Acharuli czyli chaczapuri z Adżarii

Adżaria, ze stolicą w Batumi jest nadmorską prowincją Gruzji, i być może dlatego tamtejsza wersja chaczapuri przypomina łódź.

acharuli_5811
Acharuli, czyli chaczapuri z Adżarii, fot. Paweł Wroński

Na „pokładzie” jest młody podpuszczkowy ser, przypominający nasz bundz, tyle że gruziński robią z krowiego mleka, a na wierzchu rozbija się jajko i dodaje masło, a następnie wsadza do pieca.

Najpierw zjada się wypełnienie, a potem zagryza pieczywem. Bo wszelkie rodzaje chaczapuri to nic innego – jak w wolnym tłumaczeniu – serowy chleb albo chleb (puri) z serem (chacza). Ze względu na to, że adżarska wersja jest efektowniejsza od innych, różniących się w zasadzie tylko tym czy mają ser na wierzchu (megrelskie), niczym na pizzy, czy w środku (imeretyńskie), acharuli pokazywane jest w portalach i przewodnikach najczęściej. Ba, jest tam także wymieniane na czele listy gruzińskich potraw, a tak się akurat składa, że – niezależnie od licznych wariacji – to danie kaukaskie, znane narodom z obu stron wysokogórskiego łańcucha. Na przykład podobne do adżarskiego chaczapuri robią Ormianie, a świadomi tego faktu Gruzini, określają chaczapuri żartobliwie „kaukaską pizzą”, a nie gruzińską.

Chaczpuri imeretyńskie - z serem w środku, fot. Paweł Wroński
Chaczpuri imeretyńskie – z serem w środku, fot. Paweł Wroński

Materiał powstał w 2016 r. po lipcowej podróży studyjnej do Gruzji, zorganizowanej pod auspicjami Wizz Tours, platformy turystycznej, członka Wizz Air Group. Został opublikowany w portalu http://magazynswiat.pl w dziale <Akcje / Gruzja z Wizz Tours>.


 

Reklamy

Niko Pirosmani, gruziński Nikifor

Niko Pirosmani, a właściwie Nikolai Pirosmanaszwili (1862-1918), jest najsłynniejszym gruzińskim malarzem prymitywistą przełomu XIX i XX wieku.

Urodził się w Kachetii, współcześnie kluczowym regionie winiarskim kaukaskiego kraju. Nic więc dziwnego, że przez jego twórczość przewija się nader często wątek biesiady – supry. Stołu, na którym oczywiście nie brakuje wina. Jego barwne obrazy o baśniowej stylistyce mają zazwyczaj ciemną tonację. Są jednak pogodne, nierzadko tchną dziecięcą naiwnością. Na rodzimą kulturę malarz patrzy z sentymentem. Wyrozumiale.

Kapuściński opisał jego twórczość jako „gruziński prymityw nałożony na ruską secesję kupiecką„. Zaś epizod z jego życiorysu posłużył za kanwę przebojowej piosenki „Миллион алых роз” (Milion purpurowych róż) Ałły Pugaczowej. O artyście, który został żebrakiem, bo wyprzedał wszystko, aby obsypać piękną aktorkę milionem róż.

Wywodzący się z chłopskiej rodziny Pirosmani, zaczął dorosłe życie od służby na pokojach bogatej kupieckiej rodziny w Tbilisi. Dopiero tam nauczył się czytać i pisać. Potem był konduktorem na kolei. Wreszcie próbował zarabiać malowaniem. Dziś jego dzieła przechowują muzea w Tbilisi i w Signagi. Jeden z obrazów Pirosmaniego trafił do zbiorów Galerii Tretiakowskiej w Moskwie. Największą kolekcją szczyci się Signagi, kachetyńskie miasteczko rozsiadłe na płaskowyżu niczym na półce, z którego wzrok niesie ponad winnicami w dolinie Alazani po mury Wysokiego Kaukazu.

Tbilisi. Stare Miasto. Kopia obrazu Pirosmaniego tłem pamiątkowych fotografii, fot. Paweł Wroński
Tbilisi. Stare Miasto. Postacie z obrazów Pirosmaniego, tłem dla pamiątkowych fotografii, fot. Paweł Wroński

Jak kraj długi i szeroki, kopie obrazów Pirosmaniego zdobią restauracyjne wnętrza i witryny sklepów z tradycyjnymi produktami. Zresztą nie tylko w Gruzji. Ot, choćby kopia jednej z wersji jego supry znalazła się na elewacji prowadzonej przez rodowitych Gruzinów restauracji „Gaumarjos” w podwarszawskim Piasecznie. Ten obyczaj narodził się już za życia artysty, który utrzymywał się z malowania szyldów sklepowych, a nierzadko płacił obrazami restauratorom czy sklepikarzom za jedzenie.

W zagłębiu restauracyjnym jakie tworzą na tbiliskiej starówce lokale przy ulicy Rikinis Rigi, wystawiono planszę do pamiątkowych fotografii z postaciami z najsłynniejszych obrazów malarza. Jest „Żyrafa”, „Dziewczynka z balonikiem”, Gruzinska kobieta na leżance” i „Piękność Ortachali”. Wszystkie postacie mają zamiast twarzy owalne otwory, i każdy może dać swoje oblicze wybranej, a nawet… wcielić się w balonik.


INFO
Kolekcja obrazów Pirosmaniego w Signagi:
 http://museum.ge/


Materiał powstał w 2016 r. po lipcowej podróży studyjnej do Gruzji, zorganizowanej pod auspicjami Wizz Tours, platformy turystycznej, członka Wizz Air Group. Został opublikowany w portalu http://magazynswiat.pl w dziale <Akcje / Gruzja z Wizz Tours>.


Piosenka „Миллион алых роз” w wykonaniu Ałły Pugaczowej (www.youtube.com)

Жил был художник один,
Домик имел и холсты,
Но он актрису любил,
Ту, что любила цветы.
Он тогда продал свой дом,
Продал картины и кров,
И на все деньги купил
Целое море цветов.

Миллион, миллион, миллион алых роз
Из окна, из окна, из окна видишь ты,
Кто влюблен, кто влюблен, кто влюблен и всерьез,
Свою жизнь для тебя превратит в цветы.

Утром ты встанешь у окна,
Может сошла ты с ума?
Как продолжение сна,
Площадь цветами полна.
Похолодеет душа,
Что за богач здесь чудит?
А под окном чуть дыша,
Бедный художник стоит.

Миллион, миллион, миллион алых роз
Из окна, из окна, из окна видишь ты,
Кто влюблен, кто влюблен, кто влюблен и всерьез,
Свою жизнь для тебя превратит в цветы.

Встреча была коротка,
В ночь ее поезд увез,
Но в её жизни была
Песня безумная роз.
Прожил художник один,
Много он бед перенес,
Но в его жизни была
Целая площадь цветов!

 

Gruzja / Swanetia – nierzeczywiste Uszguli

Przed kilku laty Monastyr Świętej Dziewicy w Uszguli odwiedził Patriarcha Cerkwi Gruzińskiej, katolikos Eliasz II. Przybył do klasztoru konnym zaprzęgiem, w mroźny dzień. „Mieszkacie najbliżej Boga, jesteście świętymi” – powitał zgromadzonych, chwaląc zapewne Pana, że dalej już podróżować nie trzeba.

Uszguli leży na wysokości 2200 m, a monastyr na pagórze za wsią. Zbudowano go na przełomie X i XI w. z miejscowego kamienia, i poświęcono Matce Boskiej Dziewicy (Lamaria). Rezyduje w nim góra 10 mnichów i kaukaski owczarek, witający przybyszów głuchym pomrukiem, nieskory jednak do ruszania się z budy. Wieś tworzą przysiółki Czadżaszi, Czwibiani, Murkmeli, Lamdżuriszi i Żibiani. W Gruzji, nikt już wyżej nie mieszka!

Wieś została wpisana na listę UNESCO i od kilku lat przeżywa turystyczny boom. Sezon jest wprawdzie krótki i ogranicza się do miesięcy letnich, ale to i tak wystarcza, by w każdym niemal domu przyjmowano gości. W wielu otwarto restauracje i bary, tym ciekawsze, że serwują w nich rzeczywiście domowe jedzenie. Magnesem dla turystów są średniowieczne wieże mieszkalne. Zupełnie jak w toskańskim San Giminiano. W kamiennych wieżach skrywano dobytek i zamykano się na wypadek niebezpieczeństwa. Napaści z zewnątrz, bądź zemsty sąsiadów.

W tutejszej obyczajowości żywa jest wciąż tradycja zemsty rodowej – licwri, pokrewna sycylijskiej vendetcie.

Uszguli, mieszkalne wieże stanowiły od średniowiecza schronienie na wypadek niebezpieczeństwa, fot. Paweł Wroński
Uszguli, mieszkalne wieże stanowiły schronienie na wypadek niebezpieczeństwa, fot. Paweł Wroński

Dziś aż trudno uwierzyć, ale do 2003 roku nie było tutaj prądu i trzeba było korzystać z lamp naftowych. Teraz też się przydają, bo przerwy w dostawach energii, nie należą do rzadkości. Droga, jaką trzeba pokonać około 30 km z Mestii, głównej miejscowości Górnej Swanetii, dostępna jest tylko dla samochodów z napędem na cztery koła. Gdy spadną śniegi w ogóle jest nieprzejezdna. Ale tak naprawdę, Uszguli zawdzięcza swoje otwarcie się na świat, realizacji przez prezydenta Saakaszwilego jego przedwyborczych obietnic. Mieszkańców i przybyszów terroryzował bowiem od lat klan Apraszydze. Pobierali haracze, porywali dla okupu, nierzadko mordując, tych którzy się sprzeciwiali. Saakaszwili obiecał, że zaprowadzi porządek. W 2004 roku, podczas spektakularnego ataku komandosów, zginął jeden z członków rodu, pozostałych aresztowano.

Dopiero od dekady, wsie Górnej Swanetii cieszą się zainteresowaniem.

Uszguli. Do 2003 roku nie było tutaj prądu, fot. Paweł Wroński
Uszguli. Do 2003 roku nie było tutaj prądu, fot. Paweł Wroński

Wieś leży na skłonach Szchary, pięciotysięcznika, który zajmuje wśród kaukaskich olbrzymów trzecie lub czwarte miejsce, zależnie od tego uwzględnionego pomiaru wysokości. Chociaż różnice wyników dochodzą do 150 m, Szchara, a w zasadzie jej główny, wschodni wierzchołek zawsze pozostaje najwyższym szczytem Gruzji (według najnowszych pomiarów 5068 m). Granią biegnie granica z Rosją. Fragment grzbietu, w którym piętrzy się Szchara, czyli Mur Bezingi – obejmuje niemal wszystkie (prócz Elbrusa i Kazbeku), najwyższe kaukaskie szczyty. Pięć z siedmiu niekwestionowanych pięciotysięczników oraz największe zgrupowanie lodowców. Wspinacze nazywają go Małymi Himalajami, a skorzy do poetyzowania Gruzini, Sercem Kaukazu.

Nazwa Uszguli pochodzi od słów ushishari – nieustraszony i guli – serce.

Uszguli w Górnej Swanetii. Gruzińska wieś z zamierzchłej epoki, fot. Paweł Wroński
Uszguli w Górnej Swanetii. Gruzińska wieś z zamierzchłej epoki, fot. Paweł Wroński
Do Uszguli przyjeżdża coraz więcej turystów, fot. Paweł Wroński
Do Uszguli przyjeżdża coraz więcej turystów, fot. Paweł Wroński

Materiał powstał w 2016 r. po lipcowej podróży studyjnej do Gruzji, zorganizowanej pod auspicjami Wizz Tours, platformy turystycznej, członka Wizz Air Group. Został opublikowany w portalu http://magazynswiat.pl w dziale <Akcje/Gruzja z Wizz Tours>.

Gruzja / Imeretia – Amirani-show

Gruzińskim odpowiednikiem Prometeusza jest Amirani, syn kaukaskiej bogini łowów, Dali. To on w mitologii Kartlów, nauczył ludzi rozpalać ogień i robić wino.

Dlaczegóż więc największa i najpiękniejsza po południowej stronie Wysokiego Kaukazu jaskinia nosi imię Prometeusza? Jak tłumaczą Gruzini – ze względów marketingowych. O Prometeuszu słyszał cały świat. O Amiranim… rzadko kto.

Ponoć to tutaj w masywie Khvamli, mściwi olimpijscy bogowie przykuli sprzyjającego ludziom Prometeusza do skały. Wejście do noszącej jego imię jaskini, ukryte jest wśród bujnej zieleni. Co ciekawe w depresji, 40 m poniżej poziomu morza. Latem, wilgotność powietrza i temperatura tworzą tam niemal tropikalny klimat. Wewnątrz natomiast powietrze jest orzeźwiające, gdyż panuje tam względnie stała temperatura 15-17 st. C. Długość udostępnionego do zwiedzania korytarza wynosi 1060 m. System poznanych korytarzy łączących 16 wielkich komór, przekracza 15,5 km długości. Są tam oczka wody i większe jeziora, wodospady, a nawet meandrująca wśród skał rzeka. Od 2012 roku można się przepłynąć łodzią po największym z podziemnych jezior (długość przejażdżki 280 m).

Korytarz prowadzi przez kilkanaście sal ozdobionych naciekami. Jakby cudów przyrody było mało, gospodarze zamontowali barwne reflektory, a z ukrytych głośników sączy się klasyczna muzyka. Istny show – Amirani show!

Jaskinia Prometeusza oświetlona jest barwnym światłem, a zwiedzaniu towarzyszy muzyka, fot. Paweł Wroński
Jaskinia Prometeusza oświetlona jest barwnym światłem, a zwiedzaniu towarzyszy muzyka, fot. Paweł Wroński

INFO
www.georgiaabout.com oraz www.georgianholidays.com
Wejście do Jaskini Prometeusza znajduje się we wsi Kumistavi, 8 km z kurortu Ckaltubo (region Imeretii, którego stolicą jest Kutaisi). Wyjście znajduje się po drugiej stronie masywu przeprutego korytarzami jaskini, niespełna kilometr od pawilonu recepcyjnego. Trasą powrotną kursują bezpłatne busy. Do jaskini najłatwiej dostać się z Kutaisi przez Ckaltubo. Jaskinia znajduje się około 20 km od Kutaisi. Bezpośredni dojazd marszrutką nr 42. Do Ckaltubo jedie także marszrutka nr 30, dalej najwygodniej wziąć taxi.


Materiał powstał w 2016 r. po lipcowej podróży studyjnej do Gruzji, zorganizowanej pod auspicjami Wizz Tours, platformy turystycznej, członka Wizz Air Group. Został opublikowany w portalu http://magazynswiat.pl w dziale <Akcje/Gruzja z Wizz Tours>.

Gruzja / Tbilisi – śmiałe akcenty

Kładka ze stali i szkła przerzucona nad rzeką Mtkwari w 2010 roku, wywołuje różne reakcje, nie tylko wśród mieszkańców miasta. Most Pokoju szybko stał się jedną z wizytówek gruzińskiej stolicy. Zagorzali przeciwnicy jego futurystycznej linii, nadal nazywają go pogardliwie podpaską.

Most ma 150 m długości. Design zawdzięcza włoskiemu architektowi Michelowi De Lucchi, zaś intrygujące ledowe oświetlenie Philippowi Martinaud z Francji. Łączy stare miasto z położonymi po drugiej stronie rzeki, nowszymi dzielnicami. Z perspektywy zwolenników jest oryginalnym, na wskroś nowoczesnym i symbolicznym spoiwem historii sięgającej V wieku z przyszłością. Dla przeciwników – niesmacznym wtrętem w zabytkową substancję miasta, stylowo chybionym i nieprzemyślanym.

Most Pokoju w Tbilisi, otwarty w 2010 roku (tylko dla pieszcyh), fot. Paweł Wroński
Most Pokoju w Tbilisi, otwarty w 2010 roku (tylko dla pieszcyh), fot. Paweł Wroński

Nie pierwszy to, i nie ostatni kontrowersyjny akcent gruzińskiej stolicy. Ich wysyp w XXI w. zapoczątkował bodaj Zurab Tsereteli, słynny rzeźbiarz i designer mieszkający na stałe w Moskwie, i pracujący głównie na zlecenie rosyjskich władz. Był rok 2006, kiedy podarował rodzinnemu miastu figurę św. Jerzego. Ponoć nie bardzo było wiadomo co z tym darem zrobić. Zwłaszcza, że figura jest pozłacana. Jak twierdzą złośliwi – umieszczono św. Jerzego na wysokiej kolumnie… z obawy przed złodziejami.

Św. Jerzy - dar Zuraba Tsereteli'ego dla Tbilisi, fot. Paweł Wroński
Św. Jerzy – dar Zuraba Tsereteli’ego dla Tbilisi, fot. Paweł Wroński

Złotem lśni także kopuła tbiliskiego Soboru Trójcy Świętej. Jest najwyższą świątynią w kraju i drugą pod względem wielkości prawosławną cerkwią na świecie. Ma 86 m wysokości, a wieńczący ją pozłacany krzyż jeszcze 7. Formą nawiązuje do gruzińskiej tradycji architektonicznej (która przez stulecia niemal się nie zmieniała). Jako budulca użyto piaskowca. Takiego samego jak ten, z którego wznoszono od wieków tutejsze świątynie, w tym najstarszą w Tbilisi cerkiew, datowaną na VI w. Anczischati, czy pochodzącą z XIII w. katedrę Sioni, w której przechowywana jest najcenniejsza z gruzińskich relikwii – krzyż św. Niny. Rozległe wnętrza Soboru Trójcy Świętej liczą łącznie 5 tys. m2 powierzchni. Kryją 11 ołtarzy oraz misternej roboty, drogocenny relikwiarz wykonany przez utalentowanych współczesnych rzemieślników – złotników, jubilerów, emalierów.

Sobór Trójcy Świętej, fot. Paweł Wroński
Sobór Trójcy Świętej, fot. Paweł Wroński

Sobór jest dziś zdecydowaną dominantą wschodniej części miasta. Tylko nie do końca wiadomo czyją głosi chwałę. Bożą, czy katolikosa – głowy autokefalicznego kościoła gruzińskiego, który jej budowę zainicjował w ostatniej dekadzie XX wieku. Widział swój teatr ogromnym, nic więc dziwnego, że rozpoczęte z rozmachem w 1995 roku prace trzeba było przerwać. Z braku funduszy. Katolikos wystąpił wówczas z apelem do rodaków o… namacalny dowód ich głębokiej wiary. Wkrótce, anonimowi darczyńcy, przekazali niezbędne środki. Na jubileusz 2 tysięcy lat chrześcijaństwa ukończyć dzieła się nie udało, ale już w 2002 roku odbyła się we wnętrzu katedry uroczysta msza z okazji 25-lecia piastowania przez Patriarchę Całej Gruzji Eliasza II funkcji katolikosa. Budowę zakończona dwa lata później.

Kilka lat temu, na górze Tabori, a więc nieopodal ogrodu botanicznego i po sąsiedzku z fortecą królów – twierdzą Narikała, pojawił się inny akcent, imponujący rozmiarami i nowoczesnością architektury. Prywatne centrum biznesowe Bidziny Iwaniszwilego. Najbogatszego człowieka w kraju, założyciela szerokiego frontu politycznego „Gruzińskie Marzenie – Demokratyczna Gruzja”, który w wyborach parlamentarnych 2012 roku uzyskał większość mandatów. A także, jak wieść niesie, głównego fundatora wspomnianego wcześniej soboru. W praktyce to największy dom w kraju. Z salami taneczną i konferencyjnymi, basenem, kortami tenisowymi, SPA oraz lądowiskiem dla helikopterów. Wart – lekko licząc – 50 mln dolarów.

Po prawej stronie, nad miastem wzniósł swoje centrum biznesowe, a zarazem rezydencję, Bidzina Iwaniszwili - najbogatszy Gruzin, którego majątek szacuje się na 6,5 mld. USD, fot. Paweł Wroński
Po prawej stronie, nad miastem wzniósł swoje centrum biznesowe, a zarazem rezydencję, Bidzina Iwaniszwili – najbogatszy Gruzin, którego majątek szacuje się na 6,5 mld. USD, fot. Paweł Wroński

Od połowy 2016 roku, lśni w Tbilisi fasada najwyższego w mieście świeckiego obiektu. Jest nim „Biltmore Hotel Tbilisi”. Jak mówią Gruzini – siedmiogwiazdkowy. Należy do sieci Millennium Hotels and Resorts. Wznosi się w sercu miasta, przy jego głównej alei. Oferuje gościom 214 luksusowych pokoi (www.millenniumhotels.com).

Biltmore Hotel Tbilisi jest najwyższym świeckim budynkiem w Tbilisi, fot. Paweł Wroński
Biltmore Hotel Tbilisi jest najwyższym świeckim budynkiem w Tbilisi, fot. Paweł Wroński

Materiał powstał w 2016 r. po lipcowej podróży studyjnej do Gruzji, zorganizowanej pod auspicjami Wizz Tours, platformy turystycznej, członka Wizz Air Group. Został opublikowany w portalu http://magazynswiat.pl w cyklu <Akcje/Gruzja z Wizz Tours>.

Gruzja / Swanetia – ikony z Mestii

W nowym pawilonie, usytuowanym w Mestii nieco na uboczu, znajduje się zbiór ikon z X-XII wieku. Pochodzą z dawnych klasztorów i cerkwi Swanetii.

Niektóre odbiegają od obowiązującego w prawosławiu kanonu formą i kolorytem. Może dlatego, że Swanetia była zawsze odcięta od cywilizacyjnych centrów wysokimi górami. A może dlatego, że Swanowie są ludem niepokornym i dumnym, broniącym swojej niezależności za wszelką cenę.

Mestia. Hall muzeum poświęconego historii i etnografii Swanetii, fot. Paweł Wroński
Mestia. Hall muzeum poświęconego historii i etnografii Swanetii, fot. Paweł Wroński

Już pierwsza z ikon wzbudziła moje zaciekawienie. Dwie postacie na jednej desce. Matka Boska i św. Nina pomyślałem. Ale dlaczego nie ma krzyża? Charakterystycznego, który według legendy splotła własnymi włosami z dwóch gałązek winorośli.

ikony--z-Mestii-do-sieci_5234
Ikona z X w., najstarsza z kolekcji w Mestii, fot. Paweł Wroński

Nic dziwnego – okazało się, że koło tronu Matki Boskiej stoi św. Barbara, a nie apostołka Gruzji. Popularnością, kult św. Barbary niewiele ustępuje w Gruzji czci jakiej doznaje św. Nina. Świadczą o tym choćby doroczne uroczystości, celebrowane w całym kraju. Barbaroba, 17 grudnia. Św. Barbara jest patronką rzemieślników, opiekunką kobiet, zwierząt gospodarskich i w ogóle – płodności. Kult rozpowszechnił się szybko po wprowadzeniu chrześcijaństwa w 337 roku. Tym zapewne łatwiej, że można w nim odnaleźć pogańskie echa kultu boga słońca, którego nazywano Barbale. Nie bez znaczenia była zapewne fonetyczna zbieżność imion oraz fakt, że bóg czy też bogini, zajmowała poczesne miejsce w panteonie przedchrześcijańskich Kartlów. Z tak odległych czasów wywodzi się podtrzymywana po dziś dzień tradycja pieczenia na dzień św. Barbary ciast, przypominających kształtem słońce. Ba, pokrywa się je z wierzchu żółtkiem, żeby przyrumienione nabrały słonecznej barwy. Ikona Matki Boskiej i św. Barbary otwiera wspaniałą kolekcję swaneckich ikon. Nie tylko dlatego, że przedstawia tak ważne z religijnego punktu widzenia postacie, ale także dlatego, że jest w kolekcji najstarsza, jej powstanie datuje się na X stulecie.

ikony--z-Mestii-do-sieci_5238
Chrystus z X/XI w. z kolekcji w Mestii, fot. Paweł Wroński

Pozostałe ze zgromadzonych ikon są niewiele młodsze, bo cóż to są dwa, a nawet trzy stulecia w ortodoksyjnym kościele, w którym kanony nie ulegają zmianie od lat tysiąca. Niemniej, po chwili natrafiłem na kolejną odbiegającą od przyjętych norm ikonę. Przedstawia Chrystusa. Zwróconego nieco pod kątem. Z rękoma zatrzymanymi w takim geście, jakby właśnie komuś coś wręczył, przekazał, podarował. Zaiste, nie było tego mało. Przesłanie miłości i szacunku dla wszelkiego stworzenia, na które, mimo złożonego w ofierze życia, wciąż pozostają głuche niekończące się zastępy hipokrytów. XI-wieczny Chrystus z muzealnej gabloty w Mestii nie rezygnuje, uchwycony przez przenikliwego malarza, który z okien klasztornej celi patrzył każdego dnia na góry. Wielkie, piękne i surowe.

XII-wieczna ikona Chrystusa Pantokratora, fot. Paweł Wroński
XII-wieczna ikona Chrystusa Pantokratora, fot. Paweł Wroński

Historycy podkreślają, że malarstwo Swanetii prezentowało się bardzo ciekawie w okresie od X do XIII wieku. Izolacja geograficzna sprzyjała wytworzeniu się w regionie odrębnego stylu. Malowidła z tego okresu odznaczały się uproszczoną stylizacją. Były ekspresyjne bo linearne, wręcz konturowe.

W okresie złotego wieku Gruzji, czyli za panowania Królowej Tamary (przełom XII i XIII wieku), nastąpił boom w sztuce, i zmieniło się malarstwo.

Widać to wyraźnie, porównując dwie pokazane przeze mnie ikony Chrystusa. Tę starszą i surową, XI-wieczną z przynajmniej o 100 lat młodszą, znacznie bogatszą w detale, a co najważniejsze ożywioną kolorami. Malarz, który ją stworzył nie zawahał się bowiem użyć zieleni, czerwieni i ochry.

ikony--z-Mestii-do-sieci_5235
Mestia. Tłoczona w srebrze ikona z XI/XII w., fot. Paweł Wroński

W kolekcji ikon z muzeum w Mestii, oprócz obrazów malowanych na deskach, są także tłoczone w srebrze. Jest również kilka w misternie wykonanych metalowych sukienkach.

Wśród ikon narracyjnych, zwróciła moją uwagę grupa postaci. Ikona z XII w. przedstawia kaźń w jeziorze – 40 męczenników z Sebasty. Pochodzili ponoć z Kapadocji. Byli żołnierzami XII legionu, zwanego Fulminata  (Błyskawica). W 320 roku, w Sebaście, na terenie dzisiejszej Armenii, kazano im się wyrzec wiary. Nie chcieli tego uczynić, więc jak głosi jedna z wersji hagiograficznej legendy, wpędzono ich podczas srogiej zimy do jeziora. Ponoć tylko jeden się ugiął, uląkłszy śmierci. Ale jego miejsce zajął strażnik, który zobaczył nad głowami skazańców korony wiecznej chwały.

ikony--z-Mestii-do-sieci_5236
Mestia, ikona z muzealnej kolekcji, przedstawiająca śmierć 40 męczenników z Sebasty, fot. Paweł Wroński

Miejsce, w którym zgodnie z tradycją znajduje się dół, do którego wrzucono potem ich ciała, nosi po dziś dzień dzisiaj nazwę Kyrklar, pochodzącą z języka tureckiego, która oznacza Czterdzieści.

Malarz symbolicznie i prosto, acz wymownie oddał toń wody.

Dziwić może fakt, że poddano ich śmiertelnej torturze po 313 roku, w którym cesarz Konstantyn wydał dekret mediolański, wprowadzający wolność wyznania, a tym samym zakazujący prześladowania chrześcijan. I do tego na terenie Armenii, która przyjęła chrzest już w 317 roku, jako pierwszy kraj imperium. Jednak ci nieszczęśnicy byli rzymskimi żołnierzami, podległymi współrządzącemu w owym czasie cesarstwem Licyniuszowi. A ten przestał właśnie respektować dekret i dążył do konfrontacji z Konstantynem, pożądając pełni władzy.


INFO
Mestia. Swaneckie Muzeum Historyczno Etnograficzne: http://museum.ge/

Muzeum w Mestii prezentuje kolekcję gromadzoną od 1936 roku. Jest filią Gruzińskiego Muzeum Narodowego. Posiada w zbiorach, jedne z najcenniejszych w Gruzji artefaktów archeologicznych, średniowiecznych dzieł gruzińskiej sztuki sakralnej oraz rzadkich zabytków kultury materialnej Swanów. Fot. Paweł Wroński
Muzeum w Mestii prezentuje kolekcję gromadzoną od 1936 roku. Jest filią Gruzińskiego Muzeum Narodowego. Posiada w zbiorach, jedne z najcenniejszych w Gruzji artefaktów archeologicznych, średniowiecznych dzieł gruzińskiej sztuki sakralnej oraz rzadkich zabytków kultury materialnej Swanów. Fot. Paweł Wroński

Materiał powstał w 2016 r. po lipcowej podróży studyjnej do Gruzji, zorganizowanej pod auspicjami Wizz Tours, platformy turystycznej, członka Wizz Air Group. Został opublikowany w portalu http://magazynswiat.pl w cyklu <Akcje/Gruzja z Wizz Tours>.

Gruzja / Adżaria – do Batumi?

Kwestia upodobań. Dla Gruzinów to kurort „numer jeden” nad Morzem Czarnym. Międzynarodowy, choć witają wszystkich po rosyjsku. Rosjanie stanowili do niedawna główną klientelę. Teraz to się zmienia, a wśród przyjeżdżających naszych coraz więcej.

Jak to z Polakami często bywa, tam gdzie nas dwóch, tam… trzy zdania. Dla jednych okropnie, dla innych – fantastycznie. Ja jestem akurat z trzeciej opcji. Urlopu nie chciałbym spędzać w Batumi, bo ciut za głośno, choć i tak – w porównaniu z „Las Vegasami” na bułgarskiej riwierze – mały pikuś. Ale zobaczyć chciałem.

Batumi z morskiej perspektywy, fot. Paweł Wroński
Batumi z morskiej perspektywy, fot. Paweł Wroński

Zobaczyłem i nie żałuję! Słynną promenadę, która biegnie szerokimi – jak na alejki – nieco zbyt monumentalnymi pasażami, tworząc niemal tropikalny Park Cudów. I plażę, która cięgnie się tuż obok, niezbyt wprawdzie szeroką i pokrytą kamykami, ale całkiem przyjemną. I port, do którego zawijają zarówno kontenerowce, jak małe pasażerskie jednostki. Są wśród nich spacerowe stateczki. Wsiadłem na ten, na który „prigłaszali” akurat wtedy, kiedy dotarłem do końca promenady. Popatrzyłem na brzeg od strony morza i zamieniłem kilka słów z rodakami. Raczej z pierwszej opcji. Piszę „raczej”, bo podobało im się, z tym, że podobnie jak ja przyjechali tylko na jeden dzień. Pooglądać Batumi, bo kwaterowali 30 km dalej na północ, w Kobuleti.

Hall jednego z licznych w Batumi kasyn, fot. Paweł Wroński
Hall jednego z licznych w Batumi kasyn, fot. Paweł Wroński

Kasynami nie byli zainteresowani (to kwitnący interes w Batumi), zwłaszcza, że wypoczywali z gromadką dzieci. Kobuleti uznali za idealne, bo tam i ciszej, i taniej, i bliżej na piaszczyste plaże. Tak się złożyło, że nie byli pierwszy raz w Gruzji, więc dokonali wyboru świadomie. Po południu spotkaliśmy się jeszcze w Ogrodzie Botanicznym. Należy do największych na świecie. Alejkami można spacerować do upadłego. Ale nie trzeba, bo tu i ówdzie rozstawione ławeczki, zapraszają by się zrelaksować. Z widokiem na morze.

Ogród Botaniczny w Batumi, fot Paweł Wroński
Ogród Botaniczny w Batumi, fot Paweł Wroński

Wróćmy jednak do centrum, do Parku Cudów. W porcie kończy się rozległym placem, nad którym góruje kilka budowli. Niektóre są w ruinie. Obstawiono je dźwigami, ale zamysłu co się z nimi będzie działo, póki co nie dostrzegłem. Dwie budowle frapują za to oryginalną formą. Ażurowa jest współczesnym dziełem autorstwa Alberto Domingo Cabo. Wieża Alfabetu ma 130 m wysokości, a zdobi ją skręcona spiralnie niczym DNA wstęga z gruzińskimi literami. Konstrukcję wieńczy przeszklona widokowa galeria. Drugi budynek, wyższy i smukły jak rakieta, zakończony jest białą iglicą, a niżej na narożniku elewacji ma zainstalowane złote gondolki. Tworzą kołowrotek, który się kiedyś obracał. Teraz już się nie kręcą, bo zarówno ten budynek, jak sąsiednie (te z dźwigami wokół), to dawne gmachy uniwersyteckie. Były wizytówką radzieckiego Batumi. A teraz czekają na pomysłowych inwestorów z kapitałem.

Widok na morze z Wieży Alfabetu, wzniesionej na zlecenie władz Batumi przez Alberto Domingo Cabo , fot. Paweł Wroński
Widok na morze z Wieży Alfabetu, wzniesionej na zlecenie władz Batumi przez Alberto Domingo Cabo , fot. Paweł Wroński

Nieopodal stoi dawna latarnia morska i obraca się diabelski młyn. Obok niego Ali i Nino – instalacja Tamary Kwesitadze, znanej gruzińskiej rzeźbiarki. Młodzieniec z Azerbejdżanu i gruzińska księżniczka połączeni legendarną miłością. Niestety z powodu waśni między obu narodami i różnicy w społecznym statusie, ich uczucie ziścić się nie mogło. Lśniące w słońcu stalowe figury obracają się w mechanicznym tańcu, zbliżając się i oddalając od siebie. Póki prądu starczy.

Ali i Nino, instalacja-wizytówka Batumi, autorstwa Tamary Kwesitadze, fot. Paweł Wroński
Ali i Nino, instalacja-wizytówka Batumi, autorstwa Tamary Kwesitadze, fot. Paweł Wroński

Wieczorem Batumi lśni nie mniej triumfalnie niż stolica kraju. Jaki jest powód tego triumfu? Żywione prze Gruzinów przekonanie, że energia elektryczna nigdy się u nich nie skończy. Na rzece Enguri mają jedną z najwyższych betonowych zapór na świecie. Ba, spiętrzone wody kaukaskiej rzeki kierowane są do elektrowni, która do 2007 r. pokrywała 47% krajowego zapotrzebowania na energię. Elektrownia jest jednak po abchaskiej stronie rzeki, a region od dawna wykazywał tendencje separatystyczne. Kilka lat temu Abchazja oświadczyła, że się z Gruzji wypisuje. Rosjanie skwapliwie udzielili wsparcia i… położyli łapę na gruzińskim pstryczku elektryczku. Po pewnym czasie Gruzini się otrząsnęli, zainwestowali w sieć hydrolelektrowni (co w górskim kraju jest logiczne). Iluminacje Tbilisi i Batumi są więc nie tylko atrakcją dla turystów, ale także demonstracją, palcem wzniesionym ku górze przed oczami wielkiego brata zza Kaukazu.

Park Cudów przyciąga atrakcjami do późnego wieczora, fot. Paweł Wroński
Park Cudów przyciąga atrakcjami do późnego wieczora, fot. Paweł Wroński

Boomu turystycznego w Batumi dowodzą liczne place budowy, prosperujące nieźle knajpy, kasyna i ruch na ulicach do późnych nocnych godzin. Światowe hotelowe sieci (Kempiński, Radisson, Hilton czy Sheraton), wystawiły już tutaj swoje obiekty. A przecinające wieczorne niebo laserami muzyczne fontanny skonstruowali Francuzi. Oświetlone barwnie miasto, sprawia wrażenie, że chce konkurować z Dubajem.

Fontanny made in France, fot. Paweł Wroński
Fontanny made in France, fot. Paweł Wroński

Batumi jest trzecim pod względem liczby mieszkańców miastem kraju (160 tys.); stolicą Adżarii. W latach 1991-2004 prowincja miała status republiki autonomicznej. W praktyce, dyktatorską władzę sprawował Asłan Abaszydze. Po wyborze na prezydenta Micheila Saakaszwilego, Tbilisi odzyskało kontrolę nad prowincją.


INFO
www.gobatumi.com
Odkąd Wizz Air oferuje w przystępnej cenie loty do Kutaisi (147 km z Batumi), do Batumi można wybrać się nawet na weekend (przedłużony do 4 dni ze względu na terminy rejsów). Turystyczna platforma Wizz Tours (członek Wizz Air Group), oferuje przeloty i hotele w pakietach. Gruzińska oferta jest jeszcze w przygotowaniu, ale od przyszłego sezonu będzie można z niej skorzystać planując citybreak w Batumi.

Charakterystyczne wieże Hiltona widziane z alejek Parku Cudów, fot. Paweł Wroński
Charakterystyczne wieże Hiltona widziane z alejek Parku Cudów, fot. Paweł Wroński

W każdym niemal miesiącu coś się dzieje. Festiwale muzyki jazzowej i klasycznej o aspiracjach międzynarodowych, weszły już na stałe do kalendarza wydarzeń. Podobnie do  imprez o ludowej proweniencji, takich jak sierpniowa Kolkhoba z przedstawieniami teatralnymi, wrześniowa Tbeloba ku czci XIII-wiecznego myśliciela Tbeli Abuseridze, październikowe święta Merisoba z jarmarkiem smakołyków oraz Maretoba w rocznicę konsekracji cerkwi św. Jerzego.

Wygląda na zgubionego..., fot. Paweł Wroński
Wygląda na zagubionego…, fot. Paweł Wroński

Materiał powstał w 2016 r. po lipcowej podróży studyjnej do Gruzji, zorganizowanej pod auspicjami Wizz Tours, platformy turystycznej, członka Wizz Air Group. Został opublikowany w portalu http://magazynswiat.pl w cyklu <Akcje/Gruzja z Wizz Tours>.