Jesień, czyli grzyby w lesie

Jesień, czyli grzyby w lesie! A czyż jest coś przyjemniejszego niż ich zbieranie, a potem przyrządzanie? Trudno tylko wybrać jakim sposobem, bo równie smaczne są duszone, jak smażone, marynowane, czy solone – przepisów niewiele mniej niż gatunków.

W otwarciu posta szlachetniaki, jak mówi Janek, synek moich znajomych, którzy niedawno zamieszkali w lesie 🙂

Nie wycinajcie lasów, bo nie będzie więcej grzybów!
Pieczarki, choćby nawet były EKO, to nie to samo!


If You like this site, your support will be welcome!

$5.00


 

Reklamy

15 miejsc na weekend (dojazd w 3-5 h)

Wiosna nastraja optymizmem, dodaje energii, sprawia, że chce się wyruszyć w podróż. W weekend, niekoniecznie długi, każde ze wskazanych niżej miejsc w Europie, samolotem lub samochodem, osiągniemy w zaledwie kilka godzin.

POLSKA

1. Do Trójmiasta po jod i muzykę
Z Łodzi czy z Warszawy dotrzemy na wybrzeże w 3–4 godz., z dalej położonych miast dogodniejsze będą połączenia lotnicze.
Do podróży nad morze – po miesiącach zimowych, kiedy to nieustannie byliśmy bombardowani zatrważającymi statystykami smogowymi – nie trzeba specjalnie zachęcać. Trójmiasto wydaje się przy tym celem idealnym. Powietrze na nadbałtyckich plażach przesycone jest drogocennym jodem, a na krańcu wysuniętego niemal pół kilometra w morze sopockiego molo jego stężenie jest dwukrotnie wyższe niż na lądzie.
Okazję, by odetchnąć pełną piersią, a zarazem podziwiać nadmorską panoramę, znajdziemy też na Wyspie Spichrzów. W znanym z zabytków i nowatorskich przedsięwzięć kwartale Gdańska kręci się już drugi sezon Amber Sky – diabelski młyn z 36 klimatyzowanymi gondolami. Podczas 15-minutowej przejażdżki kilkakrotnie osiąga się wysokość 50 m. A z góry widać więcej.
Z klasycznych atrakcji wypada wspomnieć oliwskie organy w archikatedrze, ze słynnymi figurami aniołków-muzykantów poruszających się podczas koncertu, a także gdyńskie nabrzeże portowe z otwartymi dla zwiedzających pokładami historycznych statków oraz efektownym akwarium.
W szwach pęka też majowy kalendarz trójmiejskich wydarzeń, zwłaszcza jeśli chodzi o propozycje muzyczne. 12 maja 2017 na Starym Maneżu da koncert Nigel Kennedy, a na Ergo Arenie wystąpią Hans Zimmer (26 maja) oraz, dzień później, Orkiestra Johanna Straussa, którą dyryguje André Rieu.

 

Trójmiasto ma trzy odmienne oblicza niczym prasłowiański Światowid. Wszystkie zwraca ku Bałtykowi, który jest głównym atutem metropolii.

 


2. Do bełchatowskich gigantów
Samochodem: z Warszawy – 162 km (2 godz.), z Krakowa – 213 km (3 godz.), z Wrocławia – 192 km (3 godz.), z Poznania – 280 km (3 godz.).
Pod patronatem bełchatowskiej kopalni odkrywkowej węgla brunatnego działa na wskroś nowoczesna, multimedialna wystawa Giganty Mocy (www.gigantymocy.pl). Ekspozycję poświęcono wydobyciu cennego surowca oraz technologii pozyskiwania z niego energii elektrycznej. Po uzgodnieniu telefonicznym można także zwiedzić samą kopalnię.
Dla wszystkich dostępne są platformy widokowe zainstalowane na krawędzi wyrobiska, a kto skończył 15 lat, może w towarzystwie przewodnika zjechać na dno tej największej w naszym kraju „dziury w ziemi”. Wyrobisko ma imponujące rozmiary: 280 m głębokości, 3,5 km długości oraz 2,5 km szerokości. Widać je z kosmosu, a pracujące w jego czeluściach potężne węglowe kombajny przypominają machiny z Gwiezdnych Wojen. Oglądane z bliska nie pozostawiają jednak wątpliwości, że nie są wytworami fantazji filmowych scenarzystów. Niezapomniane wrażenia – gwarantowane!
W kopalnianym pawilonie wyeksponowano także najciekawsze górnicze znaleziska. Są wśród nich wyjątkowe okazy geologiczne oraz czaszka mamuta włochatego, potężnego zwierzęcia, które zainspirowało twórców postaci Mańka z „Epoki lodowcowej”.
Program wyjazdu do Bełchatowa wzbogaci wycieczka na Górę Kamieńsk (386 m n.p.m.). Miejsce ściśle wiąże się z górniczym klimatem regionu, gdyż na ośrodek sportu i rekreacji zamieniono tu zrekultywowaną kopalnianą hałdę. Na stoku byłego wysypiska kręci się dziś wyciąg krzesełkowy. Zimą używają go narciarze, a w pozostałych porach roku – piechurzy i rowerzyści. U jego podnóża można przez cały rok szaleć na quadach.

 

Multimedialna wystawa Giganty Mocy w nowoczesny sposób wprowadza w tajniki wydobycia węgla brunatnego.

 


3. Do stadniny hucułów w Regietowie
Z centralnej i północnej Polski samolotem do Rzeszowa. Dalej autobusami przez Gorlice.
W maju, w bukowych lasach Beskidu Niskiego, zakwita czosnek niedźwiedzi, na łąkach ścielą się łany biało-różowej rzeżuchy, a nad potokami – złocistożółte kaczeńce. Pachną intensywnie, obsypane w tym czasie białymi kwiatami, krzewy tarniny i czeremchy. To idealny czas, by odwiedzić stadninę koni huculskich w Regietowie koło Gładyszowa.
Zarówno dorośli, jak i dzieci mogą tam pojeździć konno, odbyć przejażdżkę bryczką albo poddać się hipoterapii.
Koniki huculskie są dumą polskich hodowców, którzy uratowali ten gatunek przed wyginięciem. Wprawdzie wszystko zaczęło się jeszcze pod zaborem austriackim, ale prace kontynuowano konsekwentnie od okresu międzywojennego XX w. W efekcie wszystkie hucuły na świecie mają dzisiaj polski rodowód.
Stadnina w Regietowie oferuje gościom kwatery i restaurację. Jest malowniczo położona przy turystycznych trasach: na widokową Jaworzynę Konieczniańską czy na Rotundę z pomnikowym cmentarzem z I wojny światowej, który niedawno odrestaurowano.
Beskid Niski zamieszkiwali do II wojny światowej wyznawcy Kościoła wschodniego, górale ruscy zwani Łemkami. Ponieważ w latach 1941–1947 przesiedlono niemal wszystkich, a na przełomie lat 50. i 60. XX w. wrócili jedynie nieliczni, śladów ich kultury materialnej zachowało się niewiele. Gdzieniegdzie chałupy, przydrożne krzyże i figury z piaskowca. Przetrwała natomiast blisko setka drewnianych cerkwi malowniczo skomponowanych z miejscowym krajobrazem, z pięknymi polichromiami i ikonami. Podczas krótkich wypadów z Regietowa warto zwiedzić zróżnicowane pod względem architektonicznym świątynie w Skwirtnem, Kwiatoniu, Gładyszowie, Koniecznej i Zdyni.

 

Hucuły to niewielkie koniki o zadziwiającej odporności na trudy, dużej inteligencji i przyjaznym, choć zdecydowanym charakterze.

 


4. Na rzemieślnicze warsztaty w Akademii Łucznica
Samochodem: z Warszawy – 64 km (1,5 godz.), z Łodzi – 184 km (3 godz.), z Lublina – 123 km (2 godz.). Z innych miast samolotem do Warszawy, dalej pociągiem i miejscowymi autobusami.
W odrestaurowanym dworze szlacheckim w Łucznicy koło Pilawy gospodaruje stowarzyszenie promujące rzemiosło i rękodzielnictwo. Gospodarze zapraszają na warsztaty różnych dawnych prac, czyli na spotkanie, jak to ujmują, „z kulturą stosowaną – dla przyjemności”. Znakiem rozpoznawczym jest wikliniarstwo (stowarzyszenie korzysta z własnej wikliny), ale w ofercie znajdziemy także kursy batiku, ceramiki, tkactwa, tworzenia witraży, meblarstwa, ciesielstwa czy wyrobu miedzianej biżuterii. Ciekawostką jest też projekt dotyczący konstrukcji ludowych instrumentów muzycznych. Tego typu warsztaty trwają pięć dni lub dłużej, a ich cena obejmuje również zakwaterowanie i wyżywienie. Gospodarze są jednak otwarci na różne opcje. Można więc jedynie uczestniczyć w warsztatach, mieszkając gdzie indziej, albo korzystać tylko z kwater i wyżywienia, aby po prostu wypocząć w malowniczej okolicy.
Dwór otoczony jest parkiem z pomnikowym okazami kilkusetletnich drzew, a wokół zespołu dworsko-parkowego szumią lasy Mazowieckiego Parku Krajobrazowego. Można więc wyruszać na dłuższe nawet eskapady pieszo lub rowerem.

 

Oprócz aktywnego spędzania czasu alternatywą błogiego lenistwa są pomysłowe weekendowe kursy, na których rozwiniemy skrywane talenty i wyzwolimy wyobraźnię.

 


5. Do Kamieńca Ząbkowickiego na Wiosnę Tulipanów
Samochodem: z Wrocławia – 82 km (2 godz.), z Krakowa – 269 km (3,5 godz.), z Warszawy – 432 km (5 godz.). Z odleglejszych miast samolotem do Wrocławia i lokalnymi autobusami.
Historyczne rezydencje Dolnego Śląska łączy Europejski Szlak Zamków i Pałaców. W położonych przy nim obiektach funkcjonują dziś nie tylko muzea, ale także eleganckie hotele spa czy nowoczesne sanatoria. A w odrestaurowanych wnętrzach odbywają się różnorodne imprezy.
Do najciekawszych obiektów na szlaku należy pałac Marianny Orańskiej w Kamieńcu Ząbkowickim. 6–7 maja 2017 odbędzie się tam trzecia już edycja festiwalu kwiatów i muzyki Wiosna Tulipanów.
Rezydencję wpływowej arystokratki przewodniki określają mianem neogotyckiej fantazji Karla Friedricha Schinkla, wziętego w II połowie XIX w. architekta pruskiego. Jemu to księżna Marianna von Preussen powierzyła projekt i budowę rezydencji. Na jej ogromny dolnośląski majątek składało się 35 wsi i 2 miasta. Z własnych funduszy budowała drogi, mosty i osiedla mieszkalne, wznosiła i utrzymywała szpitale, ochronki dla dzieci i szkoły. Zasłynęła także z działalności charytatywnej, w tym z założenia funduszu dla wdów i sierot.
Kamieniec Ząbkowicki jest dogodnym punktem wypadowym na szlaki Kotliny Kłodzkiej oraz Opolszczyzny. Wystarczą więc jednodniowe wycieczki, by zwiedzić Kopalnię Złota w pobliskim Złotym Stoku, Paczków, nazywany z racji zachowanych fortyfikacji polskim Carcassonne, czy położone nad jeziorami Nysę lub Otmuchów.

 

XIX-wieczna rezydencja księżnej  Marianny Orańskiej jest monumentalną neogotycką budowlą z czterema narożnymi wieżami – każda o wysokości niemal 34 m.

 


KRAJE OŚCIENNE

6. Na Litwę do wód w Birsztanach
Do Wilna: samolotem (z Warszawy lata Wizz Air – 1 godz. 10 min). Dalej autobusem firmy Marijampolės AP, relacji Vilnius–Marijampolė. Dystans 92 km z Wilna (Vilnius) do Birsztan (Birštonas) pokonuje w 1 godz. 55 min. Dworzec autobusowy w Wilnie: ul. Sodų 22 (rozkład i ceny: www.autobusubilietai.lt).
Birsztany są drugą obok Druskiennik litewską oazą zdrowia i wypoczynku. Leżą w malowniczym zakolu Niemna, wśród sosnowych lasów, a ich największym skarbem są obficie tryskające wody mineralne. Najmniej zmineralizowaną butelkuje się na miejscu (woda Vytautas jest jednym z najlepiej znanych w świecie litewskich produktów eksportowych).
W odrestaurowanej pieczołowicie, centralnej części założonego w XIX w. uzdrowiska wystawiono z kolei niedawno stylowe inhalatorium, z którego korzysta się bezpłatnie.
Do kluczowych obiektów należą egalitarne Eglės Sanatorija (www.birstonas.sanatorija.lt) oraz elitarne Vytautas Mineral Spa (www.vytautasmineralspa.lt). Pierwsze łączy funkcje lecznicze i rehabilitacyjne z rekreacyjnymi. Obok pacjentów skierowanych tu przez litewską służbę zdrowia jest zawsze wielu gości korzystających z zabiegów profilaktycznych i lekarskich konsultacji na zasadach komercyjnych. Duży, nowocześnie urządzony obiekt otoczony jest rozległym parkiem, w jaki gospodarze kurortu zamienili sosnowy las na wydmach. Wytyczono w nim przyjemne ścieżki spacerowe, urządzono stacje fitness i zbudowano tężnię. Równie przyjemnie spaceruje się wałami przeciwpowodziowymi nad szeroko rozlewającym się Niemnem. Vytautas Mineral Spa z kolei, jest dziś najbardziej luksusowym obiektem w kurorcie. Oferuje bogaty wybór zabiegów dla zdrowia i urody. Ma wyrafinowany wystrój stworzony przez młodych litewskich projektantów. Skrzydła: zabiegowe, wellness z basenami oraz hotelowe zbiegają się pod szklaną kopułą ze stalowym kolibrem. Wszystko na najwyższym poziomie, włącznie… z kosztami pobytu. Ze wszystkich urządzeń kurortowych obiektów można także korzystać, wynajmując kwaterę prywatną lub pokój w pensjonacie (www.visitbirstonas.lt).

 

Birsztany leżą w wielkim zakolu szeroko rozlewającego się Niemna. Bogata przyroda doliny jest drugim, oprócz obfitych zasobów wód mineralnych, atutem litewskiego kurortu.

 


7. Na dixieland do Drezna
Samochodem: z Wrocławia – 272 km (3 godz.; loty z centralnej Polski do Wrocławia obsługuje Ryanair). Z innych miast: samolotem (najtaniej Lufthansą – 3 godz. 10 min, z przesiadką); można też dolecieć jedynie do Berlina (Air Berlin), a dalej do Drezna – pociągiem.
Każdego roku w wybranym tygodniu maja (tym razem 14–21) stolica Saksonii zamienia się w „Nowy Orlean nad Łabą”. Od niemal pół wieku goszczą wtedy w Dreźnie muzycy uprawiający nowoorleańską odmianę jazzu. Festiwalowe koncerty mają luźną formę, ponieważ odbywają się w ogródkach drezdeńskich kawiarni. Imprezę kończy zwyczajowo imponujący pokaz sztucznych ogni. Odpala się je nad Łabą, na nadrzecznych błoniach Nowego Miasta. To malownicze miejsce usytuowane jest vis-à-vis Tarasów Brühla, piętrzących się na drugim brzegu, po stronie Starego Miasta.
Na drezdeńskiej starówce nie sposób się nudzić. Pełna jest restauracji i kawiarni. Można ją zwiedzać trabantami, podczas ekscytującego Trabi Safari (www.trabi-safari.de) albo wybrać się do Semperoper, która cieszy się sławą jednego z najlepszych teatrów muzycznych na świecie. Nieopodal wznosi się z kolei Szklana Fabryka Volkswagena, a osobliwością Nowego Miasta jest sklep mleczarski Molkerei Gebrüder Pfund, którego ściany wyłożono kafelkami z pobliskiej Miśni (www.pfunds.de).
Drezno jest również świetną bazą wypadową do pieszych i rowerowych wycieczek po Szwajcarii Saksońskiej (przypomina nieco Góry Stołowe). Inny charakter mają natomiast łagodnie pofalowane tereny między Dreznem a Miśnią. W miasteczku ma siedzibę najsłynniejsza manufaktura europejskiej porcelany, a na skłonach nadłabskich wzgórz rośnie winorośl. Znajdzie się tam niejedna okazja do degustacji miejscowych trunków.
W okolicy znajdziemy też mnóstwo zamków i pałaców, jak twierdza Königstein, w której chroniła się rodzina Wettinów, barokowy Moritzburg na jeziorze czy mroczny, średniowieczny zamek Stolpen, w którym 39 lat mieszkała odsunięta od łask metresa Augusta II Mocnego, hrabina Cosel.

 

Zabytki drezdeńskiej starówki pieczołowicie odrestaurowano, korzystając – tak jak w Warszawie – z wedut Canaletta.

 


8. Do Czech na praski Festiwal Piwa
Samochodem: z Wrocławia – 331 km (4,5 godz.). Z innych stron kraju samolotem (Czech Airlines, Ryanair).
Błonia Malej Strany, najsłynniejszego obok Hradczan kwartału stolicy Czech, zajmą 11–27 maja 2017 stoiska 150 małych i średnich browarów. Do tradycji praskiego festiwalu (www.ceskypivnifestival.cz) należy warzenie specjalnego piwa. Dokonuje tego sládek, czyli mistrz piwowarski z browaru w Kruszowicach. Takiego piwa nigdzie indziej spróbować się nie da! W głównym namiocie serwowane będą dania kuchni czeskiej oraz – dla porównania – amerykańskiej i azjatyckiej, aby każdy mógł sprawdzić, jak się komponują z chmielowymi trunkami.
Zwiedzanie Pragi szlakiem piwa zaprowadzi smakoszy do dziesiątek minibrowarów, do znanych i nieznanych zakątków każdej z dzielnic miasta. Jeszcze kilkanaście lat temu Czesi, słynący z największej na świecie konsumpcji piwa, narzekali, że browarnictwo schodzi na psy. Winą obciążali międzynarodowe koncerny, które zmonopolizowały rynek. Sytuację uratował nowy trend zza oceanu. Na początku stulecia w Czechach zaczęły wyrastać małe wytwórnie. Teraz w Pradze mieści się niemal połowa z działających w kraju, w tym słynny minibrowar U Fleků (www.ufleku.cz). Niektóre hołdują tradycji, serwując piwa klasyczne z pasującymi do nich zakąskami czeskiej kuchni. Inne prześcigają się w tworzeniu eksperymentalnych receptur i w wykorzystaniu piwa w potrawach. Nic więc dziwnego, że można dziś skosztować także piwnych ciast i tortów, a nawet wypić piwnego szampana.

 

Podczas Czeskiego Festiwalu Piwa w namiotach rozstawionych na Malej Stranie można skosztować trunku ze 150 browarów.

 


9. Do Austrii nad Jezioro Nezyderskie
Samochodem: z Katowic – 447 km (4,5 godz.), z innych miast samolotem do Wiednia, dalej autobusami. Na miejscu: rowerem, a kwaterując w gospodarstwach ze stadninami… konno!
Jezioro Nezyderskie jest jedynym w Europie akwenem o charakterze stepowym – płytkim, z porośniętym szuwarami brzegiem, które upodobały sobie różnorodne gatunki ptactwa. Jest ich tak dużo, że wiosną przy szosach pojawiają się specjalne znaki nakazujące wzmożoną czujność.

 

Na zachodnim brzegu Jeziora Nezyderskiego leży Rust, które wyjątkowo upodobały sobie bociany. Na każdym z domów w miasteczku jest przynajmniej jedno gniazdo.

 

Wokół jeziora rozciągają się winnice. Urodzajne gleby, dużo słońca i wilgotny klimat sprzyjają uprawom winorośli tak dalece, że okolice te zasłynęły poza granicami Austrii z czerwonych wytrawnych trunków oraz win lodowych wyrabianych z winogron zbieranych dopiero po przymrozkach. Spośród wielu prominentnych winiarzy, którzy działają nad jeziorem, wypada przynajmniej wspomnieć należącego do światowej czołówki Umathuma z Frauenkirchen (www.umathum.at).
Oprócz winorośli w okolicy uprawia się z powodzeniem warzywa i owoce. O jednym z miejscowych rolników Erichu Stekovicsu nie mówi się inaczej niż Pomidorowy Cesarz. Ma on nasiona ponad 3200 odmian pomidorów. Uprawia jednak nie więcej niż 1000 z nich, przygotowując potem przepyszne przetwory (www.stekovics.at).

 

Głębokość Jeziora Nezyderskiego nie przekracza 2 m i nie szaleją na nim szkwały. Żeglowanie po nim, w połączeniu z podglądaniem ptaków, jest jednak niezwykle przyjemne.

 


10. Do okrągłych wiosek nad Łabą
Samochodem z zachodniej Polski do Hitzacker (centralnego miasteczka subregionu): ze Szczecina – 355 km (4 godz.), z Poznania – 498 km (5,5 godz.). Z innych miast samolotem do Hamburga (najtaniej Eurowings), dalej autobusami.
W średniowieczu słowiańsko-germańskie pogranicze ukształtowało się nad Łabą. Przez ok. 150 lat, od połowy XII w., powstawały w tym rejonie osady z okrągłym placem otoczonym domami o szachulcowej konstrukcji i działkami ziemi podzielonymi jak tort. Z ponad 1000 okrągłych wsi przetrwało 90. W okresie od Wniebowstąpienia do Zielonych Świątek, a więc w terminie zależnym od tego, kiedy wypadają święta wielkanocne, odbywa się w ich scenerii alternatywny festiwal Kulturelle Landpartie (w tym roku od 25 maja do 5 czerwca; www.kulturelle-landpartie.de). Na program składają się happeningi, koncerty i oryginalne warsztaty z udziałem ponad setki artystów. Imprezy są bezpłatne, a wyjątkiem jest chyba tylko koncert wirtuoza harfy i jego uczniów – aby wziąć w nim udział, trzeba przynieść szczapki drewna na opał, o które prosi maestro. Mieszka bowiem w zabytkowym szachulcowym domu i nie chce rezygnować z archaicznych pieców na rzecz nowoczesnej instalacji.
Wybierając się w ten region, zwany Wendlandem, warto pamiętać, że pensjonaty i hotele działają też w okrągłych wioskach. Godne uwagi są: stylowy Kartoffelhotel w Lübeln (www.kartoffelhotel.de) oraz oryginalne spa z lat 90. XX w. wystylizowane na okrągłą wioskę – Rundlingsdorf Sagasfeld w Göhrde-Metzingen (www.sagasfeld.de).

 

W okrągłych wioskach nad Łabą duch germańskiego porządku ulega urokowi słowiańskiej sielskości. W tej niecodziennej atmosferze przyjemnie się wypoczywa.

 


I DALEJ

11. Do Włoch na kwiatową Sycylię
Samolotem Wizz Air do Katanii (z polskich lotnisk ok. 3 godz.). Na miejscu można tanio wynająć samochód, np. przez http://www.rentalcars.com (w wyszukiwarce trzeba wpisać „Catania”, a potem określić czas wynajmu).
Na Sycylię można jeździć przez cały rok. Najlepiej jednak odwiedzić ją w maju, ewentualnie w czerwcu, wrześniu lub październiku. Jest wtedy słonecznie, a względnie stabilne temperatury wahają się między 20 a 30°C.
W krajobrazie wyróżnia się Etna (3345 m n.p.m.), najwyższy i najaktywniejszy z europejskich wulkanów. Popioły z powtarzających się wciąż erupcji użyźniają glebę, zamieniając stoki wulkanu w rozległy ogród. Rodzą się tu obficie warzywa i owoce, w tym odmiany winorośli, odmienne od uprawianych w pozostałych rejonach wyspy.
Majowy festiwal w niezbyt odległym od Katanii Noto jest swoistym hołdem składanym sycylijskiej przyrodzie. W piątek, zawsze przed trzecim majowym weekendem, miejscowi i zagraniczni artyści układają na głównej ulicy miasteczka dywan z kwiatów. Są na nim sceny obyczajowe, mitologiczne i heraldyczne.
Nietrwałe dzieło można podziwiać tylko przez dwa dni. W poniedziałek bowiem, zanim jeszcze kwiaty zwiędną, przebiegają po nim dzieci. To tradycja symbolizująca odwieczny cykl przyrody, powtarzające się wciąż odradzanie świata. Impreza nosi nazwę Primavera Barocca Infiorata, bo wpisane na listę UNESCO Noto słynie z barokowych pałaców, kamienic i świątyń. W 2017 r. kwiatowy dywan będzie można podziwiać 19–21 maja.

 

Górzyste ukształtowanie Sycylii sprawia, że miejsca nawet niezbyt od siebie odległe mogą znacząco różnić się klimatem, zwłaszcza temperaturą. Warto o tym pamiętać, planując wycieczki.

 


12. Na Węgry po męskiego potomka
Nawet z Krakowa do Somlóvásárhely najszybszą trasą jest 600 km, więc lepiej polecieć do Budapesztu samolotem. Stamtąd zaś autobusem lub wynajętym autem pokonać jeszcze ok. 160 km (2,5 godz.).
Świadectwem odległej przeszłości są na Węgrzech wulkany, wygasłe w prawiekach, mocno więc już zerodowane. Ich wyraźną grupę wypatrzymy bez trudu na północno-zachodnich brzegach Balatonu. W odosobnieniu wznosi się jeszcze dalej na północ wzgórze Somló. Niezwykłe miejsce – jeden z najmniejszych, ale także najciekawszych regionów winiarskich Węgier. Sławę zyskało dzięki samoukowi Béli Feketemu. Krytycy nie szczędzili mu uznania, pisząc o nim „Grand Old Man of Somló”. Niestety, winiarz wycofał się, dobiegając dziewięćdziesiątki,i przed dwoma laty sprzedał swoją niewielką winnicę.
Ciekawych win znajdziemy jednak w tym regioniezdecydowanie więcej. W jednej z dwóch winiarni przyjdzie spędzić więcej czasu, już choćby dlatego, że tylko one dysponują hotelami: Kreinbacher Birtok (www.kreinbacher.hu) oraz Tornai Pincészet (www.tornaipince.hu). Specjalnością pierwszej jest wino musujące – węgierski szampan (pezsgő), stanowiący 50 proc. produkcji winiarni. Czas upływa tam niepostrzeżenie, przy winie, rzecz jasna, i smacznych posiłkach. Winiarnia rodziny Tornai ma bardziej rustykalny klimat, ale wina także interesujące i równie niezłą kuchnię. Ponadto gospodarze urządzają koncerty muzyki jazzowej.
Odwiedzając Somló, warto pamiętać, że sztandarową winoroślą jest tu juhfark. Białe wina z niego wyrabiane wychwalano już przed 200 laty, sugerując, że należy je pić przed… aktem miłosnym. Dlaczego? Aby zapewnić sobie męskiego potomka.

Nad hotelem z winnicami Kreinbachera góruje zerodowany wulkaniczny stożek Somló.


13. Nad jezioro Bled po szczęście
Samolotem do Lublany – względnie rozsądne ceny przelotów oferują zarówno LOT (1 godz. 55 min), jak i słoweńska Adria (1 godz. 30 min). Z centrum Lublany do Bledu jest 74 km, w tym 55 km autostradą; wygodnie jest wynająć samochód; są też połączenia autobusowe.
Słowenia należy do „kieszonkowych” krajów europejskich. Z podstołecznego lotniska można więc równie dobrze udać się zarówno do centrum Lublany, jak i do malowniczego Bledu. Miasteczko należy do słoweńskich must to see. Słynie z otoczonego górami jeziora z wyspą. Ponoć w przedchrześcijańskich czasach stała na niej gontyna bogini miłości Živy. Gdy lud przyjął chrzest, w tym miejscu zbudowano kościół, jednak w ludowych wierzeniach kult Matki Boskiej splatał się jeszcze długo z kultem zakazanego bóstwa.
Motyw jeziora z kościołem na wyspie, namalowany akwarelkami, jest popularną pamiątką ze Słowenii. Najważniejsze jest jednak to, że zgodnie z romantycznym przekonaniem spełnią się marzenia temu, kto uderzy w XVI-wieczny dzwon na wieży kościoła. Dlatego nazywa się go dzwonem życzeń, a na poszukiwaczy szczęścia czekają na brzegu jeziora płaskodenne łodzie zwane pletna. Jak to bywa, i w tej legendzie drzemie ziarno prawdy. Wizyta w Bledzie może się przysłużyć szczęściu, bo wyjątkowy klimat czyni z miasteczka uzdrowisko. Co więcej, bijące z dna jeziora wody termalne pozwalają się w nim kąpać dłużej niż w jakimkolwiek innym alpejskim akwenie.
Na skałach 130 m powyżej tafli jeziora wznosi się zamek z XII w. Ponoć to najstarsza w Słowenii twierdza. Po drugiej natomiast stronie rzuca się w oczy elegancki budynek z 1947 r. Przylgnęła do niego nazwa willi Tito, gdyż jugosłowiański przywódca uwielbiał tam spędzać czas. Teraz to elegancki, 4-gwiazdkowy hotel-butik Vila Bled.

 

Po tafli jeziora Bled niesie się głos Dzwonu Życzeń. Żeby się spełniły, trzeba samemu poruszyć jego serce.

 


14. Do czarownic w góry Harzu
Z zachodniej Polski do Goslar samochodem, np. z Poznania – 475 km (5 godz.), z Wrocławia – 519 km (5,5 godz.), ze Szczecina – 393 km (4,5 godz.). Z innych miejsc samolotem do Berlina (tanie loty oferuje Air Berlin), dalej pociągami i/lub autobusami.
Maj to chyba najlepszy czas na wypad w góry Harzu. Piętrzą się, sięgając 1142 m wysokości, pośrodku niemieckiego niżu. Przez 300 dni w roku najwyższy szczyt, Brocken, zasłaniają chmury. Dodają masywowi tajemniczości, stąd przed wiekami utarło się przekonanie, że za ich zasłoną spotykają się czarownice. Ludowy motyw sabatu podchwycili artyści m.in. Goethe i Bułhakow. Góry Harzu objęte są granicami parku narodowego, którego logo stała się sylwetka czarownicy na miotle.
Kłębiące się na szczycie chmury tworzą często specyficzny ekran, na którym, o ile tylko słońce jest nisko, można dostrzec cień własnej postaci z głową okoloną tęczowym nimbem. Zjawisko to, nazwane później widmem Brockenu, opisał w 1780 r. niemiecki teolog Johann Esaias Silberschlag. Mimo wyjaśnień długo jeszcze budziło zabobonny lęk, dowodząc niezbicie, że Harzem władają złe moce.
Dziś na szczyt można wjechać 100-letnią kolejką ciągniętą przez zabytkowy parowóz. A także… przelecieć się na miotle, dzięki symulatorowi w stacyjnym pawilonie. Kolejka kursuje z Wernigerode, miasteczka, którego ozdobą jest okazały szachulcowy ratusz i 700 innych podobnie skonstruowanych domów. A nie jest to rekordowa liczba, bo podobnych w nieodległym Quedlinburgu jest aż 1300.
Harz otacza zresztą wianuszek interesujących miasteczek ze starą zabudową. Do najciekawszych należy Goslar. Na elewacjach tamtejszych domów rzadko jednak widać motyw kratki, budynki obłożone są bowiem skalnymi łupkami, odpadami z kopalni na pobliskim Rammelsbergu. Przez 1000 lat wydobywano tam rudy cynku, a czerpane ze sprzedaży bogactwo zasilało skarb niemieckiej rzeszy, tworząc podstawy władzy królów i cesarzy.

 

Z Wernigerode na wierzchołek Brockenu w górach Harzu kursuje 100-letnia kolejka.

 


15. Na Istrię po trufle i spokój
Najlepiej samochodem, ale półwysep dzieli od Polski 1000 km. Pozostaje samolot do Zagrzebia (Ryanair) i wynajęcie samochodu. Z Zagrzebia do Motovunu jest 229 km (na pokonanie trasy potrzeba ok. 3 godz.; korzystając z komunikacji publicznej, trzeba w Rijece przesiąść się do autobusu).
Na Istrii splatają się dzieje Chorwacji i Włoch, dosłownie i w przenośni. Jak żartobliwie rzecz ujmują współcześni: „przedwojenna większość stała się mniejszością”. Chociaż wielu Włochów mieszka wciąż na terenie Chorwacji, wpływy Italii odczuwa się tu najmocniej, zwłaszcza w kulturze stołu.
Najsłynniejszym nadmorskim kurortem jest Opatija. To proste tłumaczenie włoskiej nazwy Abbazia nawiązującej do założenia w średniowieczu opactwa przez mnichów benedyktyńskich. Opatija zachowała klimat z czasów, gdy była perłą habsburskich uzdrowisk i gdy gościli w niej również przedstawiciele polskiej socjety: potomkowie zamożnych rodzin oraz artyści, choćby Henryk Sienkiewicz. Ale każda z nadmorskich miejscowość Istrii godna jest odwiedzenia (Rovinj z malowniczym portem, Poreč z bazyliką z cennymi mozaikami, Pula z koloseum niewiele mniejszym od rzymskiego). Wszystkie jednak cieszą się tak dużą popularnością, że tłoczno w nich właściwie przez cały rok.
Sprzyjający wypoczynkowi spokój można znaleźć w interiorze, w miasteczku Motovun. Usadowione na szczycie wyniosłego pagórka, otoczone winnicami i oliwnymi gajami, znajduje się w rejonie, z którego pochodzą zbierane na półwyspie trufle. Do Motovunu nie mają prawa wjeżdżać samochody i jest tu tylko jeden hotel – usytuowany na szczycie wzgórza – Kastel. Ma ładnie zaaranżowane pokoje, niezłą restaurację i jest na tyle mały, że nie zmieszczą się w nim pasażerowie wycieczkowego autokaru. Stąd wszędzie blisko – do wspomnianych miasteczek i do lokalnych atrakcji, takich jak gospodarstwo rodziny Ipša (drobnego, ale wysoko cenionego producenta oliwy), do restauracji Zigante, specjalizującej się w potrawach z trufli, czy na lawendowe farmy, z których także półwysep słynie. Na weekend, nawet długi, Istria atrakcji ma aż nadto!

 

W nadmorskich kurortach Istrii znajdziemy potężne hotele i liczne mariny. W głębi półwyspu jest kameralnie i zielono. Powstają tam wino i oliwa, zbiera się trufle i uprawia lawendę.

 


Materiał publikowany na łamach „My Company Polska” w numerze kwietniowym (04) 2017 (tutaj –> PDF); www.mycompanypolska.pl

Przespać się z historią na Słowacji

Właściciele kilkunastu słowackich hoteli, urządzonych w zabytkowych obiektach, stowarzyszyli się w 2009 roku tworząc organizację Historické Hotely Slovenska.

W grupie obiektów, którym stowarzyszenie patronuje jest jeden hotel pięciogwiazdkowy. W kilku przypadkach są to wyremontowane hotele z końca XIX, bądź początków XX wieku. Większość jednak mieści się w zaadaptowanych na nowe cele wnętrzach pałaców, kaszteli i kamienic. W niektórych trwają wciąż jeszcze prace rekonstrukcyjne. Jednak w ciągu zaledwie kilku lat działania, słowackie hotele historyczne były niejednokrotnie nagradzane prestiżowymi tytułami, nadawanymi przez międzynarodowe organizacje hotelarskie i konsumenckie.


Organizacja słowacka współpracuje z analogicznymi stowarzyszeniami, działającymi w 20 krajach europejskich. Na Starym Kontynencie działa około 600 hoteli w zabytkowych obiektach, którym patronuje zrzeszenie Historic Hotels Europe (www.historichotelsofeurope.com).


W ostatnich latach, dzięki inwestycjom i wsparciu organizacji, odzyskały dawny blask dwa luksusowe podtatrzańskie obiekty. Grandhotel Praha w Tatrzańskiej Łomnicy (www.ghpraha.sk) oraz Grandhotel w Starym Smokowcu (www.grandhotel.sk). Oba są drewniane. Z ażurowymi fasadami pełnymi finezyjnych detali architektonicznych, nawiązują do stylistyki uzdrowiskowej jaką emanowały hotele alpejskie. Smokowiecki ma akcenty secesyjne, widoczne w podkreślonych miękkimi liniami obramieniach okien i portali. Specjalnością kawiarni działającej na parterze jest kawa po wiedeńsku, serwowana z iście naddunajskim szykiem.

U podnóża Tatr znajduje się najstarszy w grupie Hotel**** Lomnica w Tatrzańskiej Łomnicy. Zbudowano go w złotych czasach rozwoju podtatrzańskich kurortów, w 1893 roku. Był wtedy największym pełnym splendoru hotelem na stokach Tatr. Odzyskuje właśnie świetność i niedługo otworzy podwoje. Nawiązując do epoki, w której powstał, gospodarze urządzają w nim zaplecze gastronomiczne w imperialnej konwencji – kawiarnię „Sissi”, restaurację „Franz Josef” oraz winiarnię „Mozart”.

Grandhotel**** Starý Smokovec, fot. Paweł Wroński
Grandhotel**** Starý Smokovec, fot. Paweł Wroński

Boutiquehotel**** Hviezdoslav w Kieżmarku zajmuje cztery XVII-wieczne kamienice, sąsiadujące ze sobą w rynkowej pierzei (www.hotelhviezdoslav.sk).

Miejskim obiektem jest także Hotel**** Elizabeth Trenčin (www.hotelelizabeth.sk). Nawet nie będąc jego gościem, warto zatrzymać się, aby obejrzeć ciekawe znalezisko archeologiczne. Inskrypcję pozostawioną przez rzymskich legionistów na skałach, na których wznosi się górujący nad miasteczkiem zamek. Szacuje się, że napis pochodzi sprzed 2 tysięcy lat. Sam zaś budynek hotelu wybudowano w 1902 roku. Wystawił  go baron Armin Popper. Nadał mu węgierską nazwę „Erszebet Szalo”, a wnętrza urządził z wiedeńskim smakiem.

Najbardziej luksusowy w grupie jest Hotel***** Château Belá położony koło Sturova. (www.chateau-bela.com). Do atutów tej miejscowości z południowej Słowacji należą termalne kąpielisko i stadnina koni. W otoczonym ogrodem zespole pałacowym mieści się winiarnia z romantycznymi piwnicami, uważana za najlepszą w kraju – Château Belá.

W stolicy współczesnego słowackiego winiarstwa, w położonej u podnóża Małych Karpat Modrej, działa Hotel*** Sebastian (www.hotelsebastian.sk). W jego restauracji można skosztować pieczonych gęsi, które są jedną ze specjalności kulinarnych regionu, a także szlachetnych trunków, jako że Modra jest przystankiem Małokarpackiego Szlaku Wina, ciągnącego się ok. 40 km – od stolicy Słowacji po miejscowość Trnava (www.mvc.sk).

Ze świetnej kuchni zasłynął podbratysławski Castel Pension & Restaurant*** Mierovo (www.castel.sk). Atutami tego hotelu są także kameralna atmosfera, historia i architektura barokowego kasztelu.

Bodaj najbardziej kameralny jest póki co Kaštieľ Péchy, Lovecký Dom & Park*** w Hermanovcach koło Preszowa (www.pechycastle.com). Oferuje 5 pokoi, bo trwa jeszcze restauracja tej klasycystycznej rezydencji, którą podjęła pochodząca ze Szwajcarii właścicielka. Zespół otoczony jest rozległym, nastrojowym angielskim parkiem.

Do grupy historycznych hoteli należy także położony w Jasnej (www.jasna.sk), czyli w największej stacji narciarskiej Słowacji, Hotel Mikulášska Chata*** w Demianowskej Dolinie (www.hotelmikulasskachata.sk). Słowo chata, oznaczające schronisko może być nieco mylące. Trzygwiazdkowy obiekt jest bowiem górskim hotelem ze SPA i kręgielnią. Wzniesiono go w Niżnych Tatrach, nad Vrbickim Jeziorem, 10 minut spacerem od dolnej stacji gondolowej kolejki na Chopok (zimą, specjalnie dla hotelowych gości kursują na tym odcinku skibusy).


hhsk_logoINFO
Dokładne opisy wszystkich hoteli zrzeszonych w organizacji Historické Hotely Slovenska: www.historichotelsofslovakia.com


Materiał publikowany w portalu http://magazynswiat.pl.

Chorwacja / Istria – I was in Opatija too

Cytowane w tytule słowa pochodzą z graffiti zdobiącego park w Opatiji, historycznym kurorcie na Istrii.

Uzdrowisko zdobyło sławę za panowania Habsburgów. Przetrwało czasy socjalistyczne. Dziś, wypiękniałe, szczyci się przeszłością. Wspomina wizyty prominentnych gości. Najznamienitszych uwieczniono w galerii portretów, wykonanej techniką graffiti na parkowym murze. Rozpoznacie wśród nich: Franciszka Józefa I, Alberta Einsteina, Isadorę Duncan, braci Lumière, Kirka Douglas, Roberta de Niro czy Władimira Nabokowa. Upamiętniającą pobyt tablicę, wmurowano w 2007 roku Marszałkowi Józefowi Piłsudskiemu. Odwiedzał przebywającego tu pod koniec życia Stanisława Witkiewicza, z którym był spokrewniony. W innym miejscu, wśród zieleni ukryte jest popiersie Henryka Sienkiewicza, który także bywał w Opatiji.

Do 1945 Istria była włoska. Opatiję nazywano Abbazia, bo jej początki były związane z benedyktyńskim opactwem. Pod włoską nazwą przetrwała w literaturze i piśmiennictwie, również polskim. Znany warszawski lekarz Jakub Szwajcer poświęcił kurortowi wydane w 1888 roku studium „Abbazia jako stacya klimatyczna kąpielowa” Mieczysław Orłowicz w swoim „Przewodniku po Europie” z 1914 roku podaje, że do Abbacyji przyjeżdżało wówczas przeszło 50 tys. gości rocznie, a w tej liczbie do 8 tys. Polaków – „dzięki przepięknemu położeniu i wzorowym urządzeniom”. Wymieniał też „Polskie pensyonaty (…): willa Mascagni – własność pani Grassi, willa Peppina – pani Polaskiej, willa Heim – p. Marchlewskiej i p. Grużewskiej. Czytelnia kurhauzu zaopatrzona obficie w dzienniki i czasopisma polskie; w sklepach można rozmówić się po polsku.”. Popularność Opatiji prześmiewczo skomentował Tadeusz Boy-Żeleński w wierszu zatytułowanym „Stefania”, pisząc, że bohaterka „jeździła aż do Abacji po temat do konwersacji”.

Ponoć tutejszy mikroklimat działa zbawiennie na zdrowie, a jednak statystyki wskazują, że bardzo wielu gości dokonało tutaj żywota, bo im nie wytrzymywało serce. Tak to w Opatiji przed laty bawiono!

Wzdłuż morskiego wybrzeża ciągnie się promenada długości 12 km. Lungomare. Wznoszą się przy niej zabytkowe zdrojowe hotele. A na kamieniach przy brzegu stoi Dziewczyna z mewą. Nazywana potocznie Nimfą rzeźba zrosła się z krajobrazem, stając ikoną miasteczka.

Otoczona ogrodem Villa Angiolina jest dziś siedzibą Muzeum Chorwackiej Turystyki, którego kolekcja prezentuje dzieje Opatiji i sylwetki słynnych gości kurortu. Z jednym z nich związana jest historia Dziewczyny z mewą. Był rok 1891, gdy hrabia Arthur Kesselstadt z towarzyszką zginęli tragicznie podczas sztormu u wybrzeży półwyspu. Rodzina hrabiego ufundowała ku jego pamięci posąg nazwany Madonna del Mare. Zabytkowa figura znajduje się w zbiorach muzeum w Villa Angiolina. Zaś rzeźba, którą podziwiamy, pojawiła się na skałach dopiero w 1956 roku. Jest dziełem Cara Zvonko, któremu pozowała Jelena Jendrašić, przyjaciółka i sąsiadka z rodzinnej miejscowości artysty, Crikvenicy. – Kiedy tu ostatnio przyjechała – wspomina z żalem miejscowy przewodnik – nie wyglądała już tak pięknie.

Także przy promenadzie, nieopodal kościoła, w małej zatoczce, w której cumują łodzie, jest tak dobra akustyka, że przygodni grajkowie popisują się swym kunsztem. Temu wychodziło nie najgorzej – posłuchajcie zresztą sami.

INFO
www.opatija.net
http://croatia.hr/


Materiał publikowany w portalu http://magazynswiat.pl w czerwcu 2016.


Mercedes-Benz_logoTo jest ostatni materiał z cyklu publikowanego w portalu magazynswiat.pl pod tytułem: Europa na weekend (na potrzeby niniejszego archiwum zatytułowałem go Europa z Mercedesem), obejmującego ponad 80 wpisów – artykułów, notatek, galerii zdjęć i filmów kręconych iPhonem 5s ze Słowacji, Czech, Węgier, Austrii i Chorwacji.

Pula, czyli co ma koloseum do krawata?

Ozdobą Puli jest koloseum. Trochę mniej może dziś zadbane niż rzymskie. Niemniej jednak imponujące.

Wokół rzymskiej areny w Puli, związano w 2003 roku najdłuższy krawat na świecie. Rekord odnotowano w Księdze Guinnessa, i jak dotąd nikt go nie pobił. Chorwaci są dumni, że rekwizyt z ich narodowego stroju, który przeszedł chrzest bojowy wraz z chorwackimi regimentami z armii Ludwika XIII, króla Francji, jest dziś najważniejszym, używanym na całym świecie dodatkiem do garnituru. Kulturę krawata propaguje chorwacka Academia Cravatica.

Rekordowy krawat zawiązano 18 października 2003, w Międzynarodowym Dniu Krawata.

Koloseum w Puli, fot. Paweł Wroński
Koloseum w Puli, fot. Paweł Wroński

Dzieje Puli liczą bez mała 3000 lat. Miasto założyli Histrowie, jedno z plemion iliryjskich. Około I w. przejęli je Rzymianie i zagospodarowali po swojemu. Za panowania Wespazjana wznieśli arenę, która dziś jest 6. pod względem wielkości, a jednocześnie najlepiej zachowanym antycznym amfiteatrem. Kiedyś walczyli na niej gladiatorzy. Współcześnie służy jako scena różnorodnych wydarzeń kulturalnych.

Koloseum w Puli, fot. Paweł Wroński
Koloseum w Puli, fot. Paweł Wroński
Włoska para, która podobnie do nas zmierzała w kierunku areny, przystanęła na prowadzącej do koloseum ścieżce. Przez chwilę oglądali w zadumie słynny zabytek. – Rzeczywiście, rzymskie jest bardzo podobne – stwierdzili nie bez uznania. 🙂

INFO
Pula: www.pulainfo.hr
Academia Cravatica: www.academia-cravatica.hr

Sklep z krawatami. Chorwatów rozpiera duma, bo rekwizyt z ich stroju narodowego przyjął się na całym świecie; fot. Paweł Wronski
Sklep z krawatami. Chorwatów rozpiera duma, bo rekwizyt z ich stroju narodowego przyjął się na całym świecie; fot. Paweł Wronski

Krótkim filmem zamieszczonym na kanale Youtube, pt.: „Croata the Cravat – How the tie was created?”, Drago Karlo opowiada historię krawata.


Smart ForFour, którym pod koniec kwietnia 2015 przemierzaliśmy Chorwację kontynentalną, Kvarner i Istrię, fot. Paweł Wroński
Smart ForFour z automatyczną skrzynią biegów, którym pod koniec kwietnia 2016 przemierzaliśmy Chorwację kontynentalną, wyspę Krk i Istrię, fot. Paweł Wroński

Materiał z cyklu „Europa na weekend”, przygotowanego przy wsparciu Mondial Assistance przez Klub Leniwca w ramach projektu medialno-promocyjnego dla Mercedes-Benz Polska.

Rovinj – wyspa przywrócona lądowi

Barwne kamienice oblepiły skalisty brzeg. Łodzie i kutry w portowej zatoce oraz kamienny kościół z górującą nad miastem dzwonnicą, dopełniają obrazu Rovinja.

Dzieje Rovinja sięgają VII w. p.n.e. Osada należała do Ilirów. Potem zajęli ją Rzymianie. Z nadanej wówczas nazwy Mons Rubineus, przez Ruginium, a wreszcie Ruvinium, wyewoluowała do dzisiejszego chorwackiego Rovinj. Co ciekawe miasto wznosiło się na wyspie, oddzielonej od lądu wąską cieśniną. Zasypano ją dopiero w latach 60. XVIII w.

Nad miastem góruje katedra, nawiązująca architekturą do wzorów weneckich. Na szczycie dzwonnicy widać postać jej patronki, św. Eufemii.  Wieża jest najwyższą budowlą w mieście – liczy 61 m wysokości.


Materiał z cyklu „Europa na weekend”, przygotowanego przy wsparciu Mondial Assistance przez Klub Leniwca w ramach projektu medialno-promocyjnego dla Mercedes-Benz Polska.

Archanioł z Poreča – chluba Istrii

Bazylikę wzniesioną w czasach bizantyńskich w na Istrii w nadmorskim Poreču (wł. Parenzo), zdobią po mistrzowsku skomponowane mozaiki. Kunsztem wykonania niewiele ustępują tym z Rawenny, a Archanioł Gabriel ze sceny Zwiastowania, uchodzi nawet za najpiękniejszego na świecie.

Z bazyliką związane są baptysterium i pałac biskupi. Kompleks wpisany na listę UNESCO, powstał gdy na diecezjalnym stolcu zasiadał Eufrazjusz, i dlatego o świątyni mówi się Eufrazijeva bazilika, choć jest pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny.

Kompleks wzniesiono na miejscu istniejących wcześniej budowli, wykorzystując ich fundamenty i mury, przede wszystkim istniejącej w tym miejscu od dwustu lat trzynawowej świątyni. Znacznie ją jednak rozbudowano, a przede wszystkim ozdobiono mozaikami, które wykonali artyści sprowadzeni ze stolicy Wschodniego Cesarstwa. I chociaż do budowy murów wykorzystano miejscowy materiał, najważniejsze elementy wykonano z marmuru, ściągając cenne bloki znad Morza Marmara. Z rozmachem przeprowadzone przedsięwzięcie budowlane na peryferiach cesarstwa, zaowocowało powstaniem jednego z arcydzieł wczesnobizantyńskiej architektury.

Zachwyt budzą przede wszystkim mozaiki z absydy prezbiterium. Ponad nią Chrystusowi Pantokratorowi towarzyszy 12 apostołów. Zwróceni twarzą do jego tronu tworzą znaną ze wschodniej ikonografii grupę Deesis. Konchę absydy wypełnia mozaika patronki kościoła Matki Boskiej z Dzieciątkiem. Najświętsza Maria Panna przedstawiona jest dokładnie tak jak, w owym czasie komponowano oficjalne wizerunki cesarzowych z następcami tronów w centralnie umieszczonych medalionach. Towarzyszą jej archaniołowie i kilka innych postaci. Rozmieszczone symetrycznie po obu stronach tronu, zwracają się ku Matce Boskiej. Jest wśród nich pierwszy męczennik za wiarę chrześcijańską, św. Maur (był patronem świątyni istniejącej w Poreču od IV wieku). Przedstawiono też fundatora, biskupa Eufrazjusza. Z makietą świątyni w dłoniach.

Niestety bazylika ucierpiała podczas potężnego trzęsienia ziemi w XV w., więc wiele fragmentów architektonicznych pochodzi z czasów odbudowy. Oryginalne elementy i dzieła sztuki z późniejszych okresów, zgromadzono w części muzealnej obiektu. Z XVI-wiecznej dzwonnicy roztacza się panorama nadmorskiego miasta.


O całym kompleksie budowli, do których należy Bazylika Eufrazjusza, opowiada film UNESCO TV zamieszczony na Youtube 20 maja 2014 roku.


Materiał z cyklu „Europa na weekend”, przygotowanego przy wsparciu Mondial Assistance przez Klub Leniwca w ramach projektu medialno-promocyjnego dla Mercedes-Benz Polska.