,
Gdy bramę otworzono, to most był gotowy.
Żelazną bramę na noc gdy się zamykało,
To w tym czasie pół mostu zawsze brakowało.

 

Plan pochodzi z książki „Leksykon zamków w Polsce” (autorzy: Leszek Kajzer, Stanisław Kołodziejski, Jan Salm)

 

Poniższa sekwencja powstała w lipcu 2019; filmowałem dronem DJI Spark Combo II.


Opisy i historia zamku Krzyżtopór:

Reklamy

0 komentarzy dotyczących “Ku chwale wojewody sandomierskiego

Skomentuj jeśli chcesz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

%d blogerów lubi to: