Ebru – na wodzie malowanie

Ebru – sztuka malowania na wodzie kształtowała się przez stulecia, a jej głównymi ośrodkami stały się z początkiem XVI wieku metropolie tureckiego imperium: Buchara (dziś w Uzbekistanie) oraz Stambuł. W 2015 roku wpisano ebru na listę niematerialnego dziedzictwa ludzkości UNESCO.

Kwiaty Anny Amil wykonane pdczas prezentacji ebru na Zamku Królewskim w Warszawie, fot. Paweł Wroński

Sztukę tę mylnie utożsamia się z techniką marmurkowania – również wywodzącą się z Turcji, a dziś powszechnnie używaną w introligatorstwie starodruków. Szuka się także podobieństw z japońskim kunsztem suminagashi – tworzenia deseni przez tusze pływające na wodzie. Ebru, zdecydowanie odróżnia od nich brak przypadkowości. Ebruista wie dokładnie czego pragnie i dąży do uzyskania takiego efektu jaki sobie wymarzył. Natomiast wzory stworzone technikami marmurkowania czy suminagashi, choć nierzadko porywające, są od woli artysty niezależne.

Nazwa tego wywodzącego się z tradycji orientu gatunku malarstwa pochodzi od perskiego określenia ebri (wym. abrï), oznaczającego coś zwiewnego, falistego, jak chmura.

Niepowtarzalność dzieł ebru wykorzystywano w Turcji już od XVI wieku, używając papierów zdobionych przez ebruistów do prowadzenia oficjalnej korespondencji oraz wystawiania dokumentów sułtańskich. Nie można ich było bowiem podrobić – ani skopiować, ani nawet powtórzyć uzyskanego przez konkretnego artystę wzoru. Najstarszy obraz wykonany techniką ebru o potwierdzonej dacie wykonania znajduje się w zbiorach muzealnych Pałacu Topkapi w Stambule. Powstał w 1539 roku.

W XIX wieku sztukę ebru zdominowały wzory kwiatowe i to one wyznaczają dziś kanon piękna obrazów wykonanych tą finezyjną techniką. Praca nad obrazem uważana jest także za formę medytacji, bo żeby ukończyć dzieło konieczne są głęboka koncentracja i spokój umysłu.

Anna Amil – ebruistka z Krakowa, fot. Paweł Wroński

Anna Amil, absolwentka orientalistyki i filologii tureckiej UJ, zajmuje się ebru od 7 lat, a swój warsztat doskonaliła pod okiem mistrzów ze Stambułu. Swoje kompozycje tworzy na papierze, choć dziś zdobi się w ten sposób także jedwab, choćby do celów użytkowych, jak na przykład krawaty.

Próbka możliwości jakie daje jedna z technik ebru, polegająca na rozprowadzaniu farb płynnymi ruchami – „pójdź i wróć”, fot. Paweł Wroński

Niezwykłe znaczenie dla sztuki ebru ma przygotowanie farb z naturalnych składników określonego pochodzenia, a nawet „oswojenie wody” w kuwecie, w której obraz powstaje. Składnikiem kluczowym jest żółć wołowa, która sprawia, że farby osiągają odpowiednią gęstość. Niebagatelne znaczenie ma oczywiście wyobraźnia twórcy, bo to ona podsuwa pomysły i sposoby odzwierciedlenia zrodzonych w myślach motywów na papierze, na który z powierzchni wody delikatnie się je przenosi.

Kwiat wykonany przez Annę Amil podczas kótkiego pokazu. Niby proste, ale kluczem było przygotowanie farb i wody, które umożliwiły sporządzenie tego delikatnego kwiatowego motywu, fot. Paweł Wroński

Anna Amil przedstawiła sztukę ebru podczas pokazu zorganizowanego na Zamku Królewskim w Warszawie pod auspicjami Ambasady Turcji w Polsce. W ramach kierowanego przez nią warsztatu powstało także kilka prac amatorskich.


Poznaj Turcję: www.facebook.com/PoznajTurcje/


If You like this site, your support will be welcome!

$5.00


Reklamy

Mózg lubi ruch – zaproszenie

Aktywność ruchowa i praca mózgu doskonale się uzupełniają. Najlepszym dowodem teoria względności, która wykluła się w głowie Einsteina podczas… jazdy rowerem.

„Mózg lubi ruch” to piknik dla rodzin z dziećmi, przede wszystkim w wieku 3-12 lat, gdyż w tym właśnie okresie kształtuje się ludzki umysł. My zaś, rodzice, dziadkowie, przyzwyczajeni do kojarzenia nauki ze ślęczeniem nad książkami, często nie doceniamy roli jaką aktywność fizyczna odgrywa w tym procesie. Jakżeż często tracimy przy tym czas, zdrowie i pieniądze w poradniach i klinikach, zamiast wziąwszy sprawy we własne ręce skupić się na profilaktyce. Jak to robić, pokażą specjaliści z praskich poradni psychologiczno-pedagogicznych, placówek oświatowych oraz klubów prowadzących zajęcia dla dzieci, dzieląc się swoim doświadczeniem i pomysłami. Pokażą techniki do wykorzystania w domu i na spacerach bez inwestowania w kosztowny sprzęt i zabiegi, bo do ich stosowania wystarczą z reguły najprostsze przedmioty, jakie każdy ma w domu albo wyposażenie ogólnodostępnych obiektów rekreacyjno-sportowych. Podczas pikniku będzie można wziąć udział w pokazach sportowych, mocując się w zapasach sumo, czy tańcząc przy rytmicznej muzyce capoeiry. Specjaliści z różnych dziedzin udzielą bezpłatnie porad i konsultacji.

Tak było wiosną, fot. Paweł Wroński

Udział w pikniku ma sens, bo bawiąc się z dziećmi wspomagamy ich prawidłowy rozwój, zacieśniając jednocześnie emocjonalne więzi w rodzinie. Jeśli przyjmiemy tę strategię, urzeczywistni się motto imprezy: Profilaktyka to nasza taktyka!


21 października 2017 w godz. 10:00-13:00
Hala OSIR, ul. Siennicka 40
Impreza non-profit * udział jest bezpłatny!


Na YouTube, na kanale „OPP1 Jordanek” trochę wspomnień z wiosennej edycji pikniku.


If You like this site, your support will be welcome!

$5.00


Naleśniki nie muszą…

Jak mówi Edyta – naleśniki nie muszą być daniem banalnym! Święte słowa! Mogą natomiast być smaczne, zdrowe i całkiem tanie, mimo, że wyrafinowane. A ile przy ich robieniu zabawy?! Niemniej niż przy zwykłych 🙂

Naleśniki z konfiturą owocową wewnątrz i owocami karmelizowanymi miodem z wierzchu, fot. Paweł Wroński

To przede wszystkim kwestia składników i wyważenia proporcji. Na naszym kuchennym blacie pojawiło się ich nawet sporo. Mimo to, przygotowania trwały nieco ponad pół godziny, nie licząc krótkiego smażenia w zasadzie bez tłuszczu.

Co do niezbędnego czasu, głowy nie postawię dla wspomnianych 30 minut, bo Edyta robi wszystko bardzo szybko, więc i jej naleśniki pojawiły się na stole w zaskakująco krótkim czasie.

Smacznego!


If You like this site, your support will be welcome!

$5.00


Kukły nabierają wyrazu

Jak postacie z ludowych słowiańskich wierzeń nabierają charakteru? Niczym koncepcja heliocyntrycznego układu naszych planet – niespiesznie i spontanicznie – od twarzy naszkicowanej na tekturze. Zabawa się uda, o ile tylko postać przestanie być płaska.

Wszystko zaczyna się od projektu twarzy – reszta nasuwa się w naturalny sposób – wystarczy się wciągnąć i zżyć z postacią. Czy Gosia ma rację? Zobaczymy.


Warsztaty plastyczne pod kierunkiem Małgorzaty Bockenheim: www.opp1.waw.pl
Projekt OPP1 „Jordanek” i Muzeum Pragi w Warszawie, zatytułowany „Strachy na Lachy”: www.pawelwronski.blog


If You like this site, your support will be welcome!

$5.00


Jak demony spędzają weekend

Czy wiecie jak demony spędzają weekend? My nie wiedzieliśmy, ale – zgodnie z porzekadłem koniec języka za przewodnika, zapytaliśmy, zaś wyniki naszych obserwacji pieczołowicie zarejestrowaliśmy.

Obserwacji, bo demony nie mówią, czasem pohukują, pojękują, dźwiękonaśladowcze jakieś wydają odgłosy. Ale nie mówią – nic, a nic! Na szczęście mamy eksperta. Nieoceniona profesor fantazji i fantasmagorii, Małgorzata Bockenheim z Jordanka, pomagała wyjaśniać wszelkie niejasności.

 

Nie muszę chyba dodawać, że spacery po podmokłej brzezinie i buszowanie po piwnicach na pogorzelisku stanowią względnie konwencjonalną receptę na demoniczny weekend. Ale zapewniam, że nie jedyną. Tylko, że to już inna historia, więc opowiem ją kiedy indziej. A teraz wspomnę jeszcze, że mamy tytuł projektu: „Strachy na Lachy”.

Demony w plenerze, fot. Paweł Wroński

Powstały na spacerze filmik jest dostepny na youtube’owskim kanale OPP1 Jordanek, gdzie otwiera zgodną z tytułem projektu playlistę „Strachy na Lachy”.


 

If You like this site, your support will be welcome!

$5.00


Skąd się wzięły demony

Wyobraźcie sobie budzącą grozę narośl na pniu starego drzewa, kolonię opieniek lub rozrosłą monstrualnie hubę na powalonym, próchniejącym dębowym kolosie, czy wyłupiaste oczy żab, pojawiające się ni stąd ni zowąd nad lustrem wody…

I pomyślcie, jakie to wywierało wrażenie, zwłaszcza gdy działo się we mgle albo o zmierzchu w oczeretach ciemnego boru, z którego dobiegały jakieś pochrząkiwania, pomruki czy przejmujące wycie, albo pośród bagien, na których tak łatwo było zgubić trakt i utonąć w odmętach.

Demony wyłaniały się ze starych pni, z mroków lasu, mgły i szumu wody, fot. Paweł Wroński

Źródłem słowiańskiej demonologii były przede wszystkim wrażenia, jakie potężna przyroda wywierała na ludziach prostych, potęgując lęk który ogarniał ich dusze ilekroć tylko opuszczali swój maleńki, z trudem oswojony kawałek świata.

Moglibyśmy machnąć dziś ręką na demony przodków i skwitować pogardliwie: zabobony. Zastanówmy się jednak czy słusznie, bo pełniły one niezwykłą rolę w ich życiu. Opowieści o stworach groźnych, podstępnych, życzliwych, bądź skłonnych do przychylności w zamian za datek czy poczęstunek, tłumaczyły zjawiska, których istoty ówcześni ludzie pojąć nie potrafili. Niosły także przestrogę przed niewłaściwym postępowaniem i pouczenie. Na przykład strach przed Białymi Ludźmi, którzy kryli się w błocie na drogach, czy przed Topielicami wabiącymi ludzi w śmiertelnie niebezpieczne bagna, kazał im dobrze wybierać czas podróży i baczyć pilnie na drogę aby jej nie zgubić.

Ale pośród demonów były nie tylko te leśne, czy wodne stwory. Ot, sen z oczu rolnikom spędzali choćby Płanetnicy, nadciągający na ciemnych chmurach niczym na wozach, przynosząc burze i gradobicia niszczące zbiory. Wiara, że istnieją pojawiła się dawno, w czasach pogańskich. Chrześcijaństwo zaś. przyniosło skuteczne panaceum – dźwięk sygnaturek, którego Płanetnicy nie znosili. Wiara ta była tak mocno zakorzeniona w ludzkich umysłach, że na górzystej Orawie jeszcze na przełomie XIX i XX wieku wystawiano wśród pól maleńkie drewniane dzwonnice, by bijąc w umieszczone w nich dzwonki, odegnać Płanetników i zażegnać zawczasu niebezpieczeństwo. Podobnie lęk przed Mamuną, nazywaną też Boginką lub Dziwożoną, podmieniającą dzieci nakazywał pilnie strzec niemowląt i nie pozostawiać ich pod żadnym pozorem bez opieki.

Opowieści zawierające charakterystyki demonów i zaklęcia, którymi można było je odganiać tworzyły magiczną zasłonę wokół domostw. Otulali się nią, niczym płaszczem podróżni, a rodzice skrzętnie stosowali się do zawartych w klechdach porad i płynące z nich nauki przekazywali potomstwu, nierzadko w postaci dopiero dziś wychodzących z użycia, bo oderwanych od realiów współczesności porzekadeł.

Paweł Zych i Witold Vargas są autorami wielotomowego „Bestiarusza słowiańskiego”, poświęconego demonologii naszych przodków. Czerpiąc stamtąd inspirację, uczestnicy zajęć Gosi tworzą nacechowane własną refleksją postacie. Fot.: Paweł Wroński

Fascynacja Małgorzaty Bockenheim tym z pozoru mrocznym i zapomnianym światem stała się kanwą plastycznych zajęć prowadzonych w OPP1 Jordanek. Wydawać by się mogło, że postacie dawnych słowiańskich demonów wzbudzą lęk i odrazę u uczestniczących w zajęciach dzieci. Nic takiego nie miało jednak miejsca. Przeciwnie – opowieści pobudzają wyobraźnię i przypominają dzieciom o świecie przyrody, który coraz mocniej przesłania nam technika. Ułatwiają twórcze wnikanie w krąg własnych emocji, pomagają także wygaszać, a przynajmniej oswajać, nawet te najmroczniejsze.

Małgorzata Bockenheim, fot. Paweł Wroński

W tym roku szkolnym zabierzemy was do świata słowiańskich demonów. Ustami uczestników zajęć opowiemy wam różne historie. Razem z wykonanymi na zajęciach kukłami odwiedzimy zielone zakątki wokół Jordanka, by zobaczyć jak ożywione wyobraźnią twórców demony się tam czują. Relacje z tych wydarzeń zobaczycie w galeriach zdjęć i na filmach, które opublikujemy na stronach Ogniska Pracy Pozaszkolnej Nr 1 Jordanek (www.opp1.waw.pl) oraz na OPP1 Jordanek -YouTube’owskim kanale placówki (www.youtube.com). Na koniec zaś, w maju 2018 roku, zaprosimy was na wystawę do Muzeum Warszawskiej Pragi, na której spotkacie owe demony w specjalnie dla nich stworzonym zakątku (www.muzeumpragi.pl).


Portale i artykuły poświęcone słowiańskiej demonologii
www.slowianowierstwo.wordpress.com
www.slowianskibestiariusz.pl
www.strefatajemnic.onet.pl


Materiał przygotowany na potrzeby projektu „Strachy na Lachy” (www.opp1.waw.pl).

W twarzy Powitruli łączą się piękno i groza, jaką demon siał wśród pasterzy, fot. Paweł Wroński

If You like this site, your support will be welcome!

$5.00


 

UNESCO, muzyka i paella

61 obiektów wpisanych na listę światowego dziedzictwa kultury UNESCO, stawia Hiszpanię pod względem ich liczby na trzecim miejscu w świecie – po Włoszech i Chinach.

Wśród hiszpańskich obiektów UNESCO jest aż 15 miast (ciudades). Ich ogromne zróżnicowanie, wynikające z usytuowania i tradycji sprawia, że stanowią wizytówkę kultury niemal wszystkich regionów kraju. Celebrując ten fakt, Ambasada Hiszpanii zorganizowała w swej siedzibie we wrześniu 2017 roku skromną wystawę fotograficzną.

Hiszpańskie miasta z listy UNESCO tworzą Grupo de Ciudades Patrimonio de la Humanidad de España, której przewodniczy burmistrz Kordoby. Do zrzeszenia należą: Alcalá de Henares, Ávila, Baeza, Cáceres, Córdoba, Cuenca, Ibiza/Eivissa, Mérida, Salamanca, San Cristóbal de la Laguna, Santiago de Compostela, Segovia, Tarragona, Toledo i Úbeda (www.ciudadespatrimonio.org).

Konferencję poświęconą tym 15 miastom uświetniła młoda hiszpańska pianistka, Maria Márquez Torres. Urodziła się w Maladze, ale studiowała nad Wisłą i jest absolwentką Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina. Zagrała kilka utworów kompozytorów hiszpańskich, m.in. poniższą malagenię.

 

Smaku dodały tapas i widoczna na zdjęciach paella marinera (czyli paella z owocami morza). Potrawy przygotowali kucharze ze stołecznej restauracji „Casa Pablo”, serwującej dania kreatywnej kuchni opartej jednak o kulinarne tradycje Półwyspu Iberyjskiego (www.casapablo.pl).

 


 

If You like this site, your support will be welcome!

$5.00