„Najpiękniejsza ziemia” Kolumba

Najpiękniejsza ziemia, jaką widziały moje oczy” – tak ponoć o Kubie powiedział Krzysztof Kolumb.

12 października 1492, statki uczestniczące w pierwszej wyprawie Kolumba przybiły do maleńkiej wyspy. Kolumb nazwał ją San Salvador. Na cześć Zbawiciela, w podzięce za pojawienie się lądu po niekończących się dniach ciszy morskiej. Dziś znana jest jako Watling, a dzień jej odkrycia przyjmuje się za datę odkrycia Ameryki przez Kolumba.

Przybysze zauważyli u tubylców złote ozdoby, więc kolejne dni poświęcili na poszukiwania „ziemi rodzącej złoto”. Tak – choć o tym Kolumb nie wiedział – poznawali kolejne wyspy archipelagu Wielkich Antyli. Aż wreszcie 28 października 1492 trafili na tak dużą, że Kolumb był pewien, iż dotarł do stałego lądu. Do wymarzonych Indii, rzecz jasna. W obecności notariusza sporządził nawet stosowne dokumenty, a oficerów i marynarzy zaprzysiągł, że potwierdzą fakt dotarcia do celu. W drodze powrotnej z obawy przed sztormem kopie dokumentu ukrył w dwóch baryłkach. Umieścił w nich także obietnicę nagrody dla tego, kto zawartość znalezionej baryłki na dwór hiszpański dostarczy. Trudno powiedzieć ile w tym prawdy, bo nikt nigdy tych baryłek nie odnalazł.

Warto zwrócić uwagę, że Kubańczycy za dzień przybycia Kolumba uznają 27 października, natomiast w Europie podaje się dzień następny, tj. 28. Skąd ta niezgodność? Zapewne z powodu różnicy czasu między kontynentami, wynoszącej aż 6 godzin.

Popłynąłem wzdłuż jej [dzisiejszej Kuby – przyp. P.W.] wybrzeża na zachód. Okazało się, że jest tak wielka, chyba bez końca, iż wydaje mi się, że nie jest to wyspa, lecz kontynent, jedna z prowincji chińskich”. Jak widać Kolumb nawet nie dopuszczał do siebie myśli, że nie jest u wybrzeży azjatyckich, a wszelkie wątpliwości interpretował tak, aby utwierdzić się w przekonaniu o sukcesie wyprawy.

Przez długie lata na Kubie toczył się spór o to, gdzie konkretnie przybił do kubańskiego brzegu Kolumb. W zatoce Bariay na północno-wschodnim wybrzeżu czy na wschodnim, w Baracoa? W pierwszym wystawiono mu pomnik, w drugim wmurowano pamiątkową tablicę.

Po przeprowadzonych niedawno badaniach spór można uznać za rozstrzygnięty, bo stary krzyż w Baracoa, pochodzi zdaniem naukowców z czasów Kolumba. Ponad wszelką wątpliwość!


Film z 2013 roku z YouTube’owskiego kanału cubavideo.


Październik stał się dla Kuby miesiącem szczególnym po raz kolejny w 2016 roku. Nomen omen, znowu w październiku, gdy huragan Matthew nawiedził wschodnie wybrzeże wyspy, niszcząc niemal doszczętnie Baracoę. Skalę klęski żywiołowej pokazuje poniższy film, zatytułowany „Hurricane Matthew Destroys Baracoa Cuba”, zamieszczony w październiku 2016 na Youtube’owskim kanale MacNews.


Kuba turystycznie: www.cubatravel.cu
Kuba statystycznie (na CIA Fact Book): www.cia.gov/library/publications/

Materiał przygotowany dla portalu http://magazynswiat.pl w 2017 roku.


If You like this site, your support will be welcome!

$5.00


Reklamy

Kuba na TTW 2016 – wzrost w rytmie Salsy

Nie tylko kubańską muzykę i taniec, ale i zabytkowe samochody, zapierające dech w piersiach tereny do nurkowania, przepiękne pola golfowe i coraz liczniejsze parki rozrywki – reklamował podczas targów TT Warsaw radca kubańskiej ambasady.

  • Jestem w Polsce, żeby zachęcać Polaków do przyjeżdżania na Kubę. Zarówno turystów, jak i inwestorów – zaznaczył podczas prezentacji w trakcie TT Warsaw David Lobaina, radca Ambasady Republiki Kuby.

Podał z satysfakcją, że w 2015 roku jego kraj odwiedziło 3,6 miliona turystów. Wśród nich coraz więcej jest Polaków. W 2012 roku polscy turyści zostali sklasyfikowani na 56. pozycji pośród nacji najczęściej odwiedzających Kubę. Teraz zajmują w tym rankingu już 16. miejsce. Wzrost liczby polskich przyjazdów między 2014 a 2015 rokiem sięgnął 45%.

Szczególnym optymizmem napawają gospodarzy badania satysfakcji klientów. Ponad 95% wyraża zadowolenie ze spędzonego na Kubie urlopu, ponad 90% chwali korzystny stosunek jakości usług do ceny, a ponad 45% deklaruje, że wróci na wyspę przy najbliższej okazji.

Kuba ma bowiem wiele do zaoferowania. Nie tylko muzykę i dynamiczny taniec, które już dawno podbiły świat, stając się symbolem wyspiarskiej kultury. – Kuba jest żywym muzeum motoryzacji – zauważył Lobaina. 50-, a nawet 60-letnie amerykańskie krążowniki szos, które wciąż dominują na kubańskich ulicach, w końcu stały się zaletą. Praktycznie już tylko na Kubie można pojeździć tego typu taksówką.

Jak opisuje Lobaina, w dwóch dziedzinach Kuba stała się w ostatnich latach potentatem: w wędkarstwie morskim i w nurkowaniu. Międzynarodowe wędkarskie zawody o trofeum Hemingwaya należą w tej dyscyplinie do najbardziej prestiżowych na świecie. Podwodni fotografowie od lat rywalizują zaś o wykonanie najlepszego ujęcia kubańskich głębin.

Na lądzie też jest co podziwiać. W aktualnym rankingu Traveler Choice, stare miasto w Hawanie znalazło się na drugiej pozycji wśród najchętniej odwiedzanych miejsc na świecie. Wysoko w międzynarodowych rankingach plasuje się też zawsze zabytkowe miasto Trynidad. Na Kubie urządzono też jedenaście 18-dołkowych pól golfowych, ale potrzebują one inwestorów, którzy wybudują infrastrukturę dla usług dodatkowych, gastronomii i noclegów. Ważną gałęzią stała się również turystyka medyczna, bo Kuba oferuje w niskiej cenie usługi specjalistów, dysponując jednocześnie dobrze wyposażonymi komercyjnymi centrami leczniczymi.

Lobaina nie krył, że przyjechał do Polski także w poszukiwaniu inwestorów, zwłaszcza z sektora turystycznego. Poza partnerami do rozwijania turystki golfowej, zapotrzebowanie jest też na nowych operatorów hoteli. Te jednak budować wolno tylko w wyznaczonych przez państwo strefach.

Na Kubę coraz łatwiej się dostać. Rejsy lotnicze obsługuje 54 międzynarodowych przewoźników, których samoloty lądują w 11 portach lotniczych. Równie dobrze na wyspę można dotrzeć szlakami wodnymi. Na pasażerów czeka 7 międzynarodowych marin i 3 terminale dla luksusowych statków.

Kubańczycy liczą też na rozwój tematycznych parków przygody i rozrywki. Wszystkie te zamierzenia ujęto w perspektywicznym planie rozwoju na lata 2016-2030. Kubańskie władze szacują, że jego realizacja przyniesie wyspie niemal 10-krotny przyrost miejsc noclegowych. W ciągu najbliższych 15 lat ponad 100 tysięcy. W planach jest także rozwój kempingów i gospodarstw agroturystycznych.

Poza hotelami, kontrolowanymi przez Ministerstwo Turystyki, dynamicznie rozwija się sieć kwater prywatnych, zwanych casa particulares. Zdaniem Lobainy zniesienie barier blokujących rozkwit indywidualnej przedsiębiorczości jest znakiem, że Kuba szeroko otwiera się na świat, i że turystyka jest w nowych warunkach jedną z najważniejszych dziedzin jej gospodarki.

O wypoczynku na Kubie będzie też przypominała telewizja. W grudniu w sieciach kablowych i na platformie nc+ ruszy emisja serii „Monix w podróży”, zrealizowanej przed kilkoma miesiącami przez Monikę Krawczyk we współpracy z kubańską ambasadą.


Relacja z prezentacji Kuby na TTWarsaw przygotowana dla Rzeczpospolitej, 24 listopada 2016, opublikowany w Turystyce, branżowym portalu dziennika „Rzeczpospolita”: www.turystyka.rp.pl

Kuba, rumba i UNESCO

Kuba otwiera się na świat, a Kubańczycy z dumą prezentują swoją kulturę. Ba, pragną by rumba, ich narodowa muzyka i taniec, znalazły się jak najprędzej na liście UNESCO.

Latynoskie tańce królują we wszystkich niemal szkołach tańca, bo są spontaniczne i kuszące erotyzmem. Magnetyzują rytmem, pobudzając tancerzy do ruchu, wciągając ich w swoistą grę ciał i kryjących się za każdym gestem emocji. Taki właśnie taniec mają Kubańczycy we krwi. Taka jest rumba, obecna na każdym kroku, nie tylko w tanecznych lokalach, ale na ulicy, w niezliczonych miejskich zaułkach. Wszędzie tam gdzie tylko zgromadzi się kilka osób, pojawiają się natychmiast instrumenty i zaczyna płynąć muzyka. A to czy muzykom uda się porwać zebranych do tańca, jest papierkiem lakmusowym nie tylko ich wirtuozerii, ale zrozumienia ducha muzyki.

Rumba nie pojawiła się nagle. Wyewoluowała z tańców autochtonicznej ludności pod wpływem kultury konkwistadorów i rytmów jakim hołdowali przywożeni na Kubę czarni niewolnicy. Ponoć dawniej tancerze byli od siebie oddaleni. Wpływ moralnych zasad przywiezionych wraz z chrześcijaństwem przez Hiszpanów oraz dworska etykieta usztywniały ich, nakazując utrzymywanie dystansu. To było jednak sprzeczne z duchem i temperamentem kształtującego się po konkwiście kubańskiego narodu. Przełamano więc opory. Najpierw wśród prostego ludu, wkrótce potem na salonach, i już pod koniec XIX wieku tańczono inaczej. Nie unikając erotyzmu, dotyku i narastającej w tańcu bliskości partnerów.

Współczesna rumba jest więc pełną radości taneczną zabawą, ma w sobie coś z zalotów, pogoni za partnerką i poszukiwaniem jej przyzwolenia na bliższy kontakt. Są kroki, ale nie ma schematu. Im tancerze lepsi i bardziej spontaniczni, tym potrafią zaprezentować ciekawszy i bardziej złożony, zaskakujący nierzadko spektakl. Często, zwłaszcza młodzi mężczyźni, eksponują w tańcu fizyczną sprawność. Taki styl przyjęło się określac mianem columbia. W równie popularnym stylu yambú, partnerzy odgrywają raczej starszych, doświadczonych życiem ludzi. Zaś najpopularniejsza, rumba guaguancó jest pantomimą poświęconą zawsze miłości i wynikającym z niej perypetiom. Oczywiście te trzy style, nie wyczerpują szerokiej gamy odcieni rumby. Zjawiska w kubańskiej kulturze.

Rzecz przy tym ciekawa, że słowo rumba zna dziś cały świat i kojarzy bez żadnych wątpliwości z dynamiczną muzyką i tańcem. Jednak nawet Kubańczycy nie mają pewności skąd się to określenie wzięło. Może od hiszpańskiego rumbo czyli zamieszania, bo takie było jedno z dawnych znaczeń tego słowa. A może z narzeczy zachodnioafrykańskich, podobnie jak bliskie brzmieniowo tumba albo macumba. Nie wnikając więc w etymologię, rumba to specyficzne dla Kuby i muzyka, i taniec. I już! A bodaj jedyne co warto zapamiętać to, że jej uliczna, spontaniczna wersja określana jest mianem rumbón. I do takiego właśnie tańca zaproszą nas niechybnie Kubańczycy. Bo otwarci na przybyszów, chętnie nawiązują kontakty. A tam gdzie brakuje słów i język jest przeszkodą, muzyka i mowa ciała najlepiej służą porozumieniu.

* * * * *

Fantastyczny wykład o genezie kubańskiej muzyki, ilustrowany filmami: www.worldmusic.net
O promocji Rumba Route na łamach cubaheadlines.com: www.cubaheadlines.com
Więcej wieści z Kuby: www.cibercuba.com


Rumba w wersji estradowej 🙂

Rumbón czyli spontaniczna rumba uliczna

Zamiast podsumowania, film „Lucumi, the Rumbero of Cuba”


Materiał publikowany na łamach magazynu „Świat Podróże Kultura” w numerze sierpień-wrzesień 2015.

Kuba – cygara, rum i taniec we krwi

Republika Kuby zajmuje największą wyspę w archipelagu Wielkich Antyli na Morzu Karaibskim oraz szereg mniejszych wysepek. Na Kubie dominują wprawdzie niziny, ale na południowym zachodzie i południu wyspy wypiętrzają się łańcuchy wapiennych gór Sierra de los Organos oraz Sierra Maestra z najwyższym szczytem Pico Turquino (1974 m).

Historia Kuby rozpoczęła się wraz z przybyciem Krzysztofa Kolumba, którego statki przybiły do brzegów wyspy w 1492 roku. W krótkim czasie konkwistadorzy dokonali eksterminacji rdzennej indiańskiej ludności – Tainów. Współcześni Kubańczycy są więc potomkami hiszpańskich kolonizatorów i sprowadzanych z Afryki do prac na plantacjach i w kopalniach niewolników. Splot ich obyczajów, kultury i religii ukształtował współczesne oblicze kraju. A jego kluczowe dzieje wyznaczają wojny z Hiszpanią o niepodległość w II połowie XIX i na początku XX w., protektorat amerykański oraz rewolucja lat 50. XX w., po której przyjęto w kraju ustrój socjalistyczny, a przewodniczącym Rady Państwa został lider partii komunistycznej i przywódca rebelii, Fidel Castro. Od czasu gdy władzę przejął jego brat Raul, Kuba otwiera się na świat, nie zmieniając jednak ustroju politycznego.

Powierzchnia: 110,86 tys. km2

Ludność: 11,16 mln.

Stolica: Hawana (2,2 mln. mieszkańców)

Główna religia: katolicyzm (wyznawany przez 85% populacji), niezwykle barwny, bo przesycony magią i wierzeniami ludów Afryki, z których wywodzili się sprowadzani na wyspę czarni niewolnicy

Waluta: peso kubańskie (1 CUP – 3,90 PLN w 2015; kalkulator walut), dzieli się na 100 centavos

Język urzędowy: hiszpański

Czas: 4 godz. wstecz latem, 5 godz. wstecz zimą w stosunku do czasu Greenwich

Na liście UNESCO: zespół zabytkowy w Hawanie i jego system fortyfikacji, Trynidad i Dolina los Ingenios, zamek San Pedro de la Roca w Santiago de Cuba, Park Narodowy Desembarca del Granma, Dolina Viñales, krajobraz archeologiczny pierwszych plantacji kawy na południowym-wschodzie Kuby, Park Narodowy Alejandro de Humboldt, zabytkowe centrum Cienfuegos, historyczne centrum Camagüey

Na srebrnym ekranie: Kubę, miejscową muzykę i specyficzną wokalizę rozsławił nakręcony w ostatniej dekadzie XX wieku film Wima Wendersa „Buena Vista Social Club”

Atrakcje turystyczne: zabytkowe zespoły miejskie z czasów kolonialnych, muzyka grana na ulicach i spontaniczne tańce do jakich porywają miejscowych melodia i rytm, przykuwające uwagę widzów temperamentem oraz delikatnym odcieniem erotycznej prowokacji. Wyrób rumu i cygar takimi samymi metodami jak przed stu laty. Te właśnie produkty są ikonami kubańskiego przemysłu. Choć Kuba jest destynacją całoroczną za najlepszy okres by ją odwiedzić uchodzą marzec i kwiecień, ewentualnie maj. Jest ciepło, ale nie upalnie, a prawdopodobieństwa opadów niewielkie. Pora deszczowa zaczyna się w maju i ciągnie do października, ale nie jest zbyt uciążliwa. Podobnie jak huragany, które choć systematycznie wieją na Karaibach od września do listopada, rzadko kiedy nawiedzają Kubę.

Kuchnia, podobnie jak muzyka, łączy wpływy europejskie i afrykańskie ze specyfiką klimatu i przyrody Karaibów. Potrawy nie są może zbyt wyrafinowane, bo królują wśród nich pożywne zupy oraz opiekane na chrupko mięso kurcząt i wieprzowina, a najpopularniejszym dodatkiem jest ryż z fasolą. Smaży się też z upodobaniem ryby. Natomiast podstawą napojów i przysmaków są liczne, często nieznane poza Karaibami owoce tropikalne. Do kubańskich realiów nawiązują liczne drinki, w których soki i owoce miesza się z kubańską specjalnością – rumem. Dla autochtonów ważny jest nastrój posiłków, a że uwielbiają rozmawiać, przy jedzeniu i piciu znajdują po temu najlepszą okazję. Celebrują więc chętnie spotkania i, zwłaszcza, wieczorne posiłki gdy powietrze się orzeźwia.

Gdzie indziej nie znajdziecie: długotrwała izolacja (amerykańskie embargo i konsekwencje ustrojowe), spowodowała, że kraj jawi nam się egzotycznie. Mity i pogłoski zastępują realną znajomość kraju i jego mieszkańców. Sygnałem autentycznej otwartości jest promocja nie tylko luksusowych hoteli odciętych od życia, ale prywatnych kwater – casas particulares. Korzystanie z nich jest okazją do poznania prawdziwego oblicza kraju, do autentycznych kontaktów i degustacji potraw kuchni rzeczywiście domowej, a do tego w przystępnej cenie.

W Internecie: www.gocuba.pl oraz www.abckuba.pl
Kuba w CIA Factbook: www.cia.gov

Powiązane artykuły (dostępne w tym archiwum):
Kuba – dotyk z odrobiną erotycznej prowokacji
Kuba, Kostaryka, Meksyk – Ameryka Łacińska w trzech odsłonach
Kuba – apteki Fidela (u schyłku panowania)
Kuba – przyciąga jak magnes

Materiał przygotowany do internetowej edycji magazynu „Świat. Podróże. Kultura.” (2015).

Kuba z subtelną nutą prowokacji

O historii, kulturze i walorach turystycznych Kuby opowiada Juan Castro Martínez, Ambasador Republiki Kuby w Polsce.

Kuba jawi się polskim turystom jako wyspa gorąca nie tylko pod względem klimatu, ale także pogody ducha i temperamentu mieszkańców. Na taki obraz wpłynął w dużej mierze film Wima Wendersa „Buena Vista Social Club”. Zapoczątkował światową modę na kubańską muzykę. Czy zwiedzanie Kuby tym właśnie tropem jest w rzeczywistości możliwe? Na ile to trafne podejście?

Juan Castro Martínez (JCM) ⇒ MTak, muzyka i taniec są symptomatyczne dla naszej kultury. Odzwierciedlają nie tylko temperament i ducha, ale także sposób myślenia i zachowania Kubańczyków. Ponadto są obecne w naszym codziennym życiu. Na ulicy, wystarczy żeby spotkało się kilka osób i to one zaczynają grać i śpiewać. Nie trzeba chodzić do klubu czy baru. Muzyka jest wszechobecna. Nie potrzeba też wiele by porwała ludzi do tańca. Co więcej, to właśnie osoby tańczące są tymi, które rozpoznają wartość i talent muzyków. Oto Kuba, nasza kultura, nasza historia. Zwiedzałem swojego czasu drewniany kościół na Podkarpaciu, którego powstanie datowano na 1490 rok. Uświadomiłem sobie wówczas jak krótka jest nasza historia w porównaniu z historią Polski. Bo przecież ten kościół już istniał, gdy do wybrzeży Kuby dopłynął Kolumb. A to dopiero po przybyciu konkwistadorów zaczął cykać zegar kubańskiej historii.

Czyżby po rdzennych mieszkańcach nie zostały na Kubie żadne ślady?

JCM ⇒ Dokonane odkrycia archeologiczne potwierdziły naukowo obecność rdzennych Indian na Kubie, głównie na wschodzie. Historycy twierdzą, że Indianie byli ludźmi nastawionymi pokojowo, otwartymi. Przywitali przybyszów serdecznie i z honorami. Niestety, bo konkwistadorzy zawładnęli łatwo wyspą i zaczęli zmuszać ich do pracy ponad siły. Do tego w celach zupełnie dla Indian niezrozumiałych, na przykład poszukiwania złota. Nieludzkie traktowanie doprowadziło do rozpaczliwego, krwawo stłumionego buntu. Ba, krwawo to za mało powiedziane, do eksterminacji rdzennej ludności. W efekcie na wyspie pozostali Hiszpanie, a żeby miał kto pracować w ich kopalniach i na ich plantacjach, zaczęli sprowadzać afrykańskich niewolników. Proszę zauważyć paradoks historii. My Kubańczycy jesteśmy potomkami Hiszpanów i Afrykańczyków. Z tej właśnie mieszaniny wyrosło poczucie naszej odrębnej narodowej tożsamości, prowadzące pod koniec XIX wieku do wojny o niepodległość… z Hiszpanami. Trwała ona niemal 30 lat, aż do zwycięstwa pod przywództwem naszego bohatera narodowego, José Martíego. Powstańcy nie byli przy tym wcale jednomyślni. Znaczącą rolę odgrywali wśród nich autonomiści, zwolennicy pozostania pod berłem Hiszpanii, ale na zasadach autonomicznej zamorskiej prowincji. Byli też zwolennicy związania się ze Stanami Zjednoczonymi. Amerykanie zresztą szybko się w konflikt wmieszali i objęli Kubę protektoratem. Chronili rzecz jasna własne interesy, więc w ciągu kilku dekad ta sytuacja doprowadziła znowu do wojny i do rewolucji. Co się zaś tyczy rdzennych mieszkańców, których losy wywołały moją dygresję o historii Kuby, trochę o nich wiemy… ze stanowisk archeologicznych. Jednak niewiele. Na pewno chyba tylko to, że uprawiali i palili tytoń. A cygara są dziś symbolem Kuby i najbardziej rozpoznawalnym na świecie produktem naszego przemysłu.

Wizja zaciągnięcia się kubańskim cygarem może być dla wielu osób kusząca. Czy cygara są rzeczywiście ikoną waszej kultury?

JCM ⇒ Kiedyś podczas spotkania w nobliwym towarzystwie bardzo dobrze sytuowanych mężczyzn i towarzyszących im pięknych, młodych kobiet zostałem poproszony by opowiedzieć właśnie o cygarach… Zacząłem od tego, że prawdziwy mężczyzna powinien traktować swoje cygaro dokładnie tak, jak swoją kobietę. Przede wszystkim dotykać, rozkoszować się jej zapachem, słuchać i rozmawiać, zwilżyć, a na koniec – rozpalić. Jedna z tych młodych dam jako pierwsza zaczęła mi bić brawo. Proszę zrozumieć, nasza kultura jest gorąca, przesycona nutkami erotyzmu, flirtu, prowokacji, otwartości i ciepła, które ludzie okazują sobie w codziennych sytuacjach. „Kochanie, czy macie zimne piwo?” – zwraca się gość do kelnerki w barze. „Ależ oczywiście, mój aniołku.” – odpowiada ona. Te cechy kultury najsilniej ujawniają się w naszych tańcach. W muzyce splatają się wpływy hiszpańskie z murzyńskimi rytmami. Ale proszę sobie wyobrazić, że nasze tańce wyrosły też z dworskiego tańca francuskiego. Zdziwienie? Ależ tak, gdy na pobliskiej Haiti wybuchło powstanie Francuzi, których wyspa była wtedy kolonią szukali na Kubie schronienia. Przywieźli też ze sobą swoje tańce. Te damy w pysznych sukniach, etykieta i rytuał kontredansa. To wszystko poruszyło Kubańczyków. Nie mogli jednak wyjść ze zdziwienia, że tak rzadko w tym tańcu mężczyzna z kobietą się dotykają. I jakby w opozycji, adaptując wiele elementów powstały nasze tańce, wzbogacone o kontakt między partnerami. Bo dla nas taniec to wyzwanie, prowokacja, gra, flirt. Miałem przyjaciela, świetnego tancerza. „Skąd u ciebie takie zamiłowanie do tańca?” – pytałem. „To nie upodobanie, to potrzeba.” –odpowiedział. „Jestem mały, brzydki. Taniec to jedyny sposób, żeby kobiety zwracały na mnie uwagę.” Był świetny i był skuteczny. Gdzie byśmy nie byli chciały z nim tańczyć wszystkie kobiety.

Otwarcie się Kuby na świat. Postępująca od końca minionej dekady liberalizacja waszego prawa. A w efekcie rozwój turystyki jest szansą wzajemnego poznania. Ale gdzie przybysz z Polski ma szukać autentycznych kontaktów z Waszą kulturą, obyczajowością?

JCM ⇒ Kubańczycy nie są domatorami. Miejscem życia, miejscem spotkań jest ulica. Park w Warszawie jest po to by się przespacerować, wyrwać z codziennego rytmu. Park na Kubie zgoła odmiennie. Jest w centrum zarówno pod względem lokalizacji, jak i w sensie zainteresowania. Są w nim porozstawiane ławeczki, zawsze pełne ludzi. Bo tam się spotykają, grają, zawierają i podtrzymują znajomości. Łatwo wniknąć w ten klimat, gdyż Kubańczycy uwielbiają rozmawiać. Każdy pretekst jest dobry do rozmowy i nikt jej nie unika ani obcesowo nie przerywa. Wręcz przeciwnie. Ba, problemy językowe nie są dla nas przeszkodą. Pod kościółkiem, o którym wcześniej wspomniałem, stały dwie osoby przypatrujące się naszej grupie. Były one z tamtej miejscowości, więc podszedłem do nich i zagadnąłem. Nie mówiłem po polsku, a oni nie mówili po hiszpańsku. Ale wychwycili słowo Kuba. „Aaa, Fidel Castro!” – wykrzyknęli. Pośmialiśmy się, pogestykulowaliśmy. Było wesoło, był kontakt. Rozmowa to więcej niż słowa, a na Kubie wszyscy to rozumieją.

Nie będzie więc problemu, choć szlifowanie hiszpańskiego ma sens, i z pewnością ułatwi poznawanie pańskiego kraju. Proszę powiedzieć czy trudno się dostać na Kubę. Technicznie – pod względem przepisów, formalności? Czy są jakieś przeszkody?

JCM ⇒ Nie ma. Owszem potrzebna jest karta turystyczna (Tarjeta de Turista) – wiza, jaką wydaje nasza ambasada. Jej cena to 22 euro. Gorąco zachęcam do załatwiania formalności bezpośrednio w konsulacie. Liczne biura turystyczne, które w tej chwili oferują wycieczki na Kubę też muszą ją u nas zamówić, a więc nie załatwią tego taniej. Co więcej, dodadzą prowizję. Bardzo ważne jest ubezpieczenie, bo obywatele Kuby korzystają z opieki medycznej w ramach systemu, a przybysz musi za usługi medyczne czy leki zapłacić. Nie ma niestety bezpośredniego połączenia lotniczego z Polską, ale są liczne wygodne loty z przesiadką. Najdogodniejsze wydają mi się połączenia przez Frankfurt, Paryż i Amsterdam. Zaś z biurami, loty czarterowe, których nasilenie przypada na szczyt turystycznego sezonu. W okresie od listopada do marca, akurat wtedy, kiedy Polacy szukają ciepła. A u nas zawsze jest gorąco.

Dotykając problemu opłat, pieniędzy. Jak to jest z tymi dwoma rodzajami peso – dla autochtonów i dla przybyszów?

JCM ⇒ W zeszłym roku rząd podjął decyzję o ujednoliceniu systemu finansowego. Tylko, że to jest proces, który wymaga czasu, gdyż intencją rządu jest bezbolesne dla obywateli przeprowadzenie reformy. Z dobrodziejstw zmiany Kubańczycy już korzystają, bo towary, które dawniej można było kupić wyłącznie za peso wymienialne (to przeznaczone dla przybyszów), stały się dla wszystkich dostępne. Poza tym zmieniła się diametralnie praktyka. Przedtem państwo dotowało towary, tak by ich cena na rynku nie była barierą dla Kubańczyków. Koniec z tym, teraz pieniądze lokowane w sztuczne podtrzymywanie cen będą przeznaczone na subwencje dla ludności, na urealnienie ich dochodów. Jest więc już tylko jedna waluta. Ale system jest w okresie transformacji. I jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, w przyszłym roku Kuba pożegna się z walutowym dualizmem. Unikając radykalnych posunięć mamy na względzie nie tylko interesy naszych obywateli i naszej gospodarki, ale również naszych gości. Turystyka jest bowiem dla nas bardzo ważna, a zdajemy sobie sprawę, że dla turysty kluczowe znaczenie ma poczucie bezpieczeństwa. Pod każdym względem.

Na miejscu, gdzie się najlepiej zatrzymać?

JCM ⇒ Mamy bogatą infrastrukturę turystyczną, liczne hotele, więc wybór zależy w praktyce jedynie od zamożności klienta. Osobiście polecam casas particulares, odpowiednik waszych prywatnych kwater, pokojów do wynajęcia. Nie dlatego wcale, że są najtańsze, ale dlatego, że sprzyjają autentycznym kontaktom z gospodarzami. Sprzyjają rozmowie. A ponadto można w nich ustalić, czy się chce tylko zamieszkać, czy także jeść z gospodarzami. Jedzenie zaś jest również istotnym elementem naszej kultury. Zasada jest prosta – za stołem nikt nie może pozostać głodny. Z tym, że śniadania na Kubie bliższe są tradycji amerykańskiej czy wręcz francuskiej, a nie polskiej. Są bowiem bardzo lekkie, szybkie, krótkie – takie na początek dnia. Co innego lunch, a już przede wszystkim wieczorny posiłek. Połączony oczywiście z rozmową. Wymarzona okazja do kontaktów, do wzajemnego poznawania się.

Czego koniecznie trzeba skosztować?

JCM ⇒ Na Kubie najważniejszy jest smak i atmosfera posiłków. Zajadamy się tropikalnymi owocami. Są wśród nich powszechnie znane jak mango czy ananasy. Ale jest też mnóstwo takich, które nie tylko nie mają odpowiedników w innych szerokościach geograficznych, ale nawet poza Kubą nie są znane z nazwy. Poza tym, w zależności od przepisu niektóre z nich są traktowane jak owoc lub warzywo. Na przykład avocado, które równie dobrze może się znaleźć w sałatce jak zostać usmażone. Wspomniałem o zasadzie, że za stołem nikt nie może być głodny. Stąd zapewne popularność gęstych zup, ryżu szarego z czarną fasolą oraz mięs, z których poczesne miejsce zajmuje wieprzowina. Oczywiście do kanonu należą też ryby i owoce morza, ale te – w restauracjach – bywają bardzo drogie, bo potrawy z nich są synonimem luksusu, tak jak langusta. Zupełnie inaczej rzecz ma się w domu, gdy kupujemy produkty bezpośrednio od rybaków na plaży. Trudno sobie oczywiście wyobrazić, żeby każdy turysta sam sobie robił zakupy i jeszcze zajmował się gotowaniem. I w tym momencie walory casas particulares są widoczne jak na dłoni. Tylko tam zetkniemy się z prawdziwą domową kuchnią i z wszystkimi jej przysmakami.

*   *   *   *   *

Ambasada Kuby w Polsce / Embajada de Cuba en Polonia
Domaniewska 34 (3 piętro), 02-672 Warszawa
tel.: (+48 22) 848 17 15 (+48 22) 646 11 78; faks: (48 22) 848 22 31
e-mail: embacuba@medianet.pl; www.hawana.msz.gov.pl

Materiał przygotowany w formie wywiadu do kwietniowego numeru magazynu „Świat. Podróże. Kultura.” (2015).

Kuba – apteki Fidela

System ochrony zdrowia na Kubie jest bezpłatny i obejmuje wszystkich obywateli, ale do szpitala trzeba iść z własną pościelą. Przemysł farmaceutyczny jest jednym z kluczowych źródeł dochodu narodowego, ale półki aptek świecą pustkami.

Ochrona zdrowia była jednym z priorytetów państwa budowanego przez Fidela Castro po zwycięstwie rewolucji. Z pewnością wpłynęła na to postawa towarzysza broni kubańskiego wodza, Che Guevary, który był z wykształcenia lekarzem. Ponadto, odwołanie się do tej właśnie dziedziny było dobrym chwytem propagandowym. Przed rewolucją bowiem praktykowało na Kubie około 6 tysięcy lekarzy, ale ich świadczenia były tak drogie, że chociaż teoretycznie 1 przypadał na tysiąc mieszkańców, większości społeczeństwa nie było na nie stać. Podobnie zresztą jak na przepisywane przez nich leki. Wskaźniki takie jak umieralność niemowląt osiągały więc alarmujący poziom. Obietnice nowych władz, że wszystko zmienią, przyjęto więc ze zrozumiałym aplauzem i z nadzieją. System wdrożono bardzo szybko, opierając na wywodzącym się z radzieckiej Rosji modelu Siemaszki. Jego ogniwa bilansują się w układzie administracyjnym 14 prowincji i 169 gmin, na które podzielona jest Kuba. Jednostki podstawowej opieki zdrowotnej funkcjonują w gminach, wyższych stopni rozlokowane są w wyznaczonych miastach prowincji. Koordynatorem wszelkich działań jest Ministerstwo Zdrowia, a wydatki na zdrowie stanowią lwią część budżetów poszczególnych jednostek administracyjnych. Ubezpieczeniem publicznym, jedynym zresztą jakie na Kubie funkcjonuje, objęci są wszyscy obywatele. Szczególny nacisk kładzie się od początku na opiekę nad matką i dzieckiem. Wprowadzono obowiązkowe szczepienia i okresowe badania dzieci. Ustalono także listę leków, na której znajduje się obecnie ponad 900 preparatów. Ich dostępność gwarantuje państwo, ale stosowanie mogą zalecać jedynie uprawnieni lekarze. Statystyki w dziedzinie zdrowia uległy zdecydowanej poprawie, a kryteria geograficzne i demograficzne usytuowania placówek zdrowia uchodzą wręcz za modelowe. Kuba szczyci się dziś najlepszymi w skali Ameryki Łacińskiej wskaźnikami zdrowia, a jej system znajduje uznanie ekspertów organizacji międzynarodowych z WHO / PAHO oraz UNICEF na czele. Dowodem na to są przyznane kubańskim klinikom położniczym certyfikaty obiektów przyjaznych matce i dziecku. Wydano je po kontroli udostępnionych przez rząd kubański 49 placówek. Dokonały jej międzynarodowe komisje w latach 90. XX wieku.

Kuba niesie pomoc
Po rewolucji wyemigrowała z wyspy znacząca część dawnych elit. W tym blisko połowa profesjonalistów z branży medycznej i farmacji. Państwo kubańskie, systemem nakazów pracy zapełniło szybko luki kadrowe. Co więcej na studia medyczne i farmaceutyczne w Hawanie przyjmowani są z otwartymi ramionami studenci z innych krajów Ameryki Łacińskiej, w której Kuba stara się od lat o pozycję lidera. Samych Ekwadorczyków na kierunkach medycznych studiuje obecnie w Hawanie około tysiąca. Kubańska służba zdrowia zatrudnia teraz około 350 tysięcy ludzi, czyli około 9-10 % pracujących w ogóle. Ba, lekarzy, pielęgniarki i farmaceutów, którzy byli w krajowych placówkach już zbyteczni, Kuba skierowała do akcji pomocowych, przyjmując za kierunek priorytetowy inne kraje Ameryki Łacińskiej oraz afrykańskie. Liczba kubańskich specjalistów, przede wszystkim lekarzy ale również pielęgniarek, akuszerek, dentystów i farmaceutów, biorących udział w tak zwanym Programie Kompletnej Ochrony Zdrowia, i pracujących w jego ramach w 65 krajach, sięga przynajmniej 20 tysięcy. Są też źródła, które podają, że w samej Wenezueli liczba specjalistów z Kuby osiągnęła 40 tysięcy. Nie ma jednak informacji czy łącznie w pewnym okresie czasu czy na stałe. Tak czy siak, to i tak więcej niż wysyłają do zakątków trzeciego świata wszystkie kraje stowarzyszone w ONZ razem wzięte. Komentując zjawisko, prasa amerykańska używa konsekwentnie określenia „lekarze-niewolnicy”. Natomiast oficjalne źródła kubańskie podkreślają z dumą woluntarystyczny charakter ich udziału w akcji. Dobrowolność budzi jednak pewne wątpliwości zważywszy, że wysyłani na zagraniczne placówki pracownicy, rodziny muszą pozostawić w kraju. Rząd pobiera też znaczące kwoty z przysługujących im w ramach kontraktów apanaży – „na pokrycie kosztów misji”. Wynagrodzenie ustalane jest wstępnie w dolarach amerykańskich, ale pracownik otrzymuje tylko jego część niezbędną do opłacenia mieszkania i wyżywienia w kraju, w którym wypełnia swoje zadanie. Resztę, w niewymienialnych kubańskich peso, przesyła się do kraju – do dyspozycji rodziny. Przed dwoma laty Kuba przebiła ekonomicznego giganta jakim są Stany Zjednoczone. Do walki ze skutkami trzęsienia ziemi i epidemii cholery na Haiti władze karaibskiej wyspy skierowały kontyngent 1200 ludzi. Ten fakt trafił na czołówki liczących się na świecie gazet, a brytyjski „Independent” zatytułował nawet swój komentarz „Kubańscy lekarze na Haiti zawstydzają świat”. W rzeczywistości kubańscy pracownicy służby zdrowia byli już na miejscu, bo swoją misję na Haiti pełnią od 1998 roku. Po trzęsieniu ziemi wysłano im jedynie wsparcie w liczbie 350 osób. Jednak w odróżnieniu od zespołów pomocowych z USA i Wielkiej Brytanii, które w większości wycofały się po dwóch miesiącach, na miejscu oprócz Lekarzy Bez Granic (Médecins Sans Frontières) pozostał jedynie cały personel z Kuby.

W krajach, w których wykonują swoją pracę, specjaliści kubańscy przyjmowani są różnie. Z jednej strony ludność ceni ich za profesjonalizm, cierpliwość i wyrozumiałość. Z drugiej – nie bez słuszności – podejrzewani są, że za ich misją kryje się propaganda. I tak jest, choć w praktyce nie zdarza się by wypełniający misję kolportowali osobiście jakiekolwiek ideowe hasła.

Korzystając między innymi z faktu, że ma – w przeliczeniu na 1 mieszkańca – najliczniejszy personel medyczny na świecie, Kuba przyjmuje u siebie pacjentów na zasadach non-profit. We wspomnianych na wstępie obdarzonych certyfikatem szpitalach tysiące dzieci z całego świata, zwłaszcza z krajów najbiedniejszych. Albo takich jak ofiary Czarnobyla. W ramach programu przyjętego przez rząd u progu lat 90. tysiące cierpiących w wyniku napromieniowania ukraińskich i białoruskich dzieci, mogło przejść na Kubie bezpłatną kurację. Szpitale, które ich gościły mają wprawdzie charakter pokazowy i służą propagandzie, ale jednak otaczają opieką i leczą pacjentów. Niezależnie od tego, że normalne placówki cierpią na chroniczne niedofinansowanie, a o niedoborach leków, preparatów medycznych i podstawowych środków higieny świadczy chociażby fakt, że obywatele amerykańscy, wysyłając paczki do rodzin na Kubie, wkładają do nich nie tylko kosmetyki i inne dobra luksusowe, ale zwykłe mydło i podpaski higieniczne. Ślą także pieniądze. Eksperci szacują, że co trzecia rodzina na Kubie utrzymuje stały kontakt z zagranicą i korzysta z pomocy krewnych, którzy wyemigrowali. Prywatne transfery dolarów amerykańskich na komunistyczną wyspę sięgają niemal 1 mld dolarów rocznie. A to jest równowartość 45% dochodów uzyskiwanych przez Kubę z zagranicznej turystyki.

Komercyjna nakładka na system
Kwestie relacji dolarów i peso są przy tym symptomatyczne. Na karaibskiej wyspie panuje dualizm w podejściu do obowiązującej waluty. W praktyce istnieją peso „wymienialne” i „niewymienialne”. Kurs pierwszego jest ściśle związany z amerykańskimi dolarami, które wymienia się w stosunku 1 do 1, ale z prowizją 10% od kwoty transakcji. Drugie peso jest faktyczną wewnętrzną walutą kubańską, a jego kurs w stosunku do dolara nie jest oficjalnie ustalony. Chociaż od połowy lat 90. XX wieku Kubańczykom wolno posiadać dolary, to jednak są zobowiązani wymieniać je na peso „wymienialne”. Od nich też jest pobierany 10% haracz. Rzecz ciekawa, że przy wymienia euro, angielskich funtów, jenów, franków szwajcarskich czy dolarów kanadyjskich prowizja wynosi jedynie 3%. Widać walka z imperializmem amerykańskim wciąż trwa – na wszystkich frontach. O tyle może niekonsekwentnie, że waluty owe przelicza się na „wymienialne” peso zgodnie z aktualnym ich kursem w stosunku do dolara.

W sklepach, reszta wydawana jest w odpowiednim rodzaju peso, w zależności od tego czy zakupów dokonuje obywatel kubański czy obcego państwa. Dzięki pewnemu marginesowi swobody, tam właśnie obywatele kubańscy mogą najprościej pozyskać peso „wymienialne”. W sklepach czy w taksówkach, chętnie są też przyjmowane dolary. Ale biorący je, przeliczając na miejscową walutę, uwzględniają od razu czekającą ich przy wymianie marżę. Zamiany obu rodzajów peso można dokonać na czarnym rynku, gdzie stosunek ich wartości kształtuje się jak 1 do 27. Korzystając jednak z usług handlarzy walut obcokrajowiec powinien zachować ostrożność, by nie wykorzystali jego niewiedzy i naiwności, wciskając mu „niewymienialne” peso.

Podobnie do jednej waluty w dwóch odsłonach, funkcjonuje system ochrony zdrowia. Jeszcze przed upadkiem bloku socjalistycznego kubańskie władze zorientowały się jak intratnym interesem jest turystyka. Przecież Kuba to wyspa należąca do karaibskiego archipelagu, na której naturalnymi bogactwami są słońce, woda i piaszczyste plaże. W inwestycje w tej dziedzinie włożono pokaźne kwoty, wznosząc komfortowe ośrodki i hotele dla zagranicznych gości w nadmorskich kurortach oraz w Hawanie. W minionej dekadzie Kubę odwiedzało rocznie około 2 mln turystów, głównie z Kanady, Meksyku i Europy. Z racji klimatu, koniunktura trwa niemal cały rok. Dla przybywających coraz liczniej turystów zorganizowano swoistą nakładkę na system z ekskluzywnymi centrami rehabilitacyjnymi, specjalistycznymi klinikami i szpitalami. Na bazie tej infrastruktury rozkwitła turystyka medyczna, bo operacje i zabiegi w nich wykonywane są znacznie tańsze, zwłaszcza w porównaniu z cenami z rynku amerykańskiego czy większości krajów europejskich. Pomimo komercyjnego charakteru i odpłatności za zabiegi (w dobie kryzysu wzrastającej), są to jednak placówki państwowe. Prywatnej praktyki medycznej na Kubie jeszcze nie ma.

Przy ośrodkach dla obcokrajowców funkcjonują też apteki o standardzie obsługi podobnym do tego z jakim przybysze z USA, Kanady czy z Europy Zachodniej stykają się w swoich ojczyznach. Ale i tam oferta leków ma ograniczony zakres, a ich ceny są wysokie. Mimo to, opinia o stanie aptek na Kubie wyrobiona na podstawie wizyty w tego typu placówce, odbiega diametralnie od tej, jaką wyniesie się ze zwykłej apteki. Dla tej drugiej charakterystyczne są „puste półki”. Owszem są na nich leki ze wspomnianej już listy, ale nie wyczerpuje ona realnych potrzeb. Mówiąc obrazowo – zwykłej aspiryny się tam nie dostanie. Głównie zresztą dlatego, że w kubańskiej aptece są przede wszystkim leki kubańskie. I chociaż rozwój przemysłu farmaceutycznego jest niewątpliwym sukcesem władz komunistycznych, to rodzima produkcja nie obejmuje wszystkich rodzajów lekarstw. Te zaś, które są, podobnie jak produkty spożywcze podlegają swoistej reglamentacji. Niektóre w ogóle nie trafiają do handlu detalicznego. Przepisywanie zaś wielu wiąże się z zasadami wynikającymi z priorytetów przyjętych przez państwo wobec pewnych grup społecznych, na przykład kobiet w ciąży, osób z określonym rodzajem niepełnosprawności lub cierpiących na choroby społeczne objęte aktualnie prowadzonym narodowym programem ich zwalczania. Efekt jest taki, że prozaiczne zdawałoby się leki trzeba zazwyczaj „załatwiać” – syndrom doskonale znany tym z nas, którzy osiągnęli wiek dojrzały jeszcze w socjalistycznej Polsce.

Choć zabrzmi to groteskowo, turysta korzystający jedynie z przygotowanych dla zagranicznych gości obiektów może w ogóle nie być świadomy poruszonych kwestii. Zwłaszcza, że gościnni Kubańczycy w razie jakichkolwiek problemów i tak skierują go do miejsc przeznaczonych dla zagranicznych przybyszów, takich jak Cira Garcia (Clinica Central Cira Garcia, Calle 20 y Ave. 41 No. 4101, Ciudad de La Habana) czyli centralna klinika w kubańskiej stolicy, świadcząca usługi zdrowotne dla cudzoziemców.

Z dobrodziejstw kubańskiego systemu ochrony zdrowia korzystają notable z zaprzyjaźnionych krajów. Ostatnim prominentnym pacjentem jest Chavez. Kubańscy lekarze wykryli u niego komórki rakowe i podjęli walkę o życie prezydenta Wenezueli w luksusowej klinice w Hawanie.

Farmacja dźwignią gospodarki
Drugim oprócz dwóch rodzajów aptek charakterystycznym rysem kubańskiej farmacji jest niewielka ilość aptek publicznych. Wynika to stąd, że leczenie ma charakter kompleksowy i placówki tego typu związane są ściśle z innymi obiektami należącymi do systemu, zwłaszcza ze szpitalami, a w przypadku mniejszych gmin również z ośrodkami zdrowia.

0 – Liczba prywatnych aptek na Kubie

2 – pozycja, którą na liście źródeł kubańskiego dochodu narodowego zajmuje obecnie produkcja leków i biotechnologie

1 miliard – Taką kwotę (w dolarach USA) przekroczy według szacunków wartość kubańskiego rynku farmaceutycznego w 2016 roku

Natomiast kwestia leków, ich asortymentu i dostępności jest bodaj największym paradoksem na Kubie. U schyłku minionej dekady, przemysł farmaceutyczny znalazł się na 2 miejscu po turystyce na liście gałęzi gospodarki generujących w kraju dochód narodowy. W 2008 roku roku było to 655 mln dolarów amerykańskich. W 2011 roku kwota wzrosła do 711 mln, a szacuje się, że w 2016 roku przekroczy miliard (1,044 mln USD). Nie wszystkie jednak produkowane leki mają międzynarodowe certyfikaty. Dało to na przykład Namibii pretekst do wycofania się z kontraktu i zwrotu preparatów wyprodukowane przez laboratorium Heber Biotec S.A., wartości 2,5 mln dolarów. Podobnie jak w dziedzinie pomocy medycznej, głównie chyba ze względów ideologicznych, Kuba podbija swoimi lekami głównie rynki Ameryki Łacińskiej, Afryki i komunistycznych krajów Dalekiego Wschodu.

Splot czynników ekonomicznych i ideologicznych towarzyszył nagłośnionej w światowych mediach transakcji ze Stanami Zjednoczonymi w 2004 roku. USA kupiło wówczas od Kubańczyków licencje na szczepionki antyrakowe. Co ciekawe zbiegło się to z apogeum embargo na produkty eksportowane na Kubę i drastycznym zaostrzeniem ograniczeń w kontaktach Kubańczyków z rodzinami mieszkającymi w USA. Blokada amerykańska trwa w zasadzie nieustannie od półwiecza, ale takiej skali nigdy wcześniej nie przyjęła. Zakup był więc tym bardziej aktem bezprecedensowym. Na dokonanie go wpłynęły bez wątpienia nasilające się w amerykańskich mediach opinie, że embargo godzi w obywateli USA, bo „zamyka dostęp do ostatnich osiągnięć naukowych medycyny kubańskiej”. Laboratoria farmaceutyczne na wyspie otrzymywały po 2000 roku około 500 ofert rocznie prowadzenia wspólnych badań lub zakupu kubańskich licencji przez konsorcja farmaceutyczne z USA. Jednak administracja prezydenta Georga Busha była nieprzejednana odpowiadając w każdym przypadku, że transakcje takie prowadziłyby to do złamaniem embarga na stosunki gospodarcze z Kubą.

Zainteresowanie zagranicy uzasadniają rzeczywiście zaskakująco interesujące osiągnięcia kubańskich laboratoriów w dziedzinie biotechnologii medycznej. Do najgłośniejszych należy opracowanie tam szczepionki przeciwko bakteryjnemu zapaleniu opon mózgowych (meninigitis B) oraz skutecznych leków dla chorych na AIDS. W zwalczaniu raka, chorób tropikalnych i wywoływanych przez pasożyty oraz w zakresie homeopatii, Kuba należy dziś do światowej czołówki.

Na zakupionych przez USA licencjach, Kuba zarobiła 35 mln dolarów. Odniosła jednak przede wszystkim – jak to ujął Fidel Castro – moralne zwycięstwo. Podczas podpisywania kontraktu na jego twarzy malował się wyraz nieukrywanej satysfakcji. Umowa otworzyła także możliwości dalszej współpracy przy badaniach i udoskonalaniu leków amerykańskiemu konsorcjum CancerVax i kubańskiemu Centrum Immunologii Molekularnej.

Od tamtego czasu, w relacjach Kuby ze światem coraz częściej dochodzi do głosu interes ekonomiczny. Ustrój socjalistyczny nadal hamuje rozwój Kuby, a propaganda „postrewolucyjnych sukcesów” przysłania niczym dymna zasłona niefunkcjonalność systemów społecznych i braki w gospodarce karaibskiej wyspy. Jednak odkąd Fidela Castro zmogła choroba, i władzę przejął jego brat Raul, wyłomów w ideologicznym murze jest coraz więcej. Nieunikniony jest w tej sytuacji rozwój sektora prywatnego, nawet jeśli ustrój pozostanie komunistyczny (tak jak niegdyś w Jugosławii, a obecnie w Chinach). Prędzej czy później również na rynku usług medycznych i na farmaceutycznym. Apteczne półki zapełnią się wtedy lekami nie tyle z listy, ile rzeczywiście poszukiwanymi, zaś liczby oraz poziom lekarzy i farmaceutów będą regulowane autentycznymi potrzebami.

*   *   *   *   *

Od socjalizmu ku przyszłości – niczym kamienie milowe, drogę do otwarcia się Kuby na świat wyznaczają następujące fakty:

  •  1993 – Fidel Castro zapowiada zniesienie kar za posiadanie dolarów
  •  2004 – pomimo gospodarczego embargo USA kupuje od Kubańczyków licencje na szczepionki antyrakowe
  •  2008 – po 49 latach rządów ciężko chory Fidel Castro ogłasza rezygnację z funkcji przewodniczącego Rady Państwa Kuby i oddaje władzę w ręce brata Raula
  • 2013 – od połowy stycznia tego roku Kubańczycy mogą wyjeżdżać za granice swojego kraju

Tekst publikowany w cyklu Apteki świata na łamach magazynu „Farmacja i Ja” w 2013 roku, pt. Apteki Fidela.

Kuba – przyciąga jak magnes

Moda na Kubę trwa cały rok. Trzeba się jednak liczyć z tamtejszymi dwoma porami roku. Deszczowa trwa od maja do października, przynosząc częste, bardzo niebezpieczne huragany (najsilniejsze od czerwca do października). Dogodniejsza do zwiedzania jest więc pora sucha, ale na okres od grudnia do marca przypada apogeum turystycznego sezonu, i robi się tłoczno.

Na pierwszy rzut Hawana, stolica położona nad Zatoką Meksykańską, zamieszkała przez ponad 2,1 mln osób i większa pod względem obszaru niemal dwukrotnie od Warszawy. Jej atmosferę budują pospołu hiszpańska tradycja i wilgotny, słoneczny klimat Karaibów. Mieszanka nader egzotyczna, na którą nakłada się trwający od ponad półwiecza komunizm. Światowe uznanie (wpis na listę UNESCO), uzyskała La Habana Vieja. Stare Miasto, założone pod koniec drugiej dekady XVI wieku. Są tam monumentalne budowle, pośród których dominują zamek de la Real Fuerza – siedziba hiszpańskich gubernatorów i twierdza z fortem Morro oraz kościoły: katedra Niepokalanego Poczęcia (Catedral de la Virgen María de la Concepción Inmaculada de La Habana) i św. Franciszka (San Francesco), klasztor św. Klary (Convento Santa Clara) oraz ratusz. Zbiegają się ku nim gwarne uliczki z gęsto stłoczonymi domami. Często ozdobione pięknymi ornamentami, ale z odpadającymi tynkami bo od klimatu cierpi każdy materiał. Okna i drzwi są zazwyczaj pootwierane na oścież, i życie w naturalny sposób wylewa się z wnętrz na ulice. Zupełnie jak w filmie Wima Wendersa „Buena Vista Social Club”, który zapoczątkował falę mody na kubańską muzykę. Nakręcony w II połowie lat 90. XX wieku, wpłynął niezwykle mocno na ukształtowanie stereotypowego obrazu kraju na Karaibach. Ludzie są w nim biedni ale życzliwi, pogodni i muzykalni, a stare zdezelowane jaskrawo emaliowane samochody nie jeżdżą nie dlatego, że ich posiadaczom brak pieniędzy na naprawę i kosztowną w dobie kryzysu paliwowego benzynę, ale dlatego, że taką mają fantazję. Ponieważ na Kubę jeździmy nie po to by walczyć ze stereotypami, tylko po to żeby odnaleźć taki właśnie nierzeczywisty klimat, z Plaza de la Catedral skierujmy kroki na Plaza de la Revolucion, pod monumentalny pomnik Che Guevary. Idealne miejsce na pamiątkową fotografię. Po uliczkach Starej Hawany przychodzi czas na nadmorską dzielnicę Malecon, rozbrzmiewającą dźwiękami salsy, w scenerii odrapanych barokizujących domów także w kolonialnym stylu. Alternatywą lub uzupełnieniem spacerów jest kabaretowe show w klubie „Tropicana”, albo rozkosze stołu w takiej restauracji jak „La Guarida” (www.laguarida.com). Usytuowana na piętrze zabytkowego domu w centrum Hawany u zbiegu  ulic Gervasio i Escobar, zasłynęła w świecie także dzięki filmowi „Truskawki i czekolada” (w oryginale: „Fresa y Chocolate”). Na marginesie, prywatne restauracje (paladares) są na kubańskim rynku pierwszymi, mocno już zakorzenionymi zwiastunami gospodarczej wolności. Ciekawym miejscem jest także Muzeum Hemingwaya, urządzonym w jego domu Finca la Vigia, w podhawańskiej miejscowości San Francisco de Paula (ok 16 km z Hawany). Pisarz z upodobaniem łowił ryby z pokładu łódki „Pilar”, na której jako szypra zatrudnił miejscowego rybaka o przydomku Goyo. To on stał się wzorem bohatera słynnego opowiadania „Satry człowiek i morze”. Przed śmiercią, Goyo przekazał „Pilar” kubańskiemu rządowi (www.hemingwaycuba.com).

Drugie pod względem wielkości i znaczenia miasto – Santiago de Cuba, położone jest na wschodnim, a więc przeciwległym w stosunku do Hawany krańcu wyciągniętej równoleżnikowo wyspy. Na jego starówce odnajdziemy podobny klimat jak w La Haban Vieja, ponieważ powstało nieco wcześniej od Hawany i to ono pełniło początkowo rolę głównego ośrodka władzy oraz przyczółka hiszpańskich podbojów. O roli miasta i portu świadczy dobitnie wznosząca się nad morzem twierdza Castillo de San Pedro de la Roca. Jest to XVII-wieczne bastionowe założenie obronne z fascynującym układem zwodzonych mostów i fos oraz rozbudowanymi lochami (to również obiekt z listy UNESCO). Stosunkowo niedaleko Santiago de Cuba położony jest inny port – Guantanamo. Z niego pochodziła dziewczyna uwieczniona w piosence Guantanamera, i tam, w amerykańskiej bazie wojskowej na obszarze dzierżawionym od ponad 50 lat przez USA znajduje się słynne rygorystyczne więzienie. W 2009 roku prezydent USA podjął decyzję o jego zamknięciu, ale jeszcze jej nie zrealizowano. Zgoła odmiennym celem wycieczki z Santiago de Cuba jest położone w odległości zaledwie 19 km El Cobre. Znajduje się tam otoczone wielką czcią sanktuarium maryjne. Matka Boska z El Cobre (Virgen de la Caridad del Cobre) jest od 1916 roku patronką wyspy i narodu, czego nie ważyły się zmienić władze komunistyczne. Obiektem kultu jest oryginalna figura Marki Boskiej z czarnego drewna. Nieznanego pochodzenia, chyba że zawierzyć legendzie, głoszącej, że wyrzuciło ją morze w pierwszych latach XVII wieku w Zatoce Nipe.

Postkolonialny klimat panuje także w innych miastach Kuby. Nie wolno ominąć przynajmniej trzech z nich: Trinidad, Camagüey i Matanzas. Słynące z pięknej starówki Trinidad otaczały niegdyś rozległe plantacje trzciny cukrowej. Handlowi cukrem miasto zawdzięczało rozwój, a cukrowi magnaci fortuny. Złote czasy przypadły na wiek XVIII. Ślady tych czasów odnajdziemy w dolinie położonej nieco na zachód od miasta, w Valle de los Ingenios czyli Dolinie Cukrowni, gdzie zachowały się pozostałości wielkich plantacji i przetwórni. Jest pośród nich odrestaurowana Hacjenda Iznaga, niegdyś własność najbogatszego bodaj plantatora, dziś muzeum. Choć cukrowa epopeja zakończyła się w XIX wieku, miasto po dziś dzień zachwyca wzniesionymi w czasach prosperity budowlami. A wieża miejscowego kościoła z zespołu klasztornego św. Franciszka jest tak charakterystyczna, że jej wizerunek zdobi monetę o nominale 25 centavos. Na 10 dni przed Bożym Narodzeniem odbywa się w mieście fiesta Semanta Santa. Ulicami ciągną korowody biblijnych postaci, inscenizowane jest poszukiwanie przez Maryję i Józefa poszukiwanie noclegu w Betlejem. Kuriozalnym natomiast obiektem w Trinadad jest Narodowe Muzeum Walki z Bandytami (Museo Nacional de la Lucha Contra Bandidos), przedstawiające dzieje walki z antyrewolucyjną partyzantką bazującą w latach 1959-1965 w pobliskich górach Escambray.

Camagüey zwane Puerto Príncipe trudno pominąć, jako, że właśnie tam znajduje się międzynarodowy port lotniczy. To trzecie pod względem wielkości i znaczenia miasto w kraju. Jedno z 7 pierwszych wzniesionych na wyspie przez Hiszpanów i podobnie jak inne z zachowaną interesującą zabudową, przez co jego starówka, podobnie jak ta z Trinidad, trafiła na listę UNESCO. W prowincji Camaguey, której miasto jest stolicą znajdują się rozległe tereny wypasu bydła. Dlatego właśnie tam narodziła się kultura vaqueros – kubańskich kowbojów, dziś coraz lepiej sprzedający się „produkt turystyczny” w kubańskim interiorze.

Ozdobą Matanzas, położonego zaledwie 90 km na wschód od Hawany jest 21 zabytkowych mostów, które dały potoczne określenie miasto mostów. Melomanów przyciąga Teatr Sauto. Jego sala słynie daleko poza Kubą z rewelacyjnej akustyki. Dlatego dobrze trafić na koncert jakiejś muzycznej sławy, które nie omijają tego miejsca. Śpiewał tu Enrico Caruso i grał na gitarze Andrés Segovia.

Kuba jak wulkan gorąca – ta przenośnia odnosi się do pełnych słońca morskich wybrzeży, na których usytuowano liczne nadmorskie kurorty. Ich plaże pokrywa złocisty piasek, przyciągając na Kubę miliony turystów rocznie. Która jest najpiękniejsza? Opinie są podzielone pomiędzy zwolenników: Cayo Santa Maria, Playa Los Tainos, Cayo Largo Beach czy Cayo Coco. Do ścisłej czołówki należy także Playa Maguana, na wschodnim krańcu wyspy, nieopodal Baracoa (www.baracoa.org), pierwszej odsady założonej przez hiszpańskich konkwistadorów. We wnętrzu katedry przechowywany jest krucyfiks, sprowadzony według tradycji przez Kolumba. A okolica jest tak zachwycająca, że podejrzewa się, iż inspirowała Gabriela Garcię Marqueza, gdy tworzył wizję Macondo w „Stu latach samotności”. Zgoła odmienny klimat porównywany do „Miami Beach” panuje na plażach w rejonie Varadero, największego kubańskiego kurortu, z którego okolic wysiedlono rdzenną ludność, co nie znaczy, że zabroniono tam wstępu jej przedstawicielom. Wznoszony w latach 40. XX wieku kurort jest jednak „tworem z probówki”, urządzonym dla zagranicznych gości na wąskim półwyspie, wcinającym się w wody Morza Karaibskiego na podobieństwo naszego Helu. Miejsce kuriozalne i przynajmniej z tego powodu warte odwiedzin (www.supercubatravel.com). Dla aktywnych przeznaczona jest Isla de la Juventud czyli Wyspa Młodości. Była źródłem inspiracji Roberta Louisa Stevensona do napisania „Wyspy Skarbów”. A dziś jest najważniejszym na Kubie ośrodkiem nurkowym, bo otacza ją pierścień raf koralowych, które długo broniły na nią dostępu statkom konkwistadorów. W pobliżu największego na wyspie miasta Nueva Gerona leży więzienie Presidio Modelo, zbudowane na wzór amerykański w latach 1926-1932. Trzymano w nim najgroźniejszych kryminalistów, a najsłynniejszym penitencjariuszem stał się Fidel Castro, który z towarzyszami odsiadywał tam wyrok za atak na koszary Moncada w 1953 roku. Obecnie więzienie jest obiektem muzealnym.

Diametralnie odmienna atmosfera panuje w interiorze, bo tropikalne lasy i góry przeplatają się z sawannami. Sawanny są znakomitym terenem wypasowym dla bydła. Zaś osobliwością jest tropikalny pejzaż z górami tak jak na wzgórzach Gran Piedra, rozciągających się około 20 km od Santiago de Cuba. Utworzono tam rezerwat biosfery – Parque de Baconao. Prawdziwy raj dla amatorów pieszych wędrówek. Atrakcją związaną z rozwojem masowej turystyki jest natomiast park jurajski z figurami przedstawiającymi wymarłe gady w Valle de la Prehistoria. Kwintesencję Kuby stanowi Valle de Vinales, rozległa dolina wijąca się wśród niewysokich wzgórz na zachód od stolicy. Jej ozdobą są ogromne samotne skały porośnięte bujną roślinnością, sterczące tu i ówdzie, a nazywane mogotes. Valle de Vinales zajmują też plantacje tytoniu, podstawa produkcji słynnych cygar.

*   *   *   *   *

Kuba z nich słynie – cygara

Warunki klimatyczne na Kubie są po prostu idealne do uprawy najwyższej jakości tytoniu. Tradycja zwijania liści w rarytas do palenie jest długa, zaś jej tajniki przekazywane z pokolenia na pokolenie. Robi się zresztą wszystko ręcznie z naturalnych składników. Efektem są najwyżej i najdrożej cenione cygara na świecie. Na szczycie dość długiej listy produkowanych rodzajów plasuje się Cohiba – ekskluzywna marka, która pojawiła się na rynku nie tak dawno bo w 1968 roku. Preferował ją Fidel Castro, dzięki któremu stała się modna w dyplomatycznych kręgach. Powstają w fabrykach El Laguito i Fernando Perez German w niewielkiej ilości co najwyżej 2 mln sztuk rocznie i wyróżniają szczególnym aromatem. W 1992 z okazji 500-lecia odkrycia Ameryki wypuszczono jubileuszową serię Siglo. Jakby na drugim biegunie, w nawiązaniu do sięgającego XIX wieku sposobu zwijania liści, korporacja Habanos S.A. produkuje od 1996 roku cygara Cuaba – nazwa pochodzi od rośliny, której gałązki palą się bardzo intensywnym płomieniem, i dlatego używano ich do zapalania cygar. Bolivar to marka stworzona na cześć lidera południowoamerykańskiego ruchu antykolonialnego Simona Bolivara w 1927 roku i produkowane w fabryce Partagás w Hawanie. Jedną z najstarszych marek są El Rey del Mundo znane od 1848 roku, szczególnie popularne w arystokratycznych kręgach Ameryki Łacińskiej i Europy. Cygara Fonseca powstają od 1907 roku, a od 1930 są produkowane jedynie przez Hawańską Korporację Tytoniową Fonesca i sprzedawane w naprawdę przystępnej dla szarych miłośników tej używki cenie. Dziełem fabryki El Laguito są cygara Trynidad, pod koniec lat 60. używane jako oficjalne podarunki przez dyplomatów z socjalistycznej Kuby. Są bardzo cienkie a ich produkcja trudna i nietypowa prowadzi do powstania tytoniowego zwitka o ciemno brązowym połyskliwym kolorze. Romeo y Julieta powstają od 1875 roku, a od 1903 roku zajmuje się tym powołana specjalnie pod taką nazwą kompania. Rozmiar Cherchills sporządzono na osobiste zamówienie Churchilla. Montecristo z fabryki H. Upmanna założonej w 1935 roku zainspirowane zostały powieścią Aleksandra Dumasa, cieszącą się na Kubie wielką popularnością. La Gloria Cubana to w tłumaczeniu „kubańskie zwycięstwo”. Cygara powstają od 1885 roku. Mimo, że fabryka zmieniała wielokrotnie właścicieli, jakość nie spadła, a cena utrzymuje się wciąż na umiarkowanym poziomie.  Los Statos mają nieznaną genezę i okoliczności w jakich pojawiły się na rynku, a niepotwierdzona tradycja przypisuje ich wypuszczenie na rynek biznesmenowi węgierskiego pochodzenia u progu XX wieku. Mają bodaj najwspanialszą, nawiązującą do imperialnych motywów oprawę. Są aromatyczne, delikatne średnią i mają słodkawy posmak. Fabryki cygar można zwiedzać, bo są chętnie pokazywane turystom. Okazja nadarza się już w Hawanie. Real Fábrica de Tobacos Partagás (www.lacasadelhabano.cu), jest manufakturą działającą od 1845 roku, w której współcześnie funkcje produkcyjne połączono zręcznie z muzealnymi.

Nie tylko na Kubie się go pije – rum

Trunek dla Kuby sztandarowy powstaje w kompanii Havana Club (http://havana-club.com/), wedle receptur o z górą stuletniej tradycji. Z trzciny cukrowej. Zanim opanowano sztukę destylacji fermentującej melasy otrzymywany trunek powodował silny ból głowy. Wydestylowany napój nazwano tafią i jest do dziś ludową wersją udoskonalonego i uszlachetnionego trunku, któremu nadano miano rumu. Udoskonalanie trunku obejmuje jego leżakowanie w 180-litrowych beczkach dębowych przez około 1,5 roku. Następnie zawartość różnych beczek miesza się i oczyszcza przy pomocy węgla drzewnego, filtrując dwukrotnie, aby otrzymać przejrzysty płyn. Składowanie niweczy ten trud, bo z czasem składowany znowu w beczkach rum jednak ciemnieje, z tym że im jest starszy, tym za lepszy uchodzi. Po przekroczeniu wspomnianego okresu coraz bardziej przypomina smakiem koniak. Nie można więc przesadzić – optymalny okres składowania to 7-10 lat. Wyżej ceniony rum jest oczywiście droższy. Na etykietach butelek pojawiają się oznaczenia: Silver Dry (dla lekkiego, półtorarocznego trunku), Carta Blanca (dla średniego, trzyletniego), Carta Oro (dla średniego, pięcioletniego) i Anejo (dla ciemnego, siedmioletniego najwyższej klasy rumu). Na Kubie ceny pospolitego rumu zaczynają się od 3 dolarów za butelkę.

INFO
Ambasada RP w Hawanie: www.embajadapolonia.cu
Oficjalne strony kubańskie adresowane do turystów: www.cubaimagen.com
Wieści z kubańskiej opozycji: www.canf.org

Tekst stanowi poświęcony atrakcjom turystycznym fragment materiału przygotowanego dla magazynu „Farmacja i Ja” w roku 2013, pt. Apteki Fidela.