Kinowa, za PRL ulica sztandarowa

Wzdłuż ulicy Kinowej miała biec planowana przez dekady Trasa Tysiąclecia. Póki co, mamy już kolejne tysiąclecie, ale plany nie zostały zrealizowane i po zachodniej stronie ulicy wciąż zielenią się „ogródki działkowe”.

Bloki z epoki normatywów u zbiegu Kinowej i Rozłuckiej – widok z ogródków działkowych, rozciągających się między ulicami Międzynarodową (Kanałem Wystawowym), a Kinową, fot. Paweł Wroński

W praktyce, PRL-owska Kinowa stała na straży nowego świata, czyli wschodnich (czyt. praskich), zabudowywanych mieszkaniówką rubieży Warszawy. Wspomniany zielony pas ogródków działkowych, oddzielał ją od usytuowanego bliżej Wisły dorobku okresu międzywojennego – Saskiej Kępy oraz zamykającej ją od strony Kanału Wystawowego, a zabudowanej wieżowcami u progu lat 80. ulicy Międzynarodowej (kwartału zaliczanego wprawdzie formalnie do Saskiej Kępy, potocznie jednak nazywanego Chamówką).

Rodzinna Kinowa w 1984 roku, fot. archiwalna z zasobów fotopolska.eu

Ba, gdy w latach 70. zrealizowano najmocniej nagłaśnianą inwestycję komunikacyjną PRL-u, czyli Trasę Łazienkowską, ulica Kinowa znalazła się na jej flance, więc musiała prezentować się godnie. Przypomina mi się od razu widok, jaki podziwiałem przez kilka lat z okna mieszkania na V piętrze mrówkowca nad kanałkiem (a więc ze wspomnianej już Chamówki). Zachodzące słońce odbijało się w oknach domów, tam, za działkami, przy Kinowej, i te bloki, lśniły niczym pokryty miedzianą blachą mur, naprawdę pięknie!

Ulica Kinowa z okładki magazynu „Stolica” z 1968 roku, fot. archiwalna z zasobów fotopolska.eu

 

Ulica Kinowa, wytyczona na Pradze Południe w Warszawie w latach 30. XX wieku, liczy 1300 m długości. Biegnie od węzła Trasy Łazienkowskiej przy ul. Ostrobramskiej i Al. Stanów Zjednoczonych, przecina Al. Waszyngtona i kończy się przy ul. Stanisława Augusta. 

 

Gdy realizowano Trasę Łazienkowską niewysokie 2-, 3-piętrowe bloki wyrosłe przy Kinowej jeszcze na przełomie lat 50. i 60. (budowane z cegły!), już nie wystarczały, bo Warszawa – jak zwykle – cierpiała głód mieszkaniowy.

Bloki przy Kinowej, wybudowane na przełomie lat 50. i 60., odnowione współcześnie, fot. Paweł Wroński

Wzdłuż Kinowej, a zwłaszcza na jej krańcach – przy Trasie „Ł”oraz „za Waszyngtona”, w latach 70. pojawiły się wieżowce, wzniesione z wymyślonej w NRD wielkiej płyty. Całkiem efektowne i, co najważniejsze – wielorodzinne. Niestety, o standardach nie przystających do współczesnych, bo wyznaczonych obowiązującymi wówczas normami.

Bloki u zbiegu Kinowej i Rozłuckiej widziane z kładki nad Trasą Łazienkowską w 1974 roku, fot. archiwalna z zasobów fotopolska.eu

Po dziś dzień łatwo rozpoznać budownictwo z tamtych czasów. Widać przecież jak na dłoni przyklejone do lica budynku balkoniki, na których się nie posiedzi bo miejsca za mało. Do niedawna też odczuwało się towarzyszącą budowie ideologię wsiadając do wind (teraz już je wymieniono) – trudno było bowiem zmieścić się do kabiny z wózkiem, czy z rowerem. A przecież, jak głoszono przez propagandowe tuby, wznoszono te bloki dla rodzin z dziećmi, czyli „z myślą o przyszłości narodu”.

Osiedle u zbiegu Kinowej i Rozłuckiej dzisiaj, czyli latem 2018 roku, fot. Paweł Wroński

Dziś obłożone styropianem i pastelowo otynkowane bloki prezentują się nieźle. Ten fakt nie zmienia jednak nic w sferze ich technologii, a czas płynie… Ciekawe co będzie dalej, bo tysiące mieszkańców stolicy oraz innych polskich miast wciąż żyje w podobnych cudach PRL-owskiej zabudowy mieszkaniowej. Jak podała Gazeta Prawna w marcu 2018 roku, w artykule „Wielka płyta do wyburzenia”, liczbę tę szacuje się na 12 mln ludzi (sic!).

Bloki przy ul. Kinowej, wybudowane na przełomie lat 50. i 60., odnowione współcześnie, fot. Paweł Wroński

Artykuł „Wielka płyta do wyburzenia” w internetowym wydaniu Gazety Prawnejwww.serwisy.gazetaprawna.pl

Reklamy

Piaseczno Wilkoniem stoi

Spotkanie z dzikiem nie jest niczym niezwykłym na peryferiach Warszawy. Ale piaseczyńskie dziki w parku i na miejskim skwerze są inne, bo to odlewy – metalowe kopie wyciosanych w drewnie bajkowych rzeźb Józefa Wilkonia.

Są wśród nich nie tylko dziki, ale także tur, niedźwiedź, lwica z potomstwem, a na rynku – w specjalnie zaaranżowanej sadzawce – hipopotamica z dzieciątkiem. Zwierzęta Wilkonia tworzą szlak jego imienia w miasteczku, którego godłem jest od 1429 roku biały baranek (herb Junosza, m.in. zasłużonej dla rozwoju Warszawy rodziny Bielińskich). Odlewy są dziś wizytówką miasteczka, któremu nazwisko światowej sławy artysty, a zarazem mieszkańca gminy i honorowego jej obywatela (od 2015 roku), dodaje splendoru.

Hipopotamy na Skwerze Kisiela należą do najefektowniejszych punktów Ścieżki Józefa Wilkonia w Piasecznie, fot. Paweł Wroński

 

Ścieżkę Józefa Wilkonia w Piasecznie (centrum miasteczka i park) zdobią liczne zwierzęce instalacje. Urządzono także skwerek dedykowany artyście.

 

W miejscu gdzie był niegdyś parking, pomiędzy budynkiem Przystanku Kultura a Urzędem Miasta Piaseczna jest dziś Skwer dedykowany Józefowi Wilkoniowi. Miejsce wypoczynku, plenerowych szachowych pojedynków, i – w przyszłości – scena recitali i innych otwartych dla publiczności imprez kulturalnych.

Plan skweru dedykowanego Wilkoniowi. Na ażurowej ściance wiszą zdjęcia okładek ilustrowanych przez niego książek, pod drzewem przebiega dzik (odlany z metalu, podobnie jak inne wilkoniowate zwierzęta) – kopia drewnianej rzeźby artysty; źrodło: www.naszepiaseczno.pl

 

Fundacja ARKA im. Józefa Wilkonia, Biblioteka Publiczna Miasta i Gminy Piaseczno, Centrum Kultury w Piasecznie oraz Biuro Promocji Urzędu Miasta i Gminy Piaseczno ogłosiły Ogólnopolski Konkurs “Piaseczyńskie rzeźby Józefa Wilkonia”. Termin składania prac od 25.06 do 3.09.2018 roku (opis zadań: www.piaseczno.eu).


Zwierzyniec Józefa Wilkonia w Piaseczniewww.piaseczno.eu oraz www.facebook.com
Idea ścieżki Józefa Wilkonia w Piasecznie i jej realizacja: www.kurierpoludniowy.pl
Pierwsze wilkoniowate zwierzęta w Piasecznie (post w tym archiwum/blogu, zatytułowany „Repliki Wilkonia w Piasecznie”):  www.pawelwronski.blog
Dzieje herbowego piaseczyńskiego barankawww.piaseczno.eu

Czersk, świadek historii Mazowsza

Ceglana wieża i połączone z nią murem dwie baszty pysznią się w Czersku na skarpie górującej nad starorzeczem Wisły. Średniowieczny zamek książąt mazowieckich, a później królewska forteca jest ozdobą południowej części stołecznej aglomeracji.

Zamek w Czersku, widok z baszty więziennej na wieżę bramną, most nad fosą i kościół parafialny poza murami, fot. Paweł Wroński

Początkowo wznosił się tutaj drewniany gród – jeden z najstarszych na Mazowszu, ale na przełomie XIV i XV wieku z rozkazu księcia Janusza I wybudowano na jego miejscu nowocześniejszą, ceglaną twierdzę. Mazowiecki książę, ten sam którego postać jako sojusznika Jagiełły, przywołuje w „Krzyżakach” Henryk Sienkiewicz, rezydował w niej potem aż do śmierci, czyli do 1429 roku.

 

Książę Janusz I, zwany Starszym, był orędownikiem głębokiej reformy gospodarczej dzielnicy mazowieckiej. W ciągu swego długiego panowania 24 ośrodkom nadał prawa miejskie, w tym Czerskowi. Jego żoną była księżna Danuta Anna córka Wielkiego Księcia Litewskiego Kiejstuta. Ze względów rodzinnych oraz przez wzgląd na interes polityczny, utrzymywał bliskie stosunki z Polską i Litwą, co powodowało głęboką niechęć zakonu krzyżackiego, skutkując granicznymi prowokacjami i politycznymi knowaniami rycerzy-zakonników. Dwukrotnie uwięzili go nawet z całą rodziną, w tym na 6 lat przed walną rozprawą z zakonem pod Grunwaldem. Wstawiennictwo Jagiełły pozwoliło mu za każdym razem odzyskać wolność. Za męstwo w walce na grunwaldzkich polach, król podarował mu odebrane krzyżakom zamki w Nidzicy, Olsztynie i Ostródzie.

 

Dwa stulecia później Mazowsze weszło w granice Korony, a zamki piastowskich książąt stały się własnością królewską. Po XVI-wiecznej przebudowie dawna czerska baszta więzienna sięga 24 metrów wysokości. W tym samym czasie podwyższono drugą basztę, która także nie wyrastała początkowo ponad mury.

Ostatni akord czerskiej epopei rozbrzmiał w czasach gdy funkcję starosty objął marszałek wielki koronny Franciszek Bieliński. Zasłużony dla unowocześnienia Warszawy magnat podjął przebudowę zamku zniszczonego podczas potopu szwedzkiego w latach 1762–1766 z zamiarem umieszczenia tutaj siedziby sądów grodzkiego i ziemskiego. Wtedy także przerzucono stały most nad fosą, bo dawniej był jedynie zwodzony. Wybudowany z gotyckiej cegły z ostrymi łukami między filarami, wygląda jakby rzeczywiście powstał w wiekach średnich.

Natomiast autentycznie gotycka, choć i ona została podwyższona dopiero 200 lat po budowie, raczej ze względów reprezentacyjnych, bo jako obiekt obronny już by się i tak nie sprawdziła, wieża bramna jest najbardziej imponującą częścią zamku. Ma 22 m wysokości. Prowadzi przez nią wjazd na teren fortalicji. Niegdyś w wieży mieściły się kasztelańskie komnaty, a w przyziemiu izba wrotnego, który obsługiwał most zwodzony za pomocą wielkich kołowrotów. Po restauracji, we wnętrzach urządzono niewielkie muzeum.

Ze szczytów baszty więziennej i wieży bramnej roztaczają się rozległe widoki na zamek oraz starorzecze Wisły. Wzrok niesie ponad polami uprawnymi i sadami ku pasom łęgów wyznaczających przebieg współczesnego koryta królowej polskich rzek.

 


Zamek w Czersku: www.zamekczersk.pl

Alfons Karny w ogrodzie rzeźb

W radziejowickim ogrodzie rzeźb znajduje się grupa kamiennych portretów słynnych artystów, m.in.: Ernesta Hemingwaya, Henri’ego de Toulouse-Lautreca, Mieczysława Karłowicza. Są dziełem Alfonsa Karnego (1901-1989).

Większość z nich spogląda w kierunku XIX-wiecznego dworu modrzewiowego, niegdyś siedziby administratora majątku. Choć to tylko głowy i do tego wykute z kamienia, tchną życiem, uchwycone w charakterystycznych dla temperamentu owych historycznych postaci grymasach. „W sztuce nie uznaję ani walorów, ani mody nowoczesności, ani sensacji – uznaję wartości wieczne, tkwiące w istocie bytu duchowego. Rzeźba dla mnie ma być symbolem nieznanych, ukrytych w nas wartości psychicznych i ma być zagadką samą w sobie, bez tematu. (…) Szukam odwiecznego spokoju i odwiecznej radości estetycznej w ładnej, miękkiej linii, harmonijnej, cichej, a jednocześnie tytanicznej, bez odrobiny dramatu, rozterki, bólu, niewiary” – tak Alfons Karny ujął przyświecającą mu artystyczną dewizę – w ankiecie rozpisanej przez „Głos Plastyków” w 1937 roku (cytat za: P. Szubert, ASP w Warszawie, 2003:  www.culture.pl). Do końca życia pozostał wierny sformułowanym wówczas ideałom, również w okresie socrealizmu. W PRL uznano jednak, że jego stylistyka doskonale wpisuje się w oficjalny nurt sztuki i władze zaczęły go rozpieszczać – nagradzać i zasypywać zleceniami. Biografia Karnego jest doskonałą ilustracją słów innego wybitnego artysty, Józefa Wilkonia: „Komuna to, rzecz jasna, była klęska boża, ale jedno należy jej oddać. Nie wiem na czym to polega, ale były to czasy wielkiego urodzaju. Egzystował teatr: Grotowski, Kantor. Powstawały światowe dzieła muzyczne. Był plakat. Mówiło się o polskiej szkole ilustracji. (…) Może troszczyli się o kulturę z wyrachowania, albo przez snobizm, albo przez kompleksy. No ale się troszczyli. A że komunę szlag trafił i chwała Bogu, to inna sprawa.” (cytat z wywiadu udzielonego G. Michalikowi, 2016: www.palacradziejowice.pl).

Portrety słynnych pisarzy dłuta Alfonsa Karnego w radziejowickim ogrodzie rzeźb, fot. Paweł Wroński

Radziejowicka galeria plenerowa obrazuje tylko wycinek dorobku artysty. Gros jego prac znajduje się bowiem w rodzinnym mieście – Białymstoku. Zgromadzono je w zamienionej w Muzeum Rzeźby Alfonsa Karnego, drewnianej willi przy ulicy Świętojańskiej (www.muzeum.bialystok.pl). Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku poświęciło mu w 1995 roku monografię „Karny” pióra Andrzeja Kisielewskiego (www.rzezba-oronsko.pl).


Alfons Karny i jego rzeźby w Radziejowicach: www.palacradziejowice.pl
Życie i twórczość rzeźbiarza: www.culture.pl

Romantycznie nad Pisią-Gągoliną

Pisia to niewielka mazowiecka rzeczka. Liczy około 58 km długości, jej źródła tryskają na Wysoczyźnie Rawskiej pod Mszczonowem, wpada do Bzury w rejonie Sochaczewa.

Powstaje z połączenia dwóch cieków: Pisi-Gągoliny oraz Pisi-Tucznej. Czerpią z niej zakłady przemysłowe w Żyrardowie, i jest niestety głównym odbiornikiem miejskich ścieków. Wzdłuż jej biegu wybudowano liczne zbiorniki, z których największe to stawy w Grzegorzewicach i Radziejowicach, Zalew Hamernia oraz Żyrardowski.

Stawy radziejowickie znajdują się w otoczeniu pałacowym i są ozdobą rozległego parku. Pisia Gągolina toczy swe wody obok. Teraz ta okolica jest oazą przyrody i sztuki, sceną Letniego Festiwalu im. Jerzego Waldorffa, który w 2018 roku miał swoją jubileuszową, X. edycję oraz plenerowej galeria rzeźb i instalacji (m.in. to właśnie tutaj znalazło swoje stałe miejsce słynne dzieło Józefa Wilkonia – „Arka”).

A że sztukę najlepiej konsumować nie o pustym brzuchu, dla zwiedzających otwiera swe podwoje restauracja-kawiarnia mieszcząca się w pałacu – „Jadalnia”. Serwują w niej pyszne rzeczy, a ceny mają naprawdę ujmujące. Polecam, smacznego!

Przez Bramę Wilkonia z Bułecką

Ta ekspresyjna instalacja jest dziełem Józefa Wilkonia. Oficjalnie nosi nazwę Bramy Teatru Narodowego, ale autor mówi o niej krócej – Brama Sztuki. Instalacja znajduje się w Radziejowicach, w przypałacowym parku przy stawach nad Pisią-Gągoliną.

Radziejowice – Brama Teatru Narodowego autorstwa Józefa Wilkonia, fot. Paweł Wroński

Wieczorową porą, oświetlona reflektorami Brama wygląda niesamowicie, zwłaszcza jej skrzydła, przywodzące na myśl skojarzenia z herbowym polskim orłem i dokonaniami husarii, odnoszącej niegdyś zwycięstwa na bitewnych polach Europy.

Radziejowice – Brama Teatru Narodowego autorstwa Józefa Wilkonia, fot. Paweł Wroński

Dla mnie, instalacja stała się także kapitalnym tłem dla utworu „Kac” jaki Sebastian Karpiel-Bułecka wykonał z muzykami z zespołów „Zakopower” i „Atom String Quartet”, 7 lipca 2018 roku, podczas finałowego koncertu X. Letniego Festiwalu im. J. Waldorffa.

Tak, w wywiadzie udzielonym w 2016 roku z okazji przenoszenia z Zachęty do Radziejowic „Arki”, Józef Wilkoń wspomina wykonanie tej szczególnej instalacji: „[Bogumił Mrówczyński, dyr. Domu Pracy Twórczej w Radziejowicach] odezwał się do mnie i oznajmił, że w jakichś swoich zakamarkach przechował starą bramę z Teatru Narodowego. Nie pozwolił jej oddać na złom. Wymyśliliśmy, że zrobimy uskrzydloną bramę w parku przy stawach. Narysowaliśmy, zaprojektowaliśmy, znaleźliśmy kowala, który wykuł skrzydła i brama do dzisiaj dobrze się sprawuje.


Pełna treść wspomnianego wywiadu z Wilkoniem w portalu Pałacu w Radziejowicachwww.palacradziejowice.pl


Słowa utworu „Kac”

Fto nimioł kaca
nie wie co to smutek
kie kufa drewniano
łocka ropom skute

Kie koty łupiom raciami o blachy
a wróble w bybny bijom
i dziurawiom dachy

Suchość w cłowieku
od krztonia do dusy
a bolom cie pazdury i kudły i usy

Moze i som jest tacy co kaca nimieli
ale cos łoni w zyciu culi
cos łoni widzieli?

Moze i som jest tacy co kaca nimieli
ale cos łoni w zyciu culi
cos oni widzieli?


Bestiarium Józefa Wilkonia

„Arka” Józefa Wilkonia stoi w Radziejowicach między stawami. Z jej okienek wystają głowy małych i wielkich zwierząt ciosanych z kloców drewna, łączonych gwoździami. Fascynujące dzieło, ponieważ każde stworzenie wygląda jak żywe!

To właśnie sprawia owa „wilkoniowatość”, którą wskazują znawcy i wielbiciele talentu artysty, podkreślając niepowtarzalność jego stylu. Niebywałe, że kilkoma zaledwie uderzeniami siekiery, czy ruchami piły, Wilkoniowi udaje się tchnąć życie w kloc drewna, wydobywając z niego naturę konkretnego stworzenia. Ze względu na nie krępujące ruchów połączenia, mam ochotę nazwać jego zwierzęta kukłami. A tak są dynamiczne, że nie zdziwiłbym się gdyby któregoś dnia wyruszyły w drogę, do sobie tylko znanego celu.

„Arka” Józefa Wilkonia – między stawami w radziejowickim parku, fot. Paweł Wroński

Józef Wilkoń uwielbia przyrodę, bo choć tworzywem jego prac jest drewno, czyli – jak sam mówi – martwe drzewo, niczego nie ceni bardziej, aniżeli drzewa żywe. Propozycję przeniesienia „Arki” z Zachęty do radziejowickiego parku przyjął więc z radością.  „Została tam osadzona na fundamentach, w warunkach – moim zdaniem – dla niej idealnych; nigdzie jej tak nie będzie do twarzy, jak między tymi dwoma stawami” – komentował to wydarzenie Wilkoń, dodając z nieukrywanym zachwytem, że „ładnie się ta Arka na deszczu i w słońcu starzeje”. Podkreślił też wówczas, że cieszy go sąsiedztwo „Arki” oraz obrazów pędzla Józefa Chełmońskiego, wyeksponowanych w pałacowych wnętrzach. Jego pracami zachwycał się bowiem od dziecka. Oglądał je w Sukiennicach na wystawach i w rodzinnym domu, gdyż ojciec z upodobaniem malował kopie i gromadził reprodukcje Chełmońskiego.

 

Józef Wilkoń przygotował „Arkę” na wystawę w Zachęcie (miała miejsce na przełomie 2006 i 2007 roku). Tam „Arka” była tylko fasadą przyklejoną do ściany, symbolizującą przymierze człowieka z naturą. Dekadę później, w związku z przenosinami do Radziejowic, artysta dorobił część drugą. Swoje dzieło określa mianem „bestiarium z drewna i blachy”. Ale „Arka” jest przesłaniem, wołaniem o  szacunek i miłość do przyrody. Oby zaraziła tymi uczuciami oglądających – to niezwykle istotne, zwłaszcza teraz, gdy w Polsce nasila się tendencja do wyniszczania środowiska.

 


Życie i twórczość Józefa Wilkonia: www.culture.pl
„Arka” Fundacja im. Józefa Wilkonia: www.fundacjawilkonia.pl
10 lat „Arki” – z Zachęty między radziejowickie stawy: www.palacradziejowice.pl

Radziejowice, czyli piknik z Bułecką

Dom Pracy Twórczej w Radziejowicach był za PRL-u dostępny dla wybranych. W nowych czasach otworzył podwoje dla wszystkich złaknionych obcowania z różnymi gatunkami sztuki.

W parku przypałacowym w Radziejowicach, fot. Paweł Wroński

Niemała w tym zasługa Jerzego Waldorffa, wielkiego rzecznika prezentowania tutejszych wydarzeń szerokiej publiczności. Dla uczczenia wkładu  tego wybitnego pisarza, publicysty i krytyka muzycznego w promocję oraz popularyzację narodowej kultury, doroczny letni festiwal w Radziejowicach jemu zadedykowano.

Pałac w Radziejowicach od strony ogrodu, otoczony rzeźbami z Orońska (czasowo – latem 2018), fot. Paweł Wroński

Ozdobą Radziejowic jest otoczony rozległym parkiem pałac w jaki w XIX wieku Krasińscy przekształcili gotycki zamek należący dawniej do Radziejowskich. Na stronach rezydencji czytamy: „Ambicją Krasińskich było stworzenie w Radziejowicach intelektualnego i kulturalnego salonu Warszawy. Stałymi bywalcami byli m.in.: Narcyza Żmichowska, Wiktor Gomulicki, Wojciech i Juliusz Kossakowie, Lucjan Rydel, Jarosław Iwaszkiewicz, Henryk Sienkiewicz, Józef Chełmoński. W 1928 roku w radziejowickim majątku kręcono pierwszą filmową adaptację Pana Tadeusza”. Festiwal i towarzyszące mu wydarzenia nawiązują do kulturalnej misji podjętej przez dawnych właścicieli. Poniższy utwór „Niecoś” nagrałem właśnie tam, 7 lipca 2018, podczas finałowego koncertu X. edycji festiwalu (wykonanie: Sebastian Karpiel-Bułecka, „Zakopower” i „Atom String Quartet”).

Jubileuszowej (X) edycji Letniego Festiwalu im. Jerzego Waldorffa towarzyszyły wystawy malarstwa (m.in. obrazów pędzla Józefa Chełmońskiego) oraz rzeźby (liczne eksponaty udostępniło Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku).

„Pod karczmą” – braz pędzla Józefa Chełmońskiego w radziejowickiej galerii, fot. Paweł Wroński

 

Rozmowa z Henri Toulouse-Lautrec’iem autorstwa Alfonsa Karnego w Radziejowicach (dzieło artysty pochodzi z kolekcji Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku – tutaj jest więc „na gościnnych występach”), fot. Paweł Wroński

„NIECOŚ” z płyty „Drugie Pół”

zliczone nasze ciche dni
wyśnione niespełnione sny
nieśmieszny kawał czasu
przewrotny dowcip losu
zmienia wszystko w kurz
zmienia wszystko w pył

rzecz, którą chciałbyś wziąć do rąk
piękna, lecz krucha jest jak szkło
na twoich oczach niemal
jest i zaraz jej nie ma
jak na piasku ślad
jak na wodzie krąg

a jednak wiemy
jest coś na ziemi
czego nie porwie wiatr
co będzie wiecznie trwać
my dwoje wiemy
bywa na ziemi
i nie rdzewieje miłość
stara jak świat

choć myślisz nieraz, że coś masz
to tylko taki dziwny żart
coś niecoś ludzie klecą
zostanie raczej niecoś
kilka starych zdjęć
może czyjaś łza

a jednak wiemy
jest coś na ziemi…

Stałą ozdobą radziejowickiego parku jest „Arka” – fascynujące dzieło Józefa Wilkonia (notabene, artysta zaprojektował też plakat tegorocznego festiwalu), fot. Paweł Wroński

Pałac w Radziejowicach: www.palacradziejowice.pl
Zakopowerwww.zakopower.pl
Atom String Quartetwww.atomstringquartet.com

Józef Chełmoński w Radziejowicach

Józef Chełmoński był częstym gościem pałacu w Radziejowicach, zwłaszcza po 1887 roku, gdy  zamieszkał w pobliskiej Kuklówce, gdzie spędził 25 ostatnich lat życia.

Przyjaźnił się z Edwardem Krasińskim, właścicielem radziejowickiego majątku, a genius locci rozległego przypałacowego parku uwiecznił pędzlem u schyłku XIX stulecia. Gospodarz tak go opisał w książce zatytułowanej ‘O Radziejowicach i ich gościach niektórych’: „Józef Chełmoński był mistykiem w sztuce, którą żywiołowo odczuwał wszelkimi instynktami swego bogatego zrozumienia i spostrzegawczości. Naturę kochał, wypatrywał ją i chwytał na gorącym uczynku, spijając tajemnice jej czaru, jak rosę niebieską, wdychał pełną piersią jej boskie zapachy, wchłaniał w duszę jej kształty barwy, jej ciszę lub niepokój”.

Otwierając w roku 2012 galerię jego malarstwa w pałacowych wnętrzach, nawiązano do tamtych czasów. Zgromadzone płótna, fotografie i osobiste pamiątki tworzą dziś największą w Polsce kolekcję poświęconą pamięci wybitnego malarza. Nie ma w niej wprawdzie powszechniego znanego „Babiego lata”, ale są liczne dzieła, nierzadko nigdzie wcześniej nie wystawiane.

 

Józef Chełmoński (1849-1914) był jednym z najwybitniejszych reprezentantów nurtu określanego w malarstwie mianem ‘polskiego realizmu’.

 

 

Tworzące radziejowicką galerię obrazy pędzla Józefa Chełmońskiego pozyskano z kolekcji Muzeum Narodowego oraz od prywatnych kolekcjonerów. Część prac nigdy wcześniej nie była pokazywana publicznie.

 

Reprezentacyjna klatka schodowa radziejowickiego pałacu, fot. Paweł Wroński

Józef Chełmoński w Radziejowicachwww.palacradziejowice.pl

Kuklówka Radziejowicka leży około 5 km na południowy zachód od Radziejowic, nad Pisią Tuczną. Tam, w głębi parceli, przy drodze/ulicy  Józefa Chełmońskiego, pod nr 36 znajduje się dom, w którym malarz mieszkał przez 25 lat (nazywa się go szumnie ‘dworem Chełmońskiego’).

Jakuba Kubickiego ozdoba Nadarzyna

Wszyscy bez mała znamy Belweder, a przynajmniej o nim słyszeliśmy, wielu z nas odwiedza Arkady Kubickiego, ciągnące się u stóp skarpy Wiślanej pod Zamkiem Królewskim w Warszawie. Jakub Kubicki stworzył jednak w Polsce więcej budowli. Wytrzymały próbę czasu i wciąż cieszą oczy klasycystyczną architekturą, tak jak kościół św. Klemensa w niezbyt odległym od stolicy Nadarzynie.

Twórczość Jakuba Kubickiego (1758-1833) przypadła na epokę klasycyzmu, zaś z historycznej perspektywy – na tragiczny przełom w dziejach Polski, dumnego, acz słabego, bo anachronicznego, żeby nie powiedzieć zacofanego królestwa, które za życia architekta zniknęło na 123 lata z map Europy.

Kościół św. Klemensa w Nadarzynie (1806), projektu Jakuba Kubickiego, fot. Paweł Wroński

Dzieła Kubickiego dość łatwo rozpoznać. Lubił bowiem boniowane elewacje i kolumnady. Kanelowane od 1/3 wysokości kolumny portyków, zarówno budowli sakralnych, jak rezydencjonalnych, stały się jego wizytówką. Był utalentowany, a jego kunszt doceniono. Praktykował pod okiem wybitnych architektów – Dominika Merliniego i Szymona Bogumiła Zuga, a sam król Stanisław August Poniatowski ufundował mu 3-letnie włoskie stypendium, by pod niebem słonecznej Italii młodzieniec mógł zgłębiać tajniki fachu architekta. Kubicki pokładanych w nim nadziei nie zawiódł, czego dowodem fakt, że za zasługi (podobnie zresztą jak brat, Maciej), został nobilitowany i otrzymał w 1790 roku z rąk Stanisława Augusta Poniatowskiego herb ‘kolumna skrzydlata’.

W nadarzyńskim kościele znajdziemy charakterystyczne dla twórczości Kubickiego elementy, a wnętrze zaprojektowanej przezeń świątyni zachwyci przynajmniej tych z nas, którzy gustują w wyrafinowanej, salonowej prostocie. Warto może także pamiętać, że pobliski skromny budynek dawnego zajazdu jest także dziełem architekta.

Kościół w Nadarzynie powstał w 1806 roku, a więc w czasach gdy nadzieja dla Polaków znowu zaświtała, bo na zachodnim horyzoncie rozbłysła gwiazda Napoleona. Zaangażowany niegdyś w wydarzenia Insurekcji Kościuszkowskiej architekt, czynił w swej twórczości ukłon w stronę cesarza Francuzów, hołdując stylowi empirowemu, co także w Nadarzynie widać wyraźnie, zwłaszcza we wnętrzu kościoła.


Najważniejsze, zachowane dzieła Jakuba Kubickiego

  • Pałac Badenich w Bejscach z 1802
  • Pałac w Pławowicach z 1804–1805
  • Przebudowa budynku Jezuitów na liceum Krzemienieckie (1805)
  • Kościół pw. św. Klemensa i zajazd w Nadarzynie (1806)
  • Warszawskie rogatki miejskie (1816-1818; Mokotowskie, Grochowskie, Marymonckie, Wolskie, Jerozolimskie, Golędzinowskie, Powązkowskie i Belwederskie)
  • plac Zamkowy w Warszawie (1818–1821)
  • Arkady Kubickiego na Zamku Królewskim w Warszawie (1819–21)
  • Kościół w Mokobodach (przypuszczalnie jego bardziej okazałą wersją był projekt Świątyni Opatrzności Bożej)
  • Pałac w Białaczowie (ok. 1797)
  • Ratusz w Płocku (1827)
  • Płockie Rogatki Miejskie (1816–1818, 1825): Warszawskie, Dobrzyńskie i Płońskie.
  • Bramy triumfalne na placu Trzech Krzyży w Warszawie (1809, 1815)
  • Pałac w Radziejowicach (przebudowa z przełomu XVIII i XIX wieku)
  • Kościół w Radziejowicach (1820)

Ciekawy przyczynek do biografii architekta: www.instytut-genealogii.com.pl

„Barokowy pałac” przy Kaleńskiej

Architektoniczny kicz – pałac z dumnie wyeksponowaną datą 1796 i gipsowymi popiersiami na elewacji. Mimo stylizacji i daty nie jest to jednak szacowny zabytek.

Projektanta, architekta Krzysztofa Wolskiego zainspirowały plany barokowego pałacu, jednak nieporadne wykonanie dekoracyjnych szczegółów zdradza imitację. Budynek powstał w pierwszej dekadzie naszego stulecia.

Kaleńska 8,Instytut Studiów Podatkowych Modzelewski i Wspólnicy Sp. z o.o., fot. Paweł Wroński

Kaleńska jest przecznicą ulicy Grochowskiej o przebiegu południkowym. Niegdyś nosiłą nazwę: Bzurska. Przemianowano ją w 1920 roku, oddając fakt, że gros mieszkańców stanowili ludzie ze wsi Kaleń, przybyli na Pragę w poszukiwaniu pracy. Autentyczna zabudowa związana była więc z rozwijającym się tu do II wojny światowej przemysłem.

Okoliczne zakłady produkowały głównie galanterię metalową, choć były również fabryki o odmiennych profilach. Największe pośród nich – Strażackie Zakłady Przemysłowe, produkujące urządzenia gaśnicze, założono w 1925 roku pod numerem 3. Teraz, w zmodernizowanym budynku znalazły siedzibę szkoły policealne. Również w 1925 roku, spółka Lechistan-Hartmudt otworzyła przy Kaleńskiej fabrykę ołówków. Pod numerem 1, przy skrzyżowaniu z Grochowską. Ten budynek już nie istnieje.

Ciekawostką stało się specyficzne, architektoniczne zróżnicowanie stron ulicy Kaleńskiej. Pod numerami nieparzystymi, a więc od zachodu wznosiły się zakłady, a pod parzystymi po wschodniej – domy mieszkalne, początkowo ceglane, budowane z materiału pozyskanego z rozbiórki carskiego fortu Grochów (gruz wykorzystano ostatecznie w 1934 roku, gdy wylewano fundamenty kościoła-pomnika przy Placu Piotra Szembeka). Jeden dom z tamtych czasów, z charakterystycznym mansardowym dachem jeszcze się zachował pod numerem 12. Jest wprawdzie w kiepskim stanie, ale patrząc na niego łatwiej sobie wyobrazić jak wyglądała cała okolica w dwudziestoleciu międzywojennym – w czasach przemysłowej prosperity Grochowa.

Od przynajmniej dwóch dekad stara zabudowa ustępuje na Pradze nowej wielorodzinnej mieszkaniówce i bardziej wyrafinowanym, kameralnym plombom. Oblicze dzielnicy się szybko zmienia, mimo to „pałac” pod numerem 8 wciśnięty w post-robotniczą, raczej skromną zabudowę kwartału, pasuje jak przysłowiowa pięść do nosa. Niemniej jednak, zainteresowanie budzi (moje przynajmniej wzbudził). Być może wzbudza też respekt obietnicą solidności. Ten aspekt zdaje się wykorzystywać zajmująca budynek firma doradztwa podatkowego – Instytut Studiów Podatkowych Modzelewski i Wspólnicy Sp. z o.o., której szyld umieszczony na mosiężnej tablicy przy drzwiach ujętych portalem w kolumnowym ganku, przyciąga wzrok szacownym designem. W branży, firma cieszy się sporym uznaniem, a swoim doświadczeniem dzieli się z publicznością, wydając od niemal dwóch dekad „Biuletyn Instytutu Studiów Podatkowych Doradztwo Podatkowe”, jedno z nielicznych na polskim rynku profesjonalnych czasopism z zakresu podatków i prawa podatkowego, publikujące autorskie opinie w zakresie kontrowersyjnych zagadnień podatkowych oraz obowiązujące akty prawne (www.isp-modzelewski.pl).


Więcej o przemyśle na Grochowie i dziejach ulicy Kaleńskiej w bloguwwwgrochowmiejscazapomniane.wordpress.com

Saska Kępa i pierogi z „Pikanterii”

„Pikanteria”, choć z zewnątrz prezentuje się niepozornie, ma na Saskiej Kępie rzesze wielbicieli – od dawna. Porcje bowiem, są – rownież od dawna – smaczne i obfite.

Ja na prywatny użytek testuję walory knajp objadając się pierogami. A tych w „Pikanterii” serwują aż 7 rodzajów, nie mówiąc już o tym, że mogą być gotowane, bądź z pieca, a do tego – niezależnie od sposobu przyrządzenia – z omastą! Ponadto można zamówić porcję różnorodnych smaków, i nie wpływa to na cenę (!).

 

Pierogi z „Pikanterii”: z mięsem, z kapustą i grzybami, ze szpinakiem, ruskie, z soczewicą, z kaszanką i staropolskie czyli z kaszą gryczaną (cena porcji z czerwca 2018 – 18 zł; aktualne menu w Internecie na stronach oraz fanpage’u lokalu na FB).

 

Oczywiście, to nie wszystko. Menu jest wypełnione równie obficie jak talerze. Ponadto, mimo, że gospodarze odwołują się do tradycji kuchni polskiej, dań dla wegetarian, a nawet wegan – nie brakuje.


„Pikanteria” Restauracja Drinkbar (Warszawa, ul. Walecznych 68a):
www.pikanteria.waw.pl
www.facebook.com/Pikanteria