Piaseczno Wilkoniem stoi

Spotkanie z dzikiem nie jest niczym niezwykłym na peryferiach Warszawy. Ale piaseczyńskie dziki w parku i na miejskim skwerze są inne, bo to odlewy – metalowe kopie wyciosanych w drewnie bajkowych rzeźb Józefa Wilkonia.

Są wśród nich nie tylko dziki, ale także tur, niedźwiedź, lwica z potomstwem, a na rynku – w specjalnie zaaranżowanej sadzawce – hipopotamica z dzieciątkiem. Zwierzęta Wilkonia tworzą szlak jego imienia w miasteczku, którego godłem jest od 1429 roku biały baranek (herb Junosza, m.in. zasłużonej dla rozwoju Warszawy rodziny Bielińskich). Odlewy są dziś wizytówką miasteczka, któremu nazwisko światowej sławy artysty, a zarazem mieszkańca gminy i honorowego jej obywatela (od 2015 roku), dodaje splendoru.

Hipopotamy na Skwerze Kisiela należą do najefektowniejszych punktów Ścieżki Józefa Wilkonia w Piasecznie, fot. Paweł Wroński

 

Ścieżkę Józefa Wilkonia w Piasecznie (centrum miasteczka i park) zdobią liczne zwierzęce instalacje. Urządzono także skwerek dedykowany artyście.

 

W miejscu gdzie był niegdyś parking, pomiędzy budynkiem Przystanku Kultura a Urzędem Miasta Piaseczna jest dziś Skwer dedykowany Józefowi Wilkoniowi. Miejsce wypoczynku, plenerowych szachowych pojedynków, i – w przyszłości – scena recitali i innych otwartych dla publiczności imprez kulturalnych.

Plan skweru dedykowanego Wilkoniowi. Na ażurowej ściance wiszą zdjęcia okładek ilustrowanych przez niego książek, pod drzewem przebiega dzik (odlany z metalu, podobnie jak inne wilkoniowate zwierzęta) – kopia drewnianej rzeźby artysty; źrodło: www.naszepiaseczno.pl

 

Fundacja ARKA im. Józefa Wilkonia, Biblioteka Publiczna Miasta i Gminy Piaseczno, Centrum Kultury w Piasecznie oraz Biuro Promocji Urzędu Miasta i Gminy Piaseczno ogłosiły Ogólnopolski Konkurs “Piaseczyńskie rzeźby Józefa Wilkonia”. Termin składania prac od 25.06 do 3.09.2018 roku (opis zadań: www.piaseczno.eu).


Zwierzyniec Józefa Wilkonia w Piaseczniewww.piaseczno.eu oraz www.facebook.com
Idea ścieżki Józefa Wilkonia w Piasecznie i jej realizacja: www.kurierpoludniowy.pl
Pierwsze wilkoniowate zwierzęta w Piasecznie (post w tym archiwum/blogu, zatytułowany „Repliki Wilkonia w Piasecznie”):  www.pawelwronski.blog
Dzieje herbowego piaseczyńskiego barankawww.piaseczno.eu

Reklamy

Czersk, świadek historii Mazowsza

Ceglana wieża i połączone z nią murem dwie baszty pysznią się w Czersku na skarpie górującej nad starorzeczem Wisły. Średniowieczny zamek książąt mazowieckich, a później królewska forteca jest ozdobą południowej części stołecznej aglomeracji.

Zamek w Czersku, widok z baszty więziennej na wieżę bramną, most nad fosą i kościół parafialny poza murami, fot. Paweł Wroński

Początkowo wznosił się tutaj drewniany gród – jeden z najstarszych na Mazowszu, ale na przełomie XIV i XV wieku z rozkazu księcia Janusza I wybudowano na jego miejscu nowocześniejszą, ceglaną twierdzę. Mazowiecki książę, ten sam którego postać jako sojusznika Jagiełły, przywołuje w „Krzyżakach” Henryk Sienkiewicz, rezydował w niej potem aż do śmierci, czyli do 1429 roku.

 

Książę Janusz I, zwany Starszym, był orędownikiem głębokiej reformy gospodarczej dzielnicy mazowieckiej. W ciągu swego długiego panowania 24 ośrodkom nadał prawa miejskie, w tym Czerskowi. Jego żoną była księżna Danuta Anna córka Wielkiego Księcia Litewskiego Kiejstuta. Ze względów rodzinnych oraz przez wzgląd na interes polityczny, utrzymywał bliskie stosunki z Polską i Litwą, co powodowało głęboką niechęć zakonu krzyżackiego, skutkując granicznymi prowokacjami i politycznymi knowaniami rycerzy-zakonników. Dwukrotnie uwięzili go nawet z całą rodziną, w tym na 6 lat przed walną rozprawą z zakonem pod Grunwaldem. Wstawiennictwo Jagiełły pozwoliło mu za każdym razem odzyskać wolność. Za męstwo w walce na grunwaldzkich polach, król podarował mu odebrane krzyżakom zamki w Nidzicy, Olsztynie i Ostródzie.

 

Dwa stulecia później Mazowsze weszło w granice Korony, a zamki piastowskich książąt stały się własnością królewską. Po XVI-wiecznej przebudowie dawna czerska baszta więzienna sięga 24 metrów wysokości. W tym samym czasie podwyższono drugą basztę, która także nie wyrastała początkowo ponad mury.

Ostatni akord czerskiej epopei rozbrzmiał w czasach gdy funkcję starosty objął marszałek wielki koronny Franciszek Bieliński. Zasłużony dla unowocześnienia Warszawy magnat podjął przebudowę zamku zniszczonego podczas potopu szwedzkiego w latach 1762–1766 z zamiarem umieszczenia tutaj siedziby sądów grodzkiego i ziemskiego. Wtedy także przerzucono stały most nad fosą, bo dawniej był jedynie zwodzony. Wybudowany z gotyckiej cegły z ostrymi łukami między filarami, wygląda jakby rzeczywiście powstał w wiekach średnich.

Natomiast autentycznie gotycka, choć i ona została podwyższona dopiero 200 lat po budowie, raczej ze względów reprezentacyjnych, bo jako obiekt obronny już by się i tak nie sprawdziła, wieża bramna jest najbardziej imponującą częścią zamku. Ma 22 m wysokości. Prowadzi przez nią wjazd na teren fortalicji. Niegdyś w wieży mieściły się kasztelańskie komnaty, a w przyziemiu izba wrotnego, który obsługiwał most zwodzony za pomocą wielkich kołowrotów. Po restauracji, we wnętrzach urządzono niewielkie muzeum.

Ze szczytów baszty więziennej i wieży bramnej roztaczają się rozległe widoki na zamek oraz starorzecze Wisły. Wzrok niesie ponad polami uprawnymi i sadami ku pasom łęgów wyznaczających przebieg współczesnego koryta królowej polskich rzek.

 


Zamek w Czersku: www.zamekczersk.pl

Tarce, na wschód od Jarocina

Ekskluzywny hotel z restauracją w pałacu w Tarcach otworzyli współcześni właściciele, rodzina Trzcielińskich z Poznania. Zainwestowali fortunę w rekonstrukcję zabytkowego gmachu i rewitalizację otaczającego go francuskiego założenia parkowego włącznie z zagrodą z danielami. Pałac, w którym przez długie lata mieściła się szkoła rolnicza, odzyskał dawną świetność.

Tylko patrzeć jak współcześni bywalcy pałacu zaczną łowić zwierzynę w okolicznych lasach. Tak było przecież w pierwszych dekadach XX wieku, gdy do właściciela, hrabiego Zbigniewa Ostroroga-Gorzeńskiego przyjeżdżali na polowania prominentni goście z całej Polski. Trzeba tylko pamiętać, że równocześnie hrabia położył wielkie zasługi dla  Wielkopolski i przyczynił się walnie do odzyskania przez Polskę niepodległości. Wyposażył i wyszkolił kompanie jarocińskich ochotników, którymi dowodził podczas powstania, a ponadto – zarówno przed, jak i po powstaniu wielkopolskim – wspierał hojnie polskie organizacje kulturalno-oświatowe na ziemi jarocińskiej. Zmarł bezpotomnie w 1926 roku.

 

Pałac w Tarcach pochodzi z 1871 roku. Na zlecenie właścicieli, rodziny Ostrorogów-Gorzeńskich herbu Nałęcz, neorenesansowy francuski kostium nadał mu ceniony w tamtym czasie poznański architekt, Stanisław Hebanowski (najbardziej znanym jego projektem jest gmach Teatru Polskiego w Poznaniu). Wzorem wielu innych rodzin, gospodarze chętnie gościli u siebie luminarzy kultury i polityki. Bywali u nich m.in.: Wojciech Kossak, Magdalena Samozwaniec, Maria Pawlikowska-Jasnorzewska oraz kilkakrotnie marszałek Edward Rydz-Śmigły, w 1937 roku w towarzystwie generalicji i wyższych oficerów.

 

Wojciechowi Kossakowi pałac zawdzięcza miano „perły ukrytej wśród lasów”, a jego córce – popularnej później pisarce Magdalenie Samozwaniec opis wizyty w Tarcach w 1926 roku, gdy wraz z ojcem i siostrą (notabene Marią Pawlikowską-Jasnorzewską), zjechali „do najpiękniejszego majątku w Poznańskiem, gdzie był olbrzymi zwierzyniec pełen saren i rogaczy, oraz park, a w nim trzy poetyczne stawy, na których rosły lilie wodne i pływały łabędzie (…) oswojona sarenka, wypiła mleko z dzbanuszka, skubnęła bułkę, uszczknęła kawałek kiełbasy. Posiliwszy się, krokiem baletnicy wybiegła z pokoju przez niedomknięte drzwi. Niełatwo było opuścić dwór, gdzie była taka dobra kuchnia i gdzie zwierzęta przychodziły na śniadanie.”. Do świetnych tradycji podjarocińskiej rezydencji nawiązuje przywrócona w obiekcie funkcja concierge’a – historycznie osoby odpowiedzialnej za utrzymanie palących się świec w trakcie uroczystości. Hotel-restauracja w pałacu w Tarcach adresuje swoją ofertę do wymagających klientów.

Park otaczający rezydencję ma 10 ha powierzchni. Jest w nim romantyczna altana na wyspie i figura Matki Boskiej z Lourdes wystawiona w drugiej dekadzie XX wieku na kamiennym pagórku, spod którego bije źródełko. Jest także odtworzona po 2007 roku zagroda z danielami, a pośród 750 starych drzew aż 20 posiada status pomnika przyrody.


Pałac w Tarcach (Tarce 20, 63-200 Jarocin), fanpagewww.facebook.com; stronę hotelową (www.palac-tarce.pl) blokują programy antywirusowe (na stronie jest także wirtualny spacer po pałacu: www.palac-tarce.pl/vt/index.php)
Pałac z krótkim opisem zamieszczono także w galerii fotograficznej wielkopolskich rezydencji: www.galeriawielkopolska.info

Kórnik tonie w zieleni

Kórnicki zamek i ogrody są tak urządzone by sprawiać wrażenie, że właściciele jeszcze przed chwilą tu bawili i wkrótce powrócą do przerwanych zajęć. Sala muzealna na piętrze, a także biblioteka i pokoje gościnne używane są współcześnie jako pracownie naukowe.

Zamkowy kostium pochodzi z wieku XIX, bowiem tutejszy późnośredniowieczny zamek rycerski Górków dwukrotnie poddano przebudowie. W XVII wieku przekształciła go w barokową rezydencję Teofila z Działyńskich Szołdrska-Potulicka. Mody się zmieniają, więc dwa stulecia później, na zlecenie hrabiego Tytusa Działyńskiego, kolejnych wielkich zmian dokonał wzięty wówczas berliński architekt Karol Fryderyk Schinkel. Według jego projektu powstała neogotycka rezydencja, nawiązująca krenelażem i basztami oraz orientalnymi akcentami do wojennej profesji członków rodu oraz do tak chętnie w tamtych czasach przywoływanej ‘mocarstwowej’ przeszłości Rzeczypospolitej Obojga Narodów.

Mimo hołdowania romantycznym trendom, Tytus Działyński był w duchu pozytywistą. Sam posiadł gruntowne wykształcenie techniczne, więc wiele uwagi poświęcał rozwojowi polskiego przemysłu i rzemiosła, upatrując w gospodarce klucza do podtrzymania wśród rodaków polskości. Szkolił własnym sumptem rzemieślników, urządzał wystawy polskich wyrobów oraz pokazy ogrodnicze. Był jednym z założycieli i prezesem Towarzystwa Przemysłowego, a do kórnickiego parku sprowadzał i aklimatyzował różne, nierzadko egzotyczne gatunki drzew oraz krzewów, pragnąc by w przyszłości służyły słuchaczom uczelni rolniczej jaką pragnął założyć. Nie udało mu się wprawdzie tej idei urzeczywistnić, ale jego dzieło stało się zaczątkiem utworzonej w 1933 roku placówki naukowej, przekształconej później w Instytut Dendrologii Polskiej Akademii Nauk w Kórniku.

 

Arboretum w Kórniku szczyci się teraz najstarszą i jedną z najbogatszych w kraju kolekcją roślin drzewiastych, liczącą około 3000 okazów. Początkami sięga roku 1826. Hrabia Tytus Działyński rozpoczął wówczas przebudowę ogrodu otaczającego zamek. Jego pracę kontynuował syn, Jan oraz ostatni właściciel majątku, Władysław Zamoyski. Tak powstał rozległy ogród krajobrazowy, w typie parku angielskiego (o swobodnym, naturalnym układzie drzew, krzewów i roślin kwiatowych). Działyński zapoczątkował tworzenie kolekcji różnych gatunków oraz odmian drzew i krzewów. Ostatni z właścicieli Kórnika, hrabia Władysław Zamoyski ofiarował majątek z zamkiem i ogrodami narodowi polskiemu, tworząc w 1925 roku Fundację Zakłady Kórnickie (restytuowaną w roku 2001; www.fzk.pl).

 

Każda pora roku w kórnickich ogrodach wiąże się z odmiennymi wrażeniami. Co można zobaczyć w Arboretum sygnalizuje poświęcona mu strona kórnickiego portalu (www.kornik.travel), z której pochodzi poniższy opis.

Wiosna
Barwne widowisko rozpoczyna się w marcu kwitnieniem łanów śnieżyc, później niebieskich cebulic oraz zawilców. Już w połowie kwietnia zaczynają kwitnąć magnolie, krzewy i drzewa o wyjątkowo dużych kwiatach. W tym okresie również wiele innych roślin pochodzących z różnych zakątków globu rozpoczyna kwitnienie, wiosną można więc podziwiać kwitnące derenie, wiśnie, jabłonie ozdobne, ośnieże, obiele, dawidie, kielichowce, fotergille i wiele innych.

W połowie maja rozpoczyna się kwitnienie lilaków. To czas kiedy można zwiedzać na ogół niedostępną tzw. „Nową” część Arboretum, bo właśnie tam znajdziemy najwięcej kwitnących krzewów – jest to jedna z największych kolekcji lilaków w Polsce. Lilaki, potocznie nazywane bzami, zna prawie każdy, jednak kolekcja licząca ponad 170 odmian zachwyca nawet stałych bywalców zarówno widokiem, jak i zapachem.

Kolejna odsłona maja to kwitnące różaneczniki i azalie, których uprawa nastręcza wielu problemów, stąd widok ponad czterdziestoletnich krzewów w naszym arboretum przyciąga wielu zwiedzających. W weekendy drugiej połowy maja można podziwiać te piękne krzewy zarówno w części przyzamkowej, jak i na terenie „Nowego” Arboretum.

Lato
Arboretum jest spokojne, pełne nastrojowych zakątków w cieniu wspaniałych, starych drzew. Kwitną jaśminowce, lipy i hortensje, których kolekcja jest w ostatnich latach poszerzana. Latem można dostrzec różnorodność zgromadzonych w kolekcji roślin, porównać ich liście, pokrój czy zawiązujące się już owoce. To również czas letnich koncertów Festiwalu Muzyka z Kórnika.

Jesień
Rozpoczyna się barwny spektakl przebarwiania. W zależności od przebiegu pogody od pierwszej dekady października możemy podziwiać cudowne jesienne barwy liści drzew gatunków pochodzących z całego świata zgromadzonych w jednym obiekcie. To również czas obradzania, na każdym kroku możemy spotkać najróżniejsze owoce, nasiona, szyszki.

Zima
Magiczna i cicha, a naszą uwagę zwracają wówczas gatunki zimozielone. Można wtedy przyjrzeć się bliżej jodłom, sosnom, świerkom, cisom i jałowcom, zobaczyć kwitnące oczary, których kwiaty okryte śniegiem stanowią iście czarowny widok.

Przez tereny arboretum prowadzą 2 ścieżki edukacyjne: „Drzewa Świata” i „Cisowe komnaty”.


Zamek w Kórniku, Arboretum i inne elementy zabytkowego kompleksu opisuje portal: www.kornik.travel
Historię zamku i jego wlaścicieli prezentuje portal: www.zamkipolskie.com
Zasoby Biblioteki PAN w Kórniku: www.bkpan.poznan.pl

Gołuchowska ostoja sztuki i żubrów

Pałac w Gołuchowie przypomina zamki znad Loary, bo chociaż początkami sięga XVI wieku, to jego ostatnią wielką przebudową kierował w drugiej połowie XIX stulecia francuski architekt, Maurycy August Ouradou.

Zamek w Gołuchowie, fot. Paweł Wroński
Zamek w Gołuchowie, fot. Paweł Wroński
Zamek w Gołuchowie, fot. Paweł Wroński

Współpracowali z nim również wywodzący się z Francji – rzeźbiarz Karol Biberon i malarz Ludwik Breugnot. Artystów sprowadziła Izabella Czartoryska po ślubie z hrabią Janem Działyńskim, gdy stała się panią gołuchowskich dóbr. Była malarką amatorką, a ponadto, z upodobaniem kolekcjonowała dzieła sztuki. Na kilka lat przed śmiercią, w 1893 roku Izabella utworzyła Ordynację Książąt Czartoryskich w Gołuchowie, w której statucie zagwarantowała powszechną dostępność swoich zbiorów oraz ich niepodzielność. Prywatne muzeum funkcjonowało nieprzerwanie do września 1939 roku. Potem kolekcja zagrabiona przez Niemców po wybuchu II wojny światowej, rozproszyła się, a to co z niej ocalało udało się odzyskać z ZSRR dopiero w 1956 roku.

 

W roku 1853 majątek gołuchowski kupił Tytus Działyński, właściciel dóbr kórnickich, dla swego jedynego syna, Jana. Ten zaś 4 lata później poślubił Izabellę, córkę księcia Adama Jerzego Czartoryskiego, przywódcy emigracyjnego stronnictwa ‘Hotel Lambert’, działającego w Paryżu.

 

Dąb Jan nosi imię na cześć hrabiego Jana Działyńskiego, protektora sztuki i przyrody, fot. Paweł Wroński
Stacja edukacyjna z przekrojami pni i pokrojami koron drzew spotykanych w gołuchowskim parku-arboretum, fot. Paweł Wroński
Budka lęgowa dla sowy pójdźki, fot. Paweł Wroński

Dziś zamkowa ekspozycja jest oddziałem Muzeum Narodowego w Poznaniu, a kolekcję Izabelli Elżbiety z Czartoryskich Działyńskiej wzbogacono o liczne cenne dzieła sztuki z innych zbiorów.  Gołuchowską rezydencję otacza ponadto rozległy park, w którym chroni się rośliny i zwierzęta. Także zgodnie z intencją Izabelli, która do urządzenia zieleni wokół pałacu zatrudniła utalentowanego ogrodnika swoich czasów, Adama Kubaszewskiego. Powstał jeden z największych ogrodów w stylu angielskim, a przy tym pierwszych jakie zakładano w drugiej połowie XIX stulecia. Dziś, wystawione przy alejkach tablice informacyjne i pomysłowe stacje zamieniły tę oazę przyrody w interesującą plenerową strefę edukacyjną. Jej przebojem jest król naszych puszcz – żubr. W Pokazowej zagrodzie zwierząt żyje kilka żubrzych rodzin, są także: daniele, koniki polskie oraz dziki.

 

W gołuchowskim parku-arboretum rośnie około 80 tysięcy drzew, z czego 262 okazy mają wymiary pomnikowe. 600 gatunków i odmian drzew oraz krzewów to duma placówki, tym bardziej, że niektóre okazy należą do najstarszych i najpiękniejszych w Polsce (www.okl.lasy.gov.pl).

 

Żubry w gołuchowskiej Pokazowej zagrodzie zwierząt, fot. Paweł Wroński

 

Ze 107 żubrów (dane z 2014 roku), żyjących w Gołuchowie, w Pokazowej zagrodzie zwierząt urodziło się ponad 90 osobników (www.okl.lasy.gov.pl).

 


Muzeum Zamek w Gołuchowiewww.mnp.art.pl
Park-arboretum oraz Pokazowa zagroda zwierzątwww.okl.lasy.gov.pl

Fasada zamku w Gołuchowie z kartuszem herbowym Działyńskich, fot. Paweł Wroński

Chałupy bielone na niebiesko

W skansenie w Maurzycach zebrano wiejskie budynki z okolic Łowicza. Jest też „Karczma”, serwująca proste, smaczne potrawy. Tyle tylko, że żeby skorzystać w niej z oferty, trzeba zapłacić… za bilet wstępu.

Na pytanie „dlaczego…?” odpowiedź brzmi: „…bo Karczma jest integralną częścią ekspozycji”. I wszystko jasne, zwłaszcza to dlaczego panuje tam cisza, niezmącona raczej nadmierną obecnością klientów. Muzeum wsi łowickiej, założono w latach 70. XX wieku. Przyjemne miejsce – nie powiem, ale pewne znaki na niebie i ziemi wskazują, że czas się tam rzeczywiście zatrzymał.


Łowicki Park Etnograficzny w Maurzycach (inaczej: Muzeum wsi łowickiej) jest filią Muzeum w Łowiczu: www.muzeumlowicz.pl oraz www.skanseny.net

W muzeum w Maurzycach odbywają się Biesiady Łowickie, w których uczestniczą zespoły folklorystyczne z różnych regionów Polski. Ta doroczna impreza organizowana jest pod koniec sierpnia. Natomiast w bieżącym roku, 22 lipca odbędą się Łowickie Żniwa 2018 (www.powiat.lowicz.pl). O Biesiadzie lokalne media milczą, może to efekt zeszłorocznych działań skarbówki, o których w sierpniu 2017 donosił portal: www.wolnosc24.pl?!

Lipcowy Jarocin, letnia stolica Rocka

Gwiazdą tegorocznej edycji festiwalu był Johnny Rotten (w rzeczywistości John Lydon), legendarny założyciel i lider pierwszego na świecie uprawiającego punk-rock zespołu ‘Sex Pistols’, a obecnie post-punkowej formacji ‘PiL’.

Muzyk, ekscentryk o rozbuchanym ego, filozof, pajac – krótko mówiąc – artysta, Johnny Rotten (pseudonim legendarnego lidera grupy ‚Sex Pistols’, Johna Lydona), fot. Paweł Wroński

Niestety, podczas oczekiwanego niecierpliwie przez wielu wywiadu, czar prysł. Pajacowaniu nie było bowiem końca, a obrażanie zgromadzonej na sali publiczności przeplatało się z graniczącym z mantrą narzekaniem na szykany jakich bohater wieczoru doznawał przez całe życie ze strony brytyjskiego przemysłu płytowego. Niemniej jednak, John jako muzyk, który wylansował nowy niegdyś styl rocka, zasługi dla rozwoju muzyki ma, więc jego złote myśli zdobiły festiwalowy Jarocin.

Kolejną ozdobą są liczne graffiti, najczęściej o muzycznej tematyce choć nie tylko. Podczas festiwalu odsłonięto na przykład mural poświęcony Piotrowi Łazarkiewiczowi.

Umieszczony na ścianie kina „Echo” (www.jarocin21.pl), jeszcze dobrze nie wysechł, a już stał się obiektem adoracji fanów polskiego kina i muzyki. Na 15 lipca 2018 roku przypadła bowiem 10. rocznica śmierci tego utalentowanego reżysera teatralnego i filmowego, który zapisał się w pamięci współczesnych jako przyjaciel młodych artystów.

Mural ku czczi Piotra Łazarkiewicza namalowany na ścianie kina „Echo” latem 2018 roku, fot. Paweł Wroński

Odsłonięcie tablicy poprzedziła emisja filmu jego reżyserii z 1986 roku, dokumentującego Festiwal Muzyków Rockowych, jaki odbył się w Jarocinie rok wcześniej, a widziany oczami uczestników, przedstawicieli ówczesnych władz i mieszkańców. W tle rozbrzmiewała znakomita polska muzyka rockowa lat 80. XX wieku.

Powstaje kolejne graffiti – w parku, przy ruinach gotyckiego kościoła, fot. Paweł Wroński

Historia jarocińskich murali sięga 2007 roku, kiedy to młodzież z osiedla 1000-lecia stworzyła pierwsze tego typu malowidło, zaakceptowane przez władze i mieszkańców. Kolejny krok związany był już wprost z dorocznym rockowym festiwalem. W 2010 roku, zaangażowany w organizację imprezy wiceburmistrz Robert Kaźmierczak zainicjował tworzenie murali związanych z muzyczną specjalnością Jarocina. Dziś murale są dumą miasta, a po trasach wyznaczonych ich lokalizacjami oprowadza się wycieczki, którym patronuje miejskie muzeum (www.muzeumjarocin.pl).

Reszta jest milczeniem… chciałoby się powtórzyć za poetą, ale w kontekście rockowego festiwalu to by się nie trzymało kupy, niech więc zabrzmi muzyka, bo to ona w największym stopniu rozsławia miasto od kilku dekad, czyniąc z Jarocina – letnią stolicę polskiego rocka! Poniżej utwór „Obrazy” w wykonaniu grupy Distant Nights z Wrocławia. Zagrali na scenie ‘Rynek’ 13 lipca 2018, w ramach cyklu: ‘Jarocińskie rytmy młodych’.


Jarocin, Festiwal 2018www.jarocinfestiwal.pl oraz fanpage imprezy: www.facebook.com
Opinie o festiwalu ‘Jarocin 2018’ w materiale filmowym przygotowanym przez dziennikarzy Gazety Jarocińskiej: www.youtu.be (Gazeta Jarocińska: www.youtube.com).

Legendarne drzewa i kozioróg dębosz

Lech’, ‘Czech’ i ‘Rus’ wciąż frapują ogromem, jednak ich stan trudno teraz określić słowem innym niż… opłakany. Nie, nie z powodu zaniedbania, ale z natury rzeczy, bowiem życie 700-letnich kolosów zdaje się dobiegać kresu.

Na pierwszym planie Rus, najpotężniejszy z trzech zabytkowych, dębowych braci, fot. Paweł Wroński

Najmocniej trzyma się jeszcze Rus, o imponującym pniu (9 m w obwodzie), Czech jest sucharem (ponad 7 m obwodu pnia), a najszczuplejszy – Lech (zaledwie 6 m w pierśnicy), żegna się z kolejnymi konarami. Upadek owianych klechdami dębów przyspiesza niewielki chrząszcz, także z chronionego gatunku: kozioróg dębosz (Cerambyx cerdo).

Otwory w pniu drzewa i sypiące się z nich próchno są świadectwem aktywności kozioroga dębosza, fot. Paweł Wroński

Ci którzy z tej okazji nazywają kozioroga (kózkę) niszczycielem, mylą się, nie rozumiejąc rytmu natury, bo aktywność kozioroga jedynie przyspiesza rozkład starych drzew i zamianę obumierającej tkanki w próchnicę, a więc wykorzystanie tego cennego, naturalnego użyźniacza gleby, z wielkim pożytkiem dla kolejnych generacji dębów i innych gatunków drzew, których w rogalińskiej dąbrowie nie brakuje.

 

 

Zdjęcie z: http://www.budujesz.info

Kozioróg dębosz albo kózka dębosz (Cerambyx cerdo), jest największym w Polsce chrząszczem z rodziny kózkowatych. Objęty ochroną, w „Polskiej Czerwonej Księdze Zwierząt” figuruje jako gatunek wysokiego ryzyka. Widuje się go u nas rzadko, a choć nie unika buków, grabów i innych drzew, spotyka się go tylko na kilku gatunkach dębów. W ich korze i tkance (aż do zewnętrznej warstwy bieli) odbywa się cykl rozwojowy chrząszcza, który trwa 3-5 lat.

 

Takie jest koło życia, które na naszych oczach przetacza się właśnie nad Wartą, przez owiany podaniami i legendami zakątek naszego kraju.

 

Klechda o Lechu, Czechu i Rusie – jedna z najstarszych w naszej tradycji, świadczy o więzach łączących w prawiekach plemiona słowiańskie. Nazwy najstarszych dębów z Rogalina upamiętniają ich legendarnych książąt.

 


Muzeum Pałac w Rogalinie: www.rogalin.mnp.art.pl

Pałac w Rogalinie; dawna siedziba Raczyńskich mieści teraz oddział Muzeum Narodowego w Poznaniu, fot. Paweł Wroński

Kilkanaście kilometrów na południe od Poznania, w okolicy Rogalina (gm. Mosina), znajduje się jedno z największych, naturalnych skupisk wiekowych dębów. W 1997 roku teren ten objęto granicami Rogalińskiego Parku Krajobrazowego. 860 z blisko 1400 tutejszych dębów szypułkowych (Quercus robur) uznano za pomniki przyrody. Najsłynniejsze z nich: ‚Lech’, ‚Czech’ i ‚Rus’ rosną w parku otaczającym XVIII-wieczny pałac w Rogalinie. Nieopodal znajduje się niemniej wiekowy i potężny dąb ‚Edward’, nazwany tak dla uczczenia pamięci Prezydenta RP na uchodźstwie, Edwarda Raczyńskiego  (www.pomniki-przyrody.odskok.plwww.regionwielkopolska.pl).

Dobrze jest odpocząć pod dębem, fot. Paweł Wroński

Zacznijmy od… Zenka

Pomysł żeby kwaterować w kowbojskiej osadzie był dziełem przypadku, bo latem, w trakcie rockowego festiwalu, w promieniu kilkudziesięciu kilometrów od Jarocina niełatwo o sensowny nocleg.

Niech żywi nie tracą nadziei – nieoceniony Booking.com przyszedł z pomocą, i… podsunął „Westernland” w Józefowie (w gminie Chocz), zaledwie pół godziny jazdy od Jarocina (drogą przez Gizałki, choć można także na kilka innych sposobów się tam dostać).

„Westernland” w Józefowie, w stanicy Pony Expressu, fot. Paweł Wroński

Miejsce  okazało się rewelacyjne. Ma bowiem klimat, który tworzą urządzone z dbałością o detale domki w stylistyce westernowego miasteczka Laredo Town oraz wioska indiańska, z barwnymi tipi i efektownie rzeźbionymi totemami. Ba, w domkach działa ogrzewanie podłogowe w łazienkach, są czajniki elektryczne, a na werandach bujane fotele. Wokół szumią sosny, brzozy i zboże, jest cicho, spokojnie, rzeczywiście wypoczynkowo.

„Westernland” w Józefowie – podpatrując Zenka, fot. Paweł Wroński

Atmosfery dopełnia kilka przyjaźnie nastawionych do otoczenia psów, koty, koń ozdobiony „po indiańsku”, porykujące radośnie o poranku osły oraz Zenek – sympatyczny szop pracz. Codziennie rano wypatruje niecierpliwie parówek, a jeszcze lepiej kaszanki. Gdy już wystarczająco mocno utytła smakołyk w piachu – jak na szopa przystało – w cebrzyku z wodą go pierze!


Westernland
63-313 Chocz
Józefów 52A
www.facebook.com
www.westernland.pl

Alfons Karny w ogrodzie rzeźb

W radziejowickim ogrodzie rzeźb znajduje się grupa kamiennych portretów słynnych artystów, m.in.: Ernesta Hemingwaya, Henri’ego de Toulouse-Lautreca, Mieczysława Karłowicza. Są dziełem Alfonsa Karnego (1901-1989).

Większość z nich spogląda w kierunku XIX-wiecznego dworu modrzewiowego, niegdyś siedziby administratora majątku. Choć to tylko głowy i do tego wykute z kamienia, tchną życiem, uchwycone w charakterystycznych dla temperamentu owych historycznych postaci grymasach. „W sztuce nie uznaję ani walorów, ani mody nowoczesności, ani sensacji – uznaję wartości wieczne, tkwiące w istocie bytu duchowego. Rzeźba dla mnie ma być symbolem nieznanych, ukrytych w nas wartości psychicznych i ma być zagadką samą w sobie, bez tematu. (…) Szukam odwiecznego spokoju i odwiecznej radości estetycznej w ładnej, miękkiej linii, harmonijnej, cichej, a jednocześnie tytanicznej, bez odrobiny dramatu, rozterki, bólu, niewiary” – tak Alfons Karny ujął przyświecającą mu artystyczną dewizę – w ankiecie rozpisanej przez „Głos Plastyków” w 1937 roku (cytat za: P. Szubert, ASP w Warszawie, 2003:  www.culture.pl). Do końca życia pozostał wierny sformułowanym wówczas ideałom, również w okresie socrealizmu. W PRL uznano jednak, że jego stylistyka doskonale wpisuje się w oficjalny nurt sztuki i władze zaczęły go rozpieszczać – nagradzać i zasypywać zleceniami. Biografia Karnego jest doskonałą ilustracją słów innego wybitnego artysty, Józefa Wilkonia: „Komuna to, rzecz jasna, była klęska boża, ale jedno należy jej oddać. Nie wiem na czym to polega, ale były to czasy wielkiego urodzaju. Egzystował teatr: Grotowski, Kantor. Powstawały światowe dzieła muzyczne. Był plakat. Mówiło się o polskiej szkole ilustracji. (…) Może troszczyli się o kulturę z wyrachowania, albo przez snobizm, albo przez kompleksy. No ale się troszczyli. A że komunę szlag trafił i chwała Bogu, to inna sprawa.” (cytat z wywiadu udzielonego G. Michalikowi, 2016: www.palacradziejowice.pl).

Portrety słynnych pisarzy dłuta Alfonsa Karnego w radziejowickim ogrodzie rzeźb, fot. Paweł Wroński

Radziejowicka galeria plenerowa obrazuje tylko wycinek dorobku artysty. Gros jego prac znajduje się bowiem w rodzinnym mieście – Białymstoku. Zgromadzono je w zamienionej w Muzeum Rzeźby Alfonsa Karnego, drewnianej willi przy ulicy Świętojańskiej (www.muzeum.bialystok.pl). Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku poświęciło mu w 1995 roku monografię „Karny” pióra Andrzeja Kisielewskiego (www.rzezba-oronsko.pl).


Alfons Karny i jego rzeźby w Radziejowicach: www.palacradziejowice.pl
Życie i twórczość rzeźbiarza: www.culture.pl

Romantycznie nad Pisią-Gągoliną

Pisia to niewielka mazowiecka rzeczka. Liczy około 58 km długości, jej źródła tryskają na Wysoczyźnie Rawskiej pod Mszczonowem, wpada do Bzury w rejonie Sochaczewa.

Powstaje z połączenia dwóch cieków: Pisi-Gągoliny oraz Pisi-Tucznej. Czerpią z niej zakłady przemysłowe w Żyrardowie, i jest niestety głównym odbiornikiem miejskich ścieków. Wzdłuż jej biegu wybudowano liczne zbiorniki, z których największe to stawy w Grzegorzewicach i Radziejowicach, Zalew Hamernia oraz Żyrardowski.

Stawy radziejowickie znajdują się w otoczeniu pałacowym i są ozdobą rozległego parku. Pisia Gągolina toczy swe wody obok. Teraz ta okolica jest oazą przyrody i sztuki, sceną Letniego Festiwalu im. Jerzego Waldorffa, który w 2018 roku miał swoją jubileuszową, X. edycję oraz plenerowej galeria rzeźb i instalacji (m.in. to właśnie tutaj znalazło swoje stałe miejsce słynne dzieło Józefa Wilkonia – „Arka”).

A że sztukę najlepiej konsumować nie o pustym brzuchu, dla zwiedzających otwiera swe podwoje restauracja-kawiarnia mieszcząca się w pałacu – „Jadalnia”. Serwują w niej pyszne rzeczy, a ceny mają naprawdę ujmujące. Polecam, smacznego!

Przez Bramę Wilkonia z Bułecką

Ta ekspresyjna instalacja jest dziełem Józefa Wilkonia. Oficjalnie nosi nazwę Bramy Teatru Narodowego, ale autor mówi o niej krócej – Brama Sztuki. Instalacja znajduje się w Radziejowicach, w przypałacowym parku przy stawach nad Pisią-Gągoliną.

Radziejowice – Brama Teatru Narodowego autorstwa Józefa Wilkonia, fot. Paweł Wroński

Wieczorową porą, oświetlona reflektorami Brama wygląda niesamowicie, zwłaszcza jej skrzydła, przywodzące na myśl skojarzenia z herbowym polskim orłem i dokonaniami husarii, odnoszącej niegdyś zwycięstwa na bitewnych polach Europy.

Radziejowice – Brama Teatru Narodowego autorstwa Józefa Wilkonia, fot. Paweł Wroński

Dla mnie, instalacja stała się także kapitalnym tłem dla utworu „Kac” jaki Sebastian Karpiel-Bułecka wykonał z muzykami z zespołów „Zakopower” i „Atom String Quartet”, 7 lipca 2018 roku, podczas finałowego koncertu X. Letniego Festiwalu im. J. Waldorffa.

Tak, w wywiadzie udzielonym w 2016 roku z okazji przenoszenia z Zachęty do Radziejowic „Arki”, Józef Wilkoń wspomina wykonanie tej szczególnej instalacji: „[Bogumił Mrówczyński, dyr. Domu Pracy Twórczej w Radziejowicach] odezwał się do mnie i oznajmił, że w jakichś swoich zakamarkach przechował starą bramę z Teatru Narodowego. Nie pozwolił jej oddać na złom. Wymyśliliśmy, że zrobimy uskrzydloną bramę w parku przy stawach. Narysowaliśmy, zaprojektowaliśmy, znaleźliśmy kowala, który wykuł skrzydła i brama do dzisiaj dobrze się sprawuje.


Pełna treść wspomnianego wywiadu z Wilkoniem w portalu Pałacu w Radziejowicachwww.palacradziejowice.pl


Słowa utworu „Kac”

Fto nimioł kaca
nie wie co to smutek
kie kufa drewniano
łocka ropom skute

Kie koty łupiom raciami o blachy
a wróble w bybny bijom
i dziurawiom dachy

Suchość w cłowieku
od krztonia do dusy
a bolom cie pazdury i kudły i usy

Moze i som jest tacy co kaca nimieli
ale cos łoni w zyciu culi
cos łoni widzieli?

Moze i som jest tacy co kaca nimieli
ale cos łoni w zyciu culi
cos oni widzieli?