Stubaital – symfonia zimowych doznań

Niewyczerpane możliwości aktywnego wypoczynku, malownicze miejscowości, nieskażona przyroda oraz największy w Austrii zagospodarowany narciarsko teren na lodowcu – oto kluczowe atrakcje Stubaital – jednej z pięciu słynnych dolin Tyrolu.

Oferta doliny dedykowana jest rodzinom, ale z uwzględnieniem przeróżnych konfiguracji wieku i zaawansowania w sportach zimowych. Te wysiłki doceniają twórcy opiniotwórczego atlasu ADAC SkiGuide, który już kilka razy wyróżnił Stubaital tytułem „najbardziej przyjaznego dla rodzin terenu narciarskiego” w Austrii.

Snowpark Stubai Zoo, fot. Paweł Wroński

Lodowiec doliny Stubai
Kluczowe znaczenie ma ośrodek Stubaier Gletscher z 35 km tras. Lodowcowe jęzory łączy tam karuzela na stokach Schaufelspitze (3333 m), w dół prowadzi nietknięty ratrakami zjazd Wilde Grub’n długości 10 km. Jest też ogromny Snowpark Stubai Zoo, w którym popisują się freestylerzy, otwierając zmagania Pucharu Świata (najbliższa edycja: 20-24 listopada 2018). Z myślą o najmłodszych i mniej zaawansowanych poprowadzono trasę z zakrętami i skoczniami – BIG Family Fun Slope. Dzieci uwielbiają śnieżny zamek – BIG Family Schneeburg, który od lutego do kwietnia wznosi się przy stacji Gamsgarten. W 200-metrowej jaskini lodowej (Eisgrotte), goście – bez względu na wiek – poznają wnętrze lodowca, a z platformy Top of Tyrol, z wysokości 3210 m podziwiają panoramę z setką trzytysięczników. Dostęp z doliny ułatwia odporna na silne wiatry kolejka 3S Eisgratbahn, która niemal 1,5 km różnicy poziomów pokonuje w 12 min (www.stubaier-gletscher.com).

Miki w 2011 roku na Stubaiu, fot. Paweł Wroński

Stacje narciarskie w dolinie
W dolinie, przy wyciągach 3 jeszcze ośrodków, można z powodzeniem stawiać pierwsze kroki na nartach lub desce: Schlick 2000 (koło Fulpmes), Elfer (koło Neustift) i Serles (w rejonie Mieders). Trasy wszystkich ośrodków Stubaital są dostępne z karnetem Super-Skipass. Przy stacji Froneben w ośrodku Schlick 2000 środowe wieczory najbliższej zimy upłyną pod hasłem „Night of Colours”. Będą bogate iluminacje i karkołomne zjazdy w wykonaniu instruktorów narciarskich.

Rodziny z najmłodszymi dziećmi skusi jak zawsze plac zabaw urządzony na podobieństwo koryta wyschniętego potoku – Klaus Äuele Natur Aktiv Park (Dzika Rzeka w Klaus Äuele: www.stubai.at).

Saneczkarskie Eldorado
W poza narciarskiej ofercie Doliny Stubai poważną rolę odgrywają także lodowiska przy dolnych stacjach kolejek. Organizowane są na nich imprezy rozrywkowe dla dzieci – BIG Family Kinderfeste. Poza tym, Stubaital z 12 trasami o łącznej długości 43 km to saneczkarskie Eldorado Tyrolu (najdłuższy zjazd z Elfer do Neustift liczy 6 km, aż 4 są oświetlone do późnego wieczora; www.rodelfuehrer.de). Przyjemność sanny łączy się zwyczajowo z wieczornymi posiłkami w nastrojowych gospodach, do których można dotrzeć pieszo, konnymi saniami lub taksówką. A w dziedzinie gastronomii Stubaital również bije rekordy. Są tam bowiem: najwyżej położona w Austrii restauracja  – „Jochdole” (3150 m), a na Eisgrat (2900 m) – „Schaufelspitz”, najwyżej usytuowana gospoda rekomendowana w Austrii przez przewodnik kulinarny Gault Millau.

Jochdole, dziś nowoczesna restauracja ze stali i szkła, a jeszcze kilkanaście lat temu stało w tym miejscu stare wysokogórskie schronisko. Tak czy siak, to wciąż najwyżej położona gospoda w Austrii, fot. Paweł Wroński

Jak widać, w Stubaital nie sposób się nudzić, tym bardziej, że dolina jest świetne skomunikowana z pobliskim Innsbruckiem, więc wielkomiejskie atrakcje też są łatwo dostępne. Ponadto, dla nas – jako że jesteśmy jedną z najliczniej odwiedzających Stubaital nacji – wszelkie dostępne w Internecie informacje podawane są po polsku (www.stubai.at).


Tekst publikowany w 2018 roku na łamach jesiennego wydania magazynu „Świat Podróże Kultura” (www.magazynswiat.pl)

Reklamy

Od biegówek po skitoury

Od biegówek po skitoury, czyli 7 propozycji na aktywny zimowy urlop.

W puchu, fot. Paweł Wroński

1. Pobiegaj na nartach
Polska, Sudety – Polana Jakuszycka
 (www.nabiegowkach.pl)

Dopiero od niespełna 200 lat spuszczamy się karkołomnie na nartach z góry. Dawniej, przypiętych do nóg desek używało się do pokonywania głębokich śniegów wśród pagórków i na nizinach.

Tej tradycji hołdują miłośnicy narciarstwa biegowego, zwanego też – ze względów historycznych – norweskim. Ten rodzaj białego szaleństwa, rzecz jasna na potrzeby amatorskie, jest bez porównania łatwiej opanować niż narciarstwo alpejskie, a tym bardziej jego ekstremalną wersję – skialpinizm. Sprzęt jest też znacznie tańszy, no i nie trzeba wyjeżdżać w góry by się w nim rozsmakować. Korzyści są także związane ze zdrowiem. Po pierwsze dlatego, że poruszanie się na nartach biegowych czy ich turystycznej alternatywie – śladowych, angażuje wszystkie stawy i mięśnie. W efekcie bieganie na nartach znakomicie poprawia koordynację ruchów. Zresztą nie ma innego wyjścia, bo tylko przy odpowiedniej (współ)pracy rąk i nóg odczujemy maksimum przyjemności. Bieg na nartach to także prawdziwa dieta-cud, bo spalamy kilokalorie w takich ilościach, jak w żadnym innym sporcie. Konsekwencją uprawiania tej dyscypliny jest więc poprawa wydolności i odporności organizmu.
Mekką narciarstwa biegowego w Polsce są Sudety, konkretnie podnóża Gór Izerskich. Tam, na tzw. Polanie Jakuszyckiej każdego roku na początku marca odbywa się największa otwarta dla amatorów impreza – Bieg Piastów (www.bieg-piastow.pl). Zapisy na edycję 2019 roku już trwają (od 1 września 2018), a uzyskane wyniki liczą się każdemu startującemu w międzynarodowym rankingu Worldloppet (www.worldloppet.com).
Dolnośląskie Centrum Sportu na Polanie Jakuszyckiej: www.karkonosze.pl


2. Wykąp się w piwie
Czechy, Morawy – Rožnov pod Radhoštěm (www.visitroznov.cz)

W prywatnych rękach, miejscowy browar o 300-letniej tradycji zamienił się w wyrafinowane piwne SPA – Rožnovské pivní lázně.

Dobrze zorganizowane – gdy rodzice zażywają kąpieli, dzieci nie będą się nudzić. Całe piętro gospodarze zamienili w bawialnię, w której pedagogiczny personel dba o bezpieczeństwo najmłodszych, animując przy tym gry i zabawy. Integralną częścią browaru jest także restauracja, w której można bardzo smacznie zjeść, a na zakończenie wizyty, zaopatrzyć się w butelki jasnego lub ciemnego piwa, którego nie dostanie się w żadnym supermarkecie.
W ogóle, zimą w Rożnowie i okolicach można przyjemnie i ciekawie spędzać czas. Zwłaszcza w adwencie. W miejscowym skansenie (Valašské muzeum v přírodě), prezentującym regionalne budownictwo i ludowe obyczaje, urządzany jest każdego roku jarmark bożonarodzeniowy. Na adwentowych straganach rozmieszczonych w alejkach pośród zabytkowych chałup, uli i kapliczek, pod kościółkiem i koło karczmy (warto pamiętać, że serwuje smaczne regionalne dania i napoje, w tym przepyszny grzany miód), kuszą oczy nieprzebrane towary, przede wszystkim rękodzieło, wyroby artystyczne i użytkowe oraz regionalne smakołyki. Jarmarcznego programu dopełniają pochody przebierańców, zwanych w Czechach Čertami – kuzynów naszych Kolędników, czy popularnych w krajach niemieckojęzycznych Krampusów.
Ponadto, nad miasteczkiem góruje masyw niewysokiego Radhošťa (Radhoszcza; 1129 m n.p.m.), należącego do Beskidów Śląsko-Morawskich, którego stoki oplata sieć tras narciarskich ośrodka Pustevny. Nie jest ich może wiele i z racji niskiego położenia sezon zimowy do najdłuższych nie należy, ale tworzą dobrze urządzoną karuzelę i jeździ się tam bardzo przyjemnie. Atrakcji dopełniają zabytkowe drewniane budowle (odbudowywany po pożarze Libušín i Maměnka), wzniesione w latach 1897-1899 według projektu Dušana Jurkoviča oraz – od 1931 roku, kamienny posąg słowiańskiego bóstwa Radegasta, którego gontyną były tutejsze lasy w czasach przedchrześcijańskich.
Rožnovské pivní lázně (Pivovarská 6, Rožnov p. Radhoštěm): www.roznovskepivnilazne.cz
Valašské muzeum v přírodě; www.vmp.cz
Ośrodek aktywnego wypoczynku Pustevny: www.pustevny.cz


3. Rozkoszuj się rybką łowioną w przerębli
Litwa, Połąga
(www.palangatic.lt)

Atrakcyjnym celem urlopowym na litewskim wybrzeżu Bałtyku jest Połąga – rybackie miasteczko, a zarazem całoroczny nadmorski kurort wypoczynkowy.

Każdego roku, w styczniu i lutym, miejscowi rybacy wyruszają na skute lodem przybrzeżne wody morza, kują przeręble i łowią stynki (Osmerus eperlanus). Te niewielkie rybki żyją zarówno w słodkich wodach u ujścia rzek, jak i w słonych wodach przybrzeżnej strefy Morza Bałtyckiego. W kulminacyjnym momencie sezonu na stynkę, podczas Tradycyjnego Święta Rybaków „Połądzka stynka” (Šventė Palangos stinta”), miejski deptak zamienia się w wielką restaurację pod dachem nieba. Z rozstawianych wówczas licznych straganów, serwowana jest zupa rybna, rybki grillowane, smażone, wędzone… Nad miasteczkiem unosi się specyficzny, charakterystyczny dla stynki ogórkowy zapach oraz dymy z palenisk, na których się ją przyrządza – można zapomnieć, że to środek zimy.
Pobytu na litewskim wybrzeżu dopełniają dobrodziejstwa bursztynu. Złoto Bałtyku wykorzystuje się tam bowiem powszechnie do zabiegów w SPA, do przygotowywania zdrowej wody pitnej, a także do wyrobu nalewek, nie pozbawionych właściwości leczniczych.
Z bursztynem albo jantarem, używając bliższego Litwinom określenia, można też się zaznajomić bardziej klasycznie. Wystarczy odwiedzić miejsca związane z antycznym jantarowym szlakiem, które na krótkim, bo niespełna 100-kilometrowym litewskim wybrzeżu łączy trasa Baltijo gintaro kelias (Bałtycki szlak bursztynowy).
Święto „Połądzkiej Stynki” („Palangos stinta“): (galeria foto: www.ve.lt); www.15min.lt
Szlak bursztynowy – odcinek litewski (opis atrakcji po polsku): www.lithuania.travel


4. Poznaj się z psami i wyrusz na przejażdżkę saniami
Polska, Podhale – Zakopane/Kościelisko
(www.zakopane.pl)

Tatry i Zakopane zimową porą kojarzymy dość stereotypowo z jazdą na nartach lub desce.

Owszem z Kasprowego prowadzą najdłuższe w Polsce trasy zjazdowe, w otoczeniu bodaj najbardziej spektakularnym, bo wysokogórskim. Ale nie oszukujmy się, mimo piękna gór, zakopiańska oferta narciarska nie wytrzymuje porównania z alpejskimi możliwościami, tym bardziej, że zimy nie rozpieszczają nas w ostatnich latach. Z drugiej strony Zakopane wciąż ma tę magiczną, kuszącą moc.
Cóż zatem, poza kosztowaniem specjałów oferowanych w licznych restauracjach robić w dawnej zimowej stolicy naszego kraju? Można na przykład poznać psie obyczaje i zaznajomić się z prowadzeniem zaprzęgu. Ta oferta jest o tyle ciekawa, że jeśli nawet śnieg nie dopisuje, to sanie zastępuje się wózeczkiem z kołami. Zabawa nie traci przy tym na atrakcyjności nic a nic.
Specjalistę od powożenia nazywa się maszerem. Pod jego kierunkiem, pod Tatrami można posiąść, a potem doskonalić własne umiejętności, by na koniec kursu poczuć się jak przemierzający Alaskę bohaterowie książek Jacka Londona czy Jamesa Olivera Curwooda. Wprawdzie do Alaski daleko ale Ścieżka pod reglami i rozległe łąki u wylotu dolin Tatr Zachodnich są niemniej piękne.
Kursy maszerskie na Podhalu organizują m.in.:
‘Wataha Tatry’ z Kościeliska: www.psie-zaprzegi.pl lub www.wataha-tatry.pl
‘Zajadła Wataha’ z Zakopanego: www.psiezaprzegi.com.pl
A tak na marginesie, podobną przygodę można przeżyć na Pomorzu, korzystając z oferty, opisanej w portalu: www.przystanekalaska.pl


5. Nie zwijaj żagli na zimę
Polska, Mazury
(www.bojery.pl; www.mazury.info.pl)

Mimo niepewnego śniegu i lodu, Mazury pozostają wciąż najzimniejszym polskim regionem.

Lód na jeziorach pojawia sią zazwyczaj w pierwszej połowie grudnia i utrzymuje nawet do końca kwietnia. Panują wtedy doskonałe warunki do uprawiania żeglarstwa, ale… lodowego. I to nie tylko na żaglówkach na płozach, czyli bojerach, gdyż kontynuacji letniej pasji poszukują także miłośnicy surfingu i windsurfingu. Z ich doświadczeń wyrosły takie konstrukcje jak Iceflyer (bojer z żaglem od deski) lub Iceboard (lodowa deska windsurfingowa).
Żeglarstwo lodowe, bynajmniej nie jako forma rekreacji, ma długą historię. Przecież, najprościej rzecz ujmując bojer, to ślizg, który porusza się po zamarzniętej tafli wody dzięki sile wiatru chwytanego w żagiel. O poruszającym się bojerze mówi się nawet, że „lata”. Pierwsze regaty bojerowe zostały zorganizowane pod koniec XIX wieku. Wcześniej, przez stulecia ślizgi miały znaczenie praktyczne, bo używano ich do transportu towarów zimą, gdy rzeki, jeziora i kanały były zamarznięte.
Bojerowa oferta na Mazurach rozrosła się w ostatnich latach, a znakiem rozwoju „zimowego żeglarstwa” są liczne szkółki i wypożyczalnie sprzętu, dzięki czemu każdy chętny może bez większego trudu poznać tajniki tej dyscypliny sportu. Ba, w ofercie działających na Mazurach kompanii żeglarskich są także bojerowe imprezy integracyjne dla firm.
Przykładowe mazurskie adresy internetowe z szeroką ofertą bojerową:
www.a-hoj.pl
www.xmazury.pl


6. Spójrz na zimę z lotu ptaka
Polska… z innej perspektywy

Ileż to razy zadzieramy głowy uwiedzeni widokiem wiszącej w powietrzu barwnej paralotni.

Jeśli zapragniemy zakosztować podobnych wrażeń sami, skorzystajmy z oferty pasjonatów paraglajdingu (paralotniarstwa). Możliwości jest przy tym cały wachlarz. Może to być epizodyczna przygoda, czyli lot w tandemie z instruktorem, a więc całkowicie bezpieczny i nie kłopotliwy, bo świadczący usługę zadba również o sprzęt, wybór miejsca i transport na miejsce startu oraz powrót z miejsca lądowania. Na przeciwległym biegunie jest kilkudniowy kurs paralotniarski, po którym możemy już podejmować loty samodzielne.
Ten drugi scenariusz będzie się łączyć z nieuniknionymi wydatkami na sprzęt, strój, etc. No cóż, tak już jest, że pasja jest kosztowna. Podjęte raz wyzwanie rodzi bowiem kolejne, bo doświadczenie rośnie. Wreszcie przychodzi czas na to co bodaj najbardziej ekscytujące – połączenie latania ze zjazdem na nartach!
W obu przypadkach, zarówno z nartami jak bez – popatrzymy na świat z lotu ptaka, wiatr zahuczy w rozpostartym nad głową skrzydle, zobaczymy wirujące wokół krajobrazy i odczujemy zastrzyk adrenaliny. Co więcej przygody tej możemy zakosztować równie dobrze w Polsce, jak za granicą. Czy warto? Odpowiedzcie sobie na to pytanie sami, korzystając na początek z poniższych adresów internetowych renomowanych ośrodków paralotniarskich:
W Sudetach, we Wrocławiu: www.paragliding.com.pl
W Beskidach, w Szczyrku: www.beskid-paralotnie.pl
W Wielkopolsce, w Michałkowie (na lotnisku przy Aeroklubie Ostrowskim): www.pat-paragliding.pl


7. Bądź jak Andrzej Bargiel
Polska, i nie tylko – góry

Bądź jak Andrzej Bargiel – tak, ale zacznij rozsądnie – od Skitouringu, a nie od zjazdu z K2, bo to zdecydowanie najwyższa szkoła jazdy.

Wielki sukces Zakopiańczyka z lipca 2018 roku przejdzie do historii himalaizmu. Osłodzi też zapewne uczestnikom zimowej wyprawy na K2 gorycz porażki, jakiej kolejny już raz doznała polska zimowa wyprawa, atakująca wprawdzie drugi pod względem wysokości, ale za to najtrudniejszy szczyt na świecie.
Z amatorskiej perspektywy, wyczyn Bargiela graniczy z cudem, bo nie dość że zjeżdżał z niewyobrażalnie wysoko położonego miejsca, to jeszcze w terenie o jakim nawet nie śni się nikomu spośród nas, milionów uprawiających narciarstwo… przy wyciągach. Namiastką wyzwań, przed jakimi stanął odważny Zakopiańczyk jest jednak dostępny i dla nas Skitouring – wędrówka po górach na nartach. Potrzebny jest do niej odpowiednio przystosowany sprzęt narciarski, zwłaszcza wiązanie z blokowaną na czas zjazdów piętką i foki – pasy zakładane na ślizgi, ułatwiające podchodzenie. Rzecz jasna potrzeba też pewnych umiejętności, to znaczy treningu w jeżdżeniu po śniegu nietkniętym przez ratraki, dobrej orientacji w terenie, a co najważniejsze upodobania do penetrowania nieprzetartych szlaków.
Niezbędnemu szkoleniu możemy się poddać w niezliczonych szkółkach w naszych górach i za granicą, zwłaszcza w ośrodkach alpejskich, czy w modnej w ostatnich latach Andorze. Specjalizowało się w tej dziedzinie także kaukaskie Gudauri w Gruzji, ale po wypadku z ostatniego roku, gdy krzesełkowy wyciąg zakręcił im się nie w tą stronę co trzeba, będą potrzebować trochę czasu na odzyskanie reputacji. Na naszym podwórku, polecam zainteresowanym kursy jakie od lat organizują gospodarze malowniczo położonego karkonoskiego schroniska „Samotnia” (www.samotnia.com.pl).
Obozy w Samotni z nauką skitouringu: www.szkolagorska.com

Wiatr na grani Niżnych Tatr, fot. Paweł Wroński

Tekst publikowany na łamach magazynu ”My Company Polska” (www.mycompanypolska.pl), w numerze październikowym 2018 roku

Wolfgang znad Weissensee

Nie ma to jak żywa promocja! Strategię zapoczątkowaną uczynieniem z Franza Klammera – legendy narciarstwa alpejskiego, ambasadora karynckich atrakcji, land ze słonecznej strony Alp z powodzeniem kontynuuje. Do wypoczynku w Karyntii zachęcali już: Elmar Ebner – butler (kamerdyner) i Ron Kapteyn – strażnik z Parku Narodowego Wysokie Taury. Tym razem wyzwanie podjął Wolfgang Wernitznig – trener personalny.

Wolfgang znad Weissensee, czyli Wolfgang Wernitznig opowiada o walorach wypoczynkowych i aktywnej rekreacji nad Weissensee w Karyntii, fot. Paweł Wroński

Przed rozpoczęciem sezonu zimowego 2018/2019, Wolfgang Wernitznig, od kilkunastu lat trener personalny i aktywny triathlonista, opowiadał o tym co robić nad Weissensee (zwłaszcza zimą), najwyżej położonym w Karyntii jeziorem. Jego tafla pokryta lodem, zamienia się każdego roku w największe naturalne lodowisko w Alpach. Na 4 miesiące!

Pierwsi zaczęli korzystać z tego Holendrzy, którzy zwyczajowo ścigali się na łyżwach na zamarzniętych kanałach w rodzinnym kraju. Gdy klimat się zaczął ocieplać, wyścigi na kanałach przeszły – niestety – do historii. Dopiero gdy doroczny turniej przeniesiono na taflę karynckiego jeziora, Holendrzy mogli znowu się ścigać. Zarazili przy okazji swoją pasją łyżwiarzy z innych krajów.

Wolfgang Wernitznig z Karyntii, fot. Paweł Wroński

W zbliżającym się zimowym sezonie, ich słynne wyścigi na dystansach 100 i 200 km (sic!) oraz wymagający żelaznej kondycji triathlon odbędą się już po raz 31. pod austriackim niebem! Ponad 3 tysiące uczestników, w tym światowa czołówka łyżwiarzy szybkich, będzie się ubiegać o medale, a najlepsi (czyt. najsilniejsi / najwytrwalsi), będą bić rekord na tym niewyobrażalnie długim dystansie, który wynosi obecnie 5 godzin i 11 minut.

 

Weissensee leży na wysokości 945 m. Jego woda jest krystalicznie czysta więc nadaje się do picia, a ponadto jest tak ciepła, że od wiosny do jesieni można się w niej z powodzeniem kąpać. Zimą, zamarznięta tafla zamienia się w lodowisko o powierzchni 6,5 km², a miłośnicy nurkowania (pod lodem), mogą cieszyć się widocznością w promieniu nawet 40 m.

 


Weissensee: www.weissensee.com oraz www.natureislauf.at
Alternative Holländische 11-Städte-Tour (najbliższe zmagania: 22 stycznia – 2 lutego 2019): www.weissensee.com
Wolfgang Wernitznig: www.facebook.com oraz www.weissensee-aktiv.com
Triathlon na Weissensee: www.weissensee-triathlon.at

Trendsetterzy rodzinnego wypoczynku

Chwytliwe hasło: „Hotel przyjazny rodzinie” przyciąga jak magnes. Używanie go może się jednak okazać ryzykowne, zwłaszcza, gdy niespełnione obietnice rozczarują klientów.

Doświadczył tego niejeden hotel w Karyntii w latach 80. minionego stulecia. Landowe władze zachęcały wtedy właścicieli obiektów wypoczynkowych do specjalizacji. Uderzenie w tony rodzinne wydawało się łatwe i obiecujące. Jednak tamte, pierwsze próby, często kończyły się fiaskiem, i lokalne biura promocji turystyki zasypywane były skargami zawiedzionych klientów. Inaczej potoczyły się losy Gerharda Stroitza i Siegfrieda Neuschitzera. Skierowanie przez nich oferty wypoczynku do rodzin z dziećmi okazało się strzałem w dziesiątkę, a konsekwentnie doskonalona oferta przerodziła się w ideę, którą dziś realizuje z powodzeniem renomowana grupa hotelarska Kinderhotels Europa. Ba, zrzeszenie jest współcześnie liderem w sferze rodzinnego wypoczynku na kontynencie, wyznacza trendy w tej dziedzinie i winduje w górę poprzeczkę minimalnej jakości usług.

Pionierskie przedsięwzięcia
Gerhard Stroitz jest pionierem grupy. Jego pomysł jak prowadzić hotel dla rodzin z dziećmi nie narodził się w zaciszu gabinetu. Jego synowie, Wolfgang i Christian właśnie dorastali, więc „wakacje na farmie” zaczęły ich po prostu nudzić; chcieli urządzać ogniska, budować chaty w lesie, przeżywać przygody. Tworząc dla nich warunki bezpiecznej zabawy, Stroitz zamienił w 1986 roku swój niewielki pensjonat typu Bad & Breakfast nad Faaker See w duży hotel ze zróżnicowaną ofertą dziecięcych aktywności. Mniej więcej w tym samym czasie, podejmując wyzwanie jakim było przystosowanie SPA dla potrzeb rodzin z dziećmi, Siggi Neuschitzer uratował przed bankructwem prowadzony przez własną rodzinę interes w Trebesing nad Drawą. Zaczął od tego, że skupował od sąsiadów niepotrzebne im już dziecięce łóżeczka, podgrzewacze do butelek i wysokie krzesełka, żeby dzieci nawet te najmłodsze mogły siedzieć przy stolikach z rodzicami. Po pierwszym zakończonym sukcesem sezonie zyskał nawet przydomek Pieluchowego Gospodarza (Windelwirt). Neuschitzerowie wykorzystali przy tym pomysły Karin, niani własnych dzieci, podbijając jej ciepłym, a zarazem praktycznym podejściem, serca klientów.

Ewolucja doktryny
Drogi pionierów szybko się zeszły, i już podczas prestiżowych targów turystycznych ITB w 1988 roku, Karyntia mogła się pochwalić nowatorską ofertą. Dziesięć lat później, grupa zrodzona pod auspicjami Österreich Werbung, zaczęła nabierać międzynarodowego charakteru. Gdy jednak liczba członkowskich obiektów zaczęła szybko rosnąć i zbliżać się do magicznej setki, szefowie grupy powiedzieli: dość! Postawili na dyscyplinę i rzetelność w spełnianiu obietnic, ustalili precyzyjnie kryteria jakie muszą spełniać należące do grupy obiekty, a kontrolę przyjętych standardów powierzyli znanemu na europejskim rynku koncernowi certyfikującemu jakość produktów i usług – TÜV Rheinland Group (oddziały w naszym kraju, TÜV Rheinland Polska: www.tuv.com). W efekcie liczba członków grupy Kinderhotels Europa zmniejszyła się, a jakość usług znacząco wzrosła i utrzymywana jest wciąż na najwyższym poziomie. Do zrzeszenia należy teraz 50 obiektów, większość zlokalizowana jest w Karyntii, gdzie idea się narodziła, ale są także w innych krajach związkowych Republiki Austrii, a ponadto w Niemczech (w Bawarii), w Chorwacji, we Włoszech i w Portugalii. Zrzeszenie współpracuje także z ponad 80 firmami z całej Europy, produkującymi sprzęt, żywność, kosmetyki i inne produkty niezbędne do pielęgnacji i opieki nad dziećmi w różnym wieku, poczynając od niemowląt.

Akademia
Oferta zrzeszonych hoteli też się dynamicznie poszerza, i doskonalą się jej założenia. O ile w początkowym okresie Kinderhotels nastawione były głównie na opiekę nad dziećmi i odciążenie rodziców w okresie urlopowym, o tyle teraz dbają o równowagę, dzięki czemu rodzice, którzy są przecież z dziećmi mogą się zarówno cieszyć czasem dla siebie, jak i  spędzanym wspólnie. Profesjonalną obsługę pielęgnacyjną i wychowawczą wspiera prowadzona przez zrzeszenie Akademia. Pracownicy od których wymaga się na starcie odpowiedniego przygotowania zawodowego (pedagogicznego, psychologicznego, medycznego), doskonalą na organizowanych przez nią szkoleniach i kursach swoje kwalifikacje, zapoznając się na bieżąco z nowymi trendami i koncepcjami wychowawczymi, technicznymi nowinkami, a także językami klientów. W efekcie, w Kinderhotels rodzice mogą dziś już liczyć na profesjonalną opiekę nad pociechami i wyposażenie odpowiednie dla dzieci od 7 dnia życia!

Hotele z uśmiechami
Do zrzeszenia Kinderhotels Europa należą różnorodne hotele i pensjonaty, zarówno kameralne obiekty jak i luksusowe wielofunkcyjne kompleksy wypoczynkowe. Niezależnie od standardu świadczonych przez nie usług, zrzeszenie posługuje się własnymi kategoriami, przyznając Smiley’e – uśmiechnięte buźki – trzy, cztery albo pięć. Potrójny symbol oznacza minimum jakie musi spełnić każdy obiekt członkowski zrzeszenia. Ponieważ kluczową wagę przywiązuje się do bezpieczeństwa, są tam odpowiednio przygotowane strefy zabaw dla dzieci – pokój pod dachem i plac na zewnątrz. Zarówno w pokojach, jak w salach jadalnych znajduje się kompletne wyposażenie, są zabezpieczenia (np. kontaktów), dostosowane do potrzeb dzieci w różnym wieku. W restauracyjnym menu są zawsze dziecięce porcje. Działa non stop pralnia, zapewniony jest dostęp do usług medycznych dla dzieci i bezpłatna opieka wychowawcza – od 3 roku życia, do 20 godzin tygodniowo. Standardem jest przy tym, że 1 opiekun przypada na 20 dzieci. Wybierając się na spacer, rower czy narty, można na miejscu wypożyczać potrzebny sprzęt, w tym bezwzględnie – wózki i nosidełka. W obiektach z 4 Smiley’ami jest ponadto basen, nierzadko również kryty, w każdym pokoju jest zamontowany alarm dla dzieci, a w jadalniach są specjalne stoliki dla dzieci z opiekunem, z których można korzystać raz dziennie przez pięć dni w tygodniu. Opieka profesjonalnego personelu nad dziećmi zapewniona jest do 40 godzin tygodniowo, co najmniej przez 2 opiekunów pełniących dyżur od świtu do wieczora. Obiekty tej kategorii zapewniają też specjalnie przygotowany program wydarzeń dla dzieci i dorosłych. Najwyższy standard, czyli 5 Smiley’ów oznacza, że mamy do czynienia z hotelem minimum 4-gwiazdkowym, z foyer i barem dziennym, ze SPA, solarium i sauną, basenem i krytymi brodzikami dla najmłodszych. Zewnętrzny teren jest ogrodzony, a zabawki i gry są dostępne na życzenie, przy korzystaniu np. z terenów narciarskich zapewniony jest transport. A ponieważ wiadomo, że w czasie deszczu „dzieci się nudzą” wewnętrzne strefy zabaw są bogato wyposażone w miękkie urządzenia. Działają kino i teatr. W jadalniach czekają kosze owoców i lody. Dzieciom oferuje się przygotowane dla nich menu, mogą korzystać z toalet z odpowiednimi urządzeniami. Opieka dostosowana jest do wieku dzieci, stąd podział na grupy – przedszkolne, a teraz już także żłobkowe, w pokojach zamontowane są elektroniczne nianie. Bezpłatna opieka świadczona jest do 60 godzin tygodniowo, przez 1 opiekuna na każdą dziesiątkę dzieci (Babycare jest dostępna także podczas obiadu i kolacji). Specjalne wydarzenia rozrywkowe organizowane są przynajmniej 3 razy w tygodniu. Pewne jest także to, że 5-Smailey’owe hotele przyjmują jedynie rodziny z dziećmi.


Kinderhotels Europawww.kinderhotels.com (zrzeszenie kolportuje bezpłatnie aktualne katalogi, formularz zamówienia na stronie w zakładce ‘Service/Order catalogue’); siedziba stowarzyszenia mieści się w Austrii, w Karyntii, w miejscowości Villach-Drobollach
Flagowy obiekt: „Europas 1. Baby- und Kinderhotel” w Trebesing (prowadzony w Karyntii przez kolejną generację Neuschitzerów); www.babyhotel.eu
Kinderhotels na stronach Österreich Werbung: www.austria.info


Materiał publikowany na łamach magazynu Eden, pt. „Kinderhotels Europa – trendsetterzy rodzinnego wypoczynku” w numerze czerwcowym (2018).

Mucha szuka środka Europy

W 2004 roku Stanisław Mucha zaprezentował dokument „Mitte Europa”. W poszukiwaniu, czegoś tak abstrakcyjnego, jak geograficzny środek Europy, ekipa przemierzyła tysiące kilometrów, docierając do kilkunastu miejsc namaszczonych na „Środki” w Niemczech, Austrii, Polsce, na Litwie, Słowacji i Ukrainie.

Suchowola koło Białegostoku, Krahule w Górach Kremnickich na Słowacji, Braunau w Górnej Austrii, znane przede wszystkim jako rodzinna miejscowość Adolfa Hitlera, Purnuškės w okolicach Wilna na Litwie, czy Rachów, konkretnie miejscowość Diłowe, zagubiona na ukraińskim Zakarpaciu. Wszędzie tam żyją ludzie, wiążący nadzieje z faktem, że ich miejsce jest wyznaczonym przez kompetentnych specjalistów „Środkiem Europy”. W ciągu kilkunastu lat jakie minęły od premiery filmu, liczba „Środków” wzrosła do kilkudziesięciu. I nie ma w tym nic nadzwyczajnego, gdyż tego typu miejsca i ich nierzadko egzotyczne zagospodarowanie, są wyrazem marzeń o byciu dostrzeżonym i docenionym, o rozgłosie i wzbogaceniu się dzięki rzadkiej atrakcji. Marzeń, pospolitych we wszystkich szerokościach geograficznych. Ot, weźmy dla porównania Kenię, kraj, którego popularność wśród turystów rośnie w ostatnich latach, zwłaszcza odkąd na ekranach kin pojawił się film „Pożegnanie z Afryką”. Gdyby za dobrą monetę brać wszystkie tamtejsze tablice informujące, że właśnie znaleźliśmy się na równiku, okazałoby się zapewne, że biegnie on… zygzakiem.

Chwilami pogodny, kiedy indziej rubaszny, lecz najczęściej tragikomiczny obraz Muchy zadaje kłam mitowi europejskiej tożsamości. Tym autentyczniej, że zamiast przemówień prominentnych polityków czy żądnych poklasku celebrytów, słyszymy prostych ludzi, którzy o instytucjach i górnolotnych ideach europejskich słyszeli niewiele, a w ich mentalności lokalność zajmuje w naturalny sposób poczesne miejsce. Tak jak u zaskoczonego pytaniem o krańce Europy Bawarczyka, dumnie prezentującego własny „Środek Europy”: „dobre pytanie, nigdy się tym nie interesowałem” – szczerze wyznaje.

Stanislaw Mucha (z prawej) – przez trzy marcowe wieczory w Goethe Insstitute Polen w Warszawie opowiada o swoich filmach inspirowany pytaniami dziennikarzy (po filmie „Mitte Europa”, rozmowę prowadził Jakub Majmurek), fot. Paweł Wroński

Poszukiwanie geograficznego środka Europy zainicjowali w XIX wieku kartografowie austriaccy, choć mieszkańcy Suchowoli odwołują się do pomiarów o niemal sto lat wcześniejszych. Współcześnie, co jakiś czas obiegają media informacje o wynikach precyzyjnych pomiarów przeprowadzonych według różnorodnych kryteriów. Mało kto baczy przy tym na fakt, że nie ma zgody co do granic Europy. W Polsce, tak jak w większości krajów na świecie  odwołujemy się do granic przyjętych przez Międzynarodową Unię Geograficzną (www.igu-online.org), choć jej definicje są także gorąco dyskutowane.

Dla reżysera, temat ze sfery mentalności i kultury jest przede wszystkim pretekstem do pokazania ludzi, którzy żyją w wybranych według klucza „Środka” miejscach. Mucha przyznaje, że „podłączenie się z kamerą” do tego co się dzieje wokół kulturowego fenomenu „Środka Europy”, stworzyło znakomitą okazję do wniknięcia w ten świat, nierzadko bardzo odległy od cywilizacyjnych „europejskich” standardów. Film bawi, a jednocześnie skłania do refleksji. A jego temat wciąż pozostaje aktualny, bo chociaż niektórzy z bohaterów już nie żyją, epopeja „Środka Europy” wcale się nie skończyła.


Pokaz filmów Stanisława Muchy w ramach projektu „Ach Europa!” zorganizował Goethe Institut w Warszawie, w dniach 22-24 marca 2018www.goethe.de
Film „Środek Europy” pod angielskim tytułem „The Center” można obejrzeć na: www.cultureunplugged.com
Ciekawa rozmowa publicysty i krytyka filmowego Jakuba Majmurka z reżyserem, Stanisławem Muchą na stronach Goethe Institut Polen: www.goethe.de

Po pokazie filmu, reżyser podzielił się swoimi refleksjami z publicznością, fot. Paweł Wroński

Fragment rozmowy (bezpośrednio po pokazie), Jakuba Majmurka ze Stanisławem Muchą, zatytułowany „Mucha o Środku Europy” na moim kanale Youtube: https://youtu.be/RvuFuorkW64


Z lodowca do term

Czy jest coś przyjemniejszego niż ciepła kąpiel po dniu spędzonym na nartach lub desce? Raczej nie, o czym wiedzą gospodarze licznych hoteli w rodzimych i europejskich kurortach, w których luksusowe aneksy Wellness & SPA stały się już standardem.

Instalacja na powitanie przed tyrolskim Aqua Dome, fot. Paweł Wroński

Przyjemność wynikającą z podziału dnia na część sportową i relaksacyjną można jednak stopniować, na podobieństwo trudności tras zjazdowych. Z analizy jakości i cen usług, naturalnych warunków oraz usytuowania, otrzymujemy wynik: Austria! Dlaczego? W ofercie najbliższego naszych granic śnieżnego imperium są bowiem miejsca, w których naprawdę można zjechać „z lodowca do term”. W Austrii infrastrukturę dla amatorów białego szaleństwa zainstalowano na ośmiu lodowcach. Aż pięć takich ośrodków posiada Tyrol, po jednym – Styria, Karyntia i Kraj Salzburski. Uznając zaś za kluczowe tytułowe kryterium, o miano rozwiązania idealnego konkurują ze sobą Kaprun z lodowcem Kitzsteinhorn w Kraju Salzburskim oraz dolina Ötz w Tyrolu z lodowcami w Sölden i termami w Längenfeld.

Na tarasie Gipfelrestaurant na Kitsteinhornie w pochmurny dzień, fot. Paweł Wroński

Z Kitzsteinhornu do Tauern SPA
Efektowną gondolą i wagonikiem szynowej kolejki wyjeżdża się z Kaprun w szczytowe partie Kitzsteinhornu (3203 m), do zbudowanej nieco poniżej skalistego wierzchołka. Zbudowana na wysokości 3029 m „Gipfel Restaurant” jest najwyżej położonym obiektem gastronomicznym w Kraju Salzburskim. Docierając do niej wkraczamy w świat Wysokich Taurów. Stajemy wprawdzie oko w oko z naturą, ale w przyjaznej otoczce cywilizacji, co docenimy zwłaszcza w chłodny dzień, gdy pędzone gwiżdżącym wiatrem chmury przesłaniają widoki. My zaś, w komfortowych warunkach, na wygodnych kanapach, rozkoszując się smakołykami, podziwiamy spektakl przyrody. Jeszcze przyjemniej tu w słoneczny dzień, gdy nic nie przesłania rozległej panoramy najwyższych gór Austrii z królującym wśród nich Groẞglocknerem (3798 m). Śniegi się skrzą, a lśniącymi wstęgami spływają w doliny lodowcowe jęzory. „Gipfel Restaurant” jest jednym z najefektowniejszych punktów narciarskiego systemu rozciągającego się na wysokości 911 m – 3.023 m. Przy pięknej pogodzie możemy przejść z niej przez tunel przepruty w skałach i tam od razu przypiąć narty lub deskę, by puścić się w dół i korzystać do woli z tras o łącznej długości ponad 40 km. Oprócz ratrakowanych zjazdów (oznaczonych – odpowiednio do stopnia trudności – lizakami w kolorach niebieskim, czerwonym lub czarnym), poprowadzono także szereg zjazdów przez naturalne nietknięty przez maszyny śnieg (są w terenie wyznaczone tyczkami z pomarańczowymi rombami, a warunki na nich są uwzględniane w codziennych komunikatach pogodowych). Na lodowcu są także trasy z muldami, świetnie przygotowane Snowparki i widokowe tory do biegania na nartach. Ten sam karnet umożliwia jazdę na Maiskogelu oraz na Schmittenhöhe koło oddalonego od Kaprun o 7 km Zell am See. Krótko mówiąc – jest gdzie poszaleć! Na peryferiach kurortu, w jaki zamieniło się pod koniec minionego stulecia Kaprun, wznosi się rozległy termalny kompleks kąpielowy, eleganckie Tauern SPA z bogatym zapleczem Wellness. Baseny, zarówno kryte, jak i pod gołym niebem zajmują 20 tys. m2 powierzchni. To najbardziej nowoczesne i największe centrum tego typu w Kraju Salzburskim, pięknie skomponowane z górskim otoczeniem. Z urządzeń kąpielowych można korzystać przez cały rok. Sezon zimowy trwa od końca września do pierwszych dni kwietnia. Z infrastruktury narciarskiej na lodowcu można również korzystać latem, choć warto pamiętać o słowach legendy austriackiego narciarstwa, Franza Klammera, że od zimy i nart trzeba także czasem odpocząć!

Kitzsteinhorn i Maiskogel, czyli tereny narciarskie w Kaprun – fot. z archiwum ośrodka

INFO
Gletscherschigebiet Kaprun-Kitzsteinhorn: www.kitzsteinhorn.at
Tauern SPA w Kaprun: www.tauernspakaprun.com


Konkurencja w świecie Bonda
Tyrolski superkurort Sölden, z uzbrojonymi w wyciągi lodowcami Rettenbach i Tiefenbach cieszy się od lat sławą jednego z najciekawszych terenów narciarskich w Europie. A jakby sławy ośrodkowi było mało, przed dwoma laty zawitał doń James Bond. Na lodowcu kręcono bowiem sekwencje do filmu „Spectre”, emocjonującej części niekończącej się sagi o przygodach agenta 007. Wbrew oczekiwaniom Bond nie jeździł jednak na nartach, bo zabraniał mu tego kontrakt. Co więcej, w związku z pracami ekipy filmowej zamknięto nawet, i to w środku sezonu na dwa tygodnie, trasy na jednym z lodowców. Ba, w Sölden trzeba było też wymienić latarnie bo stare nie spodobały się scenarzystom. Mimo to gospodarze i tak wyszli na swoje, bo ekipa filmowa pozostawiła w Tyrolu 9 mln. euro, a sława jaką cieszą się namaszczone bytnością Bonda miejsca będzie pomnażać zyski jeszcze przez długie, długie lata. Mimo to gospodarze nie spoczęli na laurach, ale już w tym sezonie otworzyli na lodowcu stricte bondowski obiekt – „007 Elements”, po sąsiedzku zresztą z futurystyczną restauracją „Ice Q”, która w filmie kryła tajemniczą klinikę Hofflera. Przez tajemniczy tunel wnika się tam w świat filmowych przygód. Z pewnością atrakcja będzie skłaniać do zdjęcia nart, choć na chwilę. Nie zmienia to jednak faktu, że po przeżyciach – czy to w realu, na 144 km tras zjazdowych (z których najdłuższa liczy 15 km), czy to w wirtualnym świecie, relaks się przyda. W kąpielisku termalnym w Längenfeld. Aqua Dome to wizytówka Tyrolu o bajecznej scenografii, z wiecznie zielonym mamutem brodzącym w sadzawce przed głównym wejściem. Choć kąpielisko dzieli od Sölden kilka kilometrów, łatwo się do niego dostać, dzięki uruchomionym specjalnie aquabusom. Tak jak skibusami dojeżdżamy do wybranych stacji wyciągów, tak aquabusami, po nartach, dojedziemy do term. W obu przypadkach – ze skipassem – bezpłatnie. Tereny narciarskie na lodowcach Sölden rozciągają się na wysokości 1.350 m – 3.340 m, a sezon zimowy trwa od do końca kwietnia. Dwa główne lodowce połączone są przy tym tunelami: dolne stacje wyciągów – samochodowym, a górne – narciarskim. Co więcej, od bieżącego sezonu dostępna jest Pow(der)Card – skipass honorowany w Sölden oraz w stacjach Obergurgl-Hochgurgl, gdzie trasy biegną także bardzo wysoko, mimo że zagospodarowanych lodowców nie ma.

Na lodowcu Rettenbach w Sölden, fot. Paweł Wroński

INFO
Ötztal Sölden: www.soelden.com
Aqua Dome w Längenfeld: www.aqua-dome.at


Materiał publikowany na łamach pierwszego (zimowego) zeszytu magazynu „Eden” z 2018 roku (www.spaeden.pl).


Wiener Eistraum przed ratuszem

Rathausplatz – plac przed wiedeńskim ratuszem, zbudowanym w 1883 roku, był przez niemal sto lat świadkiem gorących wydarzeń politycznych i kulturalnych. Od 2002 roku, od stycznia do marca spotykają się na nim Wiedeńczycy, by beztrosko ślizgać się po lodowej tafli.

Na powierzchni 8 tys. m2 znajdują się 2 lodowiska, do których można swobodnie dojeżdżać zamrożonymi alejkami parkowymi. Wokół są rozstawione punkty gastronomiczne, których właściciele serwują proste potrawy i popularne napoje – od Coca Coli po szlachetne trunki. Na miejscu jest wypożyczalnia łyżew i setki szafek, w których można bezpiecznie schować rzeczy.

Ślizgawka zwana Wiener Eistraum (wiedeńskie lodowe marzenie), jest zawsze czynna przez 44-45 dni w roku. Gdy ją otwarto, z łyżwiarskiej oferty skorzystało około 250 tys. osób, w ostatnich latach ta liczba wzrosła, i oscyluje na poziomie 700 tys.

Trochę historii
Pierwszym publicznym wydarzeniem na placu była demonstracja 17 września 1911 roku. Około 100 tys. osób odpowiedziało wówczas na wezwanie socjaldemokratów, by zaprotestować przeciwko narastającej inflacji. Demonstracja przebiegła bez żadnego incydentu, ale do starć z policją jednak doszło, i to wtedy, gdy uczestnicy opuszczali już Rathausplatz. Trzy osoby poniosły wówczas śmierć, a dziesiątki odniosło rany.

Potem wielokrotnie socjaldemokraci zwoływali tłumy pod ratusz. Zbierali się tutaj także ich przeciwnicy, np. 2 sierpnia 1920 roku pod hasłem sprzeciwu wobec „bolszewizmu podatkowego socjaldemokratów z ratusza”, którzy chcieli wówczas wprowadzić podatek od luksusu. 22 stycznia 1923 roku, chadecy i nacjonaliści zainaugurowali falę wieców antysemickich.

Po II wojnie światowej próbowano organizować różne parady i wiece, ale obyczaj się nie przyjął i w latach 50. XX wieku plac zamienił się w… parking samochodowy. Burmistrz Feliks Slavik pragnął przekształcić Rathausplatz w miejsce spotkań, ale dość niefortunnie połączył tę ideę z konkursem architektonicznym. Wniosek z przedsięwzięcia był taki, że wznoszenie solidnych budynków na placu nie ma sensu. Jeden z jego następców, Leopold Gratz przywrócił w 1975 roku jarmark adwentowy. Tradycje przedświątecznego handlu sięgały w Wiedniu roku 1600, ale stałego miejsca dla organizowanych targowisk nie było. Pomysł okazał się przysłowiowym strzałem w dziesiątkę, przyjął się i po dziś dzień odbywa się w adwencie przed ratuszem ogromny, barwny jarmark bożonarodzeniowy.

Dobre doświadczenie z tej masowej imprezy, stało się tak inspirujące, że plac wykorzystywany jest teraz praktycznie przez cały rok. Największym letnim wydarzeniem stał się organizowany od 1990 roku plenerowy Festiwal Filmowy. W lipcu i sierpniu, po zapadnięciu zmroku, wyświetlane są na telebimach inscenizacje oper i operetek oraz transmitowane są koncerty, zwyczajowo – również – Noworoczny, który jest zawsze wielkim wydarzeniem kulturalnym w Wiedniu. Filmowe atrakcje szybko uzupełniła oferta kulinarna. Rekordową frekwencją cieszył się festiwal filmowy w lecie 2005 roku. Wzięło w nim udział 0,5 mln osób.

Wszystkie te pozytywne doświadczenia kumulują się zimą, w okresie funkcjonowania słynnej wiedeńskiej ślizgawki – Wiener Eistraum, a Rathausplatz jest już dla Wiedeńczyków i turystów zza granicy największym plenerowym „salonem Wiednia”.

Wiener Eistraum w styczniu 2016 roku, fot. Paweł Wroński

www.wienereistraum.com
www.wien.info
www.wien.gv.at