15 miejsc na weekend (dojazd w 3-5 h)

Wiosna nastraja optymizmem, dodaje energii, sprawia, że chce się wyruszyć w podróż. W weekend, niekoniecznie długi, każde ze wskazanych niżej miejsc w Europie, samolotem lub samochodem, osiągniemy w zaledwie kilka godzin.

POLSKA

1. Do Trójmiasta po jod i muzykę
Z Łodzi czy z Warszawy dotrzemy na wybrzeże w 3–4 godz., z dalej położonych miast dogodniejsze będą połączenia lotnicze.
Do podróży nad morze – po miesiącach zimowych, kiedy to nieustannie byliśmy bombardowani zatrważającymi statystykami smogowymi – nie trzeba specjalnie zachęcać. Trójmiasto wydaje się przy tym celem idealnym. Powietrze na nadbałtyckich plażach przesycone jest drogocennym jodem, a na krańcu wysuniętego niemal pół kilometra w morze sopockiego molo jego stężenie jest dwukrotnie wyższe niż na lądzie.
Okazję, by odetchnąć pełną piersią, a zarazem podziwiać nadmorską panoramę, znajdziemy też na Wyspie Spichrzów. W znanym z zabytków i nowatorskich przedsięwzięć kwartale Gdańska kręci się już drugi sezon Amber Sky – diabelski młyn z 36 klimatyzowanymi gondolami. Podczas 15-minutowej przejażdżki kilkakrotnie osiąga się wysokość 50 m. A z góry widać więcej.
Z klasycznych atrakcji wypada wspomnieć oliwskie organy w archikatedrze, ze słynnymi figurami aniołków-muzykantów poruszających się podczas koncertu, a także gdyńskie nabrzeże portowe z otwartymi dla zwiedzających pokładami historycznych statków oraz efektownym akwarium.
W szwach pęka też majowy kalendarz trójmiejskich wydarzeń, zwłaszcza jeśli chodzi o propozycje muzyczne. 12 maja 2017 na Starym Maneżu da koncert Nigel Kennedy, a na Ergo Arenie wystąpią Hans Zimmer (26 maja) oraz, dzień później, Orkiestra Johanna Straussa, którą dyryguje André Rieu.

 

Trójmiasto ma trzy odmienne oblicza niczym prasłowiański Światowid. Wszystkie zwraca ku Bałtykowi, który jest głównym atutem metropolii.

 


2. Do bełchatowskich gigantów
Samochodem: z Warszawy – 162 km (2 godz.), z Krakowa – 213 km (3 godz.), z Wrocławia – 192 km (3 godz.), z Poznania – 280 km (3 godz.).
Pod patronatem bełchatowskiej kopalni odkrywkowej węgla brunatnego działa na wskroś nowoczesna, multimedialna wystawa Giganty Mocy (www.gigantymocy.pl). Ekspozycję poświęcono wydobyciu cennego surowca oraz technologii pozyskiwania z niego energii elektrycznej. Po uzgodnieniu telefonicznym można także zwiedzić samą kopalnię.
Dla wszystkich dostępne są platformy widokowe zainstalowane na krawędzi wyrobiska, a kto skończył 15 lat, może w towarzystwie przewodnika zjechać na dno tej największej w naszym kraju „dziury w ziemi”. Wyrobisko ma imponujące rozmiary: 280 m głębokości, 3,5 km długości oraz 2,5 km szerokości. Widać je z kosmosu, a pracujące w jego czeluściach potężne węglowe kombajny przypominają machiny z Gwiezdnych Wojen. Oglądane z bliska nie pozostawiają jednak wątpliwości, że nie są wytworami fantazji filmowych scenarzystów. Niezapomniane wrażenia – gwarantowane!
W kopalnianym pawilonie wyeksponowano także najciekawsze górnicze znaleziska. Są wśród nich wyjątkowe okazy geologiczne oraz czaszka mamuta włochatego, potężnego zwierzęcia, które zainspirowało twórców postaci Mańka z „Epoki lodowcowej”.
Program wyjazdu do Bełchatowa wzbogaci wycieczka na Górę Kamieńsk (386 m n.p.m.). Miejsce ściśle wiąże się z górniczym klimatem regionu, gdyż na ośrodek sportu i rekreacji zamieniono tu zrekultywowaną kopalnianą hałdę. Na stoku byłego wysypiska kręci się dziś wyciąg krzesełkowy. Zimą używają go narciarze, a w pozostałych porach roku – piechurzy i rowerzyści. U jego podnóża można przez cały rok szaleć na quadach.

 

Multimedialna wystawa Giganty Mocy w nowoczesny sposób wprowadza w tajniki wydobycia węgla brunatnego.

 


3. Do stadniny hucułów w Regietowie
Z centralnej i północnej Polski samolotem do Rzeszowa. Dalej autobusami przez Gorlice.
W maju, w bukowych lasach Beskidu Niskiego, zakwita czosnek niedźwiedzi, na łąkach ścielą się łany biało-różowej rzeżuchy, a nad potokami – złocistożółte kaczeńce. Pachną intensywnie, obsypane w tym czasie białymi kwiatami, krzewy tarniny i czeremchy. To idealny czas, by odwiedzić stadninę koni huculskich w Regietowie koło Gładyszowa.
Zarówno dorośli, jak i dzieci mogą tam pojeździć konno, odbyć przejażdżkę bryczką albo poddać się hipoterapii.
Koniki huculskie są dumą polskich hodowców, którzy uratowali ten gatunek przed wyginięciem. Wprawdzie wszystko zaczęło się jeszcze pod zaborem austriackim, ale prace kontynuowano konsekwentnie od okresu międzywojennego XX w. W efekcie wszystkie hucuły na świecie mają dzisiaj polski rodowód.
Stadnina w Regietowie oferuje gościom kwatery i restaurację. Jest malowniczo położona przy turystycznych trasach: na widokową Jaworzynę Konieczniańską czy na Rotundę z pomnikowym cmentarzem z I wojny światowej, który niedawno odrestaurowano.
Beskid Niski zamieszkiwali do II wojny światowej wyznawcy Kościoła wschodniego, górale ruscy zwani Łemkami. Ponieważ w latach 1941–1947 przesiedlono niemal wszystkich, a na przełomie lat 50. i 60. XX w. wrócili jedynie nieliczni, śladów ich kultury materialnej zachowało się niewiele. Gdzieniegdzie chałupy, przydrożne krzyże i figury z piaskowca. Przetrwała natomiast blisko setka drewnianych cerkwi malowniczo skomponowanych z miejscowym krajobrazem, z pięknymi polichromiami i ikonami. Podczas krótkich wypadów z Regietowa warto zwiedzić zróżnicowane pod względem architektonicznym świątynie w Skwirtnem, Kwiatoniu, Gładyszowie, Koniecznej i Zdyni.

 

Hucuły to niewielkie koniki o zadziwiającej odporności na trudy, dużej inteligencji i przyjaznym, choć zdecydowanym charakterze.

 


4. Na rzemieślnicze warsztaty w Akademii Łucznica
Samochodem: z Warszawy – 64 km (1,5 godz.), z Łodzi – 184 km (3 godz.), z Lublina – 123 km (2 godz.). Z innych miast samolotem do Warszawy, dalej pociągiem i miejscowymi autobusami.
W odrestaurowanym dworze szlacheckim w Łucznicy koło Pilawy gospodaruje stowarzyszenie promujące rzemiosło i rękodzielnictwo. Gospodarze zapraszają na warsztaty różnych dawnych prac, czyli na spotkanie, jak to ujmują, „z kulturą stosowaną – dla przyjemności”. Znakiem rozpoznawczym jest wikliniarstwo (stowarzyszenie korzysta z własnej wikliny), ale w ofercie znajdziemy także kursy batiku, ceramiki, tkactwa, tworzenia witraży, meblarstwa, ciesielstwa czy wyrobu miedzianej biżuterii. Ciekawostką jest też projekt dotyczący konstrukcji ludowych instrumentów muzycznych. Tego typu warsztaty trwają pięć dni lub dłużej, a ich cena obejmuje również zakwaterowanie i wyżywienie. Gospodarze są jednak otwarci na różne opcje. Można więc jedynie uczestniczyć w warsztatach, mieszkając gdzie indziej, albo korzystać tylko z kwater i wyżywienia, aby po prostu wypocząć w malowniczej okolicy.
Dwór otoczony jest parkiem z pomnikowym okazami kilkusetletnich drzew, a wokół zespołu dworsko-parkowego szumią lasy Mazowieckiego Parku Krajobrazowego. Można więc wyruszać na dłuższe nawet eskapady pieszo lub rowerem.

 

Oprócz aktywnego spędzania czasu alternatywą błogiego lenistwa są pomysłowe weekendowe kursy, na których rozwiniemy skrywane talenty i wyzwolimy wyobraźnię.

 


5. Do Kamieńca Ząbkowickiego na Wiosnę Tulipanów
Samochodem: z Wrocławia – 82 km (2 godz.), z Krakowa – 269 km (3,5 godz.), z Warszawy – 432 km (5 godz.). Z odleglejszych miast samolotem do Wrocławia i lokalnymi autobusami.
Historyczne rezydencje Dolnego Śląska łączy Europejski Szlak Zamków i Pałaców. W położonych przy nim obiektach funkcjonują dziś nie tylko muzea, ale także eleganckie hotele spa czy nowoczesne sanatoria. A w odrestaurowanych wnętrzach odbywają się różnorodne imprezy.
Do najciekawszych obiektów na szlaku należy pałac Marianny Orańskiej w Kamieńcu Ząbkowickim. 6–7 maja 2017 odbędzie się tam trzecia już edycja festiwalu kwiatów i muzyki Wiosna Tulipanów.
Rezydencję wpływowej arystokratki przewodniki określają mianem neogotyckiej fantazji Karla Friedricha Schinkla, wziętego w II połowie XIX w. architekta pruskiego. Jemu to księżna Marianna von Preussen powierzyła projekt i budowę rezydencji. Na jej ogromny dolnośląski majątek składało się 35 wsi i 2 miasta. Z własnych funduszy budowała drogi, mosty i osiedla mieszkalne, wznosiła i utrzymywała szpitale, ochronki dla dzieci i szkoły. Zasłynęła także z działalności charytatywnej, w tym z założenia funduszu dla wdów i sierot.
Kamieniec Ząbkowicki jest dogodnym punktem wypadowym na szlaki Kotliny Kłodzkiej oraz Opolszczyzny. Wystarczą więc jednodniowe wycieczki, by zwiedzić Kopalnię Złota w pobliskim Złotym Stoku, Paczków, nazywany z racji zachowanych fortyfikacji polskim Carcassonne, czy położone nad jeziorami Nysę lub Otmuchów.

 

XIX-wieczna rezydencja księżnej  Marianny Orańskiej jest monumentalną neogotycką budowlą z czterema narożnymi wieżami – każda o wysokości niemal 34 m.

 


KRAJE OŚCIENNE

6. Na Litwę do wód w Birsztanach
Do Wilna: samolotem (z Warszawy lata Wizz Air – 1 godz. 10 min). Dalej autobusem firmy Marijampolės AP, relacji Vilnius–Marijampolė. Dystans 92 km z Wilna (Vilnius) do Birsztan (Birštonas) pokonuje w 1 godz. 55 min. Dworzec autobusowy w Wilnie: ul. Sodų 22 (rozkład i ceny: www.autobusubilietai.lt).
Birsztany są drugą obok Druskiennik litewską oazą zdrowia i wypoczynku. Leżą w malowniczym zakolu Niemna, wśród sosnowych lasów, a ich największym skarbem są obficie tryskające wody mineralne. Najmniej zmineralizowaną butelkuje się na miejscu (woda Vytautas jest jednym z najlepiej znanych w świecie litewskich produktów eksportowych).
W odrestaurowanej pieczołowicie, centralnej części założonego w XIX w. uzdrowiska wystawiono z kolei niedawno stylowe inhalatorium, z którego korzysta się bezpłatnie.
Do kluczowych obiektów należą egalitarne Eglės Sanatorija (www.birstonas.sanatorija.lt) oraz elitarne Vytautas Mineral Spa (www.vytautasmineralspa.lt). Pierwsze łączy funkcje lecznicze i rehabilitacyjne z rekreacyjnymi. Obok pacjentów skierowanych tu przez litewską służbę zdrowia jest zawsze wielu gości korzystających z zabiegów profilaktycznych i lekarskich konsultacji na zasadach komercyjnych. Duży, nowocześnie urządzony obiekt otoczony jest rozległym parkiem, w jaki gospodarze kurortu zamienili sosnowy las na wydmach. Wytyczono w nim przyjemne ścieżki spacerowe, urządzono stacje fitness i zbudowano tężnię. Równie przyjemnie spaceruje się wałami przeciwpowodziowymi nad szeroko rozlewającym się Niemnem. Vytautas Mineral Spa z kolei, jest dziś najbardziej luksusowym obiektem w kurorcie. Oferuje bogaty wybór zabiegów dla zdrowia i urody. Ma wyrafinowany wystrój stworzony przez młodych litewskich projektantów. Skrzydła: zabiegowe, wellness z basenami oraz hotelowe zbiegają się pod szklaną kopułą ze stalowym kolibrem. Wszystko na najwyższym poziomie, włącznie… z kosztami pobytu. Ze wszystkich urządzeń kurortowych obiektów można także korzystać, wynajmując kwaterę prywatną lub pokój w pensjonacie (www.visitbirstonas.lt).

 

Birsztany leżą w wielkim zakolu szeroko rozlewającego się Niemna. Bogata przyroda doliny jest drugim, oprócz obfitych zasobów wód mineralnych, atutem litewskiego kurortu.

 


7. Na dixieland do Drezna
Samochodem: z Wrocławia – 272 km (3 godz.; loty z centralnej Polski do Wrocławia obsługuje Ryanair). Z innych miast: samolotem (najtaniej Lufthansą – 3 godz. 10 min, z przesiadką); można też dolecieć jedynie do Berlina (Air Berlin), a dalej do Drezna – pociągiem.
Każdego roku w wybranym tygodniu maja (tym razem 14–21) stolica Saksonii zamienia się w „Nowy Orlean nad Łabą”. Od niemal pół wieku goszczą wtedy w Dreźnie muzycy uprawiający nowoorleańską odmianę jazzu. Festiwalowe koncerty mają luźną formę, ponieważ odbywają się w ogródkach drezdeńskich kawiarni. Imprezę kończy zwyczajowo imponujący pokaz sztucznych ogni. Odpala się je nad Łabą, na nadrzecznych błoniach Nowego Miasta. To malownicze miejsce usytuowane jest vis-à-vis Tarasów Brühla, piętrzących się na drugim brzegu, po stronie Starego Miasta.
Na drezdeńskiej starówce nie sposób się nudzić. Pełna jest restauracji i kawiarni. Można ją zwiedzać trabantami, podczas ekscytującego Trabi Safari (www.trabi-safari.de) albo wybrać się do Semperoper, która cieszy się sławą jednego z najlepszych teatrów muzycznych na świecie. Nieopodal wznosi się z kolei Szklana Fabryka Volkswagena, a osobliwością Nowego Miasta jest sklep mleczarski Molkerei Gebrüder Pfund, którego ściany wyłożono kafelkami z pobliskiej Miśni (www.pfunds.de).
Drezno jest również świetną bazą wypadową do pieszych i rowerowych wycieczek po Szwajcarii Saksońskiej (przypomina nieco Góry Stołowe). Inny charakter mają natomiast łagodnie pofalowane tereny między Dreznem a Miśnią. W miasteczku ma siedzibę najsłynniejsza manufaktura europejskiej porcelany, a na skłonach nadłabskich wzgórz rośnie winorośl. Znajdzie się tam niejedna okazja do degustacji miejscowych trunków.
W okolicy znajdziemy też mnóstwo zamków i pałaców, jak twierdza Königstein, w której chroniła się rodzina Wettinów, barokowy Moritzburg na jeziorze czy mroczny, średniowieczny zamek Stolpen, w którym 39 lat mieszkała odsunięta od łask metresa Augusta II Mocnego, hrabina Cosel.

 

Zabytki drezdeńskiej starówki pieczołowicie odrestaurowano, korzystając – tak jak w Warszawie – z wedut Canaletta.

 


8. Do Czech na praski Festiwal Piwa
Samochodem: z Wrocławia – 331 km (4,5 godz.). Z innych stron kraju samolotem (Czech Airlines, Ryanair).
Błonia Malej Strany, najsłynniejszego obok Hradczan kwartału stolicy Czech, zajmą 11–27 maja 2017 stoiska 150 małych i średnich browarów. Do tradycji praskiego festiwalu (www.ceskypivnifestival.cz) należy warzenie specjalnego piwa. Dokonuje tego sládek, czyli mistrz piwowarski z browaru w Kruszowicach. Takiego piwa nigdzie indziej spróbować się nie da! W głównym namiocie serwowane będą dania kuchni czeskiej oraz – dla porównania – amerykańskiej i azjatyckiej, aby każdy mógł sprawdzić, jak się komponują z chmielowymi trunkami.
Zwiedzanie Pragi szlakiem piwa zaprowadzi smakoszy do dziesiątek minibrowarów, do znanych i nieznanych zakątków każdej z dzielnic miasta. Jeszcze kilkanaście lat temu Czesi, słynący z największej na świecie konsumpcji piwa, narzekali, że browarnictwo schodzi na psy. Winą obciążali międzynarodowe koncerny, które zmonopolizowały rynek. Sytuację uratował nowy trend zza oceanu. Na początku stulecia w Czechach zaczęły wyrastać małe wytwórnie. Teraz w Pradze mieści się niemal połowa z działających w kraju, w tym słynny minibrowar U Fleků (www.ufleku.cz). Niektóre hołdują tradycji, serwując piwa klasyczne z pasującymi do nich zakąskami czeskiej kuchni. Inne prześcigają się w tworzeniu eksperymentalnych receptur i w wykorzystaniu piwa w potrawach. Nic więc dziwnego, że można dziś skosztować także piwnych ciast i tortów, a nawet wypić piwnego szampana.

 

Podczas Czeskiego Festiwalu Piwa w namiotach rozstawionych na Malej Stranie można skosztować trunku ze 150 browarów.

 


9. Do Austrii nad Jezioro Nezyderskie
Samochodem: z Katowic – 447 km (4,5 godz.), z innych miast samolotem do Wiednia, dalej autobusami. Na miejscu: rowerem, a kwaterując w gospodarstwach ze stadninami… konno!
Jezioro Nezyderskie jest jedynym w Europie akwenem o charakterze stepowym – płytkim, z porośniętym szuwarami brzegiem, które upodobały sobie różnorodne gatunki ptactwa. Jest ich tak dużo, że wiosną przy szosach pojawiają się specjalne znaki nakazujące wzmożoną czujność.

 

Na zachodnim brzegu Jeziora Nezyderskiego leży Rust, które wyjątkowo upodobały sobie bociany. Na każdym z domów w miasteczku jest przynajmniej jedno gniazdo.

 

Wokół jeziora rozciągają się winnice. Urodzajne gleby, dużo słońca i wilgotny klimat sprzyjają uprawom winorośli tak dalece, że okolice te zasłynęły poza granicami Austrii z czerwonych wytrawnych trunków oraz win lodowych wyrabianych z winogron zbieranych dopiero po przymrozkach. Spośród wielu prominentnych winiarzy, którzy działają nad jeziorem, wypada przynajmniej wspomnieć należącego do światowej czołówki Umathuma z Frauenkirchen (www.umathum.at).
Oprócz winorośli w okolicy uprawia się z powodzeniem warzywa i owoce. O jednym z miejscowych rolników Erichu Stekovicsu nie mówi się inaczej niż Pomidorowy Cesarz. Ma on nasiona ponad 3200 odmian pomidorów. Uprawia jednak nie więcej niż 1000 z nich, przygotowując potem przepyszne przetwory (www.stekovics.at).

 

Głębokość Jeziora Nezyderskiego nie przekracza 2 m i nie szaleją na nim szkwały. Żeglowanie po nim, w połączeniu z podglądaniem ptaków, jest jednak niezwykle przyjemne.

 


10. Do okrągłych wiosek nad Łabą
Samochodem z zachodniej Polski do Hitzacker (centralnego miasteczka subregionu): ze Szczecina – 355 km (4 godz.), z Poznania – 498 km (5,5 godz.). Z innych miast samolotem do Hamburga (najtaniej Eurowings), dalej autobusami.
W średniowieczu słowiańsko-germańskie pogranicze ukształtowało się nad Łabą. Przez ok. 150 lat, od połowy XII w., powstawały w tym rejonie osady z okrągłym placem otoczonym domami o szachulcowej konstrukcji i działkami ziemi podzielonymi jak tort. Z ponad 1000 okrągłych wsi przetrwało 90. W okresie od Wniebowstąpienia do Zielonych Świątek, a więc w terminie zależnym od tego, kiedy wypadają święta wielkanocne, odbywa się w ich scenerii alternatywny festiwal Kulturelle Landpartie (w tym roku od 25 maja do 5 czerwca; www.kulturelle-landpartie.de). Na program składają się happeningi, koncerty i oryginalne warsztaty z udziałem ponad setki artystów. Imprezy są bezpłatne, a wyjątkiem jest chyba tylko koncert wirtuoza harfy i jego uczniów – aby wziąć w nim udział, trzeba przynieść szczapki drewna na opał, o które prosi maestro. Mieszka bowiem w zabytkowym szachulcowym domu i nie chce rezygnować z archaicznych pieców na rzecz nowoczesnej instalacji.
Wybierając się w ten region, zwany Wendlandem, warto pamiętać, że pensjonaty i hotele działają też w okrągłych wioskach. Godne uwagi są: stylowy Kartoffelhotel w Lübeln (www.kartoffelhotel.de) oraz oryginalne spa z lat 90. XX w. wystylizowane na okrągłą wioskę – Rundlingsdorf Sagasfeld w Göhrde-Metzingen (www.sagasfeld.de).

 

W okrągłych wioskach nad Łabą duch germańskiego porządku ulega urokowi słowiańskiej sielskości. W tej niecodziennej atmosferze przyjemnie się wypoczywa.

 


I DALEJ

11. Do Włoch na kwiatową Sycylię
Samolotem Wizz Air do Katanii (z polskich lotnisk ok. 3 godz.). Na miejscu można tanio wynająć samochód, np. przez http://www.rentalcars.com (w wyszukiwarce trzeba wpisać „Catania”, a potem określić czas wynajmu).
Na Sycylię można jeździć przez cały rok. Najlepiej jednak odwiedzić ją w maju, ewentualnie w czerwcu, wrześniu lub październiku. Jest wtedy słonecznie, a względnie stabilne temperatury wahają się między 20 a 30°C.
W krajobrazie wyróżnia się Etna (3345 m n.p.m.), najwyższy i najaktywniejszy z europejskich wulkanów. Popioły z powtarzających się wciąż erupcji użyźniają glebę, zamieniając stoki wulkanu w rozległy ogród. Rodzą się tu obficie warzywa i owoce, w tym odmiany winorośli, odmienne od uprawianych w pozostałych rejonach wyspy.
Majowy festiwal w niezbyt odległym od Katanii Noto jest swoistym hołdem składanym sycylijskiej przyrodzie. W piątek, zawsze przed trzecim majowym weekendem, miejscowi i zagraniczni artyści układają na głównej ulicy miasteczka dywan z kwiatów. Są na nim sceny obyczajowe, mitologiczne i heraldyczne.
Nietrwałe dzieło można podziwiać tylko przez dwa dni. W poniedziałek bowiem, zanim jeszcze kwiaty zwiędną, przebiegają po nim dzieci. To tradycja symbolizująca odwieczny cykl przyrody, powtarzające się wciąż odradzanie świata. Impreza nosi nazwę Primavera Barocca Infiorata, bo wpisane na listę UNESCO Noto słynie z barokowych pałaców, kamienic i świątyń. W 2017 r. kwiatowy dywan będzie można podziwiać 19–21 maja.

 

Górzyste ukształtowanie Sycylii sprawia, że miejsca nawet niezbyt od siebie odległe mogą znacząco różnić się klimatem, zwłaszcza temperaturą. Warto o tym pamiętać, planując wycieczki.

 


12. Na Węgry po męskiego potomka
Nawet z Krakowa do Somlóvásárhely najszybszą trasą jest 600 km, więc lepiej polecieć do Budapesztu samolotem. Stamtąd zaś autobusem lub wynajętym autem pokonać jeszcze ok. 160 km (2,5 godz.).
Świadectwem odległej przeszłości są na Węgrzech wulkany, wygasłe w prawiekach, mocno więc już zerodowane. Ich wyraźną grupę wypatrzymy bez trudu na północno-zachodnich brzegach Balatonu. W odosobnieniu wznosi się jeszcze dalej na północ wzgórze Somló. Niezwykłe miejsce – jeden z najmniejszych, ale także najciekawszych regionów winiarskich Węgier. Sławę zyskało dzięki samoukowi Béli Feketemu. Krytycy nie szczędzili mu uznania, pisząc o nim „Grand Old Man of Somló”. Niestety, winiarz wycofał się, dobiegając dziewięćdziesiątki,i przed dwoma laty sprzedał swoją niewielką winnicę.
Ciekawych win znajdziemy jednak w tym regioniezdecydowanie więcej. W jednej z dwóch winiarni przyjdzie spędzić więcej czasu, już choćby dlatego, że tylko one dysponują hotelami: Kreinbacher Birtok (www.kreinbacher.hu) oraz Tornai Pincészet (www.tornaipince.hu). Specjalnością pierwszej jest wino musujące – węgierski szampan (pezsgő), stanowiący 50 proc. produkcji winiarni. Czas upływa tam niepostrzeżenie, przy winie, rzecz jasna, i smacznych posiłkach. Winiarnia rodziny Tornai ma bardziej rustykalny klimat, ale wina także interesujące i równie niezłą kuchnię. Ponadto gospodarze urządzają koncerty muzyki jazzowej.
Odwiedzając Somló, warto pamiętać, że sztandarową winoroślą jest tu juhfark. Białe wina z niego wyrabiane wychwalano już przed 200 laty, sugerując, że należy je pić przed… aktem miłosnym. Dlaczego? Aby zapewnić sobie męskiego potomka.

Nad hotelem z winnicami Kreinbachera góruje zerodowany wulkaniczny stożek Somló.


13. Nad jezioro Bled po szczęście
Samolotem do Lublany – względnie rozsądne ceny przelotów oferują zarówno LOT (1 godz. 55 min), jak i słoweńska Adria (1 godz. 30 min). Z centrum Lublany do Bledu jest 74 km, w tym 55 km autostradą; wygodnie jest wynająć samochód; są też połączenia autobusowe.
Słowenia należy do „kieszonkowych” krajów europejskich. Z podstołecznego lotniska można więc równie dobrze udać się zarówno do centrum Lublany, jak i do malowniczego Bledu. Miasteczko należy do słoweńskich must to see. Słynie z otoczonego górami jeziora z wyspą. Ponoć w przedchrześcijańskich czasach stała na niej gontyna bogini miłości Živy. Gdy lud przyjął chrzest, w tym miejscu zbudowano kościół, jednak w ludowych wierzeniach kult Matki Boskiej splatał się jeszcze długo z kultem zakazanego bóstwa.
Motyw jeziora z kościołem na wyspie, namalowany akwarelkami, jest popularną pamiątką ze Słowenii. Najważniejsze jest jednak to, że zgodnie z romantycznym przekonaniem spełnią się marzenia temu, kto uderzy w XVI-wieczny dzwon na wieży kościoła. Dlatego nazywa się go dzwonem życzeń, a na poszukiwaczy szczęścia czekają na brzegu jeziora płaskodenne łodzie zwane pletna. Jak to bywa, i w tej legendzie drzemie ziarno prawdy. Wizyta w Bledzie może się przysłużyć szczęściu, bo wyjątkowy klimat czyni z miasteczka uzdrowisko. Co więcej, bijące z dna jeziora wody termalne pozwalają się w nim kąpać dłużej niż w jakimkolwiek innym alpejskim akwenie.
Na skałach 130 m powyżej tafli jeziora wznosi się zamek z XII w. Ponoć to najstarsza w Słowenii twierdza. Po drugiej natomiast stronie rzuca się w oczy elegancki budynek z 1947 r. Przylgnęła do niego nazwa willi Tito, gdyż jugosłowiański przywódca uwielbiał tam spędzać czas. Teraz to elegancki, 4-gwiazdkowy hotel-butik Vila Bled.

 

Po tafli jeziora Bled niesie się głos Dzwonu Życzeń. Żeby się spełniły, trzeba samemu poruszyć jego serce.

 


14. Do czarownic w góry Harzu
Z zachodniej Polski do Goslar samochodem, np. z Poznania – 475 km (5 godz.), z Wrocławia – 519 km (5,5 godz.), ze Szczecina – 393 km (4,5 godz.). Z innych miejsc samolotem do Berlina (tanie loty oferuje Air Berlin), dalej pociągami i/lub autobusami.
Maj to chyba najlepszy czas na wypad w góry Harzu. Piętrzą się, sięgając 1142 m wysokości, pośrodku niemieckiego niżu. Przez 300 dni w roku najwyższy szczyt, Brocken, zasłaniają chmury. Dodają masywowi tajemniczości, stąd przed wiekami utarło się przekonanie, że za ich zasłoną spotykają się czarownice. Ludowy motyw sabatu podchwycili artyści m.in. Goethe i Bułhakow. Góry Harzu objęte są granicami parku narodowego, którego logo stała się sylwetka czarownicy na miotle.
Kłębiące się na szczycie chmury tworzą często specyficzny ekran, na którym, o ile tylko słońce jest nisko, można dostrzec cień własnej postaci z głową okoloną tęczowym nimbem. Zjawisko to, nazwane później widmem Brockenu, opisał w 1780 r. niemiecki teolog Johann Esaias Silberschlag. Mimo wyjaśnień długo jeszcze budziło zabobonny lęk, dowodząc niezbicie, że Harzem władają złe moce.
Dziś na szczyt można wjechać 100-letnią kolejką ciągniętą przez zabytkowy parowóz. A także… przelecieć się na miotle, dzięki symulatorowi w stacyjnym pawilonie. Kolejka kursuje z Wernigerode, miasteczka, którego ozdobą jest okazały szachulcowy ratusz i 700 innych podobnie skonstruowanych domów. A nie jest to rekordowa liczba, bo podobnych w nieodległym Quedlinburgu jest aż 1300.
Harz otacza zresztą wianuszek interesujących miasteczek ze starą zabudową. Do najciekawszych należy Goslar. Na elewacjach tamtejszych domów rzadko jednak widać motyw kratki, budynki obłożone są bowiem skalnymi łupkami, odpadami z kopalni na pobliskim Rammelsbergu. Przez 1000 lat wydobywano tam rudy cynku, a czerpane ze sprzedaży bogactwo zasilało skarb niemieckiej rzeszy, tworząc podstawy władzy królów i cesarzy.

 

Z Wernigerode na wierzchołek Brockenu w górach Harzu kursuje 100-letnia kolejka.

 


15. Na Istrię po trufle i spokój
Najlepiej samochodem, ale półwysep dzieli od Polski 1000 km. Pozostaje samolot do Zagrzebia (Ryanair) i wynajęcie samochodu. Z Zagrzebia do Motovunu jest 229 km (na pokonanie trasy potrzeba ok. 3 godz.; korzystając z komunikacji publicznej, trzeba w Rijece przesiąść się do autobusu).
Na Istrii splatają się dzieje Chorwacji i Włoch, dosłownie i w przenośni. Jak żartobliwie rzecz ujmują współcześni: „przedwojenna większość stała się mniejszością”. Chociaż wielu Włochów mieszka wciąż na terenie Chorwacji, wpływy Italii odczuwa się tu najmocniej, zwłaszcza w kulturze stołu.
Najsłynniejszym nadmorskim kurortem jest Opatija. To proste tłumaczenie włoskiej nazwy Abbazia nawiązującej do założenia w średniowieczu opactwa przez mnichów benedyktyńskich. Opatija zachowała klimat z czasów, gdy była perłą habsburskich uzdrowisk i gdy gościli w niej również przedstawiciele polskiej socjety: potomkowie zamożnych rodzin oraz artyści, choćby Henryk Sienkiewicz. Ale każda z nadmorskich miejscowość Istrii godna jest odwiedzenia (Rovinj z malowniczym portem, Poreč z bazyliką z cennymi mozaikami, Pula z koloseum niewiele mniejszym od rzymskiego). Wszystkie jednak cieszą się tak dużą popularnością, że tłoczno w nich właściwie przez cały rok.
Sprzyjający wypoczynkowi spokój można znaleźć w interiorze, w miasteczku Motovun. Usadowione na szczycie wyniosłego pagórka, otoczone winnicami i oliwnymi gajami, znajduje się w rejonie, z którego pochodzą zbierane na półwyspie trufle. Do Motovunu nie mają prawa wjeżdżać samochody i jest tu tylko jeden hotel – usytuowany na szczycie wzgórza – Kastel. Ma ładnie zaaranżowane pokoje, niezłą restaurację i jest na tyle mały, że nie zmieszczą się w nim pasażerowie wycieczkowego autokaru. Stąd wszędzie blisko – do wspomnianych miasteczek i do lokalnych atrakcji, takich jak gospodarstwo rodziny Ipša (drobnego, ale wysoko cenionego producenta oliwy), do restauracji Zigante, specjalizującej się w potrawach z trufli, czy na lawendowe farmy, z których także półwysep słynie. Na weekend, nawet długi, Istria atrakcji ma aż nadto!

 

W nadmorskich kurortach Istrii znajdziemy potężne hotele i liczne mariny. W głębi półwyspu jest kameralnie i zielono. Powstają tam wino i oliwa, zbiera się trufle i uprawia lawendę.

 


Materiał publikowany na łamach „My Company Polska” w numerze kwietniowym (04) 2017 (tutaj –> PDF); www.mycompanypolska.pl

Reklamy

Dziewczynka z imbryczkami

Dziewczynka z imbryczkami, czyli Andersen po węgiersku!

Budapeszt, grudzień 2015, fot. Paweł Wroński
Stragan z ceramiką na świątecznym jarmarku pod katedrą św. Stefana w Budapeszcie, fot. Paweł Wroński

W wielu miastach europejskich, zwłaszcza w krajach niemieckojęzycznych oraz w wyrosłych po rozpadzie habsburskiego imperium, adwent to czas bożonarodzeniowych jarmarków. Leje się grzane wino, skwierczą grillowane kiełbaski, stragany skrzą się barwnymi choinkowymi ozdobami. Nie brak wyrobów artystycznych i rękodzielniczych.

W Niemczech symbolem tego okresu jest lśniący złociście anioł, Rauschgoldengel. Jak Austria długa i szeroka pojawiają się słomiane gwiazdki, Strohsterne. W niezliczonej ilości wariacji – od prostych, wręcz siermiężnych, po wyrafinowane rękodzielnicze cacka z pogranicza rzemiosła i sztuki. Na Węgrzech wyrastają na straganach sterty cukierków nadziewanych masą waniliową, orzechową, marcepanową lub galaretką, owiniętych skrzącą się od odbitych świateł folią. Szaloncukor – można je zawiesić na choince i cieszyć oczy barwnym migotaniem, albo zjeść.

Jarmark bożonarodzeniowy w Budapeszcie, fot. Paweł Wroński
Rozgrzewające poncze z jarmarku bożonarodzeniowego w Budapeszcie, fot. Paweł Wroński

Najczęściej adwentowe jarmarki zaczynają się pod koniec listopada, a kończą w wigilię Bożego Narodzenia. Jednak często czas ich trwania wydłuża się. A wtedy, ozdobione świątecznie stragany kuszą mieszkańców miast i przybyszów bogactwem towarów już od połowy listopada. Znikają z placów i ulic dopiero po Nowym Roku, przed dniem Trzech Króli.

Adwent to czas oczekiwania na przyjście na świat Zbawiciela, a więc rys czysto chrześcijański w europejskiej kulturze. Jednak na tradycję bożonarodzeniowych jarmarków składają się – obok wątków religijnych – ludowe obyczaje. Stąd, chociaż podobne imprezy organizuje się dziś w niemal całej Europie, wszędzie mają one nieco odmienny koloryt i akcenty. Wszędzie są festiwalami lokalnej kuchni, a ich odwiedzanie nierozłącznie wiąże się z kosztowaniem potraw i popijaniem gorących trunków.

Golonki z jarmarku bożonarodzeniowego w Budapeszcie, w zamknięciu słynnej shoppingowej ulicy Vaci, fot. Paweł Wroński
Golonka z jarmarku bożonarodzeniowego w Budapeszcie na Vörösmarty tér (placu zamykającego shoppingowy odcinek słynnej ulicy Váci), fot. Paweł Wroński

Hulajdusza w Hajdúszoboszló, węgierskiej oazie zdrowia

Hungarospa Hajdúszoboszló to 3 wymiary wypoczynku: relaks, rekreacja, rekonwalescencja. Oferta skierowana do wszystkich generacji, jest, jak to ujmują Węgrzy – pompásan – wspaniała!

Film „Hungarospa fürdőkomplexum Aquapark” został zamieszczony na Youtube przez użytkownika Hungarospa Hajdúszoboszló.

Na gości pragnących wytchnienia czeka kąpielisko plażowe. 13 odkrytych basenów ze sztucznymi falami, jacuzzi i brodzikami dla najmłodszych. Oddzielają je malownicze groble tworząc w każdym atmosferę odmienności i niepowtarzalności. Hitem sektora jest piaszczysty brzeg śródziemnomorski z rzucającymi przyjemny cień palmami i tajemniczą grotą.

Wyposażenie Aquaparku jest obietnicą aktywnego wypoczynku. Są tam bowiem wieże do skakania nawet 12-metrowej wysokości orasz  9 zjeżdżalni o łącznej długości ponad 1 km. Dla najmłodszych zaś, przygotowano mini-zjeżdżalnie przypominające słonie. Są głównym motywem świata wodnych zamków z fontannami i bogato wyposażonych placów zabaw. Można także dać się porwać wartkiemu nurtowi rzeki. Odwiedzać gabinety SPA, siłownię i solarium. Albo bić życiowe rekordy na krytej pływalni z 8 pasami 50-metrowej długości.

Podreperowaniu zdrowia dedykowane jest kąpielisko lecznicze z 3 basenami pod dachem i 4 pod gołym niebem. Wykwalifikowana kadra prowadzi tam przeszło 40 terapeutycznych programów zabiegowych, dostosowanych do potrzeb i upodobań klientów.

Za ogromną różnorodność, certyfikowane walory wód oraz wysoką jakość usług, Hajdúszoboszló uhonorowano na Węgrzech tytułem Kąpieliska Roku 2015.

A pomyśleć, że wszystko zaczęło się od problemów natury technicznej, związanych z przemysłem wydobywczym w Hajdúszoboszló, i odkryciem w latach 20. XX w. leczniczych właściwości miejscowych wód termalnych. Tę właśnie historię prezentuje film „Az élet vize” (A hajdúszoboszlói gyógyvíz), znaleziony na Youtube.


INFO
www.hungarospa.hu

Więcej filmów na Youtube, prezentujących kąpielisko współcześnie, znajdziecie na kanale: Hajdúszoboszló a felüdülőhely


Tekst został wykorzystany w materiale reklamującym Hajdúszoboszló, przygotowanym przez redakcję magazynu „Świat Podróże Kultura” w czerwcu 2016.

Majowe imprezy polecane przez KL

W kalendarzu wydarzeń Klubu Leniwca (KL) polecamy przede wszystkim imprezy cykliczne. Uzyskany prestiż i potwierdzana w kolejnych edycjach dobra organizacja gwarantują, że spędzimy interesująco czas i będziemy się dobrze bawić.

Feria del Caballo
przełom kwietnia i maj; aktualna edycja: 30 kwietnia – 7 maja 2016
Hiszpania / Andaluzja, Jerez de la Frontera
www.andalucia.com
www.jerez.es
www.spanish-fiestas.com

Tydzień popisów jeździeckich, parad przystrojonych powozów (enganches), konnych kawalkad w kostiumach retro, tańca, korridy i beztroskiej zabawy w festiwalowym lunaparku. Wszystko przy muzyce flamenco, która narodziła się w Andaluzji, i w strumieniach miejscowych win, zwłaszcza ciężkiej, słodkiej Sherry de Jerez. Wystawione na czas imprezy pawilony (casetas) tworzą istne miasteczko. Jest ich 200, serwują lokalne przysmaki i trunki (plan: www.jerez.es).

Film pt.: „Feria del Caballo de Jerez de la Frontera” został zamieszczony na www.youtube.com przez CadizTurismo (www.cadizturismo.com).


Festiwal czeskiego piwa (Český pivní festival)
II połowa maja; aktualna edycja: 12-28 maja 2016
Czechy / Praga
www.ceskypivnifestival.cz

Błonia Malej Strany w Pradze (Letenská pláň) zajmą na 17 dni stoiska 150 małych i średnich browarów z całego kraju. Sládek z Kruszowic uwarzy z okazji festiwalu piwa dwóch rodzajów („dziesiątkę” i „dwunastkę”), których nigdzie indziej spróbować się nie da. Bezalkoholową alternatywą są lemoniady przygotowane według tradycyjnych czeskich receptur. W głównym namiocie festiwalowym do piw z browaru w Kruszowicach (www.krusovice.cz), będą serwowane dania kuchni czeskiej, amerykańskiej i azjatyckiej, aby każdy mógł sprawdzić jak się komponują z chmielowym trunkiem. Wejściówka na wszystkie dni – 400 koron.


Concours d’Elegance
połowa maja; aktualna edycja: 13-15 maja 2016
Węgry / Balatonfüred
www.balatonfuredconcours.eu

Balatonfüred – węgierska ‚stolica sportów wodnych’, zamienia się w maju w Mekkę miłośników old- i youngtimerów. Impreza ma charakter konkursu, w którym oceniany jest stan i dopasowanie się kierowców do stylu pojazdu. Są 4 kategorie konkursowe: vintage – dla aut wyprodukowanych przez 1942 rokiem, classic – dla pojazdów z lat 1945-1985, youngtimer – dla aut z lat 1985-1995 oraz motorcycles, w której oceniane są jednoślady sprzed 1945 roku. Kluczowym punktem programu jest rajd nad Balatonem.

Zdjęcia (głównie pojazdów) z poprzednich edycji: www.balatonfuredconcours.eu


Narzissenfest
koniec maja, w okresie kwitnienia narcyzów; aktualna edycja: 26-29 maja 2016
Austria / Styria, Bad Aussee
www.narzissenfest.at

Od połowy maja do połowy czerwca, na łąkach Salzkammergut, rozciągającej się na pograniczu Kraju Salzburskiego i Styrii, zakwitają łany narcyzów. Kraina jezior i gór przywdziewa wówczas idylliczną szatę, w której dominują kolory biały, żółty i zielony. W kurorcie Bad Aussee, rodzinnej miejscowości Klausa Marii Brandauera, odbywa się doroczny festiwal kwiatów. W programie parady w tradycyjnych strojach, dużo ludowej muzyki, pokazy artystycznych instalacji z kwiatów oraz wybory Królowej Narcyzów.


Powyższe informacje uzyskało ponad 10 tys. indywidualnych klientów Elvii pocztą elektroniczną (www.elvia.pl). Notatki o imprezach będą zamieszczone w kalendarzu wydarzeń na stronach Klubu Leniwca (KL; www.klubleniwca.pl).

2016-05-04

 


Materiał zebrany przy wsparciu Mondial Assistance / Elvia (www.elvia.pl) oraz Mercedes-Benz Polska (www.mercedes-benz.pl) przez Klub Leniwca. Podczas wyjazdów studyjnych korzystaliśmy z najnowszych modeli samochodów z oferty Mercedes-Benz Polska: GLE 350D 4Matic (grudzień 2015), CLA 45 AMG (luty 2016), Smart ForFour (kwiecień 2016). 

Zagadka

Przez mały kraj o wielkich ambicjach, do równie niewielkiego po wielką przygodę, małym samochodem o wielkich możliwościach 🙂 zgadnijcie którędy i dokąd 🙂

Kilka podpowiedzi 🙂 Ne wiem czy wiele ułatwią, ale wiosenną atmosferę stworzą z pewnością.

I kolejne miejsca na trasie 🙂

A wreszcie na skraju docelowego kraju 🙂 Jest tam fascynująca przyroda, zabytki związane między innymi z habsburską epopeją, można się napić niezłych win i smacznie zjeść 🙂 Raju na Ziemi wprawdzie nigdzie nie ma, ale tu i teraz… prawie!


Zagadka z podpowiedziami była publikowana w portalu http://magazynswiat.pl w ramach projektu medialno-promocyjnego „Europa na weekend” realizowanego przez Klub Leniwca dla Mercedes-Benz Polska.

Apoteoza warzyw, mit ostrej papryki – kuchnia węgierska i jej tajniki

Sztuka kulinarna i wino zajmują miejsce szczególne w węgierskiej kulturze. Ba, papryka, gulasz, wina i salami stały się symbolami kraju bratanków.

Triumfalny pochód przez świat rozpoczął się w 1878 roku, gdy na wystawie w Paryżu kucharze z Budapesztu zachwycili gości. W Polsce, kuchnia węgierska znana była wcześniej, gdyż bliskie stosunki łączą nasze kraje od czasów piastowskich. A że handel winem odgrywał w nich także niepoślednią rolę, dowodem jest stare porzekadło: nie masz wina nad węgrzyna.

Tolcsva w Tokaju. Wydrążone w wulkanicznym tufie piwnice, którymi włada teraz firma Oremus, mają ponad 700 lat, fot. Paweł Wroński
Tolcsva w Tokaju. Wydrążone w wulkanicznym tufie piwnice, którymi włada teraz Oremus (węgierska gałąź wywodzącego się z Hiszpanii koncernu Vega Sicilia), mają ponad 700 lat, fot. Paweł Wroński

Zapytani o kulinarne przeboje naddunajskiego kraju, odpowiemy zapewne: gulasz. Zaś Węgier, który to usłyszy, zakrzyknie natychmiast – zaraz, zaraz! To na co wy, Polacy, mówicie gulasz, u nas nazywa się pörkölt (przypieczony, przyrumieniony), zaś sztandarowe mięsne danie, podawane w kociołku nad palnikiem, to zupa gulaszowa (gulyásleves). Gulasz może być wieprzowy – sertéspörkölt, wołowy – marhapörkölt, równie dobrze jak z kurczaka – baromfi pörkölt. Jeśli mięso pokroi się w paski, to będzie tokány, kuzyn ragout. Głównymi zaś składnikami zupy gulaszowej są oprócz mięsa, papryka i pomidory.

Popularny obrazek z festynów i festiwali. W garncu czeka . Zostanie podana w chlebie, fot. Paweł Wroński
Popularny obrazek z wszelkich festynów i festiwali. W garncu czeka zupa gulaszowa (gulyásleves). Zostanie podana w chlebie, idealne danie, zwłaszcza na chłodne dni. Fot. Paweł Wroński

Co zaś się tyczy papryki, nadużywanie ostrej jest kardynalnym błędem. Zdominuje inne składniki, i – w nadmiarze – wcale nie jest zdrowa. Mały słoiczek sproszkowanej ostrej papryki (csípős, dosłownie: gorącej) – tłumaczył mi farmer z paprykowej stolicy, Kalocsy nad Cisą, wystarczy w kuchni na cały rok. Jako przyprawy, używamy przede wszystkim sproszkowanej papryki słodkiej (édes). Ona nadaje ton pysznej węgierskiej zupie rybnej (halászlé). W istocie to także zupa gulaszowa, tyle że z rybiego mięsa.

Horváth Csaba prezentuje ocet balsamiczny z Tokaju, fot. Paweł Wroński
Horváth Csaba prezentuje ocet balsamiczny z Tokaju (tokaji balszamecet), fot. Paweł Wroński

Z papryki, pomidorów i cebuli powstaje lecsó. Popularna u nas wersja jest z reguły odległa od pierwowzoru, bo klasyczne lecsó przyrządza się tylko z tych trzech warzyw. Ugotowanych tak, by zachowały sprężystość, i usmażonych na smalcu, bo ten wieprzowy tłuszcz Węgrzy cenią najwyżej. Często spotkamy bogrács. Pierwotnie określenie odnosiło się do kociołka, w którym nad ogniskiem przyrządzano jedzenie. Później zaczęto je przenosić na zawartość. Współcześnie pod tą etykietą kryje się kalejdoskop dań – od gulyásleves, po takie, w których do garnka wrzuca się niemal wszystko co w ręce wpadnie.

Horváth Csaba, szef kuchni Hotelu Hilton z zamkowego wzgórza w Budzie, widzi wielką przyszłość przed węgierską kuchnią. Uważa, że smakiem Węgrzy ponownie zawojują świat, już niedługo. Muszą tylko zmienić stereotypowy „paprykowy wizerunek”. Csaba konsekwentnie trzyma się tej zasady. Tak łagodnej zupy rybnej, jak w restauracji „Icon” w Hiltonie, nigdzie nie jadłem.

Lángos - węgierski fast food może być wytrawny, może być na słodko. Podstawowymi składnikami są: mąka pszenna, drożdże, gotowane tłuczone ziemniaki, mleko, cukier, sól i olej. Fot. Paweł Wroński
Lángos – węgierski fast food. Langosz może być posypany serem, a dla turystów oblany ketchupem. Podstawowymi składnikami są: mąka pszenna, drożdże, gotowane tłuczone ziemniaki, mleko, cukier, sól i olej. Ciasto wrzuca się potem na głeboki rozgrzany tłuszcz i gotowe. Fot. Paweł Wroński

Od czasów habsburskich na Węgrzech rozpowszechniły się słodkości. Wprawdzie ich naleśniki (palacsinta), mogą być serwowane z wytrawnymi dodatkami, ale świat podbiły słodkie, wylansowane przez Gundel Étterem. Lokal, który Károly Gundel otworzył w Budapeszcie w 1910 roku. Pół wieku później, również w restauracji wykreowano somlói galuska. Ponczowe kule nasączone rumem przykryte bitą śmietaną i posypane czekoladą. Deser ma dziś mnóstwo form, zależnych – podobnie jak włoskie tiramisu – od wyobraźni kucharza.

W nazwie wspomnianego deseru pobrzmiewa słowo Somló. Być może autor przepisu chciał nią nawiązać do renomy jednego z najciekawszych, choć także najmniejszych regionów winiarskich Węgier. Położonego na północny zachód od brzegów Balatonu. Ciekawe, że tam, na stokach mocno zerodowanego wulkanicznego stożka, winorośl uprawia się nawet od północnej strony. Szczególną zaś sławą cieszą się białe wina ze szczepów hárslevelű i juhfark. Od dawna, bo już przed 200 laty wino Somlói juhfark zalecano pić przed kopulacją, c miało gwarantować męskie potomstwo. Na Węgrzech są 22 regiony winiarskie. Tylko 3 słyną z win czerwonych: Szekszárd, Villány i Eger. W pozostałych królują wina białe, a najbardziej znany jest Tokaj, rozciągający się u podnóży Gór Zemplińskich, w widłach Bodrogu i Cisy. Wulkaniczne gleby i specyficzny klimat sprawiają, że zarówno grona jak i ściany tamtejszych, drążonych w tufie piwnic, pokrywają odmiany szlachetnej pleśni. Tokaj utożsamiamy zazwyczaj ze słodkimi winami, ale wytrawnych też w regionie nie brakuje. A jedno z nich, tokaji szamorodni, jest dowodem braterstwa między naszymi narodami, bo określenie ‘samorodny’, czyli taki jakim go stworzyła natura, Węgrzy zaczerpnęli z naszego języka.

Somlói-hegy, zerodowany wulkaniczny stożek, na którego stokach rośnie winorośl, fot. Paweł Wroński
Somlói-hegy, zerodowany wulkaniczny stożek, na którego stokach rośnie winorośl, fot. Paweł Wroński

Artykuł powstał po części w ramach przygotowania materiałów do projektu „Europa na weekend”, realizowanego przy wsparciu Mondial Assistance przez Klub Leniwca na rzecz Mercedes-Benz Polska. Opublikowany na łamach magazynu Świat Podróże Kultura w numerze kwiecień-maj 2016.

Budapeszt z Hotelu Hilton, fot. Paweł Wroński
Budapeszt nocą. Widok na Basztę Rybaków i Parlament z Hotelu Hilton, fot. Paweł Wroński

Węgry / Szekszárd – z wizytą u Heimannów

Na etykietach niektórych win, Heimannowie przedstawiają z dumą swoje drzewo genealogiczne. Tradycje winiarskie w wywodzącej się ze Szwabii rodzinie, kultywuje się od 250 lat.

Czerwone wina wyrabiane od Heimannów są dziś wymieniane wśród najdoskonalszych nie tylko tu, w Szekszárdzie, ale w ogóle na Węgrzech. Aż wierzyć się nie chce, że przed kilkudziesięciu laty Ágnes i Zoltán w ogóle nie myśleli o winiarstwie. Poznali się studiując w Budapeszcie ekonomię. Wspinali po szczeblach korporacyjnych karier. Zainspirowani poczynaniami ojca Zoltána, przeszli w latach 90. na winiarską stronę mocy, porzucając na zawsze biznesowy styl życia w 2009 r. Zaś ich najstarszy syn, także Zoltán, z myślą o kontynuacji rodzinnej tradycji, ukończył enologiczne studia w Montpelier we Francji.

W piwnicy u Heimanna, fot. Paweł Wroński
W piwnicy u Heimanna, fot. Paweł Wroński

Zoltán Heimann senior powiększył rodzinny areał winnic. Nie rugując odmian międzynarodowych, skoncentrował się na czerwonych szczepach charakterystycznych dla Węgier: kadarka i kékfrankos. Jego ambicje są przy tym dalekie od produkcji komercyjnej. Wina Heimannów są przeznaczone przede wszystkim do kosztowania na miejscu. Niespiesznie, w atmosferze jaką emanuje dom pośród winnic. Na stoku jednego z lessowych wzgórz, jakie wyrastają w Szekszárdzie z naddunajskich równin.

W piwnicy u Heimanna, fot. Paweł Wroński
W piwnicy u Heimanna, fot. Paweł Wroński

Na najwyższe wzniesienie Wzgórz Szekszárdzkich (Szekszárdi-hegy), nazywane, nie bez odrobiny przesady Óriás-hegy czyli Wzgórzem Olbrzyma (285 m), Zoltán zabrał nas autem o wysokim zawieszeniu. Najlepszym na tamtejsze kręte drogi, którymi po deszczach spływa lessowa mazia (zobacz jak wyglądał nasz zjazd taką wybetonowaną drogą – tutaj).

Na najwyższym wzniesieniu szekszárdzkich wzgórz, fot. Paweł Wroński
Na najwyższym wzniesieniu szekszárdzkich wzgórz (Óriás-hegy), fot. Paweł Wroński

Objaśnił specyfikę terroir i przedstawił filozofię jakiej hołduje. Pokazał sadzoną na trasach winorośl, krzewy wspierane na drewnianych słupkach, a nie na betonowych jak to bywa teraz w modzie. Zwrócił uwagę, że za radą winiarskiego mistrza z Tokaju, Istvana Szepsy’ego, pozostawił nietknięte stare krzewy winorośli. Swoje wina Heimannowie fermentują najczęściej w otwartych betonowych kadziach pokrytych epoksydowymi żywicami, inicjując proces rodzimymi odmianami drożdży. Następnie przenoszą wino do dębowych beczek, by dojrzewało, a przed butelkowaniem filtrują. Unikają chemii. Chłoną skwapliwie wiedzę z zakresu bioprodukcji.

Efekty są godne najwyższej uwagi. Kadarki lśnią świetliście, pachnąc malinami, leśnym podszytem i delikatnymi, jakby przynoszonymi przez wiatr kwiecistymi nutami. Są cudownie gładkie w ustach, czyste, z długim finiszem. W bukietach Kékfrankosa, zapach malin i wiśni przełamują fiołkowe aromaty i nuty leśnych roślin. Porównywane roczniki tworzą kalejdoskop niuansowych różnic. Potem przychodzi czas na Bikavéry., słynną byczą krew, która z Szekszárdu się wywodzi. Degustację wieńczy Barbár (Barbarzyńca), kupaż – z mieszanych w proporcjach zależnych od rocznika – szczepów: merlot, cabernet franc, tannat i kékfrankos. Kompletne, wyważone wina zachwycają poziomem kwasowości, budząc szacunek dla mistrzostwa z jakim je wykonano.

Wina od Heimanna zaliczane są do najlepszych czerwonych trunków na Węgrzech, fot. Paweł Wroński
Wina od Heimanna zaliczane są do najlepszych czerwonych trunków na Węgrzech, fot. Paweł Wroński

Podczas gdy gospodarz raczył nas opowieściami i winem, jego żona przygotowywała w kuchni rogaliki. Według starej, kultywowanej w rodzinie receptury. Żegnając gościnne domostwo rozkoszowaliśmy się ich smakiem, umacniając w postanowieniu, że kiedyś tu z pewnością wrócimy.

Na pożegnanie, rogaliki od Ágnes, fot. Paweł Wroński
Na pożegnanie, rogaliki od Ágnes, fot. Paweł Wroński

INFO
Heimann Családi Birtok (rodzina, winiarnia i wina): www.heimann.hu (Ivánvölgy út 9814/13). Od kwietnia do września gospodarze oferują degustacje nawet dla 50-60 osób, na widokowym tarasie przed domem. Od października do marca w przytulnej sali degustacyjnej. Jest tam miejsce dla maksimum 25 osób. Planując wizytę i degustację najlepiej uzgodnić termin, kontaktując się telefonicznie lub mailowo z Ágnes Heimann (tel.: +36 209 617 101; e-mail: heimann@heimann.hu).

Na swoich stronach Heimannowie polecają:
Kávé Háza – od wielu już lat uznawany za najlepszy na Węgrzech Coffee Hous, prowadzony przez baristę Sándora Tótha. Znajdziecie go przy wyjeździe z miasta drogą na Mohacz, w szeregu dawnych winiarskich piwnic i tłoczni zaadaptowanych na nowe cele (Bátaszéki út 25).

Noclegi u sąsiadów, w pensjonatach w miasteczku oraz w najbardziej luksusowym szekszárdzkim obiekcie z bardzo dobrą restauracją: Mészáros Hotel Merops**** (Kossuth Lajos út 19).

A ponadto miejscowe muzea, restauracje w okolicy oraz warsztaty godnych uwagi artystów ludowych.

Wśród szekszárdzkich winnic, fot. Paweł Wroński
Wśród szekszárdzkich winnic, fot. Paweł Wroński

Materiał z cyklu „Europa na weekend”, przygotowanego przy wsparciu Mondial Assistance przez Klub Leniwca w ramach projektu medialno-promocyjnego dla Mercedes-Benz Polska.

Węgry – Pannonhalma i Viator

Opactwo benedyktyńskie w Pannonhalma jest jednym z węgierskich obiektów na Liście Światowego Dziedzictwa UNESCO. Dzieje tego kluczowego dla chrystianizacji Madziarów ośrodka liczą ponad 1000 lat.

Wzgórze o wysokości 275 m, na którym z fundacji księcia Gejzy wzniesiono klasztor w latach 996-1002 uchodziło za miejsce święte. Według tradycji u jego podnóża poił konie wódz Arpad wkraczając ze swym ludem do Panonii. Konsekracja klasztoru odbyła się w obecności syna Gejzy, pierwszego króla Węgier, Stefana.

Przez stulecia opactwo rozrastało się i bogaciło. Pierwsza rozbudowa miała miejsce za panowania Macieja Korwina, pod koniec XV wieku. Najpoważniejszych zniszczeń dokonali Turcy, którzy zawładnęli opactwem w 1594 roku, a przyklasztorny kościół zamienili na meczet. Mnisi wrócili w 1638 roku. Drugą przerwę w ich działalności, w latach 1786-1802, wymusił cesarz Józef II, rozwiązując na terenie CK monarchii zgromadzenia kontemplacyjne. Monumentalne barokowe skrzydło, biblioteka oraz wieża przeszło 50-metrowej wysokości pochodzą z wieków XVIII i XIX.

W opactwie żyje dziś 60 zakonników. Klasztor i kościół są żywymi obiektami kultu religijnego. Poza tym, zgromadzone we wnętrzach dzieła sztuki i imponująca biblioteka należą do najcenniejszych zbiorów historycznych na Węgrzech. Założone w pierwszej połowie XIX wieku arboretum służy dziś rekreacji, wypoczynkowi i edukacji. Prowadzone są w nim badania naukowe i obserwacje licznych gatunków ptaków, które upodobały sobie to miejsce.

Na wzgórzu, nieopodal klasztoru wznosi się nowoczesny przeszklony budynek. Viator – restauracja i bar winny, znany z wyśmienitej kuchni, destylatów wytwórni Agárd oraz win. W karcie szlachetne trunki ze wszystkich regionów winiarskich Węgier, ale najwięcej z wytwórni opactwa; większości z nich można skosztować jedynie tutaj.

INFO
Opactwo: www.bences.hu
Winiarnia (Pannonhalmi Apátsági Pincészet): www.apatsagipinceszet.hu
Viator: www.viator.co.hu


Materiał z cyklu „Europa na weekend”, przygotowanego przy wsparciu Mondial Assistance przez Klub Leniwca w ramach projektu medialno-promocyjnego dla Mercedes-Benz Polska.

Węgry / Szekszárd – żołna Pála Mészárosa

Na etykiecie cuvée z winiarni Mészáros Pál Borház és Pince z Szekszárdu widnieje barwny ptak, jeden z najpiękniejszych jakie spotykamy w Europie – żołna.

Żołny są piękne i pożyteczne, bo żywiąc się insektami chronią nasze winnice” – tłumaczy Victor, zięć Pála Mészárosa. „Motyw żołny na etykiecie jednego ze sztandarowych win mojego teścia, Mészáros Ohmerops Cuvée, jest ukłonem wobec przyrody okolic Szekszárdu.” W sporządzonym ze szczepów cabernet sauvignon, merlot i cabernet franc 4-letnim trunku, który kosztowaliśmy czuło się intensywne aromaty śliwek i konfitur z tarniny. Przyjemne, dobrze zharmonizowane wino o długim owocowym finiszu, pozostaje na długo w pamięci.

Oczywiście paleta oferowanych przez Pála Mészárosa win jest bogatsza i choć są to przede wszystkim wina czerwone, nie brak wśród nich ciekawych białych trunków, takich jak przyjemny, aromatyczny Irsai Olivér czy delikatnego, lekkiego Mészáros Rosé, wytwarzanego z winogron szczepu pinot noir. Na butelkach tych właśnie win widnieje inny motyw. Kolorowe owocowe drzewko, nawiązujące do wzoru ludowych haftów.

Ewenementem wśród trunków od Mészárosa jest St. Grál, wino wytwarzane z owców jakie rodzą stare krzewy kadarki. Przetrwały atak filoksery i dziczały zapomniane. Otoczone troskliwą opieką właściciela, zaczęły po latach znowu rodzić winne grona.

Pála Mészárosa doceniano wielokrotnie za działalność winiarską, choćby w 2012 roku obdarowując jego winiarnię tytułem „Wine Cellar of the Year”. On sam ceni niezwykle późniejszą nagrodę. Za dynamiczny, skuteczny marketing, którą otrzymał jako przedsiębiorca i dobrze prosperujący handlarz szlachetnym trunkiem.

Rodzina Mészárosów prowadzi oprócz winiarni, wygodny, nowocześnie urządzony i zręcznie wkomponowany w niską zabudowę przedmieścia hotel z dobrą restauracją – „Merops”. Kolejny ukłon wobec barwnego ptaka i przyrody regionu, która sprawiła, że Szekszárd – niewielka miejscowość z południa Węgier, jest jednym z trzech najważniejszych ośrodków kraju naszych bratanków, w których powstają wina czerwone (obok Villány i Egeru). Notabene, to właśnie stąd wywodzi się bodaj najlepiej u nas rozpoznawalne czerwone wino węgierskie – Bycza krew, czyli Bikavér. Tu na południu, nosiło nazwę Szekszárdi bikavér. Dopiero potem zaczęto je wytwarzać na północy kraju – w Egerze, pod zmodyfikowaną nazwą – Egri bikavér.

INFO
Mészáros Borház – 7100 Szekszárd, Kossuth Lajos u. 26
Degustacje – tel. kom.: (+36) 30 530 3737
Sprzedaż win – tel./faks: (+36) 74 318 749
e-mail: info@meszivin.hu
www.meszarosborhaz.hu
Hotel**** Merops Mészáros
7100 Szekszárd, Kossuth Lajos u. 19
www.hotelmerops.hu


Deskarstwa_237
Kliknij w zdjęcie (fot. Paweł Wroński) – pobierz opis modelu CLA 45 AMG (materiały prasowe producenta z 2013 r.)

Materiał z cyklu „Europa na weekend”, przygotowanego przy wsparciu Mondial Assistance przez Klub Leniwca w ramach projektu medialno-promocyjnego dla Mercedes-Benz Polska.

SPA w Europie

Zabiegi dla zdrowia, urody i relaksu tworzą dziś kosmopolityczny kalejdoskop. Wciąż jednak określa się je wspólnym mianem SPA. Skrótem od wyrażonej łacińskim zwrotem idei „salus per aquam” – uzdrawiania wodą.

Korzenie SPA tkwią w praktykach starożytnych Egipcjan, Greków i Rzymian. Wywodzą z medycyny Dalekiego Wschodu i Indii. Nierzadko ocierają o magię, wspierając równocześnie wynikami najnowszych naukowych badań. Przede wszystkim jednak podlegają modzie, i to w nie mniejszym stopniu niż fryzury, makijaż czy stylizacja ubioru.

Strefa relaksu, fot. Paweł Wroński
Rožnovské pivní lázně, strefa relaksu, w której dominują akcenty dalekowschodnie, fot. Paweł Wroński

Aromat pieczonego chleba i piwne SPA
W usytuowanym na przedmieściach Salzburga hotelu „Reiter Alm” już dawno wykorzystano stary piec chlebowy. Z jego rozgrzanego wnętrza wydobywa się ciepły, wilgotny, lekko cierpki zapach zakwasu i drożdży. Atmosfera tego miejsca ożywia wspomnienia. Ja, cofnąłem się myślami do wakacji spędzanych w dzieciństwie w Bukowinie Tatrzańskiej. Do góralskiego domu. Strzelającego w piecu ognia podsycanego szczapami wysuszonego drewna i sączącego się z kuchni takiego właśnie zapachu. Pojawiał się gdy gaździnka piekła chleb, wyznaczając rytm kończących się, kolejnych tygodni. Nikt wtedy kwater w prywatnych domach nie nazywał agroturystycznymi, a gospodarzom nawet przez myśl nie przeszło, że mogliby domowe rytuały skomercjalizować. Nie wiem czy seans w chlebowej komorze wpłynął jakoś znacząco na moje zdrowie, czy stałem się znowu piękny, młody i wysoki. Z pewnością jednak wyszedłem stamtąd przyjemnie zrelaksowany. Zaś sam pomysł wydał mi się oryginalny. Ba, odkrywczy. Tym bardziej, że w szerokiej gamie oferowanych na miejscu pakietów SPA & Wellness dominowały raczej powszechnie stosowane tajskie masaże, zabiegi rodem z ajurwedy, reiki, litoterapia, a więc głównie egzotycznego pochodzenia.

Również tam, w położonej po bawarskiej stronie granicy „Reiter Alm” zanurzyłem się pierwszy raz w życiu w piwnej kąpieli. Było to dobrą dekadę temu, i nie tak jeszcze popularną propozycję kierowano przede wszystkim do panów, by zająć ich czymś przyjemnym w tym samym czasie, w którym ich towarzyszki poddają się skomplikowanym i długotrwałym zabiegom. Dziś piwne SPA są bardzo popularne, zwłaszcza tam – w Bawarii i tuż za miedzą – u naszych braci Czechów. Wejścia do wanien wypełnionych wodą z dodatkiem piwa nie proponuje się przy tym pod żadnym wyszukanym pretekstem. Podkreśla się dobroczynny wpływ piwa na organizm i samopoczucie oraz fakt, że zdrowotne walory chmielowego trunku doceniano już przed wiekami wszędzie tam gdzie piwowarstwo było dobrze prosperującym i popularnym rzemiosłem.

Prekursorami w dziedzinie piwnych SPA w Czechach byli właściciele browaru Chodovar, działającego w miejscowości Chodová Planá, nieopodal słynnych Mariańskich Łaźni. Do ostatnio otwartych przybytków tego typu zaliczają się Rožnovské pivní lázně, w położonym zaledwie 80 km od Cieszyna Rożnowie pod Radhoszczem.

Kąpiel w piwie to w gruncie rzeczy pewien skrót myślowy. Wanna, bądź kadź – coraz częściej dwu- lub nawet kilkuosobowa, wypełniona jest bowiem wodą mineralną, do której jedynie dolewa się trochę piwa. Tak by kąpiel była aromatyczna, a piwny roztwór działał kojąco na zmysły, przynosił ulgę zmęczonym stopom, zaś zawarte w piwie składniki poprawiały pigmentację i elastyczność skóry, która po seansie staje się delikatniejsza i gładsza. Dodatkiem do kąpieli jest zwyczajowo szklanka piwa. To także zdrowy akcent, bo – o ile tylko nie pije się go w nadmiarze – piwo pokrywa w znaczącej mierze zapotrzebowanie na około 30 pożytecznych dla organizmu związków mineralnych. Z piwa wytwarza się także kosmetyki zwłaszcza aromatyczne szampony oraz płyny i żele do kąpieli.

Leukerbad, fot. Paweł Wroński
Leukerbad, fot. Paweł Wroński

Zdrowie z alpejskiej łąki
Do lokalnych tradycji szczególnie mocno nawiązuje się w krajach alpejskich. W ofercie wielu tamtejszych SPA popularne są zabiegi z użyciem siana. Zauważono bowiem, że pracujący na roli górale znacznie rzadziej od mieszczuchów cierpią na schorzenia reumatyczne. W wydaniu komercyjnym siana nie trzeba kosić, grabić ani ładować widłami na wóz. Być może zabiegi przez pracę też ktoś kiedyś zaoferuje. Póki co jednak, procedura ogranicza się do relaksu w pozycji leżącej lub siedzącej w okładzie z siana pod szczelnym przykryciem. W tych warunkach ciepło naszego ciała wyzwala olejki eteryczne z wysuszonych traw i kwiatów. Przesycona naturalnymi związkami wilgoć oddziałuje na skórę, a przyjemny aromat uspokaja.

W krajach alpejskich zyskała też ogromną popularność terapia zimną wodą – metoda wylansowana w XIX wieku przez Sebastiana Kneippa, proboszcza z Wörishofen w Bawarii. Sam zmagał się z dolegliwościami, a obserwacje przyrody, zachowania i pracy prostego ludu nasunęły mu refleksje, które spisał w wydanej w 1886 roku książce „Meine Wasserkur” (Moje leczenie wodą). Dziś w alpejskich kurortach powstają noszące jego nazwisko ścieżki rekomendowane kuracjuszom i gościom ekskluzywnych nawet SPA. W miejscach, w których przecinają górskie potoki, wodę zbiera się w korytkach wystylizowanych zazwyczaj sielsko jak poidła dla bydła. Należy w gromadzącej się w nich lodowatej wodzie zanurzać nadgarstki, łokcie, kolana i stopy. Działania te mają charakter prewencyjny, wzmacniają stawy i podnoszą odporność na schorzenia reumatyczne. Pamiętać jednak należy, ze Kneipp był zwolennikiem holistycznego podejścia do zdrowia. Twierdził, że żeby się nim długo cieszyć należy prawidłowo się odżywiać i być aktywnym. Skutecznego leczenia różnych przypadłości upatrywał w ziołolecznictwie. Popularność jaką zyskały jego metody sprawiła, że nawet z odległych stron przyjeżdżano do niego po poradę. Z czasem, miejscowość w której prowadził parafię przekształciła się w wyspecjalizowane w hydroterapii uzdrowisko Bad Wörishofen.

Z bożej apteki zaczerpnął też pomysły, a w konsekwencji zyskał sławę i pieniądze Ingo Metzler. Hodowca krów z Bruggan, wioski z najdalej na zachód wysuniętego landu Austrii, Vorarlbergu. Przedsiębiorstwo Metzler Käse-Molke GmbH produkuje kosmetyki z serwatki i mleka krowiego oraz koziego. Praktycznie nie ma w Austrii czy w sąsiedniej Szwajcarii SPA, w którym by ich nie używano. Specjalna linia delikatnych kosmetyków jest przeznaczona dla dzieci. Ponadto, rodzina wciąż produkuje czyste ekologicznie sery i inne przetwory mleczne, a ich farma z pensjonatem leży przy popularyzującym sery szlaku turystycznym Käsestrasse w Bregenzerwaldzie.

Pielęgnacji ciała, zwłaszcza skóry, a w konsekwencji urodzie sprzyja też używanie innego alpejskiego specyfiku. Ten z kolei pochodzi z Tyrolu, znad Achensee. Otoczonego górami jeziora, w którego okolicy występują bogate złoża oleju łupkowego. Legenda mówi, że to krew, jaka wyciekła przed tysiącami lat z ran jednego z pojedynkujących się alpejskich gigantów. Wsiąkła w ziemię i czekała aż ludzie odkryją jej cudowne właściwości. W połowie XIX wieku zaczęto olej wydobywać na większą skalę w związku z przemysłowym zapotrzebowaniem. Pół wieku później wyeksponowano jego znane od dawna miejscowej ludności właściwości lecznicze. Dziś Tiroler Steinöl jest głównym składnikiem olejów kąpielowych, żelów, mydła i szamponów, kremów, maści i płynów kosmetycznych, zaś położone nad Achensee miejscowości, z górniczych przekształciły się w uzdrowiskowe.

Kąpiel w czekoladzie, oferta rodzinna, fot. Paweł Wroński
Kąpiel w czekoladzie, oferta rodzinna, fot. Paweł Wroński

Pożytek z jabłek i winogron
Na tle popularnych alpejskich praktyk z wykorzystaniem siana, ziół a nawet wełny, oryginalnością wyróżnia się oferta Południowego Tyrolu. To część historycznej krainy, która po rozpadzie monarchii austro-węgierskiej przypadła w 1918 roku Włochom. Tamtejszy region Vinschgau, otoczony alpejskimi olbrzymami z sięgającym niemal 4 tysięcy metrów Ortlerem na czele należy do największych w Europie zagłębi sadowniczych. Nic więc dziwnego, że również w dziedzinie zdrowia i urody wykorzystuje się tam to co można wycisnąć – w przenośni i dosłownie – z jabłek. Miąższ, sok, a nawet skórki. Aromatyczne owoce zawierają aż 13 witamin i 20 różnych rodzajów soli mineralnych. Są zdrowe nie tylko w codziennej diecie, ale jak się okazuje, również w pielęgnacji: do masażu, okładów i kąpieli. Ba, filiżanka naparu z jabłek i ziół pomaga w odtruwaniu organizmu z toksyn. Kąpiel pod prysznicem z dodatkiem żelu jabłkowego działa odświeżająco, a relaks z ciałem owiniętym płótnem nasączonym solami i octem jabłkowym pobudza zmysły, wygładza i ujędrnia skórę. Zabiegi z użyciem jabłkowych specyfików są w ofercie nie tylko hoteli Wellness & SPA, ale także stylowych łaźni w Merano. Do ich rozwoju przyczyniła się osobiście Sissi. Cesarzowa Austrii z upodobaniem odwiedzała kurort, poddając się kąpielom w miodzie i serwatce – było nie było także naturalnych produktach miejscowej proweniencji.

Dolina przecinającej Południwoy Tyrol rzeki Adygi, po niemiecku Etsch jest także jednym z wysoko cenionych europejskich regionów winiarskich. Na jej szerokim dnie i na zboczach, nierzadko pod skalnymi urwiskami ciągną się zagony winorośli. I, podobnie jak jabłka do zabiegów w SPA używa się winogron, soku, pestek, skórek, a także pozyskiwanych z owoców związków i składników mineralnych. Ba, w miejscowych SPA, niczym w jakiejś wegańskiej restauracji, w zabiegach proponowanych w poszczególnych dniach i okresach czasu dominuje wybrany aromat. Są więc dni ziołowe, miodowe, jabłkowe, winogronowe…

Podobnie jak Czesi i Bawarczycy wykorzystują swój ulubiony trunek, jakim jest piwo, tak w regionach winiarskich szuka się pożytków z winogron, winorośli i wina. Również w dziedzinie Wellness & SPA. Na czoło wybija się z pewnością Piemont, północno zachodnia prowincja włoska, z której pochodzą słynne na całym świecie wina Barolo i Barbaresco. Gospodarze wypracowali bogate programy rewitalizujące i określają je mianem Vinoterapii. Niejeden zaś hotel z rozbudowanym SPA, a nawet całe kurorty ochoczo podkreślają swoją winną specjalizację określeniem Weinresort – winne uzdrowisko. Z włoskimi konkurują oczywiście regiony hiszpańskie i francuskie. Niezależnie jednak od geografii i upodobań do smaku i bukietu konkretnych win, za etykietą winoterapia kryją się luksusowe zabiegi, zaspakajające w równej mierze potrzeby ciała, jak i ducha. Odnowa biologiczna prowadzona jest według receptur znanych już starożytnym ale połączonych z najnowszymi osiągnięciami kosmetyki. Doznaniami związane z piciem szlachetnego trunku czynią zabiegi z jej zakresu jeszcze przyjemniejszymi. Winogronowe maseczki na twarz odmładzają działając antyrodnikowo i przeciwzmarszczkowo. Okłady i kąpiele w winie regenerują, odżywiają komórki i poprawiają krążenie stymulując powstawanie kolagenu i elastyny. Dotleniona skóra staje się bardziej elastyczna, nabiera zdrowszego koloru, a przede wszystkim pięknie pachnie. Winoterapia obejmuje bogatą gamę zabiegów od peelingów i masaży, przez zabiegi odżywcze na skórę, po kąpiele winne i body wrapping.

W ślad za zastosowaniami zabiegowymi podąża przemysł kosmetyczny, korzystając praktycznie z każdej części winogronowej jagody – miąższu, pestek, skórki, a nawet szypułek. Ich ekstrakty poprawiają bowiem koloryt i jędrność skóry, działają odświeżająco, relaksująco i odprężająco. Wino zaś dostarcza organizmowi niezbędnych pierwiastków chemicznych takich jak: bor, brom, cynk, jod, magnez, potas, sód czy wapń. Zawarte w nim związki oczyszczają organizm z toksyn, a niepozorny olejek z pestek winogron zmniejsza ryzyko chorób serca. Taniny dobroczynnie działają na naczynia krwionośne, pobudzając krążenie krwi. Hamują rozwój tkanki tłuszczowej, a przyśpieszają jej spalanie, przeciwdziałając cellulitisowi.

Aquacity Poprad, fot. Paweł Wroński
Aquacity Poprad, fot. Paweł Wroński

Powrót do wód
Niezależnie od tego czy zabiegi SPA inspirowane są lokalnymi czy egzotycznymi doświadczeniami, podstawowe znaczenie mają kąpiele w wodach o zdrowotnym i relaksującym działaniu. W szwajcarskim kurorcie Leukerbad biją najobfitsze w Alpach źródła gorących wód. Wykorzystuje się je nieprzerwanie od początku XVI w. Biskup z pobliskiego Sion urządził wtedy kąpielisko. A w zasadzie dwa – luksusowe i kosztowne bo przeznaczone dla nobliwej klienteli oraz bezpłatne, otwarte dla wszystkich bez względu na przynależność stanową i majątek. W Austrii biją słynne źródła radonowe. W Bad Gastein w Kraju Salzburskim. Można tam również zażyć inhalacji. W komorach urządzonych w dawnych sztolniach kopalni kruszców bo powietrze przesycone jest radonem. Zabiegi relaksują, przeciwdziałając jednocześnie chorobom górnych dróg oddechowych i układu krążenia.

W tej dziedzinie Węgrzy mogą się poszczycić prawdziwym klejnotem. Jest nim małe, a mimo to największe w Europie jezioro wypełnione termalną wodą. Hévízi-tó. Tryskająca ze źródeł na dnie prastarego wulkanicznego krateru woda pozwala kąpać się w zbiorniku przez cały rok, bo temperatura waha się od 24 zimą do 36 st. C latem. Nawet nad strużkami wypływającymi z jeziora unosi się zawsze para, tym lepiej widoczna, im chłodniej. Swoisty mikroklimat sprzyja uprawie lilii wodnych, które ponad 100 lat temu specjalnie sprowadzono z Indii. Ten geologiczny, a wraz z naturalnym leśnym otoczeniem przyrodniczy fenomenem znajduje się nieopodal północno zachodnich brzegów Balatonu.

Na termalne kąpieliska postawiono na Słowacji już w latach 90. XX w. Teraz to my i Węgrzy stanowimy w nich najliczniejszą klientelę. Kuszą nas bowiem narciarskie stoki oraz niezbyt wygórowane ceny w hotelach i restauracjach. Natomiast kąpiele w ciepłych basenach na świeżym powietrzu, w kłębach pary unoszącej się nad taflą wody, stały się dla nas sztandarową formą apres ski. A że najczęściej odwiedzamy narciarskie stacje Tatr i Niżnych Tatr, po dniu spędzonym aktywnie na nartach lub desce chętnie kierujemy kroki do kąpielisk z rozbudowanymi sektorami Wellness & SPA. Szczycą się takimi Bešeňová, Liptowski Mikulasz i Poprad. A w kraju naszych sąsiadów działa jeszcze kilkanaście innych, równie atrakcyjnych kompleksów.

Gyógy-tó - jedno z dwóch największych termalnych jezior na świecie (Hévíz, Węgry), fot. Paweł Wroński
Gyógy-tó (alboHévízi-tó – jedno z dwóch największych termalnych jezior na świecie – lilie, odmiany których nie zjedzą ptaki, kwitną przez cały rok (Hévíz, Węgry), fot. Paweł Wroński

Materiał publikowany na łamach magazynu EGO Inspiracje w marcu 2016 (SPA —> pdf).

Mercedesem przez szekszárdzkie lessy

Lessy są głównym składnikiem gleb w Szekszárdzie, jednym z 23 regionów winiarskich na Węgrzech. Nadają miejscowym czerwonym winom wyjątkowych właściwości. To jest zresztą region, w którym narodziła się tradycja wytwarzania najlepiej bodaj rozpoznawalnego u nas czerwonego wina z Węgier – byczej krwi – Bikavér. Niemniej jednak, lessy są uciążliwe, gdyż mają to do siebie, że w upalne suche dni, wiatr roznosi drobny pył po okolicy. Natomiast gdy pada deszcz, wszystkimi zagłębieniami gruntu spływają błotniste potoki.

W Szekszárdzie znaleźli na to sposób. Wyłożone betonowymi płytami drogi wyprofilowano tak, by błotnista maź spływała. Swoiste 2 w 1 – kanały, a zarazem drogi. Takimi właśnie jeździliśmy wśród winnic, i taką drogą zjechaliśmy do miasteczka z posesji Zoltána Heimanna – jednego z prominentnych miejscowych winiarzy. Ostrożnie, bardzo ostrożnie, bo model CLA 45 AMG jest bardzo nisko zawieszony, i – zdecydowanie – nie do jazdy terenowej został stworzony.

W rodzinie Heimannów (Heimann Családi), tradycje wyrobu szlachetnego trunku są pielęgnowane od 10 pokoleń, od 1758 roku.
Heimann Családi Birtok: www.heimann.hu


Kliknij w zdjęcie (fot. P. Wroński) - pobierz opis modelu CLA 45 AMG (materiały prasowe producenta z 2013 r.)
Kliknij w zdjęcie (fot. P. Wroński) – pobierz opis modelu CLA 45 AMG (materiały prasowe producenta z 2013 r.)

Materiał z cyklu „Europa na weekend”, przygotowanego przy wsparciu Mondial Assistance przez Klub Leniwca w ramach projektu medialno-promocyjnego dla Mercedes-Benz Polska.

Węgry – pałac Festeticsów w Keszthely

W pałacowym hallu przywitał nas starszy pan, dr Miklós Lönhárd. Szybko wyszło na jaw, że poznawanie rodowej siedziby Festeticsów właśnie z nim to wygrana na loterii, bo dr Lönhárd przeplata historię przedstawicieli możnego rodu anegdotkami, i czas mija niepostrzeżenie.

Przy zainscenizowanym w wozowni romantycznym pikniku uraczył nas na przykład taką: „I always ask the ladies, what the difference between picnic and panic? 🙂 Twenty eight days.” 🙂 A dowiedziawszy się, że przyjechaliśmy mercedesem, zaciągnął nas do przypałacowych stajni by pokazać, dawniejsze „mercedesy” – 2-, 4-, 6-, i 8-konne.

Dr Miklós Lönhárd, fot. Paweł Wroński
Dr Miklós Lönhárd, fot. Paweł Wroński

A teraz na poważnie – Festeticsowie pełnili w epoce habsburskiej ważne funkcje polityczne na Węgrzech. Poza tym kochali konie i wystawiali je z powodzeniem na wyścigach. Założyli w miasteczku Georgikon, pierwszą rolniczą szkołę zawodową w Europie, która działa do dziś, a której absolwentem i wykładowcą jest również dr Lönhárd. Twórca tej szkoły, György Festetics przeszedł także do historii jako założyciel kąpieliska termalnego w pobliskim Hévíz, na największym ciepłym jeziorze europejskim. Palowi Festeticsowi z Tolnej, Maria Teresa nadała tytuł hrabiowski, a jednego z jego potomków, Tasziló Festeticsa, Franciszek Józef podniósł do godności książęcej. Oprócz majątku i pozycji Tasziló miał też prezencję, dla której brytyjska dama, Lady Mary Victoria Douglas-Hamilton, choć była brzemienna rzuciła męża – księcia Monako, Alberta I.

W pałacowych wnętrzach z dr. Lönhárdem, fot. Paweł Wroński
W pałacowych wnętrzach z dr. Lönhárdem, fot. Paweł Wroński

Otoczony pięknym parkiem (niegdyś 40-hektarowym, dziś liczącym zaledwie 9 ha powierzchni), pałac Festeticsów (keszthelyi Festetics kastély) należy wraz z rezydencją Sissi w podbudapeszteńskim Gödöllő (Grassalkovich-kastély) i pałacem Esterházych w Fertőd (Fertőd Esterházy-kastély) do największych obiektów rezydencjonalnych na Węgrzech. Jeszcze przed 200 laty były w nim zaledwie 43 pokoje, ale gdy zaczęła zarządzać nim energiczna i bezkompromisowa Angielka, rozrósł się i ma ich teraz 101. Mieści bibliotekę – Helikon i enotekę, w której prezentowane są wina z nadbalatońskich regionów. Wnętrza zdobią sprzęty i dzieła sztuki gromadzone od połowy XVIII wieku przez siedem pokoleń Festeticsów.

INFO
www.helikonkastely.hu
Mottem mieszczącej się w pałacu enoteki – Balatoni Borok Háza, są słowa Goethego: „Az élet túl rövid ahhoz, hogy rossz bort igyunk!” (Życie jest zbyt krótkie by pić złe wino!; www.balatoniborokhaza.hu).


Materiał z cyklu „Europa na weekend”, przygotowanego przy wsparciu Mondial Assistance przez Klub Leniwca w ramach projektu medialno-promocyjnego dla Mercedes-Benz Polska.