Błogosławieństwo Gruzji

Woda bije w Gruzji z tysięcy źródeł we wszechobecnych górskich łańcuchach, spływa bystrymi rzekami i tworzy setki jezior, w których toni przegląda się południowokaukaski kraj.

Z wody czerpią Gruzini moc. W przenośni i dosłownie, bo ich kraj zasila energia elektryczna generowana w sieci hydroelektrowni rozlokowanych przy tamach na górskich rzekach. Ich budowę rozpoczęto już w latach 60. XX wieku, gdy Gruzja była jedną z radzieckich republik, ale impulsem do powszechnego wykorzystania siły wody, była polityczna separacja Abchazji oraz rosyjski protektorat nad jej terytorium. Wschodnia granica regionu biegnie bowiem doliną rzeki Enguri. Wznosi się na niej jedna z najwyższych na świecie betonowych zapór. Zamontowano tam turbiny hydroelektrowni, która do połowy pierwszej dekady XXI wieku pokrywała zapotrzebowanie na 40% energii elektrycznej całego kraju. Urządzenia hydroelektrowni mieszczą się niestety na abchaskim brzegu. Gdy żądnemu autonomii regionowi wsparcia udzieliła Rosja, w rękach wielkiego brata zza Kaukazu znalazł się także przełącznik prądu. Budując hydroelektrownie na innych rzekach, zwłaszcza na niemniej potężnej Aragwi, spływającej z Wielkiego Kaukazu wprost do Tbilisi, Gruzini za jednym zamachem uniezależnili się od abchaskiej samowoli i rosyjskiego nacisku. Nie odczuwają już problemów z elektrycznością. Ba, niczym w geście Kozakiewicza, rzęsiście oświetlają najważniejsze miasta: Tbilisi i czarnomorski kurort, Batumi.

Zapora na rzece Enguri ze sporną elektrownią, położoną na abchaskim brzegu, fot. Paweł Wroński

Tbilisi na źródłach stoi
Z wodą wiążą się legendarne początki gruzińskiej stolicy. Ba, jej nazwa – Tbilisi, wywodzi się od określenia gorących źródeł, na jakie podczas polowania natknął się król Wachtang Gorgosali. Goniąc za zranionym jeleniem dotarł do przesłoniętego oparami wody leśnego zakątka. Ciepła woda uleczyła rany zwierzęcia, a król oczarowany pięknem zakątka i cudowną mocą wody, nakazał w tym miejscu budowę miasta, do którego przeniósł stolicę z pobliskiej Mcchety. Było to półtora tysiąca lat temu. Nad źródłami powstała z czasem u bram miasta rozległa łaziebna dzielnica Abanotubani. Zaczerpniętym od perskich i tureckich najeźdźców obyczajem, zatrzymywały się w niej karawany, by zdrożeni kupcy mogli się oddać kąpieli i zmyć kurz ze szlaku. Dopiero po ablucjach wkraczano do miasta. Kopuły zabytkowych łaźni Orbeliani wciąż są charakterystycznym elementem panoramy starego Tbilisi. Woda ma temperaturę 40 st. C i nasycona jest związkami siarki, co nie umknie niczyjej uwadze ze względu na specyficzny zapach. Łaźnie zaś cieszą się ogromnym powodzeniem wśród mieszkańców i gości Tbilisi. Pod każdą z 15 kopuł znajduje się niewielki basen z ciepłą wodą oraz kilka marmurowych łóżek, na których klienci poddają się zabiegom. Kości aż trzeszczą gdy wprawny masażysta, zwany z turecka mekise, ustawia stawy na właściwych miejscach, skóra czerwienieje od nacierania, a mocno uderzane mięśnie rozluźniają się. W połączeniu z kojącym działaniem termalnej wody i delikatnych siarkowych wyziewów, masaż znakomicie relaksuje, ciało nabiera sprężystości, a energia zdaje się podwajać. Typowa sesja trwa około godziny. Wiele osób decyduje się jednak na dłuższy pobyt, zwłaszcza po to, by omawiać interesy. Pamiętać jedynie należy, że łaźnie nie są koedukacyjne. Wejście zaś, znajduje się przy ulicy Grishashvili, noszącej imię poety, który twierdził, że „być w Tbilisi i nie zażyć kąpieli w Orbeliani, to tak jak odwiedzić Paryż i nie zobaczyć Wieży Eiffel’a”.

Świat pije Borjomi
Światową sławę zawdzięczają Gruzini wodzie – butelkowanej mineralnej Borjomi (czyt. Bordżomi). Miejscowość, w której tryskają jej źródła rozsiadła się w malowniczej dolinie rzeki Mtkwari (znanej pod turecką nazwą Kura), wijącej się między pasmami Małego Kaukazu. Źródła były znane przynajmniej od I stulecia przed Chrystusem. Ale odkryte przez archeologów kamienne wanny z czasów rzymskich świadczą, że używano ich raczej do kąpieli, niż do picia. Tak było do XVI wieku, do tureckiej inwazji, po której region się wyludnił i o wodach zapomniano. Miejscowością zainteresowano się ponownie, gdy zachwyciła Wielkiego Księcia Romanowa. W 1842 roku wzniesiono z jego rozkazu pierwszą na terenie Gruzji carską rezydencję, a towarzyszący księciu dworzanie przyczynili się do powstania mody na wypoczynek w Bordżomi. Pod koniec stulecia składem oraz właściwościami wód i mikroklimatu zainteresowali się naukowcy, i wkrótce miejscowość przekształcono w uzdrowisko. W okresie międzywojennym XX wieku rozpoczęto przemysłową eksploatację źródeł, aby wodę rozprowadzać jako leczniczą. W czasach socjalistycznych kurort przeżywał oblężenie, ale nie rozwijano infrastruktury, więc po upadku ZSRR uzdrowisko szybko popadło w ruinę. Dziś powoli się odradza, kusząc pięknym parkiem ze źródłami. Wody nasycone dwutlenkiem węgla zaleca się do picia osobom z niewydolnością układu pokarmowego. W zasilanych gorącą siarkową wodą basenach urządza się kąpiele zdrowotne. Są zbawiennie dla zreumatyzowanych stawów i skóry. Butelkowaną wodę ze źródeł Bordżomi, Likani i Waszlowani-Kwibisi eksportuje się do ponad 30 krajów.

W Tskaltubo kąpał się Stalin
Tskaltubo leży w zachodniej części kraju, 7 km od Kutaisi. Imponuje pałacową architekturą i rozmachem założenia. Bryły wzniesionych tam monumentalnych budowli wieńczą szeregi kamiennych figur i dekorowane płaskorzeźbami frontony. Do kolumnowych portyków poprzedzających wejścia prowadzą szerokie schody. We wnętrzach nie poskąpiono marmurów, a wystroju dopełniają ciężkie, ozdobne żyrandole. Wszystko tonie w bujnej zieleni, tak charakterystycznej dla niewielkich gruzińskich nizin, jakie ciągną się na kształt klina od wybrzeża Morza Czarnego po Kutaisi. W parkowym otoczeniu jest mnóstwo połączonych schodami widokowych tarasów z tralkowymi balustradami. W prowadzących na nie alejkach tryska woda z wielkich kamiennych fontann. Zachowana pieczołowicie socrealistyczna aranżacja zdradza, że kompleks powstał w latach 40. O lokalizacji zadecydowały zasoby przesyconych radonem wód termalnych. Ich temperatura oscyluje koło 35-36 st. C. Kąpiele sprzyjają leczeniu i profilaktyce chorób układu sercowo-naczyniowego, skóry, narządów ruchu, metabolizmu, układu nerwowego i ginekologicznego. Walory zdrowotne, ciepły klimat i odległość od teatrów toczącej się wojny sprawiły, że właśnie tutaj radzieckie Ministerstwo Obrony założyło luksusowy ośrodek wypoczynkowo-rehabilitacyjny, który szybko zyskał popularność wśród krajowych elit. Ba, ponoć sam Stalin, rodowity przecież Gruzin, chętnie w nim wypoczywał. Ten argument wykorzystywany jest zresztą skwapliwie w promocji ośrodka, który po odrestaurowaniu otwarto ponownie w 2011 roku jako „Tskaltubo SPA Resort”. Oprócz basenów i zabiegowych gabinetów ośrodek oferuje hotelowe zaplecze, sale konferencyjne i koncertową. Do dyspozycji gości oddano też klub, herbaciarnię i bilardowe stoły.

Tskaltubo SPA koło Kutaisi – socrealistyczna architektura doby stalinowskiej, fot. Paweł Wroński

Orzeźwienie z wody
Wedle współczesnej wiedzy Gruzja jest kolebką winiarstwa. Świadczą o tym fragmenty glinianych naczyń z początków VI tysiąclecia przed naszą erą odkryte przez archeologów około 30 km na południe od Tbilisi, nieopodal Szulaweri. Są pokryte osadem kamienia winnego, a żadna inna z okolicznych roślin nie zawiera kwasu winowego. W okolicy znaleziono więcej świadectw uprawy winorośli, a przede wszystkim pestki winogron i sadzonki z tego samego okresu. Dowodząc ośmiu tysięcy lat tradycji, w wyścigu o miano kolebki winiarstwa, Gruzja wyprzedziła konkurentów – Iran, gdzie w Hadzi Firuz Tepe istnieją ślady upraw z połowy VI tysiąclecia p.n.e. oraz Armenię z jaskinią Areni-1, którą nazwano nawet „winiarnią sprzed 6 tysięcy lat”. Jednak historią jeszcze dłuższą niż winiarska szczycą się w Gruzji producenci piwa. Ba, starożytni Grecy opisywali mieszkańców dzisiejszej Gruzji jako georgias czyli uprawiających ziemię. W południowej części kraju odnaleziono dowody przechowywania ziarna pszenicy i narzędzia, którymi ją uprawiano już na przełomie VII i VI tysiąclecia przed Chrystusem, czyli niemal 9 tysięcy lat temu, a więc nawet dawniej niż winorośl. Od uprawy pszenicy do produkcji piwa tylko krok, natomiast na smak piwa wpływa w ogromnej mierze woda. Tej zaś, jako się rzekło, w Gruzji nie brakuje. Z górskich źródeł czerpią ją browary produkujące Mtieli – piwo z gór, na którego etykiecie piętrzą się kaukaskie szczyty i widać sylwetkę kozicy, Kazbegi – wizytówkę Wysokiego Kaukazu, czy Natakhtari, które w krótkim czasie podbiło 65% krajowego rynku. Ostatnim akordem jest moda na minibrowary. Wprawdzie dotarła do Gruzji niedawno, ale do grona faworytów w wyścigu o miano najlepszego piwa stanęły już tbiliskie restauracje Mirzaani, oferując chmielowy trunek z własnej warzelni. Tak oto dzieje korzystania z wody dla zdrowia i przyjemności zataczają w Gruzji krąg, zaczynając się i kończąc w Tbilisi.


INFO
Oficjalny portal z informacjami turystycznymi na temat Gruzji: www.exploregeorgia.org
Ciekawe i pożyteczne posty kolportuje facebook’owa społeczność Открой Грузию


Tekst był publikowany w zimowym zeszycie magazynu Eden w 2017 roku (www.spaeden.pl).


If You like this site, your support will be welcome!

$5.00


Reklamy

Zainspirowane przez „Gaumarjos”

Bakłażan na gruzińską modłę. Przecinamy go na kilka plastrów, ale nie do końca, żeby dał się rozłożyć we wdzięczny wachlarz.

Następnie przekładamy plasterkami Mozarelli i pomidorów, posypujemy serem Feta, przyprawiamy wedle gustu mniej lub bardziej ostro, i zapiekamy w temperaturze 220 st. C. Nam zajęło to 25 minut, choć czas zależy pewnie od wielu czynników – najlepiej wypraktykować.

Ponadto, składniki można wzbogacać, tak jak my – o posiekane orzechy włoskie, zioła, czy wszechobecne w gruzińskiej kuchni ziarenka granatu.

Koleżanka przywiozła biały trunek z winiarni Ijevan (czyt.: Idżewan) z Armenii – kraju, który współzawodniczy z Gruzją o miano światowej kolebki winiarstwa. Wino Premium z ręcznie zbieranych winogron szczepów: karmrahyut, haghtanak, tigrani i saperavi (Ijevan Selected; www.ijevangroup.am), skomponowało się znakomicie z bakłażanem.


Dla Davida Gamtsemlidze (www.gaumarjos.pl) wielkie dzięki za inspirację! Eli chwała za wino! A dla Edyty – gratulacje, bo bakłażan był pyszny 🙂

Gaumarjos!


If You like this site, your support will be welcome!

$5.00


Gruzińscy potomkowie krzyżowców

W Szatili czy Barisacho, najsłynniejszych bodaj wioskach Chewsuretii, zdumiewają wieże mieszkalne. Są podobne do swaneckich, ale zestawione w skupieniu, zamieniają wsie w fortece.

W miejscowym dialekcie są wyraźne reminiscencje gruzińskiego języka literackiego z okresu średniowiecza, a w ludowej muzyce, wątki melodyczne i teksty zaczerpnięte jakby z repertuaru dawnych minstreli.

Etnograf rosyjski Arnold Zisserman, który w latach 1842-1867 badał kulturę kaukaskich górali, wysunął teorię, że Chewsurowie są potomkami krzyżowców. Szukając izolacji, czy też do niej przymuszeni, osiedli na niedostępnych terenach i bronili swoich dziedzin, wykorzystując doświadczenia wyniesione z walk z Saracenami.

Hipotezę Zissermana podbudował amerykański podróżnik Richard Halliburton. Przemierzając Chewsuretię odnajdywał starofrancuskie i germańskie wpływy w dialekcie autochtonów. W wydanej w latach 30. XX w. książce zamieścił fotografie przedstawiające zawieszone w izbach zbroje i oręż sprzed stuleci. W obrzędach towarzyszących celebrowaniu świąt dostrzegał podobieństwo do praktyk stosowanych przez krzyżowców. Ba, nawet współcześnie, chłopcy poddawani inicjacji podczas letniego święta Atengenoby, przechodzą chrzest krwi.

 

W książce „Seven League Boots” z 1935 roku, Richard Halliburton opisał wyjątkowe wydrzenie, którego świadkiem był w Tbilisi w 1915 roku. W rozdizale „The Last of the Crusaders” Halliburton napisał:Wiosną 1915, kilka miesięcy po tym jak Rosja Russia’s wypowiedizała wojnę Turcji, zastęp krzyżowców z XII stulecia odzianych od stóp do głów w kolczugi z tarczami i mieczami pojawił się na koniach na główwnej ulicy Tiflis [jak z rosyjska nazywano Tbilisi]. Ludzie wybałuszali oczy ze zdziwienia. Ale to nie była grupa statystów filmowych. To byli krzyżowcy albo ich duchy.” Zdjęcie otwarcia prezentuje jedną z zamieszczonych przez niego fotografii. Więcej: www.georgiaabout.com.

 

Chewsuretia nie ma pisanych kronik, ale przekazywane ustnie podania, w których już dawno zatarły się daty i miejsca zdarzeń. Podania sąsiadów dowodzą niebywałego kunsztu jakim górale z Chewsuretii wykazywali się w walce. Dodawała im sił wiara w krzyż z Gudani, którego czuli się obrońcami. A tak na marginesie, podobieństwo krzyży z płaszczów krzyżowców i z gruzińskiego sztandaru jest również uderzające.

Kultura regionalna odchodzi niestety w niepamięć, bo trwa migracja zapoczątkowana przesiedleniami Chewsurów przez władze radzieckie. W regionie pozostało nieco ponad 3 tys. mieszkańców, a osady, w których żyje kilka rodzin uchodzą za spore. Już wkrótce, oryginalne tradycje Chewsurów mogą więc ostać się jedynie w tańcu wojennym. Jak można przypuszczać, był dla nich formą treningu umiejętności przydatnych w walce. Stał się najefektowniejszym układem choreograficznym w repertuarze Narodowego Baletu Gruzińskiego „Sukhishvili”, Akademickiego Zespołu Pieśni i Tańca „Rustavi”, czy Narodowego Zespołu Tańca „Romiosini”. W wykonaniue tego ostatniego zespołu taniec oparty o tradycje Chewsuretii, w filmie „Georgian Dance of Khevsureti region >Parikaoba<„.

Argonauci 1986 – Gruzja po radziecku

Zapożyczyłem od przyjaciół Gruzinów historię wyprawy po Złote Runo. Po prostu nie mogłem się oprzeć!

Dodam tylko, że moim faworytem jest Orfeusz – ech, jakżeż on tam artystycznie brzdąka na cytrze! Musicalową wersję mitu o Argonautach ВИА „Иверия” – Лейтмотив „Арго” („Аргонавты”, 1986), zamieściła na swoim FB-fanapage’u Georgia / Грузия.

Арго, разве путь твой ближе, чем дорога Млечная?
Арго, о каких потерях плачет птица встречная?
Парус над тобой поднятый судьбой —
Это флаг разлуки, странствий знамя вечное.
Парус над тобой поднятый судьбой —
Это флаг разлуки, странствий знамя вечное.
   На-на-на-най…

Арго, да пошлёт нам небо путь с луной и звёздами.
Арго, если сникнет парус, мы ударим вёслами.
Что ж в конце концов, путь — вся цель гребцов.
Bот, что нам открыли зимы с вёснами.
Что ж в конце концов, путь — вся цель гребцов.
Bот, что нам открыли зимы с вёснами.
   На-на-на-най…


Kilka faktów dla niewtajemniczonych
Za inscenizację kryli się ludzie radzieccy bo to było w 1986 r., a więc dopiero u progu pieriestrojki, i Gruzja była jedną z republik ZSRR. Motyw wiąże się ściśle z Gruzją, gdyż tam gdzie dziś Kutaisi i Batumi, była mityczna Kolchida. Runo baranka nie jest wcale wyssane z palca, bo na Kaukazie, na dnie złotonośnych potoków układano baranią skórę. Bezcenny pył osiadał pośród włosów, skórę wyjmowano, suszono na słońcu, a pył strzepywano. Ot, i cała historia. Reszta jest fantazją poetów.


„Арго” (песня аргонавтов; музыка-Александр Басилая, слова-Юрий Ряшенцев) – лейтмотив из телевизионного фильма-мюзикла «Весёлая хроника опасного путешествия» с участием ВИА «Иверия» (оригинальное название мюзикла «Аргонавты»), снятого Евгением Гинзбургом в 1986 году. Poniżej – cały film.

Kapka z Keti – Gruzja z kwewri

Od niepamiętnych czasów gruzińskie wina powstawały w glinianych, zakopanych w ziemi naczyniach zwanych kwewri. Wielu winiarzy spod Kaukazu po dziś dzień hołduje tej tradycyjnej, archaicznej metodzie.

Kwewri porzucone przy drodze z Kutaisi do Tbilisi, fot. Paweł Wroński

Ich rustykalny charakter jednym przypadnie do gustu, inni go zdecydowanie odrzucą. Żeby wyrobić sobie pogląd nie trzeba nawet wyjeżdżać do Gruzji, ponieważ tego typu wina są coraz częściej obecne na polskim rynku.

Dominują wśród nich trunki z białych, sztandarowych dziś dla Gruzji szczepów: mtsvane, rkatsiteli, tsinandali. Nic dziwnego, gdyż białe wina stanowią w Gruzji około 75% całej produkcji winiarskiej. Pośród czerwonych najpopularniejszym jest saperavi – sczep tym ciekawszy, że grona tej winorośli mają nie tylko czerwoną skórkę, ale również miąższ.

Kwewri używane są współcześnie w Gruzji i w sąsiedniej Armenii (tam nazywa się je karas), a więc w krajach w których znaleziono najstarsze jak dotąd ślady świadczące o uprawie winorośli i wyrobie wina – sprzed 8 tys. lat! Kwewri to wyrabiane ręcznie i wypalane, gliniane naczynie. Z reguły o pojemności kilkuset litrów, choć bywają większe. Od ogromnych kraterów czy amfor różnią się przede wszystkim tym, że nie mają uszu, a zamiast dna uformowaną w szpic końcówkę. Kwewri zakopuje się bowiem w ziemi, a nie stawia tak jak używane w Grecji czy na Cyprze – służące także do winifikacji i przechowywania wina – pitosy.

Mariusz Kapczyński w Klubie Smolna 8, fot. Paweł Wroński

Szereg trunków powstających w kwewri zaprezentował w Studio Smolna 8 na warszawskim Powiślu, Mariusz Kapczyński. Wsparła go urodziwa Młoda Ambasador Gruzji, Keti Prangulaishvili, opowiadając o stosunku swych rodaków do wina, kultury picia i wyrobu szlachetnego trunku.

Mariusz Kapczyński prowadzi e-kurier Vinisfera, poświęcony światu wina, alkoholi i kulinariów oraz podróżom z nimi związanym, ponadto warsztaty i prezentacje, propagujące kulturę przez pryzmat potraw i bukietu trunków.

Keti (Ketevan) Prangulaishvili, fot. Paweł Wroński

Wyjaśniając rolę tamady podczas tradycyjnej supry, Keti przytoczyła zabawny toast. Zaiste godny zręcznego tamady. Co najciekawsze – zasłyszany w Polsce… jako gruziński, a jej wcześniej nieznany.

W romantycznym zaułku starego miasta w Tbilisi, młody Gruzin całuje się z urodziwą blondynką. Następnego dnia, ten sam mężczyzna, w tym samym zaułku, całuje się z piękną ale tym razem rudowłosą dziewczyną. Trzeciego dnia sytuacja się powtarza, tyle, że piękna dziewczyna jest… brunetką. Wypijmy więc Gruzini za stałość mężczyzn i zmienność kobiet! Gaumardżos!

 

 

 


 

Wolontariuszka projektu Most do Gruzji, Ketevan (zdrobniale Keti) Prangulaishvili, jest dd 2016 r. – już po raz drugi, Młodym Ambasadorem Gruzji w Polsce (programu Ministerstwa Sportu i Młodzieży Republiki Gruzji).

 

Wina z kwewri, fot. Paweł Wroński

INFO
O kulturze stołu w Gruzji traktuje program Poznaj Smak Gruzji. Prezentację okrasiła smakiem grillowanych mięs ekipa „Grilla kaukaskiego”, który działa sezonowo w Wólce Kossowskiej pod Warszawą (przy trasie Warszawa-Kraków, przy Uroczej 8). Nie fotografowałem, bo w różowym świetle potrawy traciły na estetyce. Ich smak był jednak znakomity, więc lokal zarządzany przez kucharza z Armenii, Pavla Portoyana, gorąco polecam (www.facebook.com).

„In vino veritas” – słynna maksyma jest oczywiście łacińska, ale słowo na określenie szlachetnego trunku – znacznie od niej starsze – wywodzi się od gruzińskiego „gvino”, fot. Paweł Wroński

Symbole współczesnego Tbilisi

Stolica Gruzji rozpełzła się po wzgórzach, ale jej historyczne centrum tłoczy się w kotlinie przeciętej nurtem rzeki Mtkwari. Tbilisi założył półtora tysiąca lat temu król Wachtang Gorgosali, w miejscu, w którym biją gorące siarkowe źródła.

Łaźnie siarkowe Orbeliani są pozostałością całej kąpielowej dzielnicy, z której u wrót Tbilisi korzystali kupcy przed wkroczeniem do miasta, fot. Paweł Wroński

Kopuły łaźni Orbeliani są więc jednym z głównych symboli miasta. Świadectwem na poły legendarnych początków oraz tradycji, która nakazywała zatrzymywać się karawanom u bram. Kupcy najpierw obmywali w łaźniach pył z drogi, a dopiero potem wkraczali do miasta. W czasach perskich, kąpielowe urządzenia tworzyły rozległą dzielnicę. Zachowany kompleks łączy więc przeszłość z teraźniejszością, ciesząc się wciąż ogromną popularnością. Czynny od rana do późnej nocy, oferuje niezbyt kosztowne seanse z relaksującym masażem tureckim. Za większe pieniądze można natomiast wynająć cały aneks tylko dla siebie, i to na dłużej. Korzystają z tego biznesmeni, umawiając się w łaźniach na ważne spotkania.

Most Pokoju w Tbilisi, otwarty w 2010 roku (tylko dla pieszych), fot. Paweł Wroński

Przerzucony w 2010 roku nad rzeką Most Pokoju ze stali i szkła, złośliwi nazywają podpaską. Zbudowany według projektu włoskiego architekta Michela de Lucchiego jest przeznaczony tylko dla pieszych. Blisko zeń do gmachu gruzińskiego parlamentu i do stacji kolejki gondolowej, której wagonikami wyjeżdża się na wzgórze, do twierdzy Narikała. Do ruin odwiecznej siedziby gruzińskich władców, a zarazem na wspaniały punkt widokowy. Na wzgórzu stoi monument Matki Gruzji. Ma socrealistyczną formę i ponadczasową wymowę. Matka Gruzja dzierży w jednej dłoni miecz dla wrogów, a w drugiej puchar wina dla przyjaciół. Wyzwolonych, nowoczesnych Gruzinek nie satysfakcjonuje. Bo chociaż w dziejach ich kraju kluczową rolę odegrały św. Nina i królowa Tamara zwana Wielką, żadnej jak dotąd nie uczczono pomnikiem. Matka Gruzja, owszem, jest kobietą, ale to alegoria, więc się nie liczy!

Nadszarpnięta przez czas wieża telewizyjna w parku Mtatsminda i monumentalny budynek mieszczący dziś restaurację z widokowym tarasem, fot. Paweł Wroński

Na sąsiednim wzgórzu z parkiem Mtatsminda sterczy wieża telewizyjna, zamknięta dziś, bo zrujnowana pamiątka czasów socjalistycznych, a obok jest wielkie koło diabelskiego młyna. Trudno więc pomylić to wzgórze z innymi. Z wagonika szynowej kolejki, którą najłatwiej się na nie dostać świetnie widać imponującą siedzibę najbogatszego Gruzina. Bidzina Iwaniszwili dorobił się fortuny w Rosji w latach 90. XX w. Po powrocie do kraju, wystawił tę na wskroś nowoczesną rezydencję, określaną skromnie mianem willi, i zajął polityką. Jest liderem, posiadającego od kilku lat większość w parlamencie frontu Gruzińskie Marzenie.

Sobór Świętej Trójcy dominuje w panoramie lewobrzeżnego Tbilisi, fot. Paweł Wroński

Z obu wzgórz flankujących miasto od zachodu, widać imponującą cerkiew Świętej Trójcy. Majestatyczna świątynia góruje nad wschodnią częścią gruzińskiej stolicy, sprawiając wrażenie szacownego zabytku, choć nim nie jest. Owszem architekturą nawiązuje do formy najstarszych cerkwi, ale powstała niedawno, bo na przełomie XX i XXI w. Niemal cudem, gdyż inwestycja była tak kosztowna, że budowę rozpoczętą z rozmachem w 1995 r., trzeba było przerwać. Rezydujący w stolicy Patriarcha Całej Gruzji – Katolikos Eliasz II zwrócił się wtedy do wiernych, by hojnie uczcili jubileusz 2 tysięcy lat chrześcijaństwa. Pragnący zachować anonimowość biznesmeni odpowiedzieli na apel i świątynia wystrzeliła w niebo. Ma 68 m wysokości, a jej kopułę wieńczy 7-metrowy pozłacany krzyż. Wysokością konkurować może z nią jedynie luksusowy hotel Biltmore w północnej części miasta. Ten najwyższy na całym Kaukazie błękitny drapacz chmur otwarto z hukiem latem 2016 r. przy głównej miejskiej arterii, Alei Rustawelego. Właścicielem jest międzynarodowa sieć Millenium Hotels & Resorts, za którą kryje się kapitał arabskich szejków naftowych, reprezentowany przez kompanię inwestycyjną Dhabi Group.

Najnowszy drapacz chmur w Tbilisi skrzy się w słońcu. Otwarto go z pompą w 2016 roku. Należy do międzynarodowej sieci Millenium Hotels & Resorts, fot. Paweł Wroński

Wszystkie te obiekty łatwo zidentyfikować w krajobrazie miasta. Nawet wieczorami, gdyż Tbilisi olśniewa iluminacją. Trudno przy tym nie uśmiechnąć się pobłażliwie, gdyż czerpiąc energię z hydroelektrowni na górskich rzekach, Gruzini zdają się być przekonani, że jest ona Darem Bożym, niewyczerpanym niczym biblijna manna. Z drugiej strony trudno im się dziwić. Gdy Rosjanie, „wspierając” separatystyczne dążenie Abchazji, zawładnęli elektrownią na rzece Enguri, pokrywającą 40% zapotrzebowania na energię elektryczną całego kraju, wydawało się, że Gruzini będą musieli tak tańczyć, jak im Wielki Brat zagra. Jednak się zmobilizowali i szybko rozbudowali sieć hydroelektrowni. Iluminacje stolicy i nadmorskiego kurortu Batumi, są więc demonstracją niezależności, ‘gestem Kozakiewicza’ dedykowanym sąsiadowi zza Kaukazu.

Wnętrze Katedry Sioni – jednego z tradycyjnych symboli Tbilisi; pzechowywany jest tam z wielką estymą krzyż św. Niny – największa relikwia gruzińskiego kościoła autokefalicznego, fot. Paweł Wroński

Informacje o Tbilisi: www.info-tbilisi.com oraz www.georgiaabout.com
Lotnisko w Tbilisi: www.tbilisiairport.com


Materiał przygotowany dla portalu fly4free w lutym 2017.

5 x Gruzja, czyli narty na Kaukazie

Gudauri, Bakuriani, Goderdżi, Hatsvali i Tetnuldi – oto pięć gruzińskich ośrodków narciarskich. Trzy z nich zorganizowane są w Wysokim, a dwa w Małym Kaukazie. We wszystkich nie ma się co martwić o śnieg, ponieważ nawet Mały Kaukaz to wielkie góry, sięgające 3 tysięcy metrów wysokości.

Nad podziw szybko posuwają się w nich zimowe inwestycje. Jeszcze nie tak dawno w najszerzej znanym Gudauri było zaledwie 15 km urządzonych tras. Dziś jest 57 km, a licząc z nieratrakowanymi, a łatwo dostępnymi z zainstalowanych w ośrodku wyciągów – ponad 70 km. Inna rzecz, że największy gruziński ośrodek to póki co jedynie kompleks hoteli i wyciągów. Z drugiej jednak strony wokół rozciągają się nieograniczone niemal tereny wymarzone wprost do jazdy off-pist oraz skitouringu i paraglaidingu – również zimowego. Nieograniczone – rzecz jasna – pod względem rozległości terenu, bo zagrożenie lawinowe może zniweczyć śmiałe plany. Nie wolno o tym zapominać. Jednak narciarze z różnych krajów takie właśnie sportowe, może nawet ekstremalne oblicze ośrodka cenią najwyżej.

W Gudauri jeździ się najwyżej
Trasy w Gudauri poprowadzono na wysokości 2000-3250 m, a najdłuższa z nich jest 7-kilometrowa. Gruzini muszą lubić tę liczbę, ponieważ w Bakuriani i Goderdżi najdłuższe trasy mają także długość 7 km. Najdłuższą trasą szczyci się otwarte w 2015 roku Tetnuldi – 9,5 km. Ten ośrodek stanowi chyba najpoważniejszą w tej chwili konkurencję dla Gudauri. Urządzono go w Swanetii, na stokach potężnego szczytu o takiej nazwie i wysokości 4858 m, piętrzącego się w okolicach Mestii. O tym miasteczku, które jako centrum turystyczne rozwija się dynamicznie zaledwie od dekady, przybysze z zagranicy mówią – ze słabnącym przekąsem, za to coraz głośniej – gruzińskie Chamonix [!]. Mestia położona jest bowiem u stóp uchodzącej za najpiękniejszą na Kaukazie Uszby. Szybko się rozrasta i unowocześnia, ponieważ musi je odwiedzić każdy kto zmierza do słynnego Uszguli (położonej na Kaukazie najwyżej zamieszkałej wioski, w której istnieją i są wciąż używane średniowieczne wieże mieszkalne). Innej drogi po prostu nie ma.

W Tetnuldi niewiele niżej
Tetnuldi oferuje 25 km ratrakowanych tras, poprowadzonych na niemniej atrakcyjnej niż w Gudauri wysokości, to znaczy 2265-3165 m. Walory Mestii jako centrum sportów zimowych podnosi także sąsiedztwo drugiego ośrodka – Hatsvali. Jest tam co prawda tylko 6 km tras urządzonych na wysokości 1865-2347 m, ale w związku z niższym położeniem mają odmienny charakter. Oba kompleksy dzieli dystans 15 km. Z Hatsvali do Mestii jest zaledwie 8 km, a z Tetnuldi – 15 km. Z najwyższego punktu, na który można dotrzeć wyciągami w Hatsvali roztacza się wspaniała panorama z dwuwierzchołkową Uszbą, piramidalnym Tetnuldi i innymi kaukaskimi gigantami, którą podziwia się ze wyniesionej tam restauracji.

Dla osób, które poza białym szaleństwem chciałyby posmakować gruzińskiej kultury, Mestia z dwoma mniejszymi ośrodkami może być nawet atrakcyjniejsza niż Gudauri. Wspomnieć wystarczy interesujące muzeum prezentujące kulturę Swanetii, regionu dość szczególnego, bo przez wieki niemal całkowicie odizolowanego od świata. Kolekcja lokalnych ikon, czy zbiór misternie zdobionych przedmiotów codziennego użytkowych są naprawdę imponujące. Lokale gastronomiczne mają europejski sznyt, choć serwują przede wszystkim tradycyjne dania i gruzińskie wina. W osiedlach rozrzuconych po okolicy sterczą wieże mieszkalne takie same jak w Uszguli, tyle że mniej romantycznie bo otaczają je nowe budynki.

Bliżej Kuatisi – bliżej Tbilisi
Znaczącą rolę przy wyborze miejsca odgrywają w Gruzji prozaiczne względy. Jeżeli lecimy samolotem Wizz Air, wylądujemy w Kutaisi, a stamtąd bliżej do Mestii i jej stacji narciarskich (od 210 km do Hatsvali do 225 km do Tetnuldi), niż przez Tbilisi do Gudauri (łącznie 300 km, w tym Gruzińską drogą wojenną z Tbilisi do celu – 120 km). Jeśli skorzystamy z połączeń LOT-u, którego samoloty lądują w Tbilisi, logiczniejszym wydaje się wybór Gudauri. Przejazdy, ze względu na stan dróg, nie są łatwe. Przejażdżka w tę i z powrotem z Gudauri do Tbilisi, to 240 km (120 w jedną stronę). Praktycznie więc, zajmie cały, krótki przecież zimowy dzień. Na miejscu, oferta après-ski – jak na razie – jest dość skromna. A decyzji co do miejsca, w którym spędzimy zimowy urlop w Gruzji nie będzie łatwo zmienić.

Zdrowy środek
Bakuriani można nazwać z powodzeniem „ośrodkiem środka” – złotego środka. Zarówno bowiem z Tbilisi jak z Kutaisi nie jest doń zbyt daleko. Odpowiednio – 184 i 160 km. Kolejki i wyciągi obsługują tam 16 km tras poprowadzonych na wysokości 1626-2269 m, a więc takiej – jak zwykli podkreślać Austriacy – że jest najkorzystniejsza dla zdrowia. Atutem ośrodka, i to w sferze zdrowotnej jest także sąsiedztwo Bordżomi, kurortu ze źródłami cenionych na świecie wód mineralnych, pijalnią i innymi – historycznymi oraz nowoczesnymi urządzeniami zdrojowymi.

Z nart nad morze
Goderdżi znalazło się na końcu listy, nie dlatego, że jest najgorsze. Jest najmłodsze, ośrodek otwarto w grudniu 2015 roku. Oferuje 13 km ratrakowanych tras na wysokości 1700-2390 m, a więc bardzo podobnie do Bakuriani. Otaczają go rozległe, raczej łagodne stoki Małego Kaukazu ciągnącego się na tureckim pograniczu, jakby stworzone do uprawiania freeride’u bądź górskich wędrówek na nartach tourowych. Goderdżi stanowi przy tym egzotyczną konkurencję dla francuskiej Isoli 2000. Stamtąd do Nicei, nad Adriatyk, jest zaledwie 100 km. Dokładnie tyle co z Goderdżi do Batumi nad Morzem Czarnym! Niedaleko znajdują się: słynne skalne miasto Vardzia i prastara twierdza Khertsivi w dolinie rzeki Mtkvari oraz tzw. zamki cyklopów – tajemnicze budowle megalityczne z poukładanych bez żadnej zaprawy bazaltowych bloków, które znajdziemy koło Akhalkalaki. Goderdżi warto wziąć pod uwagę przede wszystkim korzystając z lotów liniami Wizz Air. Leży bowiem 260 km od Kutaisi, a 490 km od Tbilisi.

Sezon długi i dłuższy
Ostatnią istotną zmienną jest długość sezonu zimowego. W Gudauri trwa on od pierwszej dekady grudnia niemal do końca kwietnia. W pozostałych czterech jest krótszy – zaczyna się dopiero pod koniec grudnia, a kończy w ostatnich dniach marca. Na ustabilizowanie śniegów pod kątem wypraw skialpinistycznych trzeba czekać jak w Alpach – do wiosny!


gruzja-narciarska_logoOpisy i porównanie gruzińskich ośrodków narciarskich z adresami zakwaterowania i pożytecznymi linkami: www.snow.ge

Portale ośrodków narciarskich w Gruzji
Gudauri: www.gudauri.info
Tetnuldi: www.tetnuldi.com oraz, pod kątem wypraw skitourowych: www.svanetibackcountry.com
Hatsvali: www.georgia.travel
Bakuriani: www.bakuriani.ge
Goderdżi: www.goderdzi.com


Dostępny na Youtube film przygotowany przez BBC zatytułowany „Skiers return to Georgia” z 2013 roku w sferze infrastruktury jest już dziś niczym więcej jak dokumentem z przeszłości. Pokazuje jednak piękno Kaukazu w rejonie Gudauri i jazdę off-pist po przelocie helikopterem (Heli-skiing).

Najwięcej filmów dotyczy Gudauri, ale coraz więcej zamieszczają też Youtuberzy z Tetnuldi i Goderdżi, zwłaszcza snowboarderzy.