Vrátna, czyli Karpaty w miniaturze

Dolina Vrátna w Krywańskiej Małej Fatrze jest krajobrazowym fenomenem. Tym bardziej fascynującym, że w ciągu zaledwie kilku dni można posmakować tego co w całych Karpatach najpiękniejsze.

Dzieje się tak za sprawą geologicznej budowy, szaty roślinnej i ogromnych wysokości jakie trzeba pokonywać w drodze na szczyty, mimo, że góry nie są zbyt wysokie. Królujący wśród wierzchołków Veľký Fatranský Kriváň dźwiga się zaledwie na wysokość 1709 m.

Veľký Fatranský Kriváň (1709 m), fot. Paweł Wroński

Boboty (1086 m) czy Sokolie (1172 m) są łudząco podobne do piętrzących się tuż nad Zakopanem tatrzańskich regli. Ich skalne granie porośnięte lasem mają w sobie także coś z pienińskiego klimatu. Jedynie większej rzeki brakuje, bo potok spływający doliną, mimo, że tworzy malowniczy przełom nad Terchovą – Tiesňavy, z Dunajcem fantazją równać się nie może.

Sokolie (1172 m), północne stoki, fot. Paweł Wroński

Kulminacja tego typu wrażeń następuje w grupie Rozsutców, zbudowanych z wapieni i dolomitów. Veľký Rozsutec ma 1610 m wysokości. Jest tam niemal tak, jak na Kominiarskim Wierchu w Tatrach, czy w rumuńskiej, niemal tysiąc metrów wyższej Piatra Craiului. Spacery spektakularnymi wąwozami jakimi poorane są stoki Rozsutców (Jánošíkove Diery) dostarczają podobnych wrażeń do tych, jakie wynosi się z wycieczek po Słowackim Raju, czy z malowniczych dolin: Prosieckiej i Kwaczańskiej w Górach Choczańskich. Na zmieniających od wiosny do jesieni barwę łąkach, uwijają się pośród tysięcy kwiatów motyle, pszczoły i trzmiele. Wieczorami dają koncerty świerszcze.

W wąwozie Jánošíkove Diery, fot. Paweł Wroński

Na kontrastującym krajobrazowo ze skalistym Rozsutcem, bo przypominającym kopę siana Stohu (1607 m) jest jak na połoninach w Bieszczadach, choć na jego odkrytym halnym wierzchołku nie ma aż tak bujnych traw.

W bukowym lesie na stokach Sokolia (1172 m). Małej Fatrze pietra roslinności zbliżone są do układu znanego nam z Babiej Góry, fot. Paweł Wroński

Główny grzbiet, zwłaszcza w rejonie największego spiętrzenia – rozdzielonych przełęczą Snilovské sedlo (1524 m) masywów: Veľký Fatranský Kriváň (1709 m) i Chleb (1646 m), porasta płatami kosodrzewina, a stoki zaścieła gdzieniegdzie skalny rumosz. Granitowe głazy pokrywa charakterystycznymi „mapami” szaro-żółto-zielonkawy porost zwany wzorcem geograficznym. Jest bardzo tatrzańsko, precyzyjniej rzecz ujmując: zachodnio-tatrzańsko. Wrażenie potęguje fakt, że aby dostać się w partie szczytowe z miejscowości okalających Małą Fatrę, trzeba nieraz pokonać ponad tysiąc metrów różnicy poziomów.

Pod Tanečnicou (1186 m) – widok od południa na Mały Rozsutec (1344 m), fot. Paweł Wroński

Ścieżki wiodące przez las na stromych zazwyczaj stokach mają z kolei beskidzki klimat. Również za sprawą budowy geologicznej, gdyż budujące niższe partie Małej Fatry skały tworzą wielowarstwowy przekładaniec (flisz karpacki). Po obfitych opadach łupki i margle stają się śliskie, a cięższe, zwłaszcza złożone z bloków piaskowca warstwy zsuwają się po nich. Było to przyczyną katastrofalnego osuwiska jakie latem 2014 roku miało miejsce w zamknięciu doliny Vrátnej.

Osnica (1363 m), widok z południowego stoku Rozsutca, fot. Paweł Wroński

Odległości w Małej Fatrze nie są zazwyczaj zbyt wielkie. Skaliste odcinki szlaków uatrakcyjniają przejścia, i przy zachowaniu odpowiedniej ostrożności, są świetną ilustracją powiedzonka: nie taki diabeł straszny. Największym wyzwaniem – powtórzmy to jeszcze raz – na szlakach okolic Vrátnej jest deniwelacja. Korzystając z krzesełek na Pasekach (Sedačková lanovka Vrátna-Paseky; www.lanovky.sk) i gondoli w zamknięciu doliny (Kabínková lanová dráha Vrátna-Chlebwww.ztt.sk), można jednak tak skrócić podejścia, że wycieczki w najwyższe partie zamieniają się w fantastyczne widokowo spacery, i są – jeśli tylko pogoda dopisze – dostępne dla wszystkich.

Na wierzchołku Chleba (1646 m), fot. Paweł Wroński

Wszelkie informacje o dolinie Vrátnej: www.vratna.sk
Sedačková lanovka Vrátna-Paseky (wyciąg krzesełkowy, działa w sezonie letnim od piątku do niedzieli w godz. 10:00-16:00); www.lanovky.sk
Kabínková lanová dráha Vrátna-Chleb (kolej linowa z 8-osobowymi gondolami kursuje latem w dni powszednie w godz. 9:00-17:00; w weekendy do 18:00); www.ztt.sk

Skały na Rozsutcu, fot. Paweł Wroński
Reklamy

Tam zjesz smacznie w Małej Fatrze

Na początku, moi młodzi podopieczni, z którymi zwiedzałem Krywańską Małą Fatrę na Słowacji zamawiali tylko pizzę, ewentualnie frytki z ketchupem. Ale, gdy się po górach chodzi, nie ma siły, jeść trzeba.

Zupa cebulowa na słowacką modłę (z menu restauracji przy Domu Kultury w Terchovej), fot. Paweł Wroński
Vyprážaný syr – tutaj z gotowanymi ziemniakami i diabelskim sosem (z chili); najpopularniejszym jednak dodatkiem jest do tej potrawy sos tatarski, fot. Paweł Wroński

 

W konkursie smaków, o palmę pierwszeństwa walczyły wkrótce vyprážaný syrbryndzové pirohy. Ulubiony słowacki przysmak czyli bryndzové halušky oraz przypominające do żywego nasze łazanki – strapačky s kyslou kapustou a údenou slaninou, a także zupy: cebulowa – cibuľová polievka (inaczej: cibuľačka, a nawet czosnkowa – cesnaková polievka (inaczej: cesnačka), nie mówiąc o zwykłym rosole z kurczaka – slepačí vývar (inaczej: slepačia polievka albo kurací vývar), także znajdowały amatorów.

Bryndzové pirohy (z menu Penziónu Stárek w Stefanovej), fot. Paweł Wroński

Przyznać przy tym trzeba, że na prawdę niezłe potrawy tradycyjnej kuchni słowackiej serwują w Krywańskiej Małej Fatrze w wielu miejscach rodzinnych stron Janosika. My odwiedzaliśmy z upodobaniem restaurację przy Domu Kultury w Terchovej (Reštaurácia Kultúrny domwww.kulturnydom.eu) oraz Penzión Stárek w przysiółku Štefanová w dolinie Vrátnej (www.facebook.com).

Na vyprážaný syr! Na bryndzové pirohy! Fot.: Paweł Wroński

Na Rozsutec bladym świtem

Wycieczka w najatrakcyjniejszy masyw Krywańskiej Małej Fatry miała być wyjściem na wschód słońca. Pomijając drobny fakt, że zaspałem (latka lecą), zachmurzenie zniweczyło ten zamysł.

Mimo wszystko, późniejsze wyjście wyszło nam na dobre. Mieliśmy bowiem fantastyczny spektakl chmur na niebie, zdobyliśmy tego dnia wierzchołek jako pierwsi i cieszyliśmy się widokami nie dzieląc szczupłego miejsca z charakterystycznym dla letniego sezonu, tłumem, nie mówiąc już o tym, że w porannym chłodzie 1000 m różnicy poziomów (między Domem HS, a szczytem), pokonaliśmy ze znacznie mniejszym wysiłkiem niż w poprzednich dniach podejścia rzędu 200-400 m.


Wycieczkę poprowadziłem w ramach obozu, zorganizowanego w Małej Fatrze przez „MOW Travel Monika Węgrzyn” w sierpniu 2017. Start 4:30, na Vel’kym Rozsutcu 7:45, Penzion Stárek w Štefanovej 12:30 (uczestnicy w wieku 11-13 lat).

Mała Fatra z widokiem na Rozsutec

Widok na skalne gniazdo Rozsutców oraz podobny do kopy siana Stoh, jest – moim zdaniem – jednym z najbardziej malowniczych w Karpatach.

Oba szczyty prezentują się imponująco z Południowego Gronia (Poludňový grúň, 1460 m), jak nazywane jest wyraźne zagięcie głównej grani Krywańskiej Małej Fatry. Dla tego widoku warto tam wyjść, mimo, że podejście z każdej strony jest dość męczące.

Veľký Rozsutec (1610 m) i Stoh (1607 m) widziane z Poludňovego grúňa (1460 m), fot. Paweł Wroński

Natomiast bez najmniejszego wysiłku, podziwiać można sąsiadujące ze sobą bezpośrednio, a jednocześnie tak odmienne góry, z balkonu „Domu Horskej Služby” w Terchovej (Vrátna-Štefanová; www.domhs.sk lub www.ztt.sk). I to bez znudzenia, bo za sprawą oświetlenia i aury widok wciąż się zmienia.

Dom HS, fot. Paweł Wroński

 

Rozsutec i Stoh z DomuHS, fot. Paweł Wroński

 

Rozsutec i Stoh w chmirach – widok z DomuHS, fot. Paweł Wroński

 

Rozsutec i Stoh o wschodzie słońca – widok z DomuHS, fot. Paweł Wroński

 

Rozsutec i Stoh z DomuHS, fot. Paweł Wroński

 

Rozsutec i Stoh z DomuHS, fot. Paweł Wroński

 

Rozsutec i Stoh z DomuHS, fot. Paweł Wroński

 

Rozsutec i Stoh z DomuHS, fot. Paweł Wroński

 

Rozsutce – zbudowany z wapieni i dolomitów skalisty masyw w północnej części Krywańskiej Małej Fatry. Wybitne kulminacje: Veľký Rozsutec (1 609,7 m) oraz Malý Rozsutec (1 343,5 m). W opadającym ku zachodowi stoku Rozsutca rzuca się w oczy skalny grzebień – Poludnové skaly. Po zachodniej stronie pyszni się też 160-metrowej wysokości skalna ściana, a w stokach masywu znajdują się niezwykle atrakcyjne przyrodniczo i krajobrazowo wąwozy określane wspólnym mianem – Jánošíkove diery. W północnych stokach masywu jest nawet jaskinia, o pięknej nazwie Kryštálová jaskyňa v Malom Rozsutci (Kryształowa), ale jak to ujmują Słowacy – „je verejnosti neprístupná” . Jej korytarze mają 26 m długości (www.terchova.info).

 

Poludnové skaly a z tyłu Maly Rozsutec, fot. Paweł Wroński

Masyw Rozsutców sprawia wrażenie przeniesionego z alpejskich Dolomitów. Nie bez przyczyny, bo zbudowany jest z wapieni i dolomitów. Takie podłoże sprzyja wegetacji wysokogórskich odmian roślin, które tworzą w masywie fantastyczny, barwny ogród.

 

Ostropesty pod Małym Rozsutcem (na siodle Medzirozsutce), fot. Paweł Wroński

 

Ta krótka filmowa impresja jest także dostępna na moim kanale filmowym na YouTube

 

Rozsutce z drogi dojazdowej do Domu HS i pobliskiego Hotelu Boboty, fot. Paweł Wroński

Nie ma Barcelony bez Gaudiego!

jako M.W.

Czy można być w Barcelonie i nie podziwiać dzieł Gaudiego? Pytanie jest retoryczne. Jeśli odpowiem ‘tak’ wzbudzę podejrzenia, że coś ze mną nie tak, odpowiadając ‘nie’ – postąpię wprawdzie stereotypowo, ale jak najbardziej poprawnie.

Aby uniknąć takich szekspirowskich dylematów, zastosuję zasadę złotego środka – nie zapominając, że w stolicy Katalonii są również inne atrakcje, choćby plaże, stadion piłkarski jednego z najsłynniejszych klubów świata czy kolumna Kolumba, budowli Gaudiego omijać nie będę!

Film z Youtube’owskiego kanału Spain (więcej informacji: www.spain.info)


Gaudi, formalnie: Antonio Plàcid Guillem Gaudí i Cornet był rodowitym Katalończykiem. Dzisiaj, nazwę jego rodzinnego Reus kojarzymy głównie z podbarcelońskim lotniskiem, ale w połowie XIX wieku (Gaudi urodził się w 1852 roku), było to ciche, nieco senne miasteczko. Upłynęły w nim dziecięce i młodzieńcze lata późniejszego inżyniera i architekta. Chorowity Antonio nie opuszczał niemal domu, wyrastał na samotnika, i – jak piszą biografowie – miał czas by oddawać się fantazjom. Pobudzona wówczas wyobraźnia dała wprawdzie o sobie znać już w pierwszych zrealizowanych projektach – ogrodzeniach, bramkach, czy latarniach gazowych, za które kiedyś ojcowie miasta Barcelony odsądzali projektanta od czci i wiary, a teraz dbają jak o największą świętość, ale jego poważniejsze projekty długo nie wzbudzały entuzjazmu. Ba, odrzucano je z obawą. ‘Secesja’ znaczy odstępstwo i dla artystów przełomu XIX i XX wieku była manifestem nowatorskiej postawy. Deklarowali odejście od ugruntowanych form, naśladownictwa stylów minionych epok oraz poszukiwanie nowej, zgodnej z duchem czasów estetyki. Pomysły Gaudiego, który początkowo hołdował stylowi gotycko-mauretańskiemu szybko jednak odnajdując własne ścieżki, były śmielsze od najbardziej zdawałoby się awangardowych idei secesjonistów. Proponowane przezeń formy wydawały się współczesnym zbyt fantazyjne, ściany kojarzyły ze wzburzonym w czasie sztormu, a więc groźnym morzem, wzory uważali za zbyt barwne, a brak kątów prostych ich po prostu raził. Pozostałoby więc wszystko w sferze planów, gdyby nie zawarcie znajomości z pewnym arystokratą.


Park mecenasa
Hrabia Eusebi Güell i Bacigalupi był podobnie jak Gaudi Katalończykiem i inżynierem, ale nie artystą, tylko przedsiębiorcą. Zachwycony projektami rodaka, zaczął finansować jego przedsięwzięcia. Nie odkrył przy tym talentu Gaudiego za sprawą jakiegoś olśnienia, o nie. Gaudi dał się poznać światu wcześniej, bo zaprojektowaną przezeń gablotę na rękawiczki, właściciel fabryki wyrobów skórzanych Esteve Comelli zawiózł na Wystawę Światową w Paryżu w 1878 roku. Pokazano też na niej makietę osiedla domków robotniczych jakie planowano wznieść według planów Gaudiego w Mataró (30 km od Barcelony), i choć nigdy projektu nie zrealizowano, wzbudził, podobnie jak gablota, spore zainteresowanie. Güell obserwował światowe wydarzenia i zdając sobie sprawę ze znaczenia paryskiej wystawy, zainteresował się pracami o kilka lat młodszego Gaudiego. Ba, był na tyle przenikliwym mecenasem, że zadbał, aby i jego imię przeszło do historii. Tak powstał Park Güell. Początkowo miało to być ekskluzywne osiedle-ogród z przestrzeniami publicznymi, na przykład z halą targową, miejsce życia przedstawicieli barcelońskich elit – finansistów, prawników, przedsiębiorców. Oferta nie spotkała się jednak z szerszym zainteresowaniem, katalońskich bogaczy, więc szybko otwarto park dla szerokiej publiczności. Wprawdzie teraz wstęp na jego teren jest już płatny, ale warto zainwestować tych kilka euro, by przekroczyć bramy. Prowadzą bowiem do iście baśniowej zatopionej w zieleni krainy, do fantazyjnych budowli ozdobionych pokruszonym kolorowym szkłem i równie barwnych fontann. Ścieżki wiją się tam jak jakieś nieziemskie węże, wspinają schodkami i przekraczają mostkami strużki wody. Ikoną Barcelony stała się ustawiona w parku ławka, nawiązująca kształtem do morskiej fali. A dom, w którym Gaudi mieszkał przez jakiś czas w parkowym otoczeniu, mieści dziś poświęcone mu muzeum.

Symbol Barcelony
W ślady Güella poszli inni inwestorzy i Gaudi miał pełne ręce roboty. Według jego projektu zbudowano pałac biskupi w Astordze i budynki klasztorne dla terezjanek (zakonu św. Teresy) oraz wille dla przedstawicieli katalońskiego establishmentu. Łącznie Gaudi zrealizował około 20 większych projektów w Barcelonie i jej najbliższych okolicach, a najsłynniejszym z nich stała się Sagrada Familia – Kościół Pokutny Świętej Rodziny. Monumentalna budowla o strzelistych kształtach, udekorowana niczym ciasto posypane kruszonką. Teraz to rozpoznawany na całym świecie symbol Barcelony, duma miasta i całej Katalonii. Co jednak ciekawe, a dla tych, którzy nie wczytali się dokładnie w przewodniki, nawet zaskakujące – jej budowa wciąż trwa. Gaudi poświęcił świątyni szmat życia, ale nie doczekał ukończenia dzieła, zmarł w 1926 roku. Budowa kościoła ciągnie się tak jak to bywało z katedrami w średniowieczu, z przerwami – od ponad 130 lat. Chociaż co jakiś czas wystrzela ku niebu kolejna wieża, sceptycy twierdzą więc, że końca przedsięwzięciu nie widać i nie dają wiary, że katedra zostanie ukończona do roku 2030.

Willa nadzwyczaj prosta
Oglądając bryłę tego bez wątpienia najsłynniejszego kościoła w Hiszpanii, możemy ulec złudzeniu, że Gaudi raz na zawsze zerwał z kątami prostymi i liniami prostymi. Jakież więc przeżywamy zaskoczenie, oglądając Torre Bellesguard, czyli „Wieżę pięknych widoków”, nazywaną pospolicie Casa Figueres. Właściciele stosunkowo niedawno udostępnili budynek publiczności, przedtem było go ledwo widać gdyż otoczony jest rozległym ogrodem. Charakterystycznym elementem budowli jest strzelista wieża, w której ani sama architektura, ani dekoracje nie zakłócają… linii prostych.

Masywna lekkość
Awangardowego wizerunku architekta nie burzą cztery inne barcelońskie wille, które powstały w różnym czasie i tak na prawdę reprezentują różne etapy jego artystycznej kariery. Wszystkie jednak zachwycają niecodziennymi kształtami, bogatą kolorystyką i baśniowymi dekoracjami. Najwcześniejszą z nich jest Casa Vicens, zbudowana w latach 1883-1888 dla ceglarza i glazurnika Manuela Vicensa. Niestety, można go oglądać tylko z zewnątrz, bo właściciele nie życzą sobie odwiedzin. Dom zbudowany jest z kamienia w kolorze ochry oraz z cegieł. Białe i szare płytki ceramiczne przełamują dominującą barwę materiału. Podobnie jak wieżyczki i łuki, które nadają masywnej na pierwszy rzut oka bryle lekkości i strzelistości. Dom wznosi się przy Carolines 24-26.

Dom kości
W Roku Gaudiego (2002), właściciele wpisanej na listę UNESCO Casa Batlló, otworzyli drzwi dla zwiedzających. Wprawdzie większość turystów i tak ogląda dom z zewnątrz, warto pamiętać, że możliwość zajrzenia do wnętrza także istnieje, bo jest ono równie ciekawie udekorowane jak elewacje. Uwagę turystów, którzy każdego niemal dnia otaczają dom i namiętnie fotografują, przykuwają w pierwszym rzędzie kolumienki jakimi architekt ozdobił otwory okienne i balkonowe portfenetry. Przypominają kości ludzkie i zwierzęce. Na zlecenie miejscowego przemysłowca, producenta tekstyliów Josepa Battló i Casanovas, Gaudi jedynie przebudował w latach 1904-1906 istniejący już dom, nic więc dziwnego, że skoncentrował się na dekoracji elewacji. Efektem jego pracy jest beżowo niebieska fasada falująca niczym morskie  fale, ale ornamenty z kamieni, ceramiki i szkła są bardzo kolorowe. Efektowne jest też pokrycie dachu przypominające łuski smoczego pancerza. Casa Battló znajduje się przy ulicy Passeig de Gracia 43.

Kamieniołom
Kolejnym domem projektu Gaudiego jest Casa Mila, określana często mianem La Pedrera – Kamieniołomu zapewne ze względu na ciężkie wapienne płyty, z których ją wzniesiono dla przemysłowca Pere Mili w latach 1906-1910. Wyobraźnia architekta błądziła zapewne innymi ścieżkami niż reszty ludzkości, której fasada przypomina najczęściej wzburzone morze. Kilkukondygnacyjna budowla ma bryłę tak ukształtowaną jakby była spiralnie skręcona, i w zamyśle Gaudiego miała się po prostu wyróżniać spośród okolicznych, nieciekawych jego zdaniem budynków. Żelazne balustrady balkonów przypominają chaszcze, z których wyglądają zrywające się do lotu ptaki. Warto wejść do środka, bo nieregularne wnętrza zdobią sprzęty z czasów Gaudiego. Koniecznie natomiast trzeba wyjść na dach, z którego sterczy mnóstwo różnej wysokości kominów ukształtowanych niczym unoszący się z nich dym, bo jest to jedno z najlepszych widokowo miejsc w Barcelonie. Casa Mila znajduje się u zbiegu ulic Passeig de Gracia i Prevenca.

Najgrzeczniejsze dzieło Gaudiego
Dla bogatego producenta tekstyliów Calveta, Gaudi zaprojektował Casa Calvet. Pod jednym dachem znalazły się w niej rezydencja i część przeznaczona do obsługi klientów. Dziś, w przyziemiu mieści się restauracja, pozostałe wnętrza są w rękach prywatnych i nie można ich zwiedzać. O tej willi mówi się często, że jest „najgrzeczniejszym” dziełem Gaudiego. Wznosi się bowiem przy Carrer de Casp 48, w luksusowej dzielnicy Barcelony – Eixampe, gdzie konieczność wkomponowania domu w istniejącą zabudowę sprawiła, że artysta musiał skupić się na harmonijnym układzie i proporcjach bryły, dając upust fantazji jedynie w detalach dekoracji, głownie podwójnych szczytach nawiązujących stylem do baroku. Na frontalnym szczycie umieścił głowy trzech męczenników, którzy zdają się spoglądać na każdego kto tylko stanie i zadrze głowę by popatrzeć na budynek.


Cóż jeszcze można powiedzieć o Gaudim. Należy chyba to, że był katalońskim nacjonalistą, i że manifestował swoje poglądy z żelazną konsekwencją i bezkompromisowo. Twierdził, że nie zna żadnego innego języka niż ojczysty dialekt i tylko nim się posługiwał, a żył w czasach gdy katalońska mowa była zakazana! Gdy więc użył go w rozmowie z królem Hiszpanii Alfonsem XIII, publiczność dawała wyraz zażenowaniu brakiem jego ogłady, bądź przeciwnie – wyrażała wielkie uznanie dla jego odwagi i patriotyzmu. Co zaś się tyczy realizacji architektonicznych Antonio Gaudiego, to są one przedmiotem niekończących się dyskusji – czy kicz to, czy sztuka przez wielkie „S”. Dywagacjami i rozwlekłymi analizami zapisano opasłe tomy, najkrócej zaś podsumował je, raczej krytycznie nastawiony do Gaudiego, współczesny mu filozof, Francesco Pujols: „w pracach Gaudíego zdumiewało mnie to, że choć nikogo nie zachwycały, nikt nie ośmielił się powiedzieć tego wprost… jego styl sam się broni”.


Kiedy do Barcelony?
Wiadomo, gdy jest piękna pogoda i mało ludzi. Na przykład wczesną jesienią lub wiosną – w kwietniu, choć wtedy z pogodą bywa różnie – może na przykład padać. I, jeśli w kwietniu to z wyłączeniem Wielkanocy, bo Hiszpanie lubią się wtedy kręcić po swoim ojczystym kraju i trudno o miejsca w hotelach.

Jak tam dotrzeć?
Bezpośrednie loty do Balcerony oferują Ryanair i Wizzair. Ryanair lata na główne lotnisko w stolicy Katalonii – El Prat z lotniska Modlinie 5 razy w tygodniu!, a na oddalone 80 km od miasta lotnisko Girona z Krakowa 2 razy w tygodniu i z Wrocławia także 2 razy w tygodniu. Samoloty Wizzair lądują na El Prat, startują w Gdańsku, Katowicach, Poznaniu i Warszawie. Na modne dziś citybreaki – Barcelona to cel po prostu wymarzony.

Waluta i ceny
Hiszpania jest krajem ze strefy euro. Wszystkie portale i przewodniki przestrzegają zgodnie, Barcelona jest obok Madrytu najdroższą destynacją w Hiszpanii – ze względu na popularność, ma się rozumieć (w dużej mierze to niekorzystne zjawisko zawdzięczamy Gaudiemu). Aktualne ceny podstawowych produktów, paliwa i usług przytaczają podrozepoeuropie.pl, a korzystając ze szczegółowych linków w tym portalu można porównać ceny w Barcelonie z cenami w innych regionach Hiszpanii:
www.podrozepoeuropie.pl/ceny-w-hiszpanii/
www.podrozepoeuropie.pl/ceny-w-barcelonie/

Pamiątki
Trudno oczywiście przywieźć kawałek Gaudiego, ale na pocztówkach i magnesach elewacje jego budowli są nader częstym i wdzięcznym motywem.

CyberBarcelona i CyberGaudi
Wszystko o Gaudim: www.antonigaudi.lajt.info
Hiszpania dla turystów po polsku: www.spain.info
Wszystko o Barcelonie: www.barcelona.cat oraz www.spainattractions.es
Park Güell: www.parkguell.cat
Sagrada Familia: www.sagradafamilia.org


W otwarciu wykorzystałem rysunek z www.jamesrichardssketchbook.com przedstawiający zaprojektowaną przez Gaudiego Casa Mila (wpis z lipca 2017, zatytułowany „Return from Barcelona”).

‚Lato w mieście’… 20 lipca 2017

Chociaż zadebiutowała niespełna 2 lata temu, eventowa firma PiS przeszła samą siebie.

Dzisiejsza, zainspirowana jej awangardową polityką, edycja Lata w mieście cieszyła się rekordową frekwencją w Warszawie oraz kilkudziesięciu innych polskich miastach. Ba, nawet na Helu dokąd wyemigrował PAD, przed zajmowaną przez niego rezydencją pojawił się artystycznie wykonany, modny w tym sezonie ornament VETO.

Kumpir – kartofel gigant z dodatkami

Kumpir to wielki zapiekany ziemniak. Jego gorący miąższ zamienia się w purée, mieszając z masłem i serem kasar, a potem dopełnia dodatkami dobranymi indywidualnie przez klienta.

Pomysłowy i smaczny fast food, a zarazem jeden z kulinarnych przebojów Stambułu!

Tak właśnie wygląda kumpir – łatwo sobie wyobrazić jak smakuje, fot. Paweł Wroński

Prosta potrawa podbiła Turcję i ulice Stambułu, a nieopodal Meczetu Ortaköy (Ortaköy Camii), powstała nawet cała ’kumpir-zone’, odwiedzana przez autochtonów i przybyszów, właśnie po to, by zajadać się kumpirem, śledząc przepływające przez Bosfor jednostki.

Kumpir-zone w Stambule powstała w rejonie Mostu Bostońskiego, po europejskiej stronie Bosforu, fot. Paweł Wroński

Zasada jest prosta. Gdy ziemniak jest gotowy, klient dobiera dodatki, takie jak mielone mięso, kukurydzę, oliwki, kapary, posiekane, pomidory, fasolę i inne warzywa, sosy oraz przyprawy – lokalne, tureckie i uniwersalne, takie jak ketchup czy majonez. Nawet w restauracji z obsługą kelnerską po wybór dodatków trzeba się zgłosić do stoiska; przy stoliku można natomiast zamówić napoje. Kumpir kosztuje w tej strefie 20-25 lirów.

Do picia zamawia się herbatę, sok wyciskany z owoców, lemoniadę lub piwo (najczęściej Efes, bo jest miejscowy i całkiem niezły, a inne pochodzą z importu). Wszystko fajnie. Jedno mnie tylko zastanawia – skąd biorą takie wielkie kartofle? Modyfikują je genetycznie, czy wyhodowali specjalnie tak gigantyczną odmianę?

Inny dobór dodatków, ale to także kumpir, fot. Paweł Wroński

O tym jak jest przygotowywany kumpir opowiada poniższy film, zamieszczony na Youtube przez użytkownika Culinistanbul w 2013 roku, nakręcony właśnie tam, w dzielnicy Ortaköy (Beşiktaş) w europejskiej części Stambułu, tuż nad Bosforem.