Rosja – ‚Еду в Магадан’

Еду в Магадан‚ – rewelacyjny song! Вася Обломов w formie (więcej na stronach: www.vasyaoblomov.ru).

Reklamy

Rosja / Moskwa – miasto najjaśniejsze

Na satelitarnym zdjęciu Ziemi nocą, z czarnego tła wyłaniają się jasne plamy. Światła świata… Największą otaczają regularnie rozrzucone mniejsze punkty, tworząc niemal idealnie koncentryczny układ. Moskwa. Wraz z satelickimi miastami aglomeracja liczy blisko 17 milionów mieszkańców… I w promieniu tysięcy kilometrów nie ma nic, co mogłoby z nią konkurować.

KREML

Chociaż zimna wojna trafiła już dawno na łamy podręczników historii, na Moskwę są wciąż zwrócone oczy świata. Stolica mocarstwa – białego, czerwonego, demokratycznego… „Wsio rawno!” jak mówią Rosjanie. Położony w sercu Moskwy Kreml był niegdyś carską twierdzą, później siedzibą Komitetu Centralnego radzieckiej partii. Dziś jest miejscem urzędowania Prezydenta Rosyjskiej Federacji i zgromadzeń rosyjskiej Dumy. Ale w tym kraju, wciąż, bardziej od instytucji liczy się osoba sprawująca władzę i mocarstwowe symbole. Carowie pozostawili na Kremlu cerkwie ze złotymi kopułami, cudowne ikony i freski w ich wnętrzach, największy na świecie dzwon (Car-kołokoł) i największe działo (Car-puszka). Gdy Kremlem zawładnęła władza radziecka, pięć wież twierdzy ozdobiono czerwonymi gwiazdami. Mówi się o nich, że są rubinowe. Rzeczywiście uzyskano taką iluzję, wykonując je z trzech rodzajów szkła: mlecznego, żółtego i czerwonego. Gigantomania? Nie, przecież w Rosji wszystko jest wielkie. Poczynając od przestrzeni, kończąc na interesach. Tyle, że teraz przyjmują one globalny wymiar. Po pierestrojce, carów i sekretarzy zastąpili prezydenci. Z nową władzą, co jest wyraźnie widoczne za Putina, kojarzy się przede wszystkim rozpędzona gospodarka i miliardowe fortuny biznesowej elity.

W Moskwie scena polityczna Rosyjskiej Federacji nakłada się na lokalną. Bowiem stolica Rosji jest zarazem miastem o szczególnym znaczeniu. Ma więc własne władze i konstytucyjnie zagwarantowany status państwowy. Choć musi ustąpić pierwszeństwa, szef moskiewskiego rządu noszący tytuł mera, bynajmniej w cieniu prezydenta nie stoi. Zwłaszcza, że Jurij Michajłowicz Łużkow jest osobistością o sporych wpływach i od lat zręcznie utrzymuje się na moskiewskim stolcu. Pod jego rządami Moskwa zmienia się w oczach, i czaruje wschodnim przepychem, stanowiącym oprawę dla zachodnich nowinek najwyższej jakości. Imponująco prezentuje się Moskwa wieczorami. Gmachy publiczne i zabytkowe obiekty są rzęsiście oświetlone. Do tego dochodzą tysiące neonów i witryn sklepowych. Wszystko migoce, pulsuje, mruga i wiruje… Jak w soczewce, opisane relacje skupiają się w Ochotnym Riadzie, ekskluzywnym centrum handlowym, wzniesionym pod murami Kremla. Na zewnątrz kompleks objawia się jedynie podświetloną czaszą z kolorowego szkła ozdobioną znakami zodiaku i globem ziemskim z zarysami kontynentów. Czaszę wieńczy św. Jerzy, patron Moskwy. Oświetlona złota figura przykuwa wzrok nie mniej niż kremlowskie gwiazdy. Dzieło Zuraba Konstantynowicza Tsereteliego, niegdyś nadwornego artysty Borysa Jelcyna, od 1997 roku przewodniczącego Rosyjskiej Akademii Sztuk Pięknych. Jest z pochodzenia Gruzinem i od lat dekoruje stolicę. Pojawia się też wszędzie tam, gdzie mer. Okrąglutki i niewysoki, uchodzi za człowieka, który potrafi wcielać w życie swoje idee. Zwieńczenie Ochotnego Riadu jest spektakularnym dowodem talentów i ambicji Tsereteliego. W tym miejscu, przed rewolucją, płynęła rzeczka, na której brzegu myśliwi sprzedawali dziczyznę. Do wody wrzucano odpadki, zamieniając ją w cuchnący ściek. Rzeczkę puszczono rurami, a koryto zasypano. Nazwa Ochotnyj Riad nawiązuje do tej odległej tradycji. Ochotnik znaczy myśliwy, a riad – rząd, w tym wypadku straganów. Jednak wnętrza pasażu niewiele mają wspólnego ze straganami. To trzy podziemne kondygnacje sklepów najsłynniejszych światowych firm odzieżowych,  kosmetycznych, jubilerskich, przeszklone windy, fontanny, tłumy klientów i armia ochroniarzy.

Pod murami Kremla jest mauzoleum Lenina i ciągnie się Plac Czerwony – najsłynniejszy plac Moskwy. Z poziomu bruku wydaje się znacznie mniejszy, niż jest w istocie. A to przez lekką krzywiznę powierzchni, gdyż rozciąga się na pagórku. Poza tym ograniczają go potężne mury Kremla i ciągnący się równolegle po drugiej stronie GUM (Gławnyj Uniwersalnyj Magazin), niegdyś kluczowe centrum handlowe Moskwy, dziś ekskluzywny kompleks, nieco jednak bardziej egalitarny aniżeli Ochotnyj Riad. Niegdyś Plac Czerwony był widownią defilad uświetniających rocznice rewolucji październikowej. Po pierestrojce utracił propagandowe znaczenie. Armia Czerwona przemaszerowała tędy po raz ostatni w 1991 roku. Teraz czołgi po nim nie jeżdżą, zwłaszcza że wjazd zamyka dziś wiernie zrekonstruowana Brama Nikolska. Nie zapomniano też o cieszącej się niezwykłą estymą kaplicy Matki Boskiej Iberyjskiej (Iwerskiej). Umieszczoną wewnątrz cudowną ikonę przywieziono niegdyś z Grecji. Kto w cuda nie wierzy zatrzymuje się przed kaplicą, gdzie w bruk wmurowano „zerowy kilometr”. Stąd mierzone są wszelkie odległości w Rosji i poza jej granice. Przechodzący stają na mosiężnym zerze i rzucają w górę monety. Jeśli pieniądze spadną na w polu z zerem, spełnią się marzenia. Jeśli nie… Ależ to tylko zabawa.

Odwiedzający Plac Czerwony kierują kroki ku cerkwi Wasyla Błogosławionego. Arcydzieło sakralnej architektury z kopułami przywodzącymi na myśl włoskie lody z automatu, wzniesiono w połowie XVI stulecia z rozkazu Iwana Groźnego po zwycięstwie nad Tatarami. Car kazał obciąć ręce budowniczemu. Dlaczego? Żeby nigdy nie wzniósł nic piękniejszego!

W Moskwie jest blisko 300 cerkwi, nieraz maleńkich, przytulonych do ścian bloków mieszkalnych, hoteli i biurowców. Rozmachem przewyższa inne sobór Chrystusa Zbawiciela, wzniesiony po zwycięstwie nad armią napoleońską, zburzony po rewolucji i odbudowany na polecenie Jurija Łużkowa, jako symbol rozkwitu metropolii. Powrót rosyjskiego establishmentu do dobrych stosunków z Cerkwią przybiera nieraz zabawne formy. Moskwianie z pewnym rozrzewnieniem wspominają Borysa Jelcyna kroczącego z patriarchami na czele procesji z okazji poświęcenia odbudowanej kaplicy Borysa i Gleba. Żegnał się bowiem gorliwie, ale nie tą ręką co trzeba, gdyż dzierżył w niej – niczym berło – płonącą gromnicę.

Spod Kremla wybiegają promieniście najważniejsze moskiewskie ulice. Nieprzerwanie płynie nimi fala samochodów. Najszersze, takie jak Twerska czy Mochowa mają po pięć, a nawet sześć pasów ruchu w jedną stronę. Ulice są spuścizną po radzieckiej władzy, ale liczne luksusowe samochody, które się na nich widzi, są świadectwem nowych czasów. Sieć komunikacyjną uzupełniają szerokie obwodnice. W obrębie pierwszego z nich Sadowego Kolca mieści się niemal wszystko co w Moskwie najciekawsze. Słynny Teatr Balszoj i muzea z zapierającymi dech kolekcjami dzieł sztuki z Tretiakowską Galerią na czele oraz Arbat.

„Ech Arbat, moj Arbat…” śpiewał Bułat Okudżawa, nieżyjący już moskiewski bard, który się tutaj wychował (pod numerem 43). Niegdyś dzielnicę, gęsto zabudowaną dworami z drewna, trawiły pożary. Ambicją tutejszych kupców było jednak nie tylko bogacenie się, ale również działalność publiczna. Wznosili szpitale, ochronki dla dzieci, szkoły… A dla siebie kamienice i pałacyki, które na Arbacie przetrwały do dziś. Główna ulica zyskała sławę pod koniec XIX wieku, gdy wzorem francuskiego Montmartre’u stała się ulicą artystów. Pod numerem 53 wynajmował mieszkanie Puszkin. Stąd po premierach sztuk i koncertów chadzano do restauracji „Praha”. Kilkupiętrowy budynek ze wspaniałymi salami klubowymi i jadalnymi, stoi po dziś dzień u zbiegu starego i Nowego Arbatu należy wciąż do ekskluzywnych lokali rosyjskiej stolicy. Dla przeciwwagi legendzie, za komunizmu zbudowano Nowy Arbat z ciągiem handlowym w pawilonie tasiemcu ciągnącym się wzdłuż ulicy. W Moskwie wszystko musiało być „naj”. Powstała największa w Kraju Rad biblioteka, imienia Lenina oczywiście, a w pawilonie urządzono największą restaurację. Jej sale mogły pomieścić naraz pasażerów trzech pociągów przyjaźni, którymi do stolicy imperium przywożono bohaterów socjalistycznej pracy z krajów satelickich. Na gruzach wspomnienia zainstalowały się sklepy, restauracje i banki. Na Nowym Arbacie tętni życiem współczesne miasto. Stary Arbat, zamknięty dla samochodów długi, kręty pasaż pełen sklepików, teatrów i galerii zachował dawny klimat i jest żelaznym punktem programów wycieczkowych.

W obrębie Sadowego Kolca mieści się wszystko co dla turysty ciekawe, a co ważniejsze… dostępne. Ani bowiem szary mieszkaniec, ani przypadkowy przybysz nie dostanie się do zamkniętej enklawy dla krezusów, jaka powstała na zachodnich peryferiach miasta, przy szosie Rubliewskoje. W okolicy wznosi się willa Władimira Putina, i jak dawniej do carskiego dworca, tak dziś garną się doń przedstawiciele elit. Gdyby nawet teren nie był zamknięty, zwykły śmiertelnik i tak nie ma tam czego szukać. Kogóż bowiem stać na lamborghini, albo rezerwację stolika na wieczór za równowartość… 35 tysięcy złotych (z takich cen słynął tamtejszy klub Diagilew zanim spłonął). Na pewno nie przeciętnych mieszkańców Moskwy, których średnie miesięczne dochody osiągnęły niedawno poziom 1,5 tysiąca złotych. Wprawdzie ekonomiczne magazyny uznały to za sukces i zachłystują się „wzrostem siły nabywczej zwykłych Rosjan”. Świat „zwykłych Rosjan” łączą na ziemi linie trolejbusowe i autobusowe, zaś pod ziemią linie metra, którymi można dotrzeć niemal wszędzie, zwłaszcza w obrębie Sadowego Kolca, czyli tam, gdzie się pracuje, zwiedza, załatwia interesy, żebrze i bawi.

Spuścizną po komunistach są też „pałace kultury”, do niedawna jedyne wieżowce w mieście (był jeszcze hotel Intourist, ale go zburzono). Pałac Kultury i Nauki w Warszawie ma 230 metrów wysokości. W Moskwie jest 7 bliźniaczych budowli. Te wzniesione za Stalina drapacze chmur przewyższa jedynie wieża Ostankino – maszt telewizyjny z 1967 roku, najwyższa budowla Eurazji (540 m wysokości). Ponadto, ceny gruntów osiągają dziś w Moskwie tak zawrotne ceny, że siłą rzeczy trzeba będzie budować w górę. Pierwszymi zwiastunami tej tendencji są: siedziba Rosyjskiej Akademii Nauk, należący do szwajcarskiej sieci hotel Krasnyje Holmy otwarty w 2005 roku oraz biurowce – Pawelstakaja Tower z 2003 roku, Riverside Towers i Tower 2000. Nowoczesne drapacze chmur usytuowane są jednak z dala od historycznego centrum. Nieprzypadkowo jednak Tower 2000, zaczątek Moskau-city jak się mówi o wznoszonej właśnie dzielnicy wieżowców, zlokalizowano po zachodniej stronie miasta. Po drodze ku wspomnianej enklawie najbogatszych rosyjskich biznesmenów.

Sankt Petersburg jest wymarzonym miastem dla estetów. Moskwa wymyka się jednoznacznym ocenom. Wszystko niemal przekracza tutaj ludzką miarę. Jednym to miasto imponuje, innych przeraża. Pewne jest natomiast, że życie w nim wymaga czegoś co drzemie w rosyjskiej duszy. Russkoje dołgotierpienie (cierpliwość w cierpieniu) jak to ujął współczesny Puszkinowi filozof Piotr Jakowlewicz Czaadajew. Jednak oprócz nowych form cierpienia, nowe czasy przynoszą również szczyptę niecierpliwości. Do grona niecierpliwych zaliczają się z pewnością muzycy z zespołu Leningrad, których lider Siergiej Sznurow („Sznur”) słynie z dosadnego języka. A że teksty jego utworów dotykają wszystkiego co się dzieje obecnie w Rosji, pomimo deklarowanej przez władze wolności słowa, Leningrad rzadko dostaje pozwolenia na koncerty w Moskwie.

Tekst był publikowany na łamach magazynu „Kaleidoscope” w czerwcu 2008.