Klezmerzy z „Pogranicza“

Orkiestra Klezmerska Teatru Sejneńskiego zagrała pod Pałacem Kultury w ramach dorocznego festiwalu Warszawa Singera.

Są zjawiskiem na polskim rynku niepowtarzalnym. Na scenie występują w wielopokoleniowym składzie, gwarantując zawsze świetną zabawę publiczności.


Orkiestrze patronuje Fundacja „Pogranicze” z Sejn, istniejąca od 2009 roku: www.pogranicze.sejny.pl
Festiwal Warszawa Singera, który odbywa się od 2004 roku, wszedł już na stałe do letniego programu stołecznych imprez: www.festiwalsingera.pl


If You like this site, your support will be welcome!

$5.00


Reklamy

Cerkiew św. Michała Archanioła

Najpiękniejsza świątynia Bielska Podlaskiego ma barwę niebios.

Wznieśli ją w XVIII wieku grekokatolicy, w miejscu, w którym od XV wieku istniały świątynie obrządku wschodniego. Rozbudowaną użytkują teraz wyznawcy prawosławia. Jej patronem jest wódz niebieskich zastępów – Michał Archanioł.

Cerkiew Michajłowska w Bielsku Podlaskim, fot. Paweł Wroński

Żywe miejsce kultu, pachnie we wnętrzu kadzidłami i woskiem topiących się wotywnych świec.

Po mszy we wnętrzu Cerkwi Michajłowskiej, fot. Paweł Wroński

Na zewnątrz, od strony prezbiterium, wznosi się Baptysterium. Otwarte, przykryte baldachimem (cyborium), ozdobione jest polichromią, przedstawiającą chrzest Chrystusa w nurtach Jordanu.

Ciekawostką jest fakt, że wybitny współczesny malarz, Jerzy Nowosielski, udzielał rad proboszczowi, ks. Leoncjuszowi Tofilukowi przy renowacji cerkwi. Zaprojektował też Baptysterium, choć ostatecznie zrealizowano skromniejszy projekt. Polichromię nad misą chrzcielną namalował zapewne ktoś związany ze Studium Ikonograficznym, prowadzonym w Bielsku Podlaskim także przez ks. Leoncjusza Tofiluka. Proboszcz prawosławnej parafii św. Michała Archanioła był inicjatorem powstania tej placówki w latach 90. XX w. (od 1995 roku szkoły policealnej), i pełni w niej od początku funkcję dyrektora (ciekawy artykuł poświęcony Studium Ikonograficznemu: www.old.hajnowka.com.pl).

Fragment malowidła z baldachimu Baptysterium przy Cerkwi Michajłowskiej, fot. Paweł Wroński

W siedzibie bractwa cerkiewnego, wznoszącej się obok świątyni odbywają się ciekawe wystawy. My trafiliśmy na archiwalne zdjęcia warszawskich cerkwi, których w czasach zaboru rosyjskiego było aż 40.

W siedzibie bractwa cerkiewnego przy Cerkwi Michajłowskiej w Bielsku Podlaskim, fot. Paweł Wroński

W narożniku głównej salki budynku znajduje się ołtarzyk z ikonami, z których główną, podobnie zresztą jak ozdabiającą ją tkaninę, wykonała haftem krzyżykowym jedna z członkiń bractwa.

Chrystus haftowany, fot. Paweł Wroński

Więcej informacji na stronach: www.ciekawepodlasie.pl

Cerkiew Michajłowska w Bielsku Podlaskim, fot. Paweł Wroński

Karolina z Tykocina i pieśni tatarskie

 

If You like this site, your support will be welcome!

$5.00

Co za głos, co za temperament! Urodzona w Tykocinie Karolina Cicha nie jest Tatarką, ale gdy śpiewa autentyczne pieśni w dialektach Tatarów Nadwołżańskich i Tatarów Krymskich, nie mogę się oprzeć wrażeniu, że urodziła się jednak na końskim grzbiecie i trzymała pewnie jego grzywy, wcześniej niż chodziła!

Sabantuj 2017 w Kruszynianach – na estradzie Karolina Cicha, fot. Paweł Wroński

Pod zdjęcia z festiwalu Sabantuj 2017 podłożyłem wykonane przez nią utwory (wraz z wyjaśnieniami i tłumaczeniem tekstów): o czarnych oczach dziewczyny, które rozpaliły serce mężczyzny (w dialekcie nadwołżańskim) oraz o jagniątku, które zeszło z góry i „litanię do piękna” (obie w dialekcie krymskim).

Sabantuj, czyli święto pługa celebrowano po zasianiu pól. Mieszkańcy osady i zaproszeni goście zbierali się na specjalnie przygotowanym placu, aby bawić się i wspólnie biesiadować. W czasach rozbiorów i komuny wielosetletnia tradycja uległa wśród polskich Tatarów zapomnieniu. Powrócono do niej w 2007 roku, w Kruszynianach. W ciągu dekady impreza okrzepła. W 2017 roku odbyła się XI Sabantuj, a zarazem VI Ogólnopolski Festiwal Kuchni Tatarskiej. Było więc i interesująco i smacznie. Imprezie patronują organizacje tatarskie w Polsce, a jej dobrym duchem jest Dżenneta Bogdanowicz, która z rodziną prowadzi gospodarstwo agroturystyczne „Tatarska Jurta” (www.kruszyniany.pl).

Tatarzy współtworzą naszą narodową kulturę od 620 lat. Jan Długosz wspomina bowiem o ich dobrowolnym osadnictwie w Wielkim Księstwie Litewskim i Koronie od 1397 roku. Tę datę uczczono mottem tegorocznego festiwalu: „Od 620 lat Razem w Rzeczypospolitej„. Wiele tatarskich rodzin nobilitowano za zasługi dla obrony polskich granic. Wrastając coraz mocniej w naszą kulturę Tatarzy spolonizowali się. Mimo to zachowali i kultywują obyczaje oraz religię – są muzułmanami. Jak szacują Muzułmański Związek Religijny w RP oraz Związek Tatarów Polskich, do egzotycznych korzeni poczuwa się wciąż około 5 tysięcy osób. Ich kultura, kwitnąca w Kruszynianach i Bohonikach, stała się w minionych latach jedną z głównych atrakcji wschodniej ściany RP.

Pod Parkanami jak przed wiekami

If You like this site, your support will be welcome!

$5.00

Ozdobą programu festiwalu kultury tatarskiej „Sabantuj 2017” w Kruszynianach była rekonstrukcja bitwy pod Parkanami.

 

Grupa rekonstruktorów przeniosła widzów na błonia pod Parkanami, gdzie w dniach 7 i 9 października 1683 roku, wojska sprzymierzonych sił chrześcijańskich starły się dwukrotnie z armią turecką. Za pierwszym razem, Lew Lechistanu – jak nazywali współcześni Jana III Sobieskiego – poniósł zaskakującą klęskę, bo zlekceważył przeciwnika. Dwa dni później zrewanżował się z nawiązką bo tym razem dobrze przygotowany do starcia, odniósł kolejne w swej wodzowskiej karierze zwycięstwo.

Kruszyniany, Sabantuj 2017 – inscenizacja bitwy pod Parkanami, fot. i animowany GIF: Paweł Wroński

W Kruszynianach wojenna atmosfera porwała publiczność. Tym bardziej, że poprzedziła ją degustacja pieczonego barana. Huku było co niemiara od salw z muszkietów, samopałów i armat, pobrzękiwały szable w rękach kawalerzystów. W historycznym komentarzu podkreślono udział przodków Tatarów żyjących od lat w Reczypospolitej po stronie naszego króla. Na koniec zaś, zarządzająca „Tatarską Jurtą” Dżenneta Bogdanowicz wystawiła ku pokrzepieniu serc i… żołądków przysmak tatarski zwany czak-czakiem (u nas znany jako mrówkowiec lub mrowisko).

 


Tatarska Jurta w Kruszynianach: www.kruszyniany.pl

Szerzej o bitwie pod Parkanami – historycznym epizodzie, który miał miejsce niespełna pół roku po wiedeńskiej wiktorii, na stronach Muzeum w Wilanowie: www.wilanow-palac.pl (I bitwa pod Parkanami) oraz www.wilanow-palac.pl (Rewanż Lwa Lechistanu).

Kobiety nad Bosforem

If You like this site, your support will be welcome!

$5.00

Stambuł, dziś największa metropolia Turcji, niegdyś Konstantynopol – stolica Bizancjum, rozsiadła się okrakiem nad Bosforem, łącząc europejski brzeg cieśniny z azjatyckim.

Oprócz kontynentów, nad Bosforem spotykają się dwie kultury – europejska z bliskowschodnią oraz dwie wielkie religie monoteistyczne – chrześcijaństwo z islamem. Te zetknięcia dodają miastu niezwykłego kolorytu, rodząc również problemy, choćby nietolerancję jako uboczny efekt „powrotu do tradycyjnych wartości religijnych„. Na pozór, jednak wciąż jest pięknie, a przynajmniej było – w lipcu 2017, bo turystyka pozostaje kluczową dziedziną tureckiej gospodarki, a gdzie jak gdzie, ale najwyraźniej odczuwa się to w Stambule.

Selfie z widokiem na Złoty Róg z tarasu restauracji Konyali w kompleksie pałacowym Topkapi, fot. Paweł Wroński

Z tarasów kompleksu pałacowego Topkapi widać doskonale zatokę Złoty Róg i stambulski Manhattan jaki wyrósł na przełomie XX i XXI wieku, tworząc nowoczesne biznesowo-shoppingowe centrum miasta na europejskim brzegu cieśniny.

W cieniu pawilonu na terenie zamienionego na muzeum sułtańskiego pałacu – Topkapi Sarayi, fot. Paweł Wroński

Słynna rezydencja ottomańskich sułtanów jest zespołem pawilonów o różnorodnym przeznaczeniu – prywatnym, oficjalnym, modlitewnym. Dziś, uzupełniona o lokale gastronomiczne z przytulonym do murów, otwartym dla publiczności parkiem Gülhane (Gülhane Parkı), jest jednym z ulubionych celów odwiedzin przybyszów ze wszystkich prowincji kraju i zza granicy. Trzeba wszakże pamiętać, że w roku 2016 liczba gości zza granicy spadła – oficjalnie – o 30% w stosunku do lat poprzednich. Z jednej strony wpłynęły na to tragiczne w skutkach zamachy terrorystyczne, z drugiej – nasilające się łamanie praw człowieka przez prezydenta Erdogana, bezpardonowo zwalczającego opozycję.

 

Jak podaje Amnesty International Polska, „Turecki sąd pozbawił wolności dyrektorkę Amnesty International w Turcji Idil Eser oraz 7 innych obrońców praw człowieka zaledwie kilka tygodni po aresztowaniu prezesa Tanera Kiliça. Wobec 2 kolejnych, władze wydały nakaz aresztowania. Uwięziono ich dokładnie wtedy, kiedy są najbardziej potrzebni: gdy niezależne media są uciszane, zabieranie głosu jest ryzykowne, a ludzie żyją w strachu”.

 

Ulica İstiklal w dzielnicy Beyoğlu jest dziś shoppingową, tłumnie odwiedzaną aleją, fot. Paweł Wroński

Niezależnie od tego ile w tym ostentacyjnie wyrażanego sprzeciwu, a ile obawy o bezpieczeństwo, faktem jest, że trudno dziś spotkać turystów z krajów Zachodniej Europy, nie przyjeżdżają też Japończycy. Wciąż jest jednak sporo Rosjan i trochę Polaków, najwięcej jednak widać gości z Chin i Korei, a nade wszystko z krajów Bliskiego Wschodu. Rosnąca liczba tych ostatnich jest efektem intensywnej kampanii promującej walory turystyczne Turcji, prowadzonej w krajach muzułmańskich.

Gülhane Parkı, popularne miejsce rodzinnego wypoczynku i towarzyskich spotkań w plenerze, fot. Paweł Wroński

W efekcie, na ulicach Stambułu obserwować można różnorodne zachowania i stroje kobiet, żyjących w środowiskach hołdujących koranicznej tradycji. Od liberalizmu charakterystycznego dla Turcji, zwłaszcza dla wielkich miast, po towarzyszące mężom stare i młode kobiety, okutane od stóp do głów na czarno, oglądające świat przez wąską szczelinę czarczafu – choć nie jest to strój komfortowy, wydaje się nie przeszkadzać żadnej z nich we wspomaganiu własnych wrażeń, czerpanymi z Internetu.

Im bardziej szczelne zakrycie, tym kraj pochodzenia jest bardziej ortodoksyjny obyczajowo, fot. Paweł Wroński

Najbardziej kolorowo i – ewentualnie – z lekkim jedynie odcieniem tradycji ubierają się młode Turczynki. Z krajów najradykalniejszych religijnie, gości oczywiście nie ma, bo po prostu nie podróżują.

Muzułmanki z tradycyjnych środowisk muszą przy posiłkach unosić niqab – zasłonę na twarz, część czarczafu (hidżab), fot. Paweł Wroński

 

Niqab to zasłona na twarz, część czarczafu (hidżab) o wielkim znaczeniu w świetle prawa koranicznego. Nie jest powiedziane, że „(…) kobieta, która nie nosi niqabu, nie znajdzie się w Raju, albowiem jak wiemy, są dwa ważne poglądy odnośnie hidżabu. Jeden pogląd, który podzielają uczeni to – niqab (zasłanianie twarzy) jest wadżib (obowiązkowy) inni twierdzą że jest – mustahab (zalecany, i jest to najlepsza rzecz, aczkolwiek nie-obowiązkowa). (…) wyjaśnienie dla tych, którzy twierdzą, że >>niqab nie ma podstaw w islamie i nie ma znaczenia<< (…) – ludzie tacy powinni zrozumieć, że niqab znajduje uzasadnienie w Koranie i hadisach – i nawet jeśli ktoś podziela pogląd, że nie jest wadżib – jest on niezaprzeczalnie najlepszą rzeczą i zalecaną, i każdy kto nosi niqab zasługuje na szacunek. Zaś ten, kto zniechęca do noszenia niqabu, lub neguje jego zasadność i twierdzi, że niqab nie ma podstaw w Koranie i sunnie, lub krytykuje i naśmiewa się z kobiet, które go noszą, powinien obawiać się Allaha (…)” (zasłona na twarz, w: oislamie/artykuly).

 

Chrześcijanie i muzułmanie

Chrześcijanie i muzułmanie żyją w zgodzie, od 175 lat w Polonezköy. Polska wieś koło Stambułu została założona za zgodą sułtana w 1842 roku, na ziemiach zakupionych przez księcia Adama Czartoryskiego po azjatyckiej stronie Bosforu.

Firman sułtański, przechowywany w Domu Pamięci Cioci Zosi w Polonezköy, fot. Paweł Wroński

Społeczność osady zwanej początkowo na cześć fundatora Adampolem przechowuje z szacunkiem sułtański firman i utrzymuje niezmiennie dobrosąsiedzkie stosunki z tureckimi członkami lokalnej wspólnoty. Tym bardziej zasługuje to na uwagę, że w ciągu minionych 175 lat działy się na świecie rzeczy straszne, a Turcja i Polska, której tradycje Adampolanie pieczołowicie kultywują, nie zawsze znajdowały się po tej samej stronie.

Świadectwem dobrych lokalnych stosunków są świątynie – rzymsko-katolicki kościół i cmentarz na wzgórzu oraz niewielki meczet, którego budowę w cieniu cmentarnego wzgórza zainicjowali notabene Polacy z miejscowej wspólnoty.

Tureccy obywatele o polskich korzeniach z Polonezköy, pieczołowicie kultywują obyczaje przodków, religię i język. Ba, od czasu wizyty Lecha Wałęsy posiadają zazwyczaj dwa paszporty, bo obok tureckiego także polski. Jak im się udaje od pokoleń – w kraju muzułmańskim, o obcej ich przodkom mowie, wciąż biegle władać mową Mickiewicza? Posłuchajcie co mówi na ten temat Antoni Dohoda, jeden z rodowitych mieszkańców wsi.

U Daniela i Barbary w Polonezköy

If You like this site, your support will be welcome!

$5.00

Wspomnienie pierwszych chwil w Polonezköy ze wszech miar godne zapamiętania!

Było pod wieczór, pogoda prześliczna, wokół zielono, ale w brzuchu burczało. Niczym pod wpływem zaklęcia „Stoliczku nakryj się!”, pojawiły się potrawy. Bliskie naszemu narodowemu, zgodnemu z tradycją i patriotycznemu przyzwyczajeniu – sute, do cna tureckie i smaczne!

Fasola po turecku podawana jest na wiele sposobów, bo używane są różne jej rodzaje, z przeróżnymi przyprawami; dressing –  w tym przypadku z sałaty – jest zarówno ozdobą, jak smakowym odświeżającym dodatkiem, fot. Paweł Wroński

Na początek fasola, i to trzech rodzajów, delikatnie i aromatycznie przyprawiona ziołami, z sałatą, pietruszką oraz plasterkami cytryny – dla ozdoby i do smaku. Fasola (fasulye) ma w kuchni tureckiej ugruntowaną pozycję. Do niezwykle popularnych należą takie potrawy jak taze fasulye, czyli zielona fasolka z przyprawami, etli kuru fasulye, czyli fasola w sosie z papryką i pomidorami, kurufasulye – fasola z surową cebulką, czy popularne także w Grecji i krajach o silnych wpływach tureckich, zwłaszcza na Bałkanach, pilaki. Fasolowe dania z powodzeniem wystarczą by się nasycić, często jednak stanowią jedynie przystawkę, obfitą przystawkę ma się rozumieć.

Jako danie główne grillowane mięsa z również grillowanymi warzywami – ostrą papryką i pomidorem oraz z frytkami, fot. Paweł Wroński

Mięsne danie główne nie należy do rzadkości. Był jeszcze Ramazan, a więc Wielki Post przez nas nazywany ramadanem. Wtedy wyznawcy islamu unikają przez cały dzień jedzenia i picia, aż do wieczora. W wielkopostnym menu nie ma mięsa, ale Polonezköy to wieś zamieszkała – zgodnie zresztą z nazwą – przez potomków polskich osadników, chrześcijan z dziada pradziada. Tureckim gościom w tym czasie, gospodarze mięsa nie zaproponują, choć i z tym teraz różnie bywa, jako że od czasów Atatürka. laicyzacja tureckiego społeczeństwa postępuje bardzo szybko. Ciemne kawałki mielonego, grillowanego bądź smażonego mięsa – inegöl köfte, przygotowano mieszając jagnięcinę (kuzu) z wołowiną (sr). Wieprzowina jest zwyczajowo wykluczona z receptur, choć czasem używa się tu także dziczyzny, bo do zabudowań Polonezköy podchodzą dziki. Ba, jest w ich w pełnej drzew okolicy sporo, więc mieszkańcy polskiego pochodzenia polują. Potrawy z dziczego mięsa cieszą się sporym zainteresowaniem wśród ich tureckich przyjaciół, choć nie wszyscy ich kosztują. Jasne mięso to oczywiście drób – pieczona pierś z kurczaka, czyli kzarm tavuk, także bardzo w Turcji popularne danie. Drobiu używa się tutaj w kebabach, szaszłykach, podaje z patelni, bądź grilla. Kosmopolitycznym dodatkiem są frytki, zaś warzywa na gorąco – papryka (biber) i pomidor (domates) – tradycyjnym, i do tego pospolitym.

Sütlaç należy do najpopularniejszych tureckich deserów, fot. Paweł Wroński

Na deser sütlaç, czyli pudding ryżowy, z przypaloną warstewką niczym Crème brûlée. Dobrze, że dbać o linię nie muszę, bo to prawdziwie kaloryczna bomba, a słodki tak, że chociaż uwielbiam słodkości, nie dałem mu rady.

Sery, kawałki wędliny, porcja chałwy, omlet i oliwki, do tego warzywa, pieczywo i herbata, krótko mówiąc – śniadanie po turecku, fot. Paweł Wroński

A po nocy przychodzi dzień… chciałoby się zaśpiewać, niczym Budka Suflera w dobrych czasach. Na śniadanie talerz przysmaków – głównie serów: słony biały (beyaz peynir) i żółty (kasar). Były także w zestawie: plasterki wędliny i porcja chałwy. Do tego oliwki, omlet, dobre świeże pieczywo z miodem lub konfiturą – wedle życzenia, i oczywiście… herbata (çay)!

Herbata (çay), na orientalną modłę – gorąca, mocna, słodka, przepyszna, dozowana niewielkimi porcjami fot. Paweł Wroński

Taką oto obiadokolacją i śniadaniem, uraczyli nas w restauracji „Club Adampol Otel” Daniel i Barbara Ohotski, którzy prowadzą w Polonezköy pod Stambułem kilka wysokiej klasy turystycznych obiektów: www.polonezkoy.com

Szyld jednego z hoteli należących w Polonezköy koło Stambułu do Daniela i Barbary Ohotski, fot. Paweł Wroński