Lubelska impresja od Jagiełły do Kozidrak

Lublin – metropolia naszego wschodniego pogranicza zachwyca historią, zabytkami, kusi różnorodnymi imprezami. Postacie króla Władysława Jagiełły i współczesnej piosenkarki Beaty Kozidrak spinają symboliczną klamrą ponad 700-letnie dzieje miasta.

W 2017 roku, Lublinowi stuknęło 700 lat. Kluczowym jednak wydarzeniem, u zarania miejskich dziejów grodu z kozą w herbie, było przybycie pół wieku po lokacji Władysława Jagiełły. Miasto położone mniej więcej po środku drogi między Krakowem i Wilnem, na skrzyżowaniu dawnych szlaków handlowych stało się oczkiem w głowie pierwszego z Jagiellonów. Pomny, że to właśnie tam panowie polscy okrzyknęli go w 1385 roku swym władcą, obdarowywał Lublin przywilejami handlowymi, które legły u podstaw wielowiekowej prosperity miasta. W 1418 roku ukończono też najwspanialsze dzieło jakie z woli Władysława Jagiełły ozdobiło Lublin. Skromna z pozoru Kaplica Trójcy Świętej na Zamku Królewskim w Lublinie jest arcydziełem XV-wiecznej sztuki. Jej ściany pokrywają bowiem wspaniałe, niepowtarzalne w skali całej Polski freski w stylu bizantyńsko-ruskim.

W 1569 roku, z tych samych powodów dla których Jagiełło tak często gościł w Lublinie, w mieście zawarto akt Unii Lubelskiej, w wyniku którego Polska i Litwa związały się mocniej niż tylko poprzez osobę władcy. Powstała Rzeczpospolita Obojga Narodów – w owym czasie pierwsza z europejskich potęg. Połączone kraje przetrwały jeszcze dwa wieki dziejowych burz, a interkulturowy kontekst uczynił z Lublina kluczową metropolię pogranicza Polski, Litwy i Rusi. W 2019 roku Lublin obchodzi uroczyście 450-lecie tego wydarzenia.

Szczególną atmosferą miasto wciąż zachwyca, a błąkającego się po zaułkach starówki ducha przeszłości czuć tutaj niemal fizycznie. Tę niezwykłą atmosferę doceniają filmowcy. W Ogniem i mieczem Jerzego Hoffmanna, w Kaplicy Trójcy Świętej przysięgał zdusić kozacką rewoltę filmowy książę Jeremi Wiśniowiecki. Lublin zamienił się w nieznane z nazwy miasto na kresach w filmie „Wiosna 1941” w reżyserii Uri Barbasha. Tu kręcono sceny do serialu „Czarne Chmury”, wielokrotnie miasto stawało się starą Warszawą, Krakowem, Wilnem, Paryżem… Niezależnie jednak od tego jakie szaty przywdziewa, Lublin jest przede wszystkim sobą. Ma niepowtarzalny klimat i żyje. Jest miastem akademickim, miastem kongresów i festiwali. Urodzili się tutaj m.in. Bohdan Łazuka, Zbigniew Hołdys i jedna z pierwszych dam polskiej piosenki – Beata Kozidrak.


 


Wszystko o Lublinie: www.lublin.eu
Lublin Władysława Jagiełły: www.teatrnn.pl
Sławni ludzie urodzeni w Lublinie: www.biografia24.pl
Miejskie atrakcje i propozycje zwiedzania opracowanymi przez lokalnych przewodników trasami: www.przewodnik.lublin.eu
Fanpage turystyczny Lublina na Facebooku: www.facebook.com

Reklamy

Oblicza Torunia – sport i sztuka

Z pewnością wszyscy wiecie, że Toruń jest miastem Kopernika i szczyci się tysiącem budowli z gotyckiej cegły. Ale czy fascynacja przeszłością nie przesłania nam atutów współczesnych? Przecież Toruń żyje! Jest miastem sportu i kultury – wystaw i festiwali!

Miasto sportu
W grudniu 2018 roku toruńska delegacja odebrała w Parlamencie Europejskim w Brukseli flagę Europejskiego Miasta Sportu 2019. Jako piąte w Polsce, miasto dołączyło do grona wyróżnionych tym tytułem przez European Capitals and Cities of Sport Federation (ACES Europe). Międzynarodowa komisja doceniła bogatą infrastrukturę sportową, na którą składają się: Toruński Ośrodek Sportu, Przystań Toruń, Centrum Sportowo-Rekreacyjne, Stadion Miejski (lekkoatletyczny i piłkarski) im. Grzegorza Duneckiego oraz Motoarena Toruń imienia Mariana Rosego. Ostatni obiekt obchodzi w tym roku jubileusz 10-lecia. Nawiązuje do bogatych toruńskich tradycji żużla, sięgających lat 30. XX wieku, a obecnie jest jedną z najnowocześniejszych aren żużlowych na świecie. Wszystko za sprawą wyjątkowego toru wyścigowego, przy którego konstruowaniu udzielały się takie znakomitości czarnego sportu jak Ole Olsen czy Per Jonsson. Niepowtarzalny owal długości 325 m o nachyleniu 4% na prostych i 7% na łukach, umożliwia zawodnikom uzyskiwanie niebywałych wyników. Póki co, rekord toru należy do członka miejscowej drużyny Get Well Toruń, Jacka Holdera. W 2017 roku osiągnął on czas 56,50 sek. Emocje fanów sięgają zenitu – to i kiedy uzyska lepszy czas? Szczególna okazja nadarzy się w tym roku, 27 lipca. Na toruńskiej arenie rozegrana zostanie wtedy jedna z czterech finałowych rund Speedway Euro Championship. Spośród uczestników tych zawodów wyłoniony zostanie mistrz kontynentu w czarnym sporcie. Kibice żużla mogą już szykować się na wielkie widowisko, zaledwie 6 km od toruńskiej starówki!
www.speedway.torun.pl

Żużel na Motoarenie w Toruniu (zdjęcie pochodzi z serwisu sportowego TV)

Miasto sztuki
Prawdziwą ucztę dla zmysłów zapowiadają organizatorzy wydarzenia z innego niż sport bieguna. Od 8 marca do 11 sierpnia 2019 roku, Toruń będzie gościć wybitną przedstawicielkę sztuki współczesnej, ikonę performansu, Marinę Abramović. Jej wystawa DO CZYSTA / THE CLEANER jest etapem europejskiego tournée artystki, zorganizowanego przez Moderna Museet ze Sztokholmu, Muzeum Sztuki Współczesnej Louisiana w Humlebæk i Bundeskunsthalle w Bonn. Centrum Sztuki Współczesnej w Toruniu (CSW) będzie jedynym miejscem w naszej części Europy, uwzględnionym w tym wyjątkowym przedsięwzięciu. Na retrospektywną wystawę złoży się około 120 dzieł artystki – od prac z lat 60. XX wieku po współczesne realizacje. Organizatorzy zrekonstruują także niektóre performatywne akcje Abramović i zaprezentują je na żywo podczas pokazów. Można też będzie osobiście spotkać artystkę, która zagości w Toruniu podczas marcowego wernisażu.
www.csw.torun.pl

Plakat anonsujący wystawę ikony performasu w CSW w Toruniu

Pełen kalendarz toruńskich wydarzeń w 2019 roku: www.torun.pl

Najlepsze SPA – do 150 km od Warszawy

„Najlepsze” to oczywiście kontrowersyjna i subiektywna kategoria. Nie posługuję się więc swoim własnym ‘widzi-mi-się’, ale wynikami konkursu Perfect SPA 2018 Awards.

Uroczysta X. Gala organizowana corocznie przez magazyn Eden odbyła się 13 lutego 2019 roku w Hotelu Belotto, czyli – mówiąc potocznie – w Pałacu Prymasowskim przy Miodowej. Gwiazdy showbusinessu i przedstawiciele firm sponsorujących konkurs, wręczyli tam szereg nagród w wielu kategoriach. Zwycięzców wyłaniała zarówno profesjonalna kapituła, jak i internauci, którzy mogli przez cały rok na facebookowym fanpage’u magazynu oddawać głosy na preferowane przez siebie hotele, obowiązkowo ze SPA w kraju i za granicą (w Hiszpanii i w Czechach). Imprezę dla prawie 250 gości poprowadzili Beata Sadowska i Conrado Moreno, repertuar musicalowy zaprezentował zespół Studio Accantus. Nagrody odebrali właściciele, dyrektorzy lub inne osoby z obsługi hotelowej, oddelegowane na uroczystość do Warszawy.

Spośród nagrodzonych hoteli wybrałem te, które znajdują się w promieniu do 150 km od Warszawy, a które – nie ukrywam chętnie bym odwiedził (oczywiście nie sam, ale z Edytą). Przyznam się od razu, że dość szybko zliberalizowałem kryterium odległości, nie łamiąc jednak zasady sensowengo, niemęczącego dojazdu w weekend. Chciałem bowiem zobaczyć 2 czy 3 obiekty oddalone od Warszawy bardziej niż 150 km. Co zaś się tyczy preferencji dla okolic stolicy, to przyczyny są egoistyczne i proste zarazem – mieszkam w Warszawie. Tak oto powstała moja mapka idealnych SPA, by spędzić weekend, bo legitymują się dyplomami „Najlepszych”. Dla mnie i innych mieszkańców stolicy na weekend – z pewnością najlepszych.

Ezotyryczna spirala w ogrodzie Manor House w Chlewiskach, fot. Paweł Wroński

Wyniki konkursu (hotele SPA z mojej mapki zaznaczyłem na czerwono i podałem linki):

Perfect SPA International
W trwającym 8 miesięcy konkursie uczestniczyło ponad 200 obiektów SPA, na które oddano ponad 42 tys. głosów. Nagrody przyznano w 22 kategoriach. W kategorii Perfect SPA International zgłoszonych było ponad 60 obiektów, z czego zdecydowaną większość stanowiły obiekty hiszpańskie. W Perfect SPA International wyróżniono hiszpański kompleks SHA Wellness Clinic w Alicante oraz czeski Alchymist Grand Hotel w Pradze.

Perfect SPA Awards – Wybór Gości
Polskich zwycięzców wyłoniono na drodze głosowania internetowego w portalu www.spaeden.pl. Wśród laureatów znalazł się Hotel Aurora Family & SPA w Międzyzdrojach, uznany za najlepszy w kategorii Hotele SPA nad morzem. Nad jeziorami triumfował obiekt funkcjonujący zaledwie od 7 miesięcy – Notera Hotel SPA Bory Tucholskie, a w górach Hotel & Medi SPA Biały Kamień w Świeradowie Zdroju.
W centrum nagrodzono 2 obiekty: Pałac i Folwark Łochów (www.palacifolwarklochow.pl) oraz Afrodyta Biznes & SPA w Radziejowicach (www.afrodytaspa.pl). Warszawskie Studio Sante Uzdrowisko Miejskie już drugi raz z rzędu odebrało nagrodę w kategorii Perfect Day SPA.

Perfect SPA Awards – Wybór Ekspertów
Niezależnie od głosowania internetowego, 16 laureatów wybrała 14-osobowa kapituła konkursu złożona ze specjalistów z branży SPA&Wellness. Uroczyście nagrodzono:

Czarny Potok Resort & SPA w Krynicy ZdrojuNajlepszy Resort SPA (z rąk Jarosława Kreta nagrodę odebrał dyrektor hotelu, Artur Kopacz);

Hotel Mercure Kasprowy w ZakopanemNajlepszy Sieciowy Hotel SPA (Marieta Żukowska wręczyła nagrodę właścicielom obiektu: Adamowi i Małgorzacie Bachleda-Curuś);

Manor House SPA * Pałac Odrowążów (www.manorhouse.pl)Najlepszy Holistyczny Hotel SPA (Justyna Kurowska, PR manager kompleksu przyjęła nagrodę od Odetty Moro);

Hotel Malinowy Raj w Solcu ZdrojuNajlepsze Uzdrowiskowe SPA (Katarzyna Przygoda, manager hotelu, otrzymała nagrodę z rąk Lidii Popiel);

Columna Medica z Łaska (www.columnamedica.pl)Najlepsze Medical SPA (Natalia Kukulska wręczyła trofeum swojej imienniczce – Natalii Tomzik, która jest dyrektorem zarządzającym hotelu);

Pałac Żelechów (www.palaczelechow.eu)Najlepszy Historyczny Hotel SPA (Klaudia Mirosz-Oleś, koordynator sprzedaży i marketingu, odebrała nagrodę z rąk Marty Kuligowskiej);

Cottonina Hotel & Mineral SPA Resort ze Świeradowa ZdrojuNajlepszy Hotel SPA dla Rodzin (Justyna Stachowiak, dyrektor SPA odebrała nagrodę z rąk Anity Sokołowskiej);

Heron Live Hotel znad Jeziora Rożnowskiego – Najlepszy Romantyczny Hotel SPA (Izabela Kuna wręczyła nagrodę Piotrowi Ledworuchowi, dyrektorowi generalnemu hotelu);

Hotel Kocierz & SPA w TarganicachNajlepszy Hotel SPA dla Aktywnych (Mariola Bojarska wręczyła statuetkę i dyplom managerce Annie Rusinek);

Fabryka Wełny Hotel & SPA z Pabianic (www.fabrykawelny.pl)Najlepsze Miejskie SPA (Beata Chmielowska-Olech przekazała trofeum Sylwii Raczyńskiej, dyrektorce hotelu);

Hotel Dębowy Biowellness & SPA z Dolnego ŚląskaNajlepszy Wellness Hotel (Marta Błachowska, specjalista ds. PR odebrała dyplom i statuetkę z rąk Renaty Dancewicz);

Nosalowy Dwór Resort & SPA z Zakopanego – Najlepszy Hotel SPA dla Biznesu (Olga Kryczka, manager SPA odebrała nagrodę z rąk Jarosława Kreta);

Talaria Resort & SPA z TrojanowaNajlepszy Butikowy Hotel SPA (Ewelina Królik odebrała nagrodę z rąk Katarzyny Żak);

Hotel Barczyzna Medical SPA z Wielkopolski – Najlepszy Nowy Hotel SPA (Kamil Rudolf, dyrektor hotelu odebrał nagrodę z rąk Jarosława Kreta);

Hotel Aquarion z Zakopanego – Najlepszy Hotel SPA z Aquaparkiem (Nagrodę z rąk Jarosława Kreta przyjął Paweł Migacz, dyrektor hotelu, któremu na gali towarzyszyła ambasadorka obiektu, Monika Zamachowska);

Klinika La Perla SPA Warszawa (posiadają 5 obiektów w stolicy)Najlepsze Day SPA (Kalina Ben Sira, prezes La Perla SPA odebrała nagrodę z rąk Aleksandry Hamkało).

Najlepsi z najlepszych
Głosami internautów i jurorów głosujących w konkursie Perfect SPA Awards 2018, a także gości wyrażających swoje opinie na najpopularniejszych portalach rezerwacyjnych wyłoniono też „najlepszego z najlepszych” – tytuł Best SPA Hotel 2018 otrzymał Odyssey ClubHotel Wellness & SPA usytuowany nieopodal Kielc. To wynik prowadzonego od kilku lat niezależnego rankingu „100 Best SPA Hotels”, w którym wyłanianych jest 100 przodujących w branży obiektów SPA & Wellness.

Z okazji 10. edycji Perfect SPA Awards oraz 15-lecia Magazynu Eden, przyznano też nagrody specjalne dla wyróżniających się w branży SPA & Wellness osób, firm i obiektów. Tytułem Perfect SPA Creator uhonorowano Urszulę Peryt-Patrzałę, prezes firmy Thalgo Polska, która w tym roku również obchodzi jubileusz 25-lecia. Nagrodzono też firmę BTL Polska oraz hotele: podwarszawską Warszawiankę z Jachranki nad Zalewem Zegrzyńskim (www.warszawianka.pl), Afrodyta SPA z Ośna Lubuskiego, Słoneczny Zdrój z Buska-Zdroju (www.slonecznyzdroj.pl) oraz Villa Park z Ciechocinka (www.villapark.pl).

Hotele SPA na weekend w rozsądnej odległości od stolicy, infografika: Paweł Wroński

Aaaa, wyjaśnienia wymaga jeszcze tort, który wjechał na scenę na koniec uroczystości. To był tort urodzinowy, ufundowany gościom przez magazyn „Eden”, który w tym roku obchodzi jubileusz 15-lecia działalności na naszym rynku wydawniczym. Sto lat!

Jubileuszowy tort magazynu Eden, fot. Paweł Wroński

Świdnica, Lubiąż, Książ i coś

Pochylając się nad mapą Dolnego Śląska, możemy spokojnie zamknąć oczy i opuścić palec na chybił-trafił. Za każdym razem trafimy na coś ciekawego, ręczę. Ja tak zrobiłem, a wyniki eksperymentu prezentuję poniżej.

Zaczęło się od malowniczego miasteczka Świdnica. Leży nad Bystrzycą, a sławę przynoszą mu świątynie. XIV-wieczna katedra św. św. Stanisława i Wacława, której południowa wieża o wysokości 103 m, sklasyfikowana jest na drugim miejscu w Polsce. Północnej wieży próżno szukać na tle nieba, bo jej budowę przerwano na wysokości nawy już w średniowieczu. Wnętrza kościoła zachwycają rzeźbiarskim wystrojem z przełomu XVII i XVIII wieku. Jego twórcą był dolnośląski rzeźbiarz, Jan Riedel. Druga miejska świątynia także należy do krajowych „naj”. Pochodzi z XVII wieku i jest największą drewnianą budowlą sakralną w Polsce. W jej wnętrzu są miejsca dla 7500 wiernych. Do świeckich tradycji Świdnicy nawiązuje cotygodniowy targ staroci, który odbywa się w każdą pierwszą niedzielę miesiąca, tam gdzie handlowano od wieków – na świdnickim rynku, jednym z najcenniejszych i najpiękniejszych na Dolnym Śląsku. Kogo zabytki nudzą, może odwiedzić jedno z oryginalnych muzeów działających w miasteczku. Przy rynku pod numerem 37 mieści się oryginalne Muzeum Dawnego Kupiectwa, w którym obejrzymy dawne wagi, odważniki oraz aranżacje sklepów sprzed lat (www.muzeum-kupiectwa.pl). Druga interesująca ekspozycja mieści się w Witoszowie pod numerem 7. To Muzeum Broni i Militariów, w jakie przekształciła się prywatna kolekcja Stanisława Gabrysia. Wśród ponad 1000 eksponatów znajdziemy tam broń strzelecką, maszynową, a nawet przeciwpancerną. I jeszcze będzie można postrzelać z broni krótkiej – na działającej przy muzeum strzelnicy (www.muzeum-broni.com.pl).

Za drugim razem mój palec trafił na Lubiąż – jeden z przystanków Szlaku cysterskiego (www.polskieszlaki.plwww.mogila.cystersi.pl). I to nie jakiś pośledni, ale arcyważny, bo Lubiąż był w połowie XII wieku pierwszym miejscem na piastowskich ziemiach, do którego sprowadzono cysterskich zakonników. Pierwsi przybyli wprawdzie benedyktyni, ale szybko zastąpili ich żyjący wedle tej samej reguły św. Benedykta, cystersi. Okres świetności opactwa przypadł na epokę baroku. Zespół z tych czasów należy dziś do największych i najwspanialszych kompleksów klasztornych w Europie, i – pomimo, że jest zniszczony – ślady dawnej świetności wciąż dają się zauważyć. Ponadto w wystawionej obok w XIV wieku bazylice, spoczywają Piastowie Śląscy, m. in. Bolesław Wysoki, który ufundował w średniowieczu klasztorne założenie. Czasy prosperity dobiegły końca, gdy w 1741 roku, Dolny Śląsk dostał się pod panowanie pruskie. Niechętni katolikom Prusacy zsekularyzowali zakon w 1810 roku, a opustoszałe budynki zamienili dwie dekady później w zakład dla umysłowo chorych. Dziś udostępnione do zwiedzania opactwo jest w remoncie, i być może w ciągu kilku lat odzyska dawną świetność. W jego scenerii spotykają się co roku fani kultury alternatywnej. Najbliższa edycja Slot Art Festiwalu odbędzie się w dniach 9-13 lipca 2019 roku (www.slot.art.pl).

Trzeci strzał – paradoksalnie – nieco mnie rozczarował, bo trafiłem na Książ. Zdziwieni? Przecież to sztandarowy obiekt, duma Dolnego Śląska?! No właśnie dlatego, bo o Zamku Książ piętrzącym się na obrzeżach Wałbrzycha napisano już chyba wszystko. O jego romantycznej właścicielce, księżnej Daisy i o stadninie koni, o imponujących rozmiarach, wystroju i wspaniałych ogrodach. Dodam więc tylko, że w tej niezwykłej scenerii w dniach 3 kwietnia – 3 maja odbędzie się w 2019 roku XXXI edycja najbarwniejszej dolnośląskiej imprezy – Festiwalu Kwiatów i Sztuki (www.ksiaz.walbrzych.pl).

Marzyłem, żeby kolejny strzał z palca przyniósł jakiś cud natury. Jest ich przecież równie wiele na Dolnym Śląsku co wspaniałych zabytków. I udało się, palec wylądował nieopodal Jeleniej Góry, w Krainie Wygasłych Wulkanów, jaką tworzą Góry i Pogórze Kaczawskie. To jedyne miejsce w Polsce zbudowane od początku do końca ze skał wulkanicznych, głównie z bazaltu. Rzucają się tam w oczy stożkowate pagórki nieznacznej wysokości. Na ich stokach zarastają roślinnością gołoborza, a okolice roją się od osobliwości. Wskażę – dla zachęty – jedną: Wielkie Organy Wielisławskie w Sędziszowej nad Kaczawą. W stoku tamtejszego wzgórza wysokiego zaledwie na 375 m odsłaniają się barwne porfiry o unikalnej słupowej strukturze. Niegdyś wydobywano je w miejscowym kamieniołomie, teraz podlegają ochronie w geologicznym rezerwacie. W pobliżu zionie otwór jaskini z długim na 100 m korytarzem, a na szczycie piętrzą się ruiny średniowiecznego zameczku. Naprawdę piękne miejsce, ze wszech miar warte odwiedzin (opisane choćby tutaj: www.crazynauka.pl).


Opisy niezliczonych atrakcji Dolnego Śląska znajdziecie m.in. w portalach takich jak te: www.polskieszlaki.pl lub www.poznajdolnyslask.pl i wielu, wielu innych. Powodzenia!

Wilkoń dostępny przez Internet

Nowoczesna opcja – kontrowersyjna, ale chyba taka właśnie będzie przyszłość. Tym bardziej to ponętne, że laptop plus rzutnik równa się możliwości oglądania dzieła w dowolnie (niemal) dużej skali.

Wykorzystując tablet i artystycznie wyszkolony palec, mistrz ilustracji, rzeźb i plakatu, Józef Wilkoń stworzył 30 aktów. Wystawiono je w Radziejowicach, czyli tam gdzie inne dzieła mistrza zdobią już wcale udatnie rozległą przestrzeń parku.

Tyle, że dzięki współpracy Fundacji „Arka” im. Józefa Wilkonia i wyznaczającego nowe trendy portalu Rynek i Sztuka można radziejowicką wystawę obejrzeć nie wychodząc… z domu. Wystarczy wykorzystać następujący link: www.artekspozycje.rynekisztuka.pl.

Więcej o ekspozycji – zobaczcie i posłuchajcie! Film zaczerpnąłem z youtube’owskiego kanału Limited Edition – Galeria Sztuki Współczesnej (www.youtube.com).

Ja obejrzałem, posłuchałem. Teraz zaś, stoję przed iście szekspirowskim dylematem: Jechać? Nie jechać? Oto jest pytanie!

Na pociechę jeszcze jeden film z tego samego kanału, w którym artysta opowiada o swoim doświadczeniu z elektronicznym tworzeniem grafik – fajnie opowiada, serio!


Konsekwencją wirtualnego zwiedzania wystawy jest też to, że nie muszę się wysilać na własny tekst, bo organizatorzy zadbali, żeby już wszystko powiedzieć 🙂 W tej sytuacji, po prostu cytuję tekst z portalu www.artekspozycje.rynekisztuka.pl:

Akt w malarstwie Józefa Wilkonia to seria obrazów autorstwa Józefa Wilkonia stworzona przy wykorzystaniu nowoczesnych technologii – zostały namalowane palcem na tablecie i wydane przez Galerię Limited Edition z Warszawy z okazji 89. urodzin Artysty jako grafika kolekcjonerska. Współorganizatorem projektu jest Dom Pracy Twórczej w Radziejowicach, gdzie można zobaczyć czasową ekspozycję tych niezwykłych prac.

W trakcie niniejszej wystawy zostanie zaprezentowanych 30 wyselekcjonowanych obiektów, które do tej pory nie były dostępne w sprzedaży. Prace te wydano w ekskluzywnej, sygnowanej i numerowanej ręcznie edycji limitowanej 5 sztuk. Obiekty zostały wydrukowane w technologii Digigraphie, na płótnie o wielkości 100 x 75 cm. Szlachetność materiału oraz technologia wydruku nadały tym wizerunkom ponadczasowego charakteru oraz trwałości, dzięki czemu zadowolą one najbardziej wybrednych kolekcjonerów.

Akt w malarstwie Józefa Wilkonia jest efektem trzeciej już współpracy artystycznej Mistrza i Galerii Limited Edition. W 2016 roku została wydana seria Elektroniczne Impresje Wilkonia, a w 2018 roku powstała seria unikatowych rzeźb w brązie pt. Brązy Wilkonia. Prace te są dostępne wyłącznie w Galerii Limited Edition.

Wystawę można oglądać w Nowym Domu Sztuki Pałacu w Radziejowicach (ul. Sienkiewicza 4), po wcześniejszym umówieniu telefonicznym oraz wirtualnie na limitededition.pl, w dniach od 13 lutego do 7 kwietnia 2019 roku.

TEKST KURATORSKI

Józef Wilkoń znany głównie jako ilustrator, rzeźbiarz zaskoczył wszystkich nawet siebie. Za temat swoich najnowszych prac przyjął przedstawienie kobiecego aktu.

Sześćdziesiąt lat temu jako pilny student Akademii Krakowskiej Wilkoń studiował rysunek aktu z modela, który był ważną częścią edukacji artystycznej.

Przez ponad pół wieku nie wracał do tematu, zajmując się głównie ilustracją książkową, po drodze rzeźbiąc wizerunki głównie zwierząt. Dzięki talentowi i pracowitości osiągnął na tym polu duży sukces. Przez lata stworzył swój wyrazisty, indywidualny styl artystyczny wypracowany za pomocą oszczędnych środków wyrazu popartych niezwykłą wyobraźnią. Mistrzowski rysunek Artysty, a także niezwykłe wyczucie koloru przysporzyły entuzjastów Jego twórczości w różnorodnych zakątkach świata. Po przejściu wielu etapów i licznych przemianach artystycznych Wilkoń palcem na tablecie tworzy cykl aktów kobiecych. I nie są to luźne rysunki układane do szuflady sobie, a muzom, ale prace z których sformowana będzie wystawa towarzysząca osiemdziesiątym dziewiątym urodzinom malarza.

Biegłość warsztatowa, śmiały rysunek, swoboda i mistrzostwo kreski kreują smukłe ciała kobiece pełne subtelnej zmysłowości. Sposób budowania formy, wypełnianie kształtów kolorem, operowanie światłem powodują iż czujemy ciepło i gładkość skóry malowanych postaci. Niektóre akty ukazane zostały w wielkim skrócie, nieomalże jak znak wyłaniający się z czarnego tła. Inne niepozbawione narracji i atrybutów dnia codziennego, zachwycają poetyką prostoty i harmonii. Są rodzajem autowidoków zapamiętanych przez twórcę. Nie do końca pozostają wytworem wyobraźni Artysty, mogą być z powodzeniem odbiciem sylwetek realnych kobiet mających spory wpływ na emocjonalne życie Józefa Wilkonia, który jak sam mówi, erotykę wiąże z boskim aktem stworzenia dalekim od grzesznych konotacji.

Patrząc na obrazy namalowane przez Wilkonia mamy wrażenie iż mamy do czynienia ze swoistym dialogiem Artysty z wizerunkami aktu na przestrzeni historii sztuki. W wilkoniowych aktach dźwięczy światło Caravaggia, Rembranta, Giorgione. Również w temacie i kolorycie znajdujemy analogię do kobiet malowanych przez Lucasa Cranacha „Trzy gracje”, Giorgione „Śpiąca Wenus”, czy Bouchera „Portret Marie-Luise”. Sposób przedstawienia wizerunków przywodzi również na myśl widza niezwykłe akty genialnego Amadeo Modiglianiego.

Pomimo tych widocznych analogii w sposobie przedstawienia, w postaciach kobiet stworzonych przez Wilkonia, na pierwszy rzut oka widać pewną rękę Artysty podejmującego szybkie decyzje malarskie, mistrza w budowaniu nastroju za pomocą światła i koloru, niezrównanego w rysunku.


Spojrzenie w głąb ludzkiego ciała

„Body Worlds” – wystawa, określana w mediach mianem jednej z najbardziej kontrowersyjnych, skłania do refleksji nad fenomenem konstrukcji, wytrzymałości, a zarazem kruchości ludzkiego ciała.

W ciągu 20 lat, wystawę von Hagensa obejrzały ponad 43 miliony osób. W Polsce pokazywano ją w Katowicach, Łodzi, Wrocławiu i Warszawie. Promowana bardzo intensywnie, zyskała świetne recenzje gwiazd pop-kultury. Pozytywnie odnosił się do niej nawet watykański „L’Osservatore Romano”. Ba, w jej scenerii nakręcono sceny do słynnej sagi przygód Jamesa Bonda („Casino Royale”), wykorzystując je potem marketingowo; z tej reklamy w Polsce korzysta platforma e-Bilet.pl.

Wokół wystawy, a w konsekwencji całego przedsięwzięcia, narosło w świecie mnóstwo kontrowersji i sensacyjnych podejrzeń. Środowiska katolickie podnosiły problemy etyki i moralności, kontestatorzy poddawali w wątpliwość autentyczność zgód ludzi, których ciała wykorzystano do wykonania plastynatów (jak dotąd zgodę wyraziło ponoć ponad 16 tys. osób) oraz komercyjny wymiar przedsięwzięcia – plastynat wart jest średnio około miliona dolarów. Początkowo plastynaty służyły jedynie jako pomoce naukowe, teraz każdy, jeśli tylko go na to stać, może sobie plastynat kupić.

Gdy głównym ośrodkiem plastynacji stało się chińskie miasto Dalian, pojawiły się sugestie, że wykorzystywano zwłoki chińskich dysydentów. Autor metody broni się przed takimi zarzutami, wskazując, że władze Państwa Środka, jako pierwsze zezwoliły mu na działalność. W Europie, gdzie próbował wcześniej ją rozwinąć nie szczędzono von Hagensowi krytyki, obdarowując przydomkiem: „doktor Frankenstein”, albo jeszcze gorzej brzmiącym: „doktor Śmierć”. W mediach zaś, porównywano jego prace do eksperymentów zbrodniarza z obozu w Oświęcimiu, osławionego Josefa Mengele, prowadzącego eksperymenty na ludziach.

Dziś, twórca metody plastynacji ma konkurenta, którym został jego były chiński współpracownik i uczeń – Sui Hongjin.

W 2005 roku pojawił się kolejny polski akcent w biografii niemieckiego lekarza – zakończona niepowodzeniem z powodu zdecydowanych protestów – próba otwarcia oddziału instytutu plastynacji w Polsce, w miejscowości Sieniawa Żarska, nieopodal niemieckiej granicy.

 

„Najliczniej odwiedzana na świecie naukowa wystawa, autorstwa dr. Gunthera von Hagensa. Ekspozycja opowiada o cudzie, złożoności i kruchości ludzkiego ciała. Inspiruje do życia z zachowaniem witalności i pełni sił.”
(z anonsu wystawy w PKiN w Warszawie, 2018/2019).

 

Gunther von Hagens (na prawdę Gunther Liebchen) – kreator metody plastynacji jest związany z Polską, gdyż urodził się w wielkopolskich Skalmierzycach, a więc na terenach włączonych do III Rzeszy w okresie 1939-1945. Po wojnie mieszkał z rodziną na terenie NRD.  W 1968 roku został aresztowany za udział w demonstracji przeciwko radzieckiej interwencji zbrojnej na terenie Czechosłowacji i próbę ucieczki z NRD. W 1970 roku, wraz z grupą innych więźniów politycznych, został wykupiony przez władze RFN. Studiował w Jenie, Lubece i Heidelbergu, doktoryzując się z zakresu anestezjologii i medycyny ratunkowej. Swoją nowatorską metodę preparowania ludzkich zwłok opracował w 1977 roku.

Tworząc plastynat, zatrzymuje się najpierw rozkład ciała, wprowadzając formalinę przez tętnice (formalina zabija bakterie). Następnie usuwa się skórę, tkankę tłuszczową i łączną, odsłaniając anatomiczną strukturę ciała. Na koniec utrwala się plastynat poddając go działaniu gazu.

Rozwarstwione, a ściślej mówiąc pocięte na plastry ludzkie ciało – dla jednych makabryczny, dla innych fascynujący plastynat z wystawy Body Worlds, fot. Paweł Wroński

 

Instytut von Hagensa mieści się w Niemczech, nieopodal granicy z Polską – w Guben. Na stronach placówki czytamy: „unikalne w skali światowej pod względem walorów dydaktycznych PLASTINARIUM”. Krytykę, a często sprzeciw budzi przede wszystkim działający przy nim sklep, nazywany przez media „makabrycznym supermarketem”, w którym można kupić spreparowane metodą plastynacji ludzkie serce, dłoń czy inną część ciała.

 

Odrzuciwszy emocje – uważam, że warto tę wystawę zobaczyć, pokazuje bowiem wnętrze naszego ciała w sposób, jakiego inną metodą osiągnąć by się nie udało. Żadna bowiem elektroniczna ani artystyczna makieta prawdziwego ludzkiego ciała nie zastąpi.

Kulisy metody plastynacji i sposoby wykorzystania plastynatów można oglądać na youtube’owskim kanale OriginalBodyWorlds (www.youtube.com).


Plastinarium w Guben (jęz. polski): www.plastinarium.de

Lawina zbiórek na WOŚP

Zbiórka pod hasłem „Zapełnijmy ostatnią puszkę Pana Prezydenta dla WOŚP”, zainicjowana przez Gdańszczankę na facebooku, dla uczczenia pamięci zamordowanego prezydenta jej rodzinnego miasta, Pawła Adamowicza, przyniosła w ciagu tygodnia niemal 16 mln zł (15 991 321 zł; przy założeniu pułapu 1000 zł).

W puszce prezydenta Gdańska było 6,5 tys. zł. W zbiórce na facebooku wzięło udział 264.515 darczyńców. Potem, w sieci, posypała się lawina zbiórek, głównie urodzinowych, których inicjatorzy także chcą przekazywać zebrane tą drogą pieniądze na rzecz „orkiestry” Jurka Owsiaka. Żeby zobaczyć ile jest tego typu inicjatyw i jakie dają efekty, wystarczy wykorzystać ten link: www.facebook.com.

„Nie będziemy dłużej obojętni na panoszącą się truciznę nienawiści”


Paweł Adamowicz piastował urząd Prezydenta Gdańska przez 20 lat. Po raz kolejny mieszkańcy Gdańska przedłużyli jego mandat podczas wyborów samorządowych 4 listopada 2018 roku. W II turze, Paweł Adamowicz uzyskał 64,8% głosów przy frekwencji 57,7% (jego konkurent z PiS otrzymał 35,2% głosów).
Strona prezydenta Gdańska z czasów aktywności: www.adamowicz.pl

Jestem przekonany, że Paweł chce, abym wypowiedział następujące słowa: trzeba skończyć z nienawiścią, trzeba skończyć z nienawistnym językiem, trzeba skończyć z pogardą, trzeba skończyć z bezpodstawnym oskarżaniem innych” – powiedział dominikanin, ojciec Ludwik Wiśniewski podczas mszy pogrzebowej prezydenta Gdańska. Zebrani w gdańskiej bazylice zareagowali na jego słowa owacją na stojąco (w bazylice mariackiej w Gdańsku zebranych było ponad 3500 osób; według szacunków policji, dzięki rozstawionym na ulicach miasta telebimom, w osatniej drodze prezeydenta Gdańska, towrzyszyło mu 45 tys. osób).

Przemówienie o. Wiśniewskiego odbiło się szerokim echem w mediach, bo jak ktoś trafnie podsumował: „słowa których nie powiedział w półgodzinnej homilii abp Głódź, padły z ust zwykłego zakonnika”! Całe przemówienie o. Wiśniewskiego oraz relacja z uroczystości pogrzebowych: www.tvn24.pl

Mowę pożegnalną o. Ludwika Wiśniewskiego przytacza także Tygodnik Powszechny: www.tygodnikpowszechny.pl


Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy: www.wosp.org.pl

XXVII Finał WOŚP: 92.143.798 zł (na zakończenie finału)
27 lat WOŚP: zebrano i wydano na wyposażenie szpitali ponad 1.000.000.000 zł (1 mld zł)

#MuremZaOwsiakiemwww.facebook.com

Chińskie akcenty w Łazienkach

Aleja Chińska ze stylowymi pawilonami i oświetlona lampionami zdobi najpiękniejszy park Warszawy od 2014 roku. Jej powstanie nawiązuje do dziejów stosunków polsko-chińskich w wieloraki sposób.

Ogród Chiński w Łazienkach Królewskich, fot. Paweł Wroński

 

Koncepcja współczesnego Ogrodu Chińskiego opracowana została przez prof. Edwarda Bartmana i architekta Pawła Bartmana we współpracy z chińskimi architektami z Muzeum Księcia Gonga w Pekinie. Nowy Ogród Chiński otwarty został w 2014 roku jako część Ogrodu Królewskiego, by przypominać XVIII-wieczną modę na „chinoiserie”. W opinii dr. Andrzeja Michałowskiego, odpowiada on cechom „chinoiserie”  i charakterowi czasów Stanisława Augusta. Pawilon Chiński, symbolizujący pierwiastek męski, i ażurowa Altana Chińska, symbolizująca kobiecość, połączone zostały kamiennym mostkiem, który – jak podkreśla znawca architektury chińskiej, prof. Wang Hongbo – stanowi nawiązanie do drogi mlecznej.

 

Współczesna Aleja Chińska w Łazienkach jest przejawem fali mody na chińszczyznę, jaka od paru dekad przelewa się przez współczesną Europę. Moda, określana francuskim mianem chinoiserie, napłynęła na Stary Kontynent w latach 80. XVIII wieku. Jej echa dotarły do Polski w okresie rozbiorów, zachwycając Stanisława Augusta Poniatowskiego. Król, esteta i mecenas sztuki, sięgnął skwapliwie do egzotycznego kanonu piękna, wprowadzając do ukochanego parku dalekowschodnie elementy. Dawną drogę łączącą Zamek Ujazdowski z Pałacem w Wilanowie nazwał Aleją Chińską, a w 1784 roku, pod wpływem angielskiej szkoły ogrodniczej, na jej skrzyżowaniu z Promenadą Królewską w Parku Łazienkowskim kazał wznieść z kamieni i drewna Most Chiński. Ślady po nim odkryli archeologowie w 2012 roku. Już dawniej jednak wiedziano jak wyglądał, gdyż w kolekcji UW zachowały się przedstawiające go ryciny, a w petersburskim Ermitażu olejne płótno, ukazujące Most i Aleję. Nieopodal mostu, zaaranżowano na zlecenie króla Ogród Chiński, który nie przetrwał do naszych czasów. Zachowany na terenie parku odcinek Alei Chińskiej liczący 1200 m długości jest jedyną pozostałością królewskiego przedsięwzięcia.

Ogród Chiński w Łazienkach Królewskich, fot. Paweł Wroński

Drugi fakt jest niemal zupełnie nieznany, choć dotyczy czasów współczesnych, konkretnie epoki PRL. Związany z polityką, wykracza daleko poza wymiar estetyczny. Trzeba pamiętać, że na kontakty bilateralne po II wojnie światowej rzucały cień ideologiczne względy. PRL i ChRL były krajami bloku komunistycznego, ale ich relacje wymykały się bacznej kontroli ZSRR, oba bowiem kraje zbliżała chęć zachowania suwerenności. Ba, w 1956 roku Chiny zdecydowanie przeciwstawiły się planom radzieckiej interwencji zbrojnej w Polsce. Wizyta premiera Zhou Enlaia w Warszawie w styczniu 1957 roku była manifestacją przyjaźni pomiędzy rządami obu krajów. Z braku informacji, świadomość tych zdarzeń była w społeczeństwie znikoma. W latach 50. XX wieku Chiny popierały polskie inicjatywy rozbrojeniowe składane na forum ONZ. Kiedy zaś w 1955 roku w Chinach i USA pojawiła się wola rozmów, to właśnie strona polska stworzyła dyskretnie dogodne warunki do ich tajnego prowadzenia.

Pałac Myślewicki, to tutaj, w czasach zimnej wojny” toczyły się tzw.”nieme rozmowy” prowadzone przez dyplomatów chińskich z amerykańskimi, fot. Paweł Wroński

Ze względów ideologicznych nie można było tego przeprowadzić inaczej. Trudne rokowania, przerywane w okresach napięć między stronami, ciągnęły się do 1972 roku. Miejscem spotkań – odbyło się ich 136 – dyplomatów chińskich z amerykańskimi był Pałac Myślewicki w Łazienkach. Prowadzone rozmowy przeszły do historii pod nazwą niemych, ponieważ w obawie przed podsłuchem porozumiewano się, zapisując pytania i odpowiedzi na kartkach.

Usytuowanie Nowego Ogrodu Chińskiego – plan ze strony Muzeum Pałacu i Parku w Łazienkach Królewskich

Polityczne i ekonomiczne kulisy rewitalizacji Alei Chińskiej w Łazienkach
W październiku 2010 roku przedstawiciele Fundacji Sinopol poznali historię Alei Chińskiej, a dowiedziawszy się o planach wymiany nawierzchni parkowych alejek, zainicjowali projekt rewitalizacji, którego realizacja stała się możliwa dzięki dobrej chińsko-polskiej współpracy. Ideę wsparli zarówno ówczesny dyrektor Muzeum Łazienki Królewskie, jak i ambasadorowie obu krajów. Ambasador ChRL w Polsce dołożył przy tym starań, żeby zainteresować przedsięwzięciem członków chińskich delegacji wysokiego szczebla, które odwiedzały w tym czasie Polskę. W efekcie, w Chinach sprzyjały rewitalizacji tak wysoko postawione osobistości, jak: przewodniczący Ludowej Politycznej Konferencji Konsultatywnej Chin – Jia Qinglin, przewodniczący komisji ds. zagranicznych Ogólnochińskiego Zgromadzenia Przedstawicieli Ludowych – Li Zhaoxing, I wiceprzewodniczący Ogólnochińskiego Zgromadzenia Przedstawicieli Ludowych – Wang Zhaoguo, członek komitetu stałego Biura Politycznego Komitetu Centralnego KPCh – He Guoqiang,  minister spraw zagranicznych – Yang Jiechi oraz minister obrony narodowej – Liang Guanglie. Okazji do nadania dalszego biegu sprawie dostarczyła zbliżająca się wówczas wizyta prezydenta Bronisława Komorowskiego w Chinach. Prezes Sinopolu nakłonił wówczas do współpracy firmy zaangażowane w wymianę handlową między obu krajami: ze strony polskiej – KGHM Polską Miedź, z chińskiej – China Minmetals Corporation. Opracowany przez Sinopol budżet przedsięwzięcia sięgnął 5 mln złotych.

 

Łazienki Królewskie zajmują powierzchnię 76 ha. Ścieżki od głównej bramy w Alejach Ujazdowskich prowadzą do pomnika Fryderyka Chopina. Z tego powodu, odwiedzający Warszawę Chińczycy, nazywają Łazienki „Parkiem Chopina”.

 

Letni koncert chopinowski w Łazienkach, fot. Paweł Wroński

Aleja Chińska i Ogród Chiński w Łazienkach stanowią dziś barwną scenerię sesji fotograficznych dla nowożeńców, barwny cel wieczornych spacerów, a także przedmiot studiów dla słuchaczy takich kierunków jak architektura czy sinologia. To miejsce faktycznej chińsko-polskiej wymiany kulturowej.


Aleja Chińska w Łazienkachwww.lazienki-krolewskie.pl

Dziki w Polsce w obliczu rzezi

Nie było ich na liście gatunków zagrożonych wyginięciem. To ‘karygodne’ niedopatrzenie postanowili naprawić PiS-owscy politycy, wysyłając w styczniu b.r. członków polskich kół łowieckich na rzeź dzików.

Nasila się na szczęście społeczny protest przeciwko pomysłowi jaki narodził się w genialnym umyśle Głównego Lekarza Weterynarii i został skwapliwie zaaprobowany przez Zarząd Główny PZŁ. Pomysłodawca uzasadnia propozycję koniecznością zatrzymania choroby ASF (afrykańskiego pomoru świń), zakaźnej i nieuleczalnej, na jaką narażone są zarówno świnie hodowlane, jak i wolnożyjące dzikie świnie. Gorliwe władze PZŁ zapowiedziały już organizację tzw. wielkoobszarowych polowań na dziki w dniach 12-13, 19-20 i 26-27 stycznia 2019.

Z badań wynika, że zalecone antidotum nie wyleczy choroby. Zdaniem ekspertów WWF: „przestrzeganie zasad bioasekuracji zdziała więcej niż odstrzał dzików”.

 

„Stoimy na stanowisku, iż dla osiągnięcia celu, jakim jest zatrzymanie epidemii ASF w Polsce, należy pilnie porzucić pozorowane i kosztowne działanie, jakim jest masowy odstrzał dzików. Eksperci z Państwowego Instytutu Weterynarii w Puławach wskazują, że wszystkie nowe ogniska zarażenia wirusem trzody chlewnej w Polsce są wynikiem przenoszenia wirusa przez ludzi. Prawdziwą przyczyną rozwoju ASF w Polsce jest bowiem brak bioasekuracji i niewystarczająca kontrola sanitarna w branży trzody chlewnej. Raport NIK z 2017 r. wskazuje, że w Polsce program bioasekuracji w związku z ASF był źle przygotowany i nierzetelnie wdrażany: 74 proc. gospodarstw nie posiadało niezbędnych zabezpieczeń, program wdrażany był opieszale, a protokoły z kontroli weterynaryjnej – często fałszowane w celu stworzenia pozorów zabezpieczenia stad świń przed ASF. W efekcie choroba nie została zatrzymana i rozprzestrzenia się na kolejne województwa. W listopadzie 2017 r. wirus przekroczył linię Wisły.” – piszą polscy naukowcy, których 762 podpisy znalazły się pod otwartym listem w sprawie walki z ASF, skierowanym w dniu 9 stycznia do premiera, Mateusza Morawieckiego.

A następnie ostrzegają – „Obecnie wirus zagraża najbardziej dochodowym chlewniom w województwie wielkopolskim. Jeżeli kierowany przez Pana rząd nie podejmie skutecznych i zdecydowanych działań w celu zapewnienia najwyższych standardów bioasekuracji i nadzoru weterynaryjnego, będzie on bezpośrednio odpowiedzialny za załamanie się branży trzody chlewnej w Polsce. Tego problemu nie rozwiąże masowy odstrzał dzika.”.

 

Dzicza hekatomba nic nie da, tylko z naszych lasów znikną pożyteczne zwierzęta. Po absurdalnej wycince drzew w Puszczy Białowieskiej pod hasłem walki z kornikami, odstrzale żubrów oraz wołającej o pomstę do nieba dewastacji stadniny koni arabskich w Janowie Podlaskim, to kolejna, umotywowana chyba jedynie chęcią niesienia zagłady wszystkiemu co żyje, decyzja spod PiS-owskiego sztandaru. Na szczęście nie wszyscy się z nią zgadzają, również myśliwi. W kraju zostały nawet wystosowane dwie petycje obywatelskie z protestami w tej sprawie. Obie są dostępne w Internecie.


Pierwsza znajduje się na stronie Petycji Obywatelskich Avaaz. Jest skierowana do ministra środowiska Henryka Kowalczyka, i kiedy się z nią zetknąłem było już pod nią ponad 100 tysięcy podpisów (www.secure.avaaz.org). Jej treść jest następująca:
Nie dla masowego odstrzału dzików! 12 stycznia rozpocznie się wielkie polowanie.
   My, wrażliwi na los wszystkich zwierząt i środowiska, stanowczo sprzeciwiamy się eksterminacji dzików w polskich lasach przez Polski Związek Łowiecki w ramach „walki” z ASF (afrykański pomór świń). Planowany na styczeń odstrzał ma objąć ponad 200 tys. osobników, także tych zdrowych (w tym samice i warchlaki). W praktyce może dojść do odstrzelenia całej populacji.
   Myśliwi otrzymają ekwiwalent finansowy w wysokości kilkuset złotych za każde zwierzę. Wobec krytyki ze strony naukowców i braku jakichkolwiek dowodów potwierdzających, że masowe wybijanie tych zwierząt zredukuje w znaczący sposób ASF, żądamy natychmiastowej zmiany decyzji w tej sprawie. Konsekwencją tej skandalicznej akcji będą nieodwracalne skutki nie tylko dla tego gatunku w naszym regionie, ale i dla środowiska naturalnego na tym obszarze. Niech zwycięży rozsądek i nauka, a nie polityka i lobby myśliwskie!”.

W związku z akcją społeczną w obronie dzików, niezwykle aktualna stała się ikona wykonana dla bieszczadzkiego mikrobrowaru Ursa Maior (www.ursamaior.pl) jesienią 2018 roku w Jasielskiej Pracowni Ikon. Pracownię założyła w 2013 roku i prowadzi Marta Jamróg, absolwentka Małopolskiego Uniwersytetu Ludowego we Wzdowie (www.jasielskapracowniaikon.pl).

Obraz Marty Jamróg (Jasielskiej Pracowni Ikon) – fot. pochodzi z facebookowego fanpage’u Pracowni

 


Druga petycja jest skierowana do premiera, a jej autorzy – członkowie koalicji „Niech Żyją!”, poszerzają apel w sprawie wstrzymania odstrzału o żądanie dymisji ministrów: środowiska – Henryka Kowalczyka i rolnictwa – Jana Krzysztofa Ardanowskiego. Protest ma formę listu. Gdy go dziś (tj. 8 stycznia) podpisywałem należałem do grona 27 tysięcy obywateli RP. List (www.petycja.pracownia.org.pl) brzmi następująco:
Szanowny Panie Premierze,
apeluję do Pana o uratowanie polskiej przyrody i natychmiastowe wstrzymanie masowych polowań na dziki. Za haniebny pomysł eksterminacji gatunku żądam także dymisji ministra środowiska Henryka Kowalczyka i ministra rolnictwa Jana Ardanowskiego.
Podejmowane przez obu ministrów decyzje w zakresie walki z ASF przez masowy odstrzał dzików są skrajnie niemerytoryczne, sprzeczne z wiedzą naukową oraz z wynikami przeprowadzonych już odstrzałów.
   To pokazuje, że polowania na dziki motywowane są politycznie i nie mają nic wspólnego z rzeczywistą troską o losy rolnictwa w Polsce. Masakra dzików na polowaniach zbiorowych nie powstrzyma ASF, a wręcz może rozprzestrzenić wirusa dalej na zachód od Wisły. Problemem nie są bowiem dziki, ale człowiek – brak kontroli nad wdrażaniem programu bioasekuracji w Polsce oraz intensywne polowania zwiększające migrację zarażonych dzików i ryzyko roznoszenia wirusa przez myśliwych. W efekcie masowych polowań na dziki w latach 2015-2017 zabito już ponad 1 mln tych zwierząt. Wirus nie tylko nie został zatrzymany, ale przekroczył już linię Wisły.
   Nie zgadzam się na haniebną rzeź dzików!.

Ściągnięte z Facebooka

 


Jest także petycja w języku angielskim, zamieszczona na stronach organizacji Care2 Petitions (www.thepetitionsite.com):
Don’t allow for extinction of boars in Poland
Polish Ministry of Agriculture and Environmetal Protection has sentenced to death 
whole population of boars in Poland. Over 200 thousand are to be killed by the end of February.
The hunters are instructed to kill even pregnant sows and their off springs, including those
living on the areas of National Parks.
This regulation was issued under the pretext of the fight with the ASF virus. It is cruel, scientifically unjustified, totally ineffective and absurd action, but the Minister doesn’t listen to the voice of experts.
The extinction of the whole population would bring about serious and irreversible damages to the natural environment since boars contribute greatly to biodiversity of the ecosystems they live in.
Please add your name and stop this shameful slaughter!


Znalezione w Internecie 🙂

 


Wiadomo już, że masowe protesty odbędą się w dziczej sprawie w Warszawie – pod Sejmem przy pomniku AK we środę 9 stycznia o godz. 18:00. oraz w Krakowie, pod hasłem „Solidarni z dzikami” – w piątek 11 stycznia o godz. 17:00 na Rynku Głównym.
Pierwszy organizuje Partia Zielonych, drugi – Klub Gaja i Polskie Towarzystwo Etyczne. Warszawski protest obejmie także sprzeciw wobec kontrowersyjnej zgody na odstrzał żubrów na terenach Puszcz: Boreckiej i Knyszyńskiej. Media społecznościowe pękają w szwach od głosów protestu myślących i szanujących środowisko Polaków. A akcje w terenie podejmują organizacje proekologiczne i – spontanicznie – zwykli turyści.

 

Także znalezione w Internecie 🙂

 

Były premier, Włodzimierz Cimoszewicz, publikujący często na swoim facebook’owym profilu zdjęcia przyrodnicze, tak komentuje zapędy ministerialnych rzeźników: „Te dziki [był to komentarz pod konkretnym zdjęciem – przypis P.W.] nie mają szans. To prawda, że kilka lat temu dziki z Białorusi przyniosły ASF do Polski, ale od dawna to nie dziki ale ludzie przenoszą tę chorobę do regionów oddalonych od wschodniej granicy. Realne powstrzymanie epidemii jest możliwe tylko przez kilkuletnią likwidację hodowli trzody w dużej części Polski. Hodowcy powinni w tym czasie otrzymać wsparcie, należy ich też zachęcać do przynajmniej przejściowego zajęcia się czymś innym. Nie ma innej skutecznej metody, ale nie ma też odważnych, żeby to otwarcie powiedzieć. Zamiast tego postanowiono wystrzelać dziki. Powód jest prosty. One nie głosują w wyborach. Cena? Epidemia ASF pozostanie, straty w leśnym środowisku spowodowane brakiem dzików wprost trudne do oszacowania, zwłaszcza w lasach naturalnych”.

 

Oby piaseczyńskie „Dziki” Józefa Wilkonia nie pozostały jedynymi, jakie nasze dzieci mogą spotkać w plenerze!

Dziki Józefa Wilkonia w parku w Piasecznie, fot. Paweł Wroński

 


Przygotowany przez Partię Zielonych film o odstrzale dzików jest dostępny w sieci pod adresemwww.facebook.com

Pod hasłem ‘Teraz środowisko’, WWF naświetla problem ASF: www.teraz-srodowisko.pl

Artykuł w białostockim wydaniu Gazety Wyborczej, w którym zacytowany jest apel (w obronie dzików) myśliwego z Jarosławia do kolegów z PZŁ: www.bialystok.wyborcza.pl

List otwarty środowiska naukowego w sprawie redukcji populacji dzików (z 9 stycznia 2019 z podpisami 762 polskich naukowców!): www.naukadlaprzyrody.pl

Jak można pomóc dzikom, nie wychodząc z domu?: www.sonar.wyborcza.pl

Pracownia na rzecz Wszystkich Istot: www.pracownia.org.pl

Czerwińsk nad Wisłą w Nowy Rok (2019)

To taka nasza ‘nowa świecka tradycja’ – wycieczka w Nowy Rok, gdzieś niedaleko – na bliskie Mazowsze. Na początek 2019 roku odwiedziliśmy z Edytą Czerwiński nad Wisłą.

Jest tam wspaniały, romański w zrębach zespół klasztorny. Jego pierwszych gospodarzy sprowadził biskup płocki Aleksander za panowania Bolesława Krzywoustego w 1124 roku. Upasożony przez mazowieckich Piastów klasztor, jest dziś w rękach salezjanów, którzy w 2023 roku będą obchodzić stulecie obecności w zabytkowym nadwiślańskim kompleksie.

 

Bazylikę wzniesiono jako dwuwieżowy kościół z kamienia w 1 połowie XII wieku. Została konsekrowana w 1161 roku. Mimo wielu przeróbek w okresie gotyku, renesansu i baroku, kościół zachował charakter romański; w latach 1903-1911 przeprowadzono gruntowną restaurację obiektu.

 

Historia kompleksu sięga roku 1155. Papież Hadriana IV zatwierdził budowę klasztoru dla kanoników regularnych (zakonu z benedyktyńskiego pnia). Hojnie obdarowywani przez książąt mazowieckich mnisi stali się wkrótce jednym z najpotężniejszych właścicieli feudalnych w nadwiślańskiej piastowskiej dzielnicy. Klasztor stał się słynny w związku z wydarzeniami w 1410 roku. Zatrzymał się w nim bowiem Jagiełło ciągnąc pod Grunwald, by się pomodlić wraz z wojskiem o powodzenie w wojnie z krzyżakami. Jak wiemy, to jemu Niebiosa sprzyjały. Śladem tych zdarzeń są szlify na romańskim portalu, jakie powstały gdy rycerstwo ostrzyło o nie ostrza mieczy.

 

Kanonicy regularni żyją zgodnie z Regułą św. Augustyna z Hippony, spisaną u schyłku IV stulecia. Praktykują posłuszeństwo, czystość i życie wspólne bez własności; są otwarci na wszelkie formy pracy w Kościele. 

Do Polski kanonicy regularni przybyli na przełomie XI i XII wieku. Powstały wówczas prepozytury m.in. w Trzemesznie, Czerwińsku nad Wisłą, we Wrocławiu – Kościół NMP na Piasku, Żaganiu, Kłodzku, Mstowie, Kaliszu. Trzeba jednak pamiętać, że do 1959 roku nie było jednolitego pod względem struktury zakonu kanoników regularnych; z reguły autorstwa św. Augustyna korzystały różne zgromadzenia.

 

Kolejnym powodem do chwały jest obraz Matki Boskiej Czerwińskiej uznany w w 1647 roku za cudowny. Przyczynił się do tego król Władysław IV, który modłił się tu wówczas o zdrowie. Odzyskawszy je pozostawił votum z napisem: „Bliski śmierci – otrzymał zdrowie”. Od niemal stu lat maryjnym sanktuarium opiekują się salezjanie. Od czasu do czasu, w scenerii jaką tworzą romańskie w zrębach mury klasztornego zespołu kręcone są filmy, choćby sceny do serialowej adaptacji powieści „Lalka”.

 

Obraz Matki Boskiej Czerwińskiej namalował Łukasz z Łowicza w 1612 roku na zlecenie kanoników regularnych laterańskich (zgromadzenia działającego formalnie od 1446 roku) – ówczesnych gospodarzy opactwa. Związki kanoników regularnych z kompleksem trwały do 1819 roku, kiedy to w zaborze rosyjskim dokonano kasaty zakonu. Równocześnie odebrano Czerwińskowi prawa miejskie.

 


Portal gminy Czerwińsk nad Wisłąwww.czerwinsk.pl
Kanonicy regularni laterańscy: www.kanonicy.pl
Reguła św. Augustyna: www.augustianie.pl
Sanktuarium Matki Bożej Pocieszenia: www.czerwinsk.salezjanie.pl
Salezjanie: www.salezjanie.pl

Warszawskie szopki bożonarodzeniowe

Po małym szopkowym rajdzie w pierwszy dzień Świąt, byliśmy nieco rozczarowani.

Niespodzianki nie było. U kapucynów, postacie z historii polskiego katolicyzmu kręcą się jak co roku. W katedrze są odwołania patriotyczne. Vis a vis kościoła garnizonowego uwagę dzieci przykuwają żywe baranki. Na Placu Szembeka, pomiędzy mszami, kościół był…  zamknięty.

Kreatywna szopka w kościele św. Anny przy Krakowskim Przedmieściu w Warszawie, fot. Paweł Wroński

We wszystkich niemal odwiedzonych przez nas z Edytą świątyniach dominowały plastikowe Chrystusiki.

Trafiliśmy jednak na szopkę, której twórcy błysnęli kreatywnością – w kościele akademickim, czyli u św. Anny. I ta nam się najbardziej podobała. Niewykluczone, że także z powodu ciepłego skojarzenia z Jordankiem, w którym na zajęciach plastycznych z dziećmi szary papier do pakowania służy nader często za podstawowe tworzywo najprzeróżniejszych dekoracji. Grota u św. Anny była zrobiona właśnie z takiego papieru – skromnie, tanio, pomysłowo, efektownie!

 

Tradycja budowania bożonarodzeniowych szopek narodziła się w średniowieczu. Za inicjatora pierwszej uchodzi św. Franciszek z Asyżu, który w grudniu 1223 roku stworzył w Greccio (we włoskiej prowincji Rieti, w Umbrii) instalację, przedstawiającą wnętrze betlejemskiej stajenki. Jego towarzysze wcielili się w biblijne postacie, towarzyszyły im żywe zwierzęta.

W dzisiejszym Greccio w okresie świątecznym prezentowana jest wystawa szopek bożonarodzeniowych, pochodzących z różnych zakątków Italii. Na miejscu, gdzie w 1223 roku św. Franciszek zainscenizował pierwszą na świecie żywą szopkę bożonarodzeniową, znajduje się klasztor-sanktuarium, przypominający o tym historycznym ‘Betlejem’ (www.franciszkanie.pl).

 

Szopki szybko zyskały popularność i były naśladowane zarówno w wersji żywej z aktorami, jak i w formie instalacji. Jako ludowe przedstawienia świąteczne zyskały w Polsce miano jasełek i trafiły do wiejskich parafii dawnej Polski. We wnętrzach kościołów katolickich zagościły także na stałe, a odnogą tej tradycji jest konkurs małopolskich szopek organizowany w Krakowie, do którego co roku stają liczni twórcy ludowi.

Z czasem, obok akcentów stricte religijnych, w szopkach zaczęły się pojawiać nawiązania  do aktualnej sytuacji i – ku pokrzepieniu serc – do historii. Do tej właśnie tradycji nawiązuje szopka u kapucynów przy Miodowej w Warszawie. Kapucyni wywodzą się jako zakon z pnia franciszkańskiego, a ich świątynia i klasztor przy Miodowej były pierwszymi obiektami sakralnymi odbudowanymi po II wojnie światowej w stolicy, w 1946 roku. Wtedy też narodził się pomysł stworzenia szopki zrealizowany przez braci 3 lata później.

 

W 2019 roku ruchoma szopka u kapucynów będzie obchodzić 70-lecie.

 

Szopka przy kościele klasztornym kapucynów (Miodowa 13 w Warszawie), jest uruchamiana każdego roku w dniu 25 grudnia – w dzień Uroczystości Narodzenia Pańskiego , czyli mówiąc bardziej świeckim językiem – w pierwszy dzień Świąt.


Ruchoma szopka u kapucynów przy ul. Miodowej w stolicywww.kapucyni.warszawa.pl
Sanktuarium w Greccio w Umbrii: www.umbriafrancescosways.eu

Radonie, czyli dwór szczęśliwy

W II Rzeczypospolitej istniało około 16 tysięcy szlacheckich dworów. Do naszych czasów dotrwało zaledwie kilkaset, w większości – niestety – nadal zrujnowanych.

Dwór w Radoniach pochodzi z 1842 roku. Wzniósł go Piotr Folkierski, który założył ceniony później w majątku ceniony szeroko browar, fot. Paweł Wroński

Takim dramatycznym zestawieniem rozpoczyna się opis historii dworu w Radoniach nieopodal Grodziska Mazowieckiego. Dworu, który – co tu dużo mówić – miał sczęście, bo w 2005 roku tę historyczną ruinę nabyli ludzie, którzy przywrócili zabytek do życia.

W spisanej przez współczesnych właścicieli hitorii dworu czytamy m.in. ustęp poświęcony Piotrowi Folkierskiemu, do którego należał majątek i dwór w Radoniu w połowie XIX wieku: „Czas administracji Piotra Folkierskiego to czas rozkwitu Radoń. Wieś składa się wówczas z 18 domów i liczy 183 mieszkańców, a powierzchnia ziem w majątku wynosi 526 mórg – z czego ponad 70% to grunty orne. Powstaje osada fabryczna i młynarska z wiatrakiem oraz browar produkujący licencjonowane piwo bawarskie. W latach 1880-tych produkcja wynosi 17 000 wiader piwa, a obroty około 20 000 rubli.”.

Przedświąteczny kiermasz w dworze w Radoniach, fot. Paweł Wroński

Odgrzebują historię obiektu, gospodarze dzielą się nią w sieci, podobnie zresztą jak wnętrzami, w których na codzień działa stworzone przez nich Muzeum Historii Lokalnej. Okazjonalnie zaś organizują różnorodne imprezy. My, trafiliśmy tam, szukając ciekawych drobiazgów, bo w dworskich wnętrzach, gospodarze zorganizowali, zresztą już po raz czwarty, kiermasz przedświąteczny. Były wyroby artystyczne i domowej roboty smakołyki. Uczestnikami byli głównie artyści i wytwórczy produktów spożywczych z okolicy, ale do dworu zjechali nawet z odległego przecież Beskidu Niskiego, właściciele gospodarstwa agroturystycznego „Farfurnia” z Zawadki Rymanowskiej, by wystawić na sprzedaż swoje ceramiczne wyroby.

W Radoniach, 16 grudnia 2018, fot. Paweł Wroński

Nam spodobała się ceramika z pracowni „Mamula”, piernik lukrowany i nalewka na śliwkach. Przede wszystkim jednak zachwycił nas sam dwór, pięknie wybielony, otoczony parkiem ze stawami. Akurat sypnął pierwszy tej zimy poważniejszy śnieg. Tym bardziej więc dwór w Radoniach tchnął ciepłem i życiem.

Dziś trudno uwierzyć, że w 1998 roku w książce o dworach powiatu grodziskiego „Domy i Ludzie”, Marek Cabanowski tak opisywał radoński zabytek: Za każdą moją kolejną wizytą stopień dewastacji tej rezydencji był coraz większy. Dzisiaj okoliczni mieszkańcy wyłupują cegły ze ścian nośnych i rozbierają drewniane gonty na opał. Myślę, że obecne zniszczenia są nieodwracalne i pałacu nie da się już odbudować.” Wbrew jego pesymizmowi – udało się. „Nić tradycji snuje się dalej na kołowrotku teraźniejszości”.


Dwór w Radoniach (m.in. historia obiektu od czasu budowy czyli 1842 roku do czasu remontu obiektu w 2010): www.radoniedwor.pl

Choinka z Niemiec, od św. Bonifacego

Choinka, którą powszechnie stroimy na święta przywędrowała do nas z zachodu, konkretnie z Niemiec. I to, dopiero, w XIX wieku.

Św. Bonifacy na starej rycinie, fot. z portalu: stacja7.pl

Ideę upamiętniania drzewkiem przyjścia Chrystusa (na świat), przypisuje się św. Bonifacemu. To postać historyczna, wyniesiona przez Kościół na ołtarze za gorliwość w szerzeniu wiary wśród germańskich plemion i męczeńską śmierć jaką zakończyła się jego apostolska misja w VIII wieku. Bonifacy kazał ścinać stare drzewa poświęcone pogańskim bóstwom, aby pokazać ich wyznawcom, że dawni bogowie nie mają sił, by obronić leśne gontyny przed ‚prawdziwym’ Bogiem. Dziś, serce się kraje na myśl, że pod siekierami gorliwców padały potężne dębowe pnie, bo te właśnie drzewa, zarówno Germanie, jak i my – Słowianie, najczęściej poświęcaliśmy w dawnych czasach bogom.

Podczas jednej z takich akcji, gdy usunięto z wyrębu dębowe pnie, wystrzeliła ku niebu mała jodełka (Tannenbaum). Dzięki swej elastyczności nie złamała się pod ciężarem wiekowego sąsiada. Wskazał ją Bonifacy i powiedział, że to właśnie drzewko powinno przypominać przyjście Chrystusa na świat. Jezus bowiem, niczym ta drobna jodełka, nigdy nie ugiął się przed wielkim złem i nie dał złamać, znosząc nieludzkie tortury, a wreszcie – ukrzyżowany – zmartwychwstał.

W XVI-wiecznych kazaniach z terenów współczesnego pogranicza Francji i Niemiec pojawiły się wzmianki świadczące o tym, że idea Bonifacego urzeczywistniła się. Do Polski, zwyczaj przystrajania drzewka (jodełki bądź świerka), dotarł w okresie zaborów. Najpierw zadomowił się na terenach Prus i Austrii, potem poszerzył na zabór rosyjski. Podobną drogą dotarły do nas adwentowe wieńce i kalendarze, a wreszcie szklane bombki, których narodziny także miały miejsce w XIX-wiecznych Niemczech.

Adwentowe wieńce wywodzą się z tradycji protestanckiej, w związku z czym są dziś popularne przede wszystkim w krajach niemieckojęzycznych. Mają krótką historię sięgającą XIX wieku. Fot.: Paweł Wroński

Z czasem choinki wyrugowały słomiane pająki, zielone gałązki, czy jemiołę. Dopiero teraz w związku z zataczającym coraz szersze kręgi pro-ekologicznym myśleniem, żywe drzewka zastępują pomysłowe instalacje, wykonane najczęściej z materiałów nadających się do recyklingu.

Alternatywna choinka z drzwi w jednej z jordankowych sal, fot. Paweł Wroński

Takich właśnie dobrych pomysłów, życzyć wszystkim wypada.

Inaczej bowiem, można podzielić los św. Bonifacego i jego 52 towarzyszy, których Germanie pozabijali, wyraźnie ceniąc wyżej stare drzewa niż chrześcijańską doktrynę.

Tylko, że w naszych czasach, masowa wycinka drzew, doprowadzi do katastrofy ekologicznej, której nie będzie już miał kto nazwać męczeństwem.

Choinki niech rosną w spokoju, fot. Paweł Wroński

Kreatywne, alternatywne choinkina przykład, tutaj: www.styl.fm

Słowackie jarmarki bożonarodzeniowe

Jarmarki świąteczne rozpowszechniły się wzorem krajów niemieckojęzycznych w całej niemal Europie. Dodają więc także uroku miastom i miasteczkom Słowacji, bo na ich malowniczych starówkach wyrastają emanujące ciepłem stragany ze smakołykami i upominkami rzemieślniczej oraz artystycznej roboty.

Vianočné trhy, jak je nazywają nasi południowi sąsiedzi, sięgają genezą XIV-XV wieku, a więc czasów gdy Słowacja jako Górne Węgry tkwiła już głęboko w sferze kulturowych wpływów niemieckojęzycznej Europy. Najhuczniejsze ze współczesnych odbywają się w Bańskiej Bystrzycy, Bratysławie, Koszycach, Nitrze, Preszowie, Trnawie i Żylinie. Do ciekawszych zalicza się także jarmark w Pesztianach (Piešťany) – uroczym zdroju z termalnym kąpieliskiem. Na Słowacji rzecz jasna, jarmarków jest znacznie więcej. Od kilku lat, w dniu 12 grudnia, o godzinie 18:00, wszystkie miejscowości w kraju, w których są organizowane, przyłączają się do ogólnokrajowej akcji „Słowacja śpiewa kolędy”.

Z noworocznym akcentem w Bańskiej Bystrzycy
Miasto o górniczych tradycjach w sercu Słowacji zaprasza na świąteczne zakupy i degustacje regionalnych specjałów od 29 listopada 2018 do 2 stycznia 2019 roku, z tym, że stragany z ozdobami choinkowymi pojawią się dopiero 6 grudnia, kończąc działalność w przedświąteczną sobotę. Dzień 6 grudnia będzie bodaj najbogatszy, jeśli chodzi o różnorodne wydarzenia. Zapłoną wówczas lampki na miejskiej choince i pojawi się św. Mikołaj na saniach pobrzękujących dzwoneczkami. Od tego też dnia inscenizowane będą świąteczne bajki i uruchomiona zostanie żywa szopka – živý Betlehem, jak mówią Słowacy. W trakcie jarmarku, burmistrz Bańskiej Bystrzycy będzie serwować rozgrzewający poncz, przeznaczając uzyskane dochody na cele charytatywne. Barwnym uzupełnieniem programu będzie parada z lampionami, zaś kontynuacja jarmarku po Świętach Bożego Narodzenia stanie się zapowiedzią karnawału. W Sylwestra bowiem, główne miejskie place – SNP (Słowackiego Powstania Narodowego) oraz Štefana Moyzesa zamienią się w balowe sale. Powitanie Nowego Roku i zakończenie jarmarku uświetnią barwne pokazy sztucznych ogni.

Nieco konkurencyjnie w największych miastach
Z metropolią zachodniej Słowacji, a zarazem stolicą kraju – Bratysławą, w naturalny sposób konkurują Koszyce. Metropolia wschodniej Słowacji szczyci się bowiem bogatą, sięgającą średniowiecza historią, współcześnie natomiast – najdłuższą w kraju ulicą zamkniętą dla ruchu samochodowego. Hlavná ulica tworzy dzięki temu atrakcyjny miejski deptak. W Bratysławie na gości będzie czekać w tym roku 100 straganów rozrzuconych po zaułkach starego miasta. Najdłużej czynne będą stoiska na Głównym Rynku (Hlavné námestie) – od 23 listopada do 22 grudnia. Niczym sygnał do rozpoczęcia świątecznego jarmarku, na wystawionej tam, najwyższej w kraju, 30-metrowej choince zapłoną kolorowe lampki. Hlavná ulica w Koszycach zamieni się także w iście bajkową krainę, dzięki ciepłemu oświetleniu i bogatym dekoracjom. Atmosferę podgrzeją dodatkowo Burmistrzowski poncz (Primátorský punč) i Anielski kapuśniak(Anjelská kapustnica), serwowane na rozstawionych wzdłuż koszyckiego deptaku straganach. Największy jarmark we wschodniej Słowacji rozpocznie się 5 grudnia 2018 roku, z zakończy 6 stycznia 2019. Zwyczajowo – sprzedawcy będą mieć przerwę od 23 do 26 grudnia, aby i oni mogli cieszyć się świętami w rodzinnym gronie.

Ekologicznie w Trnawie
Trnawa leży zaledwie 45 km na wschód od Bratysławy, u stóp Małych Karpat. Szczyci się tym, że jako pierwsza na terytorium Słowacji, otrzymała prawa miejskie – w 1238 roku, za panowania Beli IV. Ba, w1635 roku powstał nawet w Trnawie uniwersytet, który jednak podupadł, a po odnowieniu przywileju, w 1777 roku przeniesiono go do Budy. Dziś, zamieszkałe przez niespełna 70 tys. mieszkańców miasto wyznacza przeciwległy w stosunku do Bratysławy, kraniec największego regionu winiarskiego, a zarazem żyznego, rolniczego zaplecza stolicy Słowacji. Z tych zapewne powodów, w Trnawie stawia się mocno na ekologię. Konsekwentnie – wszystkie potrawy oraz napoje podczas jarmarku będą serwowane w biodegradowalnych naczyniach. Stragany w Trnawie rozgoszczą się w trzech skupiskach: na Placu Świętej Trójcy (Trojičné námestie), wzdłuż Głównej ulicy (Hlavná ulica) oraz na Placu św. Mikołaja (Námestie sv. Mikuláša). Jarmark rozpocznie się 30 listopada, a zakończy – 22 grudnia 2018 roku.


Tekst publikowany na łamach magazynu „Świat Podróże Kultura” (www.magazynswiat.pl), w zeszycie „Zima 2018/19”, pod tytułem: „Słowacja w adwencie”

Narodowe Centrum Turystyki Słowackiej w Polsce (Boże Narodzenie i Sylwester): www.slovakia.travel

Przedświątecznie, multikulti w PROM-ie

Skrawek Polski, okolice Białegostoku, to niezwykły etniczno-religijny tygiel, w którym splatają się różnorodne wpływy, znajdując wciąż żywy wyraz w kulturze regionu.

Karolina Cicha w PROM-ie, fot. Paweł Wroński

Fascynacja spuścizną dawnej Polski, która w tym zakątku kraju jest wciąż żywa doprowadziło do nagrania płyty zatytułowanej „Jeden – Wiele”. Jak czytamy we wprowadzeniu na okładce krążka: „Wspólną cechą pieśni tu zebranych jest chwalba. Chwalba cicha, chwalba gwałtowna, chwalba skierowana na zewnątrz i do wewnątrz, mierzenie się człowieka z Sacrum, wyjście poza rzeczywistość świata przyrodzonego i próba ułożenia swojej relacji ze światem nadprzyrodzonym”.

Jako ilustracja i zachęta do słuchania płyty – nagranie z koncertu promującego krążek, jaki odbył się 9 grudnia 2018 roku w PROM-ie na Saskiej Kępie w Warszawie. A ponieważ to czas przedświąteczny – pieśń chrześcijańska „Kiedy ranne wstają zorze”, śpiewana także podczas szabasu przez Żydów na zapożyczoną od katolików melodię, pod tytułem „Lecha dodi” (co znaczy po hebrajsku (לכה דודי): „Przybywaj oblubienico”). Słowa XVIII-wiecznego poety Franciszka Karpińskiego, muzyka nieznanego z nazwiska kompozytora (na płycie przypisana błędnie Stanisławowi Moniuszce; w portalu staremelodie.pl jako autora muzyki podano Karola Kurpińskiego); pierwsze wykonanie pieśni miało miejsce w białostockiej farze w 1792 roku; na płycie oraz na koncercie grają i śpiewają: Karolina Cicha, Elżbieta Rojek, Karolina Matuszkiewicz i Mateusz Szemraj.

Słowa pieśni (za twórcami płyty „Jeden – Wiele”):

Kiedy ranne wstają zorze
Tobie ziemia, Tobie morze
Tobie śpiewa żywioł wszelki
Bądź pochwalon, Boże wielki.

A człowiek, który bez miary,
Obsypany Twémi dary,
Coś go stworzył i ocalił,
A czemużby Cię nie chwalił?

Ledwie oczy przetrzeć zdołam,
Wnet do mego Pana wołam,
Do mego Boga na Niebie,
I szukam Go wkoło siebie.

Wielu snem śmierci upadli,
Co się wczoraj spać pokładli,
My się jeszcze obudzili,
Byśmy Cię, Boże, chwalili.

W portalu www.staremelodie.pl cytowana jest jeszcze jedna zwrotka:

Boże, w Trójcy niepojęty,
Ojcze, Synu, Duchu święty, 
Tobie chwałę oddajemy, 
Byś nas poświęcił prosiémy.


www.karolinacicha.eu

Karolina Cicha w PROM-ie, z płytą „Jeden – Wiele”,  fot. Paweł Wroński