Cerkiew św. Michała Archanioła

Najpiękniejsza świątynia Bielska Podlaskiego ma barwę niebios.

Wznieśli ją w XVIII wieku grekokatolicy, w miejscu, w którym od XV wieku istniały świątynie obrządku wschodniego. Rozbudowaną użytkują teraz wyznawcy prawosławia. Jej patronem jest wódz niebieskich zastępów – Michał Archanioł.

Cerkiew Michajłowska w Bielsku Podlaskim, fot. Paweł Wroński

Żywe miejsce kultu, pachnie we wnętrzu kadzidłami i woskiem topiących się wotywnych świec.

Po mszy we wnętrzu Cerkwi Michajłowskiej, fot. Paweł Wroński

Na zewnątrz, od strony prezbiterium, wznosi się baptysterium zaprojektowane przez Jerzego Nowosielskiego i ozdobione polichromią jego pędzla, przedstawiającą chrzest Chrystusa w nurtach Jordanu.

Fragment malowidła pędzla Jerzego Nowosielskiego w Baptysterium przy Cerkwi Michajłowskiej, fot. Paweł Wroński

W siedzibie bractwa cerkiewnego, wznoszącej się obok świątyni odbywają się ciekawe wystawy. My trafiliśmy na archiwalne zdjęcia warszawskich cerkwi, których w czasach zaboru rosyjskiego było aż 40.

W siedzibie bractwa cerkiewnego przy Cerkwi Michajłowskiej w Bielsku Podlaskim, fot. Paweł Wroński

W narożniku głównej salki budynku znajduje się ołtarzyk z ikonami, z których główną, podobnie zresztą jak ozdabiającą ją tkaninę, wykonała haftem krzyżykowym jedna z członkiń bractwa.

Chrystus haftowany, fot. Paweł Wroński

Więcej informacji na stronach: www.ciekawepodlasie.pl

Cerkiew Michajłowska w Bielsku Podlaskim, fot. Paweł Wroński
Reklamy

Jeśli się bawić, to we dworze

If You like this site, your support will be welcome

$1.00

Jeśli się bawić, to z fantazją. Elegancko i we dworze, jak szlachta przed wiekami. Dworska, a w wielu przypadkach pałacowa wręcz stylizacja obiektów przeznaczonych na wesela, komunie, chrzciny i stypy jest – jak Polska długa i szeroka – powszechna.

„Gościniec pod Jesionem” w Wyszkowie, fot. Paweł Wroński

A że dwór powinien mieć ganek to najlepiej z kolumnowym portykiem. Koniecznie ze wspartą na niej facjatką elegancko klasycyzującą, jasnymi ścianami, schludnym podjazdem w kwiatach, a nierzadko także z fontanną.

„Gościniec pod Jesionem” w Wyszkowie, fot. Paweł Wroński

Zewnętrznemu sztafażowi dorównują wnętrza, urządzone zazwyczaj niewielkim kosztem, ale wystawnie. Ganić tego bynajmniej nie zamierzam. Przeciwnie, ekonomiczne podejście do inwestycji jest ze wszech miar godne pochwały.

 

 

Stukając w kolumny na których wspierają się „dworskie” facjatki, zauważyłem, że… stiuki powróciły do łask.

„Gościniec pod Jesionem” w Wyszkowie, fot. Paweł Wroński

Pytanie: „restauracja własna czy catering?” urasta w tego typu obiektach do rangi iście szekspirowskiego dylematu. Idąc tropem gastronomicznym znalazłem jednak godny polecenia przystanek na trasie podróży ze stolicy na wschód. „Gościniec pod Jesionem” w Wyszkowie. Ceny przyjazne, dania – nawet tak prozaiczne jak tatar, czy jajecznica, podane estetycznie, a co najważniejsze – bardzo smaczne. Z czystym sercem polecam (www.podjesionem.eu).

 

Karolina z Tykocina i pieśni tatarskie

If You like this site, your support will be welcome

$1.00

Co za głos, co za temperament! Urodzona w Tykocinie Karolina Cicha nie jest Tatarką, ale gdy śpiewa autentyczne pieśni w dialektach Tatarów Nadwołżańskich i Tatarów Krymskich, nie mogę się oprzeć wrażeniu, że urodziła się jednak na końskim grzbiecie i trzymała pewnie jego grzywy, wcześniej niż chodziła!

Sabantuj 2017 w Kruszynianach – na stradzie Karolina Cicha, fot. Paweł Wroński

Pod zdjęcia z festiwalu Sabantuj 2017 podłożyłem wykonane przez nią utwory (wraz z wyjaśnieniami i tłumaczeniem tekstów): o czarnych oczach dziewczyny, które rozpaliły serce mężczyzny (w dialekcie nadwołżańskim) oraz o jagniątku, które zeszło z góry i „litanię do piękna” (obie w dialekcie krymskim).

Sabantuj, czyli święto pługa celebrowano po zasianiu pól. Mieszkańcy osady i zaproszeni goście zbierali się na specjalnie przygotowanym placu, aby bawić się i wspólnie biesiadować. W czasach rozbiorów i komuny wielosetletnia tradycja uległa wśród polskich Tatarów zapomnieniu. Powrócono do niej w 2007 roku, w Kruszynianach. W ciągu dekady impreza okrzepła. W 2017 roku odbyła się XI Sabantuj, a zarazem VI Ogólnopolski Festiwal Kuchni Tatarskiej. Było więc i interesująco i smacznie. Imprezie patronują organizacje tatarskie w Polsce, a jej dobrym duchem jest Dżenneta Bogdanowicz, która z rodziną prowadzi gospodarstwo agroturystyczne „Tatarska Jurta” (www.kruszyniany.pl).

Tatarzy współtworzą naszą narodową kulturę od 620 lat. Jan Długosz wspomina bowiem o ich dobrowolnym osadnictwie w Wielkim Księstwie Litewskim i Koronie od 1397 roku. Tę datę uczczono mottem tegorocznego festiwalu: „Od 620 lat Razem w Rzeczypospolitej„. Wiele tatarskich rodzin nobilitowano za zasługi dla obrony polskich granic. Wrastając coraz mocniej w naszą kulturę Tatarzy spolonizowali się. Mimo to zachowali i kultywują obyczaje oraz religię – są muzułmanami. Jak szacują Muzułmański Związek Religijny w RP oraz Związek Tatarów Polskich, do egzotycznych korzeni poczuwa się wciąż około 5 tysięcy osób. Ich kultura, kwitnąca w Kruszynianach i Bohonikach, stała się w minionych latach jedną z głównych atrakcji wschodniej ściany RP.

Pod Parkanami jak przed wiekami

If You like this site, your support will be welcome

$1.00

Ozdobą programu festiwalu kultury tatarskiej „Sabantuj 2017” w Kruszynianach była rekonstrukcja bitwy pod Parkanami.

 

Grupa rekonstruktorów przeniosła widzów na błonia pod Parkanami, gdzie w dniach 7 i 9 października 1683 roku, wojska sprzymierzonych sił chrześcijańskich starły się dwukrotnie z armią turecką. Za pierwszym razem, Lew Lechistanu – jak nazywali współcześni Jana III Sobieskiego – poniósł zaskakującą klęskę, bo zlekceważył przeciwnika. Dwa dni później zrewanżował się z nawiązką bo tym razem dobrze przygotowany do starcia, odniósł kolejne w swej wodzowskiej karierze zwycięstwo.

Kruszyniany, Sabantuj 2017 – inscenizacja bitwy pod Parkanami, fot. i animowany GIF: Paweł Wroński

W Kruszynianach wojenna atmosfera porwała publiczność. Tym bardziej, że poprzedziła ją degustacja pieczonego barana. Huku było co niemiara od salw z muszkietów, samopałów i armat, pobrzękiwały szable w rękach kawalerzystów. W historycznym komentarzu podkreślono udział przodków Tatarów żyjących od lat w Reczypospolitej po stronie naszego króla. Na koniec zaś, zarządzająca „Tatarską Jurtą” Dżenneta Bogdanowicz wystawiła ku pokrzepieniu serc i… żołądków przysmak tatarski zwany czak-czakiem (u nas znany jako mrówkowiec lub mrowisko).

 


Tatarska Jurta w Kruszynianach: www.kruszyniany.pl

Szerzej o bitwie pod Parkanami – historycznym epizodzie, który miał miejsce niespełna pół roku po wiedeńskiej wiktorii, na stronach Muzeum w Wilanowie: www.wilanow-palac.pl (I bitwa pod Parkanami) oraz www.wilanow-palac.pl (Rewanż Lwa Lechistanu).

Vrátna, czyli Karpaty w miniaturze

If You like this site, your support will be welcome

$1.00

Dolina Vrátna w Krywańskiej Małej Fatrze jest krajobrazowym fenomenem. Tym bardziej fascynującym, że w ciągu zaledwie kilku dni można posmakować tego co w całych Karpatach najpiękniejsze.

Dzieje się tak za sprawą geologicznej budowy, szaty roślinnej i ogromnych wysokości jakie trzeba pokonywać w drodze na szczyty, mimo, że góry nie są zbyt wysokie. Królujący wśród wierzchołków Veľký Fatranský Kriváň dźwiga się zaledwie na wysokość 1709 m.

Veľký Fatranský Kriváň (1709 m), fot. Paweł Wroński

Boboty (1086 m) czy Sokolie (1172 m) są łudząco podobne do piętrzących się tuż nad Zakopanem tatrzańskich regli. Ich skalne granie porośnięte lasem mają w sobie także coś z pienińskiego klimatu. Jedynie większej rzeki brakuje, bo potok spływający doliną, mimo, że tworzy malowniczy przełom nad Terchovą – Tiesňavy, z Dunajcem fantazją równać się nie może.

Sokolie (1172 m), północne stoki, fot. Paweł Wroński

Kulminacja tego typu wrażeń następuje w grupie Rozsutców, zbudowanych z wapieni i dolomitów. Veľký Rozsutec ma 1610 m wysokości. Jest tam niemal tak, jak na Kominiarskim Wierchu w Tatrach, czy w rumuńskiej, niemal tysiąc metrów wyższej Piatra Craiului. Spacery spektakularnymi wąwozami jakimi poorane są stoki Rozsutców (Jánošíkove Diery) dostarczają podobnych wrażeń do tych, jakie wynosi się z wycieczek po Słowackim Raju, czy z malowniczych dolin: Prosieckiej i Kwaczańskiej w Górach Choczańskich. Na zmieniających od wiosny do jesieni barwę łąkach, uwijają się pośród tysięcy kwiatów motyle, pszczoły i trzmiele. Wieczorami dają koncerty świerszcze.

W wąwozie Jánošíkove Diery, fot. Paweł Wroński

Na kontrastującym krajobrazowo ze skalistym Rozsutcem, bo przypominającym kopę siana Stohu (1607 m) jest jak na połoninach w Bieszczadach, choć na jego odkrytym halnym wierzchołku nie ma aż tak bujnych traw.

W bukowym lesie na stokach Sokolia (1172 m). Małej Fatrze pietra roslinności zbliżone są do układu znanego nam z Babiej Góry, fot. Paweł Wroński

Główny grzbiet, zwłaszcza w rejonie największego spiętrzenia – rozdzielonych przełęczą Snilovské sedlo (1524 m) masywów: Veľký Fatranský Kriváň (1709 m) i Chleb (1646 m), porasta płatami kosodrzewina, a stoki zaścieła gdzieniegdzie skalny rumosz. Granitowe głazy pokrywa charakterystycznymi „mapami” szaro-żółto-zielonkawy porost zwany wzorcem geograficznym. Jest bardzo tatrzańsko, precyzyjniej rzecz ujmując: zachodnio-tatrzańsko. Wrażenie potęguje fakt, że aby dostać się w partie szczytowe z miejscowości okalających Małą Fatrę, trzeba nieraz pokonać ponad tysiąc metrów różnicy poziomów.

Pod Tanečnicou (1186 m) – widok od południa na Mały Rozsutec (1344 m), fot. Paweł Wroński

Ścieżki wiodące przez las na stromych zazwyczaj stokach mają z kolei beskidzki klimat. Również za sprawą budowy geologicznej, gdyż budujące niższe partie Małej Fatry skały tworzą wielowarstwowy przekładaniec (flisz karpacki). Po obfitych opadach łupki i margle stają się śliskie, a cięższe, zwłaszcza złożone z bloków piaskowca warstwy zsuwają się po nich. Było to przyczyną katastrofalnego osuwiska jakie latem 2014 roku miało miejsce w zamknięciu doliny Vrátnej.

Osnica (1363 m), widok z południowego stoku Rozsutca, fot. Paweł Wroński

Odległości w Małej Fatrze nie są zazwyczaj zbyt wielkie. Skaliste odcinki szlaków uatrakcyjniają przejścia, i przy zachowaniu odpowiedniej ostrożności, są świetną ilustracją powiedzonka: nie taki diabeł straszny. Największym wyzwaniem – powtórzmy to jeszcze raz – na szlakach okolic Vrátnej jest deniwelacja. Korzystając z krzesełek na Pasekach (Sedačková lanovka Vrátna-Paseky; www.lanovky.sk) i gondoli w zamknięciu doliny (Kabínková lanová dráha Vrátna-Chlebwww.ztt.sk), można jednak tak skrócić podejścia, że wycieczki w najwyższe partie zamieniają się w fantastyczne widokowo spacery, i są – jeśli tylko pogoda dopisze – dostępne dla wszystkich.

Na wierzchołku Chleba (1646 m), fot. Paweł Wroński

Wszelkie informacje o dolinie Vrátnej: www.vratna.sk
Sedačková lanovka Vrátna-Paseky (wyciąg krzesełkowy, działa w sezonie letnim od piątku do niedzieli w godz. 10:00-16:00); www.lanovky.sk
Kabínková lanová dráha Vrátna-Chleb (kolej linowa z 8-osobowymi gondolami kursuje latem w dni powszednie w godz. 9:00-17:00; w weekendy do 18:00); www.ztt.sk

Skały na Rozsutcu, fot. Paweł Wroński

Tam zjesz smacznie w Małej Fatrze

If You like this site, your support will be welcome

$1.00

Na początku, moi młodzi podopieczni, z którymi zwiedzałem Krywańską Małą Fatrę na Słowacji zamawiali tylko pizzę, ewentualnie frytki z ketchupem. Ale, gdy się po górach chodzi, nie ma siły, jeść trzeba.

Zupa cebulowa na słowacką modłę (z menu restauracji przy Domu Kultury w Terchovej), fot. Paweł Wroński
Vyprážaný syr – tutaj z gotowanymi ziemniakami i diabelskim sosem (z chili); najpopularniejszym jednak dodatkiem jest do tej potrawy sos tatarski, fot. Paweł Wroński

 

W konkursie smaków, o palmę pierwszeństwa walczyły wkrótce vyprážaný syrbryndzové pirohy. Ulubiony słowacki przysmak czyli bryndzové halušky oraz przypominające do żywego nasze łazanki – strapačky s kyslou kapustou a údenou slaninou, a także zupy: cebulowa – cibuľová polievka (inaczej: cibuľačka, a nawet czosnkowa – cesnaková polievka (inaczej: cesnačka), nie mówiąc o zwykłym rosole z kurczaka – slepačí vývar (inaczej: slepačia polievka albo kurací vývar), także znajdowały amatorów.

Bryndzové pirohy (z menu Penziónu Stárek w Stefanovej), fot. Paweł Wroński

Przyznać przy tym trzeba, że na prawdę niezłe potrawy tradycyjnej kuchni słowackiej serwują w Krywańskiej Małej Fatrze w wielu miejscach rodzinnych stron Janosika. My odwiedzaliśmy z upodobaniem restaurację przy Domu Kultury w Terchovej (Reštaurácia Kultúrny domwww.kulturnydom.eu) oraz Penzión Stárek w przysiółku Štefanová w dolinie Vrátnej (www.facebook.com).

Na vyprážaný syr! Na bryndzové pirohy! Fot.: Paweł Wroński

Na Rozsutec bladym świtem

Wycieczka w najatrakcyjniejszy masyw Krywańskiej Małej Fatry miała być wyjściem na wschód słońca. Pomijając drobny fakt, że zaspałem (latka lecą), zachmurzenie zniweczyło ten zamysł.

Mimo wszystko, późniejsze wyjście wyszło nam na dobre. Mieliśmy bowiem fantastyczny spektakl chmur na niebie, zdobyliśmy tego dnia wierzchołek jako pierwsi i cieszyliśmy się widokami nie dzieląc szczupłego miejsca z charakterystycznym dla letniego sezonu, tłumem, nie mówiąc już o tym, że w porannym chłodzie 1000 m różnicy poziomów (między Domem HS, a szczytem), pokonaliśmy ze znacznie mniejszym wysiłkiem niż w poprzednich dniach podejścia rzędu 200-400 m.


Wycieczkę poprowadziłem w ramach obozu, zorganizowanego w Małej Fatrze przez „MOW Travel Monika Węgrzyn” w sierpniu 2017. Start 4:30, na Vel’kym Rozsutcu 7:45, Penzion Stárek w Štefanovej 12:30 (uczestnicy w wieku 11-13 lat).