Gastro Garden – z Austrią w szklarni

Tischkultur, czyli kultura stołu jest jednym z kluczowych elementów austriackiej obyczajowości.

W potrawach i podejściu do ich przygotowania splatają się wzorce habsburskiego dworu, tradycje ludowe i współczesne wymagania rynku podsycane świadomością, że smak i aromat posiłków oraz trunków są dla turystów pierwszorzędnym magnesem.

Czy jest zatem coś lepszego niż przypomnienie o Austrii u progu lata, podczas wspólnego gotowania? Taki pomysł pomógł Austriakom zrealizować Grzegorz Łapanowski, kucharz prowadzący Food Lab Studio. Grzegorz zainicjował także przed rokiem ciekawy projekt „Gastro Garden”. Przy jego realizacji wykorzystuje potencjał i genius locci Technikum Ogrodniczego, działającego w Warszawie przy Bełskiej 1/3.


Food Lab Studio Grzegorza Łapanowskiego: www.foodlabstudio.pl

Reklamy

Urlaub am Bauernhof – lato w Austrii

Urlaub am Bauernhof jest zrzeszeniem gospodarstw agroturystycznych, do którego należą właściciele około 2500 obiektów rozrzuconych po wszystkich landach Austrii.

Konsekwencją przynależności jest poddanie się kategoryzacji, której wynik wyraża liczba przyznanych danemu gospodarstwu stokrotek – od 2 do 4. Na uwagę zasługuje przy tym fakt, że austriackie gospodarstwa agroturystyczne określają swoją specjalizację, dając nam do wyboru jedną z ośmiu opcji. W praktyce z 7 (merytorycznie rzecz biorąc), bo 8. kategorię stanowi przystosowanie obiektu do potrzeb osób niepełnosprawnych, a to może (nie musi), iść w parze ze specjalizacją w którejś z proponowanych kategorii.

Niezależnie od wyboru, pobyt w austriackich gospodarstwach umożliwia autentyczny kontakt z przyrodą oraz udział w wiejskim życiu, zawsze jednak w takim tylko stopniu, na jaki goście wyrażą ochotę. Można więc w pełni uczestniczyć w codziennych zajęciach gospodarzy, pomagając im przy oporządzaniu zwierząt, pracach w polu, winnicach, czy w sadzie, przygotowując z nimi posiłki, do których się wspólnie później zasiada, piekąc chleb, robiąc sery czy pędząc sznapsy, bądź jedynie wszystko to obserwować.

Tyrolczycy w strojach ludowych – XIX-wieczna rycina z hotelu Tirol w Innsbrucku, fot. Paweł Wroński

Więcej, o zrzeszeniu i jego ofercie na lato 2017 przeczytacie w broszurze zatytułowanej „Agroturystyka w Austrii” (do ściągnięcia: PDF/treść; PDF/okładka), przygotowanej we współpracy z www.austria.info.


Strony zrzeszenia Urlaub am Bauernhof: www.agroturystyka.at

Austria bez morza, a jednak na lato

Niemal 80 procent Polaków deklaruje, że latem najbardziej pragnie wypoczywać nad wodą. Nie przesądzają przy tym, że tylko morską wodę mają na myśli. A zatem – czy jeziora i rzeki mogą konkurować z morzem? Albo czy ekskluzywne spa z basenami wypełnionymi termalną wodą nie jest wystarczająco pociągającą alternatywą plaży?

Tego typu pytania zadają sobie z pewnością Austriacy. O ile bowiem ich kraj utrzymuje się w ścisłej czołówce ulubionych zimowych destynacji Polaków, o tyle latem o Austrię się jedynie ocieramy, podróżując samochodem na północne wybrzeże Adriatyku. Może więc omijamy Austrię, bo nie ma tam morza? Ale przecież jesteśmy znani z tego, że lubimy wciąż poznawać nowe miejsca, że kochamy także góry i jeziora, uwielbiamy muzykę i dobrą kuchnię. Może więc po prostu wydaje nam się, że po zimowych urlopach w Bad Kleinkirchheim, Sölden, Mayrhofen, Kaprun czy Schladming wiemy już wszystko o kraju Mozarta i dlatego jedziemy dalej. A może nie zdajemy sobie w pełni sprawy z tego, że wspaniale jest w Austrii latem!

Austria w miniaturze
Niemal wszystkie, zwłaszcza przyrodnicze atuty Austrii, skupiają się jak w soczewce w Salzkammergut, rozległym pojezierzu z pogranicza Górnej Austrii, Kraju Salzburskiego i Styrii. Tamtejsze jeziora zdecydowanie różnią się jednak od tych z polskiego niżu, bo leżą wśród gór, miejscami łagodnie falujących i niewysokich, gdzie indziej wyższych i skalistych, z wyrastającym na południu potężnym lodowcem Dachstein (2995 m).

W tym właśnie regionie, w Bad Aussee, odbywa się pod koniec maja Święto Narcyzów, które zakwitając na łąkach zwiastują nadejście lata. W Boże Ciało na wody Jeziora Halsztackiego wypływają ozdobione kwiatami łodzie zwane „Fuhren”, bo góry opadają tam tak stromo do jeziora, że na lądzie brak miejsca na procesję. Tak dzieje się od niemal 400 lat. Nad Attersee, największym w regionie akwenem, bywali artyści tej miary co Klimt i Mahler. Współcześnie ściągają tam wielbiciele kryminałów, by podczas festiwalu „Mordercze Attersee” słuchać ekscytujących fragmentów książek czytanych osobiście przez zaproszonych na imprezę autorów.

Dla rodziny i ekstremalistów
Kultywowane pieczołowicie obyczaje, autentyczny folklor oraz cykliczne festiwale sprawiły, że region Hallstatt-Dachstein-Salzkammergut wpisano na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Cenne przyrodniczo obszary chroni się w ograniczonym dwoma jeziorami Parku Narodowym Attersee-Traunsee, zaś cała kraina jest rozległą areną sportu i rekreacji. Głębiny Attersee cieszą się uznaniem nurków, a na brzegach jeziora działa 26 świetnie wyposażonych stacji. Po rozległej tafli Traunsee ślizgają się miłośnicy nart wodnych, wind- i kitesurfingu, wspinacze zaś podpływają wiosłowymi łodziami do niemal pionowej skalnej ściany, jaką opada wprost do wody północny filar Traunkirchnerkogela (1575 m). Żądni adrenaliny goście bez alpinistycznego doświadczenia doznają w Salzkammergut mocnych wrażeń na ekscytujących drogach ze stalowymi zabezpieczeniami, znanych nam raczej pod włoską nazwą via ferrata aniżeli niemiecką Klettersteig, bo rozpowszechniły się w XX w. w Dolomitach. Warto jednak pamiętać, że to tutaj narodziła się ich idea – pierwsze zabezpieczenia założył na skałach Dachsteinu prowadzący badania w 1843 r. Friedrich Simony. Zaś zaledwie 26 lat później poprowadzono pionierski, służący jedynie rozrywce Klettersteig na najwyższym dziś w Austrii Großglocknerze (3798 m).

Współcześnie, w styryjskim regionie Schladming-Dachstein jest wiele ubezpieczonych dróg, a najnowszą via ferrata Rosina w wąwozie Silberkarklamm. Dzięki stalowej linie umożliwiającej asekurację non-stop pokonuje się bezpiecznie pionowe ściany, podziwiając wąwóz i otaczające go góry. Przejście Rosiną można łączyć z sąsiednimi trasami Hias i Siega, docierając na wypoczynek do Silberkarhütte, schroniska malowniczo usytuowanego na wysokości 1223 m. Inną emocjonującą atrakcją regionu jest największa alpejska tyrolka Zipline Stoderzinken, na której podczas zjazdu długości 2,5 km, szybując do 120 m nad ziemią, osiąga się prędkość 115 km/h.

Z kolei w należącym do Kraju Salzburskiego rejonie Zell am See-Kaprun fragment tamy kompleksu jezior zaporowych Hochgebirgsstauseen zamieniono na ściankę wspinaczkową. W efekcie, podziwiając arcydzieło hydroinżynierii można też zasmakować emocji.

Adrenalina vs. slow
Rozmieszczone w plenerze atrakcje tego typu są w Austrii dostępne od maja do października. Nie mniejszych emocji niż podczas wspinaczki doznają również amatorzy innych sportów, na przykład odwiedzając Österreichischer Moto-Bike Ring w Styrii. Uruchomiono tam trasę-pętlę, którą pokonuje się na elektrycznych maszynach o mocy dziesięciokrotnie wyższej od standardowych e-bike’ów. Choć pozostają rowerami, przypominają crossowe motocykle i osiągają prędkość 80 km/h. Proekologiczny napęd sprawia jednak, że są bardziej przyjazne środowisku i ciche. Kogo bardziej niż uczestnika zadowala pozycja kibica, powinien odwiedzić atrakcyjnie położony Red Bull Ring w Spielbergu – tor Formuły 1 w Styrii, któremu patronuje producent dodających skrzydeł napojów energetyzujących i sponsor wielu sportowców ekstremalnych. W sezonie letnim odbywają się tam wyścigi nie tylko bolidów, ale również samochodów turystycznych i motocykli.

Emocje i slow life są w Austrii doskonale wyważone, dowodem największy w Europie zlot motocyklistów nad malowniczym Faaker See. Kilkadziesiąt tysięcy miłośników kultowych Harley-Davidsonów ściąga wówczas do Karyntii. Bez pośpiechu, dostojnie, epatując widzów sylwetkami motorów i pomrukami silników, suną drogami wśród jezior i gór. Szaleństwa bowiem muszą mieć swój czas i swoje miejsce, Austriacy wiedzą o tym doskonale i propagują ten styl. Kiedy przed kilku laty, wraz z motocyklowym boomem zwiększyła się na drogach liczba wypadków, policja wzmogła kontrole, w wielu miejscach ograniczono prędkość, a formalnym krokom towarzyszyła poruszająca kampania. Z plakatów rozmieszczonych przy drogach szybkiego ruchu i autostradach spoglądały łakomie sępy, a napis „Hallo Raser, wir warten” (Cześć ścigancie, czekamy) stał się współczesnym memento.

Wyprawy z kluczem
W gęstej sieci turystycznych szlaków w Austrii dominują spacerowe ścieżki, podobnie jest z trasami rowerowymi czy konnymi, bo oferta urlopowa skierowana jest do wszystkich bez różnicy wieku i kondycji. Z tego też powodu na poprowadzeniu szlaków gospodarze nie kończą, ale oferują opiekę przewodników i tematyczne programy, które spacer zamieniają w przygodę. Przykładem takiej propozycji jest wyprawa „Kitzsteinhorn Explorer Tour” w regionie Zell am See-Kaprun, podczas której pod opieką przewodnika poznaje się roślinne i klimatyczne piętra Alp. Trasa prowadzi bowiem od podnóży w szczytowe partie Kitzsteinhornu, do stacji Gipfelwelt 3000 oraz na platformę widokową Top of Salzburg, z której roztacza się panorama Wysokich Taurów.

Zgodnie z nazwą poprowadzonej w styryjskim regionie Schladming-Dachstein trasy „Dzikie wody” są na niej zarówno spokojne jeziora i źródła, w których delikatnie szemrze woda, jak huczące w wąwozach strumienie i opadające z łoskotem wodospady, między innymi Riesachfällen – największy w Styrii z kaskadami wysokości 140 m. A że nie wszyscy poszukujemy adrenaliny, wokół Dachsteinu poprowadzono okrężny szlak długości 121 km, z którego masyw i jego lodowce podziwia się ze wszystkich stron. To doskonała propozycja na dłuższą wędrówkę, bo dzięki rozlokowanym przy trasie schroniskom łatwo podzielić ją na 8 jednodniowych etapów, którym podołają nawet najmłodsi. Tego typu ofert dla przedkładających relaks i pejzaże nad emocje i wysiłek jest w całej Austrii mnóstwo. Choćby na znanym nam doskonale z zimowych wojaży Schmittenhöhe, masywie górującym nad eleganckim kurortem Zell am See, gdzie latem odbywają się spotkania „ziołowych czarownic”.

Kąpiele i smaki
Dbałość o różnorodność doznań jest typowa dla wszystkich austriackich regionów. W każdym wykorzystuje się lokalne atuty, tak jak jeziora w Karyntii. Nie tworzą wprawdzie jednej rozległej krainy jak w Salzkammergut, ale jest ich wiele i słyną ze stabilnej temperatury wody, sięgającej latem nawet 28 st. C, więc można się w nich kąpać przez cały sezon. To symptomatyczne dla landu, w którego klimacie i kulturze widoczne są wyraźnie wpływy śródziemnomorskie.

Postępując zgodnie z zasadą „próbować, smakować, odkrywać”, Herwig Ertl, właściciel usytuowanego na peryferiach Klagenfurtu sklepu-lokalu z regionalnymi delikatesami i prezes organizacji „Slow Food Convivium Alpe Adria”, tworzy okazje do poznawania Karyntii bez pośpiechu i z przyjemnością – poprzez kulinarne specjały, którym trudno się oprzeć. Uczestnicząc zaś w karynckich programach Slow Food Travel, można jeszcze podpatrywać, jak powstają sery na halach, kosztować ziół w dolinach, uczestniczyć w warzeniu piwa, miodobraniu bądź wytwarzaniu Specku.

Nie bez przyczyny Karyntię uhonorowano tytułem „Slow Food Travel Destination”, choć na klimacie miejsc i smakach budują swój wizerunek także inne landy, na przykład Styria. Od podnóży Dachsteinu przez winnice po termalne uzdrowiska i granicę ze Słowenią, wiodą przez nią przekrojowe szlaki. Pozwalają odkrywać tajemnice landu niezależnie od tego, czym się podróżuje, w ramach jednej wyprawy czy w czasie wolnym od zabiegów w którymś z ośrodków spa. Chociaż sąsiednia Styria słynie przede wszystkim z lasów, przez co nazywa się ją nawet „zielonymi płucami Austrii”, nie brak tam również wody. W regionie Schladming-Dachstein jest ponad 300 górskich jezior, woda tryska z tysiąca źródeł i huczą kaskady ponad setki wodospadów. Region jest więc jednym z najbardziej zasobnych w wodę w Austrii, a właśnie tam, jakby Styryjczykom było jej wciąż mało, przy górnej stacji kolejki Riesneralm, na wysokości 1820 m otwarto oryginalny basen „Gipfelbad anno dazumal“. Wyłożono go drzewem i otoczono szklanymi ścianami, które chronią przed podmuchami wiatru nie przesłaniając panoramy Niskich Taurów, a że woda jest podgrzewana, można się kąpać bez względu na temperaturę powietrza.

* * * * *

Przykłady można mnożyć. Niezależnie jednak, na co zwrócimy uwagę, możemy być pewni, że usługi będą na najwyższym poziomie. Nie bez znaczenia jest tu czystość środowiska, o które w Austrii dba się niemal obsesyjnie. Dlatego z kranów leci czysta i smaczna woda, we wsiach i miasteczkach czy na górskich szlakach nie walają się śmieci, a w zróżnicowanych co do profilu gospodarstwach agroturystycznych zrzeszonych w organizacji Urlaub am Bauernhof kontakt z przyrodą jest autentyczny. W takich warunkach potrawy i wino smakują lepiej, oddycha się swobodniej i rzeczywiście wypoczywa. Gospodarstwa agroturystyczne to zresztą temat na osobną opowieść – rozrzucone po całym kraju kuszą propozycjami dla każdego – na rodziny z nawet maleńkimi dziećmi czekają miejsca specjalnie dla nich przystosowane, zestresowani odnajdą ukojenie w drewnianym spa i kąpieli w sianie, miłośnicy winnego trunku wypoczną wśród winorośli… Można też na wyłączność wynająć chatę na hali i spędzić wakacje na alpejskiej hali w kompletnym odosobnieniu, ale za to z jakimi widokami… Po prostu czas na oddech.


Materiał publikowany w internetowym wydaniu Polityki 29 maja 2017 w dziale „Czas na oddech” (www.polityka.pl), powstał przy współpracy z www.austria.info.

Austria – z nart wprost na rower

Na zasłanych śniegiem alpejskich stokach kręcą się jeszcze wyciągi, a w doliny zagląda już wiosna. Jesienią liście drzew w dolinach barwią się złotem i czerwienią, a niebo nad górami zasnuwają ciężkie śniegowe chmury. Sezony zimowy i letni zazębiają się w Austrii dowodząc, że Stwórca chciał, byśmy nie gnuśnieli i z nart przesiadali się wprost na rowery.

Szlaki rowerowe w Austrii tworzą imponującą, zróżnicowaną pod względem trudności, długości i charakteru sieć. Prowadzą przez dzielnice miast, do klasztorów, winnic i nad jeziora, serpentynami górskich dróg, dolinami rzek. Niektóre mają znaczenie lokalne, inne są etapami szlaków transkontynentalnych. Równie dobrze można na nich odbywać rodzinne przejażdżki, jak i bić rekordy deniwelacji, dystansu czy czasu, w jakim się je pokonało. Kultura rowerowa ma długie tradycje i jest tak zaawansowana, że turystyczne szlaki rowerowe poprowadzone są nie tylko ciekawie, ale przede wszystkim z ogromną troską o bezpieczeństwo.

 

Znakiem kultury rowerowej (Radkultur) jest Radler – „piwo dla rowerzystów”, czyli zmieszany z lemoniadą chmielowy napitek. Receptura pochodzi z siostrzanej Bawarii i powstała na przełomie XIX i XX wieku, kiedy jazda bicyklem zaczęła być popularną rozrywką, a rowerzyści desperacko poszukiwali orzeźwienia. Dziś Radlera pije cała niemieckojęzyczna Europa, a liczne browary rozlewają gotowy już napój. Austriackim obyczajem jest natomiast mieszanie piwa z beczki (vom Fass) z Almdudlerem – ziołową lemoniadą krajowej produkcji.

 

Austria na rowerze, fot. Paweł Wroński

Radtouren in Österreich
Współczesne turystyczne szlaki rowerowe w Austrii nie są jedynie ciągami oznaczeń. Rozwijane od lat, stanowią tak naprawdę precyzyjnie dopracowaną, komfortową ofertę aktywnego wypoczynku. Są przy nich rozlokowane punkty serwisowe oraz hotele, pensjonaty i restauracje specjalizujące się w obsłudze rowerzystów, wyróżnione logo „Bett & Bike”. Ba, nie trzeba dysponować własnym rowerem, bo bez trudu go wypożyczymy na początku trasy, i równie łatwo zwrócimy – w miejscu docelowym. Do dyspozycji klientów są także rowery z elektrycznym silnikiem, dzięki czemu osoby o słabszej kondycji zażyją bez przeszkód przyjemności jazdy jednośladem. Tak szeroko pojmowane „trasy rowerowe” zrzeszone są pod sztandarem Radtouren in Österreich. Organizacja zajmuje się przede wszystkim promocją i kolportowaniem informacji. Na responsywnych stronach znajdziemy wszelkie informacje, interaktywne mapy i koordynaty GPS. Ponadto, tak jak kupujemy wczasy od dowolnego touroperatora, tak możemy wybrać trasę rowerową, którą zapragniemy przemierzyć – w pakiecie z noclegami, wyżywieniem, transportem i gwarancją dostarczania bagażu do określonej godziny do kolejnych kwater, czynną non-stop infolinią i rowerową assistance. Na życzenie Zrzeszenie rozsyła przewodniki i mapy, niezbędne do planowania rowerowych eskapad, w wersji elektronicznej lub drukowanej.

Każdego roku Radtouren in Österreich skupia uwagę publiczności na kilku wybranych szlakach. W bieżącym roku na flagowej dla Austrii trasie doliną Dunaju – Donauradweg, uważanej za jedną z najpiękniejszych w Alpach trasie nad Murą, pokonywanej przez stulecia przez kupieckie karawany Murradweg oraz na Tauernradweg, wiodącej łagodnie przez Wysokie Taury z biegiem Salzach, Saalach i Innu. Na każdej są piękne krajobrazy, atrakcyjne obiekty zabytkowe, nie brak kulinarnych specjałów. Nad Dunajem można się przerzucać z brzegu na brzeg korzystając z promów, a warianty tras pozwalają zwiedzać miejsca związane z panowaniem Habsburgów albo z podbojem Germanii przez Rzymian. Fakt, że wykupiliśmy wycieczkę rowerową nie oznacza, że bez względu na okoliczności i chęci całe dnie spędzimy na rowerze. Malownicze odcinki Dunaju podziwia się z pokładów statków białej floty, nad Murą są stanowiska do podglądania ptaków, a w Wysokich Taurach warto zapuścić się pieszo w czeluści Liechtensteinklamm, jednego z najsłynniejszych alpejskich wąwozów. Ewentualnym załamaniem pogody też nie trzeba się przejmować, bo czas można wypełnić degustacjami wina czy termalnymi kąpielami.

Więcej informacji o najpiękniejszych trasach rowerowych w Austriiwww.austria.info

Austria na rowerze, fot. Paweł Wroński

Po słonecznej stronie Taurów
Przyzwyczajeni do narciarskich urlopów, odruchowo stawiamy znak równości między Austrią i Alpami. To prawda, że piętrzące się tam góry wyrastają ponad 3 tysiące metrów, ale kraje związkowe mają zdecydowanie odmienny charakter, zróżnicowany klimat i krajobrazy. Najbardziej bodaj słoneczna jest Karyntia, kraj związkowy rozciągający się na południowym skłonie najwyższych w Austrii gór, Wysokich Taurów, oddzielony od Włoch i Słowenii nurtem Drawy. Z racji położenia w klimacie i kuchni Karyntii odczuwa się śródziemnomorskie wpływy. Krajobrazowo jest to kraina otoczonych górami jezior, w których ze względu na temperaturę wody można się kąpać od wiosny do jesieni. Siłą rzeczy za wizytówkę landu można uznać trasy z akwenami w nazwie. Flagową trasą jest jednak Drauradweg, ma 366 km długości i biegnie wzdłuż Drawy. Ma charakter międzynarodowy, bo zaczyna się we Włoszech w Dobbiaco, a kończy w słoweńskim Mariborze. Jest łatwa, bo nie pokonuje się na niej żadnych wzniesień.

Przy podzielonej na 5 dziennych etapów 168-kilometrowej trasie Via Carinzia wznosi się średniowieczne opactwo benedyktyńskie św. Pawła, nad jeziorem Klopeiner See ciszę przerywają jedynie pokrzykiwania gniazdujących w szuwarach ptaków, piętrzą się urwiska wapiennych Karawanków, koją nerwy widoki łagodnych wzgórz w dolinie Lavant.

Podróż 95-kilometrową Gailtal-Radweg urozmaica kąpiel w wodach jeziora Pressegger See, a z pętli Glockner-Radweg, na której pokonanie wystarczy zaledwie jeden dzień, podziwia się wysokogórską przyrodę.

Więcej informacji o trasach rowerowych w Karyntiiwww.austria.info

 

Fani kolarstwa powinni wypróbować trasy MTB w Nassfeld i nad Weißensee.

 


Na rowerowy urlop w Austrii można wybrać dogodny termin w okresie od końca kwietnia do końca października. Oferty prezentują: zrzeszenie Radtouren in Österreich (www.radtouren.at) i serwisy landowe, tak jak w Karyntii, której trasy rowerowe zestawiono na www.kaernten.at oraz www.karyntia.pl. Ceny 8-dniowych pakietów zaczynają się od 500 euro od osoby, rosnąc wraz ze standardem kwater.

Więcej informacji na temat rowerowego urlopu w Austrii: www.austria.info


Tekst był publikowany 13 kwietnia w elektronicznym wydaniu polityki: www.polityka.pl
Materiał powstał przy współpracy z austria.info

Citybreak w Austrii – 3 propozycje

Żyjemy w epoce citybreaków. Lubimy korzystać z okazji tanich przewoźników czy przedłużonych weekendów, by poznawać nowe zakątki Europy. Wypoczywamy może i krócej, ale za to częściej i intensywniej.

Trend ten dostrzegają europejskie miasta – bliższe i dalsze – które walczą o sympatie nas wszystkich, konsumentów. Wystarczy wziąć do ręki pierwszy lepszy magazyn, by dowiedzieć się, jakie 12 rzeczy koniecznie musisz zrobić w Lizbonie, że najpiękniejsze miasto w Niemczech to Hamburg, a romantyczne Cambridge to nie tylko uniwersytet, ale interesujące miejsce na weekendowy wypad. Ta modna fala wynosi też na szczyty popularności miasta… w Austrii! Nagle okazuje się, że Austria to nie tylko cesarski i dobrze znany Wiedeń, ale cała gama miast i miasteczek, które warto, a dziś wręcz wypada odwiedzić, choćby na krótko. Nic dziwnego, bo przeszłość efektownie splata się w nich ze współczesnością, oferta kulturalna ma naprawdę wysoki poziom, a jednocześnie nie przytłaczają skalą, zachwycają otoczeniem i nie są zbyt odległe.


Salzburg – klasyka gatunku
Byłem kiedyś świadkiem parady Salzburskiego Zrzeszenia Szefów Kuchni. Ubawiło mnie motto, które wtedy usłyszałem: „Jesteśmy solą w zupie”, ale przyznaję, że do Salzburga, którego prosperity opierało się przez stulecia na wydobyciu soli, pasuje ono jak ulał. Stare Miasto, rozkwitłe na miejscu rzymskiego obozu, tuli się do rzeki Saalzach i skał góry Mönchberg. Ponad dachy domów wyrastają wieże kościołów, a na wzgórzu piętrzy się twierdza Hohensalzburg. Przy wąskich uliczkach i na placach mnóstwo jest kawiarni, restauracji i sklepów. Gwarny tłum płynie wąską Getreidegasse, bo wskazują ją jako „must see”, zresztą słusznie, wszystkie przewodniki. Elewacje kamienic zdobią niezliczone szyldy kowalskiej roboty, a pod numerem 9 znajduje się dom, w którym urodził się Mozart. Jego postać wciąż ściąga do Salzburga melomanów z całego świata i inspiruje wydarzenia artystyczne, w tym największy w Europie festiwal muzyki i teatru, Salzburger Festspiele (21.07 – 30.08.2017).

Za rzeką miasto ogranicza wzgórze z klasztorem kapucynów. Ze sklepów i znakomitych lokali słynie Linzergasse, a ozdobą kwartału jest otoczony ogrodami pałac Mirabell. Wzniósł go dla ukochanej jeden z arcybiskupów władających Salzburgiem. Kolejny, grzmiąc na niemoralność poprzednika, wybudował pałac Hellbrunn, i otoczył go wspaniałym ogrodem, pełnym wodnych pułapek i fantazyjnych fontann. Błogosławione winy, bo to m.in. dla tych wyjątkowych zabytków zachwycający klimatem i muzyką Salzburg wpisano w 1997 r. na listę UNESCO.

Podczas krótkiego nawet pobytu staram się zawsze odwiedzić „Hangar-7”. W designerskim pawilonie ze stali i szkła przy salzburskim lotnisku właściciel Red Bulla, Dietrich Mateschitz, umieścił kolekcję samolotów, bolidów Formuły 1 i innych urządzeń z sylwetką szarżującego byka. Odbywają się tam koncerty i prezentacje, a menu restauracji „Ikarus” układa co miesiąc inny, sławny szef kuchni.

Salzburg, Hangar-7, fot. Paweł Wroński
Koncert w twierdzy Hohensalzburg, fot. Paweł Wroński
Kopuła salzburskiej katedry, fot. Paweł Wroński

Więcej informacji na temat Salzburga: www.austria.info/lato


Linz – miasto kreatywne i nowoczesne
Na Linz lubię patrzeć z Nibelungenbrücke. W rejonie tego mostu, łączącego Stare Miasto z zieloną dzielnicą Auberg, Dunaj załamuje swój bieg, a w jego wodach przeglądają się najsłynniejsze współczesne obiekty stolicy Górnej Austrii. Fasada Muzeum Sztuki „Lentos” (to po celtycku po prostu „Linz”) mieni się po zmroku tysiącem barw, gdyż pod szklanymi panelami umieszczono wyrafinowaną instalację świetlną. Nieco dalej wznosi się wśród zieleni nowoczesna scena muzyczna – Brucknerhaus, która jesienią rozbrzmiewa dźwiękami festiwalu dedykowanego Antoniemu Brucknerowi. Za nią, nieco odsunięta od brzegu, dawna Fabryka Wyrobów Tytoniowych mieści innowacyjny ośrodek edukacji technicznej, a za zakrętem rzeki znajduje się w porcie plenerowa galeria graffiti „Mural Harbor Legal Wall”.

Ozdobą drugiego brzegu Dunaju jest „muzeum przyszłości” – Ars Electronica Center, gdzie eksperymenty w salach-laboratoriach pozwalają zgłębiać świat nauki i współczesnej technologii. Każdego roku we wrześniu Centrum patronuje festiwalowi Ars Electronica, podczas którego naukowcy i artyści dzielą się z publicznością futurystycznymi wizjami. Dzięki takim inicjatywom w 2014 r. UNESCO włączyło Linz – Miasto Sztuki Medialnej – do światowej Sieci Miast Kreatywnych.

Odmienne oblicze miasta tworzy Starówka z cichymi zaułkami i Landstrasse, popularną aleją zakupów. Na największym z austriackich rynków wznosi się ku niebu strzelista barokowa kolumna morowa, a w większości lokali można skosztować Linzertorte – orzechowej tarty z owocową marmoladą, na którą aż 4 przepisy przytoczono w książce kucharskiej już w 1653 r.

W centrum Linzu, fot. Paweł Wroński
W centrum Linzu, fot. Paweł Wroński

Więcej informacji na temat Linzu: www.austria.info/lato


Klagenfurt – smok i sport
Nazwa miasta wywodzi się ponoć od słów Furt (bród) i klagen (narzekać). W legendarnych bowiem czasach ludzie użalali się na potwora, porywającego u brodu na Drawie podróżnych. Wreszcie książę wybudował wieżę i obsadził załogą. Na łańcuchu z hakiem przymocowano na przynętę byka. Smok się złakomił, hak połknął i gdy zawisł bezbronny, został posiekan. Lindwurm, jak był nazywany, stał się herbem miasta i uwieczniono go w postaci solidnego pomnika na Nowym Rynku.

Dbałość o przeszłość przynosi uznanie i sprawia, że Starówka Klagenfurtu ma wyjątkowy urok. Kusi sklepami przy Kramergasse oraz smakołykami, nie tylko z Karyntii, ale także z Włoch i Słowenii, na targowisku Benediktinermarkt. Kalejdoskop wpływów jest symptomatyczny dla przesyconej słowiańskimi i adriatyckimi wpływami kuchni i śpiewnego dialektu mieszkańców.

Niewątpliwym atutem i znakiem rozpoznawczym Klagenfurtu jest też jego położenie na wschodnim krańcu Wörthersee, największego z karynckich jezior. Przed laty Gustaw Mahler szukał nad nim ukojenia po utracie córki i komponował w drewnianym domku w Maiernigg. Dziś nad jezioro ściągają miłośnicy natury i wakacji nad wodą. Dookoła jeziora biegnie m.in. szlak rowerowy, który bez trudności można pokonać w towarzystwie nawet młodszych dzieci. Krystaliczne wody Wörthersee zdecydowanie zachęcają do zanurzeń. Temperatura wody sięga tu latem 27 stopni, więc można śmiało kąpać się, pływać i pluskać przy brzegu. Dookoła jeziora mieści się wiele atrakcji, które warto obejrzeć np. park miniaturowych budowli Minimundus, wieża widokowa Pyramidenkogel czy elegancki kurort Velden z mariną, położony na przeciwległym brzegu jeziora.

Na wybudowanym z okazji Euro 2008 stadionie dziś odbywają się koncerty i zawody sportowe, w tym słynny Ironman Austria – międzynarodowy turniej w triathlonie.

Klagenfurt, gotyckie wnętrza, fot. Paweł Wroński
Klagenfurt, pomnik cesarzowej Marii Teresy, fot. Paweł Wroński
Klagenfurt, cotygodniowy targ, nosi popularną nazwę Benediktinermarkt w związku z lokalizacją przy Placu Benedyktyńskim, fot. Paweł Wronski

Więcej informacji na temat Klagenfurtu: www.austria.info/lato

Na citybreaki do Austrii można wybierać się wielokrotnie, zawsze odkrywać coś nowego i nigdy się nie znudzić. Tym bardziej, że w Republice jest jeszcze 6 stolic pozostałych krajów związkowych, a mniejsze miasta i kurorty także mają sporo do zaoferowania.


Materiał przygotowany do e-wydania „Polityki” (publikacja 29 marca 2017), powstał przy współpracy z austria.info.

15 miejsc na weekend (dojazd w 3-5 h)

Wiosna nastraja optymizmem, dodaje energii, sprawia, że chce się wyruszyć w podróż. W weekend, niekoniecznie długi, każde ze wskazanych niżej miejsc w Europie, samolotem lub samochodem, osiągniemy w zaledwie kilka godzin.

POLSKA

1. Do Trójmiasta po jod i muzykę
Z Łodzi czy z Warszawy dotrzemy na wybrzeże w 3–4 godz., z dalej położonych miast dogodniejsze będą połączenia lotnicze.
Do podróży nad morze – po miesiącach zimowych, kiedy to nieustannie byliśmy bombardowani zatrważającymi statystykami smogowymi – nie trzeba specjalnie zachęcać. Trójmiasto wydaje się przy tym celem idealnym. Powietrze na nadbałtyckich plażach przesycone jest drogocennym jodem, a na krańcu wysuniętego niemal pół kilometra w morze sopockiego molo jego stężenie jest dwukrotnie wyższe niż na lądzie.
Okazję, by odetchnąć pełną piersią, a zarazem podziwiać nadmorską panoramę, znajdziemy też na Wyspie Spichrzów. W znanym z zabytków i nowatorskich przedsięwzięć kwartale Gdańska kręci się już drugi sezon Amber Sky – diabelski młyn z 36 klimatyzowanymi gondolami. Podczas 15-minutowej przejażdżki kilkakrotnie osiąga się wysokość 50 m. A z góry widać więcej.
Z klasycznych atrakcji wypada wspomnieć oliwskie organy w archikatedrze, ze słynnymi figurami aniołków-muzykantów poruszających się podczas koncertu, a także gdyńskie nabrzeże portowe z otwartymi dla zwiedzających pokładami historycznych statków oraz efektownym akwarium.
W szwach pęka też majowy kalendarz trójmiejskich wydarzeń, zwłaszcza jeśli chodzi o propozycje muzyczne. 12 maja 2017 na Starym Maneżu da koncert Nigel Kennedy, a na Ergo Arenie wystąpią Hans Zimmer (26 maja) oraz, dzień później, Orkiestra Johanna Straussa, którą dyryguje André Rieu.

 

Trójmiasto ma trzy odmienne oblicza niczym prasłowiański Światowid. Wszystkie zwraca ku Bałtykowi, który jest głównym atutem metropolii.

 


2. Do bełchatowskich gigantów
Samochodem: z Warszawy – 162 km (2 godz.), z Krakowa – 213 km (3 godz.), z Wrocławia – 192 km (3 godz.), z Poznania – 280 km (3 godz.).
Pod patronatem bełchatowskiej kopalni odkrywkowej węgla brunatnego działa na wskroś nowoczesna, multimedialna wystawa Giganty Mocy (www.gigantymocy.pl). Ekspozycję poświęcono wydobyciu cennego surowca oraz technologii pozyskiwania z niego energii elektrycznej. Po uzgodnieniu telefonicznym można także zwiedzić samą kopalnię.
Dla wszystkich dostępne są platformy widokowe zainstalowane na krawędzi wyrobiska, a kto skończył 15 lat, może w towarzystwie przewodnika zjechać na dno tej największej w naszym kraju „dziury w ziemi”. Wyrobisko ma imponujące rozmiary: 280 m głębokości, 3,5 km długości oraz 2,5 km szerokości. Widać je z kosmosu, a pracujące w jego czeluściach potężne węglowe kombajny przypominają machiny z Gwiezdnych Wojen. Oglądane z bliska nie pozostawiają jednak wątpliwości, że nie są wytworami fantazji filmowych scenarzystów. Niezapomniane wrażenia – gwarantowane!
W kopalnianym pawilonie wyeksponowano także najciekawsze górnicze znaleziska. Są wśród nich wyjątkowe okazy geologiczne oraz czaszka mamuta włochatego, potężnego zwierzęcia, które zainspirowało twórców postaci Mańka z „Epoki lodowcowej”.
Program wyjazdu do Bełchatowa wzbogaci wycieczka na Górę Kamieńsk (386 m n.p.m.). Miejsce ściśle wiąże się z górniczym klimatem regionu, gdyż na ośrodek sportu i rekreacji zamieniono tu zrekultywowaną kopalnianą hałdę. Na stoku byłego wysypiska kręci się dziś wyciąg krzesełkowy. Zimą używają go narciarze, a w pozostałych porach roku – piechurzy i rowerzyści. U jego podnóża można przez cały rok szaleć na quadach.

 

Multimedialna wystawa Giganty Mocy w nowoczesny sposób wprowadza w tajniki wydobycia węgla brunatnego.

 


3. Do stadniny hucułów w Regietowie
Z centralnej i północnej Polski samolotem do Rzeszowa. Dalej autobusami przez Gorlice.
W maju, w bukowych lasach Beskidu Niskiego, zakwita czosnek niedźwiedzi, na łąkach ścielą się łany biało-różowej rzeżuchy, a nad potokami – złocistożółte kaczeńce. Pachną intensywnie, obsypane w tym czasie białymi kwiatami, krzewy tarniny i czeremchy. To idealny czas, by odwiedzić stadninę koni huculskich w Regietowie koło Gładyszowa.
Zarówno dorośli, jak i dzieci mogą tam pojeździć konno, odbyć przejażdżkę bryczką albo poddać się hipoterapii.
Koniki huculskie są dumą polskich hodowców, którzy uratowali ten gatunek przed wyginięciem. Wprawdzie wszystko zaczęło się jeszcze pod zaborem austriackim, ale prace kontynuowano konsekwentnie od okresu międzywojennego XX w. W efekcie wszystkie hucuły na świecie mają dzisiaj polski rodowód.
Stadnina w Regietowie oferuje gościom kwatery i restaurację. Jest malowniczo położona przy turystycznych trasach: na widokową Jaworzynę Konieczniańską czy na Rotundę z pomnikowym cmentarzem z I wojny światowej, który niedawno odrestaurowano.
Beskid Niski zamieszkiwali do II wojny światowej wyznawcy Kościoła wschodniego, górale ruscy zwani Łemkami. Ponieważ w latach 1941–1947 przesiedlono niemal wszystkich, a na przełomie lat 50. i 60. XX w. wrócili jedynie nieliczni, śladów ich kultury materialnej zachowało się niewiele. Gdzieniegdzie chałupy, przydrożne krzyże i figury z piaskowca. Przetrwała natomiast blisko setka drewnianych cerkwi malowniczo skomponowanych z miejscowym krajobrazem, z pięknymi polichromiami i ikonami. Podczas krótkich wypadów z Regietowa warto zwiedzić zróżnicowane pod względem architektonicznym świątynie w Skwirtnem, Kwiatoniu, Gładyszowie, Koniecznej i Zdyni.

 

Hucuły to niewielkie koniki o zadziwiającej odporności na trudy, dużej inteligencji i przyjaznym, choć zdecydowanym charakterze.

 


4. Na rzemieślnicze warsztaty w Akademii Łucznica
Samochodem: z Warszawy – 64 km (1,5 godz.), z Łodzi – 184 km (3 godz.), z Lublina – 123 km (2 godz.). Z innych miast samolotem do Warszawy, dalej pociągiem i miejscowymi autobusami.
W odrestaurowanym dworze szlacheckim w Łucznicy koło Pilawy gospodaruje stowarzyszenie promujące rzemiosło i rękodzielnictwo. Gospodarze zapraszają na warsztaty różnych dawnych prac, czyli na spotkanie, jak to ujmują, „z kulturą stosowaną – dla przyjemności”. Znakiem rozpoznawczym jest wikliniarstwo (stowarzyszenie korzysta z własnej wikliny), ale w ofercie znajdziemy także kursy batiku, ceramiki, tkactwa, tworzenia witraży, meblarstwa, ciesielstwa czy wyrobu miedzianej biżuterii. Ciekawostką jest też projekt dotyczący konstrukcji ludowych instrumentów muzycznych. Tego typu warsztaty trwają pięć dni lub dłużej, a ich cena obejmuje również zakwaterowanie i wyżywienie. Gospodarze są jednak otwarci na różne opcje. Można więc jedynie uczestniczyć w warsztatach, mieszkając gdzie indziej, albo korzystać tylko z kwater i wyżywienia, aby po prostu wypocząć w malowniczej okolicy.
Dwór otoczony jest parkiem z pomnikowym okazami kilkusetletnich drzew, a wokół zespołu dworsko-parkowego szumią lasy Mazowieckiego Parku Krajobrazowego. Można więc wyruszać na dłuższe nawet eskapady pieszo lub rowerem.

 

Oprócz aktywnego spędzania czasu alternatywą błogiego lenistwa są pomysłowe weekendowe kursy, na których rozwiniemy skrywane talenty i wyzwolimy wyobraźnię.

 


5. Do Kamieńca Ząbkowickiego na Wiosnę Tulipanów
Samochodem: z Wrocławia – 82 km (2 godz.), z Krakowa – 269 km (3,5 godz.), z Warszawy – 432 km (5 godz.). Z odleglejszych miast samolotem do Wrocławia i lokalnymi autobusami.
Historyczne rezydencje Dolnego Śląska łączy Europejski Szlak Zamków i Pałaców. W położonych przy nim obiektach funkcjonują dziś nie tylko muzea, ale także eleganckie hotele spa czy nowoczesne sanatoria. A w odrestaurowanych wnętrzach odbywają się różnorodne imprezy.
Do najciekawszych obiektów na szlaku należy pałac Marianny Orańskiej w Kamieńcu Ząbkowickim. 6–7 maja 2017 odbędzie się tam trzecia już edycja festiwalu kwiatów i muzyki Wiosna Tulipanów.
Rezydencję wpływowej arystokratki przewodniki określają mianem neogotyckiej fantazji Karla Friedricha Schinkla, wziętego w II połowie XIX w. architekta pruskiego. Jemu to księżna Marianna von Preussen powierzyła projekt i budowę rezydencji. Na jej ogromny dolnośląski majątek składało się 35 wsi i 2 miasta. Z własnych funduszy budowała drogi, mosty i osiedla mieszkalne, wznosiła i utrzymywała szpitale, ochronki dla dzieci i szkoły. Zasłynęła także z działalności charytatywnej, w tym z założenia funduszu dla wdów i sierot.
Kamieniec Ząbkowicki jest dogodnym punktem wypadowym na szlaki Kotliny Kłodzkiej oraz Opolszczyzny. Wystarczą więc jednodniowe wycieczki, by zwiedzić Kopalnię Złota w pobliskim Złotym Stoku, Paczków, nazywany z racji zachowanych fortyfikacji polskim Carcassonne, czy położone nad jeziorami Nysę lub Otmuchów.

 

XIX-wieczna rezydencja księżnej  Marianny Orańskiej jest monumentalną neogotycką budowlą z czterema narożnymi wieżami – każda o wysokości niemal 34 m.

 


KRAJE OŚCIENNE

6. Na Litwę do wód w Birsztanach
Do Wilna: samolotem (z Warszawy lata Wizz Air – 1 godz. 10 min). Dalej autobusem firmy Marijampolės AP, relacji Vilnius–Marijampolė. Dystans 92 km z Wilna (Vilnius) do Birsztan (Birštonas) pokonuje w 1 godz. 55 min. Dworzec autobusowy w Wilnie: ul. Sodų 22 (rozkład i ceny: www.autobusubilietai.lt).
Birsztany są drugą obok Druskiennik litewską oazą zdrowia i wypoczynku. Leżą w malowniczym zakolu Niemna, wśród sosnowych lasów, a ich największym skarbem są obficie tryskające wody mineralne. Najmniej zmineralizowaną butelkuje się na miejscu (woda Vytautas jest jednym z najlepiej znanych w świecie litewskich produktów eksportowych).
W odrestaurowanej pieczołowicie, centralnej części założonego w XIX w. uzdrowiska wystawiono z kolei niedawno stylowe inhalatorium, z którego korzysta się bezpłatnie.
Do kluczowych obiektów należą egalitarne Eglės Sanatorija (www.birstonas.sanatorija.lt) oraz elitarne Vytautas Mineral Spa (www.vytautasmineralspa.lt). Pierwsze łączy funkcje lecznicze i rehabilitacyjne z rekreacyjnymi. Obok pacjentów skierowanych tu przez litewską służbę zdrowia jest zawsze wielu gości korzystających z zabiegów profilaktycznych i lekarskich konsultacji na zasadach komercyjnych. Duży, nowocześnie urządzony obiekt otoczony jest rozległym parkiem, w jaki gospodarze kurortu zamienili sosnowy las na wydmach. Wytyczono w nim przyjemne ścieżki spacerowe, urządzono stacje fitness i zbudowano tężnię. Równie przyjemnie spaceruje się wałami przeciwpowodziowymi nad szeroko rozlewającym się Niemnem. Vytautas Mineral Spa z kolei, jest dziś najbardziej luksusowym obiektem w kurorcie. Oferuje bogaty wybór zabiegów dla zdrowia i urody. Ma wyrafinowany wystrój stworzony przez młodych litewskich projektantów. Skrzydła: zabiegowe, wellness z basenami oraz hotelowe zbiegają się pod szklaną kopułą ze stalowym kolibrem. Wszystko na najwyższym poziomie, włącznie… z kosztami pobytu. Ze wszystkich urządzeń kurortowych obiektów można także korzystać, wynajmując kwaterę prywatną lub pokój w pensjonacie (www.visitbirstonas.lt).

 

Birsztany leżą w wielkim zakolu szeroko rozlewającego się Niemna. Bogata przyroda doliny jest drugim, oprócz obfitych zasobów wód mineralnych, atutem litewskiego kurortu.

 


7. Na dixieland do Drezna
Samochodem: z Wrocławia – 272 km (3 godz.; loty z centralnej Polski do Wrocławia obsługuje Ryanair). Z innych miast: samolotem (najtaniej Lufthansą – 3 godz. 10 min, z przesiadką); można też dolecieć jedynie do Berlina (Air Berlin), a dalej do Drezna – pociągiem.
Każdego roku w wybranym tygodniu maja (tym razem 14–21) stolica Saksonii zamienia się w „Nowy Orlean nad Łabą”. Od niemal pół wieku goszczą wtedy w Dreźnie muzycy uprawiający nowoorleańską odmianę jazzu. Festiwalowe koncerty mają luźną formę, ponieważ odbywają się w ogródkach drezdeńskich kawiarni. Imprezę kończy zwyczajowo imponujący pokaz sztucznych ogni. Odpala się je nad Łabą, na nadrzecznych błoniach Nowego Miasta. To malownicze miejsce usytuowane jest vis-à-vis Tarasów Brühla, piętrzących się na drugim brzegu, po stronie Starego Miasta.
Na drezdeńskiej starówce nie sposób się nudzić. Pełna jest restauracji i kawiarni. Można ją zwiedzać trabantami, podczas ekscytującego Trabi Safari (www.trabi-safari.de) albo wybrać się do Semperoper, która cieszy się sławą jednego z najlepszych teatrów muzycznych na świecie. Nieopodal wznosi się z kolei Szklana Fabryka Volkswagena, a osobliwością Nowego Miasta jest sklep mleczarski Molkerei Gebrüder Pfund, którego ściany wyłożono kafelkami z pobliskiej Miśni (www.pfunds.de).
Drezno jest również świetną bazą wypadową do pieszych i rowerowych wycieczek po Szwajcarii Saksońskiej (przypomina nieco Góry Stołowe). Inny charakter mają natomiast łagodnie pofalowane tereny między Dreznem a Miśnią. W miasteczku ma siedzibę najsłynniejsza manufaktura europejskiej porcelany, a na skłonach nadłabskich wzgórz rośnie winorośl. Znajdzie się tam niejedna okazja do degustacji miejscowych trunków.
W okolicy znajdziemy też mnóstwo zamków i pałaców, jak twierdza Königstein, w której chroniła się rodzina Wettinów, barokowy Moritzburg na jeziorze czy mroczny, średniowieczny zamek Stolpen, w którym 39 lat mieszkała odsunięta od łask metresa Augusta II Mocnego, hrabina Cosel.

 

Zabytki drezdeńskiej starówki pieczołowicie odrestaurowano, korzystając – tak jak w Warszawie – z wedut Canaletta.

 


8. Do Czech na praski Festiwal Piwa
Samochodem: z Wrocławia – 331 km (4,5 godz.). Z innych stron kraju samolotem (Czech Airlines, Ryanair).
Błonia Malej Strany, najsłynniejszego obok Hradczan kwartału stolicy Czech, zajmą 11–27 maja 2017 stoiska 150 małych i średnich browarów. Do tradycji praskiego festiwalu (www.ceskypivnifestival.cz) należy warzenie specjalnego piwa. Dokonuje tego sládek, czyli mistrz piwowarski z browaru w Kruszowicach. Takiego piwa nigdzie indziej spróbować się nie da! W głównym namiocie serwowane będą dania kuchni czeskiej oraz – dla porównania – amerykańskiej i azjatyckiej, aby każdy mógł sprawdzić, jak się komponują z chmielowymi trunkami.
Zwiedzanie Pragi szlakiem piwa zaprowadzi smakoszy do dziesiątek minibrowarów, do znanych i nieznanych zakątków każdej z dzielnic miasta. Jeszcze kilkanaście lat temu Czesi, słynący z największej na świecie konsumpcji piwa, narzekali, że browarnictwo schodzi na psy. Winą obciążali międzynarodowe koncerny, które zmonopolizowały rynek. Sytuację uratował nowy trend zza oceanu. Na początku stulecia w Czechach zaczęły wyrastać małe wytwórnie. Teraz w Pradze mieści się niemal połowa z działających w kraju, w tym słynny minibrowar U Fleků (www.ufleku.cz). Niektóre hołdują tradycji, serwując piwa klasyczne z pasującymi do nich zakąskami czeskiej kuchni. Inne prześcigają się w tworzeniu eksperymentalnych receptur i w wykorzystaniu piwa w potrawach. Nic więc dziwnego, że można dziś skosztować także piwnych ciast i tortów, a nawet wypić piwnego szampana.

 

Podczas Czeskiego Festiwalu Piwa w namiotach rozstawionych na Malej Stranie można skosztować trunku ze 150 browarów.

 


9. Do Austrii nad Jezioro Nezyderskie
Samochodem: z Katowic – 447 km (4,5 godz.), z innych miast samolotem do Wiednia, dalej autobusami. Na miejscu: rowerem, a kwaterując w gospodarstwach ze stadninami… konno!
Jezioro Nezyderskie jest jedynym w Europie akwenem o charakterze stepowym – płytkim, z porośniętym szuwarami brzegiem, które upodobały sobie różnorodne gatunki ptactwa. Jest ich tak dużo, że wiosną przy szosach pojawiają się specjalne znaki nakazujące wzmożoną czujność.

 

Na zachodnim brzegu Jeziora Nezyderskiego leży Rust, które wyjątkowo upodobały sobie bociany. Na każdym z domów w miasteczku jest przynajmniej jedno gniazdo.

 

Wokół jeziora rozciągają się winnice. Urodzajne gleby, dużo słońca i wilgotny klimat sprzyjają uprawom winorośli tak dalece, że okolice te zasłynęły poza granicami Austrii z czerwonych wytrawnych trunków oraz win lodowych wyrabianych z winogron zbieranych dopiero po przymrozkach. Spośród wielu prominentnych winiarzy, którzy działają nad jeziorem, wypada przynajmniej wspomnieć należącego do światowej czołówki Umathuma z Frauenkirchen (www.umathum.at).
Oprócz winorośli w okolicy uprawia się z powodzeniem warzywa i owoce. O jednym z miejscowych rolników Erichu Stekovicsu nie mówi się inaczej niż Pomidorowy Cesarz. Ma on nasiona ponad 3200 odmian pomidorów. Uprawia jednak nie więcej niż 1000 z nich, przygotowując potem przepyszne przetwory (www.stekovics.at).

 

Głębokość Jeziora Nezyderskiego nie przekracza 2 m i nie szaleją na nim szkwały. Żeglowanie po nim, w połączeniu z podglądaniem ptaków, jest jednak niezwykle przyjemne.

 


10. Do okrągłych wiosek nad Łabą
Samochodem z zachodniej Polski do Hitzacker (centralnego miasteczka subregionu): ze Szczecina – 355 km (4 godz.), z Poznania – 498 km (5,5 godz.). Z innych miast samolotem do Hamburga (najtaniej Eurowings), dalej autobusami.
W średniowieczu słowiańsko-germańskie pogranicze ukształtowało się nad Łabą. Przez ok. 150 lat, od połowy XII w., powstawały w tym rejonie osady z okrągłym placem otoczonym domami o szachulcowej konstrukcji i działkami ziemi podzielonymi jak tort. Z ponad 1000 okrągłych wsi przetrwało 90. W okresie od Wniebowstąpienia do Zielonych Świątek, a więc w terminie zależnym od tego, kiedy wypadają święta wielkanocne, odbywa się w ich scenerii alternatywny festiwal Kulturelle Landpartie (w tym roku od 25 maja do 5 czerwca; www.kulturelle-landpartie.de). Na program składają się happeningi, koncerty i oryginalne warsztaty z udziałem ponad setki artystów. Imprezy są bezpłatne, a wyjątkiem jest chyba tylko koncert wirtuoza harfy i jego uczniów – aby wziąć w nim udział, trzeba przynieść szczapki drewna na opał, o które prosi maestro. Mieszka bowiem w zabytkowym szachulcowym domu i nie chce rezygnować z archaicznych pieców na rzecz nowoczesnej instalacji.
Wybierając się w ten region, zwany Wendlandem, warto pamiętać, że pensjonaty i hotele działają też w okrągłych wioskach. Godne uwagi są: stylowy Kartoffelhotel w Lübeln (www.kartoffelhotel.de) oraz oryginalne spa z lat 90. XX w. wystylizowane na okrągłą wioskę – Rundlingsdorf Sagasfeld w Göhrde-Metzingen (www.sagasfeld.de).

 

W okrągłych wioskach nad Łabą duch germańskiego porządku ulega urokowi słowiańskiej sielskości. W tej niecodziennej atmosferze przyjemnie się wypoczywa.

 


I DALEJ

11. Do Włoch na kwiatową Sycylię
Samolotem Wizz Air do Katanii (z polskich lotnisk ok. 3 godz.). Na miejscu można tanio wynająć samochód, np. przez http://www.rentalcars.com (w wyszukiwarce trzeba wpisać „Catania”, a potem określić czas wynajmu).
Na Sycylię można jeździć przez cały rok. Najlepiej jednak odwiedzić ją w maju, ewentualnie w czerwcu, wrześniu lub październiku. Jest wtedy słonecznie, a względnie stabilne temperatury wahają się między 20 a 30°C.
W krajobrazie wyróżnia się Etna (3345 m n.p.m.), najwyższy i najaktywniejszy z europejskich wulkanów. Popioły z powtarzających się wciąż erupcji użyźniają glebę, zamieniając stoki wulkanu w rozległy ogród. Rodzą się tu obficie warzywa i owoce, w tym odmiany winorośli, odmienne od uprawianych w pozostałych rejonach wyspy.
Majowy festiwal w niezbyt odległym od Katanii Noto jest swoistym hołdem składanym sycylijskiej przyrodzie. W piątek, zawsze przed trzecim majowym weekendem, miejscowi i zagraniczni artyści układają na głównej ulicy miasteczka dywan z kwiatów. Są na nim sceny obyczajowe, mitologiczne i heraldyczne.
Nietrwałe dzieło można podziwiać tylko przez dwa dni. W poniedziałek bowiem, zanim jeszcze kwiaty zwiędną, przebiegają po nim dzieci. To tradycja symbolizująca odwieczny cykl przyrody, powtarzające się wciąż odradzanie świata. Impreza nosi nazwę Primavera Barocca Infiorata, bo wpisane na listę UNESCO Noto słynie z barokowych pałaców, kamienic i świątyń. W 2017 r. kwiatowy dywan będzie można podziwiać 19–21 maja.

 

Górzyste ukształtowanie Sycylii sprawia, że miejsca nawet niezbyt od siebie odległe mogą znacząco różnić się klimatem, zwłaszcza temperaturą. Warto o tym pamiętać, planując wycieczki.

 


12. Na Węgry po męskiego potomka
Nawet z Krakowa do Somlóvásárhely najszybszą trasą jest 600 km, więc lepiej polecieć do Budapesztu samolotem. Stamtąd zaś autobusem lub wynajętym autem pokonać jeszcze ok. 160 km (2,5 godz.).
Świadectwem odległej przeszłości są na Węgrzech wulkany, wygasłe w prawiekach, mocno więc już zerodowane. Ich wyraźną grupę wypatrzymy bez trudu na północno-zachodnich brzegach Balatonu. W odosobnieniu wznosi się jeszcze dalej na północ wzgórze Somló. Niezwykłe miejsce – jeden z najmniejszych, ale także najciekawszych regionów winiarskich Węgier. Sławę zyskało dzięki samoukowi Béli Feketemu. Krytycy nie szczędzili mu uznania, pisząc o nim „Grand Old Man of Somló”. Niestety, winiarz wycofał się, dobiegając dziewięćdziesiątki,i przed dwoma laty sprzedał swoją niewielką winnicę.
Ciekawych win znajdziemy jednak w tym regioniezdecydowanie więcej. W jednej z dwóch winiarni przyjdzie spędzić więcej czasu, już choćby dlatego, że tylko one dysponują hotelami: Kreinbacher Birtok (www.kreinbacher.hu) oraz Tornai Pincészet (www.tornaipince.hu). Specjalnością pierwszej jest wino musujące – węgierski szampan (pezsgő), stanowiący 50 proc. produkcji winiarni. Czas upływa tam niepostrzeżenie, przy winie, rzecz jasna, i smacznych posiłkach. Winiarnia rodziny Tornai ma bardziej rustykalny klimat, ale wina także interesujące i równie niezłą kuchnię. Ponadto gospodarze urządzają koncerty muzyki jazzowej.
Odwiedzając Somló, warto pamiętać, że sztandarową winoroślą jest tu juhfark. Białe wina z niego wyrabiane wychwalano już przed 200 laty, sugerując, że należy je pić przed… aktem miłosnym. Dlaczego? Aby zapewnić sobie męskiego potomka.

Nad hotelem z winnicami Kreinbachera góruje zerodowany wulkaniczny stożek Somló.


13. Nad jezioro Bled po szczęście
Samolotem do Lublany – względnie rozsądne ceny przelotów oferują zarówno LOT (1 godz. 55 min), jak i słoweńska Adria (1 godz. 30 min). Z centrum Lublany do Bledu jest 74 km, w tym 55 km autostradą; wygodnie jest wynająć samochód; są też połączenia autobusowe.
Słowenia należy do „kieszonkowych” krajów europejskich. Z podstołecznego lotniska można więc równie dobrze udać się zarówno do centrum Lublany, jak i do malowniczego Bledu. Miasteczko należy do słoweńskich must to see. Słynie z otoczonego górami jeziora z wyspą. Ponoć w przedchrześcijańskich czasach stała na niej gontyna bogini miłości Živy. Gdy lud przyjął chrzest, w tym miejscu zbudowano kościół, jednak w ludowych wierzeniach kult Matki Boskiej splatał się jeszcze długo z kultem zakazanego bóstwa.
Motyw jeziora z kościołem na wyspie, namalowany akwarelkami, jest popularną pamiątką ze Słowenii. Najważniejsze jest jednak to, że zgodnie z romantycznym przekonaniem spełnią się marzenia temu, kto uderzy w XVI-wieczny dzwon na wieży kościoła. Dlatego nazywa się go dzwonem życzeń, a na poszukiwaczy szczęścia czekają na brzegu jeziora płaskodenne łodzie zwane pletna. Jak to bywa, i w tej legendzie drzemie ziarno prawdy. Wizyta w Bledzie może się przysłużyć szczęściu, bo wyjątkowy klimat czyni z miasteczka uzdrowisko. Co więcej, bijące z dna jeziora wody termalne pozwalają się w nim kąpać dłużej niż w jakimkolwiek innym alpejskim akwenie.
Na skałach 130 m powyżej tafli jeziora wznosi się zamek z XII w. Ponoć to najstarsza w Słowenii twierdza. Po drugiej natomiast stronie rzuca się w oczy elegancki budynek z 1947 r. Przylgnęła do niego nazwa willi Tito, gdyż jugosłowiański przywódca uwielbiał tam spędzać czas. Teraz to elegancki, 4-gwiazdkowy hotel-butik Vila Bled.

 

Po tafli jeziora Bled niesie się głos Dzwonu Życzeń. Żeby się spełniły, trzeba samemu poruszyć jego serce.

 


14. Do czarownic w góry Harzu
Z zachodniej Polski do Goslar samochodem, np. z Poznania – 475 km (5 godz.), z Wrocławia – 519 km (5,5 godz.), ze Szczecina – 393 km (4,5 godz.). Z innych miejsc samolotem do Berlina (tanie loty oferuje Air Berlin), dalej pociągami i/lub autobusami.
Maj to chyba najlepszy czas na wypad w góry Harzu. Piętrzą się, sięgając 1142 m wysokości, pośrodku niemieckiego niżu. Przez 300 dni w roku najwyższy szczyt, Brocken, zasłaniają chmury. Dodają masywowi tajemniczości, stąd przed wiekami utarło się przekonanie, że za ich zasłoną spotykają się czarownice. Ludowy motyw sabatu podchwycili artyści m.in. Goethe i Bułhakow. Góry Harzu objęte są granicami parku narodowego, którego logo stała się sylwetka czarownicy na miotle.
Kłębiące się na szczycie chmury tworzą często specyficzny ekran, na którym, o ile tylko słońce jest nisko, można dostrzec cień własnej postaci z głową okoloną tęczowym nimbem. Zjawisko to, nazwane później widmem Brockenu, opisał w 1780 r. niemiecki teolog Johann Esaias Silberschlag. Mimo wyjaśnień długo jeszcze budziło zabobonny lęk, dowodząc niezbicie, że Harzem władają złe moce.
Dziś na szczyt można wjechać 100-letnią kolejką ciągniętą przez zabytkowy parowóz. A także… przelecieć się na miotle, dzięki symulatorowi w stacyjnym pawilonie. Kolejka kursuje z Wernigerode, miasteczka, którego ozdobą jest okazały szachulcowy ratusz i 700 innych podobnie skonstruowanych domów. A nie jest to rekordowa liczba, bo podobnych w nieodległym Quedlinburgu jest aż 1300.
Harz otacza zresztą wianuszek interesujących miasteczek ze starą zabudową. Do najciekawszych należy Goslar. Na elewacjach tamtejszych domów rzadko jednak widać motyw kratki, budynki obłożone są bowiem skalnymi łupkami, odpadami z kopalni na pobliskim Rammelsbergu. Przez 1000 lat wydobywano tam rudy cynku, a czerpane ze sprzedaży bogactwo zasilało skarb niemieckiej rzeszy, tworząc podstawy władzy królów i cesarzy.

 

Z Wernigerode na wierzchołek Brockenu w górach Harzu kursuje 100-letnia kolejka.

 


15. Na Istrię po trufle i spokój
Najlepiej samochodem, ale półwysep dzieli od Polski 1000 km. Pozostaje samolot do Zagrzebia (Ryanair) i wynajęcie samochodu. Z Zagrzebia do Motovunu jest 229 km (na pokonanie trasy potrzeba ok. 3 godz.; korzystając z komunikacji publicznej, trzeba w Rijece przesiąść się do autobusu).
Na Istrii splatają się dzieje Chorwacji i Włoch, dosłownie i w przenośni. Jak żartobliwie rzecz ujmują współcześni: „przedwojenna większość stała się mniejszością”. Chociaż wielu Włochów mieszka wciąż na terenie Chorwacji, wpływy Italii odczuwa się tu najmocniej, zwłaszcza w kulturze stołu.
Najsłynniejszym nadmorskim kurortem jest Opatija. To proste tłumaczenie włoskiej nazwy Abbazia nawiązującej do założenia w średniowieczu opactwa przez mnichów benedyktyńskich. Opatija zachowała klimat z czasów, gdy była perłą habsburskich uzdrowisk i gdy gościli w niej również przedstawiciele polskiej socjety: potomkowie zamożnych rodzin oraz artyści, choćby Henryk Sienkiewicz. Ale każda z nadmorskich miejscowość Istrii godna jest odwiedzenia (Rovinj z malowniczym portem, Poreč z bazyliką z cennymi mozaikami, Pula z koloseum niewiele mniejszym od rzymskiego). Wszystkie jednak cieszą się tak dużą popularnością, że tłoczno w nich właściwie przez cały rok.
Sprzyjający wypoczynkowi spokój można znaleźć w interiorze, w miasteczku Motovun. Usadowione na szczycie wyniosłego pagórka, otoczone winnicami i oliwnymi gajami, znajduje się w rejonie, z którego pochodzą zbierane na półwyspie trufle. Do Motovunu nie mają prawa wjeżdżać samochody i jest tu tylko jeden hotel – usytuowany na szczycie wzgórza – Kastel. Ma ładnie zaaranżowane pokoje, niezłą restaurację i jest na tyle mały, że nie zmieszczą się w nim pasażerowie wycieczkowego autokaru. Stąd wszędzie blisko – do wspomnianych miasteczek i do lokalnych atrakcji, takich jak gospodarstwo rodziny Ipša (drobnego, ale wysoko cenionego producenta oliwy), do restauracji Zigante, specjalizującej się w potrawach z trufli, czy na lawendowe farmy, z których także półwysep słynie. Na weekend, nawet długi, Istria atrakcji ma aż nadto!

 

W nadmorskich kurortach Istrii znajdziemy potężne hotele i liczne mariny. W głębi półwyspu jest kameralnie i zielono. Powstają tam wino i oliwa, zbiera się trufle i uprawia lawendę.

 


Materiał publikowany na łamach „My Company Polska” w numerze kwietniowym (04) 2017 (tutaj –> PDF); www.mycompanypolska.pl

Z Ötztal do Val Passiria widokowo

Panoramiczna droga łącząca obie doliny biegnie przez Timmelsjoch, przełęcz położoną wyżej niż Rysy – na wysokości 2509 m. Nawet zimą można dojechać na tę wysokość z Sölden, ale przejazd na włoską stronę jest czynny jedynie przez kilka miesięcy, bo za przełęczą, na południe jest nazbyt karkołomny, zwłaszcza zimą niebezpieczny.

Mimo to, jeżdżąc na nartach w Sölden albo w Obergurgl-Hochgurgl, warto się wybrać na przełęcz. Widoki na szczyty Alpy Ötztalskich na zachodzie i Stubajskich na wschodzie są naprawdę ekscytujące. Ponadto, na samej przełęczy działa również zimą, urządzone w designerskim budynku muzeum, poświęcone wiodącemu tędy od wieków traktowi, i czynna jest restauracja.

Z Ötztal do Val Passiria przez Timmelsjoch, fot. Paweł Wroński
Z Ötztal do Val Passiria przez Timmelsjoch, fot. Paweł Wroński

 

Ciekawostką jest fakt, że Thymelsjoch została wspomniana po raz pierwszy w korespondencji bawarskiego wielmoży, hrabiego Eschenlohe w 1241 roku. Ponad 50 lat wcześniej niż pierwsze znane nam wzmianki o znacznie przecież niższej, i wydawałoby się łatwiej dostępnej, Brenner Pass.

 

O tym, że wędrowali tędy ludzie od bardzo dawna świadczy archeologiczny artefakt – fibula datowana na 300 rok przed Chrystusem. Apogeum wykorzystania traktu dla potrzeb handlowych przypadł na okres od XIII do XV wieku, kiedy to przez Timmelsjoch wiódł szlak Ötztaler Kraxenträger (Droga nosicieli koszy). Przenosili nią podczas jednej tury około 100 kg towarów (sic!). A ich wędrówki przez góry traktowane są dziś jako jeden z korzeni współczesnej turystyki i alpinizmu.

Budowę współczesnej drogi przez Timmelsjoch (Passo del Rombo) planowano już pod koniec XIX wieku, ale podjęto ją dopiero w latach 50. następnego stulecia. Wprawdzie prace uruchomiono w latach 30. na polecenie Mussoliniego, ale przerwano je w 1939 roku. Zaraz po spotkaniu duce z Hitlerem na Brenner Pass.

Z Ötztal do Val Passiria przez Timmelsjoch, fot. Paweł Wroński
Z Ötztal do Val Passiria przez Timmelsjoch, fot. Paweł Wroński

Kamień węgielny położono więc dopiero w 1955 roku, a dzięki użyciu buldożerów, prace posuwały się szybko i uroczystego otwarcia dokonano już w lipcu 1959 roku. Regularny ruch rozpoczął się jednak bez mała dekadę później – w 1968 roku.

Ze względu na śmiały profil i wysokość na jaką droga się wdziera, przejazd jest dostępny tylko dla pojazdów mniejszych niż 8 ton, a ograniczenie rozmiarów jest szczegółowo opisane w regulaminie na stronach www. Ponadto, droga jest czynna tylko w okresie od początku czerwca do końca października, w godzinach 7-20, a przejazd jest płatny.

Z Ötztal do Val Passiria przez Timmelsjoch, fot. Paweł Wroński
Z Ötztal do Val Passiria przez Timmelsjoch – Timmelsjoch Hochalpenstrasse, fot. Paweł Wroński

logo-timmelsjoch-berg-routeINFO
Portal poświęcony drodze przez Timmelsjoch: www.timmelsjoch.com