Między fabułą a dokumentem

Jordankowy projekt „Strachy na Lachy” dobiega końca. Jeszcze tylko finisaż wystawy w Muzeum Warszawskiej Pragi, a potem? Potem możliwości wprost nieograniczone – od zaniechania (by zająć się czymś innym), po kontynuację, bo w końcowej fazie okazało się, że szlakiem obaw i zagrożeń historycznych i współczesnych, da się powędrować we wszystkie niemal zakątki świata – realnego i wyimaginowanego.

Dla dzieci uczestniczących w zajęciach plastycznych i teatralnych prowadzonych w Jordanku przez Małgosię Bockenheim projekt „Strachy na Lachy” był fascynującą przygodą. Podróżą przez świat wyobraźni, emocji i twórczych impulsów.

Zebrane tutaj filmiki i slajdowiska (łącznie 10 pozycji), pokazują to co się działo na zajęciach, towarzyszące tworzeniu kukieł emocje, skupienie i chaos, z którego – ostatecznie – powstała w maju muzealna instalacja, która będzie obecna w Muzeum Warszawskiej Pragi (Targowa 50/52, II piętro – warszawski penthouse; we czwartki wstęp wolny), do 23 czerwca 2018. Finisaż wystawy – 14 czerwca, w godz. 18:00-20:00.

Film z wernisażu wystawy, puentujący projekt jest dostępny w tym archiwum (www.pawelwronski.blog) oraz na filmowym kanale OPP1 Jordanek na Youtube (www.youtube.com).


www.opp1.waw.pl
www.muzeumpragi.pl

Reklamy

„Strachy na Lachy” trafiły do muzeum

Tekst jest w zasadzie przewodnikiem po wyjątkowej instalacji „Strachy na Lachy”. Tym bardziej intrygującej, że nie wszystkie przecież dzieła dzieci powstałe podczas zajęć plastycznych w jakimkolwiek ognisku trafiają do muzeów.

Fakt, że tak się stało w przypadku jordankowego projektu może więc napawać dumą zarówno małych twórców, ich rodziców, jak i osoby, które walnie się do tego przyczyniły – Małgosię Bockenheim, która prowadzi tak twórcze zajęcia, Edytę Trębicką, której zmysł organizacyjny i wyczucie zaowocowały wystawą w prawdziwym muzeum, jak i mnie, który w miarę możliwości projekt wspierałem.

Jordankowe „Strachy na Lachy” przywędrowały do Muzeum Warszawskiej Pragi, fot. Paweł Wroński

Efekt jest imponujący. W „praskim penthousie” jak nazywa się sala na II piętrze Muzeum Warszawskiej Pragi, vis a vis windy wita zwiedzających grupka Strachów – gospodarzy tego miejsca na czas wystawy (10 maja – 23 czerwca 2018). Zapraszają do wnętrza do głównej grupy, gdzie centralną pozycję zajmuje stare drzewo.

Bachan i towarzysze zapraszają do ‚praskiego penthouse’u’, fot. Paweł Wroński

W każdej kulturze drzewa sięgają korzeniami źródeł czasu, a w ich dziuplach i gąszczu konarów skrywają się liczne tajemnice. Nic więc dziwnego, że fascynowały dawnych Słowian.

Tak powstawało drzewo – Małgosia Bockenheim montuje gałęzie „starego dęby”, fot. Paweł Wroński

Po prawej, wschodniej stronie ekspozycji zobaczycie strefę Wiatru i Wody. W niej hula Powitrula, wyłaniają się Wużałki, Świtezianki, Nimfy i inne niebieskoskóre stwory.

Z lewej strony drzewa, w którego gałęziach buszują Czarownice, wyłania się korowód Leśnych, który otwierają Południca z Wilkołakiem. Tutaj jest zielono i brązowo, a jeszcze dalej – z lewej strony, tak się składa, że z zachodu, nadciąga fala Mroku i Cienia.

Pamiątka z wystawy – fotka w Strasznym Monidle, fot. Paweł Wroński

Jest na co popatrzeć, a przysłowiowa szczęka opada, gdy uświadomimy sobie, że wszystko wykonane zostało z papieru, worków na śmieci i niepotrzebnych już nikomu ciuchów, czy cekinów. U mnie budzi taki sam podziw, jak przed laty efekty specjalne z Seksmisji.

Strachy w windzie – ciekawe czy technika wzbudziła w nich grozę?! Fot. Paweł Wroński

Drugim filarem wystawy, obok tego historycznego są współczesne lęki, które wyrysowały dzieci zainspirowane demonami przodków. Szczerze, więc warto wziąć ich opinie pod uwagę. Z wystawy rysunków wynika bowiem, iż najbardziej traumatyczne są… szkoła i agresywnie oddziałujący na nasze zmysły, atakujący je zewsząd świat reklam.

Materiał filmowy z wernisażu jest dostępny również na kanale filmowym OPP1 Jordanek:  https://youtu.be/qXBvQxwLx_o

Jak powstawały Strachy, tekst i przygotowanie ulotki: Paweł Wroński

OPP1 „Jordanek”: www.opp1.waw.pl
Muzeum Warszawskiej Pragiwww.muzeumpragi.pl

Pielmieni w Hali Gwardii

Z okazji Święta Pielmieni, w Hali Gwardii serwowano dziś pierogi zza wschodniej granicy w promocyjnej cenie. Jestem fanem mącznych potraw, a pielmieni to nic innego jak kuzyni naszych ruskich, litewskich kołdunów, czy tyrolskich Schlutzkrapfen…

Wspomniana atrakcyjna cena porcji (za 16 szt. pielmieni z mięsnym farszem) – 5 zł; relatywnie do zwykłej (20 zł), rzeczywiście nader atrakcyjna! A smak taki, jak należy.

W stoisku są także chinkali, a raczej „kozacka” wariacja na temat tej gruzińskiej potrawy – z farszem z baraniny. Jedne i drugie można polać śmietaną i zaostrzyć, dodając odrobinę przypraw.

 

Ponoć пельмени wywodzą się z Syberii. Wokół potrawy w tamtejszym wydaniu narosło wiele mitów, choćby o wkładaniu lodu do farszu i przechowywaniu w ten sposób wody. Nie zmienia to faktu, że pielmieni rozpowszechnione są dziś w całej Rosji, na Ukrainie, w Polsce i krajach ościennych. Podobne danie przygotowują też panie domu w Alpach i w krainach rozrzuconych wokół Kaukazu. Różnice dotyczą głównie rodzajów farszu, a zwłaszcza jego przygotowania oraz wielkości pierożków, przez co wariacji jest mnóstwo!

Tradycyjne rosyjskie pielmieni robi się z mielonego, ale z surowego, a nie jak to zazwyczaj u nas bywa, przegotowanego mięsa. Dzięki temu w pielmienach jest ono soczyste, bo soki wydobywające się z niego podczas gotowania pozostają wewnątrz pierożka. Potrawa jest aromatyczna, a okrasa zbędna, stąd zapewne zwyczaj polewania ich jedynie śmietaną.

Co do wielkości, pielmieni są niewielkie, bo żeby odczuć w pełni ich smak i aromat najlepiej całe wkładać do ust. I tu rysuje się podobieństwo do gruzińskich chinkali – dużych, więc technika jedzenia jest zupełnie inna (więcej o chinkali w tym portalu: https://pawelwronski.blog).

 


‘Chinkali * Pielmieni’ w Hali Gwardii: www.facebook.com

Slogan pierogarni: „Mamy jeden rodzaj pielmieni – najlepszy

Organizacja: Centrum Wielokulturowe, Jagiellońska 54; www.centrumwielokulturowe.waw.pl

Slogan Centrum: „Warszawiacy się nie boją

I ja tam byłem… jak to w bajkach, fot. Edyta Trębicka

Rzymskie korzenie Kaduka

Ludzie starszej daty, bądź bardziej obyci w piśmie, znają zapewne określenie „prawem kaduka”. Odpowiedź na pytanie skąd się takie powiedzenie wzięło, to sięgająca czasów rzymskich historia.

W rzymskim prawie istniało pojęcie ius caducum, bądź jure caduco, które oznaczało spadek pozostawiony bez dziedzica, albo bez testamentu. Prawo do dysponowania majątkiem przechodziło na tego kto sprawował władzę. Taki obyczaj utarł się również w średniowieczu – najpierw w państwie Karolingów, potem w krajach niemieckich. Był także praktykowany w Polsce, gdzie – jeśli nie było żadnych krewnych (do 8 pokolenia) – dobra przypadały królowi. Określano je mianem kaduk, czerpiąc nazwę od łacińskiego słowa caducus (bezpański). Tyle, że król nie mógł nimi zasilić państwowego skarbu, ale musiał je przekazać „rycerstwu”. Beneficjentem była więc szlachta, bowiem dobrami pozostałymi po szlachcicu, król musiał obdarować kogoś z tegoż stanu, zaś kaduk po chłopie przypadał jego panu. Nic więc dziwnego, że do naszej mowy weszło powiedzenie „Prawem kaduka”, stając się wkrótce synonimem niesprawiedliwości. Kadukowy, kaduczny majątek budził zawiść, wprost proporcjonalnie do wartości.

Określenie kaduk, stało się także synonimem zła wcielonego, a więc biesa, diabła. Być może na tę konotację miała wpływa epilepsja, której przyczyn nie znano, więc – skwapliwie – w atakach choroby dopatrywano się diabelskiej sprawki. Ba, wyobrażając sobie, że na polecenie złych mocy, wywołuje je istota nie z tego świata, zwana paraluszem, odganiano ją, poszukując pomocy u wszelkiej maści znachorów i  zaklinaczy. A że doktorzy padaczkę po łacinie nazywali morbus cadusus, do kaduka było nie daleko.

Frazy typu: „Do kaduka”, „Kaduk go przyniósł!”, „Ki kaduk?”, zadomowiły się w języku polskim i były używane wymiennie z powiedzonkami: „Do diabła”, „Diabli nadali”, „Ki diabeł?”.

Czy to już koniec pracy nad kukłą? Raczej nie, bo Kaduka z takim wyrazem twarzy nie może mieć przecież zniewieściałej postury, fot. Paweł Wroński

Kaduk opisany i narysowany w książce „Bestiariusz Słowiański” autorstwa Pawła Zycha i Wiktora Vargasa, jawi się złym, i złośliwym, tym bardziej groźnym, że silnym i otoczonym gronem totumfackich, stworem. Tłumacząc na język współczesny – Kaduk był gangsterem, szefem półświatka, łasym na dobra materialne gburem, okazującym chętnie władzę i obnoszącym się ze swoim bogactwem. Taki Kaduk, stał się inspiracją kukły wykonywanej przez Amelię na zajęciach prowadzonych w Jordanku przez Małgorzatę Bockenheim w ramach projektu „Strachy na Lachy”. Jakich nabierze konotacji – czas pokaże, bo jak wynika z dwuletnich już doświadczeń z jordankowych zajęć, prastare słowiańskie demony nabierają szybko współczesnych znaczeń i żyją własnym życiem.


www.opp1.waw.pl
www.slowianskibestiariusz.pl

Wytrawne mufinki z pleśniakiem

Składniki może troszkę wymyślne, ale receptura prosta, żeby nie powiedzieć – męska, efekt zaś – murowany!

Nic nie trzeba miksować, ubijać na piankę, etc. – wystarczy zmieszać, stosując się do zaleceń. Co więcej, można eksperymentować z innymi ingredientami niż zaproponowane.

Masa na mufinki (przyrządzona wedle opisanej receptury), gotowa do pieczenia, fot. Paweł Wroński

Składniki (na 12 mufinek)

  • mąka orkiszowa z pszenną (łącznie 2 szklanki)
  • mleko migdałowe (0,5 szklanki) + kefir (może być jogurt; 0,5 szklanki)
  • szklanka drobno startej dyni
  • olej kokosowy (może być inny – czyt. mniej zdrowy, nawet masło ale jest pożądane żeby to był tłuszcz neutralny w smaku, a więc oliwa z oliwek – raczej nie; 1/3 szklanki)
  • 2 jajka
  • ser pleśniowy (120 g)
  • trochę startego parmezanu (na wierzch)
  • 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
  • pietruszka (mogą być inne zioła, np.: kolendra albo bazylia – wedle uznania)
  • przyprawy – bertram, galgant, pieprz i sól

Przygotowanie:

Bez użycia miksera zmieszać najpierw mokre, a potem dodać suche składniki (dynia też jest „sucha”), łącząc je razem, lekko tylko zamieszać! tak przygotowaną masą wypełnić foremki i wstawić na 25 minut do piekarnika rozgrzanego do 190 st.C. Pilnować!

Mufinki lepiej smakują dopiero następnego dnia – na zimno. A zatem – cierpliwości, i… smacznego!

Gotowe. Smacznego! Przygotowała Edyta Trębicka, fot. Paweł Wroński

ps.
Mufinki można podawać z ulubionym winem, raczej białym, choć różowe albo delikatne czerwone, też mogą się nieźle skomponować z potrawą!


If You like this site, your support will be welcome!

$5.00


 

Powitrula, Bachan i inne stwory

Projekt „Strachy na Lachy” rozwija się dynamicznie. Dziś o już niemal gotowych postaciach, jakie na zajęciach plastycznych z Małgorzatą Bockenheim wykonują dzieci w Jordanku.

Tak jak Małgosia – ty też możesz pogadać z Powitrulą, fot. i animacja GIF: Paweł Wroński

Inspiracją dla wszystkich postaci są wprawdzie demony dawnych Słowian, opisane w „Bestiariuszu Słowiańskim”, ale wyobraźnia dzieci jest nieograniczona, więc powstają niepowtarzalne dzieła plastyczne, wobec których nie da się przejść obojętnie.

Marta (pierwsza z prawej) stworzyła Powitrulę, ale w wykańczaniu kukły uczestniczyły chętnie inne dziewczynki z grupy, fot. Paweł Wroński

Zacznijmy od wykreowanego przez Martę zwiewnego demona. Nasi słowiańscy przodkowie kojarzyli Powitrulę z wiatrem. Spotykali ją najczęściej pasterze na górskich halach, pachniała owczą wełną, trawą i kwiatami. Miała włosy w nieładzie i postrzępioną podmuchami wiatru szatę. Marta, najmłodsza jak dotąd autorka postaci z bestiariusza (jest uczennicą III klasy szkoły podstawowej), zaraziła pasją koleżanki uczestniczące w zajęciach. Najpierw pomogły udrapować – oczywiście wietrznie – włosy i suknię Powitruli, potem zajęły się wertowaniem książek w poszukiwaniu inspiracji dla własnych kreacji.

Marta (autorka kukły) zabiera wystrojoną przy pomocy koleżanek Powitrulę, fot. Paweł Wroński

Drugim bohaterem jest Bachan. Pogańskie bóstwo zapewniające dobrobyt, bynajmniej nie altruistycznie. Zielonoskóry demon o skrzących się oczach, odwzajemniał się przynosząc szczęście tylko tym, którzy o niego dbali. W przeciwnym razie zachowywał się podle – bywał złośliwy, nawet mściwy. Posłuchajcie jak o swojej kreacji opowiada Ignacy (uczeń VI klasy szkoły muzycznej, specjalista od instrumentów perkusyjnych).


Marta zajmie się zapewne wkrótce kolejną postacią, a Ignacy – być może – zagra demonom do tańca. Poza tym wiele jeszcze kukieł – choćby Kaduk, czy Biali ludzie, czeka na dokończenie i opowieści  młodych twórców.

Nie znam imienia, ale to też ciekawa postać inspirowana tajemnicami natury, fot. Paweł Wroński

OPP1 Jordanek: www.opp1.waw.pl
Fanpage Jordanka: www.facebook.com/opp1jordanek
Kanał filmowy placówki: www.youtube.com


Materiał podsumowuje kolejny etap jordankowego projektu „Strachy na Lachy”, który zakończy się w maju 2018 roku wystawą w Muzeum Pragi.


If You like this site, your support will be welcome!

$5.00


Mózg lubi ruch – jesienią 2017

Aktywność ruchowa i praca mózgu doskonale się uzupełniają. Najlepszym dowodem teoria względności, która wykluła się w głowie Einsteina podczas… jazdy rowerem.

W październiku 2017 odbyła się już IV edycja imprezy „Mózg lubi ruch”.

Ten piknik adresowany jest do rodzin z dziećmi, przede wszystkim w wieku 3-12 lat, gdyż w tym właśnie okresie kształtuje się ludzki umysł. My zaś, rodzice, dziadkowie, przyzwyczajeni do kojarzenia nauki ze ślęczeniem nad książkami, często nie doceniamy roli jaką aktywność fizyczna odgrywa w tym procesie. Jakżeż często tracimy przy tym czas, zdrowie i pieniądze w poradniach i klinikach, zamiast wziąwszy sprawy we własne ręce skupić się na profilaktyce.

Jak to robić, pokazują specjaliści z praskich poradni psychologiczno-pedagogicznych, placówek oświatowych oraz klubów prowadzących zajęcia dla dzieci, dzieląc się swoim doświadczeniem i pomysłami. Prezentują techniki do wykorzystania w domu i na spacerach bez inwestowania w kosztowny sprzęt i zabiegi, bo do ich stosowania wystarczą z reguły najprostsze przedmioty, jakie każdy ma w domu albo wyposażenie ogólnodostępnych obiektów rekreacyjno-sportowych.

Z porad psychodietetyka najchętniej korzystali jednak dorośli (i to w sprawach „dla dorosłych”), fot. Paweł Wroński

Podczas pikniku można także wziąć udział w pokazach sportowych, mocując się w zapasach sumo, czy tańcząc przy rytmicznej muzyce capoeiry. Specjaliści z różnych dziedzin udzielają bezpłatnie porad i konsultacji.

Udział w pikniku ma sens, bo bawiąc się z dziećmi wspomagamy ich prawidłowy rozwój, zacieśniając jednocześnie emocjonalne więzi w rodzinie. Jeśli przyjmiemy tę strategię, urzeczywistni się motto imprezy: Profilaktyka to nasza taktyka!

Szef UKS Niedźwiadek miał szczególnie wiele powodów do dumy, ponieważ w tym czasie gdy odbywał się piknik jego podopieczne (juniorki), zdobywały tytuły mistrzowskie podczas międzynarodowych zawodów zapaśniczych, fot. Paweł Wroński

„Mózg lubi ruch” (następna edycja – najprawdopodobniej dopiero wiosną 2018): www.mozglubiruch.eu

Podsumowanie tegorocznej edycji pikniku będzie zamieszczone na youtube’owskim kanale OPP1 Jordanek.


If You like this site, your support will be welcome!

$5.00


 

Jesień, i… po ziemniakach

Bynajmniej nie chodzi o tradycyjne jesienne wykopki, ale o podsumowanie zabawy jaką przygotowaliśmy w Jordanku, nazywając „Jordankowym Ziemniaczyskiem 2017”.

Sobota (28 października 2017), upłynęła w Jordanku pod znakiem ZIEMNIAKA. Był film o tym skąd się wzięły na naszych stołach ziemniaki, i o tym kto wymyślił frytki (możecie obejrzeć go w tym wpisie: www.pawelwronski.blog). Były zadania – na wyczucie i inteligencję, gra terenowa, obieranie ziemniaków i mieszanie purée z różnymi składnikami dla nadania im smaku i koloru.

Na toczących się równolegle zajęciach teatralnych powstały, inspirowane tematyką dnia, ziemniaczane widowiska, których bohaterom odpadały marchewkowe nosy. Seler – trzeba przyznać, trzymał się mocno – bez felerów!

Wszystkim uczestnikom sobotnich zajęć podziękowaliśmy okazjonalną kartką wręczoną osobiscie przez Panią Dyrektor (występującą podczas imprezy pod pseudonimem: Główna Sowa Jordankowa). Pogratulowaliśmy inwencji i błyskotliwości przy rozwiązywaniu rebusów, prowadzących do ziemniaków ukrytych w kilku miejscach na jordankowym terenie. Tak było trzeba, bo podpowiadały co robić dalej. A krótki test ziemniaczanej wiedzy wykazał, że wysiłek organizatorów nie poszedł na marne. 🙂

Krótko mówiąc, działo się! Poniższe slajdowsiko z filmowymi sekwencjami, podsumowuje zabawę. Jest zamieszczone na youtube’owskim kanale OPP1 Jordanek. Zwłaszcza jeśli nie uczestniczyliście w imprezie – popatrzcie jak było. I nie martwcie się – wkrótce znowu coś fajnego wymyślimy!


OPP1 „Jordanek”: www.opp1.waw.pl


If You like this site, your support will be welcome!

$5.00


Skąd się wzięły demony [2]

Skąd się wzięły demony? W gruncie rzeczy, z… wyobraźni. A te z boru, nawet na czasie są.

 

Na przykład…

Było dwóch braci, kochali drzewa.
Jeden je ścinał, drugi… zasiewał.
Dzisiaj złączeni losu przebiegiem,
Obaj jednako zrośli się z drzewem.


 

If You like this site, your support will be welcome!

$5.00


Płocie z grillowej patelni

Płoć – nasz słodkowodny skarb. Jak mówią niektórzy: od razu poznać, przecież zalatuje szlamem.

Rybki podsmażone są jednak pyszne, a jedyne co im mogę zarzucić, to, że potrzeba do nich cierpliwości – podczas jedzenia – są bowiem… ościste. Ale co tam, zaserwowane przez Edytę z sałatką z sałaty rzymskiej, pokropionego cytryną awokado, pomidorów i cebulki, polaną delikatnie czosnkową oliwą oraz posypaną pokruszonym serem feta – po prostu – mistrzostwo świata!

W podkładzie muzycznym wykorzystywany już przeze mnie utwór: „Sex in the Kitchen”, w wykonaniu R. Kelly’ego.

Smacznego!


If You like this site, your support will be welcome!

$5.00


Naleśniki nie muszą…

Jak mówi Edyta – naleśniki nie muszą być daniem banalnym! Święte słowa! Mogą natomiast być smaczne, zdrowe i całkiem tanie, mimo, że wyrafinowane. A ile przy ich robieniu zabawy?! Niemniej niż przy zwykłych 🙂

Naleśniki z konfiturą owocową wewnątrz i owocami karmelizowanymi miodem z wierzchu, fot. Paweł Wroński

To przede wszystkim kwestia składników i wyważenia proporcji. Na naszym kuchennym blacie pojawiło się ich nawet sporo. Mimo to, przygotowania trwały nieco ponad pół godziny, nie licząc krótkiego smażenia w zasadzie bez tłuszczu.

Co do niezbędnego czasu, głowy nie postawię dla wspomnianych 30 minut, bo Edyta robi wszystko bardzo szybko, więc i jej naleśniki pojawiły się na stole w zaskakująco krótkim czasie.

Smacznego!


If You like this site, your support will be welcome!

$5.00


Kukły nabierają wyrazu

Jak postacie z ludowych słowiańskich wierzeń nabierają charakteru? Niczym koncepcja heliocyntrycznego układu naszych planet – niespiesznie i spontanicznie – od twarzy naszkicowanej na tekturze. Zabawa się uda, o ile tylko postać przestanie być płaska.

Wszystko zaczyna się od projektu twarzy – reszta nasuwa się w naturalny sposób – wystarczy się wciągnąć i zżyć z postacią. Czy Gosia ma rację? Zobaczymy.


Warsztaty plastyczne pod kierunkiem Małgorzaty Bockenheim: www.opp1.waw.pl
Projekt OPP1 „Jordanek” i Muzeum Pragi w Warszawie, zatytułowany „Strachy na Lachy”: www.pawelwronski.blog


If You like this site, your support will be welcome!

$5.00