Weinviertel – Austria biesiadna

Weinviertel to jeden z regionów Dolnej Austrii, którego największym skarbem są wina.

Jeszcze 15 lat temu nie widywano turystów w naszym regionie” – mói Ulli Hagan, dyrektor zarządzająca Regional Wine Committee Weinviertel. Dopiero gdy strategia „Dining in the vineyards” stała się przebojem, do pagórkowatego zakątka u zbiegu granic Austrii z Czechami i Słowacją przyjeżdża ich coraz więcej. Gospodarze rozstawiają dla gości stoły wśród winnic, a ci delektują się przysmakami regionalnej kuchni i popiją miejscowe wina, krótko mówiąc – relaksują się, ciesząc oczy zielono złotym, łagodnie falującym krajobrazem.

 

Podczas degustacji komentowanej przez Ulli Hagan, mogliśmy spróbować win z całego regionu. Od tak prominentnych producentów jak R&A Pfaffl ze Stetten (Reserve Hommage 2016, czyli wino z winogron odmiany grüner veltliner, zbieranych ze starych krzewów z różnych winnic, należących do rodziny), czy eksperymentujących, jak Michael Gindl z Hohenruppersdorf (przedstawił także grüner veltlinera – organiczne, biodynamiczne Buteo 2015 z wdzięczną pustułką na etykiecie).

W uprawach w Weinviertel, podobnie zresztą jak w całej winiarskiej Austrii, grüner veltliner króluje niepodzielnie. Ba, znany jako veltlinske zelene, szczep ten jest uprawiany także u sąsiadów – Czechów i Słowaków. Winiarze z Weinviertel szczycą się jednak, że ich grüner veltlinerów nie sposób pomylić z innymi.

Degustacja odbyła się w Warszawie w „Winosferze” przy Chłodnej 31, fot. Paweł Wroński

Na degustacyjnym stole pojawiły się także inne wina, m.in. z dość rzadkiego szczepu jakim jest biały (!) roter veltliner. Zaprezentowane wino Roter Veltliner Ried Kreimelberg 2016 z Weingut Setzer z miejscowości Hohenwarth, wykonane zostało z winogron zbieranych w jednej z najwyżej położonych w regionie plantacji – z upraw na stokach wzgórza Manhartsberg (532 m), rozsiadłego na pograniczu z Kamptal i Wagram. Ciekawostką było wino pomarańczowe z winiarni Uibel ze wsi Ziersdorf. Było wprawdzie wykonane jak większość z grüner veltlinera, ale jego mętna faktura zdradzała od razu, że to trunek powstały w winiku całkowicie naturalnego, spontanicznego procesu – Grüner Veltliner Apertus 2015 (zapamiętajcie tę nazwę i producenta!).

Przegląd uzupełniły wina czerwone ze szczepów: pinot noir, popularnej bodaj w Austrii najbardziej winorośli zweigelt oraz cuvée z cabernet sauvignon (51%) i merlot (49%). Uwieńczeniem degustacji było białe Reserve MX Alte Reben 2009 z winiarni Taubenschuss ze wsi Poysdorf.


Zum Wohl! Degustację zorganizowało krakowskie Collegium Vini (www.collegiumvini.pl), w Winosferze przy Chłodnej 31 w Warszawie (www.winosfera.pl).


 

If You like this site, your support will be welcome!

$5.00


 

Reklamy

Ebru – na wodzie malowanie

Ebru – sztuka malowania na wodzie kształtowała się przez stulecia, a jej głównymi ośrodkami stały się z początkiem XVI wieku metropolie tureckiego imperium: Buchara (dziś w Uzbekistanie) oraz Stambuł. W 2015 roku wpisano ebru na listę niematerialnego dziedzictwa ludzkości UNESCO.

Kwiaty Anny Amil wykonane pdczas prezentacji ebru na Zamku Królewskim w Warszawie, fot. Paweł Wroński

Sztukę tę mylnie utożsamia się z techniką marmurkowania – również wywodzącą się z Turcji, a dziś powszechnnie używaną w introligatorstwie starodruków. Szuka się także podobieństw z japońskim kunsztem suminagashi – tworzenia deseni przez tusze pływające na wodzie. Ebru, zdecydowanie odróżnia od nich brak przypadkowości. Ebruista wie dokładnie czego pragnie i dąży do uzyskania takiego efektu jaki sobie wymarzył. Natomiast wzory stworzone technikami marmurkowania czy suminagashi, choć nierzadko porywające, są od woli artysty niezależne.

Nazwa tego wywodzącego się z tradycji orientu gatunku malarstwa pochodzi od perskiego określenia ebri (wym. abrï), oznaczającego coś zwiewnego, falistego, jak chmura.

Niepowtarzalność dzieł ebru wykorzystywano w Turcji już od XVI wieku, używając papierów zdobionych przez ebruistów do prowadzenia oficjalnej korespondencji oraz wystawiania dokumentów sułtańskich. Nie można ich było bowiem podrobić – ani skopiować, ani nawet powtórzyć uzyskanego przez konkretnego artystę wzoru. Najstarszy obraz wykonany techniką ebru o potwierdzonej dacie wykonania znajduje się w zbiorach muzealnych Pałacu Topkapi w Stambule. Powstał w 1539 roku.

W XIX wieku sztukę ebru zdominowały wzory kwiatowe i to one wyznaczają dziś kanon piękna obrazów wykonanych tą finezyjną techniką. Praca nad obrazem uważana jest także za formę medytacji, bo żeby ukończyć dzieło konieczne są głęboka koncentracja i spokój umysłu.

Anna Amil – ebruistka z Krakowa, fot. Paweł Wroński

Anna Amil, absolwentka orientalistyki i filologii tureckiej UJ, zajmuje się ebru od 7 lat, a swój warsztat doskonaliła pod okiem mistrzów ze Stambułu. Swoje kompozycje tworzy na papierze, choć dziś zdobi się w ten sposób także jedwab, choćby do celów użytkowych, jak na przykład krawaty.

Próbka możliwości jakie daje jedna z technik ebru, polegająca na rozprowadzaniu farb płynnymi ruchami – „pójdź i wróć”, fot. Paweł Wroński

Niezwykłe znaczenie dla sztuki ebru ma przygotowanie farb z naturalnych składników określonego pochodzenia, a nawet „oswojenie wody” w kuwecie, w której obraz powstaje. Składnikiem kluczowym jest żółć wołowa, która sprawia, że farby osiągają odpowiednią gęstość. Niebagatelne znaczenie ma oczywiście wyobraźnia twórcy, bo to ona podsuwa pomysły i sposoby odzwierciedlenia zrodzonych w myślach motywów na papierze, na który z powierzchni wody delikatnie się je przenosi.

Kwiat wykonany przez Annę Amil podczas kótkiego pokazu. Niby proste, ale kluczem było przygotowanie farb i wody, które umożliwiły sporządzenie tego delikatnego kwiatowego motywu, fot. Paweł Wroński

Anna Amil przedstawiła sztukę ebru podczas pokazu zorganizowanego na Zamku Królewskim w Warszawie pod auspicjami Ambasady Turcji w Polsce. W ramach kierowanego przez nią warsztatu powstało także kilka prac amatorskich.


Poznaj Turcję: www.facebook.com/PoznajTurcje/


If You like this site, your support will be welcome!

$5.00


Mózg lubi ruch – zaproszenie

Aktywność ruchowa i praca mózgu doskonale się uzupełniają. Najlepszym dowodem teoria względności, która wykluła się w głowie Einsteina podczas… jazdy rowerem.

„Mózg lubi ruch” to piknik dla rodzin z dziećmi, przede wszystkim w wieku 3-12 lat, gdyż w tym właśnie okresie kształtuje się ludzki umysł. My zaś, rodzice, dziadkowie, przyzwyczajeni do kojarzenia nauki ze ślęczeniem nad książkami, często nie doceniamy roli jaką aktywność fizyczna odgrywa w tym procesie. Jakżeż często tracimy przy tym czas, zdrowie i pieniądze w poradniach i klinikach, zamiast wziąwszy sprawy we własne ręce skupić się na profilaktyce. Jak to robić, pokażą specjaliści z praskich poradni psychologiczno-pedagogicznych, placówek oświatowych oraz klubów prowadzących zajęcia dla dzieci, dzieląc się swoim doświadczeniem i pomysłami. Pokażą techniki do wykorzystania w domu i na spacerach bez inwestowania w kosztowny sprzęt i zabiegi, bo do ich stosowania wystarczą z reguły najprostsze przedmioty, jakie każdy ma w domu albo wyposażenie ogólnodostępnych obiektów rekreacyjno-sportowych. Podczas pikniku będzie można wziąć udział w pokazach sportowych, mocując się w zapasach sumo, czy tańcząc przy rytmicznej muzyce capoeiry. Specjaliści z różnych dziedzin udzielą bezpłatnie porad i konsultacji.

Tak było wiosną, fot. Paweł Wroński

Udział w pikniku ma sens, bo bawiąc się z dziećmi wspomagamy ich prawidłowy rozwój, zacieśniając jednocześnie emocjonalne więzi w rodzinie. Jeśli przyjmiemy tę strategię, urzeczywistni się motto imprezy: Profilaktyka to nasza taktyka!


21 października 2017 w godz. 10:00-13:00
Hala OSIR, ul. Siennicka 40
Impreza non-profit * udział jest bezpłatny!


Na YouTube, na kanale „OPP1 Jordanek” trochę wspomnień z wiosennej edycji pikniku.


If You like this site, your support will be welcome!

$5.00


„Latający Holender” i Wysokie Taury

Choć nie jest Austriakiem, ale Holendrem, Ron Kapteyn zna Wysokie Taury od dziecka. Był bowiem rok 1962 gdy jego rodzice spędzili swój pierwszy urlop pd Groβglocknerem.

Ron Kaptein – ranger z Parku Narodowego Wysokie Taury, czyli Holender… Latający Holender w Austrii, fot. Paweł Wroński

Ojciec zafascynowany górami i przyrodą w ogóle, wprowadzał Rona w tajniki życia zwierząt, mountaineeringu, wspinaczki. Miłość do gór, którą mu zaszczepił przetrwala dekady. W efekcie, od 12 już lat Ron pracuje w Parku Narodowym Wysokich Taurów (Nationalpark Hohe Tauern) jako ranger – strażnik. Obserwuje oczywiście przyrodę, ale prowadzi też zajęcia edukacyjne, odkrywa przed turystami piękno i tajemnice gór, tworzących koronę Austrii.

Ron Kapteyn z psem na szlaku: fot. z bannera: Paweł Wroński

Nationalpark Hohe Tauern liczy około 1.856 km2 powierzchni i należy do najrozleglejszych kompleksów przyrody, chronionych w Europie. W łańcuchu Wysokich Taurów, w masywie najwyższego ich szczytu Groβglocknera (3798 m), znajduje się zwornik trzech krajów związkowych Austrii: Karyntii, Kraju Salzburskiego i Tyrolu (ściśle mowiąc Wschodniego Tyrolu – aus. Osttirol).

Przedstawiciele fauny Nationalpark Hohe Tauern i urlopowy slogan reklamowy Karyntii: „Ciesz się życiem” („Lust am Leben”), fot. Paweł Wroński

Programy turystyczne oferowane przez Nationalpark Hohe Tauern (Park Narodowy Wysokich Taurów), otwierają szerokie możliwości poznania gór i podpatrywania fauny bez zakłócania naturalnego rytmu przyrody. Latem i zimą – pod opieką rangersów takich jak Ron – obejrzymy rozgwieżdżone niebo nad górami, ucząc się kształtów i nazw gwiazdozbiorów, wytropimy zwierzęta, poznając obyczaje naszych dzikich pobratymców – wilków, jeleni, zajęcy bielaków i ptaków z królem alpejskich przestworzy, orłosępem (niem. Bartgeier), padlinożercą o skrzydłach ponad dwumetrowej rozpiętości. W Wysokich Taurach doliczono się 24 osobników tego gatunku.

(…) kolos ów wzbił się i minął mnie, owiewając wdzięcznym podmuchem wiatru. Skrzydlata trąba powietrzna sunąc, płynnie skryła się za skalą, pochylając się na jedno skrzydło, jak narciarz składający się w ostrym zakręcie. Zrozumiałem: coś takiego może strącić w przepaść i sarnę, i kozła, i człowieka”. Takie było spotkanie z orłosępem współczesnego rosyjskiego pisarza Nikolaia Sladkova (w Azji łatwiej niż w Europie o takie spotkanie).

Hitem wśród tegorocznych karynckich propozycji na zimę jest Nockberge Trail. Najkrócej mówiąc jest to luksusowy trekking skitourowy – pięciodniowa eskapada, podczas której, owszem używa się nart, ale wędruje bez bagażu, bo organizatorzy przewożą go na kolejny nocleg, w każdej niemal chwili można wycofać się z etapu ratrakowanym terenem, a nie off-pist, zaś trudy podejść da się na ogół zminimalizować dzięki licznym kolejkom górskim. Na trasie poznaje się też oryginalną kuchnię Karyntii, w której splatają się smaki wschodnioalpejskie z adriatyckimi, zaś na koniec każego dnia relaksuje w hotelowych strefach Wellness i SPA, zażywając sauny, kąpieli, masażu – wedle pragnień oczywiście, jedynie ze świadomością, iż od rodzaju i liczby zabiegów, podobnie jak od wybranego standardu zakwaterowania, zależy ostateczna cena pakietu. Jak widać nie jest to oferta skierowana jedynie do wytrawnych narciarzy, a tym bardziej skialpinistów, ale pod każdym względem wyważona, stanowi idealną propozycję dla zwykłych amatorów aktywnego zimowego wypoczynku (www.nockberge-trail.com).

Na osoby o większych aspiracjach i adekwatnych do oczekiwań umiejętnościach skialpinistycznych, czeka w Wysokich Taurach szereg fantastycznych tras skitourowych, prowadzących na najwyższe szczyty z Groβglocknerem na czele. Z myślą o miłośnikach skialpinizmu, po krótkiej przerwie, koniecznej po oficjalnym zakończeniu sezonu zimowego, a więc w najwcześniej w połowie marca, otwierają podwoje schroniska górskie (lista obiektów z adresami i datami otwarcia w witrynie Alpenverein, i to po polsku: www.alpenverein.at; należy w wyszukiwarce określić region).

Ponadto, gdy góry toną w śniegu, we wszystkich zamkniętych schroniskach alpejskich, gospodarze zostawiają otwarty Winterraum (pokój zimowy). Turysta znajdzie w nim niezbędne przedmioty,by zapalić w piecu ogień, czy zasłane prycze. Korzystanie z takich pomieszczeń jest bezpłatne, choć bywa, że jest zainstalowana puszka na dobrowolne datki. Opuszczając lokum należy zostawić nienaganny porządek, a jeśli się da, również rzeczy przydatne następnym gościom, np. zapałki, świece czy konserwę.

*   *   *

Oferta zimowego wypoczynku w Karyntii jest oczywiście znacznie szersza, obejmuje bowiem 24 urządzone tereny narciarskie, wśród których jest lodowiec – Mölltaler Gletscher, liczne centra Wellnes i SPA, tory saneczkowe, a także naturalne lodowiska na zamarzniętych taflach jezior, z których liczby Karyntia słynie. W tym ostatnim przypadku nie trzeba się obawiać, ponieważ grubość lodu jest starannie monitorowana, i codziennie podawane są komunikaty czy na taflę można wchodzić!


Wszystko o Karyntii: www.karyntia.pl
Nationalpark Hohe Tauern: www.hohetauern.at
W tajniki przyrody wprowadza także ciekawa ekspozycja zatytułowana: „Was ist Leben” („Czym jest życie”) w BIOS w Mallnitz – jednej z bram Parku (National Park Center Mallnitz). Zimą niestety niedostępna bo obiekt działa tylko w okresie kwiecień-października w godz.: 10:00-18:00: www.hohetauern.at/bios


If You like this site, your support will be welcome!

$5.00


 

Dwór Mościbrody

Szlak kulinarny „Mazowiecka Micha Szlachecka” jest dumą Mazowsza, a przynajmniej jego wschodniej części.

Przed dwoma laty pisałem o szlaku, i to pozytywnie (https://pawelwronski.blog/). Nie wycofuję się ani na jotę z ówczesnej opinii. Wstąpiłem ostatnio do jednego z obiektów, jak to się mówi – „po drodze” – i przekonałem się, że Dwór Mościbrody, restauracja urządzona w zabudowaniach dawnego majątku, wciąż trzyma poziom. Potrawy inspirowane tradycyjną polską kuchnią (czytaj: kuchnią dworską, szlachecką), serwują tam pierwszorzędnie przyrządzone i nader smaczne, a przytomne ceny nie rujnują.


Mazowiecka Micha Szlachecka: www.szlak-kulinarny.pl; fanpage: www.facebook.com

Obiekty na szlaku
Retro Skibniew: Retro Skibniew
Dwór Mościbrody: Dwór Mościbrody
Zaścianek Polski: Zaścianek Polski


If You like this site, your support will be welcome!

$5.00


Naleśniki nie muszą…

Jak mówi Edyta – naleśniki nie muszą być daniem banalnym! Święte słowa! Mogą natomiast być smaczne, zdrowe i całkiem tanie, mimo, że wyrafinowane. A ile przy ich robieniu zabawy?! Niemniej niż przy zwykłych 🙂

Naleśniki z konfiturą owocową wewnątrz i owocami karmelizowanymi miodem z wierzchu, fot. Paweł Wroński

To przede wszystkim kwestia składników i wyważenia proporcji. Na naszym kuchennym blacie pojawiło się ich nawet sporo. Mimo to, przygotowania trwały nieco ponad pół godziny, nie licząc krótkiego smażenia w zasadzie bez tłuszczu.

Co do niezbędnego czasu, głowy nie postawię dla wspomnianych 30 minut, bo Edyta robi wszystko bardzo szybko, więc i jej naleśniki pojawiły się na stole w zaskakująco krótkim czasie.

Smacznego!


If You like this site, your support will be welcome!

$5.00


Kukły nabierają wyrazu

Jak postacie z ludowych słowiańskich wierzeń nabierają charakteru? Niczym koncepcja heliocyntrycznego układu naszych planet – niespiesznie i spontanicznie – od twarzy naszkicowanej na tekturze. Zabawa się uda, o ile tylko postać przestanie być płaska.

Wszystko zaczyna się od projektu twarzy – reszta nasuwa się w naturalny sposób – wystarczy się wciągnąć i zżyć z postacią. Czy Gosia ma rację? Zobaczymy.


Warsztaty plastyczne pod kierunkiem Małgorzaty Bockenheim: www.opp1.waw.pl
Projekt OPP1 „Jordanek” i Muzeum Pragi w Warszawie, zatytułowany „Strachy na Lachy”: www.pawelwronski.blog


If You like this site, your support will be welcome!

$5.00