10 wyjątkowych stacji narciarskich

Pomysł, by na dwóch deskach zsuwać się po śniegu dla przyjemności, pojawił się pod koniec XIX w. W kolejnym stuleciu ruszono z urządzaniem tras i zbrojeniem ich w wyciągi. Ośrodków przybywało, zaostrzała się konkurencja. Dziś mamy mnóstwo
fantastycznych miejsc, a wiele z tych, które zapisały się w dziejach narciarstwa, wciąż pozostaje w czołówce. Oto kilka z nich.

Boom nastąpił po II wojnie światowej. Przybywało ośrodków. Zaostrzała się konkurencja. W efekcie, istnieje dziś mnóstwo fantastycznych stacji, a wiele z tych, które zapisały się czymś szczególnym w dziejach narciarstwa, pozostaje w czołówce, wyznacza trendy mody i standardy zagospodarowania. Oto kilka z nich.

Szwajcaria

Jeździmy tam by zasmakować wyrafinowanych win, gorącego fondue i komfortu. Najwyżej położone w Europie tereny narciarskie otaczają imponujące czterotysięczniki. Nad Zermatt piętrzy się Matterhorn o znanej całemu światu sylwetce. Aletsch, najdłuższy z lodowców naszego kontynentu spływa 24-kilometrowym jęzorem. W wysokogórskiej scenerii obracają się futurystyczne restauracje. Wszystkie miejsca są doskonale skomunikowane, a technika i organizacja – równie bezbłędne jak mechanizm szwajcarskiego zegarka.

01. St. Moritz / www.stmoritz.ch
W tym legendarnym kurorcie narodził się przed 152 laty obyczaj wypoczywania zimą w górach. Johannes Badrutt, właściciel dobrze prosperującego hotelu Kulm, zaproponował kilku angielskim dżentelmenom spędzenie w St. Moritz zimy. Na jego koszt. Przyjęli zaproszenie, a spodobało im się tak, że pozostali do Wielkanocy. Potem, zrobili taką reklamę hotelowi, St. Moritz i pokrytym śniegiem Alpom, że zima w górach stała się po prostu modna. Badrutt zelektryfikował swój hotel jako pierwszy w Alpach, a żądni przygody Anglicy, zainspirowali w ośrodku rozwój zimowych sportów. Z tym, że wcale nie nart, ale saneczkarstwa i bobslejów, które zresztą sami wymyślili podpatrując sanie miejscowych rolników. Hotel Badrutt’s Palace uchodzi dziś za synonim luksusu i należy do najdroższych w Szwajcarii. W kurorcie odbywają się elitarne imprezy, takie jak mecze polo czy wyścigi konne na tafli zamarzniętego jeziora. Modowe butiki przyciągają wymagających miłośników shoppingu, a hotelowe SPA przywracają młodość i urodę. Wieść niesie, że z narciarskiego terenu korzysta nie więcej niż 40% gości kurortu. Trasy oplatające stoki Diavolezzy i Corvatscha sięgają 3303 m wysokości i tworzą sieć o łącznej długości 350 km. Nie brakuje snowparków i tras crossowych, a rozległe stoki otwierają nieograniczone możliwości przed fanami freeride’u. Całość dostępna jest też z sąsiednich miejscowości, w tym kilku zdecydowanie egalitarnych.

Włochy

Stacje narciarskie rozsiane są po północnych i środkowych Włoszech – w Alpach i Apeninach. W rankingach popularności królują należące do Alp Dolomity, których skaliste gniazda tworzą niepowtarzalną, wręcz baśniową scenerię wypoczynku. Przez 300 dni w roku świeci w nich słońce, ale śniegu nie brakuje, bo nad górami ścierają się fale powietrza znad centralnych Alp i znad Adriatyku. Zapewne dzięki intensywnej i konsekwentnej promocji, synonimem Dolomitów stały się w Polsce stacje z regionu Trentino – Val di Fiemme i Val di Sole. Stosunkowo rzadko korzystamy z tego, że trasy 12 ośrodków tworzą największy na świecie system narciarski dostępny z jednym karnetem – DolomitiSuperski (1220 km tras; http://www.dolomitisuperski.com). Czujemy się usatysfakcjonowani pobytem w jego części, bo kochamy klimat i smaki Trentino – tradycyjne potrawy, wina oraz wylansowane nie tak dawno bombardino. Odwiedzamy chętnie Madonna di Campiglio, a na zakończenie sezonu, w połowie marca słuchamy w Val di Fiemme muzyki podczas oryginalnego festiwalu Dolomiti Ski Jazz (www.visitfiemme.it).

02. Cortina d’Ampezzo / www.cortina.dolomiti.org
Trudno powiedzieć, która ze stacji Dolomitów ma najpiękniejszą scenerię, ale widoki na turnie wokół Cortiny nikogo nie zawiodą. Patrząc na pionowe ściany turni, nie chcemy wierzyć, że w czasie I wojny światowej biegła przez nie linia frontu włosko austriackiego, i że na czuby skał wciągano działa, skały zaś drążyli minerzy by podkładać wysadzać stanowiska nieprzyjaciela. Jako kurort, Cortina rozwinęła się w międzywojniu, dzięki osobistemu zaangażowaniu Mussoliniego. Po wiekach przynależności do Habsburgów powróciła do Włoch. Austriacy zaszczepili tam ducha zimowych sportów. Duce zapragnął go zitalianizować. Popłynęły strumieniem pieniądze na inwestycje, dzięki którym w 1956 r. Cortina zdystansowała konkurencję i została gospodarzem zimowych igrzysk olimpijskich. Pierwszych w historii, transmitowanych przez telewizję. Świat ujrzał sportowe zmagania, magię narciarstwa i… piękno Dolomitów.

03. Sestriere / www.sestriere-online.com; www.vialattea.it
W ostatnim ćwierćwieczu minionego wieku rozkwitły funkcjonalne kompleksy sportowe z zapleczem hotelowym, gastronomicznym i handlowym, nazywane „ośrodkami z probówki”. Zasłynęła z nich Francja, ale to Włosi, byli prekursorami. Giovanni Alberto Agnelli, dyrektor Fiata z czasów największej prosperity koncernu znał z dzieciństwa rozległe hale Valle del Chisone w Piemoncie. Maszynami ściągniętymi z odległego o 100 km Turynu zmienił na zawsze oblicze górskiego zakątka. Wystawił hotele i założył pierwsze wyciągi. Najwięcej jednak wznoszono… garaży. Boom w branży motoryzacyjnej spowodował, że zamożni goście przyjeżdżali własnymi autami, a mniej zasobni entuzjaści narciarstwa autokarami, bądź ciężarówkami. Sestriere otwarto hucznie w 1937 r. Organizowane tu od lat 50. XX w. zawody Kandahar przekształciły się w 1967 r. w Alpejski Puchar Świata. Dzisiejsze Sestriere to apartamentowce i wspaniały teren narciarski, którego trasy i wyciągi łączą się z infrastrukturą francuskiego Montgenèvre, tworząc słynną Drogę Mleczną (Via Lattea), długości 400 km.

Francja

Wachlarz możliwości wyznaczają tak odmienne ośrodki jak Isola 2000 i Chamonix. Pierwszy nie zachwyca architekturą, gdyż na apartamentowce przerobiono dawne budynki koszarowe. Ale po nartach można nawet w najmroźniejszy dzień wyskoczyć do pobliskiej Nicei. Na spacer po plaży, a pod koniec zimy – kąpiel w morzu. Drugi ośrodek to Mekka miłośników wszelkich górskich dyscyplin sportowych, a dla miłośników narciarstwa wysokogórskiego furta lodowców Mont Blanc. Dla wielu osób ośrodki francuskie z dostępem do ogromnych, nietkniętych ratrakami terenów są kwintesencją narciarstwa alpejskiego, zaś na top liście ośrodków z urządzonymi trasami królują należące do Trzech Dolin Courchevel, Meribel i Val Thorens, znane z ekstremalnych tras Val d’Isere oraz Les Arcs, La Plagne, L’Alpe d’Huez, czy Les Deux Alpes.

04. Avoriáz 1800 / www.avoriaz.com

Ośrodek z lat 60. minionego stulecia. Spełnione marzenie słynnego niegdyś alpejczyka Jeana Vuarneta i jego szwajcarskich przyjaciół. Narciarski raj, w którym można przenosić się z doliny w dolinę, nie zdejmując nart. Avoriáz łączy się wyciągami z 8 innymi francuskimi i 6 szwajcarskimi stacjami, tworząc Bramy Słońca (Les Portes du Soleil; http://www.portesdusoleil.com), z 650 km tras, pośród których łatwo odnaleźć te najlepiej dostosowane do umiejętności i przenosić na trudniejsze po udoskonaleniu techniki. Samo Avoriáz jest ośrodkiem „z probówki”, ale wysmakowanym. Wszystkie budynki są obłożone specjalnie sprowadzanym z Kanady czerwonym cedrem, który nadaje im ciepły, przyjazny wyraz. Miejscowość jest ośrodkiem car-free, dzięki czemu powietrze jest czyste. Jeżdżą tutaj jedynie konne zaprzęgi i pojazdy elektryczne, bo w Avoriáz nie ma ulic. Ciągi piesze są przedłużeniem nartostrad i podobnie jak nartostrady są wyrównywane przez ratraki. Ich szum stanowi każdego ranka charakterystyczny akord. Funkcjonalne rozwiązania i romantyczna atmosfera tworzą tu doskonale wyważoną kompozycję.

Austria

Ojczyzna narciarstwa alpejskiego, gdyż to mieszkaniec Górnej Austrii, Mathias Zdarsky zapożyczoną od Norwegów technikę telemarku przekształcił w zjazd na równolegle prowadzonych deskach. Około 1890 r. skonstruował Lilienfelder Stahlsohlenbindung – wiązanie, umożliwiające poruszanie się na deskach w wysokogórskim terenie. Austria żyje z gór, z narciarstwa i narciarstwem. Nie ma lepszych specjalistów od techniki jazdy niż posiadacze państwowych uprawnień instruktorskich (Diplomaschilehrer). Trudno znaleźć lepiej przygotowane i rozłożone w terenie trasy. Ich kwintesencją są karuzela w Obertauern, huśtawka w Schladming czy nartostrady Lech – kurortu z luksusowymi hotelami i systemem do kontrolowanej inicjacji lawin. Sądząc jednak po statystykach, Polaków najbardziej kuszą tyrolskie lodowce (www.tirolergletscher.com). Jest ich pięć (od 45 min. do 2,5 godz. jazdy samochodem z Innsbrucku). Położone niżej od francuskich czy szwajcarskich, są mniej narażone na kaprysy pogody. Słyną ze wspaniałych widoków i nowoczesnej infrastruktury. Hintertux jest rzeczywiście całoroczny, skromne zagospodarowanie kaunertalskiego nie kłóci się z dzikim otoczeniem, stubajski ma cudowną karuzelę przecinającą lodowcowe jęzory, na pitztalskim wyjeżdża się kolejką na 3440 m, w Sölden lodowce łączy tunel, kręcono sceny do przygód Bonda w „Spectre”, a sezon kończy inspirowane marszem Kartagińczyków przez Alpy pełne rozmachu widowisko „Hannibal”.

05. Kitzbühel / www.kitzski.pl; www.kitzbuehel.com; www.weltderwunder.de
Większość ośrodków narciarskich wyrosła na surowym korzeniu lub terenach wypasowych starych wiosek. Natomiast Kitzbühel, to tyrolskie miasteczko z bogatymi kamienicami i gotyckimi kościołami. Od 1895 r. odbywają się tu zawody narciarskie, które w połowie stycznia przyciągają uwagę całego świata. W ramach Hahnenkamm-Rennen, na trasie Streif uważanej za najtrudniejszą na świecie zmagają się zawodnicy w biegu zjazdowym (na 2017 r. przypada 77 edycja). Triumf w tej konkurencji ceniony jest wyżej niż olimpijskie złoto, czy zdobycie Pucharu Świata. Zawodnicy, którym udało się to kilka razy, przechodzą do historii. Dla Austriaków to narodowe święto. Dla gości, festiwal o niepowtarzalnej atmosferze, pełen sportowych emocji. Na 75. jubileusz, pod auspicjami Red Bulla nakręcono ekscytujący film o zawodach: „Streif One Hell of a Ride”; w oryginale: „Die Streif – ein Höllenritt”. Hotele w Kitz, jak potocznie mówi się o miasteczku, dedykowane są zamożniejszej klienteli, tańszych trzeba szukać w miejscowościach satelickich. Tutaj przyjeżdża się również na ekskluzywny shopping, a w adwencie na malowniczy Jarmark Bożonarodzeniowy. W wielu rankingach Kitzbühel uzyskuje tytuł „Najlepszego ośrodka narciarskiego na świecie”. Nic dziwnego, w latach 2000-2014 w infrastrukturę i przygotowanie 170 km tras zainwestowano 225 mln euro! Zainstalowano też rzadki system GPS, ułatwiający utrzymanie optymalnej warstwy śniegu na trasach przez cały sezon, a to przynosi oszczędności i efektywniejsze wykorzystanie środków.

Słowacja

Jeździmy tam chętnie bo krajobrazy są piękne. Poza tym to blisko, a ceny pobytów i wyżywienia znacznie niższe niż w Alpach i konkurencyjne w porównaniu z kosztami pobytów w Polsce. Stacje narciarskie, za wyjątkiem Jasnej są wprawdzie niewiele większe od naszych, ale zazwyczaj lepiej zorganizowane. W tych większych, kursują od dawna skibusy. W większości obowiązuje jeden karnet, trasy są dobrze przygotowane, a wyciągi tworzą spójne systemy. Krajobrazy są piękne i zróżnicowane, a infrastruktura sukcesywnie modernizowana. Liczne termalne kąpieliska stanowią ponętną formę après-ski. W kuchni używa się znakomitych serów zbliżonych do znanych nam z terenów polskiej góralszczyzny, zwłaszcza z Podtatrza. Z drugiej strony są w niej odległe echa czasów habsburskich, gdyż przez stulecia nazywana Górnymi Węgrami Słowacja, stanowiła część Korony Świętego Stefana. Kultura Słowacji okazuje się więc bliska naszej, a to ułatwia wzajemne zrozumienie.

06. Jasná / www.jasna.sk
Największy ośrodek narciarski Słowacji (41 km tras). Odkąd zarządza nim grupa kapitałowo inwestycyjna ‘Tatry Mountain Resorts’ a.s. (www.tmr.sk), Jasná zyskała iście alpejską organizację. Trasy poszerzono, a wyciągi zmodernizowano. Zróżnicowane pod względem trudności nartostrady oplatają stoki Chopoka (2024 m), a z podszczytowego pawilonu, zwanego Rotundą, wzniesionego w kulminacyjnym punkcie systemu, roztacza się wspaniała panorama. TMR dyktuje dziś standardy rozwoju narciarstwa w naszej części Europy, zarządzając głównymi ośrodkami narciarskimi Słowackich Tatr Wysokich, czeskim Szpindlerowym Młynem, a ostatnio także reorganizując polskie stacje w Szczyrku i na Pilsku. Z dobrodziejstw modernizacji prowadzonej w Szczyrku zapewne skorzystamy już w tym sezonie, w przyszłym przyjdzie czas na Pilsko. W gestii TMR są także hotele i kąpieliska termalne, w tym, dobrze w Polsce znana i lubiana Tatralandia. W Jasnej, przy głównym węźle kolejek, prowadzących na kopułę szczytową Chopoka, rozsiadły się liczne hotele o zróżnicowanym standardzie, pensjonaty i schroniska. Są też niezłe restauracje, a wśród nich serwująca regionalne dania, stylowo urządzona Slovenska koliba (www.kolibajasna.sk).

07. Vratná / www.vratna.sk
Ośrodek leży w Małej Fatrze. Górach, w których krajobrazie splatają się nuty tatrzańskie, beskidzkie i dolomitowe. Są to janosikowe góry, bo we wsi Terchowej, w sołtysiej rodzinie urodził się pierwowzór legendarnego zbójnika. Stalowy pomnik lśni dziś w słońcu nad Terchową, a na rozległym placu u jego stóp odbywają się zimą emocjonujące wyścigi góralskich sanek (ze względów komercyjnych powtarzane w sezonie trzykrotnie) – „Preteky gazdovských koní v Terchovej”. Ciekawostką jest to, że góralską muzykę z Terchowej wpisano na listę UNESCO w 2013 r. Nazywa się ją tutaj nebeská muzika, czyli muzyka z nieba. We wszystkich niemal rodzinach podtrzymywana jest tradycja gry na tradycyjnych instrumentach. Aż 2 z nich wpisano także na listę UNESCO. Zimą, w hotelu Diery, w stylowej restauracji Koliba, organizowane są koncerty niebiańskiej muzyki i serwowane są tradycyjne potrawy. W terenie narciarskim są dwie enklawy. Jedna w głębi doliny Vratnej obsługiwana przez gondolową kolejkę. Są tam długie, strome i trudne trasy. Miłośników jazdy off-pist i skitouringu sprowadzają z góry oznaczone tyczkami przepiękne szlaki bocznymi grzbietami. Po drodze można zdobyć najwyższy szczyt pasma, Veľký Fatranský Kriváň (1709 m). W drugiej enklawie z dolną stacją krzesełek w Starym dworze, są łatwiejsze czerwone i niebieskie trasy. A w położonym przy nich schronisku (Chata na Grúni; www.pl.chatanagruni.sk), serwują przepyszne, podobne do donutów, šišky (rodzaj donutów).

Czechy

Jeśli po naszej stronie Sudetów brakuje śniegu, mamy szansę znaleźć go po czeskiej stronie Karkonoszy i Gór Izerskich, w należących do Karpat Jesionikach, albo w nieco egzotycznych dla nas, ciągnących się ku granicy z Niemcami Rudawach. Z tej specyficznej, uwarunkowanej ukształtowaniem terenu cechy klimatu, korzystali do niedawna mieszkańcy południowo zachodniej i zachodniej Polski. Odkąd wygodne drogi połączyły Warszawę z Wrocławiem, coraz tam więcej turystów z centralnej części kraju. Podobnie jak na Słowacji, czeskie ośrodki przewyższają nasze poziomem organizacji, kusząc konkurencyjnymi cenami noclegów i wyżywienia. Wielkością porównywalne ze słowackimi, są dla tamtych ciekawą alternatywą.

08. Pec pod Sněžkou – Černá Hora / www.skiresort.cz
Odkąd te dwa ośrodki się połączyły, wyrosły na największy teren narciarski w Czechach. Tym bardziej, że posiadacze tamtejszego karnetu mogą też korzystać z wyciągów trzech mniejszych stacji: Velká Úpa, Svoboda nad Úpou i Černý Důl. Zintegrowane stacje oferują łącznie 41 km tras, z czego na dwie kluczowe przypada – odpowiednio – 12,5 i 17,5 km. Dzieli je fragment grzbietu, którym trzeba było dawniej nieść narty albo w nich człapać. Wykorzystując rolby – ratraki z zamontowanymi wieloosobowymi kabinami Czesi skomunikowali tereny narciarskie obu stacji w pomysłowy i zabawny sposób. Ze stoków Černe hory opada najdłuższa w Czechach trasa zjazdowa, a poza przyjemną huśtawką narciarską, w Pecu jest jeszcze niezależna gondolowa kolejka. Zastąpiła po niedawnym remoncie skrzypiące już mocno, 50-letnie krzesła wywożące turystów na szczyt Śnieżki (ze względu na parkowe przepisy o ochronie przyrody, nart i snowboardów nie można nią wywozić). Na szczyt warto się wybrać, bo piękniejszych widoków niż zimowe nie ma. Powietrze jest czyste i widać dobrze nie tylko Karkonosze, ale również inne, odległe nawet sudeckie pasma. W rejonie Pecu, na grzbietach jest mnóstwo starych schronisk przerobionych dziś na hotele i pensjonaty. Boudy, tak się je nazywa, prowadzą regionalne restauracje, serwując tradycyjne potrawy i przepyszny, grzany miód (horká medovina).

Bałkany

Coraz śmielej pojawiają się na naszym rynku oferty narciarskich wyjazdów do krajów bałkańskich. Do Bośni i Hercegowiny, na stoki malowniczego i skalistego Durmitoru w Czarnogórze, a przede wszystkim do Bułgarii. Szczególnie tam zimowa oferta jest zróżnicowana i bogata. Ośrodki w Rile, Pirynie i Rodopach, a nawet na peryferiach Sofii (Witosza), mają długą tradycję, sięgającą czasów komunistycznych. Podobnie zresztą jak czarnomorska riwiera, przeszły w ostatnich latach metamorfozę.

09. Bansko / www.banskoski.com
Miejscowość w Pirynie, ciągnie się wzdłuż doliny potoku spływającego ze wschodnich skłonów piramidalnego Wichrenu  (2914 m), najwyższego szczytu tych gór. Pomiędzy starymi, stylowymi domami z drewna i kamienia, w sąsiedztwie zabytkowych cerkwi, wyrosły w ciągu ostatniego ćwierćwiecza liczne pensjonaty i hotele. I chociaż miejscowi są przekonani, że za tym boomem kryją się pochodzące z czarnego rynku fortuny, to jednak szybko dodają, że „pieniądz nie śmierdzi”. Po południowej stronie Banska, na północnych stokach Todorki (2746 m) znajduje się najciekawszy teren narciarski Bułgarii. Dominują w nim wprawdzie trasy czerwone i czarne, ale przepiękna widokowo i najdłuższa w całej Bułgarii, 16-kilometrowa nartostrada jest niebieska, i niemal każdy nią zjedzie, podziwiając widoki. W Bansku od dawna odbywały się prestiżowe międzynarodowe zawody narciarskie, ale zdekapitalizowana infrastruktura wymagała modernizacji. Pomogli Szwajcarzy, którzy przez dziesięć lat na przełomie XIX i XX w. pomagali władzom Parku Narodowego Pirin zrewaloryzować schroniska i szlaki turystyczne oraz unowocześnić metody ochrony przyrody we wpisanym na listę UNESCO obszarze. Narciarskie Bansko jest więc na wskroś nowoczesne. Z trzema mniejszymi enklawami wyciągów, oferuje dziś 65 km tras. Po nartach zaprasza do tradycyjnych barów, zwanych z turecka mechanami. Aromatyczne potrawy z mięs i serów, z dużą ilością warzyw i ziół, dowodzą najlepiej, że w ciągu 500 lat tureckiego panowania, rodzime tradycje i obce wpływy, mocno się ze sobą posplatały.

Polska

Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że zarówno sukces Białki, w której współpracujący ze sobą właściciele wyciągów zaczęli świetnie prosperować, jak i dynamika zmian na Słowacji czy w Czechach, nie motywują wystarczająco naszych właścicieli. Pojawienie się na polskim rynku słowackiego potentata, TMR a.s., zmieni zapewne ten stan rzeczy, bo przed reorganizacją i unowocześnieniem rodzimej infrastruktury uciec się nie da. Polskie tereny narciarskie, choć niewielkie, mogą z powodzeniem konkurować przynajmniej z podobnej skali stacjami krajów ościennych. Krajobrazem i lokalną kuchnią od razu, nad resztą trzeba popracować. Dobry wzór już się pojawił. W grudniu otwarcie pierwszego polskiego terenu, zagospodarowanego przez TMR – Beskid Sport Arena w Szczyrku Biłej.

10. Czorsztyn Ski Kluszkowce / www.czorsztyn-ski.com.pl
Wybrałem tę stację, ponieważ cierpi na powszechne, acz akurat niezawinione przez właścicieli słabości rodzimych ośrodków. Natomiast dzięki położeniu, jak i dobrze przemyślanej organizacji, świetnie prezentuje walory. Słabością jest z pewnością niespełna 4,5 km tras (8 tras, najdłuższa ma 1200 m długości), co pociąga za sobą nieunikniony tłok, zwłaszcza w weekendy. Oraz niewielka wysokość, z racji której sezon zimowy nie może być długi. Optymalnie jednak rozmieszczone na zachodnich stokach i w szczytowych partiach Wdżaru (767 m) wyciągi, obsługują ciekawą narciarską huśtawkę. Masyw pochodzenia wulkanicznego należy geograficznie do Gorców, ale odsunięty nieco w bok od głównego  pasma, piętrzy się samotnie nad Przełęczą Snozka. Stoi tam słynna instalacja Hasiora, nazywana organami – czy grają gdy zawieje halny, czy nie, zdania są wciąż podzielone). Z wierzchołka i stoków Wdżaru roztaczają się wspaniałe widoki na Tatry, Pieniny, Gorce i Podtatrze z taflą Jeziora Czorsztyńskiego. Przyjemnie jest więc posiedzieć w gospodzie na szczycie, albo w drugiej, usytuowanej na siodełku, gdzie zbiegają się trasy niebieskie, używane najczęściej przez szkółki narciarskie. Walorem stacji jest jej powiązanie z hotelem Pod Wulkanem w Kluszkowcach (www.podwulkanem.pl).

Dolomity Brenty widziane od strony madonna di Campiglio, w Val di Sole (Trentino), fot. Paweł Wroński
Dolomity Brenty widziane od strony madonna di Campiglio (Trentino, Val di Sole), fot. Paweł Wroński

Materiał publikowany w magazynie „My Company Polska” pt.: „Nieco inne narty” (www.mycompanypolska.pl), w październiku 2016 (—> PDF).

Reklamy

Francja – Parc Astérix

Paryska kraina dzielnych Gallów nie jest gigantem. Ba, sąsiadując z kompleksem Disneya postrzegana bywa jako jego uzupełnienie. Jednak Gallowie, przed którymi trzęsie się ze strachu rzymskie imperium mają rzesze własnych wielbicieli. W efekcie Park odwiedza każdego roku ponad 1,5 mln osób.

Wykreowane w nim światy nawiązują do przygód Asterixa i Obelixa, do mitologii Rzymu, Egiptu, Grecji, do legend i sag Wikingów. Parkowi goście zanurzają się w przerażającej atmosferze Transdemonium. Spływają tratwami przez Oxygenarium. Mkną drewnianą kolejką górską Tonnerre de Zeus z prędkością 85 km/h, albo nieco wolniej, ale za to z widokiem na prehistoryczne krainy kolejką Trace La Du Hourra. Podejmują szaloną jazdę na pełnej serpentyn i pętli trasie rollercoastera Goudourix. Wpadają do wody Menhir Expressem. Kręcą na karuzeli Cezara. Spacerują po Lesie Druidów. Przyglądają tresurze delfinów. Uczestniczą w spektaklach i wybuchają śmiechem śledząc zabawne animacje.

INFO
www.parcasterix.fr
www.park-asterix.weebly.com

Tekst publikowany w portalu http://magazynswiat.pl w lipcu 2015.

Ożywione animacją średniowiecze

Fantastyczny film animowany, w którym studenci Goldsmith College ‚ożywili’ sceny ze średniowiecznego Gobelinu z Bayeux – inwazję Normanów na Anglię w 1064 roku, zakończoną bitwą pod Hastings w 1066.

Gobelin wykonano w Anglii zaledwie kilka lat po bitwie. Na tkaninie długości 70 m i szerokości 50 cm uwiecznione są historyczne wydarzenia i postacie Wilhelma Zdobywcy, księcia Normandii oraz pokonanego króla Anglii Harolda.

Ciekawym motywem jest pojawiająca się na wstępie Kometa Halleya. Jak wynika z dokumentów, obserwowano ją na niebie w czasie Wielkanocy 1066 roku, i – zgodnie z ówczesnymi poglądami – uznano za zapowiedź istotnych, krwawych wydarzeń. Na gobelinie jest 50 scen z tytułami łacińskimi. Film trwa 4 min. 24 s.

Cenna tkanina była przez kilkaset lat przechowywana niczym relikwie w świątyni w Bayeux we Francji, gdzie wystawiano ją na widok publiczny tylko raz do roku. W 1804 r. dzieło zabrano do Paryża na rozkaz Napoleona. Teraz można je znowu podziwiać w Bayeux, w miejscowym muzeum (www.tapisserie-bayeux.fr). w 2007 r. tkaninę wpisano na listę światowego dziedzictwa ludzkości UNESCO.

INFO
Film jest własnością Wytwórni Potion Pictureshttp://potionpictures.co.uk/. W serwisie producenta znajdziecie go pod tym linkiem. Ponadto na www.youtube.com oraz na https://vimeo.com.
Animacja: David Newton
Muzyka i udźwiękowienie: Marc Sylvan
* Na zdjęciu otwierającym, zaczerpniętym z zasobów Wikipedii – scena śmierci króla Harolda (łac. Harold Rex interfectus est).

Materiał publikowany w portalu http://magazynswiat.pl

120 lat temu odbył się pierwszy na świecie wyścig samochodowy

Tak właśnie, dziś, tj. 13 czerwca 2015 mija 120 rocznica wydarzenia, które przeszło do historii motoryzacji. W 1895 roku zakończył się bowiem pierwszy na świecie wyścig samochodowy zorganizowany na trasie Paryż-Bordeaux-Paryż. Jego zwycięzca, Émile Constant Levassor – konstruktor i producent samochodów, pokonał trasę długości 732 mil (1178,52 km; kalkulator miar: www.jednostki-miary.pl) w ciągu 49 godzin, osiągając średnią prędkość 15 mil/h (24,15 km/h)!

Zdjęcie z zasobów Wikipedii. Panhard-Levassor, probably type P2D. Èmile Levassor (left) driving. From 1890-1895.
Zdjęcie z zasobów Wikipedii. Panhard-Levassor, typ P2D (?). Èmile Levassor (z lewej); lata 1890-1895.

Reminiscencje wyścigów samochodowych i opis europejskich torów, na których się dziś odbywają:

Francja – Bordeaux fetuje Garonnę

Dlaczego Francuzi z Bordeaux celebrują Święto Rzeki Garonne?

Zapewne dlatego, że rzeka po połączeniu z Dordogne uchodzi do Atlantyku, zaś powstałym w XVII wieku Kanałem Południowym (po francusku Canal du Midi) łączy się z Morzem Śródziemnym. Dla Bordeaux, przez którego terytorium przepływa, jest więc niezwykle ważnym traktem komunikacyjnym, umożliwiającym od stuleci sprawny transport towarów, zwłaszcza win, którymi region szczyci się od stuleci. Wspomnianemu kanałowi patronuje UNESCO, co jest dodatkowym, skwapliwie wykorzystywanym w promocji atutem.

INFO
Garonna (po francusku Garonne) niesie wody z hiszpańskiej części Pirenejów przez południowo zachodnią Francję. Festiwal – Bordeaux fête le Fleuve – odbywa się zawsze w ostatnim tygodniu maja. Są regaty i nocne pokazy sztucznych ogni inaugurowane ekscytującą Parade des Héros.
www.bordeaux-fete-le-fleuve.com
www.int.rendezvousenfrance.com
www.bordeaux.tv

Tekst publikowany w portalu http://magazynswiat.pl w maju 2015.

Francja – Mont-Saint-Michel zrewaloryzowane

Aby  zachować dla potomnych bezcenny skarb i krajobrazowy fenomen jakim jest Mont Saint-Michel, Unia Europejska, Francja i jej prowincje: Normandia oraz Bretania, podjęły przed laty współdziałanie.

Film zamieszczony na FB przez https://brightside.me/

W efekcie procesów sedymentacyjnych, morze „odsuwało się” bowiem coraz bardziej od obiektu, ustępując miejsca słonym łąkom, porastającym poszerzające się z roku na rok namuliska. Badania stanu obiektu rozpoczęto w 1995 roku. Międzynarodowi eksperci byli zgodni, że jeśli do 2040 roku nic nie zostanie przedsięwzięte, Mont-Saint-Michel znajdzie się nieodwracalnie na stałym lądzie i wzgórze otoczą słone łąki. Prace zmierzające do przywrócenia nadmorskiego charakteru obiektowi, podjęto 10 lat później. Gruntowna odnowa krajobrazu zajęła kolejną dekadę.

Skarb francuskiego dziedzictwa narodowego – Mont-Saint-Michel i zatoka odzyskują w 2015 roku swoją prawdziwą naturę. Odtąd, w czasie przypływów, Mont-Saint-Michel na powrót będzie wyspą. Tak jak przed wiekami, gdy mnichów zachwyciła regularność z jaką morze oblewało wzgórze. To właśnie skłoniło ich do osiedlenia się i stworzenia na szczycie arcydzieła religijnej architektury.

Kluczowe znaczenie dla powodzenia przedsięwzięcia rewaloryzacyjnego miała budowa nowej zapory na rzece Couesnon. To ona zapobiega dalszemu zamulaniu zatoki. Jest więc również dziełem wybitnym, tyle że współczesnych inżynierów. Dzięki niej udało się przywrócić wyspowy charakter Mont-Saint-Michel. Zrewaloryzowany fenomen natury będzie odtąd budzić podziw kolejnych pokoleń swoim niepowtarzalnym pięknem.

INFO
www.discover-montsaintmichel.com


Tekst publikowany w portalu http://magazynswiat.pl w maju 2015.

Francja / Górna Sabaudia, Grand Massif – la grolle

Tradycyjny, popularny w subregionie Grand Massif w Alpach Rodanu, podawany na gorąco napój alkoholowy.

Jego składniki to kawa, cukier, wanilia, 40% Cointreau, sznaps oraz coś jeszcze, co jest zawsze tajemnicą konkretnego gospodarza. Do picia służy specjalne gliniane naczynie, które należy trzymać w dwóch rękach. Ma od 6 do 12 ustników, i też określane jest mianem la grolle. Pierwszy łyk należy do pana domu, potem naczynie krąży wśród stołowników. To tradycja i przyjemny element wieczornych posiłków spożywanych zwyczajowo wraz z gospodarzami w domach typu gîte, w których wynajmując pokój mieszka się najprzyjemniej, płaci stosunkowo niewiele, i wieczorny posiłek spożywa ze wszystkimi domownikami, szlifując francuski (a jak ktoś się martwi, że nie rozumie ani słowa, to po kilku łykach grolla zobaczy, że nauka stanie się łatwiejsza).

INFO
Morillon leży ok. 60 km od Genewy, 50 km od Chamonix: www.ot-morillon.fr. Napoju kosztowałem w prowadzonym przez rodzinę Gérard Le Gîte „Visigny” (Visigny n°6 – Masson Gérard); adresy domów sieci Gîte de France pogrupowane regionami w portalu: www.gites-de-france.com

Tekst publikowany w portalu magazynswiat.pl

Francja / Górna Sabaudia, Avoriáz – z czerwonego cedru

Avoriáz 1800 jest jedną z czternastu stacji Les Portes du Soleil (Bram Słońca; 650 km tras), regionu narciarskiego na granicy Francji i Szwajcarii.

Dostęp do tak ogromnej sieci kusi mnie zawsze praktycznie niewyczerpanymi możliwościami. Avoriáz burzy przy tym pogląd, któremu hołdowałem, że alpejskie wioski z tradycyjną zabudową są dla wszystkich, zaś nowoczesne kombinaty narciarskie tylko dla wiecznie niezaspokojonych poszukiwaczy adrenaliny – w dzień na stokach, a po zamknięciu wyciągów w sklepach, klubach i dyskotekach. Funkcjonalne rozwiązania i romantyczna atmosfera tworzą tu doskonale wyważoną kompozycję. To fenomen – jak Alpy długie i szerokie, drugiego takiego miejsca nie widziałem.

do-sieci_masteczko-z-ksiezycem

Dzwonią dzwonki sań
Dniem wymiany gości w ośrodku jest sobota. A że kwaterę można zająć dopiero po 17-tej, Avioriáz wita mnie wieczornym oświetleniem. Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że wylądowałem na kosmodromie jakiejś odległej planety. Szosa kończy się półkolistym peronem, za którym jest już tylko śnieg. Światła latarni odbijają się w kabinach czekających na gości i ich bagaże gąsienicowych pojazdów.

Mam niedaleko, więc wędruję pieszo. Pada gęsty śnieg, a ja ciągnę plecak i narty na śmiesznych saneczkach. Odczepiłem je jak wózek w supermarkecie – wrzucając „eurozłotówkę”. Górne piętra hoteli rozmywają się we mgle, a śnieg chrzęści pod nogami. Odruchowo zerkam, czy pod ozdobionymi światełkami choinkami nie leżą prezenty. Powietrze jest rześkie i czyste. Brzęczą dzwonki końskich uprzęży. Panuje niezwykła atmosfera jakby wiecznie trwających świąt, bo sanie są oprócz gąsienicowych pojazdów podstawowym środkiem transportu w Avoriáz. Na ulice stacji nie wolno wjeżdżać samochodami. Nie jest to tylko formalny zakaz. W Avoriáz po prostu nie ma… ulic. Ciągi piesze są przedłużeniem nartostrad i podobnie jak nartostrady są wyrównywane przez ratraki. Szum ich silników stanowi każdego ranka charakterystyczny akord.

O świcie obserwuję jak po przeciwnej stronie ulicy, przed piekarnią ustawia się długa kolejka. Francuscy goście ośrodka nie wyobrażają sobie przecież dnia bez chrupiącej bagietki. Z obawą oczekiwałem śniadania. Czy nie będzie złożone jedynie z croisanta i mikroskopijnej porcji dżemu… Na szczęście stacja, w której na stałe mieszka zaledwie 300 osób, zimą obsługuje 1500, a gości jest dziesięciokrotnie więcej, nastawiona jest kosmopolitycznie. Na mój stolik wjechały różnego rodzaju pieczywa, wędliny, konfitury i co najważniejsze – fantastyczne sery.

do-sieci_sanie-w-ruchu

Niebieskie, czerwone, czarne…
Profil ulic jest tak dostosowany do sieci wyciągów, że praktycznie narty zakłada się i zdejmuje w progu zajmowanej kwatery. Bez względu na to czy jest się mieszkańcem apartamentu za 350 EUR za tydzień, czy ekskluzywnego suite za 350 EUR za dobę w prestiżowym hotelu Les Dromonts. By skrzyżowania były bezkolizyjne, część ulic-nartostrad biegnie tunelami. I nie jest to idee fix architektów, ale praktyczne rozwiązanie. Gdy słońce zagląda do Avoriáz, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki z hoteli wynurzają się dziesiątki narciarzy i deskarzy. Zjeżdżam wraz z innymi do centrum, na Promenade du Festival, gdzie mieści się informacja i kasy ośrodka. Tłum przenosi się na stoki i Avoriáz ogarnia cisza. Tylko dziecięca wioska w centrum rozbrzmiewa nieustannym gwarem. Pod opieką instruktorów dzieciaki powyżej trzeciego roku życia stawiają pierwsze kroki na nartach. Kupuję karnet i Bramy Słońca stają otworem.

Wyciągi Avoriáz są tak usytuowane, by narciarze każdego poziomu mogli bez znudzenia szlifować umiejętności, a wraz z podnoszeniem kwalifikacji bez trudu przenosić się na coraz trudniejsze stoki. Wokół stacji jest 50 nartostrad zgrupowanych w 6 sektorach. W centralnym Station są jedynie trasy zielone – ulice i łączniki do pozostałych grup. Najwięcej tras niebieskich znajduje się w Super Morzine. Sporo jest ich także w Lindarets. Ten zaciszny rejon, gdzie jeździ się w lesie będę jeszcze błogosławić w wietrzne dni. W sektorach Chavanette i Arare jest trudniej, gdyż dominują trasy czerwone. Tu znajduje się najwyższy punkt jaki można osiągnąć przy pomocy wyciągów. W bezchmurne dni widać Mont Blanc.

Zdecydowanie czarno jest na stokach Hauts Forts. We Francji czarny kolor oznacza nieratrakowane trasy, które stanowią wstęp do jazdy stricte pozatrasowej. Od dziewiczych terenów, czarne trasy różnią się przede wszystkim tym, że są stale kontrolowane. Po obfitych opadach śniegu, póki warunki się nie ustabilizują, gospodarze zamykają wyciągi obsługujące wszystkie zagrożone lawinami tereny. Korzystam więc pospiesznie z dobrej pogody. Długie, zróżnicowane zjazdy z Hauts Forts są ekscytujące i kończą się głęboko w dolinie. Na górę wracam wyciągami krzesełkowymi Verare i Combe du Machon, a na koniec dnia wagonikiem najstarszej w stacji kolejki les Prodains.

do-sieci_avoriaz-2Poprowadzona spektakularnie szybuje wysoko nad drzewami, a ja podziwiam jak zgrabnie skomponowano kompleks na podciętym skalnymi urwiskami plateau. Niektóre hotele stoją wręcz na skraju przepaści. Budynki spiętrzono, by nawiązać kształtem do otaczających gór. Dachy skonstruowano tak, by śnieg tworzył malownicze czapy, nie ześlizgując się w niekontrolowany sposób, ani nie grożąc konstrukcji zmiażdżeniem. Między pojemnymi apartamentowcami kryją się kameralne wille biznesmenów i znanych gwiazd. Jedna należała do Brigitte Bardott. Niektóre z tutejszych domków (chalet) można wynająć. Ściany wszystkich bez mała budynków pokryto specjalnie sprowadzanym z Kanady czerwonym cedrem. Skąpane w promieniach słońca nieimpregnowane drewno ma intensywną, ciepła barwę. To jest znak rozpoznawczy, wizytówka Avoriáz. Aby zachować styl, nowe budynki projektują po dziś dzień ci sami architekci. Sztandarowym obiektem jest wciąż hotel Les Dromonts, otwarty jako jeden z pierwszych na święta Bożego Narodzenia 1966 roku. Obły kształt i odstające, jakby kostropate balkony nie są przypadkowe. Hotel ma przypominać szyszkę.

Na kolację przyszła pora
Po 16. wyciągi kończą pracę i na ulice wylewa się kolejna ludzka fala. Przed sklepami gwarno i tłoczno. Witryny są prawdziwą ucztą dla oka. I chociaż w ceny wkalkulowano wysokość 1800 m, na której leży miejscowość, trudno oprzeć się pokusie.

Do późnej nocy unosi się para, z przygotowywanych naleśników. W najprostszej nawet budce, menu obejmuje co najmniej dziesięć dodatków, którymi wypełnia się rozłożysty, powabnie pachnący plaster ciasta. Jednak po zmroku, życie w stacji przenosi się do wnętrza lokali. Wśród 45 pubów, restauracji i klubów każdy znajdzie ulubione miejsce. Młodzieży, która licznie odwiedza Avoriáz nie muszę polecać dyskotek. Znajdzie je bez trudu, podobnie jak puby o swobodnej atmosferze. Na eleganckie kolacje polecam urządzoną jazzowo Le Crépy. Z posteru na ścianie spogląda Duke Ellington. Z innych równie sławni wokaliści i wirtuozi saksofonu lub trąbki. Z głośników płynie delikatnie ich czarodziejska muzyka. Niski barak na skraju ośrodka kryje restaurację Chez Lanvers. Menu wypełniają dania regionalne – grillowane mięsa z warzywami, zupy i sery. Palce lizać. Do tego duży wybór win z regionu, czyli z Górnej Sabaudii (Haute-Savoie) i co najważniejsze, przystępne ceny. Restauracja La Table du Marché w hotelu Les Dromonts ma ekskluzywny, designerski wystrój i ceny stosowne do anturage’u. Szef, Christophe Leroy, organizuje lekcje gotowania dla chętnych.

W dzień też jest nieźle. Przy trasach narciarskich jest sporo znakomitych restauracji. Żeby dobrze zjeść, oglądając stację z innej perspektywy, polecam dość znacznie oddaloną od centrum restaurację Les Cretes de Zorre w sektorze Super Morzine. Najstarsza w okolicy, pamięta narodziny ośrodka. Przed 40 laty był to jedyny w okolicy szałas pasterski. Dziś rozbudowany, przyciąga licznych gości znakomitym menu i domową atmosferą. Właściciel przechadza się wśród gości. Zagaduje stałych bywalców, wita z nowymi. Z tarasu widać świetnie amfiteatralnie usytuowane Avoriáz i górujący nad nim masyw Les Hauts Forts (2466 m). Założę się, że ta sceneria urzekła mistrza olimpijskiego w biegu zjazdowym Jeana Vuarneta. Urodzony w pobliskim Morzine musiał stąd nieraz podziwiać okolicę i doprowadził do utworzenia ośrodka. Projekt był dziełem developera Gérarda Brémonta (do niego należy dziś kompleks hoteli Pierre & Vacances, dysponujący największą w ośrodku ilością apartamentów do wynajęcia) oraz grupy młodych architektów. Futurystyczny jak na lata 60. XX w. wzbudził gorącą dyskusję. Zaprezentowany jednak w ramach wizji całego pogranicznego regionu na międzynarodowej wystawie w Losannie w 1963 roku zyskał doskonałe recenzje. Realizacja stała się odskocznią światowej kariery dla budowniczych Avoriáz.

Spełnione marzenia
Jean Vuarnet i jego szwajcarscy przyjaciele, marzyli o stworzeniu narciarskiego raju, w którym będzie można przenosić się z doliny w dolinę. Bez żadnych ograniczeń. Dlatego Avoriáz łączy się wyciągami z pozostałymi stacjami regionu. Dzięki takiemu rozwiązaniu można zwiedzać pozostałe „bramy” – 8 francuskich i 6 szwajcarskich oraz, niezależnie od tego gdzie się mieszka, uczestniczyć w najciekawszych imprezach.

do-sieci_avoriaz-wsrod-chmur

Avoriáz zasłynęło z organizowanych przez 20 lat międzynarodowych festiwali filmów fantastycznych. Później hitem stały się otwarte zawody w zimowych dyscyplinach X, organizowane najczęściej na stokach Hauts Forts. Światowy rozgłos zyskały też rozgrywane na początku lutego mrożące krew w żyłach derby na ścianie Chavanette. Przed zgromadzonymi na wysokości 2180 metrów jest tylko jedna, niezwykle stroma trasa (1250 metrów różnicy poziomów) i tylko jeden cel – jak najszybszy zjazd w dół.

Wyciąg Express Mossettes prowadzi do szwajcarskiej Val D’Illiez. Co roku 19 marca, w dniu św. Józefa na wysokości blisko 2000 metrów, na Col des Portes du Soleil odbywa się huczne powitanie wiosny. Na narciarzy czeka wówczas zupa cebulowa, gorące raclette i inne smakołyki miejscowej kuchni. Nie zważając na narciarskie buty można przy muzyce przetańczyć ten dzień uznany w Szwajcarii za oficjalne święto wiosny.

Jest w czym wybierać i trudno się zdecydować kiedy najlepiej przyjechać do Les Portes du Soleil. Łatwiej podjąć decyzję co do bazy wypadowej. Tym bardziej, że w wyborze Avoriáz utwierdza mnie bajeczny spektakl. Z doliny Prodain wznoszą się skłębione chmury. Wyłaniają się spośród nich budynki stacji. Nie da się ukryć, to ośrodek z probówki, jak Val d’Isere, czy Les Arcs. Różni się jednak od tamtych kombinatów narciarskich czymś nieuchwytnym, co sprawia, że w tym na wskroś nowoczesnym kompleksie czuję się równie dobrze jak w alpejskiej wiosce o tradycyjnej zabudowie.

INFO
www.avoriaz.com
www.portesdusoleil.com
Avoriáz leży 80 km od genewskiego lotniska Cointrin, do stacji kursują stamtąd Shuttle Busy (www.altibus.com).

Transgraniczne regiony narciarskie – poznawanie przez smakowanie

Wybór narciarskiej stacji uzależniamy najczęściej od długości i zróżnicowania tras, o cenach nie wspominając. Myślimy przede wszystkim, że zażyjemy trochę ruchu i odetchniemy od problemów.

Będziemy podziwiać krajobrazy. To jasne; z tras i snowparków roztaczają się zazwyczaj spektakularne widoki. Klasycznego zwiedzania raczej nie przewidujemy. A jednak będziemy zwiedzać i poznawać. Od najlepszej strony! Przez pryzmat stołu, za którym zasiadamy z apetytem po kilku godzinach spędzonych na świeżym powietrzu. Niezła recepta, bo w menu, jak w zwierciadle odbijają się zalety i wady stron, w których jesteśmy. Szczególne są pod tym względem regiony transgraniczne. Ich kultura jest najbogatsza, a kuchnia – najsmaczniejsza.

Bramy Słońca
Les Portes du Soleil obejmuje 14 stacji rozrzuconych po francuskiej i szwajcarskiej stronie granicy. Są tak połączone wyciągami, że można korzystać łącznie z 650 km tras, licznych snowparków oraz nieograniczonych niemal terenów do jazdy pozatrasowej (rzecz jasna, freeride jest możliwy tylko wtedy gdy nie ma zagrożenia lawinowego).

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Owszem, widać stąd Mont Blanc, ale tereny narciarskie rozlokowane są na umiarkowanych wysokościach, znacznie poniżej 3 tys. metrów. Klimat nie jest więc zbyt srogi, a na zalesionych odcinkach nie wieje i sypie w oczy śniegiem. Charakterystycznym rozwiązaniem jest zoning. Trasy wokół każdej stacji są pogrupowane pod względem trudności. Nie, nie są takie same. W każdej strefie dominują jedynie trasy konkretnego poziomu, przez co narciarze o różnych umiejętnościach nie są skazani na swoje towarzystwo. Podnoszący zaś kwalifikacje mogą bez trudu przenieść się do sąsiedniego sektora by podejmować trudniejsze wyzwania. Jak wszędzie w Alpach roi się od restauracji – górskich szałasów (chalet), oferujących dania regionalne i nowoczesnych lokali, nierzadko z daniami międzynarodowej kuchni albo z kreatywnymi, niebanalnymi propozycjami. Przeglądając już pierwsze menu zorientujemy się, że nikt tu nie traci czasu na bezprzedmiotowe spory czy fondue wywodzi się z Francji, czy ze Szwajcarii. Cały wysiłek jest skierowany na przygotowanie dań jak najlepiej. Konkuruje się jakością. Tutejsze menu to prawdziwy festiwal dań bazujących na doskonałych serach. Podawane na ciepło znakomicie reperują nadwątlone na stoku siły. Oczywiste można kosztować naleśników, które we francuskojęzycznej Europie wypierają z rynku fast food amerykańskiej czy arabskiej proweniencji. Do dań podają tutaj wina. Zarówno te z Górnej Sabaudii jak i szwajcarskie – znad pobliskiego Jeziora Genewskiego i z doliny Rodanu, z kantonu Valais.
www.portesdusoleil.com

Droga Mleczna
Via Lattea to największa bodaj w Alpach huśtawka narciarska, rozciągnięta na pograniczu Francji i Włoch. Raczej nie da się całej poznać podczas krótkiego urlopu, bo trasy mają łącznie 400 kilometrów długości.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Po francuskiej stronie główną bramą regionu jest sabaudzkie Montgenèvre. Po włoskiej – piemonckie Sestriere, miejscowość w której odbywały się alpejskie konkurencje zimowej olimpiady w 2006 roku. Sestriere powstało na surowym korzeniu w latach 30. XX w. ponieważ możliwości rozwojowe dla sportowej infrastruktury dostrzegł Agnelli – słynny menadżer Fiata z oddalonego o 100 km Turynu. Za jego sprawą włoskie Sestriere stało się pierwowzorem mnożących się po wojnie we Francji stacji narciarskich „z próbówek” – funkcjonalnych i doskonale zorganizowanych, lecz niezbyt romantycznych jako, że wystawianych tam gdzie wcześniej pasło się jedynie bydło. Wzniesione przez Agnelli’ego pierwsze hotele, dwie charakterystyczne wieże, do dziś przykuwają uwagę swym niecodziennym cylindrycznym kształtem. Na przełęczy, w samym centrum wznosi się obelisk upamiętniający przemarsz napoleońskich wojsk, ruszających na podbój Europy. Zadufany w swe siły cesarz Francuzów nie mógł sobie odmówić przyjemności. Forsował Alpy tym samym traktem, którym bez mała 2 tysiące lat wcześniej pędził bojowe słonie Hannibal. Na Mlecznej Drodze będziemy kosztować lekkiej zupy z warzyw – pochodzącej z Mediolanu minestrone. Rozgrzejemy się podgrzewanym na francuską modłę grzanym winem (vin brulé). Warto tylko pamiętać, że bardziej wyrafinowanymi trunkami z Sabaudii, a już z pewnością piemonckimi z wyższych półek, należy się rozkoszować w czystej, niezmodyfikowanej postaci.
www.vialattea.it
www.ski-france.com

Dolomity
Trasy wspomnianych wcześniej regionów narciarskich rozciągały się okrakiem ponad państwowymi granicami. Trasy Dolomitów poprowadzone są w całości po włoskiej stronie Alp. A jednak, ze względu na skomplikowaną historię, jest to pogranicze – włoskojęzycznych regionów Trentino i Wenecji Euganejskiej (Veneto) z niemieckojęzycznym Południowym Tyrolem, który trafił w granice Włoch po upadku habsburskiej monarchii w 1918 roku.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Dolomity oferują łącznie 1220 km tras w ramach jednego systemu, z karnetem DolomitiSuperski. Jednak w odróżnieniu od Les Portes du Soleil, czy Via Lattea, każdy z tutejszych 12 ośrodków narciarskich jest całkowicie samodzielny. Żeby zaś przenieść się do sąsiedniej stacji trzeba użyć samochodu lub skorzystać z publicznej komunikacji. Przyjemne konsekwencje położenia Dolomitów na kulturowym i językowym pograniczu dostrzeżemy od razu w tamtejszej kuchni. Przygotowywane na włoską modłę pasty polane są obfitymi sosami, a w zupach pojawiają się tłuste knedle. Z drugiej strony, dania z serów, tak typowe dla kuchni krajów alpejskich, nabierają delikatnego wyrazu, przyprawione włoską oliwą. Ba, jedno z południowo tyrolskich schronisk, usytuowane przy słynnej karuzeli narciarskiej Sella Ronda, oferuje dania z owoców morza. Wyławiane o świcie w wodach niezbyt odległego Adriatyku docierają każdego dnia do kuchni przed południem, nie tracąc świeżości. Współcześnie Dolomity podbiło bombardino. Gorący napój z ajerkoniaku z różnymi domieszkami i bitą śmietaną. Z tradycją włoską ani tyrolską nie ma nic wspólnego, ale rozgrzewa i dodaje animuszu, ciesząc się ogromną popularnością wśród amatorów białego szaleństwa.
www.dolomitisuperski.com

Tekst był publikowany na łamach magazynu „Świat. Podróże. Kultura.” (jesień 2011).

Alpy – znane i mniej znane (na zimę)

Kraje alpejskie przodują na liście naszych zimowych celów urlopowych.

Trudno wyrokować co decyduje o wyborze dokonywanym przez każdego z nas. Rzecz nieco upraszczając, można jednak powiedzieć, że kto chce podziwiać najwyższe alpejskie szczyty, wybiera Francję lub Szwajcarię. Kto ceni nade wszystko przyjazny klimat, kieruje się do Włoch, przede wszystkim w Dolomity. Kto nie chce jechać zbyt daleko i płacić zbyt drogo, ale oczekuje perfekcyjnego przygotowania tras, decyduje się na Austrię, zwłaszcza Tyrol – królestwo lodowców. Alternatywą słynnych i obleganych kurortów są w takich miejscach, położone nieopodal mniej znane, a wcale nie mniej ciekawe ośrodki. Oto przykłady.

PDR_wallis_041p

Po drugiej stronie Matterhornu
Górę której kształt zna chyba każde dziecko na świecie możemy oglądać w pełnej krasie ze szwajcarskiego Zermatt. A tam niełatwo o kwatery, bo do Zermatt ciągnie nieustannie sznur gości z całego świata. Szczyt leży na granicy z Włochami. Sąsiadami Zermatt są tam Breuil-Cervinia oraz Valtournenche – kluczowe ośrodki Doliny Aosty, najmniejszego z włoskich regionów, ale otoczonego najwyższymi w Europie szczytami – od Mont Blanc po Monte Rosa. Wprawdzie Matterhorn przypomina stamtąd tatrzańskiego Mnicha, ale trasy Cervinii łączą się z tymi z Zermatt, więc można jeździć po obu stronach góry i oglądać ją również z bardziej znanej perspektywy – z wydatnym, przekrzywionym nosem. Ośrodki oferują łącznie 350 km tras zjazdowych, w tym najdłuższą w Alpach, 25-kilometrowy zjazd do Zermatt, a dla deskarzy Snowparki. Dodatkową atrakcją tego miejsca jest najwyżej położony w Europie teren narciarski. Tuż pod Matterhornem na lodowcu Theodul. Są tam zresztą najwyżej zainstalowane w Alpach orczyki, które wywożą narciarzy na Gobba di Rollin, na zawrotną wysokość 3899 m n.p.m.
www.cervinia.it
www.zermatt.ch

W Tyrolu bez lodowców
Pięć oplecionych wyciągami lodowców w austriackiej części Tyrolu oraz jeden we włoskiej, tworzą największe w Alpach zagłębie narciarskie tego typu. Ze względu na warunki klimatyczne, rzeczywiście całoroczne. Jednak Tyrol ma różne oblicza, a zimą śniegu nigdzie nie brakuje. Niemal przeciwieństwem gwarnych zazwyczaj, imponujących infrastrukturą i możliwościami Après-ski ośrodków z lodowcami, są kameralne stacje narciarskie Wschodniego Tyrolu. Ta enklawa Tyrolu rozciąga się na południowych stokach Wysokich Taurów i północnych obrzeżach Dolomitów. Największa z tutejszych stacji – Sillian oferuje zaledwie 45 km tras. Z najwyższego punktu systemu (2407 m n.p.m.) rozciąga się wspaniała panorama gór. Nigdy nie jest zbyt tłoczno, a zawsze znacznie ciszej aniżeli w głównych ośrodkach Tyrolu, ponieważ mniej tu umbrellabarów i kuszących dyskotekową muzyką restauracji. Ciekawe zjazdy prowadzą z okolicznych stoków wprost do stolicy regionu – maleńkiego, położonego nad Drawą Lienzu. Przyjemne kompleksy narciarskie ze zróżnicowanymi pod względem trudności trasami oferują także Defereggental, Hochpustertal, Virgental, Kalsertal, Villgratental oraz Lesachtal. Łącznie 350 km tras zjazdowych, 400 km torów dla miłośników narciarskich biegów oraz profesjonalnie przygotowane snowparki. Między ośrodkami łatwo się przemieszczać, a karnet na trasy w Osttirolu ważny jest w ośrodkach sąsiedniej Karyntii (najdroższe opcje otwierają także bramy Dolomitów).
www.osttirol.com

Na poboczu Mlecznej Drogi
Od włoskiego Sestriere w Piemoncie po Montgenevre w Górnej Sabaudii (Francja) rozciągają się wyciągi największej w Alpach huśtawki – Via Lattea (ponad 400 km tras zjazdowych). I znowu, nieopodal, w ośrodkach położonej tuż przy włoskiej granicy doliny Maurienne jest znacznie kameralniej i ciszej. Dolina okala od południa, najstarszy i bodaj najsłynniejszy we Francji park narodowy Vanoise. W jednej z kluczowych stacji tego regionu, w Termignon-Val Cenis jest wprawdzie tylko 80 km tras, ale na tygodniowy to aż nadto. Zwłaszcza, że w całej dolinie są 24 stacje, a tylko w tej jednej ofertę Après-ski wzbogacają baseny i park rozrywki, shoppingowe ulice oraz restauracje dwóch miasteczek: Lansebourg i Lanslevillard. Ciekawostką jest fakt, że cały region Maurienne przygotował się już przed kilku laty na przyjmowanie gości z Polski, przystosowując ceny kwater do naszych kieszeni oraz wydając przewodnik i przygotowując tłumaczone na polski strony w Internecie.
www.maurienne-tourisme.com
www.pl.franceguide.com