Mucha szuka środka Europy

W 2004 roku Stanisław Mucha zaprezentował dokument „Mitte Europa”. W poszukiwaniu, czegoś tak abstrakcyjnego, jak geograficzny środek Europy, ekipa przemierzyła tysiące kilometrów, docierając do kilkunastu miejsc namaszczonych na „Środki” w Niemczech, Austrii, Polsce, na Litwie, Słowacji i Ukrainie.

Suchowola koło Białegostoku, Krahule w Górach Kremnickich na Słowacji, Braunau w Górnej Austrii, znane przede wszystkim jako rodzinna miejscowość Adolfa Hitlera, Purnuškės w okolicach Wilna na Litwie, czy Rachów, konkretnie miejscowość Diłowe, zagubiona na ukraińskim Zakarpaciu. Wszędzie tam żyją ludzie, wiążący nadzieje z faktem, że ich miejsce jest wyznaczonym przez kompetentnych specjalistów „Środkiem Europy”. W ciągu kilkunastu lat jakie minęły od premiery filmu, liczba „Środków” wzrosła do kilkudziesięciu. I nie ma w tym nic nadzwyczajnego, gdyż tego typu miejsca i ich nierzadko egzotyczne zagospodarowanie, są wyrazem marzeń o byciu dostrzeżonym i docenionym, o rozgłosie i wzbogaceniu się dzięki rzadkiej atrakcji. Marzeń, pospolitych we wszystkich szerokościach geograficznych. Ot, weźmy dla porównania Kenię, kraj, którego popularność wśród turystów rośnie w ostatnich latach, zwłaszcza odkąd na ekranach kin pojawił się film „Pożegnanie z Afryką”. Gdyby za dobrą monetę brać wszystkie tamtejsze tablice informujące, że właśnie znaleźliśmy się na równiku, okazałoby się zapewne, że biegnie on… zygzakiem.

Chwilami pogodny, kiedy indziej rubaszny, lecz najczęściej tragikomiczny obraz Muchy zadaje kłam mitowi europejskiej tożsamości. Tym autentyczniej, że zamiast przemówień prominentnych polityków czy żądnych poklasku celebrytów, słyszymy prostych ludzi, którzy o instytucjach i górnolotnych ideach europejskich słyszeli niewiele, a w ich mentalności lokalność zajmuje w naturalny sposób poczesne miejsce. Tak jak u zaskoczonego pytaniem o krańce Europy Bawarczyka, dumnie prezentującego własny „Środek Europy”: „dobre pytanie, nigdy się tym nie interesowałem” – szczerze wyznaje.

Stanislaw Mucha (z prawej) – przez trzy marcowe wieczory w Goethe Insstitute Polen w Warszawie opowiada o swoich filmach inspirowany pytaniami dziennikarzy (po filmie „Mitte Europa”, rozmowę prowadził Jakub Majmurek), fot. Paweł Wroński

Poszukiwanie geograficznego środka Europy zainicjowali w XIX wieku kartografowie austriaccy, choć mieszkańcy Suchowoli odwołują się do pomiarów o niemal sto lat wcześniejszych. Współcześnie, co jakiś czas obiegają media informacje o wynikach precyzyjnych pomiarów przeprowadzonych według różnorodnych kryteriów. Mało kto baczy przy tym na fakt, że nie ma zgody co do granic Europy. W Polsce, tak jak w większości krajów na świecie  odwołujemy się do granic przyjętych przez Międzynarodową Unię Geograficzną (www.igu-online.org), choć jej definicje są także gorąco dyskutowane.

Dla reżysera, temat ze sfery mentalności i kultury jest przede wszystkim pretekstem do pokazania ludzi, którzy żyją w wybranych według klucza „Środka” miejscach. Mucha przyznaje, że „podłączenie się z kamerą” do tego co się dzieje wokół kulturowego fenomenu „Środka Europy”, stworzyło znakomitą okazję do wniknięcia w ten świat, nierzadko bardzo odległy od cywilizacyjnych „europejskich” standardów. Film bawi, a jednocześnie skłania do refleksji. A jego temat wciąż pozostaje aktualny, bo chociaż niektórzy z bohaterów już nie żyją, epopeja „Środka Europy” wcale się nie skończyła.


Pokaz filmów Stanisława Muchy w ramach projektu „Ach Europa!” zorganizował Goethe Institut w Warszawie, w dniach 22-24 marca 2018www.goethe.de
Film „Środek Europy” pod angielskim tytułem „The Center” można obejrzeć na: www.cultureunplugged.com
Ciekawa rozmowa publicysty i krytyka filmowego Jakuba Majmurka z reżyserem, Stanisławem Muchą na stronach Goethe Institut Polen: www.goethe.de

Po pokazie filmu, reżyser podzielił się swoimi refleksjami z publicznością, fot. Paweł Wroński

Fragment rozmowy (bezpośrednio po pokazie), Jakuba Majmurka ze Stanisławem Muchą, zatytułowany „Mucha o Środku Europy” na moim kanale Youtube: https://youtu.be/RvuFuorkW64


Reklamy

Świnica w chmurach

Dawno dawno temu, w odległej galaktyce…

Zgodnie z tytułem, na pocztówce dostępnej niegdyś w każdym niemal zakopiańskim kiosku widniała Świnica. Świnica spowita szarym skłębionym całunem.

Zerkałem na nią nieraz, spędzając wakacje u podnóży Tatr. Ujęcie zakrawałoby na żart, gdyby nie to, że z powodu klimatu najwyższe tatrzańskie szczyty nader często giną w chmurach. Pocztówka była bardzo prawdziwa.

Odkąd w 1840 roku, znany z dowcipu dramaturg i powieściopisarz angielski Theodore Hook wysłał sam do siebie ręcznie malowaną kartkę ze znaczkiem za jednego pensa, pocztówki zawojowały świat. Stały się najpopularniejszą pamiątką turystycznych pobytów w wypoczynkowych kurortach i w zyskujących popularność egzotycznych zakątkach świata. Nic więc dziwnego, że w szczytowym okresie podboju i poznania, na pocztówki trafiły także obrazki z Tatr. I chociaż karkonoska Śnieżka odebrała Świnicy oraz innym tatrzańskim szczytom palmę pierwszeństwa (najstarszą pocztówkę z gór wysłano ze Śnieżki 23 lipca 1873 roku z punktu pocztowego otwartego przez Niemców na szczycie rok wcześniej), pierwsze tatrzańskie widokówki powędrowały w świat już w połowie lat 90. XIX wieku.

Początkowo reprodukowano litografie wykonane kilkadziesiąt lat wcześniej przez Zygmunta Bogusza Stęczyńskiego. Później ryciny zakochanego w Tatrach i Pieninach Walerego Eliasza Radzikowskiego, a wreszcie wizjonerskie obrazy ilustrujące powieść Stanisława Witkiewicza „Na przełęczy”. I nie były to tylko krajobrazy. Od samego początku treść pocztówek stanowiły także wizerunki górali i ceprów – taterników, narciarzy oraz bywalców Zakopanego, nierzadko sportretowanych w satyrycznej bądź nawet karykaturalnej konwencji. Wtedy łatwo było uwieczniać ludzi, gdyż w Zakopanem nie gościło zbyt wielu obcych. Przeważały motywy dokumentalne. Pokazywano rośliny, zwierzęta i architekturę. W pierwszym dziesięcioleciu XX wieku było w obiegu kilka tysięcy wzorów pocztówek tatrzańskich. A wraz z popularyzacją fotografii ich ilość jeszcze się zwiększyła.

Chociaż z aparatem chadzał po Tatrach również Walery Eliasz Radzikowski, oczy fotografów na Tatry skierował Mieczysław Karłowicz. Kompozytor uprawiał z upodobaniem wspinaczkę i narciarstwo nie rozstając się na wycieczkach z aparatem. A każde z jego zdjęć nie ustępowało składanym przezeń, a inspirowanym przez przyrodę i folklor nutom. Do grona pierwszych fotografów Tatr należeli Walery Rzewuski, Marian Olszyński i  Franciszek Wyspiański. Rolę ich sponsora i wydawcy pocztówek spełniało Towarzystwo Tatrzańskie. Kartki drukowano w Krakowie, Wiedniu, a także we Francji i w Niemczech. Pocztówki różniły się jednak od dzisiejszych, co wynikało nie tylko z techniki rysunku i fotografii oraz technologii drukarskich, ale także z obowiązujących przepisów pocztowych.

W latach międzywojennych do plejady fotografów uwieczniających sceny z Tatr i Zakopanego weszli bracia Zwolińscy – wyśmienici taternicy, autorzy cenionych map i przewodników górskich. Po II wojnie światowej na pocztówkach publikowano przede wszystkim fotografie autorów z artystycznym cenzusem, potwierdzonym przynależnością do ZPAF. I to ich dzieła zapełniły witryny kiosków. Z narastaniem masowego ruchu turystycznego, pocztówki – oprócz pamiątkowych – zaczęły też pełnić funkcje edukacyjne i propagandowe. Patronat nad ich wydawaniem przejęło PTTK, a drukiem zajęły się regionalne zakłady wydawnicze, powoływane jako przedsiębiorstwa dochodowe towarzystwa.

Nie wiem ile oryginalna pocztówka ze Świnicą w chmurach z lat 70. XX wieku może być dziś warta dla filokartystów. Obawiam się, że wartości 44 tys. euro, jaką to cenę zapłacił na aukcji w Londynie za wspomnianą na wstępie pocztówkę Hooka anonimowy kolekcjoner z Rygi, nie osiągnie. Ale czy to ważne?! Przecież w dobie fotografii cyfrowej każdy może zamienić wykonane osobiście zdjęcie na pocztówkę. Aby wysłać fotkę w formie elektronicznej wystarczy notebook i łącze Wi-Fi. Zwolennicy bardziej romantycznej niż e-pocztówka, klasycznej kartki, będą zmuszeni odbyć krótką wizytę w pierwszym z brzegu punkcie fotograficznym dysponującym maszyną do druku odbitek z kart pamięci. Kilka minut później, zaopatrzoną w mniej lub bardziej konwencjonalne pozdrowienia kartkę wystarczy wrzucić do skrzynki by powędrowała do rodziny lub znajomych. Jeśli wola, może być na niej Świnica w chmurach. Oby tylko Poczta Polska dostarczyła ją do adresata… zanim wrócimy z wakacji.


Na zdjęciu otwierającym widok z Łomnicy na Prostredný hrot (Pośrednią Grań, 2441 m n.p.m.). Wprawdzie to w Tatrach słowackich, ale też w chmurach, więc pasuje jak ulał!


Materiał publikowany w 2011 roku na łamach magazynu „Polska wita” (później tytuł zmieniono na „Witaj w podróży” i poszerzono zakres tematyczny o Europę i świat).


Rajecké Teplice i SPA Aphrodite

Rajecké Teplice, położone kilkanaście kilometrów od Żyliny i dobrze z nią skomunikowane, należą do najsłynniejszych słowackich uzdrowisk.

W materiale filmowym wykorzystałem utwór Jana Kantego Pawluskiewicza „Rajecke kupele”.

Miejscowość ceniona jest za klimat z dużą liczbą dni słonecznych, ale bez upałów i świeże powietrze, bez silnych wiatrów. Największym jednak skarbem są źródła wód termalnych o właściwościach leczniczych. Biją spośród warstw skalnych a ich temperatura oscyluje koło 38 st. C. Korzysta z nich efektowne „SPA Aphrodite”.

Należący do kompleksu „Aphrodite Palace” przypomina rzeczywiście antyczny pałac, do którego nawiązuje architekturą i dekoracjami.

Architektura domu zdrojowego, dziś kompleksu Palace Aphrodite i Aphrodite SPA jest doprawdy imponująca, fot. Paweł Wroński

Efektowny kompleks w centrum kurortu powstał jako dom zdrojowy dopiero pod koniec XX wieku. Nadano mu tak imponującą formę, bo chociaż Rajecké Teplice otrzymały uzdrowiskowe prawa miejskie dopiero pod koniec komunistycznej ery, to ich tradycje lecznicze sięgają przynajmniej XV stulecia gdy to na mapach widniała już nad potokiem Rajczanka nobliwa nazwa Villa Tapolcha. Rozkwit znanej ze zdrowych wód miejscowości nastąpił w stuleciu XVII, gdy władzę w tzw. Państwie Lietawskim dzierżył możny węgierski ród Thurzonów.

Pszeniec gajowy, barwna roślina z poszycia okolicznych lasów, porastających stoki pobliskich Gór Strażowskich i Małej Fatry (części Luczańskiej), fot. Paweł Wroński

Atrakcją Rajeckich Teplic jest także otoczone parkiem Łabędzie Jeziorko. Na wysepce jest restauracja w lekkim parkowym pawilonie, a po tafli akwenu można pływać wiosłowymi łodziami (5 euro za wynajęcie łodzi na pół godziny).

Rajecké Teplice termalnymi wodami stoją, fot. Paweł Wroński

SPA Aphrodite (jęz. polski): www.spa.sk
Atrakcje uzdrowiska i okolic w broszurze „Rajecká dolina” (jęz. słowacki –> ściągnij w formacie PDF)


If You like this site, your support will be welcome!

$5.00


Vrátna, czyli Karpaty w miniaturze

If You like this site, your support will be welcome!

$5.00

Dolina Vrátna w Krywańskiej Małej Fatrze jest krajobrazowym fenomenem. Tym bardziej fascynującym, że w ciągu zaledwie kilku dni można posmakować tego co w całych Karpatach najpiękniejsze.

Dzieje się tak za sprawą geologicznej budowy, szaty roślinnej i ogromnych wysokości jakie trzeba pokonywać w drodze na szczyty, mimo, że góry nie są zbyt wysokie. Królujący wśród wierzchołków Veľký Fatranský Kriváň dźwiga się zaledwie na wysokość 1709 m.

Veľký Fatranský Kriváň (1709 m), fot. Paweł Wroński

Boboty (1086 m) czy Sokolie (1172 m) są łudząco podobne do piętrzących się tuż nad Zakopanem tatrzańskich regli. Ich skalne granie porośnięte lasem mają w sobie także coś z pienińskiego klimatu. Jedynie większej rzeki brakuje, bo potok spływający doliną, mimo, że tworzy malowniczy przełom nad Terchovą – Tiesňavy, z Dunajcem fantazją równać się nie może.

Sokolie (1172 m), północne stoki, fot. Paweł Wroński

Kulminacja tego typu wrażeń następuje w grupie Rozsutców, zbudowanych z wapieni i dolomitów. Veľký Rozsutec ma 1610 m wysokości. Jest tam niemal tak, jak na Kominiarskim Wierchu w Tatrach, czy w rumuńskiej, niemal tysiąc metrów wyższej Piatra Craiului. Spacery spektakularnymi wąwozami jakimi poorane są stoki Rozsutców (Jánošíkove Diery) dostarczają podobnych wrażeń do tych, jakie wynosi się z wycieczek po Słowackim Raju, czy z malowniczych dolin: Prosieckiej i Kwaczańskiej w Górach Choczańskich. Na zmieniających od wiosny do jesieni barwę łąkach, uwijają się pośród tysięcy kwiatów motyle, pszczoły i trzmiele. Wieczorami dają koncerty świerszcze.

W wąwozie Jánošíkove Diery, fot. Paweł Wroński

Na kontrastującym krajobrazowo ze skalistym Rozsutcem, bo przypominającym kopę siana Stohu (1607 m) jest jak na połoninach w Bieszczadach, choć na jego odkrytym halnym wierzchołku nie ma aż tak bujnych traw.

W bukowym lesie na stokach Sokolia (1172 m). Małej Fatrze pietra roslinności zbliżone są do układu znanego nam z Babiej Góry, fot. Paweł Wroński

Główny grzbiet, zwłaszcza w rejonie największego spiętrzenia – rozdzielonych przełęczą Snilovské sedlo (1524 m) masywów: Veľký Fatranský Kriváň (1709 m) i Chleb (1646 m), porasta płatami kosodrzewina, a stoki zaścieła gdzieniegdzie skalny rumosz. Granitowe głazy pokrywa charakterystycznymi „mapami” szaro-żółto-zielonkawy porost zwany wzorcem geograficznym. Jest bardzo tatrzańsko, precyzyjniej rzecz ujmując: zachodnio-tatrzańsko. Wrażenie potęguje fakt, że aby dostać się w partie szczytowe z miejscowości okalających Małą Fatrę, trzeba nieraz pokonać ponad tysiąc metrów różnicy poziomów.

Pod Tanečnicou (1186 m) – widok od południa na Mały Rozsutec (1344 m), fot. Paweł Wroński

Ścieżki wiodące przez las na stromych zazwyczaj stokach mają z kolei beskidzki klimat. Również za sprawą budowy geologicznej, gdyż budujące niższe partie Małej Fatry skały tworzą wielowarstwowy przekładaniec (flisz karpacki). Po obfitych opadach łupki i margle stają się śliskie, a cięższe, zwłaszcza złożone z bloków piaskowca warstwy zsuwają się po nich. Było to przyczyną katastrofalnego osuwiska jakie latem 2014 roku miało miejsce w zamknięciu doliny Vrátnej.

Osnica (1363 m), widok z południowego stoku Rozsutca, fot. Paweł Wroński

Odległości w Małej Fatrze nie są zazwyczaj zbyt wielkie. Skaliste odcinki szlaków uatrakcyjniają przejścia, i przy zachowaniu odpowiedniej ostrożności, są świetną ilustracją powiedzonka: nie taki diabeł straszny. Największym wyzwaniem – powtórzmy to jeszcze raz – na szlakach okolic Vrátnej jest deniwelacja. Korzystając z krzesełek na Pasekach (Sedačková lanovka Vrátna-Paseky; www.lanovky.sk) i gondoli w zamknięciu doliny (Kabínková lanová dráha Vrátna-Chlebwww.ztt.sk), można jednak tak skrócić podejścia, że wycieczki w najwyższe partie zamieniają się w fantastyczne widokowo spacery, i są – jeśli tylko pogoda dopisze – dostępne dla wszystkich.

Na wierzchołku Chleba (1646 m), fot. Paweł Wroński

Wszelkie informacje o dolinie Vrátnej: www.vratna.sk
Sedačková lanovka Vrátna-Paseky (wyciąg krzesełkowy, działa w sezonie letnim od piątku do niedzieli w godz. 10:00-16:00); www.lanovky.sk
Kabínková lanová dráha Vrátna-Chleb (kolej linowa z 8-osobowymi gondolami kursuje latem w dni powszednie w godz. 9:00-17:00; w weekendy do 18:00); www.ztt.sk

Skały na Rozsutcu, fot. Paweł Wroński

Tam zjesz smacznie w Małej Fatrze

If You like this site, your support will be welcome!

$5.00

Na początku, moi młodzi podopieczni, z którymi zwiedzałem Krywańską Małą Fatrę na Słowacji zamawiali tylko pizzę, ewentualnie frytki z ketchupem. Ale, gdy się po górach chodzi, nie ma siły, jeść trzeba.

Zupa cebulowa na słowacką modłę (z menu restauracji przy Domu Kultury w Terchovej), fot. Paweł Wroński
Vyprážaný syr – tutaj z gotowanymi ziemniakami i diabelskim sosem (z chili); najpopularniejszym jednak dodatkiem jest do tej potrawy sos tatarski, fot. Paweł Wroński

 

W konkursie smaków, o palmę pierwszeństwa walczyły wkrótce vyprážaný syrbryndzové pirohy. Ulubiony słowacki przysmak czyli bryndzové halušky oraz przypominające do żywego nasze łazanki – strapačky s kyslou kapustou a údenou slaninou, a także zupy: cebulowa – cibuľová polievka (inaczej: cibuľačka, a nawet czosnkowa – cesnaková polievka (inaczej: cesnačka), nie mówiąc o zwykłym rosole z kurczaka – slepačí vývar (inaczej: slepačia polievka albo kurací vývar), także znajdowały amatorów.

Bryndzové pirohy (z menu Penziónu Stárek w Stefanovej), fot. Paweł Wroński

Przyznać przy tym trzeba, że na prawdę niezłe potrawy tradycyjnej kuchni słowackiej serwują w Krywańskiej Małej Fatrze w wielu miejscach rodzinnych stron Janosika. My odwiedzaliśmy z upodobaniem restaurację przy Domu Kultury w Terchovej (Reštaurácia Kultúrny domwww.kulturnydom.eu) oraz Penzión Stárek w przysiółku Štefanová w dolinie Vrátnej (www.facebook.com).

Na vyprážaný syr! Na bryndzové pirohy! Fot.: Paweł Wroński

Na Rozsutec bladym świtem

Wycieczka w najatrakcyjniejszy masyw Krywańskiej Małej Fatry miała być wyjściem na wschód słońca. Pomijając drobny fakt, że zaspałem (latka lecą), zachmurzenie zniweczyło ten zamysł.

Mimo wszystko, późniejsze wyjście wyszło nam na dobre. Mieliśmy bowiem fantastyczny spektakl chmur na niebie, zdobyliśmy tego dnia wierzchołek jako pierwsi i cieszyliśmy się widokami nie dzieląc szczupłego miejsca z charakterystycznym dla letniego sezonu, tłumem, nie mówiąc już o tym, że w porannym chłodzie 1000 m różnicy poziomów (między Domem HS, a szczytem), pokonaliśmy ze znacznie mniejszym wysiłkiem niż w poprzednich dniach podejścia rzędu 200-400 m.


Wycieczkę poprowadziłem w ramach obozu, zorganizowanego w Małej Fatrze przez „MOW Travel Monika Węgrzyn” w sierpniu 2017. Start 4:30, na Vel’kym Rozsutcu 7:45, Penzion Stárek w Štefanovej 12:30 (uczestnicy w wieku 11-13 lat).

Mała Fatra z widokiem na Rozsutec

Widok na skalne gniazdo Rozsutców oraz podobny do kopy siana Stoh, jest – moim zdaniem – jednym z najbardziej malowniczych w Karpatach.

Oba szczyty prezentują się imponująco z Południowego Gronia (Poludňový grúň, 1460 m), jak nazywane jest wyraźne zagięcie głównej grani Krywańskiej Małej Fatry. Dla tego widoku warto tam wyjść, mimo, że podejście z każdej strony jest dość męczące.

Veľký Rozsutec (1610 m) i Stoh (1607 m) widziane z Poludňovego grúňa (1460 m), fot. Paweł Wroński

Natomiast bez najmniejszego wysiłku, podziwiać można sąsiadujące ze sobą bezpośrednio, a jednocześnie tak odmienne góry, z balkonu „Domu Horskej Služby” w Terchovej (Vrátna-Štefanová; www.domhs.sk lub www.ztt.sk). I to bez znudzenia, bo za sprawą oświetlenia i aury widok wciąż się zmienia.

Dom HS, fot. Paweł Wroński
Rozsutec i Stoh z DomuHS, fot. Paweł Wroński
Rozsutec i Stoh w chmirach – widok z DomuHS, fot. Paweł Wroński
Rozsutec i Stoh o wschodzie słońca – widok z DomuHS, fot. Paweł Wroński
Rozsutec i Stoh z DomuHS, fot. Paweł Wroński
Rozsutec i Stoh z DomuHS, fot. Paweł Wroński
Rozsutec i Stoh z DomuHS, fot. Paweł Wroński
Rozsutec i Stoh z DomuHS, fot. Paweł Wroński

Rozsutce – zbudowany z wapieni i dolomitów skalisty masyw w północnej części Krywańskiej Małej Fatry. Wybitne kulminacje: Veľký Rozsutec (1 609,7 m) oraz Malý Rozsutec (1 343,5 m). W opadającym ku zachodowi stoku Rozsutca rzuca się w oczy skalny grzebień – Poludnové skaly. Po zachodniej stronie pyszni się też 160-metrowej wysokości skalna ściana, a w stokach masywu znajdują się niezwykle atrakcyjne przyrodniczo i krajobrazowo wąwozy określane wspólnym mianem – Jánošíkove diery. W północnych stokach masywu jest nawet jaskinia, o pięknej nazwie Kryštálová jaskyňa v Malom Rozsutci (Kryształowa), ale jak to ujmują Słowacy – „je verejnosti neprístupná” . Jej korytarze mają 26 m długości (www.terchova.info).

Poludnové skaly a z tyłu Maly Rozsutec, fot. Paweł Wroński

Masyw Rozsutców sprawia wrażenie przeniesionego z alpejskich Dolomitów. Nie bez przyczyny, bo zbudowany jest z wapieni i dolomitów. Takie podłoże sprzyja wegetacji wysokogórskich odmian roślin, które tworzą w masywie fantastyczny, barwny ogród.

Ostropesty pod Małym Rozsutcem (na siodle Medzirozsutce), fot. Paweł Wroński

Ta krótka filmowa impresja jest także dostępna na moim kanale filmowym na YouTube

Rozsutce z drogi dojazdowej do Domu HS i pobliskiego Hotelu Boboty, fot. Paweł Wroński

If You like this site, your support will be welcome!

$5.00