Food Truck Square Dobra Dobra

Na Powiślu, przy Dobrej 32, czyli na skrzyżowaniu z Zajęczą zadomowiły się Food Trucki. W dniu otwarcia, 23 maja 2018, stanęły cztery – z kuchnią włoską, tajską, słowacką i amerykańską oraz piąty – z napojami.

Po krakowskim Judah Square przyszła kolej na stolicę. Kolejny krok po tak udanych inicjatywach jak Nocny Market na Głównym lub zamienione po odrestaurowaniu w szykowne galerie halach: Na Koszykach, czy Gwardii, pojawiające się coraz liczniej Food Trucki są najciekawszym zjawiskiem w sferze współczesnej warszawskiej gastronomii. Tym bardziej pozytywnym, że smacznym, i zróżnicowanym, bo znajdą w nich potrawy dla siebie zarówno wegetarianie, jak klasyczne mięsolubne obżartuchy.

Może z racji wieku 🙂 przy Dobrej przeszkadzał mi jedynie intensywny uliczny ruch, którego w tym miejscu trudno uniknąć (pora dnia, około godziny 18., to niestety szczyt komunikacyjny i przez Most Świętokrzyski przelewają się fale pojazdów). Ale gdy opuszczaliśmy Food Truck Square, nieco przed 20., ruch samochodowy już zelżał, światełka między truckami się zapalały, a gości przybywało i robiło się coraz bardziej klimatycznie.

 

Food Trucki zainicjowały sezon 2018 wiosną pod Stadionem Narodowym, towarzyszyły w maju Nocy Muzeów, tworząc strefę żarcia na kółkach na Placu Defilad przed PKiN-em. Widać wyraźnie, że stały się już nieodłącznym elementem otwartych imprez kulturalnych i sportowych. Nic dziwnego – było nie było – jeść trzeba. A im smaczniej, tym lepiej!

 


Food Truck Square – dania oryginalnych kuchni w cenach oscylujących koło 20-25 zł, do tego napoje z adekwatnych części świata – vide Vinea w słowackim Food Trucku: www.facebook.com

Reklamy

Combo na Urzeczu

Zielone Świątki na Urzeczu, impreza zainicjowana w 2015 roku przez Fundację „Szerokie Wody” są jak kamyk rzucony w wodę wiślanego starorzecza. Niczym koncentryczne kręgi na powierzchni, każdego roku pojawiają się w programie imprezy nowe odsłony.

Tym razem, za sprawą Wawerskiego Centrum Kultury, przy nieznanej zapewne szerszej publiczności ulicy Droga Golfowa, pojawiła się koncertowa estrada. Wisienką na torcie był wieczorny występ kapeli Janka Młynarskiego. Niby repertuar jak zwykle ten sam, ale – też jak zwykle – słuchacze dali się porwać do tańca.
Wspomnieć wypada jeszcze o kilku Foodtruckach, które umożliwiły wszystkim przetrwanie… w czas chłodu, o zmierzchu.


 

Piosenkę „Czarnoksiężnik” – tango kompozycji Zygfryda Czerniaka, wykonywali tuż po wojnie tak popularni podówczas wykonawcy jak:  Zenon Jaruga, Zbigniew Rawicz, czy Mieczysław Fogg. Co do słów, to ich autorstwo przypisywane jest poetyckiemu duetowi Edward Miedziański i Tadeusz Kuroczko, ale także Czesławowi Liberowskiemu.

 


Kilka słów o miejscu, imprezie, jej organizatorach i wybranych bohaterach

Urzecze to kulturowy fenomen – odradzający się mikroregion etnograficzny, tutaj, u nas na Mazowszu, na południowych peryferiach stolicy. Nawiązanie przez grupę pasjonatów do tradycji, życia i obyczajów XVII-wiecznych osadników zwanych Olędrami, którzy osiedlili się nad Wisłą i korzystali z możliwości jakie dawała jako ekosystem i trakt komunikacyjny, było przysłowiowym strzałem w dziesiątkę (więcej: www.facebook.comwww.wislawarszawska.pl; www.mapakultury.pl; www.konstancinjeziorna.blox.pl).

Wawerskie Centrum Kultury to instytucja w budowie. Zgodnie z deklaracją na stronach tej oryginalnej, stołecznej jednostki kultury: „WCK jest otwartą przestrzenią realizacji i ekspresji potrzeb mieszkańców dzielnicy Wawer. Chcemy, żeby było centrum życia lokalnego i miejscem rozwoju zainteresowań kulturalnych mieszkańców. Miejscem rozwoju kapitału społecznego i kulturowego, które będziemy razem współtworzyć.”. Jak wiadomo, „cyrk w budowie” daje możliwości tak ogromne, jak nieposkromiona jest wyobraźnia „budowniczych”. Majowy, niedzielny wieczór przy Drodze Golfowej 1 był tego najlepszym dowodem (www.wck-wawer.pl).

Warszawskie Combo Taneczne na Urzeczu, 20 maja 2018, fot. Paweł Wroński

Warszawskie Combo Taneczne – kapela Janka Młynarskiego, specjalizująca się w aranżacji tradycyjnych piosenek warszawskich:  www.culture.pl oraz fanpage na www.facebook.com

Zielone Świątki na Urzeczu (www.facebook.com/zieloneswiatki) oraz, np. www.powiat-piaseczynski.info – doroczny piknik organizowany przez nadwiślańskie gminy i warszawskie dzielnice od Góry Kalwarii po Wilanów i Wawer, na wodach Wisły i na brzegach odbyły się w 2018 roku już po raz czwarty.

„Tysiąc głosów jednym głosem”

„Tysiąc głosów jednym głosem” – piosenka o międzynarodowej historii, znakomicie pasuje do miejsca wykonania – pod ścianami Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie.

Powstała bowiem w 1977 roku w ZSRR. Muzykę skomponował Владимир Яковлевич Шаинский, a słowa napisał Михаил Львович Матусовский. W oryginale nosi tytuł „Вместе весело шагать” („Razem wesoło maszerować”). Wykorzystano ją w filmie ‚И снова Анискин’.

Dekadę później Alberto Testa stworzył włoski tekst i tytuł „Вместе весело шагать” zamienił na „Mille voci una voce”. Polskiego tłumaczenia, na potrzeby Chóru Dziecięcego Mille Voci dokonała italianistka Xenia Zawanowska. I tak – polski chór doczekał się pełnej radości muzycznej wizytówki.

Chór Dziecięcy Mille Vovi (w niepełnym składzie, gdyż wszystkich chórzystów jest blisko setka), rozwija się przy OPP1 „Jordanek” od 8 lat, kieruje nim Karolina Olczedajewska, współpracuja z nią Xenia Zawanowska i Zofia Krystman, wspiera Rafal Witek – mąż Karoliny, fot. Paweł Wroński

Pałac Kultury i Nauki (PKiN), dar Związku Radzieckiego dla Polaków pnie się ku niebu nad Warszawą od 1955 roku. W noc milenijną zabił po raz pierwszy zawieszony na wieży zegar. Tarcze oswajają gigantyczną budowlę, upodabniając ją do ratusza, którym jest w istocie, gdyż w jego wnętrzach znalazły siedzibę liczne agendy Urzędu m.st. Warszawy oraz związane z samorządową strukturą instytucje, jak choćby biuro Unii Metropolii Polskich. Na 30. kondygnacji jest taras widokowy. Roztacza się stamtąd wspaniała, dookolna panorama Warszawy o promieniu 15 km (wstęp/wjazd windą jest płatny).

 

Pałac Kultury i Nauki w liczbach
Wysokość: 237 m (włącznie z wspornikiem antenowym)
Liczba pięter: 42
Liczba pomieszczeń: 3288
Powierzchnia całkowita: 123 084 m2
Kubatura: 817 000 m3
Konstrukcja budynku: rama stalowa, wewnętrzny trzon stalowy, fundament skrzynkowy żelbetowy
Liczba miejsc parkingowych wokół Pałacu Kultury: 1300
Średnica tarcz zegara na 42 piętrze: 6 metrów
Liczba okien: ok. 2700
Liczba wind: 33
PKiN – wg stanu na 2014 r. – to najwyższy budynek na terenie Polski.
Sala Kongresowa, największa w stolicy sala konferencyjno-widowiskowa, może pomieścić ok. 3000 osób.
Od 2007 roku PKiN jest na liście obiektów zabytkowych i podlega ochronie konserwatorskiej.
dane za: www.archirama.muratorplus.pl

 


Chór Dziecięcy Mille Vociwww.pracownia-piosenki.blogspot.com oraz www.fundacja-szeptem.org.pl
OPP1 Jordanek: www.opp1.waw.pl
PKiNwww.pkin.pl

PKiN – odkąd zamontowano na wieży tarcze zegarowe, przypomina ratusz, którym jest w istocie, bo znajdują się tam liczne wydziały Urzędu m.st. Warszawy, nie mówiąc o tym, że należy do najbardziej rozpoznawalnych w świecie symboli naszego miasta; fot. Paweł Wroński

Piosenkę „Tysiąc głosów jednym głosem” oraz kilka innych Chór Dziecięcy Mille Voci wykonał na festiwalu dziecięcego czasu wolnego, czyli podczas warszawskiej Giełdy Placówek Edukacji Pozaszkolnej – jak brzmi oficjalna, niezbyt nośna nazwa imprezy, w dniu 12 maja 2018 roku.


„Вместе весело шагать”
Вместе весело шагать по просторам,
По просторам, по просторам
И, конечно, припевать луче хором,
Лучше хором, лучше хором.

Спой-ка с нами, перепёлка, перепёлочка,
Раз иголка, два иголка — будет ёлочка.
Раз дощечка, два дощечка — будет лесенка,
Раз словечко, два словечко — будет песенка.

Вместе весело шагать по просторам,
По просторам, по просторам
И, конечно, припевать лучше хором,
Лучше хором, лучше хором.

В небесах зари полоска заполощется,
Раз берёзка, два берёзка — будет рощица,
Раз дощечка, два дощечка — будет лесенка,
Раз словечко, два словечко — будет песенка.

Вместе весело шагать по просторам,
По просторам, по просторам
И, конечно, припевать лучше хором,
Лучше хором, лучше хором.

Нам счастливую тропинку выбрать надобно,
Раз дождинка, два дождинка — будет радуга,
Раз дощечка, два дощечка — будет лесенка,
Раз словечко, два словечко — будет песенка.

Вместе весело шагать по просторам,
По просторам, по просторам
И, конечно, припевать лучше хором,
Лучше хором, лучше хором.


Mille voci una voce

Com’è bello avere un mondo di amici
Solo amici tutti in pace
Dentro il coro della vita cantare
Mille voci una voce…

Con un ramo con due rami fai un albero
Con un fiore con due fiori un giardino avrai
Ci vuol niente a far le cose più incredibili
Specialmente se hai qualcuno che ti
aiuterà…

Com’è bello avere un mondo di amici
Solo amici tutti in pace
Dentro il coro della vita cantare
Mille voci una voce…

V nebesach sari poloska sapoloscetza
Ras bereska, dva bereska – budet rosciza!
Ras doscecka, dva doscecka – budet lesenka
Ras slovecko, dva slovecko – budet
pesenka!

Vmeste vesselo sciagat po prostoram
Po prostoram, po prostoram,
I, konecno, raspevat lucsce horom
Lucsce horom, lucsce horom.

Con un passo con due passi fai chilometri
Con un giorno con due giorni fai l’eternità
Mischia polvere di stelle con rugiada blu
E così vedrai che arcobaleno farai tu…

Orchestra

Solo amici…
Tutti in pace…

Orchestra

Mille voci…
Una voce…

Com’è bello avere un mondo di amici
Solo amici tutti in pace
Dentro il coro della vita cantare
Mille voci una voce…
Mille voci…
Una voce…

Solo amici tutti in pace
Mille voci una voce
Per cantar…
Mille voci!

Olesko i Podhorce

Rodowe gniazdo Jana III Sobieskiego w Olesku i pałac w Podhorcach, który dzierżyły najznamienitsze kresowe rody Rzeczypospolitej Szlacheckiej. W pierwszym z nich jest dzisiaj muzeum, drugi – popada w ruinę… imponującą i piękną ruinę.

Zamek w Olesku – miejsce urodzin Jana III Sobieskiego, fot. Paweł Wroński
Olesko – klasztor kapucynów, fot. Paweł Wroński

Wzmiankowany już w XIV wieku zamek w Olesku, stał się własnością Sobieskich w 1637 roku i pozostawał w ich rękach do 1725, kiedy to odsprzedali dobra oleskie Rzewuskim. To oni w 1739 roku ufundowali klasztor dla kapucynów – zakonu żebraczego, wywodzącego się z pnia franciszkańskiego (jako odrębna wspólnota, kapucyni działają od 1528 roku – ich oddzielenie się od franciszkanów było reakcją na odchodzenie macierzystego zakonu od surowej reguły założyciela, św. Franciszka z Asyżu). Dość szybko zgromadzenie zyskało możnych protektorów w Rzeczypospolitej Szlacheckiej. Na ziemie polskie sprowadził ich Jan III Sobieski po wiedeńskiej wiktorii, bo jak głosi legenda, przed bitwą, o. Marek z Aviano przepowiedział królowi zwycięstwo (www.piusx.org.pl).

Pałac w Podhorcach, zamieniony przez Koniecpolskich w obronne bastionowe założenie rezydencjonalne (Palazzo in fortezza), fot. Paweł Wroński
Podhorce, kościół św. Józefa, fot. Paweł Wroński

Zamek w Podhorcach wzniósł w latach 1637-1640 starosta perejasławski i wojewoda sandomierski Aleksander Koniecpolski. Świątynia powstała ponad sto lat później, w latach 1752-1766, a jej fundatorem był hetman wielki koronny Wacław Seweryn Rzewuski.

Rękodzieło – wyszywanki i ceramika na targowisku koło pałacu w Podhorcach, fot. Paweł Wroński

Oba zabytkowe kompleksy znajdują się w odległości 70-80 km od centrum Lwowa. Dojazd do Oleska odbywa się przy tym po najlepszej obecnie drodze Ukrainy, arterii szybkiego ruchu łączącej zachodnią metropolię kraju ze stolicą, Kijowem. Bez porównania gorszy, ale na szczęście krótki (ok. 7 km) jest odcinek między Oleskiem a Podhorcami. Pokonać go jednak warto, aby odbyć spacer taki, jak na załączonym slajdowisku z majowej wycieczki.

 

O budowie dróg na Ukrainie krąży następująca anegdota: „do przetargu stają 3 firmy – turecka, rosyjska i ukraińska. Turecka szacuje koszty na 1 mln, rosyjska na 2 mln, a ukraińska na 3 mln USD. Ktoś z komisji zadaje pytanie przedstawicielowi krajowego oferenta – skąd wy bierzecie takie kalkulacje? To proste – słyszy w odpowiedzi – jeden milion dolarów dla Wysokiej komisji, drugi za projekt i starania dla naszej firmy, a za trzeci Turcy wybudują drogę…”. Istotnie, wspomnianą drogę zbudowali Turcy!

 

Jeszcze przed kilku laty, w miejscu, gdzie wąska droga łącząca Olesko z Podhorcami trawersuje niewielki pagórek w pobliżu wsi Chwatów (Хватів), podróżni doznawali szoku. Nad ich głowami pojawiały się bowiem gigantyczne kopyta i podbrzusza galopujących, spiżowych koni. Był to pomnik I Armii Konnej marszałka Budionnego (ukr. Першої Кінної армії, potocznie: «Олеські коні»), wystawiony i uroczyście odsłonięty w 1975 roku. Autorami kompozycji rzeźbiarskiej byli profesor Lwowskiego Instytutu Sztuki i Rzemiosła Валентин Борисенко oraz architekt Анатолій Консулов. Konie miały szarżować na zachód – symbolicznie – ku Polsce, w rzeczywistości skierowano je ku północy z niewielkim wręcz odchyleniem na wschód… Niezależnie od ideologicznej wymowy, na każdym widzu instalacja wywierała ogromne wrażenie. Była zakotwiczona w pagórku, a jeźdźcy zdawali się „frunąć” nad ziemią. Łatwo sobie wyobrazić jak skomplikowanym logistycznie przedsięwzięciem było ustawienie tego monumentu. Niestety, w 2015 roku cenne metale, z których odlano 27-metrowe dzieło, rozkradli „anonimowi sprawcy”. Pozostał szkielet, który skwapliwie zdemontowano. Cała historia zbiegła się z przyjęciem przez ukraiński parlament ustawy o dekomunizacji przestrzeni publicznej – usunięciu sowieckiej symboliki, pomników, zmianie nazw ulic i miejscowości. Pomnik Konnej Armii Budionnego, który stał się zabytkiem zarówno historii, jak techniki, można więc oglądać dziś jedynie na archiwalnych fotografiach. Poniższa też jest zabytkowa, gdyż pochodzi z albumu „Львівшчина”, wydanego w czasach sowieckich, w Kijowie, w 1984 roku.

Pomnik armii Budionnego z albumu „Львівшчина”, wydanego w Kijowie w 1984 roku, fot. Paweł Wroński

 

Siemion Budionny – marszałek Związku Radzieckiego. W lutym 1919 roku utworzył konny oddział Armii Czerwonej, przemianowany kilka miesięcy później na 1. Armię Konną (ros. Первая Конная армия, albo krótko: Конармия). Dowodził nią w latach 1919–1923, walcząc z wojskami gen. Piotra Wrangla nad Donem i kontrrewolucyjnymi oddziałami kozackimi. W wojnie polsko-bolszewickiej Konarmia nacierała na Lwów. 17 sierpnia 1920 roku stoczyła krwawą bitwę z Orlętami Lwowskimi pod Zadwórzem. Zważywszy na różnice sił (kilka tysięcy kawalerzystów przeciwko 300 piechurom), przyjęło się ją nazywać „polskimi Termopilami”. W tym zaś czasie, we Lwowie śpiewano na melodię „Krakowiaczek jeden”:
„Budionny, Budionny, bosy jenerale
Jeszcze będziesz wisiał na Czartowskiej Skale!”
Niedługo potem Konarmię rozgromili polscy ułani pod Komarowem, w największej bitwie kawaleryjskiej XX stulecia.

 


O Olesku i jego historii na stronach znakomitej restauracji „Grydnycia”, urządzonej w zamkowych piwnicach: www.grydnycia.lviv.ua

Zamki Lwowszczyzny (a jest ich sporo, choć w większości zrujnowane), w tym tzw. Złotą Podkowę Lwowa, jaką tworzą zamki w Olesku, Podhorcach i Złoczowie, zwiedzać najlepiej z lwowskim biurem Kumpel-Tur, polecam gorąco: www.kumpel-tour.com

Pstrąg przyrządzony w „Grydnyci”. Specjalnością są owocowe i ziołowe nalewki, przyrządzane według receptur właścicielki – z zawodu farmaceutki (220 UAH za buteleczkę 0,33), fot. Paweł Wroński

Herbatka z rokitnika

We wschodnim skrzydle gmachu zajmowanego przez piękny secesyjny Готель Жорж we Lwowie, znajduje się elegancka kawiarnia „Gloria”. W menu sporo pomysłowych pozycji, w tym napojów, takich jak обліпиховий чай – herbatka z rokitnika.

 

Rokitnik to po ukraińsku обліпиха. A, że u naszych sąsiadów panuje podobnie jak u nas moda na przetwory z owoców tej rośliny, dzbanek naparu z rokitnika znalazł się w karcie tego ekskluzywnego, przyhotelowego lokalu. Smak i aromat wzbogacają: mięta, limonka, kora cynamonu oraz miód podany do słodzenia (o występowaniu i właściwościach rośliny, czytaj na: www.encyklopedia.lasypolskie.pl).

 

Poprzednikiem hotelu Жорж był hotel Під трьома гаками wzniesiony w 1793 roku. W 1816 roku właścicielem został kupiec Ґеорґ (Жорж) Гофман, na którego cześć zmieniono nazwę. Dzisiejszy wygląd jest efektem przebudowy z lat 1898-1901. Projekt był dziełem  wziętej wiedeńskiej spółki architektonicznej: Ferdinand Fellner i Hermann Gottlieb Helmer. Swojego czasu hotel był wizytówką Lwowa. Dziś nie należy już ani do najbardziej luksusowych, ani najdroższych lwowskich hoteli, ale – chociaż nosi zaledwie trzy gwiazdki – jego gmach wciąż zachwyca i zalicza się do ciekawszych miejskich zabytków. Splendoru dodaje obiektowi fakt, że gościło w nim wiele osobistości świata polityki, biznesu i kultury. Byli pośród nich: Honoriusz Balzak, Franciszek Liszt, Maurycy Ravel, Jean-Paul Sartre, Jan Kiepura, Józef Piłsudski, Ignacy Jan Paderewski, a w czasach komunistycznych: Leonid Breżniew i Nikita Chruszczow oraz – spoza żelaznej kurtyny – aktor Ewan McGregor.


Hotel mieści się przy Placu Mickiewicza pod numerem 1: www.georgehotel.com.ua

Sobór św. Jura we Lwowie

Wielowyznaniowość, charakterystyczna cecha lwowskiej rzeczywistości, fundament dziejów miasta i jego mozaikowej kultury, jest wciąż wyraźnie widoczna w krajobrazie.

Strzelające ku niebu na Starym Mieście wieże gotyckiej rzymskokatolickiej katedry i jednej z najstarszych w mieście świątyń – katedry ormiańskiej, sąsiadują ze sobą. Nieopodal wznoszą się kopuły metropolitalnej prawosławnej cerkwi. Na wzgórzu, w oddaleniu, piętrzy się najważniejsza świątynia grekokatolików – Sobór św. Jura. Kościołów, cerkwi i klasztornych zabudowań jest tutaj mnóstwo, ale unicki Święty Jur jest bodaj najlepiej z nich wyeksponowany – zbudowano go na wzgórzu. Natomiast rzymskokatolicki kościół św. Elżbiety z początków XX wieku według projektu Teodora Talowskiego, niedaleko głównego lwowskiego dworca kolejowego, ma najwyższe we Lwowie wieże.

We wnętrzu Soboru św. Jura, fot. Paweł Wroński

Przez stulecia Lwów witał gości gwarem rozmów i modłów w różnych językach. Miasto rozwijało się i bogaciło, a jego kwartały wyznaczał przede wszystkim status ekonomiczny mieszkańców. Narodowości i religie koegzystowały, przeplatając się niczym wątki i osnowa wyrafinowanego kobierca. Gdy w 1866 roku we Lwowie zaczął obradować Sejm Galicyjski, powołany dekretem Franciszka Józefa I,  miasto wyrosło na trzecią po Wiedniu i Budapeszcie stolicę cesarstwa. Jednak na przełom XIX i XX wieku przypadł poważny wstrząs społeczny jakim było budzenie się u ludów CK monarchii świadomości narodowej. Prowadziło to do skrajnych postaw szowinistycznych, kusząc jednocześnie polityków możliwością podsycania religijnych i narodowościowych animozji dla osiągnięcia partykularnych celów. Wtedy narodziła się idea Samostijnej (niepodległej) Ukrainy, której twarzą stał się Stefan Bandera. Rozpad CK monarchii i układanie politycznej mapy Europy na nowo, wzmocniły jeszcze bardziej niepodległościowe dążenia Ukraińców.

Katedra św. Jura na pocztówce z 1913 roku, fot. z portalu: www.zabytki.in.ua

Kulminacyjnym okresem burzliwych dziejów XX wieku była II wojna światowa, po której Europę, a w konsekwencji świat cały, podzieliły mur i zimna wojna. Ukraina stała się radziecką republiką, w której świątynie – niezależnie od wyznania – przeznaczono w większości na cele świeckie. W rzymskokatolickim kościele św. Anny, usytuowanym w rozwidleniu głównych ulic wylotowych, biegnących z centrum ku zachodowi, był na przykład sklep meblowy, w przyklasztornym kościele benedyktynek stołówka pobliskiego zakładu pracy, a w kościele i klasztorze dominikanów kuriozalne Muzeum Religii i Ateizmu. Po delegalizacji Cerkwi Greckokatolickiej przez władzę radziecką, św. Jura przekazano powolnym komunistycznej partii wyznawcom prawosławia. Żeby jednak nie dominowała w krajobrazie, wystawiono u stóp dźwigającego ją wzgórza potężny cyrk, ozdobiono go kolorowymi neonami i plątaniną kabli, żeby z głośników puszczać muzykę. Już wcześniej, bo po 1941 roku, synagogi – choć nie wszystkie – zrujnowali naziści. Poza tym, Lemberg, jak nazywali Lwów, uważali za miasto niemieckie, więc go nie zniszczyli.

Widok na Stare Miasto we Lwowie, fot. Paweł Wroński

W latach 1901-1944 metropolitą lwowskim był Andrzej Szeptycki, przedstawiciel rodu, z którego wywodzili się liczni lwowscy hierarchowie wschodniego kościoła, i to on rezydował w pałacu sąsiadującym z Soborem, a był postacią kontrowersyjną. Z jednej strony kolaborował z nazistami, z drugiej – ratował Żydów przed zagładą. Moralną dychotomię miała usprawiedliwiać przemożna chęć utworzenia wolnej Ukrainy… choćby nawet pod protektoratem diabła. Szeptycki pisał jednak listy do Watykanu krytykujące ludobójcze poczynania Niemców, a wiernych wzywał do niezabijania bliźnich, by – jak mówił – „nie służyć zakrwawionymi rękami świętej sprawie”. Związany z UJ historyk, Andrzej A. Zięba nazwał go na łamach „Uważam Rze” ‘patronem nieporozumienia polsko-ukraińskiego’.

Dziś, partia rządząca w Polsce zdaje się robić wszystko by popsuć polsko-ukraińskie stosunki. Natomiast we Lwowie, zwłaszcza na odrestaurowywanej z mozołem starówce, powraca do życia dawny klimat barwnego, wielonarodowego miasta. Spod tynków remontowanych kamienic wyłaniają się znowu hebrajskie napisy w jidisz, kreślone latynicą po polsku, gotykiem po niemiecku oraz cyrylicą po ukraińsku, informacje i reklamowe slogany. Święty Jur należy do architektonicznych cudów miasta i żywym miejscem kultu, zaś związana z nim postać Andrzeja Szeptyckiego – impulsem gorących dyskusji historyków.

 

Sobór św. Jura zbudowano w II połowie XVIII stulecia, na miejscu średniowiecznej prawosławnej cerkwi, zniszczonej przez kozaków Chmielnickiego. Autorem tego efektownego, rokokowego projektu był  Bernard Meretyn. W sąsiadującym ze świątynią pałacu, grekokatoliccy arcybiskupi rezydowali do 1944 roku, kiedy to sowieci zlikwidowali Cerkiew unicką, świątynię przekazali w użytkowanie prawosławnym, a arcybiskupa Josypa Slipyja (Йосиф Сліпий, 1892-1984) uwięzili. Spędził w łagrach 18 lat. W latach 1944-1990 grekokatolicy działali na Ukrainie jedynie w podziemiu. Dopiero po pieriestrojce, w 1990 roku zwrócono im katedrę, republika uzyskała niepodległość, a w 1991 uroczyście powrócił do Lwowa, rezydujący w Watykanie metropolita Myrosław Lubacziwśkyj. W 1998 roku Świętego Jura ze Starym Miastem, Wysokim Zamkiem i Podzamczem, wpisano na listę UNESCO.

 

Jak pisze historyk sztuki Mariusz Karpowicz: „kościół ten, na planie krzyża greckiego, ma cztery potężne sześciany ramion ukoronowane w środku piątym olbrzymim sześcianem czworobocznego tamburu i kopuły. Surowość potężnych bloków łagodzi autor koronką attyk, zaokrągleniami naroży, malowniczymi wazonowymi sterczynami i przede wszystkim fantazyjnym falowaniem powyginanej w pionie fasady. Na osi, na szczycie dopełnia ją niespokojna sylwetka św. Jerzego na koniu tratującego smoka. Jedna to z najoryginalniejszych fasad i brył osiemnastowiecznej Europy – wielka, bezwieżowa katedra, której królującym akcentem wertykalnym jest, do wieży podobna, kopuła.

Sobór św. Jura we Lwowie, fot. Paweł Wroński

Arcydziełem jest rzeźba św. Jerzego walczącego ze smokiem. Wieńczy fasadę. Fantazyjnie modelowane formy rozwianego płaszcza, końskiego ogona i grzywy dodają rzeźbie niezwykłej dynamiki, przez co kontrastuje ona ze znacznie bardziej statycznymi posągami świętych: Leona Wielkiego i Atanazego.

Wnętrze świątyni łączy barokowo-rokokową architekturę o wzorach zaczerpniętych z Zachodniej Europy z surowością kościoła wschodniego. Rokokowe detale dodają lekkości dekoracji. Obniżony ikonostas o przejrzystych formach składa się tylko z części dolnej z carskimi wrotami. Zamiast części górnej, w prezbiterium rozwieszono obrazy Łukasza Dolińskiego. W ołtarzu głównym znajduje się obraz pędzla Franciszka Smuglewicza – Chrystus Nauczający.

We wnętrzu Soboru św. Jura – widok na prezbiterium, fot. Paweł Wroński

W bocznym ołtarzu zawieszono cudowny, otoczony wielkim kultem obraz Matki Boskiej Trembowelskiej, nawiązujący swoim ikonograficznym stylem do rzymskiego obrazu Matki Boskiej Śnieżnej. Do św. Jura przywieziono go w XVII wieku z klasztoru bazylianów w Trembowli. W ten sposób liczba słynących łaskami wizerunków Matki Boskiej we Lwowie, sięgnęła 18. Najważniejsze z nich – jako zabytki, a zarazem obiekty kultu – znajdują się w katedrach lwowskich obrządków chrześcijańskich. W katedrze łacińskiej – Matka Boska Łaskawa zwana Domagaliczowską, a w katedrze ormiańskiej XV-wieczny wizerunek Matki Boskiej Jazłowieckiej. Co ciekawe, kult Matki Boskiej jednoczył we Lwowie wyznawców różnych odłamów chrześcijaństwa, czego dowodem były wspólne nabożeństwa. Najgłośniejszą taką mszę odprawiono w 2004 roku, w 50. rocznicę ogłoszenia dogmatu o Niepokalanym Poczęciu (przez Piusa IX bullą „Ineffabilis Deus”, 8 grudnia 1854).

Próby przywrócenia jedności chrześcijan i odejścia od wywołanej średniowieczną schizmą wielotorowości trwają od dawna. Unię brzeską ogłoszoną w 1596 roku można zaliczyć do tego nurtu, z tym, że w Rzeczpospolitej Szlacheckiej wyższą racją stanu było przywiązanie do korony terenów wschodnich, gdzie królował kościół prawosławny.  Istotą unii był fakt uznania przez prawosławnych wiernych prymatu papieża i przyjęcie katolickich dogmatów. W kwestiach obrządku i zwyczajów mieli oni szeroko pojętą autonomię. Cerkiew unicka (greckokatolicka) nie zyskała jednak zbyt szerokiego poparcia. Przeciwko niemu wystąpiły bractwa cerkiewne, dostojnicy duchowni i świeccy.

 

W 2001 w pałacu metropolitów grekokatolickich w kompleksie katedry św. Jura, zatrzymał się papież Jan Paweł II, jako gość urzędującego metropolity Lubomyra Huzara. Ponoć z tej okazji kompleks archikatedralny przeszedł gruntowny remont. Szacuje się, że koszty przedsięwzięcia przekroczyły 36 milionów hrywien (za: Andrzej Kępiński: „Ukraina – po obu stronach Dniestru”, Poznań 2013, s. 136).

 


Na marginesie opowieści o lwowskiej świątyni, taki oto wywód przewodniczącego Rady Języka Polskiego w odpowiedzi na pismo Wydziału Spraw Obywatelskich Starostwa Powiatu Warszawskiego w sprawie zmiany imienia Jerzy na Jur (czyli o ekwiwalentności tych imion):

[…] zacznę od uwagi, że z podaniem p. Jerzego K. łączą się dwa problemy: pierwszy – czy posługiwanie się na co dzień imieniem w formie innej niż zapisana w aktach stanu cywilnego (lub zgoła innym imieniem) uzasadnia wniosek o zmianę zapisu imienia; drugi – czy forma Jur jest zdrobniałą formą imienia Jerzy. Jeśli chodzi o problem pierwszy, podtrzymuję wielokrotnie wyrażaną w podobnych sprawach opinię negatywną. Forma imienia zapisana w aktach stanu cywilnego jest bowiem jego formą oficjalną, która poza stosunkami urzędowymi nie musi być i zwykle nie jest używana. Wielu pisarzy, malarzy, rzeźbiarzy, a także polityków znamy pod imionami innymi niż ich imiona zapisane w aktach stanu cywilnego. Tak jest w Polsce, tak też jest w innych krajach. Problem drugi jest bardziej skomplikowany. W stanowisku Wydziału Spraw Osobowych uzewnętrznia się potoczna świadomość językowa współczesnych Polaków. Rzeczywiście niektóre z pytanych przeze mnie osób zadeklarowały, że formę Jur odczuwają jako „pieszczotliwe zgrubienie” imienia Jerzy. W rzeczywistości obie te formy współwystępowały w Polsce już w XIV wieku jako odpowiedniki greckiego imienia  Georgios, zapisywanego po łacinie jako Georgius, które w różnych językach przybrało różne postaci (por. angielskie George, francuskie Georges, hiszpańskie Jorge, niemieckie Georg,  Jorg,  Jürgen, rosyjskie Gieorgij, Jurij, włoskie Giorgio itd. Panującą dziś formę Jerzy zawdzięczamy Czechom (por. czeskie Jiři); wyparła ona formę Jur, po której pozostało jej regularne zdrobnienie  Jurek, łączone dziś z Jerzym. Relacja między Jerzym a Jurem jest mniej więcej taka, jak między formami Andrzej i Jędrzej. Jeśli zaś formy Andrzej i Jędrzej traktowane są jako osobne, samodzielne imiona, podobnie należałoby potraktować formy Jerzy i Jur.  Jur  bowiem historycznie nie jest zdrobnieniem imienia Jerzy. Nie od rzeczy będzie tu przypomnienie, że jednym z najznakomitszych zabytków architektonicznych Lwowa jest greckokatolicka katedra pod wezwaniem św. Jura.” (za: www.rjp.pan.pl).

Malowidła przed św. Jurem, dorobek imprezy plenerowej, fot. Paweł Wroński

Maleńczuk, Pudelsi i spacerowe protesty

Marsz Wolności otworzył kolejny sezon protestów spacerowych. Owszem, można je nazwać politycznymi, bo oprócz przyjemnej festiwalowej atmosfery jaka na nich panuje, służą uświadomieniu szerokiej publiczności, że źle się dzieje w państwie polskim.

Przyczyny ‘spacerowych protestów’ ujął w krótkich słowach „Nie chcemy takiej Polski” kandydat opozycji na Prezydenta m.st. Warszawy, Rafał Trzaskowski. Wyraził przy tym nadzieję, że „jeszcze będzie normalnie”. Wszystko w rękach społeczeństwa. Aspekt wyrażony podchwyconymi przez spacerujących okrzykami „Miłość, Wolność, Solidarność!” miał natomiast formę koncertu, podczas którego Maciej Maleńczuk i Pudelsi wykonali utwór o znamiennym tytule „Czerwone tango”.

Czerwone tango (słowa)

Znów powróciłaś stara dziwko
Nie było cię piec lat
Już raz mi odebrałaś wszystko
I znowu stoisz w moich drzwiach
Na twarzy nowa masz tapetę
Karminowana czerwień warg
Znów moja pragniesz być kobieta
Choć masz piećdziesiąt parę lat
Stop orkiestra!

Czerwone Tango – my bez siebie nie umiemy żyć
Czerwone Tango – czerwona życia mego nic
Czerwone Tango – gabinetowych figur czar
Czerwone Tango – daj usta niech przeminie ból i żal

Czerwone Tango – my bez siebie nie umiemy żyć
Czerwone Tango – czerwona życia mego nic
Czerwone Tango – gabinetowych figur czar
Czerwone Tango – daj usta niech przeminie ból i żal

Czerwone Tango – my bez siebie nie umiemy żyć
Czerwone Tango – czerwona życia mego nic
Czerwone Tango – gabinetowych figur czar
Czerwone Tango…

Miłość, Wolność, Solidarność!

„Strachy na Lachy” trafiły do muzeum

Tekst jest w zasadzie przewodnikiem po wyjątkowej instalacji „Strachy na Lachy”. Tym bardziej intrygującej, że nie wszystkie przecież dzieła dzieci powstałe podczas zajęć plastycznych w jakimkolwiek ognisku trafiają do muzeów.

Fakt, że tak się stało w przypadku jordankowego projektu może więc napawać dumą zarówno małych twórców, ich rodziców, jak i osoby, które walnie się do tego przyczyniły – Małgosię Bockenheim, która prowadzi tak twórcze zajęcia, Edytę Trębicką, której zmysł organizacyjny i wyczucie zaowocowały wystawą w prawdziwym muzeum, jak i mnie, który w miarę możliwości projekt wspierałem.

Jordankowe „Strachy na Lachy” przywędrowały do Muzeum Warszawskiej Pragi, fot. Paweł Wroński

Efekt jest imponujący. W „praskim penthousie” jak nazywa się sala na II piętrze Muzeum Warszawskiej Pragi, vis a vis windy wita zwiedzających grupka Strachów – gospodarzy tego miejsca na czas wystawy (10 maja – 23 czerwca 2018). Zapraszają do wnętrza do głównej grupy, gdzie centralną pozycję zajmuje stare drzewo.

Bachan i towarzysze zapraszają do ‚praskiego penthouse’u’, fot. Paweł Wroński

W każdej kulturze drzewa sięgają korzeniami źródeł czasu, a w ich dziuplach i gąszczu konarów skrywają się liczne tajemnice. Nic więc dziwnego, że fascynowały dawnych Słowian.

Tak powstawało drzewo – Małgosia Bockenheim montuje gałęzie „starego dęby”, fot. Paweł Wroński

Po prawej, wschodniej stronie ekspozycji zobaczycie strefę Wiatru i Wody. W niej hula Powitrula, wyłaniają się Wużałki, Świtezianki, Nimfy i inne niebieskoskóre stwory.

Z lewej strony drzewa, w którego gałęziach buszują Czarownice, wyłania się korowód Leśnych, który otwierają Południca z Wilkołakiem. Tutaj jest zielono i brązowo, a jeszcze dalej – z lewej strony, tak się składa, że z zachodu, nadciąga fala Mroku i Cienia.

Pamiątka z wystawy – fotka w Strasznym Monidle, fot. Paweł Wroński

Jest na co popatrzeć, a przysłowiowa szczęka opada, gdy uświadomimy sobie, że wszystko wykonane zostało z papieru, worków na śmieci i niepotrzebnych już nikomu ciuchów, czy cekinów. U mnie budzi taki sam podziw, jak przed laty efekty specjalne z Seksmisji.

Strachy w windzie – ciekawe czy technika wzbudziła w nich grozę?! Fot. Paweł Wroński

Drugim filarem wystawy, obok tego historycznego są współczesne lęki, które wyrysowały dzieci zainspirowane demonami przodków. Szczerze, więc warto wziąć ich opinie pod uwagę. Z wystawy rysunków wynika bowiem, iż najbardziej traumatyczne są… szkoła i agresywnie oddziałujący na nasze zmysły, atakujący je zewsząd świat reklam.

Materiał filmowy z wernisażu jest dostępny również na kanale filmowym OPP1 Jordanek:  https://youtu.be/qXBvQxwLx_o

Jak powstawały Strachy, tekst i przygotowanie ulotki: Paweł Wroński

OPP1 „Jordanek”: www.opp1.waw.pl
Muzeum Warszawskiej Pragiwww.muzeumpragi.pl

Najpiękniejsze wnętrze we Lwowie

Subiektywnie rzecz jasna. Balkony nad bramami podtrzymują tytani, secesyjne witraże nad drzwiami. A z hallu na piętro prowadzą reprezentacyjne, przepięknie rzeźbione i profilowane dębowe schody.

Tak jest we wnętrzu lwowskiego Domu Uczonych (Будинок вчених), w którym niegdyś mieściło się… kasyno. Nazywano je Szlacheckim (Шляхетське казино) lub Narodowym, potocznie zaś Końskim, bo gośćmi bywali tu przede wszystkim zasobni ziemianie.

Od czasów radzieckich mieści pomieszczenia miejscowego odpowiednika naszej Akademii Nauk, z tym, że w budynku nie prowadzi się prac badawczych, ale organizuje uroczystości, konferencje i bale. Z niepowtarzalnego klimatu wnętrz korzystają także filmowcy. Przed pieriestrojką kręcono tu na przykład radziecką wersję „Trzech Muszkieterów”.

 

Jeszcze nie tak dawno trzeba było wiedzieć gdzie to cudo się znajduje, znaleźć ciecia (co nie było zbyt trudne, bo ten zdawał się czekać… na znalezienie), i za drobną opłatą wchodziło się do środka. Dziś o zabytkowym obiekcie opowiadają autorzy krajoznawczych artykułów i coraz liczniejsze przewodniki.

 

Budynek wzniesiono w latach 1897-1898, według projektu architektów z wiedeńskiego biura Fellner&Helmer, w stylu neobarokowym.

 


Czynne codziennie w godzinach 9:00-18:00; zwiedza się bez problemu uiściwszy opłatę za bilet w wysokości 30 UHR (cena z maja 2018, gdy hrywnę można było kupić za 0,13-0,17 PLN).
Adres: Czynu Listopadowego 6

W telegraficznym skrócie o obiekcie: www.lwow.info
Wyczerpująco i ciekawie o historii kasyna: www.kuriergalicyjski.com


„Sen o Lwowie – Bilet do Lwowa”

Czasami myślę, od tej pory
Minęło chyba ze sto lat
Bo człowiek na tęsknotę chory
Inne spojrzenie ma na świat
Nie widzi tego, co jest dokoła
I wrócić chce do dawnych dni
Bo coś w nim płacze, coś w nim woła
Snem żyje i na jawie śni

Czy jest na świecie taka stacja kolejowa
Gdzie ja bym mogła kupić bilet do Lwowa
Czy jest na świecie taki pociąg beztroski
Który by zawiózł mnie na dworzec lwowski

A ja wysiadam, a przed dworcem tramwaj czeka
Konduktor ręką mi przyjaźnie daje znak
Pani zmęczona, pani pewnie skądś z daleka
A we mnie serce tak trzepoce się jak ptak
I już nie widzę nic i jestem jak w półśnie
A tramwaj dzwoni, lwowski tramwaj dziwny jest

Już nie pamiętam, czy był czerwony
Raczej zielony, chyba tak
Tu Politechnika z tej strony
I nagle tchu mi w piersi brak
Zjeżdżamy z góry po Kopernika
Potem Sykstuska – poczta tam
Szyny są tuż koło chodnika
Jak często kiedyś tędy szłam

Czy jest na świecie taka stacja kolejowa
Gdzie ja bym mogła kupić bilet do Lwowa
Czy jest na świecie taki pociąg beztroski
Który by zawiózł mnie na dworzec lwowski

Ja na stojąco mogę jechać, mogę w tłoku
Niech tylko wiem, że z okna ujrzę napis Lwów
Ja mogę tydzień, miesiąc, nawet i pół roku
Byle dojechać, byle móc go ujrzeć znów
Ten lwowski dworzec mój
Ten lwowski tramwaj, ach
Żeby to było raz na jawie, a nie w snach

Lwów z dachów, czyli z Ihorem

Wycieczka po lwowskich dachach z Ihorem Lylo to uczta, już chociażby dlatego, że mało kto potrafi tak ciekawie i pogodnie opowiadać o metropolii Zachodniej Ukrainy. Atutem są także miejskie panoramy, roztaczające się z miejsc na co dzień niedostępnych.

Zaprzysiężenie przed „zdobywaniem” dachów, fot. Paweł Wroński

Zaczyna się też od zabawnego zaprzysiężenia – „na ziemi”. Uczestnicy klną się honorem, że nie wykorzystają okazji by popełnić samobójstwo oraz, że… nie będą pluć z dachów na przechodniów 🙂 Kulminacyjnym zaś momentem jest wypuszczenie w niebo czerwonych baloników, unoszących hen, w dal, deklarację przyjaźni wobec miasta i jego mieszkańców; nasze poszybowały z wiatrem z dachu eleganckiego hotelu „Rius” (ul. Akademika Hnatiuka 12А; www.rius-hotel.lviv.ua).

Już drugi raz uczestniczyłem w takiej wycieczce, tym ciekawszej, że dachy się wciąż zmieniają. Tym razem zaczęliśmy w centrum, na Bulwarze Wolności, a skończyliśmy w „Premier Hotel Dnister”, skąd pięknie widać miasto w otoczeniu zieleni (ul. J. Matejki 6;  www.dnister-hotel.phnr.com).

Fasada hotelu „Dniestr”, z którego roztacza się jedna z najszerszych panoram Lwowa, fot. Paweł Wroński

Hotel „Dniestr” sąsiaduje z grekokatolicką katedrą św. Jura – jedną z najpiękniejszych świątyń Lwowa. Wycieczkę można więc kontynuować… A, że miasto skupione jest wśród okalających je pagórków, atrakcja goni atrakcję, sytuacja się powtarza, i tak – bez końca!

WIdok na Stare Miasto we Lwowie – od wschodu, z najwyższej kondygnacji hotelu „Dniestr”, fot. Paweł Wroński

Stare Miasto we Lwowie – z dachowej perspektywy, 2 maja 2018, fot. Paweł Wroński

Ihor Lylo układa programy wycieczek i prowadzi trasami swego pomysłu w ramach oferty kompanii „Kumpel-Tour”; biuro kompanii mieści się na skraju Starego Miasta, przy ul. Valovej, 16 (wejście od  Serbskiej; www.kumpel-tour.com).

Trendsetterzy rodzinnego wypoczynku

Chwytliwe hasło: „Hotel przyjazny rodzinie” przyciąga jak magnes. Używanie go może się jednak okazać ryzykowne, zwłaszcza, gdy niespełnione obietnice rozczarują klientów.

Doświadczył tego niejeden hotel w Karyntii w latach 80. minionego stulecia. Landowe władze zachęcały wtedy właścicieli obiektów wypoczynkowych do specjalizacji. Uderzenie w tony rodzinne wydawało się łatwe i obiecujące. Jednak tamte, pierwsze próby, często kończyły się fiaskiem, i lokalne biura promocji turystyki zasypywane były skargami zawiedzionych klientów. Inaczej potoczyły się losy Gerharda Stroitza i Siegfrieda Neuschitzera. Skierowanie przez nich oferty wypoczynku do rodzin z dziećmi okazało się strzałem w dziesiątkę, a konsekwentnie doskonalona oferta przerodziła się w ideę, którą dziś realizuje z powodzeniem renomowana grupa hotelarska Kinderhotels Europa. Ba, zrzeszenie jest współcześnie liderem w sferze rodzinnego wypoczynku na kontynencie, wyznacza trendy w tej dziedzinie i winduje w górę poprzeczkę minimalnej jakości usług.

Pionierskie przedsięwzięcia
Gerhard Stroitz jest pionierem grupy. Jego pomysł jak prowadzić hotel dla rodzin z dziećmi nie narodził się w zaciszu gabinetu. Jego synowie, Wolfgang i Christian właśnie dorastali, więc „wakacje na farmie” zaczęły ich po prostu nudzić; chcieli urządzać ogniska, budować chaty w lesie, przeżywać przygody. Tworząc dla nich warunki bezpiecznej zabawy, Stroitz zamienił w 1986 roku swój niewielki pensjonat typu Bad & Breakfast nad Faaker See w duży hotel ze zróżnicowaną ofertą dziecięcych aktywności. Mniej więcej w tym samym czasie, podejmując wyzwanie jakim było przystosowanie SPA dla potrzeb rodzin z dziećmi, Siggi Neuschitzer uratował przed bankructwem prowadzony przez własną rodzinę interes w Trebesing nad Drawą. Zaczął od tego, że skupował od sąsiadów niepotrzebne im już dziecięce łóżeczka, podgrzewacze do butelek i wysokie krzesełka, żeby dzieci nawet te najmłodsze mogły siedzieć przy stolikach z rodzicami. Po pierwszym zakończonym sukcesem sezonie zyskał nawet przydomek Pieluchowego Gospodarza (Windelwirt). Neuschitzerowie wykorzystali przy tym pomysły Karin, niani własnych dzieci, podbijając jej ciepłym, a zarazem praktycznym podejściem, serca klientów.

Ewolucja doktryny
Drogi pionierów szybko się zeszły, i już podczas prestiżowych targów turystycznych ITB w 1988 roku, Karyntia mogła się pochwalić nowatorską ofertą. Dziesięć lat później, grupa zrodzona pod auspicjami Österreich Werbung, zaczęła nabierać międzynarodowego charakteru. Gdy jednak liczba członkowskich obiektów zaczęła szybko rosnąć i zbliżać się do magicznej setki, szefowie grupy powiedzieli: dość! Postawili na dyscyplinę i rzetelność w spełnianiu obietnic, ustalili precyzyjnie kryteria jakie muszą spełniać należące do grupy obiekty, a kontrolę przyjętych standardów powierzyli znanemu na europejskim rynku koncernowi certyfikującemu jakość produktów i usług – TÜV Rheinland Group (oddziały w naszym kraju, TÜV Rheinland Polska: www.tuv.com). W efekcie liczba członków grupy Kinderhotels Europa zmniejszyła się, a jakość usług znacząco wzrosła i utrzymywana jest wciąż na najwyższym poziomie. Do zrzeszenia należy teraz 50 obiektów, większość zlokalizowana jest w Karyntii, gdzie idea się narodziła, ale są także w innych krajach związkowych Republiki Austrii, a ponadto w Niemczech (w Bawarii), w Chorwacji, we Włoszech i w Portugalii. Zrzeszenie współpracuje także z ponad 80 firmami z całej Europy, produkującymi sprzęt, żywność, kosmetyki i inne produkty niezbędne do pielęgnacji i opieki nad dziećmi w różnym wieku, poczynając od niemowląt.

Akademia
Oferta zrzeszonych hoteli też się dynamicznie poszerza, i doskonalą się jej założenia. O ile w początkowym okresie Kinderhotels nastawione były głównie na opiekę nad dziećmi i odciążenie rodziców w okresie urlopowym, o tyle teraz dbają o równowagę, dzięki czemu rodzice, którzy są przecież z dziećmi mogą się zarówno cieszyć czasem dla siebie, jak i  spędzanym wspólnie. Profesjonalną obsługę pielęgnacyjną i wychowawczą wspiera prowadzona przez zrzeszenie Akademia. Pracownicy od których wymaga się na starcie odpowiedniego przygotowania zawodowego (pedagogicznego, psychologicznego, medycznego), doskonalą na organizowanych przez nią szkoleniach i kursach swoje kwalifikacje, zapoznając się na bieżąco z nowymi trendami i koncepcjami wychowawczymi, technicznymi nowinkami, a także językami klientów. W efekcie, w Kinderhotels rodzice mogą dziś już liczyć na profesjonalną opiekę nad pociechami i wyposażenie odpowiednie dla dzieci od 7 dnia życia!

Hotele z uśmiechami
Do zrzeszenia Kinderhotels Europa należą różnorodne hotele i pensjonaty, zarówno kameralne obiekty jak i luksusowe wielofunkcyjne kompleksy wypoczynkowe. Niezależnie od standardu świadczonych przez nie usług, zrzeszenie posługuje się własnymi kategoriami, przyznając Smiley’e – uśmiechnięte buźki – trzy, cztery albo pięć. Potrójny symbol oznacza minimum jakie musi spełnić każdy obiekt członkowski zrzeszenia. Ponieważ kluczową wagę przywiązuje się do bezpieczeństwa, są tam odpowiednio przygotowane strefy zabaw dla dzieci – pokój pod dachem i plac na zewnątrz. Zarówno w pokojach, jak w salach jadalnych znajduje się kompletne wyposażenie, są zabezpieczenia (np. kontaktów), dostosowane do potrzeb dzieci w różnym wieku. W restauracyjnym menu są zawsze dziecięce porcje. Działa non stop pralnia, zapewniony jest dostęp do usług medycznych dla dzieci i bezpłatna opieka wychowawcza – od 3 roku życia, do 20 godzin tygodniowo. Standardem jest przy tym, że 1 opiekun przypada na 20 dzieci. Wybierając się na spacer, rower czy narty, można na miejscu wypożyczać potrzebny sprzęt, w tym bezwzględnie – wózki i nosidełka. W obiektach z 4 Smiley’ami jest ponadto basen, nierzadko również kryty, w każdym pokoju jest zamontowany alarm dla dzieci, a w jadalniach są specjalne stoliki dla dzieci z opiekunem, z których można korzystać raz dziennie przez pięć dni w tygodniu. Opieka profesjonalnego personelu nad dziećmi zapewniona jest do 40 godzin tygodniowo, co najmniej przez 2 opiekunów pełniących dyżur od świtu do wieczora. Obiekty tej kategorii zapewniają też specjalnie przygotowany program wydarzeń dla dzieci i dorosłych. Najwyższy standard, czyli 5 Smiley’ów oznacza, że mamy do czynienia z hotelem minimum 4-gwiazdkowym, z foyer i barem dziennym, ze SPA, solarium i sauną, basenem i krytymi brodzikami dla najmłodszych. Zewnętrzny teren jest ogrodzony, a zabawki i gry są dostępne na życzenie, przy korzystaniu np. z terenów narciarskich zapewniony jest transport. A ponieważ wiadomo, że w czasie deszczu „dzieci się nudzą” wewnętrzne strefy zabaw są bogato wyposażone w miękkie urządzenia. Działają kino i teatr. W jadalniach czekają kosze owoców i lody. Dzieciom oferuje się przygotowane dla nich menu, mogą korzystać z toalet z odpowiednimi urządzeniami. Opieka dostosowana jest do wieku dzieci, stąd podział na grupy – przedszkolne, a teraz już także żłobkowe, w pokojach zamontowane są elektroniczne nianie. Bezpłatna opieka świadczona jest do 60 godzin tygodniowo, przez 1 opiekuna na każdą dziesiątkę dzieci (Babycare jest dostępna także podczas obiadu i kolacji). Specjalne wydarzenia rozrywkowe organizowane są przynajmniej 3 razy w tygodniu. Pewne jest także to, że 5-Smailey’owe hotele przyjmują jedynie rodziny z dziećmi.


Kinderhotels Europawww.kinderhotels.com (zrzeszenie kolportuje bezpłatnie aktualne katalogi, formularz zamówienia na stronie w zakładce ‘Service/Order catalogue’); siedziba stowarzyszenia mieści się w Austrii, w Karyntii, w miejscowości Villach-Drobollach
Flagowy obiekt: „Europas 1. Baby- und Kinderhotel” w Trebesing (prowadzony w Karyntii przez kolejną generację Neuschitzerów); www.babyhotel.eu
Kinderhotels na stronach Österreich Werbung: www.austria.info


Materiał publikowany na łamach magazynu Eden, pt. „Kinderhotels Europa – trendsetterzy rodzinnego wypoczynku” w numerze czerwcowym (2018).

Berlin, judo i „Narodziny w Aleppo”

Urodzony na Mazowszu Stefan Wiesław Fiszbach ma za sobą karierę sportową – grał w siatkówkę, był trenerem judo, akademicką – wykładał na Uniwersytecie Warmińsko-Mazuskim, a nawet rolniczą, bo prowadził w tamtym regionie gospodarstwo. Jako malarz, związany jest z Berlinem, gdzie ma pracownię – Kunstwerkstatt NaKole.

Na polskim rynku sztuki jest stosunkowo mało znany. Stąd – zgodnie z założeniem Fundacji Skarbnica Sztuki – właściciele galerii przy Działdowskiej 8 w Warszawie, Ewa i Paweł Boguta wyeksponowali jego prace. Wystawę można oglądać od 19 kwietnia do 11 maja 2018 roku.

Doświadczenia życiowe przewijają się przez sztukę Stefana Wiesława Fiszbacha, znajdując odzwierciedlenie w podejmowanej przezeń tematyce. Silnie zaangażowane emocjonalnie prace tworzą cykle poświęcone ważnym i aktualnym sprawom społecznym, takie jak „Sport jest sztuką”, czy „Görlitzer Park”. Szczególne miejsce w jego twórczości zajmuje cykl „Dimensionen”, bo artystę fascynuje teoria strun kosmicznych, która zakłada, że przy Wielkim Wybuchu zaistniały  wymiary, rozszerzające się wprost proporcjonalnie do czasu jego trwania. Fundamentalnym zadaniem badaczy skłaniających się ku niej jest zatem wychwycenie najmniejszej części składowej atomu – bozonu. W tym kontekście artysta charakteryzuję swoją filozofię sztuki: „(…) w wibrującym otoczeniu szukam, łowię w zmieniającej się przestrzeni przenikających wymiarów i tworzących się nisz, czarnych dziur i kontinuum czasoprzestrzennego. Moim rewirem są zakątki ulic, niespokojne parki. Sztukę pojmuję jako dążenie do zidentyfikowania roli człowieka w życiu, określenie jego miejsca w otaczającym świecie, (…) poszukiwania odpowiedzi na niepokoje egzystencjalne.”.

W 2017 roku Wydział Konsularny RP i Rada Polska w Berlinie, w uznaniu jego artystycznego dorobku, przyznały Fiszbachowi zaszczytny tytuł ‘Najlepszy wśród Najlepszych’.


Fundacja Skarbnica Sztuki: www.skarbnicasztuki.com oraz www.facebook.com
Stefan Wiesław Fiszbach (biografia, filozofia): www.nakole.eu

Artysta pochodzi z Tomaszowa Mazowieckiego, gdzie wciąż jest postacią cenioną i obserwowaną – świadectwem są liczne artykuły poświęcone mu na łamach codziennej gazety internetowej NaszTomaszów.pl (tag: Wiesław Fiszbach) oraz organizowane w mieście wystawy: www.nasztomaszow.pl