Wolfgang znad Weissensee

Nie ma to jak żywa promocja! Strategię zapoczątkowaną uczynieniem z Franza Klammera – legendy narciarstwa alpejskiego, ambasadora karynckich atrakcji, land ze słonecznej strony Alp z powodzeniem kontynuuje. Do wypoczynku w Karyntii zachęcali już: Elmar Ebner – butler (kamerdyner) i Ron Kapteyn – strażnik z Parku Narodowego Wysokie Taury. Tym razem wyzwanie podjął Wolfgang Wernitznig – trener personalny.

Wolfgang znad Weissensee, czyli Wolfgang Wernitznig opowiada o walorach wypoczynkowych i aktywnej rekreacji nad Weissensee w Karyntii, fot. Paweł Wroński

Przed rozpoczęciem sezonu zimowego 2018/2019, Wolfgang Wernitznig, od kilkunastu lat trener personalny i aktywny triathlonista, opowiadał o tym co robić nad Weissensee (zwłaszcza zimą), najwyżej położonym w Karyntii jeziorem. Jego tafla pokryta lodem, zamienia się każdego roku w największe naturalne lodowisko w Alpach. Na 4 miesiące!

Pierwsi zaczęli korzystać z tego Holendrzy, którzy zwyczajowo ścigali się na łyżwach na zamarzniętych kanałach w rodzinnym kraju. Gdy klimat się zaczął ocieplać, wyścigi na kanałach przeszły – niestety – do historii. Dopiero gdy doroczny turniej przeniesiono na taflę karynckiego jeziora, Holendrzy mogli znowu się ścigać. Zarazili przy okazji swoją pasją łyżwiarzy z innych krajów.

Wolfgang Wernitznig z Karyntii, fot. Paweł Wroński

W zbliżającym się zimowym sezonie, ich słynne wyścigi na dystansach 100 i 200 km (sic!) oraz wymagający żelaznej kondycji triathlon odbędą się już po raz 31. pod austriackim niebem! Ponad 3 tysiące uczestników, w tym światowa czołówka łyżwiarzy szybkich, będzie się ubiegać o medale, a najlepsi (czyt. najsilniejsi / najwytrwalsi), będą bić rekord na tym niewyobrażalnie długim dystansie, który wynosi obecnie 5 godzin i 11 minut.

 

Weissensee leży na wysokości 945 m. Jego woda jest krystalicznie czysta więc nadaje się do picia, a ponadto jest tak ciepła, że od wiosny do jesieni można się w niej z powodzeniem kąpać. Zimą, zamarznięta tafla zamienia się w lodowisko o powierzchni 6,5 km², a miłośnicy nurkowania (pod lodem), mogą cieszyć się widocznością w promieniu nawet 40 m.

 


Weissensee: www.weissensee.com oraz www.natureislauf.at
Alternative Holländische 11-Städte-Tour (najbliższe zmagania: 22 stycznia – 2 lutego 2019): www.weissensee.com
Wolfgang Wernitznig: www.facebook.com oraz www.weissensee-aktiv.com
Triathlon na Weissensee: www.weissensee-triathlon.at

Reklamy

Ciotka Şefika i jej Gözleme

Wioska Ayazini w dystrykcie İhsaniye w prowincji Afyonkarahisar w Turcji położona jest pośród fantastycznych grup skalnych, w których kryją się pamiątki odległej przeszłości.

Oddech tropików. Na szczęście, w dolinie, w której leży wioska Ayazini można znaleźć rzucające cień drzewa, fot. Paweł Wroński

Jest pośród nich odległa o niespełna 10 km Dolina Göynüş ze słynnymi grobowcami z epoki frygijskiej i spektakularna grupa skalnych kominów, na podobieństwo kapadockich nazwana Doliną Kominów.

Każdemu według potrzeb 🙂 Zresztą nie ma pośpiechu. Słynny kamień Yilantaş (Wężowa Skała) leży tu od stuleci, a krowa może za chwilę odejść, fot. Paweł Wroński
Spacer frygijską Doliną Kominów to uczta dla oczu, bo sceneria skalna nie gorsza jest tutaj niż w Kapadocji, Wielkim Kanionie w Ameryce czy w Dolomitach we Włoszech. Fot.: Paweł Wroński

Do miejscowych atrakcji należy wykuty w skałach kościół z epoki bizantyńskiej i uprawy maku, a którego niegdyś robiono opium, a dziś – w kontrolowany rygorystycznie sposób – wyrabia się w stolicy prowincji morfinę dla celów medycznych, a jak region długi i szeroki różnorodne przysmaki.

Bizantyjski kościół wykuty w skałach – jedna z krajobrazowych, a zarazem historycznych atrakcji wioski Ayazini, fot. Paweł Wroński
Pokruszone makówki, po oddzieleniu ziaren maku, trafią do skupu. Posłużą do produkcji morfiny w zakładach w Afyonkarahisarze, fot. Paweł Wroński

Choć z makiem wprost nie związana, w Ayazini jest jeszcze jedna wysokiej klasy atrakcja ze sfery kulinarnej – gospoda Ciotki Şefiki. Wspomagana przez całą rodzinę gospodyni serwuje przepyszne Gözleme, podając do nich herbatę lub kawę, rzecz jasna parzoną po turecku!

Gözleme to placek z cienkiego ciasta wypełniony serem, serem ze szpinakiem, ziemniakami, mięsem, czy innych wariacji – popularny w całej Turcji przysmak.

Potrawa jest mocno zbliżona do chaczapuri – placków z serem znanym we wszystkich krajach kaukaskich. Jest więc świadectwem pokrewieństwa narodów z kręgu kultury śródziemnomorskiej. Wbrew skomplikowanej historii ich wzajemnych stosunków, zwłaszcza, prowadzących do krwawych wojen, religijnych różnic.

Spektakularna skalna sceneria wioska Ayazini, fot. Paweł Wroński

Şefika Teyze, czyli Ciotka Şefika, prowadzi lokal w jednym z osiedli wioski Ayazini. Scenerię tworzą ciekawe formy skalne i bujna roślinność. Jak tam dotrzeć? Każdy wskaże gdzie to jest, a jeśli zobaczymy tablicę z napisem: Şefika Teyze Katmer ve Gözleme Evi Çay Bahçesi, to możemy mieć pewność że trafiliśmy we właściwe miejsce!


Przepisy na Gözleme – placki tureckie w Internecie, np.:
www.turcjaodkuchni.blogspot.com czy www.tureckieprzepisy.pl

Film zamieszczony na Youtube prezentuje przygotowanie ketmeru, czyli warstwowego ciasta tureckiego, jakie stosuje się do wyrobu placków Gözleme.


Projekt turystyczny ‘Doliny Frygijskie’ (Frig Vadileri): www.frigvadisi.gov.tr

Gruziński alfabet w słusznym wieku

Napisy po gruzińsku przypominają sekwencje arabskie, a wyglądają niczym wyrafinowane dekoracyjne ornamenty.

Gruzini piszą jednak tak jak my – od lewej do prawej, a więc inaczej niż narody arabskie. Alfabet mają też zgoła odmienny. Własny, niepowtarzalny. Ba, jeden z najstarszych na świecie, bo powstał w IV stuleciu i wciąż jest w użyciu, choć kilkakrotnie się zmieniał.

Dziś składa się z 33 znaków i obejmuje zapisy trudnych do powtórzenia, nie występujących w żadnym innym języku głosek.

Alfabet gruziński z głoskami odpowiadającymi 33 literom, fot. Paweł Wroński

Przez stulecia zmieniał się krój liter. Używany współcześnie mchedruli, czyli krój jeźdźców (gruz. mchedari oznacza jeźdźca), zwany też rycerskim, wywodzi się z XI wieku.

Gruzini dumni ze swej kultury, są także praktyczni. Mają świadomość hermetyczności rodzimej mowy. Toteż na tablicach drogowych, stosują podwójny zapis – po gruzińsku oraz latynicą w angielskiej transkrypcji fonetycznej. W duchu poszanowania języka polskiego, Komisja Standaryzacji Nazw Geograficznych Poza Granicami Rzeczypospolitej Polskiej dokonała ich transliteracji.

Kawał dobrej i jak to się mówi „nikomu niepotrzebnej roboty”. W efekcie bowiem mkhedruli zapisujemy mchedruli, a na przykład nazwę Mtskheta (gruz.: მცხეთა) – Mccheta. Tyle tylko, że tej ostatniej nigdzie nie znajdziemy, zaś statystyczny Gruzin zapytany przez nas o Mcchetę, zwłaszcza jak ją mu pokazujemy palcem na mapie, znacząco skrobie się po głowie.

Kachetyńskie miasteczko – z angielska Sighnaghi (gruz.:სიღნაღი), zapisujemy Signagi (notabene żadna wersja, ani transkrypcja, ani transliteracja nie oddają wiernie gruzińskiej wymowy tego słowa, w którym dwukrotnie pobrzmiewa gardłowe ‘ghr’), a wioski, która dała nazwę białemu szczepowi winorośli i wyrabianemu zeń winu: Tsinandali (gruz.: წინანდალი) – Cinandali. Zapewne dla naszej wygody, Komisja, złożona z wybitnych językoznawców i geografów, przyjęła za obowiązującą nazwę Kura dla głównej i najpotężniejszej rzeki Gruzji, jakby ignorując fakt, że to nazwa turecka (nic dziwnego bierze swoje źródła w Turcji), ale używana także przez Rosjan i narzucona Gruzinom podobnie jak nazwa Tyflis/Tiflis dla Tbilisi (gruz.: თბილისი). Rzeka ma przy tym imię w języku Kartlów, trudniejszą – prawda: Mtkwari (gruz.: მტკვარი; ang.: Mtkvari).

W Internecie, gdzie łatwiej o materiały anglojęzyczne, podobnie jak na większości dostępnych map, praktyczniejsze jest posługiwanie się transkrypcją angielską. W miastach, zwłaszcza wśród przedstawicieli młodszych generacji, znajomość angielskiego jest powszechna. Natomiast na prowincji, w kontaktach z ludźmi starszymi, przydaje się rosyjski. Również na południowym pograniczu, zwłaszcza w Meskhetii, zamieszkałej w większości przez ludność o ormiańskich korzeniach, język rosyjski jest w powszechnym użyciu. Posługując się nim, zaznaczmy jednak na wstępie, że jesteśmy z Polski. Poziom sympatii wzrośnie niebotycznie.


 

Nad wielkim Jeziorem Paravani

Jezioro Paravani jest największym akwenem gruzińskiego interioru. Otoczone łagodnymi, acz sięgającymi 3 tys. m wysokości pasmami Gór Samsarskich i Dżawacheckich rozlewa się na rozległym płaskowyżu, na wysokości 2073 m.

Obniżenie między wspomnianymi pasmami wypełnia jeszcze kilka innych akwenów, m.in. Jezioro Saghama. Na morenie miedzy nim a Paravani rozsiadła się wieś Gandzani. Podobnie jak w niemal całej prowincji Samtskhe-Javakheti (Meskheti; w polskiej transliteracji: Samcche-Dżawachetia), mieszkają w niej Ormianie. Na południowym skraju wsi znajduje się przyjemna restauracja (a wkrótce także Guest House), prowadzony przez przedsiębiorczego Ormianina z rodziną – „Family Corner”.

Z gospodarzami pensjonatu „Family Corner”, fot. Paweł Wroński

Niezwykle ważnym obiektem gruzińskiej kultury i pamiątką dziejów regionu i kraju jest XI-wieczna cerkiew w Poka, wzniesiona na miejscu świątyni, w której zgodnie z tradycją miała się zatrzymać św. Nina Oświecicielka Gruzji zaraz po przybyciu na ziemię Kartlów, jak mówią o sobie – zgodnie z odwiecznym obyczajem – Gruzini. Niewielki klasztor zamieszkuje obecnie 7 sióstr (post na ten temat w niniejszym archiwum zatytułowałem „Poka – przystanek św. Niny”: www.pawelwronski.blog).

XI-wieczna cerkiew przy monastyrze w Poka nad Jeziorem Paravani, fot. Paweł Wroński

Wróćmy jednak do Ormian, którzy tu żyją, a przybyli z Turcji. Ich rodzinne dziedziny padały wielokrotnie łupem ekspansywnych sąsiadów:  Persów, Seldżuków, egipskich Mameluków, Mongołów, Arabów, a wreszcie Turków  Osmańskich. Sytuację komplikował zawsze fakt, że Ormianie jako pierwsi przyjęli chrześcijaństwo (już w 317 roku), i wiernie trwają przy tej wierze do dziś. Zdobywcy zaś, byli innowiercami. Brzemienny w skutki okazał się rok 1639, w którym doszło do rozbioru Armenii. Zachodnią część zajęli Turcy, wschodnią zaś Persowie. W 1828 roku Rosjanie odebrali Persom ich łup. W konsekwencji losy wschodnich Ormian i Gruzinów splotły się ze sobą, a więzi umacniały najpierw pod rządami carskimi, później – komunistyczni. Kres temu kilkusetletniemu okresowi niedoli położył dopiero rozpad Związku Radzieckiego, czyli sławetna pieriestrojka.

Jezioro Saghamo na Płaskowyżu Dżawacheckim, fot. Paweł Wroński

Na ziemiach tureckich, gdzie w okresach kryzysów dochodzą do głosu ortodoksyjni islamiści, sytuacja Ormian pogorszyła się za panowania ostatnich Osmanów. Po obaleniu sułtanatu prześladowania drastycznie się nasiliły, prowadząc w latach 1915-1916, a więc pod rządami tzw. młodoturków, do pierwszego w dziejach XX wieku ludobójstwa. W wyniku bezwzględnej akcji eksterminacyjnej zginęło wówczas na ziemiach tureckich ok. 1,5 mln Ormian (z 2,1 mln. tam żyjących w 1912 roku). Czuły na prawa człowieka świat zachodni przełknął kwestię owego holocaustu gładko, bo – ze względów geopolitycznych i militarnych – wyżej aniżeli interesy jakiejkolwiek mniejszości, cenił sobie sojusz z Turcją. Winston Churchill podsumował rzecz lakonicznie: „Ropa Mosulu była ważniejsza od krwi Ormian”. Zarówno w XIX wieku jak i w pierwszej ćwierci XX, ormiańscy imigranci zaznali gościny na gruzińskiej ziemi, i po dziś dzień zamieszkują Meskhetię.

 

Stolicą Samtskhe-Javakheti (Meskheti) jest Akhalkalaki, miasto oddalone od zwornika współczesnych granic z Turcją i Armenią około 60 km w linii prostej. Niemal 95% jego populacji stanowią Ormianie. Miasto liczy 8,3 tys. mieszkańców. Prowincję zamieszkuje dziś (wg danych z 2014 roku), niespełna 70 tys. osób.

 

W okresie osmańskiego panowania na dzisiejszym pograniczu Gruzji z Turcją i Armenią pojawili się tureccy osadnicy. Kres ich bytności na terenach Adżarii i Javakheti położył Józef Stalin, deportując w 1944 roku mniejszość określaną mianem Turków Meskheckich do… Uzbekistanu.

Ślady przeszłości zachowały się jednak w obyczajowości mieszkańców prowincji, np. w kuchni, gdzie wpływy tureckie i ormiańskie są wyraźnie widoczne.

Kojarzona z Adżarią wersja chaczapuri jest także typowym daniem kuchni armeńskiej; do tego – oczywiście – kawa po turecku, fot. Paweł Wroński

Artykuły – dla kontrastu – o standardowych atrakcjach Gruzjiwww.mygeotrip.com
Losy Ormian w Turcji – eksterminacjawww.opoka.org.pl


10-dniową wycieczkę po południowo zachodniej ćwiartce Gruzji odbyliśmy Nissanem XTerra, pożyczonym dzięki uprzejmości Zviada Bechvaii z Gudauri Development Agency (www.facebook.com).
Nad Jeziorem Paravani, fot. Paweł Wroński

Poka – przystanek św. Niny

Jak głosi tradycja, św. Nina – oświecicielka nazywana też równą apostołom, patronka Gruzji, nakłoniła do przyjęcia chrztu Miriana III, władcę Kartlii – najpotężniejszego z proto-gruzińskich królestw.

Nastąpiło to w 337 roku. Wydarzenie opisano w kronice zatytułowanej Moktseva Kartlisa (w polskiej transliteracji: Mokcewaj Kartlisajgruz.: მოქცევაჲ ქართლისაჲ, czyli Nawrócenie Kartlii), najstarszym zachowanym zabytku gruzińskiego piśmiennictwa.

Poka. Na ikonie wykonanej techniką emalii widoczna jest w środkowej kwaterze postać św. Niny, fot. Paweł Wroński

Wiele legend wraca do tamtych czasów. W niektórych Nina pochodziła z Kapadocji i była niewolnicą na królewskim dworze w Mtskhecie, w innych wywodziła się z arystokratycznego rodu i była spokrewniona z patriarchą Jerozolimy.

Niezależnie jednak od hagiograficznej wersji biografii, gorliwie wyznawała chrześcijaństwo i miała moc uzdrawiania. Na znak wiary związała puklem własnych włosów dwie gałązki winorośli, czyniąc z nich krzyż, który stał się jej atrybutem po kanonizacji.

Krzyż św. Niny przechowywany jest z największym pietyzmem w srebrnym relikwiarzu, ozdobionym scenami z jej żywota, w katedrze Sioni w Tbilisi. Motyw krzyża św. Niny jest bardzo popularny i spotyka się go w całym kraju. Jest przy tym łatwy do rozpoznania, bo gałązki winorośli są wiotkie, więc gdy obsychały, ramiona krzyża opadły. Gruzinom to nie przeszkadzało. Przeciwnie, uznali znak za cudowne nawiązanie do słów Chrystusa: „Ja jestem prawdziwym krzewem winnym, a Ojciec mój jest tym, który [go] uprawia.”.

 

Święta Nina urodziła się ok. 268 roku, zmarła w 335. Gruzini wymawiają jej imię: Nino (წმინდა ნინო). Autokefaliczny kościół gruziński obdarza Ninę przydomkami Oświecicielki Gruzji, bądź Równej Apostołom. Do panteonu świętych zaliczają ją kościoły: rzymskokatolicki, prawosławny i ormiański.

 

Również w każdej z wersji legendy powtarza się, że pierwszym miejscem do jakiego dotarła św. Nina na ziemiach Kartlów, był niewielki klasztor w Poka, na południowo wschodnim brzegu Jeziora Paravani, na Płaskowyżu Dżawacheckim. Akwen rozlewa się wśród wygasłych przed tysiącleciami wulkanów. Rysują się w pejzażu łagodnymi wałami grzbietów, tworząc najwyższe na terenie Gruzji pasma Małego Kaukazu – Góry Samsarskie i Dżawacheckie. Sięgają 3 tys. m wysokości. Jezioro leży na wysokości 2073 m.

Jezioro Paravani, w tle Didi Abuli (3300 m), fot. Paweł Wroński

Jak w każdej legendzie i w tej zawarte są wątki podbudowujące wiarygodność narracji. Wprawdzie winorośli się już tutaj nie uprawia, ale przed wiekami było inaczej. Nie Kachetia, ale pogranicze dzisiejszej Armenii i Gruzji słynęło z wyrobu wina. Ba, co więcej, ten właśnie rejon jest kolebką światowego winiarstwa o czym świadczą znaleziska archeologiczne w Shulaveri (w polskiej transliteracji: Szulaweri, od 1925 roku miejscowość znana jest jako Shaumiani; stanowisko Gadachrili Gora i inne), zaledwie 30 km na południe od Tbilisi – najstarsze z odkrytych na świecie artefakty i sadzonki datowane na 6 tysiąclecie przed Chrystusem. Przybycie z Armenii i głęboka wiara Niny (ponoć współcześni nadali jej miano Christiana co znaczy chrześcijanką; stąd wywodzą się zresztą znane i u nas imiona Krystiana oraz Krystian), są również wiarygodne, bo południowi sąsiedzi Kartlów przyjęli nową wiarę jako pierwsi w cesarstwie rzymskim, i to dwie dekady wcześniej, w 317 roku.

Przyklasztorna cerkiew w Poka wzniesiona w XI wieku, ponoć na miejscu starszej budowli, fot. Paweł Wroński

Klasztor wciąż funkcjonuje nad jeziorem. Wprawdzie należąca do niego cerkiew powstała w XI stuleciu, ale zgodnie z tradycją, stoi na miejscu dawniejszej, związanej ściśle z kultem św. Niny. Opiekują się nią mieszkające w klasztorze siostry. Jest ich tylko siedem, ale czas między modlitwami, wypełniają skrzętnie pracą. Wytwarzają spożywcze przetwory: konfitury, czekoladę, nalewki i artystyczne przedmioty: pięknie zdobioną ceramikę i emalie, drobne dewocjonalia i biżuterię. Należą do nich stada bydła i owiec, więc produkują sery. Robią też słodkie wypieki z czystych biologicznie miejscowych produktów. Jak we wszystkich klasztorach prawosławnych, własnoręcznie wytwarzają z wosku świece. Część w oryginalnych fasonach i w różnych rozmiarach. Ponadto, ponieważ okolice zamieszkują potomkowie ormiańskich osadników, siostry wspomagają krajowy system szkolny, prowadząc dla dzieci dodatkowe lekcje gruzińskiego, angielskiego, literatury i geografii.


Monastyr św. Niny w Poka: www.phokanunnery.ge

 

Miejscowość Poka dzieli 28 km od miasta Ninotsminda i 128 km od Tbilisi. Każdego roku, w dniu 1 czerwca, uroczyście celebruje się tam przybycie św. Niny na ziemię gruzińską. 14/27 stycznia w kościele prawosławnym obchodzi się dzień imienia świętej, zaś miejsce jej spoczynku – Bodbe w Kachetii, jest jednym z najpopularniejszych w Gruzji celów pielgrzymek (zgodnie z tradycją – Miriam III ufundował nad grobem świętej, funkcjonujący do dziś monastyr św. Grzegorza, któremu po dewastacji w epoce komunistycznej przywrócono świetność na początku XXI wieku).

 

Proces chrystianizacji Gruzji i rola św. Nino opisane są w portalu: www.concordtravel.ge

Dodatkiem do wpisu niech będzie Kontakion św. Nino, w wykonaniu gruzińskiego chóru; dyryguje Nana Peradze (kontakion to hymn liturgiczny, jedna z najstarszych form tego typu pieśni, znana i powszechnie używana już w pierwszych wiekach chrześcijaństwa).


10-dniową wycieczkę po południowo zachodniej ćwiartce Gruzji odbyliśmy Nissanem XTerra, pożyczonym dzięki uprzejmości Zviada Bechvaii z Gudauri Development Agency (www.facebook.com).
U wrót kamieniołomu w rejonie Jez. Paravani, fot. Paweł Wroński

Frygia – od opium do Haşhaşelli

W egzotycznej nazwie tureckiego miasta Afyonkarahisar pobrzmiewają echa przeszłości. Kara hisar znaczy Czarna twierdza, ale rzeczywiście mroczny rozdział dziejów związany był z pierwszym członem nazwy. Na terenach historycznej Frygii wyrabiano bowiem opium – po turecku: afyon – jeszcze w II połowie XX wieku.

Rzecz jasna nielegalnie. Ale Turcja Atatürka konsekwentnie zabiegała o zbliżenie ze światem Zachodu, zwłaszcza z USA i Europą, więc pod naciskiem pożądanych sojuszników, uprawy maku poddano kontroli, pozostawiając w regionie jedynie nadzorowaną rygorystycznie przemysłową produkcję morfiny do celów medycznych. Człon afyon pozostał w nazwie miasta.

Latem, na makowych polach Frygii i w obejściach makowych rolników praca wre. Z zebranych z pól makówek wysypuje się ziarna. Przydadzą się do wyrobu podobnej do Nutelli czekoladowej pasty, do słodkich ciasteczek, do pieczywa… Makówki natomiast, kruszy się, pakuje i przekazuje do skupów, bo te – zdawałoby się odpady – mają kluczowe znaczenie przy preparowaniu narkotyku.

 

Mak (haşhaş) uprawiany jest od wieków w prowincji Afyonkarahisar. Stał się więc ważnym elementem tamtejszej kultury. Powszechne jest dodawanie maku do pieczywa i wielu słodkich wypieków.

 


Krem makowy, fot. P. Wroński

 

Ziarna maku to po turecku haşhaş tohumu, makowa słoma – haşhaş saman, zaś krem makowy z czekoladą przypominający Nutellę – Haşhaş Kreması (Haşhaşella). Morfina to po prostu morfin, zaś afyon znaczy opium.

 

 

 


Pojawienie się na rynku tureckim wyrobów bazujących na maku wywołało w mediach ożywioną dyskusję na temat ich wartości i walorów zdrowotnych. Właściciel marki Haşhaşella z prowincji Afyonkarahisar zapewnił, że w ich wyrobach nie ma składników sztucznych ani modyfikowanych genetycznie. Nie można zapominać, że to likwidacja nielegalnej produkcji opium w ostatniej ćwierci XX wieku, stała się impulsem dla rozwoju tych gałęzi przemysłu spożywczego, które wykorzystują mak.

Ponadto, zakłady farmaceutyczne, produkujące morfinę – ‘Afyon Alkaloids’ są dziś największym zakładem tego typu na świecie. Produkują 20% światowych zasobów morfiny, stosując zaawansowane technologie i prowadząc badania w nowoczesnych laboratoriach. Przejście w latach 70. XX wieku na legalną produkcję morfiny zamiast ściganych międzynarodowym prawem narkotyków, postawiła Turcję w grupie 6 krajów na świecie, w których produkcja morfiny jest dozwolona. Transformacja nie odbyła się jednak bezboleśnie. Dla wielu ludzi z regionu, rygorystycznie egzekwowany zakaz produkcji narkotyków był ekonomicznym wyrokiem – pozostawali bowiem bez źródła dochodu. Jak donosił w maju 1974 roku „The New York Times”, w ramach rekompensaty Turcja otrzymała od USA dotację w wysokości 35 mln USD. Niemal połowę tej kwoty przeznaczono na odszkodowania dla farmerów uprawiających mak. Ponadto Stany Zjednoczone uruchomiły długofalowy program restrukturyzacji gospodarki w prowincji Afyonkarahisar oraz 12 innych, wspomagany przez specjalistów i sowicie dofinansowywany. Efektem tej współpracy było uruchomienie w stolicy prowincji zakładów ‘Afyon Alkaloids’.

 

Makowe pola w Turcji (na terenie 13 z 80 prowincji), stanowią 54% światowego areału legalnych upraw. Dla prowincji Afyonkarahisar oraz jej stolicy, slogan: „Nie ma życia bez opium w Afyonie”, jest wciąż aktualny!

 


Afyon Alkaloids (artykuł prasowy pt.: „Turkey top opium producer”, dotyczący zakładów z 2012 roku): www.hurriyetdailynews.com
Raport na temat pozycji Turcji na świecie w dziedzinie przemysłu chemicznego (w latach 2015-2016; ściągnij w formacie PDF)

Haşhaşellawww.hashasella.com
Inne duże zakłady przetwórstwa spożywczego w prowincji Afyonkarahisar – Gelincik, są zlokalizowane w Döğer Belediyesi (dystrykt İhsaniye)www.gelincikhashas.com

Projekt ‘Doliny Frygijskie’ (Frig Vadileri): www.frigvadisi.gov.tr

Gwiazda cnót Matki Boskiej

W południowo wschodniej części Mazowsza, w Goźlinie Mariańskim Porzeczu wznosi się drewniana, XVIII-wieczna świątynia z rzadką, bo dwuwieżową fasadą. Cenny zabytek architektury jest świadkiem dziejów zgromadzenia zakonnego marianów.

Marianie to jedyne zgromadzenie zakonne założone w Polsce, a do tego przez Polaka, urodzonego w Podegrodziu na Sądecczyźnie Stanisława Papczyńskiego, początkowo członka zakonu pijarów. Papczyński uzyskał papieską dyspensę i opuścił szeregi pijarskiego zgromadzenia w 1670 roku. Wtedy też dokonał tak zwanego Oblatio, czyli aktu ofiarowania siebie Bogu. Efektem jego dalszych działań była akceptacja założonej przezeń, nowej wspólnoty zakonnej przez Sejm Rzeczypospolitej w 1677 roku, a co najważniejsze przez papieża Innocentego XII w 1699. Założyciel trafił do grona świętych kościoła katolickiego, a jego wspólnota istnieje i działa po dziś dzień, zajmując się zarówno duszpasterstwem, jak akcjami misyjnymi, czy pracą naukową.

Goźlin Mariańskie Porzecze, kościół z XVIII wieku z rzadką w przypadku budowli drewnianych fasadą z 2 wieżami, fot. Paweł Wroński

Goźlin Mariańskie Porzecze to trzecie miejsce, obok Góry Kalwarii, zwanej w XVII wieku Nową Jerozolimą i Puszczy Mariańskiej zwanej wcześniej Korabiewską, w którym marianie rozpoczęli działalność.

Kościół i klasztor wraz z uposażeniem ufundował w Goźlinie właściciel miejscowych dóbr, Jan Lasocki,  cześnik łukowski w 1699 roku. Obecna świątynia pochodzi jednak z 1776, gdyż wcześniejsze budowle strawił pożar.

Cenny zabytkowy obiekt Mazowsza – kościół w Goźlinie Mariańskim Porzeczu, fot. Paweł Wroński

Kościół w Mariańskim Porzeczu należy do rzadkich, a jednocześnie efektownych drewnianych realizacji architektonicznych, gdyż jego fasadę flankują dwie wieże. Wnętrza zdobi bogata barokowa polichromia. Na stropie znajduje się 10-ramienna gwiazda, przedstawiająca cnoty Matki Boskiej – patronki zgromadzenia, a zarazem świątyni.

Goźlin Mariańskie Porzecze, polichromie we wnętrzu świątyni, fot. Paweł Wroński

 

Matka Boska: „Najczystsza, Najroztropniejsza, Najpokorniejsza, Najwierniejsza, Najpobożniejsza, Najposłuszniejsza, Najuboższa, Najcierpliwsza, Najmiłosierniejsza, Najboleśniejsza”. Te cechy, wyrażone przymiotnikowo nazywa się 10 cnotami ewangelicznymi NMP i recytuje w formie koronki, przeplatając słowami: „Święta Maryjo, Matko Boża”.

 

Goźlin, Mariańskie Porzecze, polichromie we wnętrzu świątyni z widoczną na stropie Gwiazdą 10 cnót NMP, fot. Paweł Wroński

Goźlin otaczają pełne grzybów lasy należące do Warszawskiego Obszaru Chronionego Krajobrazu.

 

Obok Kampinoskiego Parku Narodowego na terenie województwa mazowieckiego znajduje się 184 rezerwatów przyrody, 76 obszarów Natura 2000, kilka parków krajobrazowych oraz 30 obszarów chronionego krajobrazu. Obszary cenne przyrodniczo zajmują łącznie 30% powierzchni województwa, a największym z nich jest Warszawski Obszar Chronionego Krajobrazu zlokalizowany na terenie ponad 50 gmin, w tym również w granicach m. st. Warszawy. Jego powierzchnia przekracza 148 tys. ha.

 

 


 

W scenerii goźlińskiej świątyni kręcono zdjęcia do filmów, m.in.: „Nadzieja”, „Zemsta”, „Boża podszewka”.

 


Zakon i jego dzieje: www.marianie.pl
Więcej o sanktuarium Matki Boskiej Bolesnej w Goźlinie Mariańskim Porzeczu, na stronach goźlińskiej parafii: www.marianskieporzecze.marianie.pl
Warszawski Obszar Chronionego Krajobrazu: www.gdos.gov.pl