Trendsetterzy rodzinnego wypoczynku

Chwytliwe hasło: „Hotel przyjazny rodzinie” przyciąga jak magnes. Używanie go może się jednak okazać ryzykowne, zwłaszcza, gdy niespełnione obietnice rozczarują klientów.

Doświadczył tego niejeden hotel w Karyntii w latach 80. minionego stulecia. Landowe władze zachęcały wtedy właścicieli obiektów wypoczynkowych do specjalizacji. Uderzenie w tony rodzinne wydawało się łatwe i obiecujące. Jednak tamte, pierwsze próby, często kończyły się fiaskiem, i lokalne biura promocji turystyki zasypywane były skargami zawiedzionych klientów. Inaczej potoczyły się losy Gerharda Stroitza i Siegfrieda Neuschitzera. Skierowanie przez nich oferty wypoczynku do rodzin z dziećmi okazało się strzałem w dziesiątkę, a konsekwentnie doskonalona oferta przerodziła się w ideę, którą dziś realizuje z powodzeniem renomowana grupa hotelarska Kinderhotels Europa. Ba, zrzeszenie jest współcześnie liderem w sferze rodzinnego wypoczynku na kontynencie, wyznacza trendy w tej dziedzinie i winduje w górę poprzeczkę minimalnej jakości usług.

Pionierskie przedsięwzięcia
Gerhard Stroitz jest pionierem grupy. Jego pomysł jak prowadzić hotel dla rodzin z dziećmi nie narodził się w zaciszu gabinetu. Jego synowie, Wolfgang i Christian właśnie dorastali, więc „wakacje na farmie” zaczęły ich po prostu nudzić; chcieli urządzać ogniska, budować chaty w lesie, przeżywać przygody. Tworząc dla nich warunki bezpiecznej zabawy, Stroitz zamienił w 1986 roku swój niewielki pensjonat typu Bad & Breakfast nad Faaker See w duży hotel ze zróżnicowaną ofertą dziecięcych aktywności. Mniej więcej w tym samym czasie, podejmując wyzwanie jakim było przystosowanie SPA dla potrzeb rodzin z dziećmi, Siggi Neuschitzer uratował przed bankructwem prowadzony przez własną rodzinę interes w Trebesing nad Drawą. Zaczął od tego, że skupował od sąsiadów niepotrzebne im już dziecięce łóżeczka, podgrzewacze do butelek i wysokie krzesełka, żeby dzieci nawet te najmłodsze mogły siedzieć przy stolikach z rodzicami. Po pierwszym zakończonym sukcesem sezonie zyskał nawet przydomek Pieluchowego Gospodarza (Windelwirt). Neuschitzerowie wykorzystali przy tym pomysły Karin, niani własnych dzieci, podbijając jej ciepłym, a zarazem praktycznym podejściem, serca klientów.

Ewolucja doktryny
Drogi pionierów szybko się zeszły, i już podczas prestiżowych targów turystycznych ITB w 1988 roku, Karyntia mogła się pochwalić nowatorską ofertą. Dziesięć lat później, grupa zrodzona pod auspicjami Österreich Werbung, zaczęła nabierać międzynarodowego charakteru. Gdy jednak liczba członkowskich obiektów zaczęła szybko rosnąć i zbliżać się do magicznej setki, szefowie grupy powiedzieli: dość! Postawili na dyscyplinę i rzetelność w spełnianiu obietnic, ustalili precyzyjnie kryteria jakie muszą spełniać należące do grupy obiekty, a kontrolę przyjętych standardów powierzyli znanemu na europejskim rynku koncernowi certyfikującemu jakość produktów i usług – TÜV Rheinland Group (oddziały w naszym kraju, TÜV Rheinland Polska: www.tuv.com). W efekcie liczba członków grupy Kinderhotels Europa zmniejszyła się, a jakość usług znacząco wzrosła i utrzymywana jest wciąż na najwyższym poziomie. Do zrzeszenia należy teraz 50 obiektów, większość zlokalizowana jest w Karyntii, gdzie idea się narodziła, ale są także w innych krajach związkowych Republiki Austrii, a ponadto w Niemczech (w Bawarii), w Chorwacji, we Włoszech i w Portugalii. Zrzeszenie współpracuje także z ponad 80 firmami z całej Europy, produkującymi sprzęt, żywność, kosmetyki i inne produkty niezbędne do pielęgnacji i opieki nad dziećmi w różnym wieku, poczynając od niemowląt.

Akademia
Oferta zrzeszonych hoteli też się dynamicznie poszerza, i doskonalą się jej założenia. O ile w początkowym okresie Kinderhotels nastawione były głównie na opiekę nad dziećmi i odciążenie rodziców w okresie urlopowym, o tyle teraz dbają o równowagę, dzięki czemu rodzice, którzy są przecież z dziećmi mogą się zarówno cieszyć czasem dla siebie, jak i  spędzanym wspólnie. Profesjonalną obsługę pielęgnacyjną i wychowawczą wspiera prowadzona przez zrzeszenie Akademia. Pracownicy od których wymaga się na starcie odpowiedniego przygotowania zawodowego (pedagogicznego, psychologicznego, medycznego), doskonalą na organizowanych przez nią szkoleniach i kursach swoje kwalifikacje, zapoznając się na bieżąco z nowymi trendami i koncepcjami wychowawczymi, technicznymi nowinkami, a także językami klientów. W efekcie, w Kinderhotels rodzice mogą dziś już liczyć na profesjonalną opiekę nad pociechami i wyposażenie odpowiednie dla dzieci od 7 dnia życia!

Hotele z uśmiechami
Do zrzeszenia Kinderhotels Europa należą różnorodne hotele i pensjonaty, zarówno kameralne obiekty jak i luksusowe wielofunkcyjne kompleksy wypoczynkowe. Niezależnie od standardu świadczonych przez nie usług, zrzeszenie posługuje się własnymi kategoriami, przyznając Smiley’e – uśmiechnięte buźki – trzy, cztery albo pięć. Potrójny symbol oznacza minimum jakie musi spełnić każdy obiekt członkowski zrzeszenia. Ponieważ kluczową wagę przywiązuje się do bezpieczeństwa, są tam odpowiednio przygotowane strefy zabaw dla dzieci – pokój pod dachem i plac na zewnątrz. Zarówno w pokojach, jak w salach jadalnych znajduje się kompletne wyposażenie, są zabezpieczenia (np. kontaktów), dostosowane do potrzeb dzieci w różnym wieku. W restauracyjnym menu są zawsze dziecięce porcje. Działa non stop pralnia, zapewniony jest dostęp do usług medycznych dla dzieci i bezpłatna opieka wychowawcza – od 3 roku życia, do 20 godzin tygodniowo. Standardem jest przy tym, że 1 opiekun przypada na 20 dzieci. Wybierając się na spacer, rower czy narty, można na miejscu wypożyczać potrzebny sprzęt, w tym bezwzględnie – wózki i nosidełka. W obiektach z 4 Smiley’ami jest ponadto basen, nierzadko również kryty, w każdym pokoju jest zamontowany alarm dla dzieci, a w jadalniach są specjalne stoliki dla dzieci z opiekunem, z których można korzystać raz dziennie przez pięć dni w tygodniu. Opieka profesjonalnego personelu nad dziećmi zapewniona jest do 40 godzin tygodniowo, co najmniej przez 2 opiekunów pełniących dyżur od świtu do wieczora. Obiekty tej kategorii zapewniają też specjalnie przygotowany program wydarzeń dla dzieci i dorosłych. Najwyższy standard, czyli 5 Smiley’ów oznacza, że mamy do czynienia z hotelem minimum 4-gwiazdkowym, z foyer i barem dziennym, ze SPA, solarium i sauną, basenem i krytymi brodzikami dla najmłodszych. Zewnętrzny teren jest ogrodzony, a zabawki i gry są dostępne na życzenie, przy korzystaniu np. z terenów narciarskich zapewniony jest transport. A ponieważ wiadomo, że w czasie deszczu „dzieci się nudzą” wewnętrzne strefy zabaw są bogato wyposażone w miękkie urządzenia. Działają kino i teatr. W jadalniach czekają kosze owoców i lody. Dzieciom oferuje się przygotowane dla nich menu, mogą korzystać z toalet z odpowiednimi urządzeniami. Opieka dostosowana jest do wieku dzieci, stąd podział na grupy – przedszkolne, a teraz już także żłobkowe, w pokojach zamontowane są elektroniczne nianie. Bezpłatna opieka świadczona jest do 60 godzin tygodniowo, przez 1 opiekuna na każdą dziesiątkę dzieci (Babycare jest dostępna także podczas obiadu i kolacji). Specjalne wydarzenia rozrywkowe organizowane są przynajmniej 3 razy w tygodniu. Pewne jest także to, że 5-Smailey’owe hotele przyjmują jedynie rodziny z dziećmi.


Kinderhotels Europawww.kinderhotels.com (zrzeszenie kolportuje bezpłatnie aktualne katalogi, formularz zamówienia na stronie w zakładce ‘Service/Order catalogue’); siedziba stowarzyszenia mieści się w Austrii, w Karyntii, w miejscowości Villach-Drobollach
Flagowy obiekt: „Europas 1. Baby- und Kinderhotel” w Trebesing (prowadzony w Karyntii przez kolejną generację Neuschitzerów); www.babyhotel.eu
Kinderhotels na stronach Österreich Werbung: www.austria.info


Materiał publikowany na łamach magazynu Eden, pt. „Kinderhotels Europa – trendsetterzy rodzinnego wypoczynku” w numerze czerwcowym (2018).

Reklamy

Kulinarne safari w Südtirolu

Kulinarny popis Markusa Holzera – szefa kuchni z „Jora Hütte” w ośrodku narciarskim ‘Tre Cime / Drei Zinnen’ to przedsmak tego, czego można zakosztować jeżdżąc na nartach w Dolomitach Południowego Tyrolu.

Na południowotyrolską wieczerzę złożyło się 5 potraw i dobrane do nich specjalnie wina. Wszystkie wykorzystane produkty pochodziły z regionu, a receptury poszczególnych dań przygotowali szefowie kuchni ze schronisk usytuowanych przy trasach narciarskich w 5 rejonach: Tre Cime Dolomiti’, Kronplatz’, Alta Badia’, Val Gardena’ i Alpe di Siusi’.

Tatar Markusa Holzera, fot. Paweł Wroński

Na początek tatar z wołowiny z Val Pusteria z chlebem dyniowym i ziołami (receptura: Markus Holzer z „Jora Hütte” / ‘Tre Cime Dolomiti – Drei Zinnen’; www.markusholzer.com)


Zupa z Graukäse (szarego sera) Sabine Steurer, fot. Paweł Wroński

Zupa z Graukäse (tzw. szarego sera) z grzankami z  chleba farmerskiego, zwanego Bauernbreatl (receptura: Sabine Steurer z „Oberegger Alm” / ‘Plan de Corones – Kronplatz’; www.obereggeralm.com)


Tortelli Markusa Valentiniego, fot. Paweł Wroński

Tortelli z farszem ze Specku i sera ricotta z bawolego mleka (receptura: Marcus Valentini z „Ütia de Bioch” / ‘Alta Badia – Hochabteital’; www.fornata.it)


Krewetki królewskie z karczochem Igora Marzoli, fot. Paweł Wroński

Grillowane krewetki królewskie z karczochem (receptura: Igor Marzola z „Rifugio Emilio Comici” / ‘Val Gardena – Grödental’; www.rifugiocomici.com)

„Rifugio Emilio Comici” to pierwsze schronisko w Dolomitach (w Południowym Tyrolu), które przed kilku laty zaczęło serwować świeże owoce morza w sezonie zimowym!


Kaiserschmarrn Helgi Rauch, fot. Paweł Wroński

Kaiserschmarrn, czyli omlet cesarski z dodatkami – gruszkami, żurawinami, morelami i orzeszkami pistacjowymi (receptura: Helga Rauch z „Rauch Hütte” / ‘Alpe di Siusi – Seiser Alm’; www.rauchhuette.com)


Przepisy na wszystkie pokazane potrawy prosto z Südtirolu —> ściągnij PDF


Południowy Tyrol: www.suedtirol.info
Północnowłoskiemu regionowi wnętrz użyczyła „Trattoria Murano” www.trattoriamurano.pl


If You like this site, your support will be welcome!

$5.00


Motor Valley i Via Emilia

Niespełna 2 lata temu, rozmawiając o pewnym projekcie z przedstawicielami regionu Emilia Romagna, usłyszałem, że rynkiem polskim nie są specjalnie zainteresowani. W 2017, podczas listopadowej prezentacji w Warszawie, z ust wysokiej rangi regionalnych funkcjonariuszy padły słowa, że rynek polski jest dla gospodarzy ziem znad Padu niezwykle istotny.

Skąd taka zmiana? W dużej mierze… ze statystyki, jako że Emilia Romagna odnotowała w ostatnim czasie znaczący wzrost wizyt Polaków.

Co nas ciągnie w dolinę Padu? Myślę, że to wszystko z czego mieszkańcy regionu są dumni najbardziej. Po pierwsze produkty spożywcze, które są znane na świecie tak dalece, że stały się ikonami włoskiej kuchni: parmezan, ocet balsamiczny z Modeny i szynka parmeńska (jest ich oczywiście znacznie więcej, ale te trzy każdy wymieni bez zająknienia). Po drugie z samochodów i motocykli legendarnych marek, jako że właśnie tu nad Padem powstają: maserati (www.maserati.com), ferrari (www.ferrari.com),  lamborghini (www.lamborghini.com) i ducati (www.ducati.com). Jest tam też kilka torów wyścigowych, a wśród nich bodaj najsłynniejszy: Autodromo Enzo e Dino Ferrari – popularnie Imola (od miasta, w pobliżu którego się znajduje;  www.autodromoimola.it).

Maserati – jedna z kultowych marek samochodowych związana z Emilią Romagną od początku istnienia – od 1914 roku czyli ponad 100 lat, fot. Paweł Wroński

Teraz kilka słów o tym drugim aspekcie – motoryzacji. Wzdłuż Padu ciagnie się dawny trakt komunikacyjny, poprowadzony w czasach rzymskich – Via Emilia. Dziś oczywiście biegną tamtędy nowoczesne autostrady i drogi szybkiego ruchu, którymi z Piacenzy dostaniemy się do nadadriatyckiego kurortu Rimini w niespełna 3 godziny, bo to zaledwie 270 km. Teoretycznie rzecz jasna, bo po drodze można odwiedzić przynajmniej najważniejsze miasta regionu: Parmę, Modenę, Imolę, nadmorskie Rimini i stołeczną Bolonię, na co potrzeba bez porównania więcej czasu, i jednego standardowego urlopu z pewnością nie wystarczy.

Zdając sobie sprawę z atrakcyjności motoryzacyjnego tematu, gospodarze poswięcili mu odrębny projekt promocyjny, w którym dolina Padu zamieniła się w Dolinę Motoryzacji – Culla di motori albo bardziej kosmopolitycznie Motor Valley. Przystankami na szlaku są miejscowości i obiekty związane z produkcją samochodów oraz motocykli, muzea motoryzacji i tory wyścigowe, na których najnowsze modele ruszają do akcji.

Mapa regionu z motoryzacyjnej perspektywy, fot. Paweł Wroński

Zainteresowanych aspektem kulinarnym, odsyłam do Food Valley – stricte spożywczego projektu regionalnego (www.winefoodemiliaromagna.com), a wcześniej na łamy genialnej książki „Sekrety włoskiej kuchni” autorstwa Eleny Kostioukovitch (polskie wydanie: Albatros 2010, tytuł oryginału „Gusto! The Joy of Italian Eating”), w której są fantastycznie opisane kulinarne obyczaje mieszkańców poszczególnych regionów słonecznej Italii, ich geneza, historia oraz lokalne osobliwości.


Region Emilia Romagna turystycznie: www.emiliaromagnaturismo.it
Via Emilia: www.visitviaemilia.it
Culla di motori / Motor Valley: www.motorvalley.com


If You like this site, your support will be welcome!

$5.00


Karob, czyli chleb świętojański

Od najdawniejszych czasów ludzkość poszukuje eliksiru nieśmiertelności, w związku z czym przez świat przebiegają fale mody na to i owo. A że teraz gotowanie w modzie, jedna z ostatnich takich fal przyniosła karob, czyli chleb świętojański.

Strąki chleba świętojańskiego i migdały. Te akurat, pochodzą z Sycylii. Fot. Paweł Wroński

Szarańczyn strąkowy, inaczej ceratonia – drzewo, które rodzi strąkowe owoce nazywane chlebem świętojańskim, jest bardzo popularne w basenie Morza Śródziemnego. Ba, na Cyprze te owoce stały się wysoce cenionym produktem eksportowym już w czasach starożytnych, zyskując miano „cypryjskiego czarnego złota”.

Najbliższym kuzynem drzewa karobowego (Ceratonia siliqua L.) jest… bób.

Dziś chleb świętojański przeżywa swoisty renesans. Melasa i sproszkowane strąki są zalecane przez różnej maści ekspertów jako nieodzowny element zdrowej diety. Można się z tego śmiać, ale w gruncie rzeczy lepiej pić lub jeść karob niż na przykład… palić papierosy, choć właśnie w przemyśle tytoniowym karobowy proszek też znalazł zastosowanie, podobnie jak w papierniczym, kosmetycznym czy farmaceutycznym.

Twarde nasiona ukryte w karobowych strąkach mają identyczną wielkość i wagę (0,2 g), więc już w starożytności używano ich do ważenia kruszców i szlachetnych kamieni, przyczyniając się w ten sposób do powstania karata – jednostki miary czystości złota oraz wagi i wartości kamieni jubilerskich lub pereł (od nazw karobu: gr. „kerátion” i łac. „carato”).

No cóż, w przetworach spożywczych jego obecność też nie jest czymś nowym, ponieważ z karobu wytwarza się zagęstnik, zwany galaktomannozą, mączką chleba świętojańskiego lub po prostu gumą karobową (na etykietach ukryty jest pod tajemniczym symbolem E410). Nic to, egzotyczne owoce są bogate w magnez, fosfor, żelazo, wapń, sód, potas i witaminy. Są również źródłem naturalnych cukrów, ale nie zawierają koszmaru zdrowo się odżywiających – glutenu, i są przyjazne dla alergików.

Etykieta z buteleczki syropu karobowego produkcji cypryjskiej, fot. Paweł Wroński

Melasę można ponoć zajadać niczym Nutellę (tyle, że zdrowiej), używać do deserów i ciast, syropem – słodzić napoje, albo skrapiać sałatki, z proszku zaś – parzyć surogat kawy, a w wypiekach zastępować nim wymagane recepturą czekoladę lub kakao. Żeby skorzystać ze zdrowych właściwości karobowych przetworów, zwłaszcza syropu czy melasy, trzeba w nich tylko… zasmakować. A to – przynajmniej dla mnie – nie jest wcale takie proste.

Zastosowanie mączki z chleba świętojańskiego (za: https://vitalia.pl/)

  • Żywność: wyroby cukiernicze, polewy, lukier, lody, mleko modyfikowane dla niemowląt, fermentowane produkty śmietanowe i ich substytuty z żywymi kulturami bakterii, owoce i warzywa suszone, jadalne kasztany w zalewie, dżemy, galaretki, marmolady, słodzony przecier z kasztanów.

  • Farmacja: środki odchudzające, syropy.

  • Ponadto: karmy dla zwierząt, kleje i detergenty.


INFO
Stosowanie substancji naturalnej E410 reguluje na terenie Unii Europejskiej Rozporządzenie Komisji (UE) nr1129/2011 z dnia 11 listopada 2011 r. www.inchem.org

Guma karobowa – stabilizuje, emulguje, zagęszcza; jest substancją pochodzenia naturalnego; uchodzi za nieszkodliwą.

Wyniki własnego testu kilku dostępnych na polskim rynku proszków karobowych przedstawiają autorzy bloga www.baranowscy.eu

15 miejsc na weekend (dojazd w 3-5 h)

Wiosna nastraja optymizmem, dodaje energii, sprawia, że chce się wyruszyć w podróż. W weekend, niekoniecznie długi, każde ze wskazanych niżej miejsc w Europie, samolotem lub samochodem, osiągniemy w zaledwie kilka godzin.

POLSKA

1. Do Trójmiasta po jod i muzykę
Z Łodzi czy z Warszawy dotrzemy na wybrzeże w 3–4 godz., z dalej położonych miast dogodniejsze będą połączenia lotnicze.
Do podróży nad morze – po miesiącach zimowych, kiedy to nieustannie byliśmy bombardowani zatrważającymi statystykami smogowymi – nie trzeba specjalnie zachęcać. Trójmiasto wydaje się przy tym celem idealnym. Powietrze na nadbałtyckich plażach przesycone jest drogocennym jodem, a na krańcu wysuniętego niemal pół kilometra w morze sopockiego molo jego stężenie jest dwukrotnie wyższe niż na lądzie.
Okazję, by odetchnąć pełną piersią, a zarazem podziwiać nadmorską panoramę, znajdziemy też na Wyspie Spichrzów. W znanym z zabytków i nowatorskich przedsięwzięć kwartale Gdańska kręci się już drugi sezon Amber Sky – diabelski młyn z 36 klimatyzowanymi gondolami. Podczas 15-minutowej przejażdżki kilkakrotnie osiąga się wysokość 50 m. A z góry widać więcej.
Z klasycznych atrakcji wypada wspomnieć oliwskie organy w archikatedrze, ze słynnymi figurami aniołków-muzykantów poruszających się podczas koncertu, a także gdyńskie nabrzeże portowe z otwartymi dla zwiedzających pokładami historycznych statków oraz efektownym akwarium.
W szwach pęka też majowy kalendarz trójmiejskich wydarzeń, zwłaszcza jeśli chodzi o propozycje muzyczne. 12 maja 2017 na Starym Maneżu da koncert Nigel Kennedy, a na Ergo Arenie wystąpią Hans Zimmer (26 maja) oraz, dzień później, Orkiestra Johanna Straussa, którą dyryguje André Rieu.

 

Trójmiasto ma trzy odmienne oblicza niczym prasłowiański Światowid. Wszystkie zwraca ku Bałtykowi, który jest głównym atutem metropolii.

 


2. Do bełchatowskich gigantów
Samochodem: z Warszawy – 162 km (2 godz.), z Krakowa – 213 km (3 godz.), z Wrocławia – 192 km (3 godz.), z Poznania – 280 km (3 godz.).
Pod patronatem bełchatowskiej kopalni odkrywkowej węgla brunatnego działa na wskroś nowoczesna, multimedialna wystawa Giganty Mocy (www.gigantymocy.pl). Ekspozycję poświęcono wydobyciu cennego surowca oraz technologii pozyskiwania z niego energii elektrycznej. Po uzgodnieniu telefonicznym można także zwiedzić samą kopalnię.
Dla wszystkich dostępne są platformy widokowe zainstalowane na krawędzi wyrobiska, a kto skończył 15 lat, może w towarzystwie przewodnika zjechać na dno tej największej w naszym kraju „dziury w ziemi”. Wyrobisko ma imponujące rozmiary: 280 m głębokości, 3,5 km długości oraz 2,5 km szerokości. Widać je z kosmosu, a pracujące w jego czeluściach potężne węglowe kombajny przypominają machiny z Gwiezdnych Wojen. Oglądane z bliska nie pozostawiają jednak wątpliwości, że nie są wytworami fantazji filmowych scenarzystów. Niezapomniane wrażenia – gwarantowane!
W kopalnianym pawilonie wyeksponowano także najciekawsze górnicze znaleziska. Są wśród nich wyjątkowe okazy geologiczne oraz czaszka mamuta włochatego, potężnego zwierzęcia, które zainspirowało twórców postaci Mańka z „Epoki lodowcowej”.
Program wyjazdu do Bełchatowa wzbogaci wycieczka na Górę Kamieńsk (386 m n.p.m.). Miejsce ściśle wiąże się z górniczym klimatem regionu, gdyż na ośrodek sportu i rekreacji zamieniono tu zrekultywowaną kopalnianą hałdę. Na stoku byłego wysypiska kręci się dziś wyciąg krzesełkowy. Zimą używają go narciarze, a w pozostałych porach roku – piechurzy i rowerzyści. U jego podnóża można przez cały rok szaleć na quadach.

 

Multimedialna wystawa Giganty Mocy w nowoczesny sposób wprowadza w tajniki wydobycia węgla brunatnego.

 


3. Do stadniny hucułów w Regietowie
Z centralnej i północnej Polski samolotem do Rzeszowa. Dalej autobusami przez Gorlice.
W maju, w bukowych lasach Beskidu Niskiego, zakwita czosnek niedźwiedzi, na łąkach ścielą się łany biało-różowej rzeżuchy, a nad potokami – złocistożółte kaczeńce. Pachną intensywnie, obsypane w tym czasie białymi kwiatami, krzewy tarniny i czeremchy. To idealny czas, by odwiedzić stadninę koni huculskich w Regietowie koło Gładyszowa.
Zarówno dorośli, jak i dzieci mogą tam pojeździć konno, odbyć przejażdżkę bryczką albo poddać się hipoterapii.
Koniki huculskie są dumą polskich hodowców, którzy uratowali ten gatunek przed wyginięciem. Wprawdzie wszystko zaczęło się jeszcze pod zaborem austriackim, ale prace kontynuowano konsekwentnie od okresu międzywojennego XX w. W efekcie wszystkie hucuły na świecie mają dzisiaj polski rodowód.
Stadnina w Regietowie oferuje gościom kwatery i restaurację. Jest malowniczo położona przy turystycznych trasach: na widokową Jaworzynę Konieczniańską czy na Rotundę z pomnikowym cmentarzem z I wojny światowej, który niedawno odrestaurowano.
Beskid Niski zamieszkiwali do II wojny światowej wyznawcy Kościoła wschodniego, górale ruscy zwani Łemkami. Ponieważ w latach 1941–1947 przesiedlono niemal wszystkich, a na przełomie lat 50. i 60. XX w. wrócili jedynie nieliczni, śladów ich kultury materialnej zachowało się niewiele. Gdzieniegdzie chałupy, przydrożne krzyże i figury z piaskowca. Przetrwała natomiast blisko setka drewnianych cerkwi malowniczo skomponowanych z miejscowym krajobrazem, z pięknymi polichromiami i ikonami. Podczas krótkich wypadów z Regietowa warto zwiedzić zróżnicowane pod względem architektonicznym świątynie w Skwirtnem, Kwiatoniu, Gładyszowie, Koniecznej i Zdyni.

 

Hucuły to niewielkie koniki o zadziwiającej odporności na trudy, dużej inteligencji i przyjaznym, choć zdecydowanym charakterze.

 


4. Na rzemieślnicze warsztaty w Akademii Łucznica
Samochodem: z Warszawy – 64 km (1,5 godz.), z Łodzi – 184 km (3 godz.), z Lublina – 123 km (2 godz.). Z innych miast samolotem do Warszawy, dalej pociągiem i miejscowymi autobusami.
W odrestaurowanym dworze szlacheckim w Łucznicy koło Pilawy gospodaruje stowarzyszenie promujące rzemiosło i rękodzielnictwo. Gospodarze zapraszają na warsztaty różnych dawnych prac, czyli na spotkanie, jak to ujmują, „z kulturą stosowaną – dla przyjemności”. Znakiem rozpoznawczym jest wikliniarstwo (stowarzyszenie korzysta z własnej wikliny), ale w ofercie znajdziemy także kursy batiku, ceramiki, tkactwa, tworzenia witraży, meblarstwa, ciesielstwa czy wyrobu miedzianej biżuterii. Ciekawostką jest też projekt dotyczący konstrukcji ludowych instrumentów muzycznych. Tego typu warsztaty trwają pięć dni lub dłużej, a ich cena obejmuje również zakwaterowanie i wyżywienie. Gospodarze są jednak otwarci na różne opcje. Można więc jedynie uczestniczyć w warsztatach, mieszkając gdzie indziej, albo korzystać tylko z kwater i wyżywienia, aby po prostu wypocząć w malowniczej okolicy.
Dwór otoczony jest parkiem z pomnikowym okazami kilkusetletnich drzew, a wokół zespołu dworsko-parkowego szumią lasy Mazowieckiego Parku Krajobrazowego. Można więc wyruszać na dłuższe nawet eskapady pieszo lub rowerem.

 

Oprócz aktywnego spędzania czasu alternatywą błogiego lenistwa są pomysłowe weekendowe kursy, na których rozwiniemy skrywane talenty i wyzwolimy wyobraźnię.

 


5. Do Kamieńca Ząbkowickiego na Wiosnę Tulipanów
Samochodem: z Wrocławia – 82 km (2 godz.), z Krakowa – 269 km (3,5 godz.), z Warszawy – 432 km (5 godz.). Z odleglejszych miast samolotem do Wrocławia i lokalnymi autobusami.
Historyczne rezydencje Dolnego Śląska łączy Europejski Szlak Zamków i Pałaców. W położonych przy nim obiektach funkcjonują dziś nie tylko muzea, ale także eleganckie hotele spa czy nowoczesne sanatoria. A w odrestaurowanych wnętrzach odbywają się różnorodne imprezy.
Do najciekawszych obiektów na szlaku należy pałac Marianny Orańskiej w Kamieńcu Ząbkowickim. 6–7 maja 2017 odbędzie się tam trzecia już edycja festiwalu kwiatów i muzyki Wiosna Tulipanów.
Rezydencję wpływowej arystokratki przewodniki określają mianem neogotyckiej fantazji Karla Friedricha Schinkla, wziętego w II połowie XIX w. architekta pruskiego. Jemu to księżna Marianna von Preussen powierzyła projekt i budowę rezydencji. Na jej ogromny dolnośląski majątek składało się 35 wsi i 2 miasta. Z własnych funduszy budowała drogi, mosty i osiedla mieszkalne, wznosiła i utrzymywała szpitale, ochronki dla dzieci i szkoły. Zasłynęła także z działalności charytatywnej, w tym z założenia funduszu dla wdów i sierot.
Kamieniec Ząbkowicki jest dogodnym punktem wypadowym na szlaki Kotliny Kłodzkiej oraz Opolszczyzny. Wystarczą więc jednodniowe wycieczki, by zwiedzić Kopalnię Złota w pobliskim Złotym Stoku, Paczków, nazywany z racji zachowanych fortyfikacji polskim Carcassonne, czy położone nad jeziorami Nysę lub Otmuchów.

 

XIX-wieczna rezydencja księżnej  Marianny Orańskiej jest monumentalną neogotycką budowlą z czterema narożnymi wieżami – każda o wysokości niemal 34 m.

 


KRAJE OŚCIENNE

6. Na Litwę do wód w Birsztanach
Do Wilna: samolotem (z Warszawy lata Wizz Air – 1 godz. 10 min). Dalej autobusem firmy Marijampolės AP, relacji Vilnius–Marijampolė. Dystans 92 km z Wilna (Vilnius) do Birsztan (Birštonas) pokonuje w 1 godz. 55 min. Dworzec autobusowy w Wilnie: ul. Sodų 22 (rozkład i ceny: www.autobusubilietai.lt).
Birsztany są drugą obok Druskiennik litewską oazą zdrowia i wypoczynku. Leżą w malowniczym zakolu Niemna, wśród sosnowych lasów, a ich największym skarbem są obficie tryskające wody mineralne. Najmniej zmineralizowaną butelkuje się na miejscu (woda Vytautas jest jednym z najlepiej znanych w świecie litewskich produktów eksportowych).
W odrestaurowanej pieczołowicie, centralnej części założonego w XIX w. uzdrowiska wystawiono z kolei niedawno stylowe inhalatorium, z którego korzysta się bezpłatnie.
Do kluczowych obiektów należą egalitarne Eglės Sanatorija (www.birstonas.sanatorija.lt) oraz elitarne Vytautas Mineral Spa (www.vytautasmineralspa.lt). Pierwsze łączy funkcje lecznicze i rehabilitacyjne z rekreacyjnymi. Obok pacjentów skierowanych tu przez litewską służbę zdrowia jest zawsze wielu gości korzystających z zabiegów profilaktycznych i lekarskich konsultacji na zasadach komercyjnych. Duży, nowocześnie urządzony obiekt otoczony jest rozległym parkiem, w jaki gospodarze kurortu zamienili sosnowy las na wydmach. Wytyczono w nim przyjemne ścieżki spacerowe, urządzono stacje fitness i zbudowano tężnię. Równie przyjemnie spaceruje się wałami przeciwpowodziowymi nad szeroko rozlewającym się Niemnem. Vytautas Mineral Spa z kolei, jest dziś najbardziej luksusowym obiektem w kurorcie. Oferuje bogaty wybór zabiegów dla zdrowia i urody. Ma wyrafinowany wystrój stworzony przez młodych litewskich projektantów. Skrzydła: zabiegowe, wellness z basenami oraz hotelowe zbiegają się pod szklaną kopułą ze stalowym kolibrem. Wszystko na najwyższym poziomie, włącznie… z kosztami pobytu. Ze wszystkich urządzeń kurortowych obiektów można także korzystać, wynajmując kwaterę prywatną lub pokój w pensjonacie (www.visitbirstonas.lt).

 

Birsztany leżą w wielkim zakolu szeroko rozlewającego się Niemna. Bogata przyroda doliny jest drugim, oprócz obfitych zasobów wód mineralnych, atutem litewskiego kurortu.

 


7. Na dixieland do Drezna
Samochodem: z Wrocławia – 272 km (3 godz.; loty z centralnej Polski do Wrocławia obsługuje Ryanair). Z innych miast: samolotem (najtaniej Lufthansą – 3 godz. 10 min, z przesiadką); można też dolecieć jedynie do Berlina (Air Berlin), a dalej do Drezna – pociągiem.
Każdego roku w wybranym tygodniu maja (tym razem 14–21) stolica Saksonii zamienia się w „Nowy Orlean nad Łabą”. Od niemal pół wieku goszczą wtedy w Dreźnie muzycy uprawiający nowoorleańską odmianę jazzu. Festiwalowe koncerty mają luźną formę, ponieważ odbywają się w ogródkach drezdeńskich kawiarni. Imprezę kończy zwyczajowo imponujący pokaz sztucznych ogni. Odpala się je nad Łabą, na nadrzecznych błoniach Nowego Miasta. To malownicze miejsce usytuowane jest vis-à-vis Tarasów Brühla, piętrzących się na drugim brzegu, po stronie Starego Miasta.
Na drezdeńskiej starówce nie sposób się nudzić. Pełna jest restauracji i kawiarni. Można ją zwiedzać trabantami, podczas ekscytującego Trabi Safari (www.trabi-safari.de) albo wybrać się do Semperoper, która cieszy się sławą jednego z najlepszych teatrów muzycznych na świecie. Nieopodal wznosi się z kolei Szklana Fabryka Volkswagena, a osobliwością Nowego Miasta jest sklep mleczarski Molkerei Gebrüder Pfund, którego ściany wyłożono kafelkami z pobliskiej Miśni (www.pfunds.de).
Drezno jest również świetną bazą wypadową do pieszych i rowerowych wycieczek po Szwajcarii Saksońskiej (przypomina nieco Góry Stołowe). Inny charakter mają natomiast łagodnie pofalowane tereny między Dreznem a Miśnią. W miasteczku ma siedzibę najsłynniejsza manufaktura europejskiej porcelany, a na skłonach nadłabskich wzgórz rośnie winorośl. Znajdzie się tam niejedna okazja do degustacji miejscowych trunków.
W okolicy znajdziemy też mnóstwo zamków i pałaców, jak twierdza Königstein, w której chroniła się rodzina Wettinów, barokowy Moritzburg na jeziorze czy mroczny, średniowieczny zamek Stolpen, w którym 39 lat mieszkała odsunięta od łask metresa Augusta II Mocnego, hrabina Cosel.

 

Zabytki drezdeńskiej starówki pieczołowicie odrestaurowano, korzystając – tak jak w Warszawie – z wedut Canaletta.

 


8. Do Czech na praski Festiwal Piwa
Samochodem: z Wrocławia – 331 km (4,5 godz.). Z innych stron kraju samolotem (Czech Airlines, Ryanair).
Błonia Malej Strany, najsłynniejszego obok Hradczan kwartału stolicy Czech, zajmą 11–27 maja 2017 stoiska 150 małych i średnich browarów. Do tradycji praskiego festiwalu (www.ceskypivnifestival.cz) należy warzenie specjalnego piwa. Dokonuje tego sládek, czyli mistrz piwowarski z browaru w Kruszowicach. Takiego piwa nigdzie indziej spróbować się nie da! W głównym namiocie serwowane będą dania kuchni czeskiej oraz – dla porównania – amerykańskiej i azjatyckiej, aby każdy mógł sprawdzić, jak się komponują z chmielowymi trunkami.
Zwiedzanie Pragi szlakiem piwa zaprowadzi smakoszy do dziesiątek minibrowarów, do znanych i nieznanych zakątków każdej z dzielnic miasta. Jeszcze kilkanaście lat temu Czesi, słynący z największej na świecie konsumpcji piwa, narzekali, że browarnictwo schodzi na psy. Winą obciążali międzynarodowe koncerny, które zmonopolizowały rynek. Sytuację uratował nowy trend zza oceanu. Na początku stulecia w Czechach zaczęły wyrastać małe wytwórnie. Teraz w Pradze mieści się niemal połowa z działających w kraju, w tym słynny minibrowar U Fleků (www.ufleku.cz). Niektóre hołdują tradycji, serwując piwa klasyczne z pasującymi do nich zakąskami czeskiej kuchni. Inne prześcigają się w tworzeniu eksperymentalnych receptur i w wykorzystaniu piwa w potrawach. Nic więc dziwnego, że można dziś skosztować także piwnych ciast i tortów, a nawet wypić piwnego szampana.

 

Podczas Czeskiego Festiwalu Piwa w namiotach rozstawionych na Malej Stranie można skosztować trunku ze 150 browarów.

 


9. Do Austrii nad Jezioro Nezyderskie
Samochodem: z Katowic – 447 km (4,5 godz.), z innych miast samolotem do Wiednia, dalej autobusami. Na miejscu: rowerem, a kwaterując w gospodarstwach ze stadninami… konno!
Jezioro Nezyderskie jest jedynym w Europie akwenem o charakterze stepowym – płytkim, z porośniętym szuwarami brzegiem, które upodobały sobie różnorodne gatunki ptactwa. Jest ich tak dużo, że wiosną przy szosach pojawiają się specjalne znaki nakazujące wzmożoną czujność.

 

Na zachodnim brzegu Jeziora Nezyderskiego leży Rust, które wyjątkowo upodobały sobie bociany. Na każdym z domów w miasteczku jest przynajmniej jedno gniazdo.

 

Wokół jeziora rozciągają się winnice. Urodzajne gleby, dużo słońca i wilgotny klimat sprzyjają uprawom winorośli tak dalece, że okolice te zasłynęły poza granicami Austrii z czerwonych wytrawnych trunków oraz win lodowych wyrabianych z winogron zbieranych dopiero po przymrozkach. Spośród wielu prominentnych winiarzy, którzy działają nad jeziorem, wypada przynajmniej wspomnieć należącego do światowej czołówki Umathuma z Frauenkirchen (www.umathum.at).
Oprócz winorośli w okolicy uprawia się z powodzeniem warzywa i owoce. O jednym z miejscowych rolników Erichu Stekovicsu nie mówi się inaczej niż Pomidorowy Cesarz. Ma on nasiona ponad 3200 odmian pomidorów. Uprawia jednak nie więcej niż 1000 z nich, przygotowując potem przepyszne przetwory (www.stekovics.at).

 

Głębokość Jeziora Nezyderskiego nie przekracza 2 m i nie szaleją na nim szkwały. Żeglowanie po nim, w połączeniu z podglądaniem ptaków, jest jednak niezwykle przyjemne.

 


10. Do okrągłych wiosek nad Łabą
Samochodem z zachodniej Polski do Hitzacker (centralnego miasteczka subregionu): ze Szczecina – 355 km (4 godz.), z Poznania – 498 km (5,5 godz.). Z innych miast samolotem do Hamburga (najtaniej Eurowings), dalej autobusami.
W średniowieczu słowiańsko-germańskie pogranicze ukształtowało się nad Łabą. Przez ok. 150 lat, od połowy XII w., powstawały w tym rejonie osady z okrągłym placem otoczonym domami o szachulcowej konstrukcji i działkami ziemi podzielonymi jak tort. Z ponad 1000 okrągłych wsi przetrwało 90. W okresie od Wniebowstąpienia do Zielonych Świątek, a więc w terminie zależnym od tego, kiedy wypadają święta wielkanocne, odbywa się w ich scenerii alternatywny festiwal Kulturelle Landpartie (w tym roku od 25 maja do 5 czerwca; www.kulturelle-landpartie.de). Na program składają się happeningi, koncerty i oryginalne warsztaty z udziałem ponad setki artystów. Imprezy są bezpłatne, a wyjątkiem jest chyba tylko koncert wirtuoza harfy i jego uczniów – aby wziąć w nim udział, trzeba przynieść szczapki drewna na opał, o które prosi maestro. Mieszka bowiem w zabytkowym szachulcowym domu i nie chce rezygnować z archaicznych pieców na rzecz nowoczesnej instalacji.
Wybierając się w ten region, zwany Wendlandem, warto pamiętać, że pensjonaty i hotele działają też w okrągłych wioskach. Godne uwagi są: stylowy Kartoffelhotel w Lübeln (www.kartoffelhotel.de) oraz oryginalne spa z lat 90. XX w. wystylizowane na okrągłą wioskę – Rundlingsdorf Sagasfeld w Göhrde-Metzingen (www.sagasfeld.de).

 

W okrągłych wioskach nad Łabą duch germańskiego porządku ulega urokowi słowiańskiej sielskości. W tej niecodziennej atmosferze przyjemnie się wypoczywa.

 


I DALEJ

11. Do Włoch na kwiatową Sycylię
Samolotem Wizz Air do Katanii (z polskich lotnisk ok. 3 godz.). Na miejscu można tanio wynająć samochód, np. przez http://www.rentalcars.com (w wyszukiwarce trzeba wpisać „Catania”, a potem określić czas wynajmu).
Na Sycylię można jeździć przez cały rok. Najlepiej jednak odwiedzić ją w maju, ewentualnie w czerwcu, wrześniu lub październiku. Jest wtedy słonecznie, a względnie stabilne temperatury wahają się między 20 a 30°C.
W krajobrazie wyróżnia się Etna (3345 m n.p.m.), najwyższy i najaktywniejszy z europejskich wulkanów. Popioły z powtarzających się wciąż erupcji użyźniają glebę, zamieniając stoki wulkanu w rozległy ogród. Rodzą się tu obficie warzywa i owoce, w tym odmiany winorośli, odmienne od uprawianych w pozostałych rejonach wyspy.
Majowy festiwal w niezbyt odległym od Katanii Noto jest swoistym hołdem składanym sycylijskiej przyrodzie. W piątek, zawsze przed trzecim majowym weekendem, miejscowi i zagraniczni artyści układają na głównej ulicy miasteczka dywan z kwiatów. Są na nim sceny obyczajowe, mitologiczne i heraldyczne.
Nietrwałe dzieło można podziwiać tylko przez dwa dni. W poniedziałek bowiem, zanim jeszcze kwiaty zwiędną, przebiegają po nim dzieci. To tradycja symbolizująca odwieczny cykl przyrody, powtarzające się wciąż odradzanie świata. Impreza nosi nazwę Primavera Barocca Infiorata, bo wpisane na listę UNESCO Noto słynie z barokowych pałaców, kamienic i świątyń. W 2017 r. kwiatowy dywan będzie można podziwiać 19–21 maja.

 

Górzyste ukształtowanie Sycylii sprawia, że miejsca nawet niezbyt od siebie odległe mogą znacząco różnić się klimatem, zwłaszcza temperaturą. Warto o tym pamiętać, planując wycieczki.

 


12. Na Węgry po męskiego potomka
Nawet z Krakowa do Somlóvásárhely najszybszą trasą jest 600 km, więc lepiej polecieć do Budapesztu samolotem. Stamtąd zaś autobusem lub wynajętym autem pokonać jeszcze ok. 160 km (2,5 godz.).
Świadectwem odległej przeszłości są na Węgrzech wulkany, wygasłe w prawiekach, mocno więc już zerodowane. Ich wyraźną grupę wypatrzymy bez trudu na północno-zachodnich brzegach Balatonu. W odosobnieniu wznosi się jeszcze dalej na północ wzgórze Somló. Niezwykłe miejsce – jeden z najmniejszych, ale także najciekawszych regionów winiarskich Węgier. Sławę zyskało dzięki samoukowi Béli Feketemu. Krytycy nie szczędzili mu uznania, pisząc o nim „Grand Old Man of Somló”. Niestety, winiarz wycofał się, dobiegając dziewięćdziesiątki,i przed dwoma laty sprzedał swoją niewielką winnicę.
Ciekawych win znajdziemy jednak w tym regioniezdecydowanie więcej. W jednej z dwóch winiarni przyjdzie spędzić więcej czasu, już choćby dlatego, że tylko one dysponują hotelami: Kreinbacher Birtok (www.kreinbacher.hu) oraz Tornai Pincészet (www.tornaipince.hu). Specjalnością pierwszej jest wino musujące – węgierski szampan (pezsgő), stanowiący 50 proc. produkcji winiarni. Czas upływa tam niepostrzeżenie, przy winie, rzecz jasna, i smacznych posiłkach. Winiarnia rodziny Tornai ma bardziej rustykalny klimat, ale wina także interesujące i równie niezłą kuchnię. Ponadto gospodarze urządzają koncerty muzyki jazzowej.
Odwiedzając Somló, warto pamiętać, że sztandarową winoroślą jest tu juhfark. Białe wina z niego wyrabiane wychwalano już przed 200 laty, sugerując, że należy je pić przed… aktem miłosnym. Dlaczego? Aby zapewnić sobie męskiego potomka.

Nad hotelem z winnicami Kreinbachera góruje zerodowany wulkaniczny stożek Somló.


13. Nad jezioro Bled po szczęście
Samolotem do Lublany – względnie rozsądne ceny przelotów oferują zarówno LOT (1 godz. 55 min), jak i słoweńska Adria (1 godz. 30 min). Z centrum Lublany do Bledu jest 74 km, w tym 55 km autostradą; wygodnie jest wynająć samochód; są też połączenia autobusowe.
Słowenia należy do „kieszonkowych” krajów europejskich. Z podstołecznego lotniska można więc równie dobrze udać się zarówno do centrum Lublany, jak i do malowniczego Bledu. Miasteczko należy do słoweńskich must to see. Słynie z otoczonego górami jeziora z wyspą. Ponoć w przedchrześcijańskich czasach stała na niej gontyna bogini miłości Živy. Gdy lud przyjął chrzest, w tym miejscu zbudowano kościół, jednak w ludowych wierzeniach kult Matki Boskiej splatał się jeszcze długo z kultem zakazanego bóstwa.
Motyw jeziora z kościołem na wyspie, namalowany akwarelkami, jest popularną pamiątką ze Słowenii. Najważniejsze jest jednak to, że zgodnie z romantycznym przekonaniem spełnią się marzenia temu, kto uderzy w XVI-wieczny dzwon na wieży kościoła. Dlatego nazywa się go dzwonem życzeń, a na poszukiwaczy szczęścia czekają na brzegu jeziora płaskodenne łodzie zwane pletna. Jak to bywa, i w tej legendzie drzemie ziarno prawdy. Wizyta w Bledzie może się przysłużyć szczęściu, bo wyjątkowy klimat czyni z miasteczka uzdrowisko. Co więcej, bijące z dna jeziora wody termalne pozwalają się w nim kąpać dłużej niż w jakimkolwiek innym alpejskim akwenie.
Na skałach 130 m powyżej tafli jeziora wznosi się zamek z XII w. Ponoć to najstarsza w Słowenii twierdza. Po drugiej natomiast stronie rzuca się w oczy elegancki budynek z 1947 r. Przylgnęła do niego nazwa willi Tito, gdyż jugosłowiański przywódca uwielbiał tam spędzać czas. Teraz to elegancki, 4-gwiazdkowy hotel-butik Vila Bled.

 

Po tafli jeziora Bled niesie się głos Dzwonu Życzeń. Żeby się spełniły, trzeba samemu poruszyć jego serce.

 


14. Do czarownic w góry Harzu
Z zachodniej Polski do Goslar samochodem, np. z Poznania – 475 km (5 godz.), z Wrocławia – 519 km (5,5 godz.), ze Szczecina – 393 km (4,5 godz.). Z innych miejsc samolotem do Berlina (tanie loty oferuje Air Berlin), dalej pociągami i/lub autobusami.
Maj to chyba najlepszy czas na wypad w góry Harzu. Piętrzą się, sięgając 1142 m wysokości, pośrodku niemieckiego niżu. Przez 300 dni w roku najwyższy szczyt, Brocken, zasłaniają chmury. Dodają masywowi tajemniczości, stąd przed wiekami utarło się przekonanie, że za ich zasłoną spotykają się czarownice. Ludowy motyw sabatu podchwycili artyści m.in. Goethe i Bułhakow. Góry Harzu objęte są granicami parku narodowego, którego logo stała się sylwetka czarownicy na miotle.
Kłębiące się na szczycie chmury tworzą często specyficzny ekran, na którym, o ile tylko słońce jest nisko, można dostrzec cień własnej postaci z głową okoloną tęczowym nimbem. Zjawisko to, nazwane później widmem Brockenu, opisał w 1780 r. niemiecki teolog Johann Esaias Silberschlag. Mimo wyjaśnień długo jeszcze budziło zabobonny lęk, dowodząc niezbicie, że Harzem władają złe moce.
Dziś na szczyt można wjechać 100-letnią kolejką ciągniętą przez zabytkowy parowóz. A także… przelecieć się na miotle, dzięki symulatorowi w stacyjnym pawilonie. Kolejka kursuje z Wernigerode, miasteczka, którego ozdobą jest okazały szachulcowy ratusz i 700 innych podobnie skonstruowanych domów. A nie jest to rekordowa liczba, bo podobnych w nieodległym Quedlinburgu jest aż 1300.
Harz otacza zresztą wianuszek interesujących miasteczek ze starą zabudową. Do najciekawszych należy Goslar. Na elewacjach tamtejszych domów rzadko jednak widać motyw kratki, budynki obłożone są bowiem skalnymi łupkami, odpadami z kopalni na pobliskim Rammelsbergu. Przez 1000 lat wydobywano tam rudy cynku, a czerpane ze sprzedaży bogactwo zasilało skarb niemieckiej rzeszy, tworząc podstawy władzy królów i cesarzy.

 

Z Wernigerode na wierzchołek Brockenu w górach Harzu kursuje 100-letnia kolejka.

 


15. Na Istrię po trufle i spokój
Najlepiej samochodem, ale półwysep dzieli od Polski 1000 km. Pozostaje samolot do Zagrzebia (Ryanair) i wynajęcie samochodu. Z Zagrzebia do Motovunu jest 229 km (na pokonanie trasy potrzeba ok. 3 godz.; korzystając z komunikacji publicznej, trzeba w Rijece przesiąść się do autobusu).
Na Istrii splatają się dzieje Chorwacji i Włoch, dosłownie i w przenośni. Jak żartobliwie rzecz ujmują współcześni: „przedwojenna większość stała się mniejszością”. Chociaż wielu Włochów mieszka wciąż na terenie Chorwacji, wpływy Italii odczuwa się tu najmocniej, zwłaszcza w kulturze stołu.
Najsłynniejszym nadmorskim kurortem jest Opatija. To proste tłumaczenie włoskiej nazwy Abbazia nawiązującej do założenia w średniowieczu opactwa przez mnichów benedyktyńskich. Opatija zachowała klimat z czasów, gdy była perłą habsburskich uzdrowisk i gdy gościli w niej również przedstawiciele polskiej socjety: potomkowie zamożnych rodzin oraz artyści, choćby Henryk Sienkiewicz. Ale każda z nadmorskich miejscowość Istrii godna jest odwiedzenia (Rovinj z malowniczym portem, Poreč z bazyliką z cennymi mozaikami, Pula z koloseum niewiele mniejszym od rzymskiego). Wszystkie jednak cieszą się tak dużą popularnością, że tłoczno w nich właściwie przez cały rok.
Sprzyjający wypoczynkowi spokój można znaleźć w interiorze, w miasteczku Motovun. Usadowione na szczycie wyniosłego pagórka, otoczone winnicami i oliwnymi gajami, znajduje się w rejonie, z którego pochodzą zbierane na półwyspie trufle. Do Motovunu nie mają prawa wjeżdżać samochody i jest tu tylko jeden hotel – usytuowany na szczycie wzgórza – Kastel. Ma ładnie zaaranżowane pokoje, niezłą restaurację i jest na tyle mały, że nie zmieszczą się w nim pasażerowie wycieczkowego autokaru. Stąd wszędzie blisko – do wspomnianych miasteczek i do lokalnych atrakcji, takich jak gospodarstwo rodziny Ipša (drobnego, ale wysoko cenionego producenta oliwy), do restauracji Zigante, specjalizującej się w potrawach z trufli, czy na lawendowe farmy, z których także półwysep słynie. Na weekend, nawet długi, Istria atrakcji ma aż nadto!

 

W nadmorskich kurortach Istrii znajdziemy potężne hotele i liczne mariny. W głębi półwyspu jest kameralnie i zielono. Powstają tam wino i oliwa, zbiera się trufle i uprawia lawendę.

 


Materiał publikowany na łamach „My Company Polska” w numerze kwietniowym (04) 2017 (tutaj –> PDF); www.mycompanypolska.pl

Sycylia – 1000-letnia oliwka i migdałowce

My mamy wiekowe dęby, a Sycylijczycy migdałowce. Choć akurat, najstarszym liczącym ponoć 1000 lat jest drzewko oliwne z Doliny Świątyń w Agrigento. Rośnie koło najlepiej w zespole zachowanej świątyni Concordii, a obok leży nagi Ikar z brązu, ekspresyjna, niepozostawiająca nikogo obojętnym, rzeźba Igora Mitoraja. Migdałowce są mniej imponujące, ale jest ich mnóstwo w okolicy.

Ikar – dzieło Igora Mitoraja, fot. Paweł Wroński

W sycylijskich miejscowościach celebrowane są uroczyście dni świętych patronów. Nierzadko obchody trwają nawet tydzień, a wątki religijne przeplatają się z huczną, ludową zabawą. Najbardziej znany wyspiarski festiwal ma jednak świeckie oblicze – „Sagra del Mandorlo in Fiore”, marcowa międzynarodowa impreza folklorystyczna, organizowana gdy kwitną migdałowce wokół starożytnej metropolii Agrigento (www.officeoftourism.org; www.provincia.agrigento.it).

Agrigento, Dolina Świątyń. 1000-letnia oliwka koło ruin sanktuarium Concordii, fot. Paweł Wroński

Święto zainicjował hrabia Alfonso Gaetani w latach 30. XX w. Chciał pokazać światu sycylijską kulturę i smaki. Za symbol wybrał migdałowe drzewa, uosabiające to, co jego zdaniem, na wyspie najlepsze i najpiękniejsze. Agrigento, miasto o antycznych korzeniach, skwapliwie pomysł podchwyciło (www.sagradelmandorloinfiore.com).

Powyższy film zamieszczono na Youtube 26 marca 2016 na kanale Mandorlo in Fiore 2016


Festiwal zaczyna się późnym popołudniem barwnym korowodem, w jakim zespoły w ludowych strojach przemierzają drogę z miasta do świątyni Concordii, największej z antycznych budowli zajmujących długi grzbiet, który odcina miasto od wybrzeża. Nazwa Dolina Świątyń jest nieco myląca, gdyż starożytne budowle wznoszą się na wzniesieniu, tyle tylko, że niższym niż to, na którym rozsiadło się Agrigento.

Kolejne dni wypełniają taneczne i śpiewacze występy, uroczyste procesje, spektakle i wystawy sztuki. Spośród najpiękniej wystrojonych dziewcząt wybierana jest królowa wiosny – Miss Primavera. Jury nagradza też najwspanialej ukwiecony balkon przy Via Atenea, głównej ulicy Agrigento. Sklepy prześcigają się w dekorowaniu witryn, ponieważ innym elementem festiwalu jest La Sagra In Vetrina – Święto wystaw. Parady w historycznych kostiumach, motocyklowe i samochodowe rajdy wiążą przeszłość ze współczesnością. Nie brak także okazji do degustacji migdałów i tradycyjnych potraw, do  których przyrządzenia się ich używa, bo restauracje oferują specjalne migdałowe menu – MandolAra.

Zdominowana przez Etnę i prażona słońcem Sycylia jest rozleglym, bujnie każdego roku rozkwitającym ogrodem, fot. Paweł Wroński

INFO
www.scent-of-sicily.com
www.valleyofthetemples.com

Dystans między Agrigento, a lotniskiem w Katanii wynosi około 170 km. Są przynajmniej dwie trasy, którymi warto się przejechać, zwłaszcza wypożyczonym na lotnisku samochodem (najtaniej i najdogodniej z rezerwacją przez www.rentalcars.com).
Do Agrigento najlepiej jechać przez miejscowości Gela i Licata, aby cieszyć się bliskością Adriatyku i oddychać powietrzem przesyconym jodem. Jeśli wrócimy przez położoną dalej od wybrzeża Caltanissettę, nadarzy się okazja do fantastycznych zakupów. Wystarczy na drodze A19 skorzystać ze zjazdu: Dittaino-Outlet (normalnie, ok. 90 min. z Agrigento, 40 min. z lotniska w Katanii; www.aeroporto.catania.it). Dotrzemy do Sicilia Outlet Village, przypominającego miasteczko kompleksu 130 butików marek takich jak Armani, Gucci, Hugo Boss, Versace. Krótko mówiąc – świata mody oraz luksusowych akcesoriów dla pań i panów, eleganckich kosmetyków i wyrafinowanych używek – kawy, cygar, czekolady. Jak na outlet przystało – wszystko w cenach obniżonych nawet o 70% (www.siciliaoutletvillage.it).

Pesto siciliano od „Villa Reale”

Na Sycylii jest wielu drobnych producentów przetworów spożywczych. Przygotowują je z wielką dbałością, czysto i ekologicznie, a że korzystają zazwyczaj ze sprawdzonych rodzinnych receptur, są rzeczywiście w domowym stylu.

Konferencja w hotelu Sheraton Catania. Dr Teresa Graziano opowiada o zależności między tradycjami kulinarnymi regionu, a efektami promocji turystyki, fot. Paweł Wroński
Konferencja w hotelu Sheraton Catania. Dr Teresa Graziano opowiada o zależności między tradycjami kulinarnymi regionu, a efektami promocji turystyki, fot. Paweł Wroński

Jesienią miałem przyjemność kosztować takich bruschett, konfitur, oliw i pesto podczas niewielkich targów w Katanii, zorganizowanych w ramach programu Italian FoodXP, promującego poprzez smaki walory południowych regionów Włoch.

villa-reale_do-sieci_9665
Sympatyczna blondynka promująca produkty „Villa Reale” w Katanii okazała się Francuzką. Zakochała się w smakach, krajobrazie i… Sycylijczyku. Fot. Paweł Wroński

Jednym z wystawców była wówczas „Villa Reale”, niewielki producent z południowej części wyspy, z miejscowości Sciacca w prowincji Agrigento.

Gospodarstwo Campo d’Oro Paola Licaty specjalizuje się w przetwórstwie spożywczym od ćwierć wieku z okładem. Bardzo mi smakowały ich sycylijskie specjały, a zwłaszcza pesto, wykonane od A do ZET z lokalnych półproduktów.

Ponieważ większość wystawców nie miała żadnych kontaktów z polskimi importerami, nie spodziewałem się, żeby okazja do skosztowania smakołyków „Villa Reale” szybko się powtórzyła.

A tu, proszę! W sklepie „Piccola Italia” na Saskiej Kępie w Warszawie dostrzegłem znajomy ornament na wieczku od słoika. Pewna moja znajoma wykorzystała pesto, by zrobić z niego sos do muszelek nabytych zresztą w tym samym sklepie. Pasta jej pomysłu była wariacją na temat sapori tipici italiani, prostą, ale naprawdę znakomitą.

Przetwory sygnowane znakiem "Villa Reale", fot. Paweł Wroński
Przetwory sygnowane znakiem „Villa Reale”, fot. Paweł Wroński

villa-reale_logo-campo-doroVilla Reale (oferuje 4 serie produktów: Villa Reale, Villa Reale Supreme, Paolo Licata, Stuzzichì): www.campodoro.eu
Strona z ich ekskluzywną ofertą: www.villarealesupreme.it

A passion for taste * L'emozione del sapore

Prodotti tipici siciliani (typowo sycylijskie produkty), opisano w portalu: www.prodotti-tipici-siciliani.it

Przegląd sycylijskich potraw na stronach Italian FoodXP (wystarczy spośród regionów w tabelce wybrać: Sicilia), a że są tam także przepisy, można po powrocie spróbować przygotować coś samodzielnie: www.italianfoodxp.it

Z Ötztal do Val Passiria widokowo

Panoramiczna droga łącząca obie doliny biegnie przez Timmelsjoch, przełęcz położoną wyżej niż Rysy – na wysokości 2509 m. Nawet zimą można dojechać na tę wysokość z Sölden, ale przejazd na włoską stronę jest czynny jedynie przez kilka miesięcy, bo za przełęczą, na południe jest nazbyt karkołomny, zwłaszcza zimą niebezpieczny.

Mimo to, jeżdżąc na nartach w Sölden albo w Obergurgl-Hochgurgl, warto się wybrać na przełęcz. Widoki na szczyty Alpy Ötztalskich na zachodzie i Stubajskich na wschodzie są naprawdę ekscytujące. Ponadto, na samej przełęczy działa również zimą, urządzone w designerskim budynku muzeum, poświęcone wiodącemu tędy od wieków traktowi, i czynna jest restauracja.

Z Ötztal do Val Passiria przez Timmelsjoch, fot. Paweł Wroński
Z Ötztal do Val Passiria przez Timmelsjoch, fot. Paweł Wroński

 

Ciekawostką jest fakt, że Thymelsjoch została wspomniana po raz pierwszy w korespondencji bawarskiego wielmoży, hrabiego Eschenlohe w 1241 roku. Ponad 50 lat wcześniej niż pierwsze znane nam wzmianki o znacznie przecież niższej, i wydawałoby się łatwiej dostępnej, Brenner Pass.

 

O tym, że wędrowali tędy ludzie od bardzo dawna świadczy archeologiczny artefakt – fibula datowana na 300 rok przed Chrystusem. Apogeum wykorzystania traktu dla potrzeb handlowych przypadł na okres od XIII do XV wieku, kiedy to przez Timmelsjoch wiódł szlak Ötztaler Kraxenträger (Droga nosicieli koszy). Przenosili nią podczas jednej tury około 100 kg towarów (sic!). A ich wędrówki przez góry traktowane są dziś jako jeden z korzeni współczesnej turystyki i alpinizmu.

Budowę współczesnej drogi przez Timmelsjoch (Passo del Rombo) planowano już pod koniec XIX wieku, ale podjęto ją dopiero w latach 50. następnego stulecia. Wprawdzie prace uruchomiono w latach 30. na polecenie Mussoliniego, ale przerwano je w 1939 roku. Zaraz po spotkaniu duce z Hitlerem na Brenner Pass.

Z Ötztal do Val Passiria przez Timmelsjoch, fot. Paweł Wroński
Z Ötztal do Val Passiria przez Timmelsjoch, fot. Paweł Wroński

Kamień węgielny położono więc dopiero w 1955 roku, a dzięki użyciu buldożerów, prace posuwały się szybko i uroczystego otwarcia dokonano już w lipcu 1959 roku. Regularny ruch rozpoczął się jednak bez mała dekadę później – w 1968 roku.

Ze względu na śmiały profil i wysokość na jaką droga się wdziera, przejazd jest dostępny tylko dla pojazdów mniejszych niż 8 ton, a ograniczenie rozmiarów jest szczegółowo opisane w regulaminie na stronach www. Ponadto, droga jest czynna tylko w okresie od początku czerwca do końca października, w godzinach 7-20, a przejazd jest płatny.

Z Ötztal do Val Passiria przez Timmelsjoch, fot. Paweł Wroński
Z Ötztal do Val Passiria przez Timmelsjoch – Timmelsjoch Hochalpenstrasse, fot. Paweł Wroński

logo-timmelsjoch-berg-routeINFO
Portal poświęcony drodze przez Timmelsjoch: www.timmelsjoch.com

Włochy / Toskania – bank Monte dei Paschi

Bank Monte dei Paschi przyciąga dziś uwagę mediów. Wcale nie dlatego, że założony w 1472 roku w Sienie, jest najstarszym działającym nieprzerwanie na świecie, ale dlatego, że jest bliski bankructwa.

Mówiąc szczerze, problemy sieneńskiego banku nie są czymś szczególnym. Szacuje się, że na ich rozwiązanie potrzeba około 5 mld euro, ale włoski rząd, którego wsparcie jest konieczne dla ochrony interesów i depozytów klientów, a w konsekwencji – uniknięcia zawirowania w gospodarce, poszukuje znacznie więcej, bo 20 mld. Oznacza to, że kryzys jest głębszy i dotyczy również innych instytucji z włoskiego sektora bankowego.

Bank milowych kroków

Palazzo Salimbeni mieści główną siedzibę banku Monte dei Paschi. To gotycki pałac miejski, należący do wpływowej i bogatej, sieneńskiej rodziny kupieckiej Fot. Paweł Wroński
Palazzo Salimbeni mieści główną siedzibę banku Monte dei Paschi. To gotycki pałac miejski, należący do wpływowej i bogatej, sieneńskiej rodziny kupieckiej Fot. Paweł Wroński

Banca Monte di Pietà (Monte Pio) jak go nazywano do połowy XVI wieku, powstał ze wzbogacenia działalności nastawionej tylko na zysk, intencją niesienia pomocy. Udzielał nieoprocentowanych pożyczek zubożałym wiernym. Musieli oni wprawdzie oddać część majątku pod zastaw, ale pożyczona kwota otwierała przed nimi szanse wydobycia się z finansowych tarapatów. Kapitał kredytowy tworzono z dobrowolnych wkładów zamożnych obywateli, przy poparciu i aprobacie Kościoła. W 1624 roku książę Toskanii Ferdynand II przyznał bankowi dochody z pastwisk, tworząc tym samym solidny fundament finansowy dla jego dalszej działalności i rozwoju.

W okresie Risorgimento (zjednoczenia Włoch), sieneński bank z placówkami w innych regionach, tworzył najsilniejszą w kraju strukturę kapitałową. Jako pierwszy we Włoszech podejmował więc nowe rodzaje działalności, na przykład uruchomił kredyty hipoteczne.

Wzór naśladowany
Założenie banku w Sienie było pod koniec XV wieku przejawem szerszego ruchu, któremu patronowali franciszkanie, zwłaszcza Jan Kapistran. Powstające z ich inicjatywy, banki podobne do sieneńskiego, nazwano pobożnymi (montes pietates).

W kupieckich republikach Włoch, gdzie bankructwa i ponoszenie dotkliwych strat było chlebem powszednim, szybko zyskały na popularności. Wzór był zaś tak chwytliwy, że zaadaptowano go wkrótce w innych krajach, najszybciej we Francji i w Niemczech.

Banki pobożne w Polsce
Do Rzeczypospolitej banki pobożne zawitały pod koniec XVI wieku za sprawą bernardyna, Władysława z Gielniowa, ale wkrótce idea upadła. Do jej urzeczywistnienia przyczynił się dopiero wpływowy jezuicki kaznodzieja, Piotr Skarga, który związał działalność banków pobożnych z misją Arcybractwa Miłosierdzia. Zapewne też, dzięki jego osobistemu zaangażowaniu, powstały pierwsze tego typu placówki – w Wilnie w 1579 roku i w Krakowie w 1587. Stan mieszczański miał słabą pozycję w Rzeczypospolitej Szlacheckiej. Mimo to, w 1589 roku otwarto bank pobożny w Warszawie. Następne w 1599 w Poznaniu i Pułtusku, w 1600 w Łowiczu, a w 1601 roku we Lwowie i w Zamościu. Wypełniony wojnami wiek XVII nie sprzyjał ich rozwojowi. Wszystkie zlikwidowano w okresie zaborów, za wyjątkiem krakowskiego, który przetrwał do 1948 roku.

Zygmunt Gloger zdefiniował bank pobożny jako „jedyny bank w Europie wypożyczający pieniądze ludziom przycisniętym potrzebą, na zastawy bez żadnego procentu”.

Symbol włoskiej bankowości
Współcześnie, sieneński bank zajmuje trzecie miejsce we Włoszech pod względem aktywów. Przez stulecia, z racji pozycji na rynku i prekursorskich działań, Monte dei Paschi urósł też w słonecznej Italii do rangi symbolu bankowej stabilności. W obliczu bankructwa, trafił więc automatycznie na czołówki gazet, stając się symbolem kryzysu kapitałowego, z jakim borykają się głównie średniej wielkości włoscy kredytodawcy, tacy jak Popolare di Vicenza, Veneto Banca czy Carige. Na pociechę – jeśli Monte dei Paschi rzeczywiście upadnie, przejdzie po raz kolejny do historii. A w osieroconym budynku można zawsze otworzyć muzeum.

Dziedziniec słynnego sieneńskiego banku, fot. Paweł Wroński
Dziedziniec słynnego sieneńskiego banku, fot. Paweł Wroński

Bank Monte dei Paschi: www.mps.it
Siena: www.comune.siena.it oraz www.discovertuscany.com

Włochy / Toskania – Porta del Paradiso

Jakby ktoś pytał, Drzwi Raju są we Florencji. Lśnią złociście, prowadząc na początek do Baptysterium św. Jana. Niewielkiej budowli wzniesionej przed imponującym gmachem florenckiej katedry.

Drzwi są dziełem nie mniej słynnym niż kopuła owej katedry. Pochodzą z XV wieku, i nazywane są Rajskimi Wrotami – Porta del Paradiso. Wykonane z brązu i pozłacane, przedstawiają Ofiarę Abrahama; patrząc na rzecz z perspektywy ofiary – Ofiarowanie Izaaka. Pozbawiając życia syna, Abraham dowodzi swej głębokiej wiary i bezwzględnego podporządkowania woli Boga.

pod-drzwiami-raju_0404
Pod Rajskimi Wrotami są zawsze tłumy. Droga do Raju jest bowiem kusząca, choć przedstawiona na drzwiach strategia ich pokonania, wydaje się delikatnie mówiąc kontrowersyjna, fot. Paweł Wroński

Arcydzieło sztuki renesansowej wykonał Lorenzo Ghiberti. Ojcowie miasta wyłonili artystę w drodze konkursu. Przekonał ich swoim projektem. Rozmachem i nowatorstwem, dystansując koncepcje przedstawione przez sześciu konkurentów. Znany jest projekt tylko jednego z nich, równie jak Ghiberti młodego wtedy Florentczyka, hołdującego jednak przeżywającej wówczas zmierzch gotyckiej jeszcze stylistyce.

Co ciekawe, był to pierwszy w dziejach udokumentowany konkurs na dzieło sztuki. Jeśli ktoś woli, można go też uznać za przetarg publiczny. Odbył się w 1401 roku. Wygląda jednak na to, że była to powszechna praktyka, bo Brunelleschiego, który przykrył katedrę słynną kopułą wybrano nieco później w dokładnie taki sam sposób. Notabene Brunelleschi brał także udział w konkursie na drzwi do baptysterium, ale jego koncepcja nie znalazła uznania w oczach zleceniodawców.

Lorenzo Ghiberti odniósł sukces w konkursie, ale na realizację projekt czekał aż ćwierć wieku. Artysta wykonał drzwi dopiero w latach 1425-1450. Równolegle niemal toczyły się prace nad przykryciem katedry wielką kopułą. W owych czasach drzwi były nazywane „drugimi drzwiami”, gdyż do wnętrza baptysterium prowadziły wrota wykonane sto lat wcześniej przez Andrea Pisano. Trudno uwierzyć, żeby się w stosunkowo krótkim czasie aż tak zniszczyły. Raczej wyszły z mody, i chciano je zastąpić bardziej okazałymi.

Nazwę „Porta del Paradiso” zyskały dzięki Michałowi Aniołowi. Określenie było wyrazem zachwytu, może nawet zazdrości. Do Raju trudno się zresztą przez nie dostać. Po pierwsze dlatego, że oddziela je od gawiedzi barierka. Owszem, ozdobna, ba – pozłacana, ale niemal zawsze zamknięta. Ponadto, ponieważ XV-wieczne skrzydła sczerniały, pokrywając się grubą warstwą patyny. W czasach współczesnych zdjęto je i oddano do konserwacji. Oryginał można podziwiać w katedralnym muzeum (Il nuovo Museo dell’Opera del Duomo), zaś w wejściu do baptysterium umieszczona jest jedynie kopia, oddająca wiernie detale.

Trudno sfotografować drogę do Raju, ale wielu próbuje tej sztuki, fot Paweł Wroński
Trudno sfotografować drogę do Raju, ale wielu próbuje tej sztuki, fot Paweł Wroński

Porta del Paradiso liczy 5,2 m wysokości, skrzydła są szerokie na 3,1 m, a grube na 11 cm. Drzwi ważą 8 ton. Ozdabia je 10 kwater ze scenami testamentowymi. Tytułową scenę Ofiary Abrahama (Ofiarowania Izaaka), znajdziemy na prawym skrzydle, w drugiej kwaterze od góry. Kompozycji dopełniają ornamenty, a wśród główek umieszczonych na obrzeżach, znajduje się autoportret Lorenzo Ghiberti’ego.


INFO
Il Grande Museo del Duomo: www.operaduomo.firenze.it
La Porta d’oro del Ghiberti: www.operaduomo.firenze.it

Carretti – dwukółki na sycylijskich bezdrożach

W krajobrazie Sycylii nie brakuje gór. Oczywiście króluje wśród nich Etna, ale niższe, nie tak „wybuchowe” masywy, piętrzą się na całej niemal wyspie.

W epoce starożytnej jakoś sobie radzono z niesprzyjającym ukształtowaniem terenu, dzięki czemu – może za wyjątkiem stoków Etny, której erupcje wszystko niszczyły – dróg na Sycylii nie brakowało. Jednak po upadku cesarstwa rzymskiego ich stan pogarszał się z każdą dekadą. Od muzułmańskiej inwazji na przełomie VII i VIII wieku do 1778 roku, wyspa wielokrotnie przechodziła z rąk do rąk, co nie sprzyjało stabilizacji, objawiając się między innymi tym, że nikt nie remontował istniejących dróg, a tym bardziej nie wytyczał nowych.

W dziejach sycylijskiej infrastruktury, rok 1778 zapisał się złotymi zgłoskami, bowiem ówczesny parlament postanowił podjąć budowę dróg.

A co się działo przez niemal tysiąc lat? Początkowo przywożone przez statki towary transportowano w głąb wyspy na grzbietach jucznych zwierząt, głównie osłów i mułów. Rozwinął się w związku z tym zawód poganiaczy nazywanych mulattieri. Większe ładunki transportowano na bezkołowych, płaskich strŕscinu (strŕula), przez co przypominały sanie. Pasażerów natomiast przenosozno w palankinach lub lektykach.

Koła sycylijskiej bryczki są także pięknie zdobione, choć ich funkcja jest czysto użytkowa, fot. Paweł Wroński
Koła sycylijskiej bryczki są także pięknie zdobione, choć ich funkcja jest czysto użytkowa, fot. Paweł Wroński

Koła do wspomnianych urządzeń zaczęto montować dopiero w XIX wieku. Praktycznie po roku 1830, gdyż dopiero wtedy otwarto pierwsze regie tazzere (trasy królewskie), łączące porty z miastami w interiorze. I wtedy narodziły się carretti – niewielkie, proste w konstrukcji dwukółki, do których zaprzęgano jedno tylko zwierzę. Wózki miały po 2 dyszle i bardzo duże koła z 12 szprychami, którymi dość sprawnie pokonywało się strome podjazdy, uszkodzone przez skalno błotne osuwiska fragmenty traktów, czy po prostu rowy żłobione przez wodę spływającą z gór.

Carretti stały się w tym czasie tak popularne, że w ich produkcji wyspecjalizowało się wielu rzemieślników, nazywanych carradori (w l. poj. carradore) Ba, w każdym regionie zdobiono je z czasem w tak charakterystyczny sposób, że dziś są wizytówką lokalnego folkloru. Jako fenomen ze sfery kultury materialnej, carretti siciliani oczekują na wpisanie na listę UNESCO. A co roku we wrześniu, w miasteczku Bronte w prowincji Katanii, organizowany jest dedykowany im festiwal. Można wtedy zobaczyć jak powstawały carretti. A bryczki z różnych zakątków wyspy podziwiać potem podczas barwnej parady, stanowiącej kulminacyjny punkt w programie festiwalu.

Malarska dekoracja caretto siciliano, fot. Paweł Wroński
Malarska dekoracja carretto siciliano, fot. Paweł Wroński

Słowo carretto w sycylijskim dialekcie brzmi carrettu. Każda zaś bryczka może być tak naprawdę dziełem kilku osób. Pracę zaczyna się bowiem od kowanych części konstrukcji (u firraru). Równolegle trzeba zająć się dyszlami i uprzężą (u siddaru). A wreszcie rzeźbić i malować dwukółkę, każda bowiem jest bogato zdobiona. Przez motywy malarskie przewijają się przy tym najczęściej kolory żółty i czerwony, bo są to barwy sycylijskiej flagi.

Caretti spotkamy na ulicach wielu miast i miasteczek sycylijskich ponieważ są tak barwnym elementem, że chętnie używa się ich współcześnie podczas plenerowych kampanii promocyjnych i reklamowych.

Caretto z Racalmuto krąży całymi dniami po ulicach miasteczka, przyciągając uwagę dzieci i przybyszów, fot. Paweł Wroński
Carretto z Racalmuto krąży całymi dniami po ulicach miasteczka, przyciągając uwagę dzieci i przybyszów, fot. Paweł Wroński

INFO
Carretti siciliani: www.visitsicily.info oraz www.palermoweb.com
Bronte i festiwal bryczek (Carretto Sicili Fest): www.comune.bronte.ct.it oraz www.facebook.com
W muzeum regionalnym w Terrasini, w prowincji Palermo, mieści się ekspozycja poświęcona sycylijskim bryczkom (Museo del Carretto): www.regione.sicilia.it


W poniższym filmie zatytułowanym „I carretti siciliani” z Youtube’owskiego kanału Tv2000it, carradore Alfio Pulviernti, opowiada o historii i konstruowaniu sycylijskich bryczek.

Włochy / Sycylia – opera dei pupi

Marionetki są popularną pamiątką z Sycylii. Znajdziemy je na każdym straganie, tyle, że są to zazwyczaj tanie miniaturki, wzorowane jedynie na słynnych lalkach – pupi siciliani.

Oryginalne marionetki są bez porównania większe. Liczą około 130 cm wysokości. A ich stroje i rekwizyty – zbroje, oręż, czy biżuteria – są wykonane z taką dbałością o szczegóły, że pojedyncza lalka (pupo) może ważyć nawet 30 kg.

pupi-siciliani_9741
Pamiątkowa pupo ze straganu w Katanii, bliższa rozmiarami oryginalnej marionetce, fot. Paweł Wroński

Używane w lokalnych teatrach wywodzą się od figurek rytualnych. Od innych zaś kukiełek i marionetek, sycylijskie odróżnia sposób animacji. Prowadzi się je bowiem za pomocą drutu przymocowanego do czubka głowy i rąk. Luźno przytwierdzone nogi poruszają się siłą bezwładności. Lalka (pupo) reaguje bez zwłoki na każdy ruch animatora (puparo).

Przedstawienie, w którym używa się pupi siciliani jest dynamiczne. Charakterystyczne są pojedynki i bijatyki, błyskawiczne zwroty akcji oraz dialogi z ciętymi ripostami.

Początki teatru sycylijskich marionetek – opera dei pupi siciliani, sięgają ulicznych przedstawień rozpowszechnionych w XIX wieku. Porywały i bawiły uliczną widownię, uświetniając ludowe festyny i jarmarki towarzyszące obchodom świąt religijnych, jakżeż często celebrowane na wyspie ku czci patronów prowincji, miast i miasteczek.

Pupi siciliani wpisano w 2014 roku na listę niematerialnego dziedzictwa ludzkości UNESCO.

Jak to wygląda w praktyce świetnie oddaje film z 2009 roku, zatytułowany „Pupi siciliani”, z Youtube’owskiego kanału Teatro dei pupi di Siracusa.

Rzecz znamienna, że animatorzy (pupari) byli często analfabetami. Znali jednak na pamięć długie poematy z cyklu poświęconego Karolowi Wielkiemu i jego rycerzom oraz Pieśń o Rolandzie. A że recytowali je z zapałem i na nich opierali scenariusze przedstawień, właśnie na bohaterów tych, a nie innych dzieł literackich, upozowane są sycylijskie lalki. Po dziś dzień kultywowany jest obyczaj, że aktor dając swój głos bohaterowi szlachetnie urodzonemu wypowiada kwestie w języku literackim, a w przypadku osób niższych stanów ucieka się do miejscowego dialektu.

Swoją stylizacją i rekwizytami, sycylijki zawdzięczają średniowiecznym poematom, takim jak
Swoją stylizacją i rekwizytami, sycylijki zawdzięczają średniowiecznym poematom, takim jak „Pieśń o Rolandzie”, fot. Paweł Wroński

INFO
Tradycję animacji podtrzymują teatry w Palermo (www.mancusopupi.it), Syrakuzach (www.pupari.com) i Acireale koło Katanii (www.operadeipupi.com). Zaś dzieje oryginalnej sztuki prezentują muzea marionetek, najważniejsze znajdują się:
* w Palermo: www.museodellemarionette.it
* w Syrakuzach: www.museodeipupisiracusa.it