Ana Rucner – Dubrownik i linđo

Linđo (Lindjo) jest dynamicznym tańcem i muzyczną wizytówką Dubrownika. Tradycyjnie tańczono je przy dźwiękach lijerici – instrumentu z trzema strunami.

Lijerica pochodzi ze wschodniej części basenu Morza Śródziemnego. Była popularna w Grecji w XVIII wieku, rozprzestrzeniła się na całym wschodnim wybrzeżu Adriatyku w stuleciu następnym.

Film pochodzi z youtube’owskiego kanału chorwackiej wiolonczelistki, Any Rucner.

Grając na wiolonczeli, Ana Rucner łączy klasyczne brzmienie ze współczesną, rockową aranżacją. Nie unika przy tym muzycznych motywów ludowych wywodzących się z kultury rodzinnego kraju, czego najlepszym dowodem jest wykonanie linđo w scenerii najsłynniejszego miasta Dalmacji.


Ana Rucner: www.anarucner.com
Facebook – https://facebook.com/ana.rucner
Instagram – https://instagram.com/anarucner
Twitter – https://twitter.com/AnaRucner
YouTube – https://goo.gl/PUXdor


If You like this site, your support will be welcome!

$5.00


 

Reklamy

Izabela odkrywa Rogowskiego

Paradoksalna biografia i zapomniane, nieznane szerszej publiczności kompozycje – tak krótko można skwitować życie i twórczość Ludomira Michała Rogowskiego (1881-1954). Z tego zapewne powodu, ani jego biografia, ani oryginalna twórczość nie są znane szerszej publiczności.

Początkowo uznawano go za jednego z najbardziej obiecujących kompozytorów polskich I połowy XX wieku, stawiając w rzędzie z Karolem Szymanowskim. Ale jego pasją była również teoria muzyki i publicystyka. Zafascynowany wpływem charakteru narodu na jego sztukę muzyczną, gorąco propagował rozwój muzyki polskiej. Proponował nawet (pod wpływem zetknięcia się z kulturą południowych Słowian), stworzenie skali słowiańskiej,  którą jednak inni teoretycy i krytycy muzyczni zdecydowanie odrzucili. Intensywnie zabiegał też o tworzenie instytucji odpowiedzialnych za propagowanie polskiej muzyki, np. filharmonii w Wilnie.

Wśród hołdujących w dwudziestoleciu międzywojennym kosmopolityzmowi przedstawicieli elit politycznych i kulturalnych zyskał sobie niechęć i opinię „narodowca”, a jego koncepcje nie znalazły uznania. Czując się coraz bardziej wyobcowanym, opuścił kraj w 1926 roku i osiadł – jak się okazało – na zawsze w Chorwacji, w Dubrowniku.

Klimat południowej Europy podziałał na Rogowskiego inspirująco. Nad Adriatykiem powstały jego liczne dzieła, w tym najważniejsze, m.in.: II Symfonia „Radosna” (w Polsce tak zatytułowany utwór spotkał się wcześniej z bardzo chłodnym przyjęciem), Pieśni do słów S. Długosza, Hymn św. Błażeja poświęcony patronowi miasta, Dubrownika, „Zjawy”, czy „Wizje pogańskie”. Nie bez znaczenia był także fakt, że w Dubrowniku doceniono zarówno jego muzyczny talent, jak profesjonalizm. „Chodził do miasta w czarnej lub ciemnozielonej pelerynie z teczką. Odwiedzał Radio Dubrownickie, gdzie był doradcą muzycznym, ale też przepisywał nuty, za co otrzymywał honorarium” – opowiadała w 2014 roku na antenie II Programu PR w audycji Muzyczne pejzaże Dubrownika w twórczości polskiego kompozytora (www.polskieradio.pl), Urszula Dzierżawska-Bukowska. Po 1939 roku władze miejskie Dubrownika ofiarowały mu pokój w dawnym klasztorze św. Jakuba oraz przyznały rentę. Nadal komponował, pisał opowiadania fantastyczno-okultystyczne, wspomnienia i pamiętnik zatytułowany „Mój klasztor”. „Był człowiekiem skromnym, dobrze czuł się w swoim środowisku i zaprzyjaźniał się z dubrownickimi muzykami. Zmarł 13 marca 1954 roku. O jego pogrzebie mówiono, że to ‚ostatni wielki pogrzeb w mieście’” – kontynuowała opowieść Urszula Dzierżawska-Bukowska, autorka książki zatytułowanej „Rogowski o Dubrowniku, Dubrowniczanie o Rogowskim”.

Chorwacja w rejonie Dubrownika, panorama ze wzgórza Srd, fot. Paweł Wroński

Czyż to nie paradoks, że artysta uznany za „narodowca” odnalazł się dopiero na obczyźnie, i do tego czuł tam lepiej niż w kraju rodzinnym?! „Choć urodziłem się w Polsce, czuję się dobrze jedynie na Południu. Nigdzie jednak, w najpiękniejszych miejscowościach Europy nie byłem w stanie pozostawać dłużej nad trzy lata – byłem obcym i pośród obcych, musiałem wędrować dalej i znów gdzie indziej. W Dubrowniku jestem wśród Swoich” – pisał kompozytor.

Z bogatej skarbnicy kompozycji Ludomira Michała Rogowskiego zaczerpnęła mezzosopranistka, Izabela Kopeć, nagrywając album zatytułowany „Pieśni i Fantasmagories”. Przedstawia na nim 18 skomponowanych przez Rogowskiego pieśni powstałych w Chorwacji, Francji i Polsce, na mezzosopran, fortepian i skrzypce oraz 5 utworów nazwanych Fantasmagories z towarzyszeniem Orkiestry Teatru Wielkiego Opery Narodowej pod batutą Łukasza Borowicza.

Promocja albumu „Pieśni i Fantasmagories” w Studio U/22 w Al. Ujazdowskich w Warszawie. Izabela Kopeć opowiada o swojej fascynacji postacią i twórczością  Ludomira Michała Rogowskiego, fot. Paweł Wroński

Zainspirował mnie ten nieznany artysta z Lublina. Jego mistycyzm, wrażliwość na piękno i bezkompromisowość wskazywały na twórcę niezmiernie intrygującego. Zaczęłam poszukiwania. Nie było to łatwe, bo jego muzyka wokalno-instrumentalna nie została nigdy wcześniej nagrana . Dopiero teraz, po raz pierwszy, po 63 latach od śmierci kompozytora została opublikowana” – mówi śpiewaczka po czterech latach pracy nad poświęconym Rogowskiemu projektem.

Promocja płyty i premiera clipu: Ludomir Michał Rogowski „Berceuse” z Fantasmagories -Izabela Kopeć, miały miejsce 15 września 2017 w Studio U/22 w Al. Ujazdowskich w Warszawie.

Izabela Kopeć z reżyserką clipu promującego album, fot. Paweł Wroński

  • Krótka biografia kompozytora: www.culture.pl
  • Więcej o jego życiu i twórczości w referacie Katarzyny Bartos pt.: „Postępowiec czy konserwatysta? Ludomir Michał Rogowski”, zamieszczonym w portalu www.meakultura.pl 

„Pieśni i Fantasmagories” – album, fot. Paweł Wroński

Album „Pieśni i Fantasmagories” ukazuje się przy wsparciu Miasta Lublina w jubileuszu jego 700-lecia, przypadającym w 2017 roku.
Projekt zrealizowano w ramach stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.
Patronat honorowy: Ambasada Republiki Chorwacji w Polsce
Partnerzy: STOART. Związek Artystów Wykonawców, Polskie Wydawnictwo Muzyczne, Polkomtel Sp. z o.o. operator sieci Plus, Biuro Tłumaczeń Diuna
Patronat medialny: Polska The Times
Producentem płyty jest firma Artmus-IK Izabela Kopeć


If You like this site, your support will be welcome!

$5.00


Chorwacja „w sezonie” i „po sezonie”

Promienie słońca na plażach i powiewy wiatru nad Adriatykiem, łańcuch malowniczych wysp i wysepek, trufle, winorośl, pamiątki starożytności, targowiska z owocami morza, mocne rakije i aromatyczne travarice – Chorwacja nie ma jednego oblicza. Tu radość życia czerpie się z różnorodności!

Kopački rit, gniazdo kormoranów, fot. Paweł Wroński

Chorwacja to nieduży kraj o niezwykle zróżnicowanych krajobrazach i mozaikowej kulturze. O ile wyspy i wybrzeże Adriatyku: Dalmacja i Istria, od dawna cieszą się ogromną popularnością, kontynentalna część kraju wciąż czeka, by turyści ją w pełni docenili.

Pasta z owocami morza z przydrożnej restauracji „Tri Murvy” na Istrii, fot. Paweł Woński

Materiał promocyjny Chorwacji przygotowałem we współpracy z My Company Polska na lato 2017. Broszura zawiera sugestię zwiedzania również Chorwacji kontynentalnej oraz całego kraju – również „po sezonie” (broszura do ściągnięcia w formacie PDF: Chorwacja na lato 2017).

Motyw z zapaski z rejonu Kutjeva (Sławonia), fot. Paweł Wroński

Fragmenty tekstu z broszury

 

Cenne obiekty przyrodnicze i pamiątki minionych wieków znajdziemy we wszystkich zakątkach kraju.

 

Z dwunastu opisanych przykładów cytuję numer 10.
KOPAČKI RIT
Podmokłe tereny u ujścia Drawy do Dunaju zostały włączone przez UNESCO do Rezerwatu Biosfery Mura-Drawa-Dunaj. Kształtowany nieustannie przez wylewy rzek obszar stanowi ostoję fauny, zwłaszcza ptactwa, w tym kormoranów i tak rzadkich gatunków jak na przykład bielik.

 

Szata roślinna zmienia się wraz z porami roku, zaskakując pięknem zarówno w nadmorskiej, jak w kontynentalnej części kraju.

 

CHORWACJA ZIMĄ
Z ofertą typowo narciarskich krajów Chorwacja mierzyć się nie może – zimy nie są tu zbyt długie ani śnieżne. Jednak jest kilka miejsc, które można odwiedzić przy okazji niestereotypowego wypadu, z ośrodkiem Sljeme w masywie Medvednicy nieopodal Zagrzebia na czele. Trasy zjazdowe mają tam 4 km długości i są dośnieżane (www.sljeme.hr).
Góry Welebit i Paklenica spodobają się z kolei amatorom narciarskich wędrówek. Leśne ostępy, głównie na wschodnich stokach Welebitu, przypominają nieco nasz Beskid Żywiecki, ale budowa geologiczna samych gór jest daleko bardziej urozmaicona. Znajdziemy tu raptem kilka schronisk, ale w konobach u ich podnóża można rozkoszować się smakiem ziołowych travaric i owocowymi rakijami domowej roboty.

 

Parki narodowe – jest ich osiem. Chroni się w nich najcenniejszą faunę i florę, krajobrazy wybranych wysp, pasma górskie i jeziora.

 

PN KORNATÓW (KORNATI)
Park chroni 89 najciekawszych wysp archipelagu znajdującego się nieopodal wybrzeża, między Zadarem a Szybenikiem w Dalmacji. Ozdobą wielu z nich są klify, które na wyspach Klobučar, Mana i Rašip Veli sięgają 60–80 m wysokości. A że wyspy są skupione, pod wodą utworzył się skalny labirynt kuszący nurków.

 

Złotym okresem w dziejach nadmorskiej Chorwacji są czasy, gdy w regionie rej wiodła Republika Wenecka, a miasta na Istrii i w Dalmacji podlegały jej bądź z nią konkurowały.

 

Chorwackich „miejsc, które trzeba zobaczyć” jest wiele. Z pewnością warto dla wspaniałych widoków odbyć niemal 2-kilometrowy spacer murami Dubrownika. W Zadarze, mieście szczycącym się 3 tysiącami lat historii, niezapomniane wrażenia pozostawi z kolei udział w letniej „Nocy księżyca w pełni” – wypełnionym muzyką i tańcem dorocznym festynie. Nie można ominąć starówki Trogiru, miasta nazywanego Małą Wenecją, wpisanego na listę UNESCO, ani Szybenika położonego u ujścia rzeki Krka do morza. Warto też pamiętać o potężnym koloseum w Puli, na którego arenie odbywają się różnorodne spektakle, o bazylice z VI w. w Poreču, z doskonale zachowanymi bizantyńskimi mozaikami, oraz promenadzie w Opatii, która wije się wzdłuż skalistego kvarnerskiego wybrzeża Istrii przez 12 kilometrów. Na poranny jogging jak znalazł.

 

Zważywszy na niewielkie terytorium Chorwacji, wprost fenomenalna jest tu różnorodność regionalnych potraw.

 

KULEN
Rarytas z kontynentalnej części kraju. Mielone, lekko sfermentowane mięso wieprzowe przyprawia się papryką i czosnkiem, ugniata ręcznie i wypełnia nim świńską kiszkę, ściska sznurkiem (plastry kulenu mają potem kształt trójlistnej koniczyny), długo wędzi, a na koniec suszy. Na kiszce pojawia się wtedy pleśń, która nadaje specyficzny aromat. To przysmak na wyjątkowe okazje. Tradycyjnie podaje się go 29 sierpnia.

Śniadaniowe przysmaki ze Sławonii, fot. Paweł Wroński

Chorwackie „naj” nad morzem i w interiorze

Chorwacja jest niewielkim krajem o niezwykle zróżnicowanych krajobrazach i mozaikowej kulturze.

O ile wyspy i wybrzeże Adriatyku – Dalmacja, Kwarner i Istria, cieszą się od dawna popularnością, kontynentalna część kraju wciąż czeka by turyści ją w pełni docenili.

Ambasador Chorwacji w Polsce, pani Andrea Bekić, fot. Paweł Wroński

Każdy wybór najciekawszych miejsc i obiektów będzie subiektywny. Poniżej moje typy.

Dubrownik
Najsłynniejsze miasto dalmatyńskiego wybrzeża. Skarb europejskiej urbanistyki i architektury z listy UNESCO. Jego zabytkową część, Stari grad z szachownicą ciasnych ulic zbiegających do głównej i najszerszej – Stradunu, otaczają mury wsparte na wystających z morza skałach. Mają 1940 m długości, pną się w górę na 25 m, ich grubość sięga od strony morza 3, a od lądu 6 m.

Ribarnica w Splicie
Słynne targowisko z owocami morza na tyłach Pałacu Dioklecjana. Działa w tym miejscu nieprzerwanie od 1843 roku. Na straganach jest wszystko w co obfitują wody Adriatyku, a Chorwaci podkreślają, że to „jedina ribarnica na svijetu bez muha”.

Archanioł z Poreča
Chlubą Bazyliki Eufrazjusza, wzniesionej w VI wieku na półwyspie Istria w Poreču są bezcenne wczesnobizantyńskie mozaiki. Archanioł Gabriel ze sceny Zwiastowania uchodzi przy tym za „najpiękniejszego anioła na świecie”.

Archanioł Gabriel z mozaiki w absydzie Bazyliki Eufrazjusza, fot. Paweł Wroński

Opatija
Nazwa słynnego kurortu z Istrii oddaje fakt, że rozkwitł w sąsiedztwie benedyktyńskiego opactwa. Apogeum popularności Opatii (dawniej nazywanej Abbazia), przypadło na schyłek epoki habsburskiej. Do znamienitych gości kurortu należeli m.in. Sienkiewicz i Piłsudski.

Pula
Miasto i port na Istrii, w którym wznosi się koloseum. Wokół tej niewiele mniejszej niż rzymska budowli, zawiązano w 2003 roku najdłuższy w historii krawat. Niezbędny eleganckiemu mężczyźnie dodatek, wywodzi się z ludowego stroju chorwackiego.

Koloseum w Puli na Istrii, fot. Paweł Wroński

Vrbnik
Malownicze miasteczko na wyspie Krk. Z miejscowego białego szczepu winorośli (vrbnička žlahtina) wyrabiane jest tam metodą szampańską musujące wino (pjenušac) Valomet. Dojrzewa przez 400 dni w morzu, na głębokości 360 m, w miejscu, w którym panuje stała temperatura 12 st. C.

Pag
Jedna z 1246 wysp rozlokowanych równolegle do chorwackiego wybrzeża. Słynie ze skąpej szaty roślinnej i wypasu owiec, z których mleka wyrabiany jest słynny przysmak – Paški sir. Cała produkcja jest ponoć każdego roku wykupywana… zanim jeszcze ser powstanie.

Brač
Górzysta wyspa słynie z najpiękniejszej w Chorwacji plaży. Piaszczystej rozciągającej się na długim i wąskim, wysuniętym w morze niczym jęzor cyplu. Plaża nosi nazwę Złoty Róg (Zlatni rat). Najbliższą miejscowością jest popularne dalmackie letnisko Bol.

Korčula
Wyspa z miasteczkiem o takiej samej nazwie, z powodu nadmorskiego usytuowania, średniowiecznej zabudowy i obronnych murów nazywanym „Małym Dubrownikiem”. Ponoć to tutaj, a nie w Wenecji, przyszedł na świat Marco Polo. Osobliwością są jedyne na wyspie źródła słodkiej wody w położonym w żyznej dolinie Blato.

Vrbnik na wyspie Krk, fot. Paweł Wroński

Plitwickie Jeziora
Jeden z ośmiu parków narodowych Chorwacji, jako jedyny odsunięty od morza. Ochroną objęty jest niezwykle malowniczy zespół 16 krasowych jezior i około 90 wodospadów, jakie na skalnych progach tworzą potoki łączące akweny. Plitwickie Jeziora wpisano na listę UNESCO.

Kopački rit
Podmokłe tereny u ujścia Drawy do Dunaju zostały włączone przez UNESCO do Rezerwatu Biosfery Mura-Drawa-Dunaj. Kształtowany nieustannie przez wylewy rzek obszar stanowi ostoję fauny, zwłaszcza ptactwa, w tym kormoranów i tak rzadkich gatunków, jak bielik.

Kopački rit, gniazdo kormoranów, fot. Paweł Wroński

Welebit
Rzadko odwiedzane pasmo górskie opadające stokami na wybrzeże Dalmacji. Z pozoru tylko porośnięte ubogą florą, jest ostoją fauny, w tym niedźwiedzi, dla których utworzono azyl we wsi Kuterevo. Trafiają tam osierocone niedźwiadki. Otacza się je opieką do 4 roku życia.

Vučedol
Stanowisko archeologiczne nieopodal Vukovaru, na wysokim brzegu Dunaju. Tam gdzie dziś rośnie winorośl znaleziono ślady osad i mnóstwo artefaktów sprzed około 5 tys. lat. Ówcześni rzemieślnicy opanowali na bardzo wysokim poziomie ceramikę i przetwórstwo miedzi.

Sławonia
Region w kontynentalnej części Chorwacji, znany z dębowych lasów. Z pozyskiwanego w nich drewna wykonuje się po dziś dzień beczki, cenione na świecie przez winiarzy i producentów innych alkoholi, zwłaszcza brandy. Jednak zawód bačvara (bednarza) zanika.

Tak powstaje beczka ze sławońskiego dębu, fot. Paweł Wroński

Klapa
Klapę (klapsko pjevanje) wpisano na listę UNESCO ponieważ jest archaicznym, niepraktykowanym gdzie indziej sposobem śpiewania. Tradycyjne brzmienie a capella, zastępuje się współcześnie śpiewem z towarzyszeniem instrumentów – gitary, tambury podobnej z kształtu do gitary, a popularnej na Bałkanach, mandoliny, czasem akordeonu, czy klarnetu. Do rzadkości należą jeszcze klapy mieszane, ale żeńskich jest coraz więcej. Niegdyś pieśni krążyły wokół wątków miłości do rodzinnej kamienistej ziemi i fascynacji morzem (zemlja, more, kamen). Teraz, do repertuaru zespołów nazywanych także klapa, trafiają melodie z innych krajów śródziemnomorskich i coraz wyraźniejsze są wpływy muzyki rozrywkowej. W miasteczku Omiš organizowany jest w grudniu Festiwal klap dalmatyńskich, a krajowy przegląd tego gatunku odbywa się w Opatii, w październiku.

Krawat
Chorwaci są dumni, że rekwizyt z ich narodowego stroju, który przeszedł chrzest bojowy wraz z chorwackimi regimentami we francuskiej armii Ludwika XIII, jest kluczowym, używanym na całym świecie eleganckim dodatkiem do garnituru. Kulturę krawata propaguje chorwacka Academia Cravatica (www.academia-cravatica.hr). Za jej staraniem w 2003 r. najdłuższy krawat (odnotowano w Księdze Guinnessa), zawiązano w Puli wokół koloseum, a termin wydarzenia – 18 października, ogłoszono Międzynarodowym Dniem Krawata.


www.chorwackie.pl

U ujścia Drawy do Dunaju

Potocznie nazywany europejską Amazonią, Kopački rit jest wyjątkowym obszarem przyrodniczym, krainą podmokłych lasów i łąk, królestwem ptaków. Rozciąga się w regionie Baranja dzielonym przez Chorwację z Węgrami.

Kopački rit, gniazdo kormoranów, fot. Paweł Wroński

Cały obszar liczy 23.891 ha z czego 7.143 ha podlega ścisłej ochronie. W 2012 roku, UNESCO włączyło Kopački rit do Rezerwatu Biosfery Mura-Drawa-Dunaj. Tereny kształtowane przez wylewy rzek stanowią ostoję fauny: różnych gatunków ptaków, dzików i zwierząt płowych. Równie bogata jest flora z typową dla obszarów bagiennych roślinnością i okazami leciwych dębów w miejscach suchych. Wgłąb prowadzą ścieżki, nierzadko systemami kładek i podestów, uruchomiono rejsy spacerowymi stateczkami.

 

Na obszarze porównywalnym z 23 tysiącami piłkarskich boisk żyje ponad 300 gatunków ptaków!

 

Przyrodę rezerwatu Kopački Rit prezentuje poniższy film z dynamicznym podkładem muzycznym – Bolero Ravela, w wykonaniu słynnej chorwackiej wiolonczelistki Any Rucner.


INFO
www.kopacki-rit.hr


If You like this site, your support will be welcome!

$5.00


15 miejsc na weekend (dojazd w 3-5 h)

Wiosna nastraja optymizmem, dodaje energii, sprawia, że chce się wyruszyć w podróż. W weekend, niekoniecznie długi, każde ze wskazanych niżej miejsc w Europie, samolotem lub samochodem, osiągniemy w zaledwie kilka godzin.

POLSKA

1. Do Trójmiasta po jod i muzykę
Z Łodzi czy z Warszawy dotrzemy na wybrzeże w 3–4 godz., z dalej położonych miast dogodniejsze będą połączenia lotnicze.
Do podróży nad morze – po miesiącach zimowych, kiedy to nieustannie byliśmy bombardowani zatrważającymi statystykami smogowymi – nie trzeba specjalnie zachęcać. Trójmiasto wydaje się przy tym celem idealnym. Powietrze na nadbałtyckich plażach przesycone jest drogocennym jodem, a na krańcu wysuniętego niemal pół kilometra w morze sopockiego molo jego stężenie jest dwukrotnie wyższe niż na lądzie.
Okazję, by odetchnąć pełną piersią, a zarazem podziwiać nadmorską panoramę, znajdziemy też na Wyspie Spichrzów. W znanym z zabytków i nowatorskich przedsięwzięć kwartale Gdańska kręci się już drugi sezon Amber Sky – diabelski młyn z 36 klimatyzowanymi gondolami. Podczas 15-minutowej przejażdżki kilkakrotnie osiąga się wysokość 50 m. A z góry widać więcej.
Z klasycznych atrakcji wypada wspomnieć oliwskie organy w archikatedrze, ze słynnymi figurami aniołków-muzykantów poruszających się podczas koncertu, a także gdyńskie nabrzeże portowe z otwartymi dla zwiedzających pokładami historycznych statków oraz efektownym akwarium.
W szwach pęka też majowy kalendarz trójmiejskich wydarzeń, zwłaszcza jeśli chodzi o propozycje muzyczne. 12 maja 2017 na Starym Maneżu da koncert Nigel Kennedy, a na Ergo Arenie wystąpią Hans Zimmer (26 maja) oraz, dzień później, Orkiestra Johanna Straussa, którą dyryguje André Rieu.

 

Trójmiasto ma trzy odmienne oblicza niczym prasłowiański Światowid. Wszystkie zwraca ku Bałtykowi, który jest głównym atutem metropolii.

 


2. Do bełchatowskich gigantów
Samochodem: z Warszawy – 162 km (2 godz.), z Krakowa – 213 km (3 godz.), z Wrocławia – 192 km (3 godz.), z Poznania – 280 km (3 godz.).
Pod patronatem bełchatowskiej kopalni odkrywkowej węgla brunatnego działa na wskroś nowoczesna, multimedialna wystawa Giganty Mocy (www.gigantymocy.pl). Ekspozycję poświęcono wydobyciu cennego surowca oraz technologii pozyskiwania z niego energii elektrycznej. Po uzgodnieniu telefonicznym można także zwiedzić samą kopalnię.
Dla wszystkich dostępne są platformy widokowe zainstalowane na krawędzi wyrobiska, a kto skończył 15 lat, może w towarzystwie przewodnika zjechać na dno tej największej w naszym kraju „dziury w ziemi”. Wyrobisko ma imponujące rozmiary: 280 m głębokości, 3,5 km długości oraz 2,5 km szerokości. Widać je z kosmosu, a pracujące w jego czeluściach potężne węglowe kombajny przypominają machiny z Gwiezdnych Wojen. Oglądane z bliska nie pozostawiają jednak wątpliwości, że nie są wytworami fantazji filmowych scenarzystów. Niezapomniane wrażenia – gwarantowane!
W kopalnianym pawilonie wyeksponowano także najciekawsze górnicze znaleziska. Są wśród nich wyjątkowe okazy geologiczne oraz czaszka mamuta włochatego, potężnego zwierzęcia, które zainspirowało twórców postaci Mańka z „Epoki lodowcowej”.
Program wyjazdu do Bełchatowa wzbogaci wycieczka na Górę Kamieńsk (386 m n.p.m.). Miejsce ściśle wiąże się z górniczym klimatem regionu, gdyż na ośrodek sportu i rekreacji zamieniono tu zrekultywowaną kopalnianą hałdę. Na stoku byłego wysypiska kręci się dziś wyciąg krzesełkowy. Zimą używają go narciarze, a w pozostałych porach roku – piechurzy i rowerzyści. U jego podnóża można przez cały rok szaleć na quadach.

 

Multimedialna wystawa Giganty Mocy w nowoczesny sposób wprowadza w tajniki wydobycia węgla brunatnego.

 


3. Do stadniny hucułów w Regietowie
Z centralnej i północnej Polski samolotem do Rzeszowa. Dalej autobusami przez Gorlice.
W maju, w bukowych lasach Beskidu Niskiego, zakwita czosnek niedźwiedzi, na łąkach ścielą się łany biało-różowej rzeżuchy, a nad potokami – złocistożółte kaczeńce. Pachną intensywnie, obsypane w tym czasie białymi kwiatami, krzewy tarniny i czeremchy. To idealny czas, by odwiedzić stadninę koni huculskich w Regietowie koło Gładyszowa.
Zarówno dorośli, jak i dzieci mogą tam pojeździć konno, odbyć przejażdżkę bryczką albo poddać się hipoterapii.
Koniki huculskie są dumą polskich hodowców, którzy uratowali ten gatunek przed wyginięciem. Wprawdzie wszystko zaczęło się jeszcze pod zaborem austriackim, ale prace kontynuowano konsekwentnie od okresu międzywojennego XX w. W efekcie wszystkie hucuły na świecie mają dzisiaj polski rodowód.
Stadnina w Regietowie oferuje gościom kwatery i restaurację. Jest malowniczo położona przy turystycznych trasach: na widokową Jaworzynę Konieczniańską czy na Rotundę z pomnikowym cmentarzem z I wojny światowej, który niedawno odrestaurowano.
Beskid Niski zamieszkiwali do II wojny światowej wyznawcy Kościoła wschodniego, górale ruscy zwani Łemkami. Ponieważ w latach 1941–1947 przesiedlono niemal wszystkich, a na przełomie lat 50. i 60. XX w. wrócili jedynie nieliczni, śladów ich kultury materialnej zachowało się niewiele. Gdzieniegdzie chałupy, przydrożne krzyże i figury z piaskowca. Przetrwała natomiast blisko setka drewnianych cerkwi malowniczo skomponowanych z miejscowym krajobrazem, z pięknymi polichromiami i ikonami. Podczas krótkich wypadów z Regietowa warto zwiedzić zróżnicowane pod względem architektonicznym świątynie w Skwirtnem, Kwiatoniu, Gładyszowie, Koniecznej i Zdyni.

 

Hucuły to niewielkie koniki o zadziwiającej odporności na trudy, dużej inteligencji i przyjaznym, choć zdecydowanym charakterze.

 


4. Na rzemieślnicze warsztaty w Akademii Łucznica
Samochodem: z Warszawy – 64 km (1,5 godz.), z Łodzi – 184 km (3 godz.), z Lublina – 123 km (2 godz.). Z innych miast samolotem do Warszawy, dalej pociągiem i miejscowymi autobusami.
W odrestaurowanym dworze szlacheckim w Łucznicy koło Pilawy gospodaruje stowarzyszenie promujące rzemiosło i rękodzielnictwo. Gospodarze zapraszają na warsztaty różnych dawnych prac, czyli na spotkanie, jak to ujmują, „z kulturą stosowaną – dla przyjemności”. Znakiem rozpoznawczym jest wikliniarstwo (stowarzyszenie korzysta z własnej wikliny), ale w ofercie znajdziemy także kursy batiku, ceramiki, tkactwa, tworzenia witraży, meblarstwa, ciesielstwa czy wyrobu miedzianej biżuterii. Ciekawostką jest też projekt dotyczący konstrukcji ludowych instrumentów muzycznych. Tego typu warsztaty trwają pięć dni lub dłużej, a ich cena obejmuje również zakwaterowanie i wyżywienie. Gospodarze są jednak otwarci na różne opcje. Można więc jedynie uczestniczyć w warsztatach, mieszkając gdzie indziej, albo korzystać tylko z kwater i wyżywienia, aby po prostu wypocząć w malowniczej okolicy.
Dwór otoczony jest parkiem z pomnikowym okazami kilkusetletnich drzew, a wokół zespołu dworsko-parkowego szumią lasy Mazowieckiego Parku Krajobrazowego. Można więc wyruszać na dłuższe nawet eskapady pieszo lub rowerem.

 

Oprócz aktywnego spędzania czasu alternatywą błogiego lenistwa są pomysłowe weekendowe kursy, na których rozwiniemy skrywane talenty i wyzwolimy wyobraźnię.

 


5. Do Kamieńca Ząbkowickiego na Wiosnę Tulipanów
Samochodem: z Wrocławia – 82 km (2 godz.), z Krakowa – 269 km (3,5 godz.), z Warszawy – 432 km (5 godz.). Z odleglejszych miast samolotem do Wrocławia i lokalnymi autobusami.
Historyczne rezydencje Dolnego Śląska łączy Europejski Szlak Zamków i Pałaców. W położonych przy nim obiektach funkcjonują dziś nie tylko muzea, ale także eleganckie hotele spa czy nowoczesne sanatoria. A w odrestaurowanych wnętrzach odbywają się różnorodne imprezy.
Do najciekawszych obiektów na szlaku należy pałac Marianny Orańskiej w Kamieńcu Ząbkowickim. 6–7 maja 2017 odbędzie się tam trzecia już edycja festiwalu kwiatów i muzyki Wiosna Tulipanów.
Rezydencję wpływowej arystokratki przewodniki określają mianem neogotyckiej fantazji Karla Friedricha Schinkla, wziętego w II połowie XIX w. architekta pruskiego. Jemu to księżna Marianna von Preussen powierzyła projekt i budowę rezydencji. Na jej ogromny dolnośląski majątek składało się 35 wsi i 2 miasta. Z własnych funduszy budowała drogi, mosty i osiedla mieszkalne, wznosiła i utrzymywała szpitale, ochronki dla dzieci i szkoły. Zasłynęła także z działalności charytatywnej, w tym z założenia funduszu dla wdów i sierot.
Kamieniec Ząbkowicki jest dogodnym punktem wypadowym na szlaki Kotliny Kłodzkiej oraz Opolszczyzny. Wystarczą więc jednodniowe wycieczki, by zwiedzić Kopalnię Złota w pobliskim Złotym Stoku, Paczków, nazywany z racji zachowanych fortyfikacji polskim Carcassonne, czy położone nad jeziorami Nysę lub Otmuchów.

 

XIX-wieczna rezydencja księżnej  Marianny Orańskiej jest monumentalną neogotycką budowlą z czterema narożnymi wieżami – każda o wysokości niemal 34 m.

 


KRAJE OŚCIENNE

6. Na Litwę do wód w Birsztanach
Do Wilna: samolotem (z Warszawy lata Wizz Air – 1 godz. 10 min). Dalej autobusem firmy Marijampolės AP, relacji Vilnius–Marijampolė. Dystans 92 km z Wilna (Vilnius) do Birsztan (Birštonas) pokonuje w 1 godz. 55 min. Dworzec autobusowy w Wilnie: ul. Sodų 22 (rozkład i ceny: www.autobusubilietai.lt).
Birsztany są drugą obok Druskiennik litewską oazą zdrowia i wypoczynku. Leżą w malowniczym zakolu Niemna, wśród sosnowych lasów, a ich największym skarbem są obficie tryskające wody mineralne. Najmniej zmineralizowaną butelkuje się na miejscu (woda Vytautas jest jednym z najlepiej znanych w świecie litewskich produktów eksportowych).
W odrestaurowanej pieczołowicie, centralnej części założonego w XIX w. uzdrowiska wystawiono z kolei niedawno stylowe inhalatorium, z którego korzysta się bezpłatnie.
Do kluczowych obiektów należą egalitarne Eglės Sanatorija (www.birstonas.sanatorija.lt) oraz elitarne Vytautas Mineral Spa (www.vytautasmineralspa.lt). Pierwsze łączy funkcje lecznicze i rehabilitacyjne z rekreacyjnymi. Obok pacjentów skierowanych tu przez litewską służbę zdrowia jest zawsze wielu gości korzystających z zabiegów profilaktycznych i lekarskich konsultacji na zasadach komercyjnych. Duży, nowocześnie urządzony obiekt otoczony jest rozległym parkiem, w jaki gospodarze kurortu zamienili sosnowy las na wydmach. Wytyczono w nim przyjemne ścieżki spacerowe, urządzono stacje fitness i zbudowano tężnię. Równie przyjemnie spaceruje się wałami przeciwpowodziowymi nad szeroko rozlewającym się Niemnem. Vytautas Mineral Spa z kolei, jest dziś najbardziej luksusowym obiektem w kurorcie. Oferuje bogaty wybór zabiegów dla zdrowia i urody. Ma wyrafinowany wystrój stworzony przez młodych litewskich projektantów. Skrzydła: zabiegowe, wellness z basenami oraz hotelowe zbiegają się pod szklaną kopułą ze stalowym kolibrem. Wszystko na najwyższym poziomie, włącznie… z kosztami pobytu. Ze wszystkich urządzeń kurortowych obiektów można także korzystać, wynajmując kwaterę prywatną lub pokój w pensjonacie (www.visitbirstonas.lt).

 

Birsztany leżą w wielkim zakolu szeroko rozlewającego się Niemna. Bogata przyroda doliny jest drugim, oprócz obfitych zasobów wód mineralnych, atutem litewskiego kurortu.

 


7. Na dixieland do Drezna
Samochodem: z Wrocławia – 272 km (3 godz.; loty z centralnej Polski do Wrocławia obsługuje Ryanair). Z innych miast: samolotem (najtaniej Lufthansą – 3 godz. 10 min, z przesiadką); można też dolecieć jedynie do Berlina (Air Berlin), a dalej do Drezna – pociągiem.
Każdego roku w wybranym tygodniu maja (tym razem 14–21) stolica Saksonii zamienia się w „Nowy Orlean nad Łabą”. Od niemal pół wieku goszczą wtedy w Dreźnie muzycy uprawiający nowoorleańską odmianę jazzu. Festiwalowe koncerty mają luźną formę, ponieważ odbywają się w ogródkach drezdeńskich kawiarni. Imprezę kończy zwyczajowo imponujący pokaz sztucznych ogni. Odpala się je nad Łabą, na nadrzecznych błoniach Nowego Miasta. To malownicze miejsce usytuowane jest vis-à-vis Tarasów Brühla, piętrzących się na drugim brzegu, po stronie Starego Miasta.
Na drezdeńskiej starówce nie sposób się nudzić. Pełna jest restauracji i kawiarni. Można ją zwiedzać trabantami, podczas ekscytującego Trabi Safari (www.trabi-safari.de) albo wybrać się do Semperoper, która cieszy się sławą jednego z najlepszych teatrów muzycznych na świecie. Nieopodal wznosi się z kolei Szklana Fabryka Volkswagena, a osobliwością Nowego Miasta jest sklep mleczarski Molkerei Gebrüder Pfund, którego ściany wyłożono kafelkami z pobliskiej Miśni (www.pfunds.de).
Drezno jest również świetną bazą wypadową do pieszych i rowerowych wycieczek po Szwajcarii Saksońskiej (przypomina nieco Góry Stołowe). Inny charakter mają natomiast łagodnie pofalowane tereny między Dreznem a Miśnią. W miasteczku ma siedzibę najsłynniejsza manufaktura europejskiej porcelany, a na skłonach nadłabskich wzgórz rośnie winorośl. Znajdzie się tam niejedna okazja do degustacji miejscowych trunków.
W okolicy znajdziemy też mnóstwo zamków i pałaców, jak twierdza Königstein, w której chroniła się rodzina Wettinów, barokowy Moritzburg na jeziorze czy mroczny, średniowieczny zamek Stolpen, w którym 39 lat mieszkała odsunięta od łask metresa Augusta II Mocnego, hrabina Cosel.

 

Zabytki drezdeńskiej starówki pieczołowicie odrestaurowano, korzystając – tak jak w Warszawie – z wedut Canaletta.

 


8. Do Czech na praski Festiwal Piwa
Samochodem: z Wrocławia – 331 km (4,5 godz.). Z innych stron kraju samolotem (Czech Airlines, Ryanair).
Błonia Malej Strany, najsłynniejszego obok Hradczan kwartału stolicy Czech, zajmą 11–27 maja 2017 stoiska 150 małych i średnich browarów. Do tradycji praskiego festiwalu (www.ceskypivnifestival.cz) należy warzenie specjalnego piwa. Dokonuje tego sládek, czyli mistrz piwowarski z browaru w Kruszowicach. Takiego piwa nigdzie indziej spróbować się nie da! W głównym namiocie serwowane będą dania kuchni czeskiej oraz – dla porównania – amerykańskiej i azjatyckiej, aby każdy mógł sprawdzić, jak się komponują z chmielowymi trunkami.
Zwiedzanie Pragi szlakiem piwa zaprowadzi smakoszy do dziesiątek minibrowarów, do znanych i nieznanych zakątków każdej z dzielnic miasta. Jeszcze kilkanaście lat temu Czesi, słynący z największej na świecie konsumpcji piwa, narzekali, że browarnictwo schodzi na psy. Winą obciążali międzynarodowe koncerny, które zmonopolizowały rynek. Sytuację uratował nowy trend zza oceanu. Na początku stulecia w Czechach zaczęły wyrastać małe wytwórnie. Teraz w Pradze mieści się niemal połowa z działających w kraju, w tym słynny minibrowar U Fleků (www.ufleku.cz). Niektóre hołdują tradycji, serwując piwa klasyczne z pasującymi do nich zakąskami czeskiej kuchni. Inne prześcigają się w tworzeniu eksperymentalnych receptur i w wykorzystaniu piwa w potrawach. Nic więc dziwnego, że można dziś skosztować także piwnych ciast i tortów, a nawet wypić piwnego szampana.

 

Podczas Czeskiego Festiwalu Piwa w namiotach rozstawionych na Malej Stranie można skosztować trunku ze 150 browarów.

 


9. Do Austrii nad Jezioro Nezyderskie
Samochodem: z Katowic – 447 km (4,5 godz.), z innych miast samolotem do Wiednia, dalej autobusami. Na miejscu: rowerem, a kwaterując w gospodarstwach ze stadninami… konno!
Jezioro Nezyderskie jest jedynym w Europie akwenem o charakterze stepowym – płytkim, z porośniętym szuwarami brzegiem, które upodobały sobie różnorodne gatunki ptactwa. Jest ich tak dużo, że wiosną przy szosach pojawiają się specjalne znaki nakazujące wzmożoną czujność.

 

Na zachodnim brzegu Jeziora Nezyderskiego leży Rust, które wyjątkowo upodobały sobie bociany. Na każdym z domów w miasteczku jest przynajmniej jedno gniazdo.

 

Wokół jeziora rozciągają się winnice. Urodzajne gleby, dużo słońca i wilgotny klimat sprzyjają uprawom winorośli tak dalece, że okolice te zasłynęły poza granicami Austrii z czerwonych wytrawnych trunków oraz win lodowych wyrabianych z winogron zbieranych dopiero po przymrozkach. Spośród wielu prominentnych winiarzy, którzy działają nad jeziorem, wypada przynajmniej wspomnieć należącego do światowej czołówki Umathuma z Frauenkirchen (www.umathum.at).
Oprócz winorośli w okolicy uprawia się z powodzeniem warzywa i owoce. O jednym z miejscowych rolników Erichu Stekovicsu nie mówi się inaczej niż Pomidorowy Cesarz. Ma on nasiona ponad 3200 odmian pomidorów. Uprawia jednak nie więcej niż 1000 z nich, przygotowując potem przepyszne przetwory (www.stekovics.at).

 

Głębokość Jeziora Nezyderskiego nie przekracza 2 m i nie szaleją na nim szkwały. Żeglowanie po nim, w połączeniu z podglądaniem ptaków, jest jednak niezwykle przyjemne.

 


10. Do okrągłych wiosek nad Łabą
Samochodem z zachodniej Polski do Hitzacker (centralnego miasteczka subregionu): ze Szczecina – 355 km (4 godz.), z Poznania – 498 km (5,5 godz.). Z innych miast samolotem do Hamburga (najtaniej Eurowings), dalej autobusami.
W średniowieczu słowiańsko-germańskie pogranicze ukształtowało się nad Łabą. Przez ok. 150 lat, od połowy XII w., powstawały w tym rejonie osady z okrągłym placem otoczonym domami o szachulcowej konstrukcji i działkami ziemi podzielonymi jak tort. Z ponad 1000 okrągłych wsi przetrwało 90. W okresie od Wniebowstąpienia do Zielonych Świątek, a więc w terminie zależnym od tego, kiedy wypadają święta wielkanocne, odbywa się w ich scenerii alternatywny festiwal Kulturelle Landpartie (w tym roku od 25 maja do 5 czerwca; www.kulturelle-landpartie.de). Na program składają się happeningi, koncerty i oryginalne warsztaty z udziałem ponad setki artystów. Imprezy są bezpłatne, a wyjątkiem jest chyba tylko koncert wirtuoza harfy i jego uczniów – aby wziąć w nim udział, trzeba przynieść szczapki drewna na opał, o które prosi maestro. Mieszka bowiem w zabytkowym szachulcowym domu i nie chce rezygnować z archaicznych pieców na rzecz nowoczesnej instalacji.
Wybierając się w ten region, zwany Wendlandem, warto pamiętać, że pensjonaty i hotele działają też w okrągłych wioskach. Godne uwagi są: stylowy Kartoffelhotel w Lübeln (www.kartoffelhotel.de) oraz oryginalne spa z lat 90. XX w. wystylizowane na okrągłą wioskę – Rundlingsdorf Sagasfeld w Göhrde-Metzingen (www.sagasfeld.de).

 

W okrągłych wioskach nad Łabą duch germańskiego porządku ulega urokowi słowiańskiej sielskości. W tej niecodziennej atmosferze przyjemnie się wypoczywa.

 


I DALEJ

11. Do Włoch na kwiatową Sycylię
Samolotem Wizz Air do Katanii (z polskich lotnisk ok. 3 godz.). Na miejscu można tanio wynająć samochód, np. przez http://www.rentalcars.com (w wyszukiwarce trzeba wpisać „Catania”, a potem określić czas wynajmu).
Na Sycylię można jeździć przez cały rok. Najlepiej jednak odwiedzić ją w maju, ewentualnie w czerwcu, wrześniu lub październiku. Jest wtedy słonecznie, a względnie stabilne temperatury wahają się między 20 a 30°C.
W krajobrazie wyróżnia się Etna (3345 m n.p.m.), najwyższy i najaktywniejszy z europejskich wulkanów. Popioły z powtarzających się wciąż erupcji użyźniają glebę, zamieniając stoki wulkanu w rozległy ogród. Rodzą się tu obficie warzywa i owoce, w tym odmiany winorośli, odmienne od uprawianych w pozostałych rejonach wyspy.
Majowy festiwal w niezbyt odległym od Katanii Noto jest swoistym hołdem składanym sycylijskiej przyrodzie. W piątek, zawsze przed trzecim majowym weekendem, miejscowi i zagraniczni artyści układają na głównej ulicy miasteczka dywan z kwiatów. Są na nim sceny obyczajowe, mitologiczne i heraldyczne.
Nietrwałe dzieło można podziwiać tylko przez dwa dni. W poniedziałek bowiem, zanim jeszcze kwiaty zwiędną, przebiegają po nim dzieci. To tradycja symbolizująca odwieczny cykl przyrody, powtarzające się wciąż odradzanie świata. Impreza nosi nazwę Primavera Barocca Infiorata, bo wpisane na listę UNESCO Noto słynie z barokowych pałaców, kamienic i świątyń. W 2017 r. kwiatowy dywan będzie można podziwiać 19–21 maja.

 

Górzyste ukształtowanie Sycylii sprawia, że miejsca nawet niezbyt od siebie odległe mogą znacząco różnić się klimatem, zwłaszcza temperaturą. Warto o tym pamiętać, planując wycieczki.

 


12. Na Węgry po męskiego potomka
Nawet z Krakowa do Somlóvásárhely najszybszą trasą jest 600 km, więc lepiej polecieć do Budapesztu samolotem. Stamtąd zaś autobusem lub wynajętym autem pokonać jeszcze ok. 160 km (2,5 godz.).
Świadectwem odległej przeszłości są na Węgrzech wulkany, wygasłe w prawiekach, mocno więc już zerodowane. Ich wyraźną grupę wypatrzymy bez trudu na północno-zachodnich brzegach Balatonu. W odosobnieniu wznosi się jeszcze dalej na północ wzgórze Somló. Niezwykłe miejsce – jeden z najmniejszych, ale także najciekawszych regionów winiarskich Węgier. Sławę zyskało dzięki samoukowi Béli Feketemu. Krytycy nie szczędzili mu uznania, pisząc o nim „Grand Old Man of Somló”. Niestety, winiarz wycofał się, dobiegając dziewięćdziesiątki,i przed dwoma laty sprzedał swoją niewielką winnicę.
Ciekawych win znajdziemy jednak w tym regioniezdecydowanie więcej. W jednej z dwóch winiarni przyjdzie spędzić więcej czasu, już choćby dlatego, że tylko one dysponują hotelami: Kreinbacher Birtok (www.kreinbacher.hu) oraz Tornai Pincészet (www.tornaipince.hu). Specjalnością pierwszej jest wino musujące – węgierski szampan (pezsgő), stanowiący 50 proc. produkcji winiarni. Czas upływa tam niepostrzeżenie, przy winie, rzecz jasna, i smacznych posiłkach. Winiarnia rodziny Tornai ma bardziej rustykalny klimat, ale wina także interesujące i równie niezłą kuchnię. Ponadto gospodarze urządzają koncerty muzyki jazzowej.
Odwiedzając Somló, warto pamiętać, że sztandarową winoroślą jest tu juhfark. Białe wina z niego wyrabiane wychwalano już przed 200 laty, sugerując, że należy je pić przed… aktem miłosnym. Dlaczego? Aby zapewnić sobie męskiego potomka.

Nad hotelem z winnicami Kreinbachera góruje zerodowany wulkaniczny stożek Somló.


13. Nad jezioro Bled po szczęście
Samolotem do Lublany – względnie rozsądne ceny przelotów oferują zarówno LOT (1 godz. 55 min), jak i słoweńska Adria (1 godz. 30 min). Z centrum Lublany do Bledu jest 74 km, w tym 55 km autostradą; wygodnie jest wynająć samochód; są też połączenia autobusowe.
Słowenia należy do „kieszonkowych” krajów europejskich. Z podstołecznego lotniska można więc równie dobrze udać się zarówno do centrum Lublany, jak i do malowniczego Bledu. Miasteczko należy do słoweńskich must to see. Słynie z otoczonego górami jeziora z wyspą. Ponoć w przedchrześcijańskich czasach stała na niej gontyna bogini miłości Živy. Gdy lud przyjął chrzest, w tym miejscu zbudowano kościół, jednak w ludowych wierzeniach kult Matki Boskiej splatał się jeszcze długo z kultem zakazanego bóstwa.
Motyw jeziora z kościołem na wyspie, namalowany akwarelkami, jest popularną pamiątką ze Słowenii. Najważniejsze jest jednak to, że zgodnie z romantycznym przekonaniem spełnią się marzenia temu, kto uderzy w XVI-wieczny dzwon na wieży kościoła. Dlatego nazywa się go dzwonem życzeń, a na poszukiwaczy szczęścia czekają na brzegu jeziora płaskodenne łodzie zwane pletna. Jak to bywa, i w tej legendzie drzemie ziarno prawdy. Wizyta w Bledzie może się przysłużyć szczęściu, bo wyjątkowy klimat czyni z miasteczka uzdrowisko. Co więcej, bijące z dna jeziora wody termalne pozwalają się w nim kąpać dłużej niż w jakimkolwiek innym alpejskim akwenie.
Na skałach 130 m powyżej tafli jeziora wznosi się zamek z XII w. Ponoć to najstarsza w Słowenii twierdza. Po drugiej natomiast stronie rzuca się w oczy elegancki budynek z 1947 r. Przylgnęła do niego nazwa willi Tito, gdyż jugosłowiański przywódca uwielbiał tam spędzać czas. Teraz to elegancki, 4-gwiazdkowy hotel-butik Vila Bled.

 

Po tafli jeziora Bled niesie się głos Dzwonu Życzeń. Żeby się spełniły, trzeba samemu poruszyć jego serce.

 


14. Do czarownic w góry Harzu
Z zachodniej Polski do Goslar samochodem, np. z Poznania – 475 km (5 godz.), z Wrocławia – 519 km (5,5 godz.), ze Szczecina – 393 km (4,5 godz.). Z innych miejsc samolotem do Berlina (tanie loty oferuje Air Berlin), dalej pociągami i/lub autobusami.
Maj to chyba najlepszy czas na wypad w góry Harzu. Piętrzą się, sięgając 1142 m wysokości, pośrodku niemieckiego niżu. Przez 300 dni w roku najwyższy szczyt, Brocken, zasłaniają chmury. Dodają masywowi tajemniczości, stąd przed wiekami utarło się przekonanie, że za ich zasłoną spotykają się czarownice. Ludowy motyw sabatu podchwycili artyści m.in. Goethe i Bułhakow. Góry Harzu objęte są granicami parku narodowego, którego logo stała się sylwetka czarownicy na miotle.
Kłębiące się na szczycie chmury tworzą często specyficzny ekran, na którym, o ile tylko słońce jest nisko, można dostrzec cień własnej postaci z głową okoloną tęczowym nimbem. Zjawisko to, nazwane później widmem Brockenu, opisał w 1780 r. niemiecki teolog Johann Esaias Silberschlag. Mimo wyjaśnień długo jeszcze budziło zabobonny lęk, dowodząc niezbicie, że Harzem władają złe moce.
Dziś na szczyt można wjechać 100-letnią kolejką ciągniętą przez zabytkowy parowóz. A także… przelecieć się na miotle, dzięki symulatorowi w stacyjnym pawilonie. Kolejka kursuje z Wernigerode, miasteczka, którego ozdobą jest okazały szachulcowy ratusz i 700 innych podobnie skonstruowanych domów. A nie jest to rekordowa liczba, bo podobnych w nieodległym Quedlinburgu jest aż 1300.
Harz otacza zresztą wianuszek interesujących miasteczek ze starą zabudową. Do najciekawszych należy Goslar. Na elewacjach tamtejszych domów rzadko jednak widać motyw kratki, budynki obłożone są bowiem skalnymi łupkami, odpadami z kopalni na pobliskim Rammelsbergu. Przez 1000 lat wydobywano tam rudy cynku, a czerpane ze sprzedaży bogactwo zasilało skarb niemieckiej rzeszy, tworząc podstawy władzy królów i cesarzy.

 

Z Wernigerode na wierzchołek Brockenu w górach Harzu kursuje 100-letnia kolejka.

 


15. Na Istrię po trufle i spokój
Najlepiej samochodem, ale półwysep dzieli od Polski 1000 km. Pozostaje samolot do Zagrzebia (Ryanair) i wynajęcie samochodu. Z Zagrzebia do Motovunu jest 229 km (na pokonanie trasy potrzeba ok. 3 godz.; korzystając z komunikacji publicznej, trzeba w Rijece przesiąść się do autobusu).
Na Istrii splatają się dzieje Chorwacji i Włoch, dosłownie i w przenośni. Jak żartobliwie rzecz ujmują współcześni: „przedwojenna większość stała się mniejszością”. Chociaż wielu Włochów mieszka wciąż na terenie Chorwacji, wpływy Italii odczuwa się tu najmocniej, zwłaszcza w kulturze stołu.
Najsłynniejszym nadmorskim kurortem jest Opatija. To proste tłumaczenie włoskiej nazwy Abbazia nawiązującej do założenia w średniowieczu opactwa przez mnichów benedyktyńskich. Opatija zachowała klimat z czasów, gdy była perłą habsburskich uzdrowisk i gdy gościli w niej również przedstawiciele polskiej socjety: potomkowie zamożnych rodzin oraz artyści, choćby Henryk Sienkiewicz. Ale każda z nadmorskich miejscowość Istrii godna jest odwiedzenia (Rovinj z malowniczym portem, Poreč z bazyliką z cennymi mozaikami, Pula z koloseum niewiele mniejszym od rzymskiego). Wszystkie jednak cieszą się tak dużą popularnością, że tłoczno w nich właściwie przez cały rok.
Sprzyjający wypoczynkowi spokój można znaleźć w interiorze, w miasteczku Motovun. Usadowione na szczycie wyniosłego pagórka, otoczone winnicami i oliwnymi gajami, znajduje się w rejonie, z którego pochodzą zbierane na półwyspie trufle. Do Motovunu nie mają prawa wjeżdżać samochody i jest tu tylko jeden hotel – usytuowany na szczycie wzgórza – Kastel. Ma ładnie zaaranżowane pokoje, niezłą restaurację i jest na tyle mały, że nie zmieszczą się w nim pasażerowie wycieczkowego autokaru. Stąd wszędzie blisko – do wspomnianych miasteczek i do lokalnych atrakcji, takich jak gospodarstwo rodziny Ipša (drobnego, ale wysoko cenionego producenta oliwy), do restauracji Zigante, specjalizującej się w potrawach z trufli, czy na lawendowe farmy, z których także półwysep słynie. Na weekend, nawet długi, Istria atrakcji ma aż nadto!

 

W nadmorskich kurortach Istrii znajdziemy potężne hotele i liczne mariny. W głębi półwyspu jest kameralnie i zielono. Powstają tam wino i oliwa, zbiera się trufle i uprawia lawendę.

 


Materiał publikowany na łamach „My Company Polska” w numerze kwietniowym (04) 2017 (tutaj –> PDF); www.mycompanypolska.pl

Prehistoryczny design z Vučedolu

W saloniku, w chacie o ścianach pokrytych gliną, stoją wiklinowe meble. Nie byłoby może w tym nic niezwykłego, gdyby nie fakt, że przedmioty zaskakująco współczesne z wyglądu, są rekonstrukcją. Tak, zdaniem archeologów, wyglądało umeblowanie chaty sprzed… 5 tysięcy lat!

W Vučedolu, nad Dunajem koło Vukovaru, odkryto rozbudowaną osadę oraz mnóstwo artefaktów – przedmiotów codziennego użytku i ozdób z okresu 3350-2300 lat przed Chrystusem, a więc z wczesnej epoki brązu. Żyli tu rolnicy, pasterze, myśliwi i rzemieślnicy, którzy opanowali na bardzo wysokim poziomie ceramikę i przetwórstwo miedzi.

Od miejsca odkrycia, ich kulturę nazwano vučedolską. Pokrewne ślady z tego samego okresu, archeologowie znajdują też na terytorium 13 innych krajów europejskich: Czech, Słowacji, Austrii, Węgier, Rumunii, Słowenii, Włoch, Bośni i Hercegowiny, Serbii, Czarnogóry, Kosowa, Albanii oraz na terenach wschodniej Grecji. Apogeum rozwoju kultury vučedolskiej przypadło na burzliwe czasy migracji ludów indoeuropejskich, to znaczy na lata 3000-2200 p.n.e.

 

Ze względu na rozległość zajmowanego terytorium używa się także określenia Vučedol-Zók, uwypuklając nazwę drugiego kluczowego dla odkryć stanowiska, jakim – oprócz Vučedolu – jest Zók na Węgrzech.

 

Trzymając się terenów nadrzecznych, prehistoryczni Vučedolanie mieli pod dostatkiem trzciny, a – jak widać po designie – cenili prostotę i wygodę.

Ciekawostką jest ich sztuka użytkowa, zwłaszcza ceramiczne naczynia zdobione geometrycznymi, powtarzającymi się motywami. Naukowcy uznali je za oryginalny kalendarz, opracowany na podstawie cyklu pór roku i położenia ciał niebieskich. Naczynie stało się symbolem vučedolskiej kultury i powielanym na tysiąc sposobów suwenirem z okolic Vukovaru.

Stanowisko archeologiczne Vučedol znajduje się na prawym brzegu Dunaju, 4 km w dół rzeki od Vukovaru. Jest tam wysoki lessowy brzeg sięgający 25 m wysokości. Przecina go dolina jednego z dopływów Dunaju. Położony na płaskowyżu Gradac był miejscem kultu. Działał tam także wysoce rozwinięty ośrodek metalurgiczny.

 

Pierwszych odkryć dokonywano w Vučedolu już pod koniec XIX wieku. W 1938 roku, niemiecki archeolog, Robert R. Schmidt znalazł na Gradacu ceramiczne naczynie kultowe nazwane ’gołębicą z Vučedolu’ (Vučedolska golubica). Bogato zdobione, w kształcie ptaka, zachwyciło świat kunsztem wykonania. Od 1984 roku badania prowadzone są systematycznie.

 


muzej-logoMuzej Vučedolske Kulture: www.vucedol.hr
Poświęconego vučedolskiej kulturze muzeum koło Vukovaru, zainstalowano w nowoczesnym pawilonie skomponowanym subtelnie z krajobrazem miejsca odkryć. Praktykowanym również u nas obyczajem, muzeum jest niedostępne dla zwiedzających w poniedziałki.
Informacja turystyczna Vukovaru: www.turizamvukovar.hr