Berno w filmie ze srebrnym medalem

Stolica szwajcarskiej federacji rozsiadła się wśród wzgórz, w miejscu, w którym rzeka Aare wycina zamaszysty meander. Miasto ma ciekawą historię, w której pojawia się Albert Einstein, a zabytki, obiekty współczesne, lokale i sklepy, a nade wszystko stare studnie na skrzyżowaniach ulic starówki, tworzą jego wyjątkową atmosferę.

Filmową prezentację miasta doceniono na największych na świecie targach branży turystycznej ITB (Internationale Tourismus-Börse; ) w Berlinie, nagradzając obraz “Bern – Easy to reach but hard to leave” srebrnym medalem Golden City Gate.


Informacje o Bernie: www.bern.com
Film zaczerpnąłem z youtubowskiego kanału BernTourismus. Jako otwarcie wykorzystałem własne zdjęcie z lipca 2015 r.

Reklamy

100 lat promocji szwajcarskich atrakcji

Szwajcarzy dostrzegli potrzebę promowania krajowych atrakcji wśród podróżnych już na początku XX wieku. Powstałe w Bernie w 1917 roku Nationale Vereinigung zur Förderung des Reiseverkehrs, podjęło misję.

W 1955 roku, jako Schweizerische Verkehrszentrale (SVZ) z siedzibą w Zurychu, zyskało niezbędne umocowanie prawne i stało się agendą centralną Federacji. Od 1995 roku działa pod nazwą Schweiz Tourismus, cyzelując stale strukturę i podsycając zainteresowanie wypoczynkiem w Szwajcarii.

Walentynka po szwajcarsku, fot. Paweł Wroński
Walentynka po szwajcarsku, fot. Paweł Wroński

Początki promocji turystyki w Europie wiążą się z działalnością takich stowarzyszeń jak British Alpine Club z 1857 roku, Österreichischer Alpenverein (1862), Schweizer Alpen Club (1863) czy Club Alpino Italiano (1863). Powstały by zrzeszać ludzi o podobnych zainteresowaniach. Były forami wymiany doświadczeń, stymulowały honorowe i eleganckie współzawodnictwo w poznawaniu świata.

Na początku XIX wieku podróżowanie dla sportu i przyjemności stało się równoprawnym powodem podróżowania w stosunku do cenionego wcześniej jedynie naukowego poznania. XIX wiek przyniósł też dynamiczny rozwój publicznej komunikacji. Koszty podróżowania spadły. Turystyka stała się więc rozrywką egalitarną, a w konsekwencji – masową. Pierwsze skrzypce na rynku podróżniczym grali w owym czasie Brytyjczycy, nic więc dziwnego, że pionierem komercyjnych usług stał się Thomas Cook, który w 1841 roku założył w Anglii pierwsze biuro podróży.

Prekursorami szerszego spojrzenia na turystykę od strony usługodawcy, byli natomiast szwajcarscy hotelarze, którzy zaczęli się zrzeszać już w 1882 roku. Agenda promująca atrakcje przyrodnicze i kulturalne oraz infrastrukturę turystyczną była kolejnym krokiem na drodze do turystyki jako zjawiska masowego. Dziś turystyka jest jedną z istotnych gałęzi gospodarki wielu krajów. Usługi, miejsca, a nawet formy spędzania czasu są określane mianem „produktu turystycznego”, w związku z czym promocja jest i w tej dziedzinie – po staremu – „dźwignią handlu”.

W 1923 roku, czyli 6 lat od założenia, Szwajcarskie Narodowe Biuro Turystyczne otworzyło swoją pierwszą zagraniczną filię, w Nicei.

W 1935 roku promocji towarzyszył plakat, stworzony specjalnie na potrzeby kampanii. Wiła się na nim śmiałymi serpentynami górska drogi, ponieważ motywem przewodnim kampanii były „Piękne podróże samochodem”. W roku jubileuszowym ten temat także jest obecny. Trwa bowiem promocja Grand Tour Switzerland, pętli dla zmotoryzowanych długości 1600 km, prowadzącej do najważniejszych pamiątek historycznych i w najpiękniejsze zakątki kraju (m. in. do 11 obiektów z listy UNESCO i nad 22 najsłynniejsze jeziora). W 2017 roku Szwajcarzy będą udowadniać, że można po niej podróżować ekologicznie i nader nowocześnie, czyli pojazdami elektrycznymi. Przy Grand Tour zainstalowano 200 punktów ładowania samochodowych baterii.

Rok 1966 zapisał się w szwajcarskiej historii emisją pierwszej reklamy telewizyjnej. Powstał film poświęcony zimie!

logo-mojaszwajcariaWspółcześnie, Schweiz Tourismus prowadzi akcje posługując się logo z szarotką z godłem federacji, i pod hasłem In Love with Switzerland. Prowadzi własny portal www.myswitzerland.com (wersja w jęz. polskim: www.myswitzerland.com) i posługuje się hasztagiem: #inlovewithswitzerland.


Pod auspicjami Schweizerische Verkehrszentrale (SVZ) nakręcono w 1952 roku krótki film animowany poświęcony urokom szwajcarskiej zimy, „Chumm mit i d’ Winterferie!” w reżyserii Juliusa Pintschewera.

W tytule użyto szwajcarskiego dialektu języka niemieckiego (tzw. Schwiizerdütsch, literacko: Schweizerdeutsch), w którym „chumm” znaczy „komm (hier)” (www.schweizerdeutsch-lernen.ch).

Valais za Rodanem, czyli Dents du Midi

Masyw Dents du Midi – w wolnym tłumaczeniu – Zębów Południa, piętrzy się po zachodniej stronie doliny Rodanu, w Alpach Sabaudzkich, w regionie Chablais, w kantonie Valais (Wallis) w Szwajcarii.

Masyw Dents du Midi majaczący w oddali w pogodny dzień nad Jeziorem Genewskim. Widok z promenady w Montreux, fot. Paweł Wroński
Masyw Dents du Midi majaczący w oddali w pogodny dzień nad Jeziorem Genewskim. Widok z promenady w Montreux, fot. Paweł Wroński

Jego charakterystyczny, ośnieżony przez większą część roku mur, widać doskonale z północnych brzegów Jeziora Genewskiego. Już w 1784 roku na najwyższej turni masywu stanął wikary z Val d’Illiez, Jean Maurice Clément. 120 lat później zdobyte były już wszystkie „zęby”.

Ikona Szwajcarii Chateaux Chillon nad Jeziorem Genewskim, a w tle Dents du Midi, fot. Paweł Wroński
Ikona Szwajcarii – Château de Chillon nad Jeziorem Genewskim, a w tle ośnieżone Dents du Midi, fot. Paweł Wroński

W masywie Dents du Midi wyróżnia się 7 głównych wierzchołków oraz 4 wybitne przełęcze. Patrząc od strony wschodniej, czyli od południowego zachodu na północny wschód, są to:

  • la Haute Cime (3257 m)
  • Brèche des doigts
  • les Doigts (Doigts de Salanfe; 3205-3210 m): Doigt de Salanfe, le Pouce (to znaczy Kciuk), Doigt de Champéry
  • Col de la Dent Jaune
  • Dent Jaune (3186 m)
  • Brèche de l’Eperon
  • l’Éperon (3114 m)
  • Fenêtre de Soi
  • la Cathédrale (3160 m)
  • la Forteresse (3164 m)
  • Col de la Cime de l’Est
  • la Cime de l’Est (3178 m)

W popularnym wśród wspinaczy masywie wyróżniono nazwami ponad 20 turni i siodeł. Na główny wierzchołek prowadzi droga bez trudności wspinaczkowych, zdobycie pozostałych wymaga sprzętu i umiejętności alpinistycznych.

dents-du-midi_do-sieci_9203
Dents du Midi od północy, ze stoków górującego po lewej stronie Rodanu Les Diablerets, fot. Paweł Wroński

Szlak turystyczny wokół masywu liczy 42,5 km długości. Pokonuje się na nim 6000 m deniwelacji. Od lat 60. XX wieku na tej właśnie trasie odbywa się najstarszy maraton górski na świecie. Impreza zainspirowała wytyczenie ścieżki turystycznej. Dogodnymi punktami wyjścia na szlak są: znany narciarzom ośrodek Champéry we francusko-szwajcarskim systemie Les Portes du Soleil oraz wioski Mex lub Saint Maurice. W masywie zlokalizowane są dwa schroniska: Refuge des Dents du Midi – bez gospodarza (2884 m; www.refuges.info) oraz Refuge-auberge de Salanfe, na brzegu sztucznego zbiornika. Drugi obiekt jest dostępny przez cały rok i ma obsługę (www.salanfe.ch oraz www.refuges.info). Dzieli je dystans niespełna 5 km.

Dents du Midi od strony zachodniej, fot. Paweł Wroński
Dents du Midi od strony zachodniej, fot. Paweł Wroński

Od strony południowo zachodniej na wysokości 1925 m rozlewa się Jezioro Salanfe (Lac de Salanfe), zbiornik retencyjny, z którego korzysta elektrownia z lat 50. XX wieku, zmodernizowana w latach 2006-2011, kosztem 25,8 mln CHF. Ważnym z punktu widzenia czystości krajobrazu efektem tej inwestycji, była zamiana w rejonie elektrowni napowietrznej linii energetycznej na podziemną.


logo-petli-wokol-dents-du-midiINFO www.lesdentsdumidi.ch
Tours des Dents du Midi (Wyprawy wokół Dents du Midi): www.dentsdumidi.ch

Bruno reklamuje zimę w Szwajcarii

W promocyjnych kampaniach, Szwajcarzy odwołują się do smaków i tradycji. Uciekają do specyficznego poczucia humoru, podsycają skojarzenia z nowoczesnością. Żonglując tak różnorodnymi wątkami, ambasadorami walorów turystycznych swojego kraju, czynią coraz to nowe postacie.

Niegdyś rola taka przypadła parze alpejskich górali. Sebi i Paul bawili, pokazując jednocześnie, że „Szwajcaria to nie tylko góry” (Switzerland – more than just mountains). Potem było hucznie obchodzone 150-lecie zimowej turystyki, a po grani widocznego z Zermatt Breithornu (jednego z najłatwiej dostępnych czterotysięczników), spacerował amerykański astronauta, Buzz Aldrin. Drugi obok Neila Armstronga człowiek, który stąpał po powierzchni Księżyca.

Niezmiennie, w kampaniach przewija się fikcyjna postać Jamesa Bonda, od którego przygód Szwajcarzy odcinają kupony od niemal półwiecza. W 1969 roku, „W służbie Jej Królewskiej Mości”, agent 007 dotarł przecież na szczyt Schilthornu w Berneńskim Oberlandzie. Niewyczerpanym źródłem inspiracji jest także sylwetka Matterhornu, najbardziej bodaj rozpoznawalnej na świecie góry. Jest ikoną i niezastąpionym logo każdej szwajcarskiej promocji.

Bruno gwiazdą sieci, Print Screen z zameiszczonego w tekście firmu reklamowego Switzerland Tourism
Bruno gwiazdą sieci, Print Screen z zameiszczonego w tekście firmu reklamowego Switzerland Tourism

Przed zimowym sezonem 2016/2017 pojawił się natomiast Bruno. Bruno nie jest kimś wyjątkowym. Wręcz przeciwnie, raczej dobrodusznym fajtłapą. Bruno nie radzi sobie z nartami, więc wyleguje się na leżaku i popija drinki w schroniskach przy trasach narciarskich w rejonie Grindelwaldu w Alpach Berneńskich. Wynajmuje jednak ubranego dokładnie tak jak on… kaskadera. A potem, efektowne ujęcia z karkołomnych zjazdów w wykonaniu profesjonalisty (tak dobrane, by nie było widać twarzy), umieszcza na Facebooku. Zdobywając tysiące lajków, staje się gwiazdą portalu. A przysparza mu to radości tym bardziej, że jego sława wciąż rośnie. Piękne kobiety robią sobie z nim selfie, niezwłocznie zamieszczając je w społecznościowych mediach.

Właśnie filmikiem z Brunem, Jörg P. Krebs, dyrektor Switzerland Tourism na Europę Centralną, Północną i Wschodnią zakończył w Warszawie krótką prezentację aktualnej zimowej oferty szwajcarskiej. Trzymając się zaś konwencji, Jörg skwitował swoje wystąpienie słowami: „Bruno is my brother!”.

O urokach i nowościach szwajcarskiej zimy 2016/2017 opowiada Jörg P. Krebs, dyrektor Switzerland Tourism na Europę Centralną, Północną i Wschodnią, fot. Paweł Wroński
O urokach i nowościach szwajcarskiej zimy 2016/2017 opowiada Jörg P. Krebs, dyrektor Switzerland Tourism na Europę Centralną, Północną i Wschodnią, fot. Paweł Wroński

W opublikowanym w sieci przez MySwitzerland 2 października 2012 spocie „Uhren” (ang. „Clocks”), Sebi i Paul demontowali zegary, wędrując przez zaśnieżoną Szwajcarię. Po co? Dla pointy! „Zrobimy wszystko, żeby zimowy urlop był wypoczynkiem” (We do everything for a relaxing winter holiday). Spot obejrzało jak dotąd 607,5 tys. osób.

Zamieszczony przez MySwitzerland 20 października 2015 film ze spacerującym po Breithornie Buzzem Aldrinem (Buzz Aldrin is #inLOVEwithSWITZERLAND), obejrzało w ciągu roku ponad 3,5 mln. widzów.

Jak wielu fanów zyska Bruno? Czas pokaże choć stawiałbym, ze zdystansuje nie tylko poczciwych górali, ale również astronautę, skoro film (#inLOVEwithSWITZERLAND because you can but you don’t have to) po zamieszczeniu przez MySwitzerland na Youtube 24 października 2016, a więc w zaledwie trzy tygodnie (sic!) obejrzało ponad 1,9 mln widzów.


INFO
Wszelkie informacje o ofercie turystycznej Szwajcarii: www.myswitzerland.com lub www.mojaszwajcaria.pl (tam także obejrzycie w akcji Bruna), a w mediach społecznościowych pod hasztagiem: #inLOVEwithSWITZERLAND

10 wyjątkowych stacji narciarskich

Pomysł, by na dwóch deskach zsuwać się po śniegu dla przyjemności, pojawił się pod koniec XIX w. W kolejnym stuleciu ruszono z urządzaniem tras i zbrojeniem ich w wyciągi. Ośrodków przybywało, zaostrzała się konkurencja. Dziś mamy mnóstwo
fantastycznych miejsc, a wiele z tych, które zapisały się w dziejach narciarstwa, wciąż pozostaje w czołówce. Oto kilka z nich.

Boom nastąpił po II wojnie światowej. Przybywało ośrodków. Zaostrzała się konkurencja. W efekcie, istnieje dziś mnóstwo fantastycznych stacji, a wiele z tych, które zapisały się czymś szczególnym w dziejach narciarstwa, pozostaje w czołówce, wyznacza trendy mody i standardy zagospodarowania. Oto kilka z nich.

Szwajcaria

Jeździmy tam by zasmakować wyrafinowanych win, gorącego fondue i komfortu. Najwyżej położone w Europie tereny narciarskie otaczają imponujące czterotysięczniki. Nad Zermatt piętrzy się Matterhorn o znanej całemu światu sylwetce. Aletsch, najdłuższy z lodowców naszego kontynentu spływa 24-kilometrowym jęzorem. W wysokogórskiej scenerii obracają się futurystyczne restauracje. Wszystkie miejsca są doskonale skomunikowane, a technika i organizacja – równie bezbłędne jak mechanizm szwajcarskiego zegarka.

01. St. Moritz / www.stmoritz.ch
W tym legendarnym kurorcie narodził się przed 152 laty obyczaj wypoczywania zimą w górach. Johannes Badrutt, właściciel dobrze prosperującego hotelu Kulm, zaproponował kilku angielskim dżentelmenom spędzenie w St. Moritz zimy. Na jego koszt. Przyjęli zaproszenie, a spodobało im się tak, że pozostali do Wielkanocy. Potem, zrobili taką reklamę hotelowi, St. Moritz i pokrytym śniegiem Alpom, że zima w górach stała się po prostu modna. Badrutt zelektryfikował swój hotel jako pierwszy w Alpach, a żądni przygody Anglicy, zainspirowali w ośrodku rozwój zimowych sportów. Z tym, że wcale nie nart, ale saneczkarstwa i bobslejów, które zresztą sami wymyślili podpatrując sanie miejscowych rolników. Hotel Badrutt’s Palace uchodzi dziś za synonim luksusu i należy do najdroższych w Szwajcarii. W kurorcie odbywają się elitarne imprezy, takie jak mecze polo czy wyścigi konne na tafli zamarzniętego jeziora. Modowe butiki przyciągają wymagających miłośników shoppingu, a hotelowe SPA przywracają młodość i urodę. Wieść niesie, że z narciarskiego terenu korzysta nie więcej niż 40% gości kurortu. Trasy oplatające stoki Diavolezzy i Corvatscha sięgają 3303 m wysokości i tworzą sieć o łącznej długości 350 km. Nie brakuje snowparków i tras crossowych, a rozległe stoki otwierają nieograniczone możliwości przed fanami freeride’u. Całość dostępna jest też z sąsiednich miejscowości, w tym kilku zdecydowanie egalitarnych.

Włochy

Stacje narciarskie rozsiane są po północnych i środkowych Włoszech – w Alpach i Apeninach. W rankingach popularności królują należące do Alp Dolomity, których skaliste gniazda tworzą niepowtarzalną, wręcz baśniową scenerię wypoczynku. Przez 300 dni w roku świeci w nich słońce, ale śniegu nie brakuje, bo nad górami ścierają się fale powietrza znad centralnych Alp i znad Adriatyku. Zapewne dzięki intensywnej i konsekwentnej promocji, synonimem Dolomitów stały się w Polsce stacje z regionu Trentino – Val di Fiemme i Val di Sole. Stosunkowo rzadko korzystamy z tego, że trasy 12 ośrodków tworzą największy na świecie system narciarski dostępny z jednym karnetem – DolomitiSuperski (1220 km tras; http://www.dolomitisuperski.com). Czujemy się usatysfakcjonowani pobytem w jego części, bo kochamy klimat i smaki Trentino – tradycyjne potrawy, wina oraz wylansowane nie tak dawno bombardino. Odwiedzamy chętnie Madonna di Campiglio, a na zakończenie sezonu, w połowie marca słuchamy w Val di Fiemme muzyki podczas oryginalnego festiwalu Dolomiti Ski Jazz (www.visitfiemme.it).

02. Cortina d’Ampezzo / www.cortina.dolomiti.org
Trudno powiedzieć, która ze stacji Dolomitów ma najpiękniejszą scenerię, ale widoki na turnie wokół Cortiny nikogo nie zawiodą. Patrząc na pionowe ściany turni, nie chcemy wierzyć, że w czasie I wojny światowej biegła przez nie linia frontu włosko austriackiego, i że na czuby skał wciągano działa, skały zaś drążyli minerzy by podkładać wysadzać stanowiska nieprzyjaciela. Jako kurort, Cortina rozwinęła się w międzywojniu, dzięki osobistemu zaangażowaniu Mussoliniego. Po wiekach przynależności do Habsburgów powróciła do Włoch. Austriacy zaszczepili tam ducha zimowych sportów. Duce zapragnął go zitalianizować. Popłynęły strumieniem pieniądze na inwestycje, dzięki którym w 1956 r. Cortina zdystansowała konkurencję i została gospodarzem zimowych igrzysk olimpijskich. Pierwszych w historii, transmitowanych przez telewizję. Świat ujrzał sportowe zmagania, magię narciarstwa i… piękno Dolomitów.

03. Sestriere / www.sestriere-online.com; www.vialattea.it
W ostatnim ćwierćwieczu minionego wieku rozkwitły funkcjonalne kompleksy sportowe z zapleczem hotelowym, gastronomicznym i handlowym, nazywane „ośrodkami z probówki”. Zasłynęła z nich Francja, ale to Włosi, byli prekursorami. Giovanni Alberto Agnelli, dyrektor Fiata z czasów największej prosperity koncernu znał z dzieciństwa rozległe hale Valle del Chisone w Piemoncie. Maszynami ściągniętymi z odległego o 100 km Turynu zmienił na zawsze oblicze górskiego zakątka. Wystawił hotele i założył pierwsze wyciągi. Najwięcej jednak wznoszono… garaży. Boom w branży motoryzacyjnej spowodował, że zamożni goście przyjeżdżali własnymi autami, a mniej zasobni entuzjaści narciarstwa autokarami, bądź ciężarówkami. Sestriere otwarto hucznie w 1937 r. Organizowane tu od lat 50. XX w. zawody Kandahar przekształciły się w 1967 r. w Alpejski Puchar Świata. Dzisiejsze Sestriere to apartamentowce i wspaniały teren narciarski, którego trasy i wyciągi łączą się z infrastrukturą francuskiego Montgenèvre, tworząc słynną Drogę Mleczną (Via Lattea), długości 400 km.

Francja

Wachlarz możliwości wyznaczają tak odmienne ośrodki jak Isola 2000 i Chamonix. Pierwszy nie zachwyca architekturą, gdyż na apartamentowce przerobiono dawne budynki koszarowe. Ale po nartach można nawet w najmroźniejszy dzień wyskoczyć do pobliskiej Nicei. Na spacer po plaży, a pod koniec zimy – kąpiel w morzu. Drugi ośrodek to Mekka miłośników wszelkich górskich dyscyplin sportowych, a dla miłośników narciarstwa wysokogórskiego furta lodowców Mont Blanc. Dla wielu osób ośrodki francuskie z dostępem do ogromnych, nietkniętych ratrakami terenów są kwintesencją narciarstwa alpejskiego, zaś na top liście ośrodków z urządzonymi trasami królują należące do Trzech Dolin Courchevel, Meribel i Val Thorens, znane z ekstremalnych tras Val d’Isere oraz Les Arcs, La Plagne, L’Alpe d’Huez, czy Les Deux Alpes.

04. Avoriáz 1800 / www.avoriaz.com

Ośrodek z lat 60. minionego stulecia. Spełnione marzenie słynnego niegdyś alpejczyka Jeana Vuarneta i jego szwajcarskich przyjaciół. Narciarski raj, w którym można przenosić się z doliny w dolinę, nie zdejmując nart. Avoriáz łączy się wyciągami z 8 innymi francuskimi i 6 szwajcarskimi stacjami, tworząc Bramy Słońca (Les Portes du Soleil; http://www.portesdusoleil.com), z 650 km tras, pośród których łatwo odnaleźć te najlepiej dostosowane do umiejętności i przenosić na trudniejsze po udoskonaleniu techniki. Samo Avoriáz jest ośrodkiem „z probówki”, ale wysmakowanym. Wszystkie budynki są obłożone specjalnie sprowadzanym z Kanady czerwonym cedrem, który nadaje im ciepły, przyjazny wyraz. Miejscowość jest ośrodkiem car-free, dzięki czemu powietrze jest czyste. Jeżdżą tutaj jedynie konne zaprzęgi i pojazdy elektryczne, bo w Avoriáz nie ma ulic. Ciągi piesze są przedłużeniem nartostrad i podobnie jak nartostrady są wyrównywane przez ratraki. Ich szum stanowi każdego ranka charakterystyczny akord. Funkcjonalne rozwiązania i romantyczna atmosfera tworzą tu doskonale wyważoną kompozycję.

Austria

Ojczyzna narciarstwa alpejskiego, gdyż to mieszkaniec Górnej Austrii, Mathias Zdarsky zapożyczoną od Norwegów technikę telemarku przekształcił w zjazd na równolegle prowadzonych deskach. Około 1890 r. skonstruował Lilienfelder Stahlsohlenbindung – wiązanie, umożliwiające poruszanie się na deskach w wysokogórskim terenie. Austria żyje z gór, z narciarstwa i narciarstwem. Nie ma lepszych specjalistów od techniki jazdy niż posiadacze państwowych uprawnień instruktorskich (Diplomaschilehrer). Trudno znaleźć lepiej przygotowane i rozłożone w terenie trasy. Ich kwintesencją są karuzela w Obertauern, huśtawka w Schladming czy nartostrady Lech – kurortu z luksusowymi hotelami i systemem do kontrolowanej inicjacji lawin. Sądząc jednak po statystykach, Polaków najbardziej kuszą tyrolskie lodowce (www.tirolergletscher.com). Jest ich pięć (od 45 min. do 2,5 godz. jazdy samochodem z Innsbrucku). Położone niżej od francuskich czy szwajcarskich, są mniej narażone na kaprysy pogody. Słyną ze wspaniałych widoków i nowoczesnej infrastruktury. Hintertux jest rzeczywiście całoroczny, skromne zagospodarowanie kaunertalskiego nie kłóci się z dzikim otoczeniem, stubajski ma cudowną karuzelę przecinającą lodowcowe jęzory, na pitztalskim wyjeżdża się kolejką na 3440 m, w Sölden lodowce łączy tunel, kręcono sceny do przygód Bonda w „Spectre”, a sezon kończy inspirowane marszem Kartagińczyków przez Alpy pełne rozmachu widowisko „Hannibal”.

05. Kitzbühel / www.kitzski.pl; www.kitzbuehel.com; www.weltderwunder.de
Większość ośrodków narciarskich wyrosła na surowym korzeniu lub terenach wypasowych starych wiosek. Natomiast Kitzbühel, to tyrolskie miasteczko z bogatymi kamienicami i gotyckimi kościołami. Od 1895 r. odbywają się tu zawody narciarskie, które w połowie stycznia przyciągają uwagę całego świata. W ramach Hahnenkamm-Rennen, na trasie Streif uważanej za najtrudniejszą na świecie zmagają się zawodnicy w biegu zjazdowym (na 2017 r. przypada 77 edycja). Triumf w tej konkurencji ceniony jest wyżej niż olimpijskie złoto, czy zdobycie Pucharu Świata. Zawodnicy, którym udało się to kilka razy, przechodzą do historii. Dla Austriaków to narodowe święto. Dla gości, festiwal o niepowtarzalnej atmosferze, pełen sportowych emocji. Na 75. jubileusz, pod auspicjami Red Bulla nakręcono ekscytujący film o zawodach: „Streif One Hell of a Ride”; w oryginale: „Die Streif – ein Höllenritt”. Hotele w Kitz, jak potocznie mówi się o miasteczku, dedykowane są zamożniejszej klienteli, tańszych trzeba szukać w miejscowościach satelickich. Tutaj przyjeżdża się również na ekskluzywny shopping, a w adwencie na malowniczy Jarmark Bożonarodzeniowy. W wielu rankingach Kitzbühel uzyskuje tytuł „Najlepszego ośrodka narciarskiego na świecie”. Nic dziwnego, w latach 2000-2014 w infrastrukturę i przygotowanie 170 km tras zainwestowano 225 mln euro! Zainstalowano też rzadki system GPS, ułatwiający utrzymanie optymalnej warstwy śniegu na trasach przez cały sezon, a to przynosi oszczędności i efektywniejsze wykorzystanie środków.

Słowacja

Jeździmy tam chętnie bo krajobrazy są piękne. Poza tym to blisko, a ceny pobytów i wyżywienia znacznie niższe niż w Alpach i konkurencyjne w porównaniu z kosztami pobytów w Polsce. Stacje narciarskie, za wyjątkiem Jasnej są wprawdzie niewiele większe od naszych, ale zazwyczaj lepiej zorganizowane. W tych większych, kursują od dawna skibusy. W większości obowiązuje jeden karnet, trasy są dobrze przygotowane, a wyciągi tworzą spójne systemy. Krajobrazy są piękne i zróżnicowane, a infrastruktura sukcesywnie modernizowana. Liczne termalne kąpieliska stanowią ponętną formę après-ski. W kuchni używa się znakomitych serów zbliżonych do znanych nam z terenów polskiej góralszczyzny, zwłaszcza z Podtatrza. Z drugiej strony są w niej odległe echa czasów habsburskich, gdyż przez stulecia nazywana Górnymi Węgrami Słowacja, stanowiła część Korony Świętego Stefana. Kultura Słowacji okazuje się więc bliska naszej, a to ułatwia wzajemne zrozumienie.

06. Jasná / www.jasna.sk
Największy ośrodek narciarski Słowacji (41 km tras). Odkąd zarządza nim grupa kapitałowo inwestycyjna ‘Tatry Mountain Resorts’ a.s. (www.tmr.sk), Jasná zyskała iście alpejską organizację. Trasy poszerzono, a wyciągi zmodernizowano. Zróżnicowane pod względem trudności nartostrady oplatają stoki Chopoka (2024 m), a z podszczytowego pawilonu, zwanego Rotundą, wzniesionego w kulminacyjnym punkcie systemu, roztacza się wspaniała panorama. TMR dyktuje dziś standardy rozwoju narciarstwa w naszej części Europy, zarządzając głównymi ośrodkami narciarskimi Słowackich Tatr Wysokich, czeskim Szpindlerowym Młynem, a ostatnio także reorganizując polskie stacje w Szczyrku i na Pilsku. Z dobrodziejstw modernizacji prowadzonej w Szczyrku zapewne skorzystamy już w tym sezonie, w przyszłym przyjdzie czas na Pilsko. W gestii TMR są także hotele i kąpieliska termalne, w tym, dobrze w Polsce znana i lubiana Tatralandia. W Jasnej, przy głównym węźle kolejek, prowadzących na kopułę szczytową Chopoka, rozsiadły się liczne hotele o zróżnicowanym standardzie, pensjonaty i schroniska. Są też niezłe restauracje, a wśród nich serwująca regionalne dania, stylowo urządzona Slovenska koliba (www.kolibajasna.sk).

07. Vratná / www.vratna.sk
Ośrodek leży w Małej Fatrze. Górach, w których krajobrazie splatają się nuty tatrzańskie, beskidzkie i dolomitowe. Są to janosikowe góry, bo we wsi Terchowej, w sołtysiej rodzinie urodził się pierwowzór legendarnego zbójnika. Stalowy pomnik lśni dziś w słońcu nad Terchową, a na rozległym placu u jego stóp odbywają się zimą emocjonujące wyścigi góralskich sanek (ze względów komercyjnych powtarzane w sezonie trzykrotnie) – „Preteky gazdovských koní v Terchovej”. Ciekawostką jest to, że góralską muzykę z Terchowej wpisano na listę UNESCO w 2013 r. Nazywa się ją tutaj nebeská muzika, czyli muzyka z nieba. We wszystkich niemal rodzinach podtrzymywana jest tradycja gry na tradycyjnych instrumentach. Aż 2 z nich wpisano także na listę UNESCO. Zimą, w hotelu Diery, w stylowej restauracji Koliba, organizowane są koncerty niebiańskiej muzyki i serwowane są tradycyjne potrawy. W terenie narciarskim są dwie enklawy. Jedna w głębi doliny Vratnej obsługiwana przez gondolową kolejkę. Są tam długie, strome i trudne trasy. Miłośników jazdy off-pist i skitouringu sprowadzają z góry oznaczone tyczkami przepiękne szlaki bocznymi grzbietami. Po drodze można zdobyć najwyższy szczyt pasma, Veľký Fatranský Kriváň (1709 m). W drugiej enklawie z dolną stacją krzesełek w Starym dworze, są łatwiejsze czerwone i niebieskie trasy. A w położonym przy nich schronisku (Chata na Grúni; www.pl.chatanagruni.sk), serwują przepyszne, podobne do donutów, šišky (rodzaj donutów).

Czechy

Jeśli po naszej stronie Sudetów brakuje śniegu, mamy szansę znaleźć go po czeskiej stronie Karkonoszy i Gór Izerskich, w należących do Karpat Jesionikach, albo w nieco egzotycznych dla nas, ciągnących się ku granicy z Niemcami Rudawach. Z tej specyficznej, uwarunkowanej ukształtowaniem terenu cechy klimatu, korzystali do niedawna mieszkańcy południowo zachodniej i zachodniej Polski. Odkąd wygodne drogi połączyły Warszawę z Wrocławiem, coraz tam więcej turystów z centralnej części kraju. Podobnie jak na Słowacji, czeskie ośrodki przewyższają nasze poziomem organizacji, kusząc konkurencyjnymi cenami noclegów i wyżywienia. Wielkością porównywalne ze słowackimi, są dla tamtych ciekawą alternatywą.

08. Pec pod Sněžkou – Černá Hora / www.skiresort.cz
Odkąd te dwa ośrodki się połączyły, wyrosły na największy teren narciarski w Czechach. Tym bardziej, że posiadacze tamtejszego karnetu mogą też korzystać z wyciągów trzech mniejszych stacji: Velká Úpa, Svoboda nad Úpou i Černý Důl. Zintegrowane stacje oferują łącznie 41 km tras, z czego na dwie kluczowe przypada – odpowiednio – 12,5 i 17,5 km. Dzieli je fragment grzbietu, którym trzeba było dawniej nieść narty albo w nich człapać. Wykorzystując rolby – ratraki z zamontowanymi wieloosobowymi kabinami Czesi skomunikowali tereny narciarskie obu stacji w pomysłowy i zabawny sposób. Ze stoków Černe hory opada najdłuższa w Czechach trasa zjazdowa, a poza przyjemną huśtawką narciarską, w Pecu jest jeszcze niezależna gondolowa kolejka. Zastąpiła po niedawnym remoncie skrzypiące już mocno, 50-letnie krzesła wywożące turystów na szczyt Śnieżki (ze względu na parkowe przepisy o ochronie przyrody, nart i snowboardów nie można nią wywozić). Na szczyt warto się wybrać, bo piękniejszych widoków niż zimowe nie ma. Powietrze jest czyste i widać dobrze nie tylko Karkonosze, ale również inne, odległe nawet sudeckie pasma. W rejonie Pecu, na grzbietach jest mnóstwo starych schronisk przerobionych dziś na hotele i pensjonaty. Boudy, tak się je nazywa, prowadzą regionalne restauracje, serwując tradycyjne potrawy i przepyszny, grzany miód (horká medovina).

Bałkany

Coraz śmielej pojawiają się na naszym rynku oferty narciarskich wyjazdów do krajów bałkańskich. Do Bośni i Hercegowiny, na stoki malowniczego i skalistego Durmitoru w Czarnogórze, a przede wszystkim do Bułgarii. Szczególnie tam zimowa oferta jest zróżnicowana i bogata. Ośrodki w Rile, Pirynie i Rodopach, a nawet na peryferiach Sofii (Witosza), mają długą tradycję, sięgającą czasów komunistycznych. Podobnie zresztą jak czarnomorska riwiera, przeszły w ostatnich latach metamorfozę.

09. Bansko / www.banskoski.com
Miejscowość w Pirynie, ciągnie się wzdłuż doliny potoku spływającego ze wschodnich skłonów piramidalnego Wichrenu  (2914 m), najwyższego szczytu tych gór. Pomiędzy starymi, stylowymi domami z drewna i kamienia, w sąsiedztwie zabytkowych cerkwi, wyrosły w ciągu ostatniego ćwierćwiecza liczne pensjonaty i hotele. I chociaż miejscowi są przekonani, że za tym boomem kryją się pochodzące z czarnego rynku fortuny, to jednak szybko dodają, że „pieniądz nie śmierdzi”. Po południowej stronie Banska, na północnych stokach Todorki (2746 m) znajduje się najciekawszy teren narciarski Bułgarii. Dominują w nim wprawdzie trasy czerwone i czarne, ale przepiękna widokowo i najdłuższa w całej Bułgarii, 16-kilometrowa nartostrada jest niebieska, i niemal każdy nią zjedzie, podziwiając widoki. W Bansku od dawna odbywały się prestiżowe międzynarodowe zawody narciarskie, ale zdekapitalizowana infrastruktura wymagała modernizacji. Pomogli Szwajcarzy, którzy przez dziesięć lat na przełomie XIX i XX w. pomagali władzom Parku Narodowego Pirin zrewaloryzować schroniska i szlaki turystyczne oraz unowocześnić metody ochrony przyrody we wpisanym na listę UNESCO obszarze. Narciarskie Bansko jest więc na wskroś nowoczesne. Z trzema mniejszymi enklawami wyciągów, oferuje dziś 65 km tras. Po nartach zaprasza do tradycyjnych barów, zwanych z turecka mechanami. Aromatyczne potrawy z mięs i serów, z dużą ilością warzyw i ziół, dowodzą najlepiej, że w ciągu 500 lat tureckiego panowania, rodzime tradycje i obce wpływy, mocno się ze sobą posplatały.

Polska

Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że zarówno sukces Białki, w której współpracujący ze sobą właściciele wyciągów zaczęli świetnie prosperować, jak i dynamika zmian na Słowacji czy w Czechach, nie motywują wystarczająco naszych właścicieli. Pojawienie się na polskim rynku słowackiego potentata, TMR a.s., zmieni zapewne ten stan rzeczy, bo przed reorganizacją i unowocześnieniem rodzimej infrastruktury uciec się nie da. Polskie tereny narciarskie, choć niewielkie, mogą z powodzeniem konkurować przynajmniej z podobnej skali stacjami krajów ościennych. Krajobrazem i lokalną kuchnią od razu, nad resztą trzeba popracować. Dobry wzór już się pojawił. W grudniu otwarcie pierwszego polskiego terenu, zagospodarowanego przez TMR – Beskid Sport Arena w Szczyrku Biłej.

10. Czorsztyn Ski Kluszkowce / www.czorsztyn-ski.com.pl
Wybrałem tę stację, ponieważ cierpi na powszechne, acz akurat niezawinione przez właścicieli słabości rodzimych ośrodków. Natomiast dzięki położeniu, jak i dobrze przemyślanej organizacji, świetnie prezentuje walory. Słabością jest z pewnością niespełna 4,5 km tras (8 tras, najdłuższa ma 1200 m długości), co pociąga za sobą nieunikniony tłok, zwłaszcza w weekendy. Oraz niewielka wysokość, z racji której sezon zimowy nie może być długi. Optymalnie jednak rozmieszczone na zachodnich stokach i w szczytowych partiach Wdżaru (767 m) wyciągi, obsługują ciekawą narciarską huśtawkę. Masyw pochodzenia wulkanicznego należy geograficznie do Gorców, ale odsunięty nieco w bok od głównego  pasma, piętrzy się samotnie nad Przełęczą Snozka. Stoi tam słynna instalacja Hasiora, nazywana organami – czy grają gdy zawieje halny, czy nie, zdania są wciąż podzielone). Z wierzchołka i stoków Wdżaru roztaczają się wspaniałe widoki na Tatry, Pieniny, Gorce i Podtatrze z taflą Jeziora Czorsztyńskiego. Przyjemnie jest więc posiedzieć w gospodzie na szczycie, albo w drugiej, usytuowanej na siodełku, gdzie zbiegają się trasy niebieskie, używane najczęściej przez szkółki narciarskie. Walorem stacji jest jej powiązanie z hotelem Pod Wulkanem w Kluszkowcach (www.podwulkanem.pl).

Dolomity Brenty widziane od strony madonna di Campiglio, w Val di Sole (Trentino), fot. Paweł Wroński
Dolomity Brenty widziane od strony madonna di Campiglio (Trentino, Val di Sole), fot. Paweł Wroński

Materiał publikowany w magazynie „My Company Polska” pt.: „Nieco inne narty” (www.mycompanypolska.pl), w październiku 2016 (—> PDF).

Gdzie szukać Sherlocka?

Gdzie szukać Sherlocka? czyli 125 lat „Ostatniej zagadki” Arthura Conan Doyle’a.

Wbrew pozorom, odpowiedź, że w Anglii, jest błędna. A to dlatego, że Sir Arthur Conan Doyle żył w czasach, w których Anglicy lubowali się w odwiedzaniu Szwajcarii. Było dziko, gościnnie acz niezbyt kosztownie, i fascynowała ich wysokogórska sceneria.

Pod wielkim wpływem alpejskiego pejzażu był też autor przygód Sherlocka Holmesa. Regularnie odwiedzał Meiringen w Berneńskim Oberlandzie, goszcząc w Hotelu „Zum Wilden Mann”, i zwiedzając okolice. Jakżeż ogromne wrażenie musiały wywrzeć na nim wodospady z siedmioma kaskadami o łącznej wysokości niemal 300 m – Reichenbachfälle, skoro uwiecznił je w ostatniej noweli poświęconej przygodom genialnego detektywa. Ba, zakończył opowieść w sposób godny finału któregoś z sezonów współczesnego serialu. Po zaciętej walce, Holmes ze swym adwersarzem Profesorem Moriartym, wpadają w otchłań.

Ilustracja noweli z 1893 roku; źródło: Wikipedia (kliknij w obrazek, kryje link do źródła)
Ilustracja noweli, autorstwa Sidney Paget z 1893 roku; źródło: Wikipedia (kliknij w obrazek, kryje link do źródła)

Akcja „Ostatniej zagadki” rozgrywa się w 1891 roku. 125 lat temu. Gospodarze Meiringen uznali to za wystarczający pretekst, by jubileuszowi nadać uroczysty charakter. W dniach 27-29 maja 2016 zapraszają do siebie miłośników przygód przenikliwego detektywa. W bogatym programie obchodów przewidziano między innymi pokaz dziesięciu 125-sekundowych filmów z fabułą zainspirowaną literackim pierwowzorem, wyłonionych przez internautów spośród nadesłanych na Sherlock Holmes Video Contest. Również holmesowskie muzeum, mieszczące się w podziemiach miejscowego kościoła szeroko otworzy drzwi zwiedzającym. Podobnie jak wspomniany hotel, choć nosi już inną nawę, a mianowicie „Parkhotel du Sauvage”.

INFO
www.haslital.ch
www.sherlockholmes.ch
www.waterfall.ch


Materiał publikowany w portalu http://magazynswiat.pl/ w kwietniu 2016.

Szwajcaria / Gryzonia – z Predy do Bergün na sankach

Te dwie miejscowości z Gryzonii nanizane na linię kolejową, łączy także 6-kilometrowy tor saneczkowy. Szwajcarzy kochają rekordy – ten jest najdłuższym, oświetlonym w Europie.

Najprzyjemniej jednak zjeżdża się na sankach wcale nie wieczorem, ale w piękny słoneczny dzień. Podziwiając widoki i ciesząc śniegiem pryskającym spod płóz na wirażach. Na początek przejażdżka retyckimi kolejami (Albulabahn). A na koniec, coś na ząb. W starej części Bergün, gdzie kręte uliczki wyznaczają fasady starych domów o grubych ścianach, przeprutych otworami niewielkich okien.

Preda (1789 m), jest niewielką osadą, rozsiadłą w górnej części doliny rzeki Albula. Stacja kolejowa jest ostatnim przystankiem na trasie pociągów Albulabahn, które z tego zakątka Gryzonii dowożą pasażerów do tras pociągów panoramicznych – Bernina i słynnego Glacier Expressu, kursującego z Sankt Moritz do Zermatt (www.albulabahn.ch).

Bergün (w języku retoromańskim Bravuogn) leży na wysokości 1367 m. Dzieje tej otoczonej trzytysięcznikami miejscowości sięgają XII wieku. Należała wtedy do uposażenia biskupów z Chur (stolicy Gryzonii). Oprócz starej zabudowy – kościoła i kamienic, do atrakcji należy muzeum kolejowe (www.bahnmuseum-albula.ch).

Tor saneczkowy prowadzi drogą jezdną, zamkniętą zimą dla samochodów. Trasa ma 6 km długości, a pokonuje się na niej 422 m różnicy poziomów, przejeżdżając pod efektownymi wiaduktami kolejowymi. Trasa jest oświetlona, co umożliwia jazdę w godzinach wieczornych (w wybranych dniach do godz. 23.).

Trudniejszy wariant o deniwelacji 576 m, jest krótszy. Liczy 4 km długości. Zjazd jest więc znacznie bardziej stromy, a trasa węższa, bardziej kręta. W konsekwencji bardziej niebezpieczna i wymagająca. Zaczyna się przy górnej stacji wyciągu krzesełkowego poprowadzonego z Bergün. Miejsce startu – Darlux jest kapitalnym punktem widokowym (1943 m). Oba zjazdy kończą się w tym samym miejscu, na obrzeżu miasteczka.

Na trudniejszej trasie gospodarze zalecają użycie kasków, sugerują ochraniacz na plecy (żółwia). Na obu najwygodniej ubrać się w strój narciarski i – koniecznie – w dobre, mocne buty turystyczne, bo sankami steruje się i kontroluje ich prędkość własnymi nogami.

INFO
www.schlitteln-berguen.ch
www.berguen-filisur.ch


Materiał publikowany w portalu http://magazynswiat.pl/ w lutym 2016.