Birsztany, „osada nad słoną wodą”

Wśród litewskich uzdrowisk, Birsztany zajmują drugie po Druskiennikach miejsce pod względem popularności. Natomiast malowniczością położenia i zdrowotnymi walorami obficie tryskających wód mineralnych, nic a nic im nie ustępują.

Niewielka miejscowość, zamieszkała przez zaledwie 3 tysiące osób leży w jednym z wielkich zakoli Niemna, w rejonie w którym rzeka wyrzeźbiła dolinę głęboką na 40 m. Toczy nią leniwie swe wody, a na wysokich brzegach szumią sosnowe lasy. Przyrodniczym fenomenem jest jednak to, że w okolicy nie ma źródeł zwykłej wody. Występują tylko mineralne, i to o tak bogatym składzie, że charakterystyką przypominają wodę z Morza Martwego. Wodę do picia sprowadza się wodociągami z rejonów odległych o 7 km od Birsztan.

Korytarz w części zabiegowej birsztańskiego sanatorium Eglė, fot. Paweł Wroński

Osada nad słoną wodą
W 1382 roku kronikarz niemiecki wspomniał, że podczas zbrojnej wyprawy krzyżackiej na Litwę i Żmudź, bracia natknęli się na osadę położoną „nad słoną wodą”. Trzydzieści lat później, po grunwaldzkiej wiktorii, krzyżackie napaści ustały i pogromca zakonu, Wielki Książę Witold mógł częściej zażywać wypoczynku. Upodobał sobie właśnie Birsztany z warownym gródkiem na wzgórzu, które dziś nosi jego imię. Tyle, że nie zdrowotne względy ani słony smak miejscowych wód przyciągnęły księcia, ale pełne zwierza bory, w których z upodobaniem oddawał się łowom. W jego ślady szli potem inni przedstawiciele jagiellońskiej dynastii oraz wielmoże polscy i litewscy. Wodami mineralnymi Birsztan zainteresowano się dopiero w połowie XIX wieku, gdy przyniosły ulgę ciężko chorej pacjentce wysłanej tu przez lekarza z pobliskich Stokliszek. Zadowolony z postępów zaleconej kuracji, doktor Benediktas Bilinskis stał się orędownikiem utworzenia uzdrowiska w Birsztanach, na co władze carskie udzieliły wkrótce zgody. Kurort szybko się rozwinął, a w latach 60. XIX wieku zyskał nawet taką popularność, że w całej Rosji o nim mówiono. Czasy największego rozkwitu nastąpiły jednak w okresie międzywojennym XX wieku, gdy Druskienniki znalazły się w rękach polskich. Ze względu na bogatą infrastrukturę, Birsztany stały się kurortem „numer 1” na Litwie. W tamtym okresie zaczęto też butelkować najsłabiej zmineralizowane miejscowe wody, nadając im na cześć księcia Witolda nazwę Vytautas. Są teraz drugim obok sera Dziugas sztandarowym eksportowym produktem spożywczym naszych sąsiadów.

Birutės vila w Birsztanach, fot. Paweł Wroński

Odrobina zdrowia dla wszystkich
Od 1990 roku niepodległa Litwa korzysta skwapliwie ze swych naturalnych dóbr, wśród których wody mineralne Birsztan należą do najcenniejszych. Gospodarze kurortu wykorzystują wprawdzie urządzenia zdrojowe działające w czasach radzieckich, ale konsekwentnie je unowocześniają, dbając o wyposażenie i wygląd. Centrum Birsztan, w którym wznoszą się XIX-wieczne budowle – neogotycki kościół i zabytkowe zdrojowe pawilony, odzyskało świetność. Wzniesiono też obiekty nowe, przede wszystkim malowniczą drewnianą „Birutės vila“. Po ścianie wewnątrz tego gustownego acz skromnego drewnianego pawilonu, spływa do basenu woda mineralna, przepełniając powietrze – podobnie jak w tężniach – cennymi dla zdrowia mikroelementami. Pawilon jest czynny przez cały rok, a wstęp do niego jest bezpłatny. Inhalacje są zdrowe, a delikatny szum wody uspokaja. Przyjemnie się tu przegląda prasę lub czyta książkę, toczy przyciszonym głosem rozmowy, ćwiczy jogę i pije ziołową herbatę. Na pobliskim skwerze urządzono Ogród Kneippa z fontanną, po której można brodzić. Bezpośrednie działanie zimnej wody na stawy zwiększa odporność organizmu i chroni nas przed reumatyzmem.

Wały przeciwpowodziowe nad Niemnem przekształcono w Birsztanach w spacerową promenadę, a sosnowy las na wydmach w park, wystawiając przy alejkach rzeźby i gimnastyczne stacje. Jest tam także niewielka, zaaranżowana gustownie tężnia. Między wypełnione faszyną ściany, po których spływa woda, prowadzi spiralny korytarz. Tężnia działa od wiosny do jesieni, a wstęp jest bezpłatny.

Czytelnia w bibliotece „Vytauyas Mineral SPA”, fot. Paweł Wroński

Wachlarz komercyjnych możliwości
Wśród zdrojowych obiektów najważniejsze miejsce zajmują nowoczesne SPA. Wybór jest spory, bo w Birsztanach działa aż 5 dużych obiektów: „Tulpės” z miejscami dla 120 gości (www.tulpe.lt), „Versmė” z pokojami dla 340 osób (www.versme.com), 4-gwiazdkowy hotel „Royal SPA Residence” (www.royal-spa.lt), eleganckie „Vytautas Mineral SPA” (www.spavytautas.lt) oraz „Eglė” – sanatorium dla 450 kuracjuszy (www.medicalspa.lt).

Bodaj najbardziej ekskluzywne jest „Vytautas Mineral SPA”. Aż trudno uwierzyć, że był to w czasach komunistycznych obiekt wojskowy, bo młodzi litewscy architekci i designerzy zmienili go nie do poznania. Hall ozdobili gigantyczną instalacją przedstawiającą kolibra i zaaranżowali ze smakiem, wybiegające zeń skrzydła budynku, mieszczące gabinety zabiegowe, centrum fitness, baseny, 164 eleganckie pokoje, w tym luksusowe studia, ekskluzywne restauracje, bary i czytelnię. Ostatnie wnętrze przykuwa uwagę futurystyczną dekoracją, a jego genius locci sprawia, że na prawdę chce się tam zagłębić w lekturze.

Basen w sanatorium Eglė w Birsztanach (eglė znaczy jodła), fot. Paweł Wroński

Niejako na drugim biegunie usytuowane jest sanatorium „Eglė”, które świadczy także usługi komercyjne. Ba, pobyty są tu tańsze niż w regularnych SPA, a w cenę wliczony jest nadzór lekarza nad przebiegiem każdej terapii. To znakomity ośrodek jeśli pragniemy podreperować zdrowie. Jeśli chcemy skorzystać z gościny tylko dla przyjemności, warto wziąć pod uwagę  fakt, że trafiają tam w pierwszym rzędzie osoby z lekarskimi skierowaniami – autentycznie chore, powracające do zdrowia po poważnych operacjach i urazach. A sanatoryjna restauracja, chociaż serwuje smaczne potrawy przygotowane pod nadzorem dietetyków nie jest lokalem z przewodnika Michellina, ale stołówką przeznaczoną dla kilkuset osób.

Bursztyn w gabinecie masażu, fot. Paweł Wroński

Bursztynowe komnaty
Do naturalnych litewskich skarbów należy bursztyn, wydobywany od stuleci na bałtyckim wybrzeżu. Nic więc dziwnego, że w birsztańskich spa, pośród licznych gabinetów zabiegowych znajduje się zawsze wysublimowany jantarowy aneks. Zastygła żywica sprzed milionów lat ma piękną barwę i zawiera pożyteczne mikroelementy: krzem, magnez, żelazo, wapń, czy potas. Ich zgromadzone na powierzchni bursztynu cząsteczki reagują z wodą i innymi substancjami działając bakteriobójczo. Obniżają ciśnienie tętnicze krwi, uspokajają, podnoszą odporność organizmu i przyspieszają regenerację tkanek. Bursztyn działa podobnie do wielu modnych środków stosowanych w medycynie niekonwencjonalnej i jest pożądanym składnikiem zdrowych diet. Podobnie jak choćby sproszkowany, dodany do pitnej wody koralowiec, znakomicie oczyszcza organizm z toksyn. Ma jednak tę nad koralowcem przewagę, że nie trzeba go sprowadzać z dalekiego świata, a właściwości zdrowotne i zastosowania są bardzo szerokie. Są nim wyłożone stoły do masażów i siedziska, nadaje ciepłe zabarwienie światłu w gabinetach, doprawia się nim pitną wodę, a nalewki na bursztynie dawkuje niczym lekarstwo, i – chociaż kamieniem nie jest – większych okazów używa się w litoterapii.

Basen w „Vytautas Mineral SPA”, fot. Paweł Wroński

Nad Birsztanami balonem
W Birsztanach można nie tylko podreperować zdrowie, ale rzeczywiście wypoczywać, również aktywnie. W kurorcie działa prężnie klub żeglarski, można wypożyczać łodzie i kajaki by wiosłować po Niemnie. Największym jednak przeżyciem może się stać lot balonem. Dopiero bowiem z ptasiej perspektywy widać jak potężne są zakola Niemna i jak bogate lasy szumią wokół Birsztan. Tę atrakcję oferuje miejscowy Aeroklub „Audenis” (www.skriskimekartu.lt). Można oczywiście nie odrywać się od ziemi, jeżdżąc po okolicy rowerem lub zwiedzając okolicę pieszo. Możliwości są ogromne, gdyż park narodowy utworzony w okresie międzywojennym XX wieku by chronić imponujące zakola na 65-kilometrowym odcinku Niemna, liczy 320 km2 powierzchni.

Apartament w „Vytautas Mineral SPA”, fot. Paweł Wroński

INFO
Birsztany (Birštonas), portal w jęz. polskim: www.visitbirstonas.lt
Regionalny Park Wielkich Zakoli Niemna (Nemuno Kilpų Regioninis Parkas): www.nemunokilpos.lt
Vytautas (najlepiej znana na świecie litewska woda mineralna): www.vytautas.eu


Materiał publikowany na łamach magazynu „Eden” latem 2017, pt.: „Nad Niemnem” (Birsztany –> PDF).

 

Reklamy

Litwa zaprasza na Road Show, i z wizytą

Na Litwę ciągną nas w równej mierze sentymenty, co walory kultury i krajobrazu. Nie bez znaczenia jest także niewielki, łatwy do pokonania dystans. W efekcie modnym trendem staje się weekend na Litwie. A że atrakcji wystarczy również na dłuższy pobyt, Litwini chcą nas przekonać w kwietniu 2017 – w Katowicach, we Wrocławiu i w Łodzi.

Oprócz wspaniałych zabytków Wilna i Kowna, które częstokroć są także pomnikami naszej historii i kultury, na czoło litewskich atrakcji wysuwają się uzdrowiska. Wprawdzie najczęściej słyszymy o Druskiennikach, ale są jeszcze inne, choćby usytuowane w wielkim zakolu Niemna Birsztany, czy mniej znane w Polsce Jeziorosy. Nie mniej atrakcyjne jest wybrzeże Bałtyku, wzdłuż którego biegnie Szlak Bursztynowy.

Te i inne atrakcje, przedstawicielom polskiej branży turystycznej, mediom i litewskim społecznościom w Polsce, przedstawią podczas kwietniowego Road Show specjaliści z Państwowego Departamentu Turystyki przy litewskim Ministerstwie Gospodarki. Wesprą ich pracownicy centrów Informacji Turystycznej, prezentując nie tylko kluczowe obiekty dziedzictwa kulturowego i przyrodniczego, ale także trasy turystyczne, wydarzenia, tendencje w agroturystyce oraz bogate dziedzictwo kulinarne swojego kraju.


Imprezy promujące atuty Litwy jako turystycznego celu Polaków odbędą się:

  • 19 kwietnia 2017  o godz. 11.00 w centrum konferencyjnym hotelu „Best Western Premier Hotel”, Bytkowska 1a, Katowice
  • 20 kwietnia 2017 o godz. 11.00 w centrum konferencyjnym hotelu „Qubus Hotel Wrocław”, Św. Marii Magdaleny 2, Wrocław
  • 21 kwietnia 2017 o godz. 11.00 w centrum konferencyjnym hotelu „Hotel Ambasador Centrum Łódź”, Piłsudskiego 29, Łódź

Więcej informacji – Rolandas Girštautas: registracija@konsultacijosverslui.lt


Impreza jest częścią projektu „Prezentacja zasobów dziedzictwa przyrodniczego i kulturowego Litwy ważnym rynkom turystyki przyjazdowej” (Nr 05.4.1-LVPA-V-812-01-0002).

Przedsięwzięcie jest realizowane przez PDT i finansowane z Funduszy Strukturalnych UE oraz z budżetu państwa litewskiego.


Pomysł na Road Show w Polsce powstał w związku ze wzrostem naszego zainteresowania wyjazdami na Litwę. Świadczą o tym dane statystyczne, wskazujące, że liczba polskich turystów wzrosła w 2016 r. w stosunku do roku poprzedniego o 16,7%, a wpływy z tytułu naszych pobytów sięgnęły 10% kwot generowanych przez litewski sektor usług turystycznych.


15 miejsc na weekend (dojazd w 3-5 h)

Wiosna nastraja optymizmem, dodaje energii, sprawia, że chce się wyruszyć w podróż. W weekend, niekoniecznie długi, każde ze wskazanych niżej miejsc w Europie, samolotem lub samochodem, osiągniemy w zaledwie kilka godzin.

POLSKA

1. Do Trójmiasta po jod i muzykę
Z Łodzi czy z Warszawy dotrzemy na wybrzeże w 3–4 godz., z dalej położonych miast dogodniejsze będą połączenia lotnicze.
Do podróży nad morze – po miesiącach zimowych, kiedy to nieustannie byliśmy bombardowani zatrważającymi statystykami smogowymi – nie trzeba specjalnie zachęcać. Trójmiasto wydaje się przy tym celem idealnym. Powietrze na nadbałtyckich plażach przesycone jest drogocennym jodem, a na krańcu wysuniętego niemal pół kilometra w morze sopockiego molo jego stężenie jest dwukrotnie wyższe niż na lądzie.
Okazję, by odetchnąć pełną piersią, a zarazem podziwiać nadmorską panoramę, znajdziemy też na Wyspie Spichrzów. W znanym z zabytków i nowatorskich przedsięwzięć kwartale Gdańska kręci się już drugi sezon Amber Sky – diabelski młyn z 36 klimatyzowanymi gondolami. Podczas 15-minutowej przejażdżki kilkakrotnie osiąga się wysokość 50 m. A z góry widać więcej.
Z klasycznych atrakcji wypada wspomnieć oliwskie organy w archikatedrze, ze słynnymi figurami aniołków-muzykantów poruszających się podczas koncertu, a także gdyńskie nabrzeże portowe z otwartymi dla zwiedzających pokładami historycznych statków oraz efektownym akwarium.
W szwach pęka też majowy kalendarz trójmiejskich wydarzeń, zwłaszcza jeśli chodzi o propozycje muzyczne. 12 maja 2017 na Starym Maneżu da koncert Nigel Kennedy, a na Ergo Arenie wystąpią Hans Zimmer (26 maja) oraz, dzień później, Orkiestra Johanna Straussa, którą dyryguje André Rieu.

 

Trójmiasto ma trzy odmienne oblicza niczym prasłowiański Światowid. Wszystkie zwraca ku Bałtykowi, który jest głównym atutem metropolii.

 


2. Do bełchatowskich gigantów
Samochodem: z Warszawy – 162 km (2 godz.), z Krakowa – 213 km (3 godz.), z Wrocławia – 192 km (3 godz.), z Poznania – 280 km (3 godz.).
Pod patronatem bełchatowskiej kopalni odkrywkowej węgla brunatnego działa na wskroś nowoczesna, multimedialna wystawa Giganty Mocy (www.gigantymocy.pl). Ekspozycję poświęcono wydobyciu cennego surowca oraz technologii pozyskiwania z niego energii elektrycznej. Po uzgodnieniu telefonicznym można także zwiedzić samą kopalnię.
Dla wszystkich dostępne są platformy widokowe zainstalowane na krawędzi wyrobiska, a kto skończył 15 lat, może w towarzystwie przewodnika zjechać na dno tej największej w naszym kraju „dziury w ziemi”. Wyrobisko ma imponujące rozmiary: 280 m głębokości, 3,5 km długości oraz 2,5 km szerokości. Widać je z kosmosu, a pracujące w jego czeluściach potężne węglowe kombajny przypominają machiny z Gwiezdnych Wojen. Oglądane z bliska nie pozostawiają jednak wątpliwości, że nie są wytworami fantazji filmowych scenarzystów. Niezapomniane wrażenia – gwarantowane!
W kopalnianym pawilonie wyeksponowano także najciekawsze górnicze znaleziska. Są wśród nich wyjątkowe okazy geologiczne oraz czaszka mamuta włochatego, potężnego zwierzęcia, które zainspirowało twórców postaci Mańka z „Epoki lodowcowej”.
Program wyjazdu do Bełchatowa wzbogaci wycieczka na Górę Kamieńsk (386 m n.p.m.). Miejsce ściśle wiąże się z górniczym klimatem regionu, gdyż na ośrodek sportu i rekreacji zamieniono tu zrekultywowaną kopalnianą hałdę. Na stoku byłego wysypiska kręci się dziś wyciąg krzesełkowy. Zimą używają go narciarze, a w pozostałych porach roku – piechurzy i rowerzyści. U jego podnóża można przez cały rok szaleć na quadach.

 

Multimedialna wystawa Giganty Mocy w nowoczesny sposób wprowadza w tajniki wydobycia węgla brunatnego.

 


3. Do stadniny hucułów w Regietowie
Z centralnej i północnej Polski samolotem do Rzeszowa. Dalej autobusami przez Gorlice.
W maju, w bukowych lasach Beskidu Niskiego, zakwita czosnek niedźwiedzi, na łąkach ścielą się łany biało-różowej rzeżuchy, a nad potokami – złocistożółte kaczeńce. Pachną intensywnie, obsypane w tym czasie białymi kwiatami, krzewy tarniny i czeremchy. To idealny czas, by odwiedzić stadninę koni huculskich w Regietowie koło Gładyszowa.
Zarówno dorośli, jak i dzieci mogą tam pojeździć konno, odbyć przejażdżkę bryczką albo poddać się hipoterapii.
Koniki huculskie są dumą polskich hodowców, którzy uratowali ten gatunek przed wyginięciem. Wprawdzie wszystko zaczęło się jeszcze pod zaborem austriackim, ale prace kontynuowano konsekwentnie od okresu międzywojennego XX w. W efekcie wszystkie hucuły na świecie mają dzisiaj polski rodowód.
Stadnina w Regietowie oferuje gościom kwatery i restaurację. Jest malowniczo położona przy turystycznych trasach: na widokową Jaworzynę Konieczniańską czy na Rotundę z pomnikowym cmentarzem z I wojny światowej, który niedawno odrestaurowano.
Beskid Niski zamieszkiwali do II wojny światowej wyznawcy Kościoła wschodniego, górale ruscy zwani Łemkami. Ponieważ w latach 1941–1947 przesiedlono niemal wszystkich, a na przełomie lat 50. i 60. XX w. wrócili jedynie nieliczni, śladów ich kultury materialnej zachowało się niewiele. Gdzieniegdzie chałupy, przydrożne krzyże i figury z piaskowca. Przetrwała natomiast blisko setka drewnianych cerkwi malowniczo skomponowanych z miejscowym krajobrazem, z pięknymi polichromiami i ikonami. Podczas krótkich wypadów z Regietowa warto zwiedzić zróżnicowane pod względem architektonicznym świątynie w Skwirtnem, Kwiatoniu, Gładyszowie, Koniecznej i Zdyni.

 

Hucuły to niewielkie koniki o zadziwiającej odporności na trudy, dużej inteligencji i przyjaznym, choć zdecydowanym charakterze.

 


4. Na rzemieślnicze warsztaty w Akademii Łucznica
Samochodem: z Warszawy – 64 km (1,5 godz.), z Łodzi – 184 km (3 godz.), z Lublina – 123 km (2 godz.). Z innych miast samolotem do Warszawy, dalej pociągiem i miejscowymi autobusami.
W odrestaurowanym dworze szlacheckim w Łucznicy koło Pilawy gospodaruje stowarzyszenie promujące rzemiosło i rękodzielnictwo. Gospodarze zapraszają na warsztaty różnych dawnych prac, czyli na spotkanie, jak to ujmują, „z kulturą stosowaną – dla przyjemności”. Znakiem rozpoznawczym jest wikliniarstwo (stowarzyszenie korzysta z własnej wikliny), ale w ofercie znajdziemy także kursy batiku, ceramiki, tkactwa, tworzenia witraży, meblarstwa, ciesielstwa czy wyrobu miedzianej biżuterii. Ciekawostką jest też projekt dotyczący konstrukcji ludowych instrumentów muzycznych. Tego typu warsztaty trwają pięć dni lub dłużej, a ich cena obejmuje również zakwaterowanie i wyżywienie. Gospodarze są jednak otwarci na różne opcje. Można więc jedynie uczestniczyć w warsztatach, mieszkając gdzie indziej, albo korzystać tylko z kwater i wyżywienia, aby po prostu wypocząć w malowniczej okolicy.
Dwór otoczony jest parkiem z pomnikowym okazami kilkusetletnich drzew, a wokół zespołu dworsko-parkowego szumią lasy Mazowieckiego Parku Krajobrazowego. Można więc wyruszać na dłuższe nawet eskapady pieszo lub rowerem.

 

Oprócz aktywnego spędzania czasu alternatywą błogiego lenistwa są pomysłowe weekendowe kursy, na których rozwiniemy skrywane talenty i wyzwolimy wyobraźnię.

 


5. Do Kamieńca Ząbkowickiego na Wiosnę Tulipanów
Samochodem: z Wrocławia – 82 km (2 godz.), z Krakowa – 269 km (3,5 godz.), z Warszawy – 432 km (5 godz.). Z odleglejszych miast samolotem do Wrocławia i lokalnymi autobusami.
Historyczne rezydencje Dolnego Śląska łączy Europejski Szlak Zamków i Pałaców. W położonych przy nim obiektach funkcjonują dziś nie tylko muzea, ale także eleganckie hotele spa czy nowoczesne sanatoria. A w odrestaurowanych wnętrzach odbywają się różnorodne imprezy.
Do najciekawszych obiektów na szlaku należy pałac Marianny Orańskiej w Kamieńcu Ząbkowickim. 6–7 maja 2017 odbędzie się tam trzecia już edycja festiwalu kwiatów i muzyki Wiosna Tulipanów.
Rezydencję wpływowej arystokratki przewodniki określają mianem neogotyckiej fantazji Karla Friedricha Schinkla, wziętego w II połowie XIX w. architekta pruskiego. Jemu to księżna Marianna von Preussen powierzyła projekt i budowę rezydencji. Na jej ogromny dolnośląski majątek składało się 35 wsi i 2 miasta. Z własnych funduszy budowała drogi, mosty i osiedla mieszkalne, wznosiła i utrzymywała szpitale, ochronki dla dzieci i szkoły. Zasłynęła także z działalności charytatywnej, w tym z założenia funduszu dla wdów i sierot.
Kamieniec Ząbkowicki jest dogodnym punktem wypadowym na szlaki Kotliny Kłodzkiej oraz Opolszczyzny. Wystarczą więc jednodniowe wycieczki, by zwiedzić Kopalnię Złota w pobliskim Złotym Stoku, Paczków, nazywany z racji zachowanych fortyfikacji polskim Carcassonne, czy położone nad jeziorami Nysę lub Otmuchów.

 

XIX-wieczna rezydencja księżnej  Marianny Orańskiej jest monumentalną neogotycką budowlą z czterema narożnymi wieżami – każda o wysokości niemal 34 m.

 


KRAJE OŚCIENNE

6. Na Litwę do wód w Birsztanach
Do Wilna: samolotem (z Warszawy lata Wizz Air – 1 godz. 10 min). Dalej autobusem firmy Marijampolės AP, relacji Vilnius–Marijampolė. Dystans 92 km z Wilna (Vilnius) do Birsztan (Birštonas) pokonuje w 1 godz. 55 min. Dworzec autobusowy w Wilnie: ul. Sodų 22 (rozkład i ceny: www.autobusubilietai.lt).
Birsztany są drugą obok Druskiennik litewską oazą zdrowia i wypoczynku. Leżą w malowniczym zakolu Niemna, wśród sosnowych lasów, a ich największym skarbem są obficie tryskające wody mineralne. Najmniej zmineralizowaną butelkuje się na miejscu (woda Vytautas jest jednym z najlepiej znanych w świecie litewskich produktów eksportowych).
W odrestaurowanej pieczołowicie, centralnej części założonego w XIX w. uzdrowiska wystawiono z kolei niedawno stylowe inhalatorium, z którego korzysta się bezpłatnie.
Do kluczowych obiektów należą egalitarne Eglės Sanatorija (www.birstonas.sanatorija.lt) oraz elitarne Vytautas Mineral Spa (www.vytautasmineralspa.lt). Pierwsze łączy funkcje lecznicze i rehabilitacyjne z rekreacyjnymi. Obok pacjentów skierowanych tu przez litewską służbę zdrowia jest zawsze wielu gości korzystających z zabiegów profilaktycznych i lekarskich konsultacji na zasadach komercyjnych. Duży, nowocześnie urządzony obiekt otoczony jest rozległym parkiem, w jaki gospodarze kurortu zamienili sosnowy las na wydmach. Wytyczono w nim przyjemne ścieżki spacerowe, urządzono stacje fitness i zbudowano tężnię. Równie przyjemnie spaceruje się wałami przeciwpowodziowymi nad szeroko rozlewającym się Niemnem. Vytautas Mineral Spa z kolei, jest dziś najbardziej luksusowym obiektem w kurorcie. Oferuje bogaty wybór zabiegów dla zdrowia i urody. Ma wyrafinowany wystrój stworzony przez młodych litewskich projektantów. Skrzydła: zabiegowe, wellness z basenami oraz hotelowe zbiegają się pod szklaną kopułą ze stalowym kolibrem. Wszystko na najwyższym poziomie, włącznie… z kosztami pobytu. Ze wszystkich urządzeń kurortowych obiektów można także korzystać, wynajmując kwaterę prywatną lub pokój w pensjonacie (www.visitbirstonas.lt).

 

Birsztany leżą w wielkim zakolu szeroko rozlewającego się Niemna. Bogata przyroda doliny jest drugim, oprócz obfitych zasobów wód mineralnych, atutem litewskiego kurortu.

 


7. Na dixieland do Drezna
Samochodem: z Wrocławia – 272 km (3 godz.; loty z centralnej Polski do Wrocławia obsługuje Ryanair). Z innych miast: samolotem (najtaniej Lufthansą – 3 godz. 10 min, z przesiadką); można też dolecieć jedynie do Berlina (Air Berlin), a dalej do Drezna – pociągiem.
Każdego roku w wybranym tygodniu maja (tym razem 14–21) stolica Saksonii zamienia się w „Nowy Orlean nad Łabą”. Od niemal pół wieku goszczą wtedy w Dreźnie muzycy uprawiający nowoorleańską odmianę jazzu. Festiwalowe koncerty mają luźną formę, ponieważ odbywają się w ogródkach drezdeńskich kawiarni. Imprezę kończy zwyczajowo imponujący pokaz sztucznych ogni. Odpala się je nad Łabą, na nadrzecznych błoniach Nowego Miasta. To malownicze miejsce usytuowane jest vis-à-vis Tarasów Brühla, piętrzących się na drugim brzegu, po stronie Starego Miasta.
Na drezdeńskiej starówce nie sposób się nudzić. Pełna jest restauracji i kawiarni. Można ją zwiedzać trabantami, podczas ekscytującego Trabi Safari (www.trabi-safari.de) albo wybrać się do Semperoper, która cieszy się sławą jednego z najlepszych teatrów muzycznych na świecie. Nieopodal wznosi się z kolei Szklana Fabryka Volkswagena, a osobliwością Nowego Miasta jest sklep mleczarski Molkerei Gebrüder Pfund, którego ściany wyłożono kafelkami z pobliskiej Miśni (www.pfunds.de).
Drezno jest również świetną bazą wypadową do pieszych i rowerowych wycieczek po Szwajcarii Saksońskiej (przypomina nieco Góry Stołowe). Inny charakter mają natomiast łagodnie pofalowane tereny między Dreznem a Miśnią. W miasteczku ma siedzibę najsłynniejsza manufaktura europejskiej porcelany, a na skłonach nadłabskich wzgórz rośnie winorośl. Znajdzie się tam niejedna okazja do degustacji miejscowych trunków.
W okolicy znajdziemy też mnóstwo zamków i pałaców, jak twierdza Königstein, w której chroniła się rodzina Wettinów, barokowy Moritzburg na jeziorze czy mroczny, średniowieczny zamek Stolpen, w którym 39 lat mieszkała odsunięta od łask metresa Augusta II Mocnego, hrabina Cosel.

 

Zabytki drezdeńskiej starówki pieczołowicie odrestaurowano, korzystając – tak jak w Warszawie – z wedut Canaletta.

 


8. Do Czech na praski Festiwal Piwa
Samochodem: z Wrocławia – 331 km (4,5 godz.). Z innych stron kraju samolotem (Czech Airlines, Ryanair).
Błonia Malej Strany, najsłynniejszego obok Hradczan kwartału stolicy Czech, zajmą 11–27 maja 2017 stoiska 150 małych i średnich browarów. Do tradycji praskiego festiwalu (www.ceskypivnifestival.cz) należy warzenie specjalnego piwa. Dokonuje tego sládek, czyli mistrz piwowarski z browaru w Kruszowicach. Takiego piwa nigdzie indziej spróbować się nie da! W głównym namiocie serwowane będą dania kuchni czeskiej oraz – dla porównania – amerykańskiej i azjatyckiej, aby każdy mógł sprawdzić, jak się komponują z chmielowymi trunkami.
Zwiedzanie Pragi szlakiem piwa zaprowadzi smakoszy do dziesiątek minibrowarów, do znanych i nieznanych zakątków każdej z dzielnic miasta. Jeszcze kilkanaście lat temu Czesi, słynący z największej na świecie konsumpcji piwa, narzekali, że browarnictwo schodzi na psy. Winą obciążali międzynarodowe koncerny, które zmonopolizowały rynek. Sytuację uratował nowy trend zza oceanu. Na początku stulecia w Czechach zaczęły wyrastać małe wytwórnie. Teraz w Pradze mieści się niemal połowa z działających w kraju, w tym słynny minibrowar U Fleků (www.ufleku.cz). Niektóre hołdują tradycji, serwując piwa klasyczne z pasującymi do nich zakąskami czeskiej kuchni. Inne prześcigają się w tworzeniu eksperymentalnych receptur i w wykorzystaniu piwa w potrawach. Nic więc dziwnego, że można dziś skosztować także piwnych ciast i tortów, a nawet wypić piwnego szampana.

 

Podczas Czeskiego Festiwalu Piwa w namiotach rozstawionych na Malej Stranie można skosztować trunku ze 150 browarów.

 


9. Do Austrii nad Jezioro Nezyderskie
Samochodem: z Katowic – 447 km (4,5 godz.), z innych miast samolotem do Wiednia, dalej autobusami. Na miejscu: rowerem, a kwaterując w gospodarstwach ze stadninami… konno!
Jezioro Nezyderskie jest jedynym w Europie akwenem o charakterze stepowym – płytkim, z porośniętym szuwarami brzegiem, które upodobały sobie różnorodne gatunki ptactwa. Jest ich tak dużo, że wiosną przy szosach pojawiają się specjalne znaki nakazujące wzmożoną czujność.

 

Na zachodnim brzegu Jeziora Nezyderskiego leży Rust, które wyjątkowo upodobały sobie bociany. Na każdym z domów w miasteczku jest przynajmniej jedno gniazdo.

 

Wokół jeziora rozciągają się winnice. Urodzajne gleby, dużo słońca i wilgotny klimat sprzyjają uprawom winorośli tak dalece, że okolice te zasłynęły poza granicami Austrii z czerwonych wytrawnych trunków oraz win lodowych wyrabianych z winogron zbieranych dopiero po przymrozkach. Spośród wielu prominentnych winiarzy, którzy działają nad jeziorem, wypada przynajmniej wspomnieć należącego do światowej czołówki Umathuma z Frauenkirchen (www.umathum.at).
Oprócz winorośli w okolicy uprawia się z powodzeniem warzywa i owoce. O jednym z miejscowych rolników Erichu Stekovicsu nie mówi się inaczej niż Pomidorowy Cesarz. Ma on nasiona ponad 3200 odmian pomidorów. Uprawia jednak nie więcej niż 1000 z nich, przygotowując potem przepyszne przetwory (www.stekovics.at).

 

Głębokość Jeziora Nezyderskiego nie przekracza 2 m i nie szaleją na nim szkwały. Żeglowanie po nim, w połączeniu z podglądaniem ptaków, jest jednak niezwykle przyjemne.

 


10. Do okrągłych wiosek nad Łabą
Samochodem z zachodniej Polski do Hitzacker (centralnego miasteczka subregionu): ze Szczecina – 355 km (4 godz.), z Poznania – 498 km (5,5 godz.). Z innych miast samolotem do Hamburga (najtaniej Eurowings), dalej autobusami.
W średniowieczu słowiańsko-germańskie pogranicze ukształtowało się nad Łabą. Przez ok. 150 lat, od połowy XII w., powstawały w tym rejonie osady z okrągłym placem otoczonym domami o szachulcowej konstrukcji i działkami ziemi podzielonymi jak tort. Z ponad 1000 okrągłych wsi przetrwało 90. W okresie od Wniebowstąpienia do Zielonych Świątek, a więc w terminie zależnym od tego, kiedy wypadają święta wielkanocne, odbywa się w ich scenerii alternatywny festiwal Kulturelle Landpartie (w tym roku od 25 maja do 5 czerwca; www.kulturelle-landpartie.de). Na program składają się happeningi, koncerty i oryginalne warsztaty z udziałem ponad setki artystów. Imprezy są bezpłatne, a wyjątkiem jest chyba tylko koncert wirtuoza harfy i jego uczniów – aby wziąć w nim udział, trzeba przynieść szczapki drewna na opał, o które prosi maestro. Mieszka bowiem w zabytkowym szachulcowym domu i nie chce rezygnować z archaicznych pieców na rzecz nowoczesnej instalacji.
Wybierając się w ten region, zwany Wendlandem, warto pamiętać, że pensjonaty i hotele działają też w okrągłych wioskach. Godne uwagi są: stylowy Kartoffelhotel w Lübeln (www.kartoffelhotel.de) oraz oryginalne spa z lat 90. XX w. wystylizowane na okrągłą wioskę – Rundlingsdorf Sagasfeld w Göhrde-Metzingen (www.sagasfeld.de).

 

W okrągłych wioskach nad Łabą duch germańskiego porządku ulega urokowi słowiańskiej sielskości. W tej niecodziennej atmosferze przyjemnie się wypoczywa.

 


I DALEJ

11. Do Włoch na kwiatową Sycylię
Samolotem Wizz Air do Katanii (z polskich lotnisk ok. 3 godz.). Na miejscu można tanio wynająć samochód, np. przez http://www.rentalcars.com (w wyszukiwarce trzeba wpisać „Catania”, a potem określić czas wynajmu).
Na Sycylię można jeździć przez cały rok. Najlepiej jednak odwiedzić ją w maju, ewentualnie w czerwcu, wrześniu lub październiku. Jest wtedy słonecznie, a względnie stabilne temperatury wahają się między 20 a 30°C.
W krajobrazie wyróżnia się Etna (3345 m n.p.m.), najwyższy i najaktywniejszy z europejskich wulkanów. Popioły z powtarzających się wciąż erupcji użyźniają glebę, zamieniając stoki wulkanu w rozległy ogród. Rodzą się tu obficie warzywa i owoce, w tym odmiany winorośli, odmienne od uprawianych w pozostałych rejonach wyspy.
Majowy festiwal w niezbyt odległym od Katanii Noto jest swoistym hołdem składanym sycylijskiej przyrodzie. W piątek, zawsze przed trzecim majowym weekendem, miejscowi i zagraniczni artyści układają na głównej ulicy miasteczka dywan z kwiatów. Są na nim sceny obyczajowe, mitologiczne i heraldyczne.
Nietrwałe dzieło można podziwiać tylko przez dwa dni. W poniedziałek bowiem, zanim jeszcze kwiaty zwiędną, przebiegają po nim dzieci. To tradycja symbolizująca odwieczny cykl przyrody, powtarzające się wciąż odradzanie świata. Impreza nosi nazwę Primavera Barocca Infiorata, bo wpisane na listę UNESCO Noto słynie z barokowych pałaców, kamienic i świątyń. W 2017 r. kwiatowy dywan będzie można podziwiać 19–21 maja.

 

Górzyste ukształtowanie Sycylii sprawia, że miejsca nawet niezbyt od siebie odległe mogą znacząco różnić się klimatem, zwłaszcza temperaturą. Warto o tym pamiętać, planując wycieczki.

 


12. Na Węgry po męskiego potomka
Nawet z Krakowa do Somlóvásárhely najszybszą trasą jest 600 km, więc lepiej polecieć do Budapesztu samolotem. Stamtąd zaś autobusem lub wynajętym autem pokonać jeszcze ok. 160 km (2,5 godz.).
Świadectwem odległej przeszłości są na Węgrzech wulkany, wygasłe w prawiekach, mocno więc już zerodowane. Ich wyraźną grupę wypatrzymy bez trudu na północno-zachodnich brzegach Balatonu. W odosobnieniu wznosi się jeszcze dalej na północ wzgórze Somló. Niezwykłe miejsce – jeden z najmniejszych, ale także najciekawszych regionów winiarskich Węgier. Sławę zyskało dzięki samoukowi Béli Feketemu. Krytycy nie szczędzili mu uznania, pisząc o nim „Grand Old Man of Somló”. Niestety, winiarz wycofał się, dobiegając dziewięćdziesiątki,i przed dwoma laty sprzedał swoją niewielką winnicę.
Ciekawych win znajdziemy jednak w tym regioniezdecydowanie więcej. W jednej z dwóch winiarni przyjdzie spędzić więcej czasu, już choćby dlatego, że tylko one dysponują hotelami: Kreinbacher Birtok (www.kreinbacher.hu) oraz Tornai Pincészet (www.tornaipince.hu). Specjalnością pierwszej jest wino musujące – węgierski szampan (pezsgő), stanowiący 50 proc. produkcji winiarni. Czas upływa tam niepostrzeżenie, przy winie, rzecz jasna, i smacznych posiłkach. Winiarnia rodziny Tornai ma bardziej rustykalny klimat, ale wina także interesujące i równie niezłą kuchnię. Ponadto gospodarze urządzają koncerty muzyki jazzowej.
Odwiedzając Somló, warto pamiętać, że sztandarową winoroślą jest tu juhfark. Białe wina z niego wyrabiane wychwalano już przed 200 laty, sugerując, że należy je pić przed… aktem miłosnym. Dlaczego? Aby zapewnić sobie męskiego potomka.

Nad hotelem z winnicami Kreinbachera góruje zerodowany wulkaniczny stożek Somló.


13. Nad jezioro Bled po szczęście
Samolotem do Lublany – względnie rozsądne ceny przelotów oferują zarówno LOT (1 godz. 55 min), jak i słoweńska Adria (1 godz. 30 min). Z centrum Lublany do Bledu jest 74 km, w tym 55 km autostradą; wygodnie jest wynająć samochód; są też połączenia autobusowe.
Słowenia należy do „kieszonkowych” krajów europejskich. Z podstołecznego lotniska można więc równie dobrze udać się zarówno do centrum Lublany, jak i do malowniczego Bledu. Miasteczko należy do słoweńskich must to see. Słynie z otoczonego górami jeziora z wyspą. Ponoć w przedchrześcijańskich czasach stała na niej gontyna bogini miłości Živy. Gdy lud przyjął chrzest, w tym miejscu zbudowano kościół, jednak w ludowych wierzeniach kult Matki Boskiej splatał się jeszcze długo z kultem zakazanego bóstwa.
Motyw jeziora z kościołem na wyspie, namalowany akwarelkami, jest popularną pamiątką ze Słowenii. Najważniejsze jest jednak to, że zgodnie z romantycznym przekonaniem spełnią się marzenia temu, kto uderzy w XVI-wieczny dzwon na wieży kościoła. Dlatego nazywa się go dzwonem życzeń, a na poszukiwaczy szczęścia czekają na brzegu jeziora płaskodenne łodzie zwane pletna. Jak to bywa, i w tej legendzie drzemie ziarno prawdy. Wizyta w Bledzie może się przysłużyć szczęściu, bo wyjątkowy klimat czyni z miasteczka uzdrowisko. Co więcej, bijące z dna jeziora wody termalne pozwalają się w nim kąpać dłużej niż w jakimkolwiek innym alpejskim akwenie.
Na skałach 130 m powyżej tafli jeziora wznosi się zamek z XII w. Ponoć to najstarsza w Słowenii twierdza. Po drugiej natomiast stronie rzuca się w oczy elegancki budynek z 1947 r. Przylgnęła do niego nazwa willi Tito, gdyż jugosłowiański przywódca uwielbiał tam spędzać czas. Teraz to elegancki, 4-gwiazdkowy hotel-butik Vila Bled.

 

Po tafli jeziora Bled niesie się głos Dzwonu Życzeń. Żeby się spełniły, trzeba samemu poruszyć jego serce.

 


14. Do czarownic w góry Harzu
Z zachodniej Polski do Goslar samochodem, np. z Poznania – 475 km (5 godz.), z Wrocławia – 519 km (5,5 godz.), ze Szczecina – 393 km (4,5 godz.). Z innych miejsc samolotem do Berlina (tanie loty oferuje Air Berlin), dalej pociągami i/lub autobusami.
Maj to chyba najlepszy czas na wypad w góry Harzu. Piętrzą się, sięgając 1142 m wysokości, pośrodku niemieckiego niżu. Przez 300 dni w roku najwyższy szczyt, Brocken, zasłaniają chmury. Dodają masywowi tajemniczości, stąd przed wiekami utarło się przekonanie, że za ich zasłoną spotykają się czarownice. Ludowy motyw sabatu podchwycili artyści m.in. Goethe i Bułhakow. Góry Harzu objęte są granicami parku narodowego, którego logo stała się sylwetka czarownicy na miotle.
Kłębiące się na szczycie chmury tworzą często specyficzny ekran, na którym, o ile tylko słońce jest nisko, można dostrzec cień własnej postaci z głową okoloną tęczowym nimbem. Zjawisko to, nazwane później widmem Brockenu, opisał w 1780 r. niemiecki teolog Johann Esaias Silberschlag. Mimo wyjaśnień długo jeszcze budziło zabobonny lęk, dowodząc niezbicie, że Harzem władają złe moce.
Dziś na szczyt można wjechać 100-letnią kolejką ciągniętą przez zabytkowy parowóz. A także… przelecieć się na miotle, dzięki symulatorowi w stacyjnym pawilonie. Kolejka kursuje z Wernigerode, miasteczka, którego ozdobą jest okazały szachulcowy ratusz i 700 innych podobnie skonstruowanych domów. A nie jest to rekordowa liczba, bo podobnych w nieodległym Quedlinburgu jest aż 1300.
Harz otacza zresztą wianuszek interesujących miasteczek ze starą zabudową. Do najciekawszych należy Goslar. Na elewacjach tamtejszych domów rzadko jednak widać motyw kratki, budynki obłożone są bowiem skalnymi łupkami, odpadami z kopalni na pobliskim Rammelsbergu. Przez 1000 lat wydobywano tam rudy cynku, a czerpane ze sprzedaży bogactwo zasilało skarb niemieckiej rzeszy, tworząc podstawy władzy królów i cesarzy.

 

Z Wernigerode na wierzchołek Brockenu w górach Harzu kursuje 100-letnia kolejka.

 


15. Na Istrię po trufle i spokój
Najlepiej samochodem, ale półwysep dzieli od Polski 1000 km. Pozostaje samolot do Zagrzebia (Ryanair) i wynajęcie samochodu. Z Zagrzebia do Motovunu jest 229 km (na pokonanie trasy potrzeba ok. 3 godz.; korzystając z komunikacji publicznej, trzeba w Rijece przesiąść się do autobusu).
Na Istrii splatają się dzieje Chorwacji i Włoch, dosłownie i w przenośni. Jak żartobliwie rzecz ujmują współcześni: „przedwojenna większość stała się mniejszością”. Chociaż wielu Włochów mieszka wciąż na terenie Chorwacji, wpływy Italii odczuwa się tu najmocniej, zwłaszcza w kulturze stołu.
Najsłynniejszym nadmorskim kurortem jest Opatija. To proste tłumaczenie włoskiej nazwy Abbazia nawiązującej do założenia w średniowieczu opactwa przez mnichów benedyktyńskich. Opatija zachowała klimat z czasów, gdy była perłą habsburskich uzdrowisk i gdy gościli w niej również przedstawiciele polskiej socjety: potomkowie zamożnych rodzin oraz artyści, choćby Henryk Sienkiewicz. Ale każda z nadmorskich miejscowość Istrii godna jest odwiedzenia (Rovinj z malowniczym portem, Poreč z bazyliką z cennymi mozaikami, Pula z koloseum niewiele mniejszym od rzymskiego). Wszystkie jednak cieszą się tak dużą popularnością, że tłoczno w nich właściwie przez cały rok.
Sprzyjający wypoczynkowi spokój można znaleźć w interiorze, w miasteczku Motovun. Usadowione na szczycie wyniosłego pagórka, otoczone winnicami i oliwnymi gajami, znajduje się w rejonie, z którego pochodzą zbierane na półwyspie trufle. Do Motovunu nie mają prawa wjeżdżać samochody i jest tu tylko jeden hotel – usytuowany na szczycie wzgórza – Kastel. Ma ładnie zaaranżowane pokoje, niezłą restaurację i jest na tyle mały, że nie zmieszczą się w nim pasażerowie wycieczkowego autokaru. Stąd wszędzie blisko – do wspomnianych miasteczek i do lokalnych atrakcji, takich jak gospodarstwo rodziny Ipša (drobnego, ale wysoko cenionego producenta oliwy), do restauracji Zigante, specjalizującej się w potrawach z trufli, czy na lawendowe farmy, z których także półwysep słynie. Na weekend, nawet długi, Istria atrakcji ma aż nadto!

 

W nadmorskich kurortach Istrii znajdziemy potężne hotele i liczne mariny. W głębi półwyspu jest kameralnie i zielono. Powstają tam wino i oliwa, zbiera się trufle i uprawia lawendę.

 


Materiał publikowany na łamach „My Company Polska” w numerze kwietniowym (04) 2017 (tutaj –> PDF); www.mycompanypolska.pl

Smacznie w Wilnie – przy Pilies

Sugestii co w Wilnie zwiedzać, jest w sieci bez liku. Bez względu, którym nakłonimy ucha, w pewnym momencie odczujemy głód, zapragniemy kawy, bądź słodyczy. Zwłaszcza zimą. A że na wileńskiej starówce lokali wiele, niechybnie staniemy przed dylematem osiołka, któremu w żłoby dano. Stąd propozycja trzech lokali z klimatem, z której tym łatwiej skorzystać, że wszystkie mieszczą się przy tej samej ulicy.

Kafejka Džiugas przy ul. Pilies 28 w Wilnie, fot. Paweł Wroński

Idealnym miejscem by wypić kawę i zjeść czekoladową foremkę wypełnioną pleśniowym serem i ozdobioną żurawiną, najlepsze będą kafejki Džiugas. Są ambasadami smaku najlepiej znanego markowego sera z Litwy. Przypominają więc o legendzie, według której receptura tego sera wywodzi się ze Żmudzi (łac. Samogitia, lit. Žemaitija). Znał ją ponoć już przed wiekami przyjazny ludziom gigant, Džiugas Telšys. Pojął za żonę piękną Austelė, a gdy umarła, tak się zasmucił, że usnął obok niej na wieki. Wzgórze, na którym mieszkali nosi jego imię, zaś pobliską osadę, rozrosłą z czasem w miasteczko, nazwano Telšiai (po polsku Telsze). Ludzie z okolicy przechowali w pamięci recepturę. Miejscowe zakłady Žemaitijos pienas (Żmudzkie mleczarnie z Telszy), zaczęły jej używać w 1924 r. Kafejki Džiugas na wileńskiej starówce mieszczą się przy: Gedimino 3a, Aušros vartų 3 (nieopodal Ostrej Bramy) oraz przy Pilies, czyli Zamkowej 28 (www.dziugashouse.lt).

W restauracji sieci Forto Dvaras w Wilnie, przy Pilies 16, fot. Paweł Wroński

Poważniejszy posiłek, i do tego złożony z tradycyjnych dań litewskich, zaserwują w Forto Dvaras, także przy Pilies ale pod numerem 16. W restauracyjnym menu jest kilka wersji cepelinów. Gigantycznych cygarowatych pyz ziemniaczanych, zwyczajowo wypełnianych mięsnym farszem. Kaloryczna potrawa, tym bardziej, że podawana z zawiesistym sosem, np. grzybowym oraz – obowiązkowo – ze skwarkami i śmietaną należy do kanonu kuchni litewskiej. Hitem restauracyjnego menu w Forto Dvaras są także twarde alkohole (gėrimai) – nalewki (rauktinė), likiery (likeris) i wódki (vodka) z największej krajowej wytwórni, Stambras z Kowna. Degustacyjne porcje, ustawione są na desce według kryterium mocy (od 30% do 55% alkoholu). Pierwsza, środkowa i ostatnia są słodkie, a między nimi – wytrawne. Wszystkie wyraziste i aromatyczne. Jest pośród nich także ten najsłynniejszy litewski trunek – oryginalne Trzy Dziewiątki, wyciąg z 27 ziół dobranych po 9 (stąd nazwa): aromatycznych, gorzkich i piekących. Wszystkie do cepelinów, serów, czy ziemniaczanych placków, których w menu także nie brakuje, nadają się znakomicie. Są też idealne na zimę, bo rozgrzewają. Nie ma przy tym obawy, że wypijemy za wiele, gdyż każda porcja to jedynie 20 ml trunku. Forto Dvaras to grupa restauracji zlokalizowanych w Wilnie i Kownie. Siostrzane lokale wileńskie znajdują się przy ulicach Kubiliaus 16 i Ukmergės 369 (www.fortodvaras.lt).

Restauracja „Aula” przy Pilies 11, związana tradycyjnie z Wileńskim Uniwersytetem, fot. Paweł Wroński

Trzeci godny ze wszech miar uwagi lokal, związany jest ściśle z Wileńskim Uniwersytetem. Zarówno lokalizacją po zewnętrznej stronie murów uczelni, jak i obyczajem. Członkowie społeczności akademickiej mogą tam wchodzić bezpośrednio z terenu alma mater, a profesorom przysługują zniżki. Restauracja nazywa się Aula. Znajdziemy ją przy ul. Pilies 11. Ma bogate menu, w którym są zarówno typowe lunche, jak i uroczyste dania. Można się też zadowolić napojami i deserami, żeby posiedzieć i pogawędzić. Aula jest także wymarzonym miejscem do słuchania wieczorami muzyki na żywo, bo pod tym samym adresem działa Aula Blues Club. Aula przy Pilies nazywana jest także Pradžia, czyli Początek, bo w Wilnie są jeszcze 2 inne lokale spod znaku Auli. Przy ul. Kairėnų 53, koło Ogrodu Botanicznego, który jest także placówką uniwersytecką oraz przy Saulėtekio 5, gdzie mieści się uczelniana biblioteka (www.aularestoranas.lt).

Biblioteka Uniwersytetu Wileńskiego ozdobiona wizerunkami sławnych mężów nauki, fot. Paweł Wroński

INFO
Adresy lokali gastronomicznych Wilna (Restoranai Vilniuje), znajdują się na stronach: www.vilnius-tourism.lt w zakładkach <Atrakcje/Gastronomia> oraz <Atrakcje/Kluby i bary>, a także, m.in. w portalu www.meniu.lt


Materiał przygotowany dla portalu fly4free w lutym 2017.

Imbryk w ścianie, czyli wileńska starówka

Jest na wileńskiej starówce niewielki kwartał zagospodarowany przez artystów. Pośród wmurowanych tam w ściany przedmiotów znalazłem tablicę ze strofami Gałczyńskiego i stare imbryki. Dzieje tysiącletniego miasta, opowiadane fasadami publicznych gmachów, zabytkowych kamienic i świątyń, nabierają dzięki tym drobiazgom ciepła i intymności.

O Wilnie w telegraficznym skrócie
Stolica Litwy leży u ujścia Wilejki do Wilii. Miasto liczy około 540 tys. mieszkańców. Zajmuje powierzchnię 401 km2 (dla porównania, Warszawa – 517 km2, 1,75 mln mieszkańców). Pierwsza znana wzmianka o Wilnie znalazła się w liście Wielkiego Księcia Giedymina, którym w 1323 roku zapraszał mieszkańców krajów niemieckich i Żydów do osiedlania się na jego ziemiach. Miasto powstało wcześniej, zapewne już koło roku 1009.


INFO
Wilno dla turystów: www.vilnius-tourism.lt
O weekendzie w Wilnie czytaj w niniejszym archiwum w artykule pt. „700 lat w dwa dni”: https://pawelwronski.wordpress.com/

Joachimas Lelevelis i inni w bibliotece

Postacie zasłużone dla nauki i kultury Rzeczypospolitej Obojga Narodów uwieczniono w pogodnych freskach w bibliotece wileńskiego uniwersytetu. Są tam Adam Mickiewicz, Joachim Lelewel oraz dziesiątki innych osobistości związanych z uczelnią.

Biblioteka jest bowiem miejscem, gdzie możemy się z nimi spotkać, studiując pozostawione przez nich pisma. Współcześni natomiast profesorowie spotykają się w restauracji „Aula”, która ma od ulicy Pilies 11 wejście dla szerokiej publiczności, zaś dla członków społeczności akademickiej z drugiej strony – wprost z uczelnianego kompleksu. Grono profesorskie uczelni, honorowane jest tam niewielkimi zniżkami.


logo-uniwersytety-w-wilnieINFO

Uniwersytet Wileński (Vilniaus universitetas): www.poznajwilno.pl
Restauracja Aula (Aula Restoranas): www.aularestoranas.lt

Klasycystyczne arcydzieło w Wilnie

Bazylika archikatedralna św. Stanisława i św. Władysława w Wilnie, zwana potocznie Katedrą Wileńską, była świadkiem najważniejszych wydarzeń w dziejach narodów litewskiego i polskiego. Stoi na miejscu kultu pogańskich bogów i chrztu przyjętego przez Mendoga w XIII stuleciu. Dziś nosi klasycystyczny kostium.

Mendog po zaledwie kilku latach wiarę chrześcijańską porzucił i powrócił do kultu starych bogów. Dopiero gdy Jagiełło pojął za żonę Jadwigę, przyjął chrzest i zasiadł na polskim tronie, jego brat Witold powtórnie ochrzcił naród litewski, a w 1419 wybudował gotycką świątynię, w której wraz z małżonką został pochowany.

Opisując chrzest Litwy w 1387 roku, Jan Długosz wspomina, że ugaszono wieczny ogień podtrzymywany przez kapłanów, powycinano w pień święte gaje oraz zabroniono kultu wężów i żmij, pod których postacią Litwini i Żmudzini czcili swe dawne, leśne bóstwa.

Świadek litewskich dziejów
Na początku XVI wieku wzniesiono obok witoldowej świątyni strzelistą dzwonnicę. Ma 57 m wysokości i pełniła funkcje obronne. W następnym stuleciu katedrę przebudowano w stylu barokowym. W 1801 roku po raz ostatni zmieniono wygląd świątyni, nadając jej formę klasycystyczną. Autorem monumentalnego projektu był architekt litewski, Wawrzyniec Gucewicz. Ponad szczytowym frontonem pojawiły się wówczas rzeźby autorstwa Michała Szulca, przedstawiające św. Stanisława, św. Helenę i św. Kazimierza. W okresie międzywojennym odkryto w podziemiach grobowce Jagiellonów i utworzono królewskie mauzoleum.

Dziś odbywają się tutaj zwykłe i uroczyste msze święte, między innymi inaugurujące kadencje kolejnych prezydentów Litwy.

Šv. Kazimieras – Lietuvos Globėjas, czyli św. Kazimierz – patron Litwy
Spośród 11 kaplic otaczających nawę katedry, najcenniejsza ze względu na wystrój i symboliczną wymowę, jest Kaplica św. Kazimierza. Kanonizowany na początku XVII wieku przedstawiciel dynastii Jagiellonów został uznany patronem Litwy i Polski. Wzorowana na Zygmuntowskiej kaplica, jest jednak znacznie od tej z wawelskiej katedry większa. Również relikwiarz nosi cechy monumentalne, waży bowiem pół tony. Kaplica z lat 1623-1636 uchodzi za najwspanialsze dzieło architektury barokowej na Litwie. Jej wnętrze zdobią freski pędzla Michała Anioła Palloniego (polski malarz pochodzenia włoskiego), osiem posrebrzanych posągów królów z dynastii Jagiellonów i wspaniałe dekoracje stiukowe wykonane przez Giovanniego Pietro Pertiego.

Kaplica św. Kazimierza w Katedrze Wileńskiej, fot. Paweł Wroński
Kaplica św. Kazimierza w Katedrze Wileńskiej, fot. Paweł Wroński

INFO
Katedra Wileńska (Vilniaus Arkikatedros): www.katedra.lt
http://poznajwilno.pl/
www.lithuania.travel