10 wyjątkowych stacji narciarskich

Pomysł, by na dwóch deskach zsuwać się po śniegu dla przyjemności, pojawił się pod koniec XIX w. W kolejnym stuleciu ruszono z urządzaniem tras i zbrojeniem ich w wyciągi. Ośrodków przybywało, zaostrzała się konkurencja. Dziś mamy mnóstwo
fantastycznych miejsc, a wiele z tych, które zapisały się w dziejach narciarstwa, wciąż pozostaje w czołówce. Oto kilka z nich.

Boom nastąpił po II wojnie światowej. Przybywało ośrodków. Zaostrzała się konkurencja. W efekcie, istnieje dziś mnóstwo fantastycznych stacji, a wiele z tych, które zapisały się czymś szczególnym w dziejach narciarstwa, pozostaje w czołówce, wyznacza trendy mody i standardy zagospodarowania. Oto kilka z nich.

Szwajcaria

Jeździmy tam by zasmakować wyrafinowanych win, gorącego fondue i komfortu. Najwyżej położone w Europie tereny narciarskie otaczają imponujące czterotysięczniki. Nad Zermatt piętrzy się Matterhorn o znanej całemu światu sylwetce. Aletsch, najdłuższy z lodowców naszego kontynentu spływa 24-kilometrowym jęzorem. W wysokogórskiej scenerii obracają się futurystyczne restauracje. Wszystkie miejsca są doskonale skomunikowane, a technika i organizacja – równie bezbłędne jak mechanizm szwajcarskiego zegarka.

01. St. Moritz / www.stmoritz.ch
W tym legendarnym kurorcie narodził się przed 152 laty obyczaj wypoczywania zimą w górach. Johannes Badrutt, właściciel dobrze prosperującego hotelu Kulm, zaproponował kilku angielskim dżentelmenom spędzenie w St. Moritz zimy. Na jego koszt. Przyjęli zaproszenie, a spodobało im się tak, że pozostali do Wielkanocy. Potem, zrobili taką reklamę hotelowi, St. Moritz i pokrytym śniegiem Alpom, że zima w górach stała się po prostu modna. Badrutt zelektryfikował swój hotel jako pierwszy w Alpach, a żądni przygody Anglicy, zainspirowali w ośrodku rozwój zimowych sportów. Z tym, że wcale nie nart, ale saneczkarstwa i bobslejów, które zresztą sami wymyślili podpatrując sanie miejscowych rolników. Hotel Badrutt’s Palace uchodzi dziś za synonim luksusu i należy do najdroższych w Szwajcarii. W kurorcie odbywają się elitarne imprezy, takie jak mecze polo czy wyścigi konne na tafli zamarzniętego jeziora. Modowe butiki przyciągają wymagających miłośników shoppingu, a hotelowe SPA przywracają młodość i urodę. Wieść niesie, że z narciarskiego terenu korzysta nie więcej niż 40% gości kurortu. Trasy oplatające stoki Diavolezzy i Corvatscha sięgają 3303 m wysokości i tworzą sieć o łącznej długości 350 km. Nie brakuje snowparków i tras crossowych, a rozległe stoki otwierają nieograniczone możliwości przed fanami freeride’u. Całość dostępna jest też z sąsiednich miejscowości, w tym kilku zdecydowanie egalitarnych.

Włochy

Stacje narciarskie rozsiane są po północnych i środkowych Włoszech – w Alpach i Apeninach. W rankingach popularności królują należące do Alp Dolomity, których skaliste gniazda tworzą niepowtarzalną, wręcz baśniową scenerię wypoczynku. Przez 300 dni w roku świeci w nich słońce, ale śniegu nie brakuje, bo nad górami ścierają się fale powietrza znad centralnych Alp i znad Adriatyku. Zapewne dzięki intensywnej i konsekwentnej promocji, synonimem Dolomitów stały się w Polsce stacje z regionu Trentino – Val di Fiemme i Val di Sole. Stosunkowo rzadko korzystamy z tego, że trasy 12 ośrodków tworzą największy na świecie system narciarski dostępny z jednym karnetem – DolomitiSuperski (1220 km tras; http://www.dolomitisuperski.com). Czujemy się usatysfakcjonowani pobytem w jego części, bo kochamy klimat i smaki Trentino – tradycyjne potrawy, wina oraz wylansowane nie tak dawno bombardino. Odwiedzamy chętnie Madonna di Campiglio, a na zakończenie sezonu, w połowie marca słuchamy w Val di Fiemme muzyki podczas oryginalnego festiwalu Dolomiti Ski Jazz (www.visitfiemme.it).

02. Cortina d’Ampezzo / www.cortina.dolomiti.org
Trudno powiedzieć, która ze stacji Dolomitów ma najpiękniejszą scenerię, ale widoki na turnie wokół Cortiny nikogo nie zawiodą. Patrząc na pionowe ściany turni, nie chcemy wierzyć, że w czasie I wojny światowej biegła przez nie linia frontu włosko austriackiego, i że na czuby skał wciągano działa, skały zaś drążyli minerzy by podkładać wysadzać stanowiska nieprzyjaciela. Jako kurort, Cortina rozwinęła się w międzywojniu, dzięki osobistemu zaangażowaniu Mussoliniego. Po wiekach przynależności do Habsburgów powróciła do Włoch. Austriacy zaszczepili tam ducha zimowych sportów. Duce zapragnął go zitalianizować. Popłynęły strumieniem pieniądze na inwestycje, dzięki którym w 1956 r. Cortina zdystansowała konkurencję i została gospodarzem zimowych igrzysk olimpijskich. Pierwszych w historii, transmitowanych przez telewizję. Świat ujrzał sportowe zmagania, magię narciarstwa i… piękno Dolomitów.

03. Sestriere / www.sestriere-online.com; www.vialattea.it
W ostatnim ćwierćwieczu minionego wieku rozkwitły funkcjonalne kompleksy sportowe z zapleczem hotelowym, gastronomicznym i handlowym, nazywane „ośrodkami z probówki”. Zasłynęła z nich Francja, ale to Włosi, byli prekursorami. Giovanni Alberto Agnelli, dyrektor Fiata z czasów największej prosperity koncernu znał z dzieciństwa rozległe hale Valle del Chisone w Piemoncie. Maszynami ściągniętymi z odległego o 100 km Turynu zmienił na zawsze oblicze górskiego zakątka. Wystawił hotele i założył pierwsze wyciągi. Najwięcej jednak wznoszono… garaży. Boom w branży motoryzacyjnej spowodował, że zamożni goście przyjeżdżali własnymi autami, a mniej zasobni entuzjaści narciarstwa autokarami, bądź ciężarówkami. Sestriere otwarto hucznie w 1937 r. Organizowane tu od lat 50. XX w. zawody Kandahar przekształciły się w 1967 r. w Alpejski Puchar Świata. Dzisiejsze Sestriere to apartamentowce i wspaniały teren narciarski, którego trasy i wyciągi łączą się z infrastrukturą francuskiego Montgenèvre, tworząc słynną Drogę Mleczną (Via Lattea), długości 400 km.

Francja

Wachlarz możliwości wyznaczają tak odmienne ośrodki jak Isola 2000 i Chamonix. Pierwszy nie zachwyca architekturą, gdyż na apartamentowce przerobiono dawne budynki koszarowe. Ale po nartach można nawet w najmroźniejszy dzień wyskoczyć do pobliskiej Nicei. Na spacer po plaży, a pod koniec zimy – kąpiel w morzu. Drugi ośrodek to Mekka miłośników wszelkich górskich dyscyplin sportowych, a dla miłośników narciarstwa wysokogórskiego furta lodowców Mont Blanc. Dla wielu osób ośrodki francuskie z dostępem do ogromnych, nietkniętych ratrakami terenów są kwintesencją narciarstwa alpejskiego, zaś na top liście ośrodków z urządzonymi trasami królują należące do Trzech Dolin Courchevel, Meribel i Val Thorens, znane z ekstremalnych tras Val d’Isere oraz Les Arcs, La Plagne, L’Alpe d’Huez, czy Les Deux Alpes.

04. Avoriáz 1800 / www.avoriaz.com

Ośrodek z lat 60. minionego stulecia. Spełnione marzenie słynnego niegdyś alpejczyka Jeana Vuarneta i jego szwajcarskich przyjaciół. Narciarski raj, w którym można przenosić się z doliny w dolinę, nie zdejmując nart. Avoriáz łączy się wyciągami z 8 innymi francuskimi i 6 szwajcarskimi stacjami, tworząc Bramy Słońca (Les Portes du Soleil; http://www.portesdusoleil.com), z 650 km tras, pośród których łatwo odnaleźć te najlepiej dostosowane do umiejętności i przenosić na trudniejsze po udoskonaleniu techniki. Samo Avoriáz jest ośrodkiem „z probówki”, ale wysmakowanym. Wszystkie budynki są obłożone specjalnie sprowadzanym z Kanady czerwonym cedrem, który nadaje im ciepły, przyjazny wyraz. Miejscowość jest ośrodkiem car-free, dzięki czemu powietrze jest czyste. Jeżdżą tutaj jedynie konne zaprzęgi i pojazdy elektryczne, bo w Avoriáz nie ma ulic. Ciągi piesze są przedłużeniem nartostrad i podobnie jak nartostrady są wyrównywane przez ratraki. Ich szum stanowi każdego ranka charakterystyczny akord. Funkcjonalne rozwiązania i romantyczna atmosfera tworzą tu doskonale wyważoną kompozycję.

Austria

Ojczyzna narciarstwa alpejskiego, gdyż to mieszkaniec Górnej Austrii, Mathias Zdarsky zapożyczoną od Norwegów technikę telemarku przekształcił w zjazd na równolegle prowadzonych deskach. Około 1890 r. skonstruował Lilienfelder Stahlsohlenbindung – wiązanie, umożliwiające poruszanie się na deskach w wysokogórskim terenie. Austria żyje z gór, z narciarstwa i narciarstwem. Nie ma lepszych specjalistów od techniki jazdy niż posiadacze państwowych uprawnień instruktorskich (Diplomaschilehrer). Trudno znaleźć lepiej przygotowane i rozłożone w terenie trasy. Ich kwintesencją są karuzela w Obertauern, huśtawka w Schladming czy nartostrady Lech – kurortu z luksusowymi hotelami i systemem do kontrolowanej inicjacji lawin. Sądząc jednak po statystykach, Polaków najbardziej kuszą tyrolskie lodowce (www.tirolergletscher.com). Jest ich pięć (od 45 min. do 2,5 godz. jazdy samochodem z Innsbrucku). Położone niżej od francuskich czy szwajcarskich, są mniej narażone na kaprysy pogody. Słyną ze wspaniałych widoków i nowoczesnej infrastruktury. Hintertux jest rzeczywiście całoroczny, skromne zagospodarowanie kaunertalskiego nie kłóci się z dzikim otoczeniem, stubajski ma cudowną karuzelę przecinającą lodowcowe jęzory, na pitztalskim wyjeżdża się kolejką na 3440 m, w Sölden lodowce łączy tunel, kręcono sceny do przygód Bonda w „Spectre”, a sezon kończy inspirowane marszem Kartagińczyków przez Alpy pełne rozmachu widowisko „Hannibal”.

05. Kitzbühel / www.kitzski.pl; www.kitzbuehel.com; www.weltderwunder.de
Większość ośrodków narciarskich wyrosła na surowym korzeniu lub terenach wypasowych starych wiosek. Natomiast Kitzbühel, to tyrolskie miasteczko z bogatymi kamienicami i gotyckimi kościołami. Od 1895 r. odbywają się tu zawody narciarskie, które w połowie stycznia przyciągają uwagę całego świata. W ramach Hahnenkamm-Rennen, na trasie Streif uważanej za najtrudniejszą na świecie zmagają się zawodnicy w biegu zjazdowym (na 2017 r. przypada 77 edycja). Triumf w tej konkurencji ceniony jest wyżej niż olimpijskie złoto, czy zdobycie Pucharu Świata. Zawodnicy, którym udało się to kilka razy, przechodzą do historii. Dla Austriaków to narodowe święto. Dla gości, festiwal o niepowtarzalnej atmosferze, pełen sportowych emocji. Na 75. jubileusz, pod auspicjami Red Bulla nakręcono ekscytujący film o zawodach: „Streif One Hell of a Ride”; w oryginale: „Die Streif – ein Höllenritt”. Hotele w Kitz, jak potocznie mówi się o miasteczku, dedykowane są zamożniejszej klienteli, tańszych trzeba szukać w miejscowościach satelickich. Tutaj przyjeżdża się również na ekskluzywny shopping, a w adwencie na malowniczy Jarmark Bożonarodzeniowy. W wielu rankingach Kitzbühel uzyskuje tytuł „Najlepszego ośrodka narciarskiego na świecie”. Nic dziwnego, w latach 2000-2014 w infrastrukturę i przygotowanie 170 km tras zainwestowano 225 mln euro! Zainstalowano też rzadki system GPS, ułatwiający utrzymanie optymalnej warstwy śniegu na trasach przez cały sezon, a to przynosi oszczędności i efektywniejsze wykorzystanie środków.

Słowacja

Jeździmy tam chętnie bo krajobrazy są piękne. Poza tym to blisko, a ceny pobytów i wyżywienia znacznie niższe niż w Alpach i konkurencyjne w porównaniu z kosztami pobytów w Polsce. Stacje narciarskie, za wyjątkiem Jasnej są wprawdzie niewiele większe od naszych, ale zazwyczaj lepiej zorganizowane. W tych większych, kursują od dawna skibusy. W większości obowiązuje jeden karnet, trasy są dobrze przygotowane, a wyciągi tworzą spójne systemy. Krajobrazy są piękne i zróżnicowane, a infrastruktura sukcesywnie modernizowana. Liczne termalne kąpieliska stanowią ponętną formę après-ski. W kuchni używa się znakomitych serów zbliżonych do znanych nam z terenów polskiej góralszczyzny, zwłaszcza z Podtatrza. Z drugiej strony są w niej odległe echa czasów habsburskich, gdyż przez stulecia nazywana Górnymi Węgrami Słowacja, stanowiła część Korony Świętego Stefana. Kultura Słowacji okazuje się więc bliska naszej, a to ułatwia wzajemne zrozumienie.

06. Jasná / www.jasna.sk
Największy ośrodek narciarski Słowacji (41 km tras). Odkąd zarządza nim grupa kapitałowo inwestycyjna ‘Tatry Mountain Resorts’ a.s. (www.tmr.sk), Jasná zyskała iście alpejską organizację. Trasy poszerzono, a wyciągi zmodernizowano. Zróżnicowane pod względem trudności nartostrady oplatają stoki Chopoka (2024 m), a z podszczytowego pawilonu, zwanego Rotundą, wzniesionego w kulminacyjnym punkcie systemu, roztacza się wspaniała panorama. TMR dyktuje dziś standardy rozwoju narciarstwa w naszej części Europy, zarządzając głównymi ośrodkami narciarskimi Słowackich Tatr Wysokich, czeskim Szpindlerowym Młynem, a ostatnio także reorganizując polskie stacje w Szczyrku i na Pilsku. Z dobrodziejstw modernizacji prowadzonej w Szczyrku zapewne skorzystamy już w tym sezonie, w przyszłym przyjdzie czas na Pilsko. W gestii TMR są także hotele i kąpieliska termalne, w tym, dobrze w Polsce znana i lubiana Tatralandia. W Jasnej, przy głównym węźle kolejek, prowadzących na kopułę szczytową Chopoka, rozsiadły się liczne hotele o zróżnicowanym standardzie, pensjonaty i schroniska. Są też niezłe restauracje, a wśród nich serwująca regionalne dania, stylowo urządzona Slovenska koliba (www.kolibajasna.sk).

07. Vratná / www.vratna.sk
Ośrodek leży w Małej Fatrze. Górach, w których krajobrazie splatają się nuty tatrzańskie, beskidzkie i dolomitowe. Są to janosikowe góry, bo we wsi Terchowej, w sołtysiej rodzinie urodził się pierwowzór legendarnego zbójnika. Stalowy pomnik lśni dziś w słońcu nad Terchową, a na rozległym placu u jego stóp odbywają się zimą emocjonujące wyścigi góralskich sanek (ze względów komercyjnych powtarzane w sezonie trzykrotnie) – „Preteky gazdovských koní v Terchovej”. Ciekawostką jest to, że góralską muzykę z Terchowej wpisano na listę UNESCO w 2013 r. Nazywa się ją tutaj nebeská muzika, czyli muzyka z nieba. We wszystkich niemal rodzinach podtrzymywana jest tradycja gry na tradycyjnych instrumentach. Aż 2 z nich wpisano także na listę UNESCO. Zimą, w hotelu Diery, w stylowej restauracji Koliba, organizowane są koncerty niebiańskiej muzyki i serwowane są tradycyjne potrawy. W terenie narciarskim są dwie enklawy. Jedna w głębi doliny Vratnej obsługiwana przez gondolową kolejkę. Są tam długie, strome i trudne trasy. Miłośników jazdy off-pist i skitouringu sprowadzają z góry oznaczone tyczkami przepiękne szlaki bocznymi grzbietami. Po drodze można zdobyć najwyższy szczyt pasma, Veľký Fatranský Kriváň (1709 m). W drugiej enklawie z dolną stacją krzesełek w Starym dworze, są łatwiejsze czerwone i niebieskie trasy. A w położonym przy nich schronisku (Chata na Grúni; www.pl.chatanagruni.sk), serwują przepyszne, podobne do donutów, šišky (rodzaj donutów).

Czechy

Jeśli po naszej stronie Sudetów brakuje śniegu, mamy szansę znaleźć go po czeskiej stronie Karkonoszy i Gór Izerskich, w należących do Karpat Jesionikach, albo w nieco egzotycznych dla nas, ciągnących się ku granicy z Niemcami Rudawach. Z tej specyficznej, uwarunkowanej ukształtowaniem terenu cechy klimatu, korzystali do niedawna mieszkańcy południowo zachodniej i zachodniej Polski. Odkąd wygodne drogi połączyły Warszawę z Wrocławiem, coraz tam więcej turystów z centralnej części kraju. Podobnie jak na Słowacji, czeskie ośrodki przewyższają nasze poziomem organizacji, kusząc konkurencyjnymi cenami noclegów i wyżywienia. Wielkością porównywalne ze słowackimi, są dla tamtych ciekawą alternatywą.

08. Pec pod Sněžkou – Černá Hora / www.skiresort.cz
Odkąd te dwa ośrodki się połączyły, wyrosły na największy teren narciarski w Czechach. Tym bardziej, że posiadacze tamtejszego karnetu mogą też korzystać z wyciągów trzech mniejszych stacji: Velká Úpa, Svoboda nad Úpou i Černý Důl. Zintegrowane stacje oferują łącznie 41 km tras, z czego na dwie kluczowe przypada – odpowiednio – 12,5 i 17,5 km. Dzieli je fragment grzbietu, którym trzeba było dawniej nieść narty albo w nich człapać. Wykorzystując rolby – ratraki z zamontowanymi wieloosobowymi kabinami Czesi skomunikowali tereny narciarskie obu stacji w pomysłowy i zabawny sposób. Ze stoków Černe hory opada najdłuższa w Czechach trasa zjazdowa, a poza przyjemną huśtawką narciarską, w Pecu jest jeszcze niezależna gondolowa kolejka. Zastąpiła po niedawnym remoncie skrzypiące już mocno, 50-letnie krzesła wywożące turystów na szczyt Śnieżki (ze względu na parkowe przepisy o ochronie przyrody, nart i snowboardów nie można nią wywozić). Na szczyt warto się wybrać, bo piękniejszych widoków niż zimowe nie ma. Powietrze jest czyste i widać dobrze nie tylko Karkonosze, ale również inne, odległe nawet sudeckie pasma. W rejonie Pecu, na grzbietach jest mnóstwo starych schronisk przerobionych dziś na hotele i pensjonaty. Boudy, tak się je nazywa, prowadzą regionalne restauracje, serwując tradycyjne potrawy i przepyszny, grzany miód (horká medovina).

Bałkany

Coraz śmielej pojawiają się na naszym rynku oferty narciarskich wyjazdów do krajów bałkańskich. Do Bośni i Hercegowiny, na stoki malowniczego i skalistego Durmitoru w Czarnogórze, a przede wszystkim do Bułgarii. Szczególnie tam zimowa oferta jest zróżnicowana i bogata. Ośrodki w Rile, Pirynie i Rodopach, a nawet na peryferiach Sofii (Witosza), mają długą tradycję, sięgającą czasów komunistycznych. Podobnie zresztą jak czarnomorska riwiera, przeszły w ostatnich latach metamorfozę.

09. Bansko / www.banskoski.com
Miejscowość w Pirynie, ciągnie się wzdłuż doliny potoku spływającego ze wschodnich skłonów piramidalnego Wichrenu  (2914 m), najwyższego szczytu tych gór. Pomiędzy starymi, stylowymi domami z drewna i kamienia, w sąsiedztwie zabytkowych cerkwi, wyrosły w ciągu ostatniego ćwierćwiecza liczne pensjonaty i hotele. I chociaż miejscowi są przekonani, że za tym boomem kryją się pochodzące z czarnego rynku fortuny, to jednak szybko dodają, że „pieniądz nie śmierdzi”. Po południowej stronie Banska, na północnych stokach Todorki (2746 m) znajduje się najciekawszy teren narciarski Bułgarii. Dominują w nim wprawdzie trasy czerwone i czarne, ale przepiękna widokowo i najdłuższa w całej Bułgarii, 16-kilometrowa nartostrada jest niebieska, i niemal każdy nią zjedzie, podziwiając widoki. W Bansku od dawna odbywały się prestiżowe międzynarodowe zawody narciarskie, ale zdekapitalizowana infrastruktura wymagała modernizacji. Pomogli Szwajcarzy, którzy przez dziesięć lat na przełomie XIX i XX w. pomagali władzom Parku Narodowego Pirin zrewaloryzować schroniska i szlaki turystyczne oraz unowocześnić metody ochrony przyrody we wpisanym na listę UNESCO obszarze. Narciarskie Bansko jest więc na wskroś nowoczesne. Z trzema mniejszymi enklawami wyciągów, oferuje dziś 65 km tras. Po nartach zaprasza do tradycyjnych barów, zwanych z turecka mechanami. Aromatyczne potrawy z mięs i serów, z dużą ilością warzyw i ziół, dowodzą najlepiej, że w ciągu 500 lat tureckiego panowania, rodzime tradycje i obce wpływy, mocno się ze sobą posplatały.

Polska

Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że zarówno sukces Białki, w której współpracujący ze sobą właściciele wyciągów zaczęli świetnie prosperować, jak i dynamika zmian na Słowacji czy w Czechach, nie motywują wystarczająco naszych właścicieli. Pojawienie się na polskim rynku słowackiego potentata, TMR a.s., zmieni zapewne ten stan rzeczy, bo przed reorganizacją i unowocześnieniem rodzimej infrastruktury uciec się nie da. Polskie tereny narciarskie, choć niewielkie, mogą z powodzeniem konkurować przynajmniej z podobnej skali stacjami krajów ościennych. Krajobrazem i lokalną kuchnią od razu, nad resztą trzeba popracować. Dobry wzór już się pojawił. W grudniu otwarcie pierwszego polskiego terenu, zagospodarowanego przez TMR – Beskid Sport Arena w Szczyrku Biłej.

10. Czorsztyn Ski Kluszkowce / www.czorsztyn-ski.com.pl
Wybrałem tę stację, ponieważ cierpi na powszechne, acz akurat niezawinione przez właścicieli słabości rodzimych ośrodków. Natomiast dzięki położeniu, jak i dobrze przemyślanej organizacji, świetnie prezentuje walory. Słabością jest z pewnością niespełna 4,5 km tras (8 tras, najdłuższa ma 1200 m długości), co pociąga za sobą nieunikniony tłok, zwłaszcza w weekendy. Oraz niewielka wysokość, z racji której sezon zimowy nie może być długi. Optymalnie jednak rozmieszczone na zachodnich stokach i w szczytowych partiach Wdżaru (767 m) wyciągi, obsługują ciekawą narciarską huśtawkę. Masyw pochodzenia wulkanicznego należy geograficznie do Gorców, ale odsunięty nieco w bok od głównego  pasma, piętrzy się samotnie nad Przełęczą Snozka. Stoi tam słynna instalacja Hasiora, nazywana organami – czy grają gdy zawieje halny, czy nie, zdania są wciąż podzielone). Z wierzchołka i stoków Wdżaru roztaczają się wspaniałe widoki na Tatry, Pieniny, Gorce i Podtatrze z taflą Jeziora Czorsztyńskiego. Przyjemnie jest więc posiedzieć w gospodzie na szczycie, albo w drugiej, usytuowanej na siodełku, gdzie zbiegają się trasy niebieskie, używane najczęściej przez szkółki narciarskie. Walorem stacji jest jej powiązanie z hotelem Pod Wulkanem w Kluszkowcach (www.podwulkanem.pl).

Dolomity Brenty widziane od strony madonna di Campiglio, w Val di Sole (Trentino), fot. Paweł Wroński
Dolomity Brenty widziane od strony madonna di Campiglio (Trentino, Val di Sole), fot. Paweł Wroński

Materiał publikowany w magazynie „My Company Polska” pt.: „Nieco inne narty” (www.mycompanypolska.pl), w październiku 2016 (—> PDF).

Reklamy

Bulgaria / Pirin – wokół Góry Wiatrów

Położony w południowo zachodniej części Bułgarii Pirin przypomina na pierwszy rzut oka Tatry. Pnie się wprawdzie nieco wyżej, ale jego ozdobą są wypełnione stawami polodowcowe kotły. Stoki pokrywa granitowy rumosz, a główna grań ciągnie się zaledwie 80 kilometrów.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Granitowe bloki pokrywa układający się w zielono szare plamy kontynentów porost zwany wzorcem geograficznym, a wędrując tutejszymi szlakami od wiosny do jesieni, napotkamy niejedną roślinę doskonale znaną z tatrzańskich ścieżek. Nieraz też dostrzeżemy uwijające się na trawiasto kamiennych stokach kozice, a jeśli dopisze szczęście ujrzymy unoszącego się majestatycznie orła. Inaczej jednak niż Tatry, Pirin nie sterczy nad okolicą samotnie. Łączy się bowiem z najwyższym, nieco rozleglejszym pasmem Bałkanów, Riłą. Odmiennie też niż w Tatrach, nie ma w Pirinie zbyt wielu trudno dostępnych skalnych ścian. Turystycznie można wejść na każdy wierzchołek, a wszystkimi niemal żlebami można bezpiecznie schodzić w dół. Owszem, imponującymi, niemal pionowymi urwiskami opadają do kotła Kazana ściany najwyższego w Pirinie Wichrenu (do 1942 roku Góra Wiatrów nosiła turecką nazwę El-tepe; 2914 m). Na dnie kotła zalega spłachetek wiecznie zmrożonego śniegu (o wymiarach 40 m x 90 m), prowokujący podobne do tatrzańskich (w związku ze śnieżnym poletkiem w Dolinie Dzikiej), dyskusje – czy można go uznać za lodowiec czy nie…

Na żebrach zwanych Dżamdżijewi Skali występują obficie szarotki. Obecność tej sztandarowej dla masywu rośliny świadczy dobitnie o wapiennym podłożu. Rzeczywiście, Wichren, sąsiadujące z nim Konczeto oraz oddalona nieco, ale równie strzelista Sinanica, zbudowane są z wypolerowanych przez wodę i wiatr przeobrażonych wapieni, czyli… z marmurów. Ściany Wichrenu lśnią w letnim słońcu niczym lustra. Zimową porą całe góry pokrywa skrzący śnieg. Bo chociaż położony nieopodal granicy z Grecją Pirin ulega wpływom ciepłego i wilgotnego klimatu śródziemnomorskiego, zimy są krótkie ale mroźne i z obfitymi opadami.

Dobre warunki śniegowe są jedną z przyczyn dynamicznego rozwoju położonego na północnym obrzeżu gór Banska. Malownicza miejscowość ciągnie się wzdłuż potoku spływającego z rejonu Wichrenu. Była centrum turystycznym już w czasach komunistycznych. Ale w ostatnich latach nabiera poloru europejskiego kurortu. Mnożą się hotele i pensjonaty, a na stokach strzelistej Todorki (2746 m) wiją efektowne zjazdowe trasy. Odbywają się tu zresztą pucharowe zawody w konkurencjach alpejskich, a nowoczesna infrastruktura i rozmach ośrodka są w dużej mierze zasługą Szwajcarów. W minionej dekadzie w ramach działań inicjowanych przez Międzynarodową Unię Ochrony Przyrody i Jej Zasobów (IUCN), Szwajcarzy pomagali Bułgarom w renowacji walorów przyrodniczych i infrastruktury turystycznej we wpisanym na listę UNESCO Pirinie. Park Narodowy Pirin figuruje na niej od lat 80. XX wieku, ale po akcji szwajcarskiej, został znacznie poszerzony. Obiekty odnowiono bądź wzniesiono nowe, tak jak gondolową kolejkę na Todorkę (dociera do 2600 m). Równolegle odrestaurowano zabytkowe domy (kyszty), cerkwie i monastyry Banska.

Z pewną dozą przesady miasteczko można porównać z Zakopanem. Jest bazą turystyki pieszej, letniskiem i kurortem narciarskim. W przeszłości odegrało istotna rolę dla zachowania słowiańskiej kultury. Było rodzinnym miastem mnicha Pasija Chilendarskiego (nazwisko od monastyru Chilendar, w którym żył), autora „Słowiano-Bułgarskiej Historii”. Ważne dzieło historyczno-literackie było cenne tym bardziej, że zostało spisane w XVIII wieku, a więc za czasów tureckiego panowania. Paradoksalnie, Bansko było też miejscem urodzenia baby Paraszkewy – matki „wodza i nauczyciela bułgarskiego narodu”, Georgi Dymitrowa, przez co w czasach komunistycznych cieszyło się względami władz, a partyjni notable rezydowali w nim chętnie, korzystając z uroków natury.

W tutejszych mehanach, jak nazywa się z turecka gospody, serwują tradycyjne dania. Dużo w nich sera, mięsa i warzyw, zwłaszcza papryki. Są tłuste i zazwyczaj dość ostro przyprawione. Królują potrawy z grilla, ale prawdziwym rarytasem jest… zsiadłe mleko z ziemniakami (sic!). Do jedzenia podawane jest też znakomite wino, najczęściej „na liwanje”, czyli w karafkach. Wino, rodzimej produkcji, z położonego po drugiej stronie gór Mełnika.

Mełnik otaczają efektownie ukształtowane piaskowcowe piramidy, tworzące wokół miasteczka oryginalną krajobrazowo enklawę (Mełniszkite Piramidi). Na ich zachodnim skraju, około 4 kilometrów od miasteczka wznosi się Rożeński Monastyr, jeden z najcenniejszych zabytków Bułgarii. W Mełniku, do górskich stoków kleją są pobielone wapnem kyszty. Wprawdzie podobne do tych z Banska, ale znacznie gęściej skupione, przykryte czerwonymi dachówkami, sprawiają niezwykłe wrażenie. Ponad nimi sterczą tu i ówdzie cerkiewne kopuły i dzwonnicze wieże. W najmniejszym bułgarskim mieście mieszka około 500 osób. Zachowany od wieków układ urbanistyczny jest chroniony. Na stokach wokół miasteczka widać rzędy winorośli. Najczęściej uprawiana jest Mełniszka Loza – lokalna odmiana czerwonych winogron, dająca intensywnie ciemne, pełne wina o bogatym bukiecie. Pośród trunków sprzedawanych w piwnicach, na straganach i w sklepikach przy głównej ulicy (w zasadzie jest tylko jedna), zwraca uwagę „Churchill”. Tak sobie przedsiębiorczy mełniczanie wymyślili. Przecież nawet za socjalizmu przyjeżdżali tutaj goście ze świata, a wino z taką nazwą dobrze się sprzedaje…

Bułgaria narciarska
W Bułgarii jest kilka ciekawych ośrodków narciarskich. Tradycyjny, rekomendowany ze względu na zaciszne położenie (trasy zbiegają głównie przez las) ośrodek Pamporovo w Rodopach, Borovec w Rile z trasami na stokach najwyższego szczytu Bałkanów – Musały (2925 m), Vitosha – de facto park narciarski Sofii, położony na peryferiach bułgarskiej stolicy i wspomniane Bansko. Bansko jest najnowszą a zarazem najnowocześniejszą stacją narciarską Bułgarii. Trasy mają głownie sportowy charakter, choć przeważają czerwone i – z myślą o mniej zaawansowanych – jest kilka niebieskich. Uroku dodaje spektakularne otoczenie, w którym dominuje masyw Wichrenu.

Macedończycy w Bułgarii
Pirin znalazł się w granicach Bułgarii po 1913 roku. Podnóża gór zamieszkują Macedończycy. Oficjalnie, mniejszość ta liczy w Bułgarii 250 tys. osób. Macedończycy mają jednak bardzo silne poczucie odrębności. W Bułgarii sprzed zmiany ustrojowej lat 90. tolerowano ich obecność jedynie w okręgu Błagojewgrad (niespełna 9 tysięcy mieszkańców). Dżengał (2730 m) z podobną do tatrzańskiego Ganku galerią jest uważany przez Macedończyków za narodową górę. Kiedy jeszcze w latach 80. spotykani pasterzy w Pirinie, wyrażali zawsze głębokie przekonanie, iż występujący w pieśniach Dżengał nosi starą… macedońską nazwę. A na wielkich głazach na kopczykowanych szlakach pojawiały się buntownicze napisy „Boretese za Makedonia!”. Od 1989 roku kulturalne interesy mniejszości macedońskiej reprezentuje partia OMO Ilinden Pirin uznana w 2000 roku za organizację pozakonstytucyjną. Przedstawiciele głównych sił politycznych Bułgarii twierdzą, że nie ma „kwestii macedońskiej”, bo Macedończycy byli od wieków… Bułgarami. Przy wjeździe do Mełnika, wita gości nadnaturalnej wielkości pomnik Jane Sandanskiego, bohatera walk o samodzielną Macedonię, zamordowanego z rozkazu cara Ferdynanda w 1915 roku.

INFO
Park Narodowy Pirin: www.visitpirin.net
Bansko: www.banskoski.com
Mełnik: www.visit.bg
Rożenski Monastyr: www.rozen.pmg-blg.com

Bułgaria / Morze Czarne – blaski i cienie riwiery

Bułgarskie wybrzeże ma ponad 200 km długości. Piaszczyste i kamieniste plaże. Zachwycające klify. A woda? Czysta, ciepła, kusząca intensywną barwą.

Wybrzeże dzieli się na wyraźne trzy części. Południowa zaczyna się przy granicy z Turcją i ciągnie aż po przedmieścia Burgas. Centralna rozciąga się między portami w Burgas i Warnie. Północna – kończy na granicy z Rumunią.

Perełka wśród klifów
Południe jest zachwycające! Owszem, w wielu miejscach postsocjalistyczne rany są głębokie i minie jeszcze trochę czasu zanim się zabliźnią. Ale właśnie tu można znaleźć najpiękniejsze zakątki bułgarskiej riwiery. Przede wszystkim imponujące, wysokie klify. U ich podnóża kryją się niewielkie, przeważnie kamieniste plaże. Morze nie daje im chwili wytchnienia. Fale rozbijają się z hukiem o błyszczące w słońcu kamienie. Absolutnym hitem jest nie zagospodarowana piaszczysta plaża w Sinemorcu. Przecina ją ujście rzeki Weleka. Z ograniczającego klifu widać doskonale jak zielono granatowe fale głaszczą biały piasek. Po słodkowodnej stronie plaży brodzą ptaki. Krawędzią klifu wije się ścieżka. Każdy kto lubi szum wody i przesycone jodem powietrze uzna ten rejon za prawdziwy raj. Nic zatem dziwnego, że od paru lat panuje moda na Sinemorec. Nie gdzie indziej, ale właśnie tutaj, wznoszą wille prominentni politycy i biznesmeni. Na cud zakrawa więc fakt, że turystyczny Sinemorec pozostał zagłębiem niezbyt drogich, a przy tym całkiem przyzwoitych kwater. Ponadto klify między Sinemorcem a Rezowem stanowią rezerwat przyrody „Silnice” i jest nadzieja, że rozwijający się kurort długo jeszcze nie zdominuje dziewiczej przyrody.

Tunezja w czystej postaci
Urwiste brzegi są także na północ od Sinemorca, ale obniżając się łagodnieją i znika ich groźne piękno. Im zaś bliżej Burgas, tym ludniej. Hoteli i kempingów jest coraz więcej. Standard mają zróżnicowany, ale przeważają niedrogie obiekty, pamiętające socjalistyczne czasy. Te które cieszą się popularnością, szybko modernizują się i rozbudowują. Zjawiskowo wyrasta pośród nich „Djuni” – luksusowy i doskonale wyposażony kompleks wypoczynkowy. Korty, konie, baseny, quady, wellness… Jest praktycznie wszystko o czym można zamarzyć na urlopie. Nic więc prostszego jak zaszyć się za ogrodzeniem strzeżonego obiektu i nie wychylać nosa do końca pobytu. I tak właśnie postępuje większość gości. Flagowym obiektem kompleksu jest 5-gwiazdkowy hotel „Palace” o piaskowych ścianach z pompatycznym kolumnowym portykiem. Wystawiono go tuż nad morzem. Romantycznie – wśród wydm.

Nastrojem wyróżnia się Sozopol. Miasteczko jak z bajki, ze starówką na wysuniętym w morze półwyspie. Kręte, wąskie uliczki zapraszają do spaceru. W dzień zacienione, wieczorem kuszą zapachami dobiegającymi z restauracji i tradycyjnych gospód (mechan). Wyboru lokalu o wdzięcznej nazwie „Kirik” (Konik morski), nie żałuję. Domowa kuchnia, głównie owoce morza, ryby. Mury chronią to miejsce przed gwarem plażowej części miasteczka. Tam jest plastikowo i rozrywkowo, dyskoteki trwają do bladego świtu.

Gwiazdy pierwszej wielkości
Między Burgas a Pomoriem jest mocno industrialnie. Zewsząd widać burgaski port oraz oczekujące na redzie statki. Mimo to i tutaj nie brak plażowiczów, którzy koce i materace potrafią rozkładać nawet na falochronach i wybiegających w morze betonowych ostrogach. Nie byłoby powodu do zatrzymania na dłużej, gdyby nie to, że właśnie w pobliżu Burgas znajdują się zabytkowy Nesebyr i czarnomorskie Las Vegas, bodaj najdroższy obecnie nadmorski kurort Bułgarii – Słoneczny Brzeg.

Nesebyr leży na wyspie połączonej z lądem groblą. Jego głównym atutem jest stara zabudowa i tchnący z zaułków klimat trzech tysiącleci. Podobnie jak w Sozopolu, przy uliczkach gęsto tłoczą się domy ze wspartymi na belkach, wysuniętymi do przodu piętrami. Zabudowy dopełniają wzniesione z kamienia świątynie. Ślady świetności noszą cerkwie św. Jana Chrzciciela, Zbawiciela i św. Stefana. Imponują ruiny cerkwi św. Jana Aliturgetosa, w których latem odbywają się koncerty. Bogato dekorowaną fasadą zachwyca cerkiew św. Paraskewy (urządzono w niej restaurację). Miasteczko otaczają ciasnym pierścieniem mury.

Słoneczny Brzeg jest natomiast szczytowym osiągnięciem przemysłu wypoczynkowego. Już w czasach socjalistycznych był topowym kurortem. Ale dziś zamienił się w enklawę luksusu i centrum rozrywki, pławiące się w kiczowatym sosie. To się nawet może podobać, choć trzeba mieć niezłą kondycje żeby tu wypocząć.

Od zawrotnego tempa odpoczywa się w drodze do Warny. Mijanych po drodze, całkiem niebrzydkich plaż, nie odkryli chyba jeszcze inwestorzy. Chociaż wydaje się, że to tylko kwestia czasu. Całe bowiem odcinki bułgarskiego wybrzeża są od kilku lat rozległymi placami budowy. Hotele rosną na nich jak grzyby po deszczu, bo jest koniunktura. Póki co jednak, wczasowiczów spotyka się w tym rejonie niezbyt wielu, głównie rodziny z dziećmi. Gościom nie dokucza głośna muzyka, ani gwar zatłoczonych targowisk.

Do Warny…
W słynnym portowym mieście wznosi się monumentalna cerkiew. Polaków ciągnie do mauzoleum Władysława Warneńczyka. Świątynię Wniebowzięcia Matki Boskiej wybudowano w latach 1880-1886 jako dziękczynne votum narodu bułgarskiego za wyzwolenie spod tureckiej okupacji. Wielkością ustępuje jedynie sofijskiemu Aleksandrowi Newskiemu. Szczególnie imponująco prezentuje się w słońcu i wieczorami, gdy światło reflektorów wydobywa blask jej pozłacanych kopuł. Co do mauzoleum, to trochę żenujące, jest to, że w Bułgarii stosowane są zróżnicowane ceny dla autochtonów i gości zza granicy. W efekcie, chociaż nasz król położył tu głowę, musimy płacić więcej niż miejscowi.

Przewodniki rozwodzą się nad pięknie warneńskich plaż. Rzeczywiście, są rozległe, a wraz z Parkiem Nadmorskim (założonym po wyzwoleniu Bułgarii spod panowania tureckiego w 1878 roku) tworzą gigantyczną strefę wypoczynku i rekreacji. Zwiedzając Warnę warto tu zajrzeć. Spędzać urlopu – raczej bym nie chciał. Wadą jest sąsiedztwo największego na wybrzeżu portu handlowego. Atrakcją – powroty rybaków z porannych połowów. Między parkiem, a plażą ciągną się stragany, sklepy, restauracje. Panuje atmosfera wiecznego festynu.

…i dalej
Opuściwszy Warnę wkraczamy w trzecią część wybrzeża. Znajdują się tu słynne kurorty – najstarszy na wybrzeżu Sweti Konstantyn i Elena, Złote Piaski oraz Albena. Chociaż na zapełnionej parasolami plaży pierwszego z nich jest zawsze mnóstwo ludzi, przyjemne wrażenia podkreśla zieleń, schodząca aż po piaszczyste wybrzeże. Miejscowość zawdzięcza nazwę monastyrowi Konstantyna i Heleny, z którego dziś zachowała się jedynie cerkiew. Na początku XX wieku w klasztorze zatrzymywali się pierwsi letnicy. Hoteli jeszcze nie było. Co ciekawe, wśród pionierów było sporo Polaków. Upodobali sobie tak dalece to miejsce, że gdy w 1928 roku nawiedziło Bułgarię trzęsienie ziemi, Polska udzieliła ofiarom znaczącej pomocy humanitarnej. Symbolicznym wyrazem wdzięczności stał się kawałek gruntu podarowany Polsce przez ówczesne władze bułgarskie. Stoi na nim wypoczynkowy „Dom Polski”. Obszar zwany St. Elias Resort znalazł się w prywatnych rękach – wykupił go pewien milioner, i przystąpił z rozmachem do budowy hoteli.

W pobliskich Złotych Piaskach, życie nabiera znowu zawrotnego tempa. Tłum na plaży, stanowiska masażu, przejażdżki na bananie, wyścigi skuterów wodnych. A wieczorami imprezy – od koncertów po pokazy chodzenia po rozżarzonych węglach…

Hotele niczym wąż, ciągną się od Złotych Piasków po Rivierę. Stamtąd wyjeżdża się wagonikiem linowej kolejki na nadbrzeżne wzgórza. Rozpościera się z nich rozległa panorama. Ogólnie rzecz biorąc miejsce warte jest odwiedzenia, ale wypoczną tu jedynie amatorzy gwaru, blichtru, i tylko wówczas gdy dysponują wypchanym portfelem.

Białe hotele Albeny o piramidalnych kształtach były od chwili powstania kurortu w końcu lat 60. XX wieku wizytówką bułgarskiego wybrzeża. Kontrastujące ze zmieniającą odcienie granatu i zieleni morską wodą eksponowano w folderach. Chwalono tarasową konstrukcję, która sprzyja czerpaniu radości ze słońca. Charakterystycznym budynkiem jest 4*, 17-piętrowy hotel „Dobrudża”. W Albenie odbywają się liczne koncerty i festiwale. Tyle, że plaże są bardziej rozległe niż w Złotych Piaskach, więc nie odczuwa się tłoku.

Atmosfera zmienia się diametralnie za Bałczikiem, w strefie czesanych wiatrem od morza cypli, barwnych klifów i zagubionych wśród nich plaż. Tyle, że w odróżnieniu od południowej części wybrzeża, dzikie, przeważnie piaszczyste plaże ciągną się tutaj kilometrami. Przy jednej z nich uplasowała się „Rusałka”. Kompleks wypoczynkowy, zamknięty  i strzeżony podobnie jak „Djuni”, bardziej jednak kameralny i mniej kiczowaty.

Potem zaś, aż po rumuńską granicę, jest już niemal zupełnie dziko, pusto i nastrojowo. Infrastruktury turystycznej jak na lekarstwo, a jeśli jakąś się spotyka, to najczęściej zdewastowaną. W pewnym sensie – znowu coś dla fanów natury. O ile oczywiście zaakceptują podupadłe postkomunistyczne hotele, ciesząc walorami cenowymi takich miejsc i zachwycimy święcącymi pustkami plażami. Najbardziej zaskakujący wydawał mi się zrazu fakt, że jak wybrzeże długie, spotykałem szczęśliwych rodaków. Zachwycali się klimatem. Chwalili – jeśli nie ceny, to krajobraz i bezwzględnie – kuchnię. Rozmowy z nimi potwierdziły słuszność banalnego stwierdzenia, że na mocno zróżnicowanym bułgarskim wybrzeżu każdy znajdzie coś dla siebie. Po powrocie odznaczyłem na mapie kolejny spolonizowany obszar wypoczynkowy.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.