Legendarne drzewa i kozioróg dębosz

Lech’, ‘Czech’ i ‘Rus’ wciąż frapują ogromem, jednak ich stan trudno teraz określić słowem innym niż… opłakany. Nie, nie z powodu zaniedbania, ale z natury rzeczy, bowiem życie 700-letnich kolosów zdaje się dobiegać kresu.

Na pierwszym planie Rus, najpotężniejszy z trzech zabytkowych, dębowych braci, fot. Paweł Wroński

Najmocniej trzyma się jeszcze Rus, o imponującym pniu (9 m w obwodzie), Czech jest sucharem (ponad 7 m obwodu pnia), a najszczuplejszy – Lech (zaledwie 6 m w pierśnicy), żegna się z kolejnymi konarami. Upadek owianych klechdami dębów przyspiesza niewielki chrząszcz, także z chronionego gatunku: kozioróg dębosz (Cerambyx cerdo).

Otwory w pniu drzewa i sypiące się z nich próchno są świadectwem aktywności kozioroga dębosza, fot. Paweł Wroński

Ci którzy z tej okazji nazywają kozioroga (kózkę) niszczycielem, mylą się, nie rozumiejąc rytmu natury, bo aktywność kozioroga jedynie przyspiesza rozkład starych drzew i zamianę obumierającej tkanki w próchnicę, a więc wykorzystanie tego cennego, naturalnego użyźniacza gleby, z wielkim pożytkiem dla kolejnych generacji dębów i innych gatunków drzew, których w rogalińskiej dąbrowie nie brakuje.

 

 

Zdjęcie z: http://www.budujesz.info

Kozioróg dębosz albo kózka dębosz (Cerambyx cerdo), jest największym w Polsce chrząszczem z rodziny kózkowatych. Objęty ochroną, w „Polskiej Czerwonej Księdze Zwierząt” figuruje jako gatunek wysokiego ryzyka. Widuje się go u nas rzadko, a choć nie unika buków, grabów i innych drzew, spotyka się go tylko na kilku gatunkach dębów. W ich korze i tkance (aż do zewnętrznej warstwy bieli) odbywa się cykl rozwojowy chrząszcza, który trwa 3-5 lat.

 

Takie jest koło życia, które na naszych oczach przetacza się właśnie nad Wartą, przez owiany podaniami i legendami zakątek naszego kraju.

 

Klechda o Lechu, Czechu i Rusie – jedna z najstarszych w naszej tradycji, świadczy o więzach łączących w prawiekach plemiona słowiańskie. Nazwy najstarszych dębów z Rogalina upamiętniają ich legendarnych książąt.

 


Muzeum Pałac w Rogalinie: www.rogalin.mnp.art.pl

Pałac w Rogalinie; dawna siedziba Raczyńskich mieści teraz oddział Muzeum Narodowego w Poznaniu, fot. Paweł Wroński

Kilkanaście kilometrów na południe od Poznania, w okolicy Rogalina (gm. Mosina), znajduje się jedno z największych, naturalnych skupisk wiekowych dębów. W 1997 roku teren ten objęto granicami Rogalińskiego Parku Krajobrazowego. 860 z blisko 1400 tutejszych dębów szypułkowych (Quercus robur) uznano za pomniki przyrody. Najsłynniejsze z nich: ‚Lech’, ‚Czech’ i ‚Rus’ rosną w parku otaczającym XVIII-wieczny pałac w Rogalinie. Nieopodal znajduje się niemniej wiekowy i potężny dąb ‚Edward’, nazwany tak dla uczczenia pamięci Prezydenta RP na uchodźstwie, Edwarda Raczyńskiego  (www.pomniki-przyrody.odskok.plwww.regionwielkopolska.pl).

Dobrze jest odpocząć pod dębem, fot. Paweł Wroński
Reklamy

Zacznijmy od… Zenka

Pomysł żeby kwaterować w kowbojskiej osadzie był dziełem przypadku, bo latem, w trakcie rockowego festiwalu, w promieniu kilkudziesięciu kilometrów od Jarocina niełatwo o sensowny nocleg.

Niech żywi nie tracą nadziei – nieoceniony Booking.com przyszedł z pomocą, i… podsunął „Westernland” w Józefowie (w gminie Chocz), zaledwie pół godziny jazdy od Jarocina (drogą przez Gizałki, choć można także na kilka innych sposobów się tam dostać).

„Westernland” w Józefowie, w stanicy Pony Expressu, fot. Paweł Wroński

Miejsce  okazało się rewelacyjne. Ma bowiem klimat, który tworzą urządzone z dbałością o detale domki w stylistyce westernowego miasteczka Laredo Town oraz wioska indiańska, z barwnymi tipi i efektownie rzeźbionymi totemami. Ba, w domkach działa ogrzewanie podłogowe w łazienkach, są czajniki elektryczne, a na werandach bujane fotele. Wokół szumią sosny, brzozy i zboże, jest cicho, spokojnie, rzeczywiście wypoczynkowo.

„Westernland” w Józefowie – podpatrując Zenka, fot. Paweł Wroński

Atmosfery dopełnia kilka przyjaźnie nastawionych do otoczenia psów, koty, koń ozdobiony „po indiańsku”, porykujące radośnie o poranku osły oraz Zenek – sympatyczny szop pracz. Codziennie rano wypatruje niecierpliwie parówek, a jeszcze lepiej kaszanki. Gdy już wystarczająco mocno utytła smakołyk w piachu – jak na szopa przystało – w cebrzyku z wodą go pierze!


Westernland
63-313 Chocz
Józefów 52A
www.facebook.com
www.westernland.pl

Alfons Karny w ogrodzie rzeźb

W radziejowickim ogrodzie rzeźb znajduje się grupa kamiennych portretów słynnych artystów, m.in.: Ernesta Hemingwaya, Henri’ego de Toulouse-Lautreca, Mieczysława Karłowicza. Są dziełem Alfonsa Karnego (1901-1989).

Większość z nich spogląda w kierunku XIX-wiecznego dworu modrzewiowego, niegdyś siedziby administratora majątku. Choć to tylko głowy i do tego wykute z kamienia, tchną życiem, uchwycone w charakterystycznych dla temperamentu owych historycznych postaci grymasach. „W sztuce nie uznaję ani walorów, ani mody nowoczesności, ani sensacji – uznaję wartości wieczne, tkwiące w istocie bytu duchowego. Rzeźba dla mnie ma być symbolem nieznanych, ukrytych w nas wartości psychicznych i ma być zagadką samą w sobie, bez tematu. (…) Szukam odwiecznego spokoju i odwiecznej radości estetycznej w ładnej, miękkiej linii, harmonijnej, cichej, a jednocześnie tytanicznej, bez odrobiny dramatu, rozterki, bólu, niewiary” – tak Alfons Karny ujął przyświecającą mu artystyczną dewizę – w ankiecie rozpisanej przez „Głos Plastyków” w 1937 roku (cytat za: P. Szubert, ASP w Warszawie, 2003:  www.culture.pl). Do końca życia pozostał wierny sformułowanym wówczas ideałom, również w okresie socrealizmu. W PRL uznano jednak, że jego stylistyka doskonale wpisuje się w oficjalny nurt sztuki i władze zaczęły go rozpieszczać – nagradzać i zasypywać zleceniami. Biografia Karnego jest doskonałą ilustracją słów innego wybitnego artysty, Józefa Wilkonia: „Komuna to, rzecz jasna, była klęska boża, ale jedno należy jej oddać. Nie wiem na czym to polega, ale były to czasy wielkiego urodzaju. Egzystował teatr: Grotowski, Kantor. Powstawały światowe dzieła muzyczne. Był plakat. Mówiło się o polskiej szkole ilustracji. (…) Może troszczyli się o kulturę z wyrachowania, albo przez snobizm, albo przez kompleksy. No ale się troszczyli. A że komunę szlag trafił i chwała Bogu, to inna sprawa.” (cytat z wywiadu udzielonego G. Michalikowi, 2016: www.palacradziejowice.pl).

Portrety słynnych pisarzy dłuta Alfonsa Karnego w radziejowickim ogrodzie rzeźb, fot. Paweł Wroński

Radziejowicka galeria plenerowa obrazuje tylko wycinek dorobku artysty. Gros jego prac znajduje się bowiem w rodzinnym mieście – Białymstoku. Zgromadzono je w zamienionej w Muzeum Rzeźby Alfonsa Karnego, drewnianej willi przy ulicy Świętojańskiej (www.muzeum.bialystok.pl). Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku poświęciło mu w 1995 roku monografię „Karny” pióra Andrzeja Kisielewskiego (www.rzezba-oronsko.pl).


Alfons Karny i jego rzeźby w Radziejowicach: www.palacradziejowice.pl
Życie i twórczość rzeźbiarza: www.culture.pl

Romantycznie nad Pisią-Gągoliną

Pisia to niewielka mazowiecka rzeczka. Liczy około 58 km długości, jej źródła tryskają na Wysoczyźnie Rawskiej pod Mszczonowem, wpada do Bzury w rejonie Sochaczewa.

Powstaje z połączenia dwóch cieków: Pisi-Gągoliny oraz Pisi-Tucznej. Czerpią z niej zakłady przemysłowe w Żyrardowie, i jest niestety głównym odbiornikiem miejskich ścieków. Wzdłuż jej biegu wybudowano liczne zbiorniki, z których największe to stawy w Grzegorzewicach i Radziejowicach, Zalew Hamernia oraz Żyrardowski.

Stawy radziejowickie znajdują się w otoczeniu pałacowym i są ozdobą rozległego parku. Pisia Gągolina toczy swe wody obok. Teraz ta okolica jest oazą przyrody i sztuki, sceną Letniego Festiwalu im. Jerzego Waldorffa, który w 2018 roku miał swoją jubileuszową, X. edycję oraz plenerowej galeria rzeźb i instalacji (m.in. to właśnie tutaj znalazło swoje stałe miejsce słynne dzieło Józefa Wilkonia – „Arka”).

A że sztukę najlepiej konsumować nie o pustym brzuchu, dla zwiedzających otwiera swe podwoje restauracja-kawiarnia mieszcząca się w pałacu – „Jadalnia”. Serwują w niej pyszne rzeczy, a ceny mają naprawdę ujmujące. Polecam, smacznego!

Przez Bramę Wilkonia z Bułecką

Ta ekspresyjna instalacja jest dziełem Józefa Wilkonia. Oficjalnie nosi nazwę Bramy Teatru Narodowego, ale autor mówi o niej krócej – Brama Sztuki. Instalacja znajduje się w Radziejowicach, w przypałacowym parku przy stawach nad Pisią-Gągoliną.

Radziejowice – Brama Teatru Narodowego autorstwa Józefa Wilkonia, fot. Paweł Wroński

Wieczorową porą, oświetlona reflektorami Brama wygląda niesamowicie, zwłaszcza jej skrzydła, przywodzące na myśl skojarzenia z herbowym polskim orłem i dokonaniami husarii, odnoszącej niegdyś zwycięstwa na bitewnych polach Europy.

Radziejowice – Brama Teatru Narodowego autorstwa Józefa Wilkonia, fot. Paweł Wroński

Dla mnie, instalacja stała się także kapitalnym tłem dla utworu „Kac” jaki Sebastian Karpiel-Bułecka wykonał z muzykami z zespołów „Zakopower” i „Atom String Quartet”, 7 lipca 2018 roku, podczas finałowego koncertu X. Letniego Festiwalu im. J. Waldorffa.

Tak, w wywiadzie udzielonym w 2016 roku z okazji przenoszenia z Zachęty do Radziejowic „Arki”, Józef Wilkoń wspomina wykonanie tej szczególnej instalacji: „[Bogumił Mrówczyński, dyr. Domu Pracy Twórczej w Radziejowicach] odezwał się do mnie i oznajmił, że w jakichś swoich zakamarkach przechował starą bramę z Teatru Narodowego. Nie pozwolił jej oddać na złom. Wymyśliliśmy, że zrobimy uskrzydloną bramę w parku przy stawach. Narysowaliśmy, zaprojektowaliśmy, znaleźliśmy kowala, który wykuł skrzydła i brama do dzisiaj dobrze się sprawuje.


Pełna treść wspomnianego wywiadu z Wilkoniem w portalu Pałacu w Radziejowicachwww.palacradziejowice.pl


Słowa utworu „Kac”

Fto nimioł kaca
nie wie co to smutek
kie kufa drewniano
łocka ropom skute

Kie koty łupiom raciami o blachy
a wróble w bybny bijom
i dziurawiom dachy

Suchość w cłowieku
od krztonia do dusy
a bolom cie pazdury i kudły i usy

Moze i som jest tacy co kaca nimieli
ale cos łoni w zyciu culi
cos łoni widzieli?

Moze i som jest tacy co kaca nimieli
ale cos łoni w zyciu culi
cos oni widzieli?


Bestiarium Józefa Wilkonia

„Arka” Józefa Wilkonia stoi w Radziejowicach między stawami. Z jej okienek wystają głowy małych i wielkich zwierząt ciosanych z kloców drewna, łączonych gwoździami. Fascynujące dzieło, ponieważ każde stworzenie wygląda jak żywe!

To właśnie sprawia owa „wilkoniowatość”, którą wskazują znawcy i wielbiciele talentu artysty, podkreślając niepowtarzalność jego stylu. Niebywałe, że kilkoma zaledwie uderzeniami siekiery, czy ruchami piły, Wilkoniowi udaje się tchnąć życie w kloc drewna, wydobywając z niego naturę konkretnego stworzenia. Ze względu na nie krępujące ruchów połączenia, mam ochotę nazwać jego zwierzęta kukłami. A tak są dynamiczne, że nie zdziwiłbym się gdyby któregoś dnia wyruszyły w drogę, do sobie tylko znanego celu.

„Arka” Józefa Wilkonia – między stawami w radziejowickim parku, fot. Paweł Wroński

Józef Wilkoń uwielbia przyrodę, bo choć tworzywem jego prac jest drewno, czyli – jak sam mówi – martwe drzewo, niczego nie ceni bardziej, aniżeli drzewa żywe. Propozycję przeniesienia „Arki” z Zachęty do radziejowickiego parku przyjął więc z radością.  „Została tam osadzona na fundamentach, w warunkach – moim zdaniem – dla niej idealnych; nigdzie jej tak nie będzie do twarzy, jak między tymi dwoma stawami” – komentował to wydarzenie Wilkoń, dodając z nieukrywanym zachwytem, że „ładnie się ta Arka na deszczu i w słońcu starzeje”. Podkreślił też wówczas, że cieszy go sąsiedztwo „Arki” oraz obrazów pędzla Józefa Chełmońskiego, wyeksponowanych w pałacowych wnętrzach. Jego pracami zachwycał się bowiem od dziecka. Oglądał je w Sukiennicach na wystawach i w rodzinnym domu, gdyż ojciec z upodobaniem malował kopie i gromadził reprodukcje Chełmońskiego.

 

Józef Wilkoń przygotował „Arkę” na wystawę w Zachęcie (miała miejsce na przełomie 2006 i 2007 roku). Tam „Arka” była tylko fasadą przyklejoną do ściany, symbolizującą przymierze człowieka z naturą. Dekadę później, w związku z przenosinami do Radziejowic, artysta dorobił część drugą. Swoje dzieło określa mianem „bestiarium z drewna i blachy”. Ale „Arka” jest przesłaniem, wołaniem o  szacunek i miłość do przyrody. Oby zaraziła tymi uczuciami oglądających – to niezwykle istotne, zwłaszcza teraz, gdy w Polsce nasila się tendencja do wyniszczania środowiska.

 


Życie i twórczość Józefa Wilkonia: www.culture.pl
„Arka” Fundacja im. Józefa Wilkonia: www.fundacjawilkonia.pl
10 lat „Arki” – z Zachęty między radziejowickie stawy: www.palacradziejowice.pl

Radziejowice, czyli piknik z Bułecką

Dom Pracy Twórczej w Radziejowicach był za PRL-u dostępny dla wybranych. W nowych czasach otworzył podwoje dla wszystkich złaknionych obcowania z różnymi gatunkami sztuki.

W parku przypałacowym w Radziejowicach, fot. Paweł Wroński

Niemała w tym zasługa Jerzego Waldorffa, wielkiego rzecznika prezentowania tutejszych wydarzeń szerokiej publiczności. Dla uczczenia wkładu  tego wybitnego pisarza, publicysty i krytyka muzycznego w promocję oraz popularyzację narodowej kultury, doroczny letni festiwal w Radziejowicach jemu zadedykowano.

Pałac w Radziejowicach od strony ogrodu, otoczony rzeźbami z Orońska (czasowo – latem 2018), fot. Paweł Wroński

Ozdobą Radziejowic jest otoczony rozległym parkiem pałac w jaki w XIX wieku Krasińscy przekształcili gotycki zamek należący dawniej do Radziejowskich. Na stronach rezydencji czytamy: „Ambicją Krasińskich było stworzenie w Radziejowicach intelektualnego i kulturalnego salonu Warszawy. Stałymi bywalcami byli m.in.: Narcyza Żmichowska, Wiktor Gomulicki, Wojciech i Juliusz Kossakowie, Lucjan Rydel, Jarosław Iwaszkiewicz, Henryk Sienkiewicz, Józef Chełmoński. W 1928 roku w radziejowickim majątku kręcono pierwszą filmową adaptację Pana Tadeusza”. Festiwal i towarzyszące mu wydarzenia nawiązują do kulturalnej misji podjętej przez dawnych właścicieli. Poniższy utwór „Niecoś” nagrałem właśnie tam, 7 lipca 2018, podczas finałowego koncertu X. edycji festiwalu (wykonanie: Sebastian Karpiel-Bułecka, „Zakopower” i „Atom String Quartet”).

Jubileuszowej (X) edycji Letniego Festiwalu im. Jerzego Waldorffa towarzyszyły wystawy malarstwa (m.in. obrazów pędzla Józefa Chełmońskiego) oraz rzeźby (liczne eksponaty udostępniło Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku).

„Pod karczmą” – braz pędzla Józefa Chełmońskiego w radziejowickiej galerii, fot. Paweł Wroński

 

Rozmowa z Henri Toulouse-Lautrec’iem autorstwa Alfonsa Karnego w Radziejowicach (dzieło artysty pochodzi z kolekcji Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku – tutaj jest więc „na gościnnych występach”), fot. Paweł Wroński

„NIECOŚ” z płyty „Drugie Pół”

zliczone nasze ciche dni
wyśnione niespełnione sny
nieśmieszny kawał czasu
przewrotny dowcip losu
zmienia wszystko w kurz
zmienia wszystko w pył

rzecz, którą chciałbyś wziąć do rąk
piękna, lecz krucha jest jak szkło
na twoich oczach niemal
jest i zaraz jej nie ma
jak na piasku ślad
jak na wodzie krąg

a jednak wiemy
jest coś na ziemi
czego nie porwie wiatr
co będzie wiecznie trwać
my dwoje wiemy
bywa na ziemi
i nie rdzewieje miłość
stara jak świat

choć myślisz nieraz, że coś masz
to tylko taki dziwny żart
coś niecoś ludzie klecą
zostanie raczej niecoś
kilka starych zdjęć
może czyjaś łza

a jednak wiemy
jest coś na ziemi…

Stałą ozdobą radziejowickiego parku jest „Arka” – fascynujące dzieło Józefa Wilkonia (notabene, artysta zaprojektował też plakat tegorocznego festiwalu), fot. Paweł Wroński

Pałac w Radziejowicach: www.palacradziejowice.pl
Zakopowerwww.zakopower.pl
Atom String Quartetwww.atomstringquartet.com

Józef Chełmoński w Radziejowicach

Józef Chełmoński był częstym gościem pałacu w Radziejowicach, zwłaszcza po 1887 roku, gdy  zamieszkał w pobliskiej Kuklówce, gdzie spędził 25 ostatnich lat życia.

Przyjaźnił się z Edwardem Krasińskim, właścicielem radziejowickiego majątku, a genius locci rozległego przypałacowego parku uwiecznił pędzlem u schyłku XIX stulecia. Gospodarz tak go opisał w książce zatytułowanej ‘O Radziejowicach i ich gościach niektórych’: „Józef Chełmoński był mistykiem w sztuce, którą żywiołowo odczuwał wszelkimi instynktami swego bogatego zrozumienia i spostrzegawczości. Naturę kochał, wypatrywał ją i chwytał na gorącym uczynku, spijając tajemnice jej czaru, jak rosę niebieską, wdychał pełną piersią jej boskie zapachy, wchłaniał w duszę jej kształty barwy, jej ciszę lub niepokój”.

Otwierając w roku 2012 galerię jego malarstwa w pałacowych wnętrzach, nawiązano do tamtych czasów. Zgromadzone płótna, fotografie i osobiste pamiątki tworzą dziś największą w Polsce kolekcję poświęconą pamięci wybitnego malarza. Nie ma w niej wprawdzie powszechniego znanego „Babiego lata”, ale są liczne dzieła, nierzadko nigdzie wcześniej nie wystawiane.

 

Józef Chełmoński (1849-1914) był jednym z najwybitniejszych reprezentantów nurtu określanego w malarstwie mianem ‘polskiego realizmu’.

 

 

Tworzące radziejowicką galerię obrazy pędzla Józefa Chełmońskiego pozyskano z kolekcji Muzeum Narodowego oraz od prywatnych kolekcjonerów. Część prac nigdy wcześniej nie była pokazywana publicznie.

 

Reprezentacyjna klatka schodowa radziejowickiego pałacu, fot. Paweł Wroński

Józef Chełmoński w Radziejowicachwww.palacradziejowice.pl

Kuklówka Radziejowicka leży około 5 km na południowy zachód od Radziejowic, nad Pisią Tuczną. Tam, w głębi parceli, przy drodze/ulicy  Józefa Chełmońskiego, pod nr 36 znajduje się dom, w którym malarz mieszkał przez 25 lat (nazywa się go szumnie ‘dworem Chełmońskiego’).

Jakuba Kubickiego ozdoba Nadarzyna

Wszyscy bez mała znamy Belweder, a przynajmniej o nim słyszeliśmy, wielu z nas odwiedza Arkady Kubickiego, ciągnące się u stóp skarpy Wiślanej pod Zamkiem Królewskim w Warszawie. Jakub Kubicki stworzył jednak w Polsce więcej budowli. Wytrzymały próbę czasu i wciąż cieszą oczy klasycystyczną architekturą, tak jak kościół św. Klemensa w niezbyt odległym od stolicy Nadarzynie.

Twórczość Jakuba Kubickiego (1758-1833) przypadła na epokę klasycyzmu, zaś z historycznej perspektywy – na tragiczny przełom w dziejach Polski, dumnego, acz słabego, bo anachronicznego, żeby nie powiedzieć zacofanego królestwa, które za życia architekta zniknęło na 123 lata z map Europy.

Kościół św. Klemensa w Nadarzynie (1806), projektu Jakuba Kubickiego, fot. Paweł Wroński

Dzieła Kubickiego dość łatwo rozpoznać. Lubił bowiem boniowane elewacje i kolumnady. Kanelowane od 1/3 wysokości kolumny portyków, zarówno budowli sakralnych, jak rezydencjonalnych, stały się jego wizytówką. Był utalentowany, a jego kunszt doceniono. Praktykował pod okiem wybitnych architektów – Dominika Merliniego i Szymona Bogumiła Zuga, a sam król Stanisław August Poniatowski ufundował mu 3-letnie włoskie stypendium, by pod niebem słonecznej Italii młodzieniec mógł zgłębiać tajniki fachu architekta. Kubicki pokładanych w nim nadziei nie zawiódł, czego dowodem fakt, że za zasługi (podobnie zresztą jak brat, Maciej), został nobilitowany i otrzymał w 1790 roku z rąk Stanisława Augusta Poniatowskiego herb ‘kolumna skrzydlata’.

W nadarzyńskim kościele znajdziemy charakterystyczne dla twórczości Kubickiego elementy, a wnętrze zaprojektowanej przezeń świątyni zachwyci przynajmniej tych z nas, którzy gustują w wyrafinowanej, salonowej prostocie. Warto może także pamiętać, że pobliski skromny budynek dawnego zajazdu jest także dziełem architekta.

Kościół w Nadarzynie powstał w 1806 roku, a więc w czasach gdy nadzieja dla Polaków znowu zaświtała, bo na zachodnim horyzoncie rozbłysła gwiazda Napoleona. Zaangażowany niegdyś w wydarzenia Insurekcji Kościuszkowskiej architekt, czynił w swej twórczości ukłon w stronę cesarza Francuzów, hołdując stylowi empirowemu, co także w Nadarzynie widać wyraźnie, zwłaszcza we wnętrzu kościoła.


Najważniejsze, zachowane dzieła Jakuba Kubickiego

  • Pałac Badenich w Bejscach z 1802
  • Pałac w Pławowicach z 1804–1805
  • Przebudowa budynku Jezuitów na liceum Krzemienieckie (1805)
  • Kościół pw. św. Klemensa i zajazd w Nadarzynie (1806)
  • Warszawskie rogatki miejskie (1816-1818; Mokotowskie, Grochowskie, Marymonckie, Wolskie, Jerozolimskie, Golędzinowskie, Powązkowskie i Belwederskie)
  • plac Zamkowy w Warszawie (1818–1821)
  • Arkady Kubickiego na Zamku Królewskim w Warszawie (1819–21)
  • Kościół w Mokobodach (przypuszczalnie jego bardziej okazałą wersją był projekt Świątyni Opatrzności Bożej)
  • Pałac w Białaczowie (ok. 1797)
  • Ratusz w Płocku (1827)
  • Płockie Rogatki Miejskie (1816–1818, 1825): Warszawskie, Dobrzyńskie i Płońskie.
  • Bramy triumfalne na placu Trzech Krzyży w Warszawie (1809, 1815)
  • Pałac w Radziejowicach (przebudowa z przełomu XVIII i XIX wieku)
  • Kościół w Radziejowicach (1820)

Ciekawy przyczynek do biografii architekta: www.instytut-genealogii.com.pl

„Barokowy pałac” przy Kaleńskiej

Architektoniczny kicz – pałac z dumnie wyeksponowaną datą 1796 i gipsowymi popiersiami na elewacji. Mimo stylizacji i daty nie jest to jednak szacowny zabytek.

Projektanta, architekta Krzysztofa Wolskiego zainspirowały plany barokowego pałacu, jednak nieporadne wykonanie dekoracyjnych szczegółów zdradza imitację. Budynek powstał w pierwszej dekadzie naszego stulecia.

Kaleńska 8,Instytut Studiów Podatkowych Modzelewski i Wspólnicy Sp. z o.o., fot. Paweł Wroński

Kaleńska jest przecznicą ulicy Grochowskiej o przebiegu południkowym. Niegdyś nosiłą nazwę: Bzurska. Przemianowano ją w 1920 roku, oddając fakt, że gros mieszkańców stanowili ludzie ze wsi Kaleń, przybyli na Pragę w poszukiwaniu pracy. Autentyczna zabudowa związana była więc z rozwijającym się tu do II wojny światowej przemysłem.

Okoliczne zakłady produkowały głównie galanterię metalową, choć były również fabryki o odmiennych profilach. Największe pośród nich – Strażackie Zakłady Przemysłowe, produkujące urządzenia gaśnicze, założono w 1925 roku pod numerem 3. Teraz, w zmodernizowanym budynku znalazły siedzibę szkoły policealne. Również w 1925 roku, spółka Lechistan-Hartmudt otworzyła przy Kaleńskiej fabrykę ołówków. Pod numerem 1, przy skrzyżowaniu z Grochowską. Ten budynek już nie istnieje.

Ciekawostką stało się specyficzne, architektoniczne zróżnicowanie stron ulicy Kaleńskiej. Pod numerami nieparzystymi, a więc od zachodu wznosiły się zakłady, a pod parzystymi po wschodniej – domy mieszkalne, początkowo ceglane, budowane z materiału pozyskanego z rozbiórki carskiego fortu Grochów (gruz wykorzystano ostatecznie w 1934 roku, gdy wylewano fundamenty kościoła-pomnika przy Placu Piotra Szembeka). Jeden dom z tamtych czasów, z charakterystycznym mansardowym dachem jeszcze się zachował pod numerem 12. Jest wprawdzie w kiepskim stanie, ale patrząc na niego łatwiej sobie wyobrazić jak wyglądała cała okolica w dwudziestoleciu międzywojennym – w czasach przemysłowej prosperity Grochowa.

Od przynajmniej dwóch dekad stara zabudowa ustępuje na Pradze nowej wielorodzinnej mieszkaniówce i bardziej wyrafinowanym, kameralnym plombom. Oblicze dzielnicy się szybko zmienia, mimo to „pałac” pod numerem 8 wciśnięty w post-robotniczą, raczej skromną zabudowę kwartału, pasuje jak przysłowiowa pięść do nosa. Niemniej jednak, zainteresowanie budzi (moje przynajmniej wzbudził). Być może wzbudza też respekt obietnicą solidności. Ten aspekt zdaje się wykorzystywać zajmująca budynek firma doradztwa podatkowego – Instytut Studiów Podatkowych Modzelewski i Wspólnicy Sp. z o.o., której szyld umieszczony na mosiężnej tablicy przy drzwiach ujętych portalem w kolumnowym ganku, przyciąga wzrok szacownym designem. W branży, firma cieszy się sporym uznaniem, a swoim doświadczeniem dzieli się z publicznością, wydając od niemal dwóch dekad „Biuletyn Instytutu Studiów Podatkowych Doradztwo Podatkowe”, jedno z nielicznych na polskim rynku profesjonalnych czasopism z zakresu podatków i prawa podatkowego, publikujące autorskie opinie w zakresie kontrowersyjnych zagadnień podatkowych oraz obowiązujące akty prawne (www.isp-modzelewski.pl).


Więcej o przemyśle na Grochowie i dziejach ulicy Kaleńskiej w bloguwwwgrochowmiejscazapomniane.wordpress.com

Suliko – z Gruzji przez ZSRR w świat

„Suliko” to piosenka o miłości spod Kaukazu, której słowa napisał Akaki Cereteli, wybitny poeta, prozaik i publicysta gruziński przełomu XIX i XX stulecia. Muzykę skomponowała Warienka Cereteli (Варвара Спиридоновна Мачавариани).

Piosenkę w interpretacji Tamary Lordkipanidze nagrałem podczas Dnia kulturalnego Gruzji, zorganizowanego przez Centrum Międzykulturowe, 6 czerwca 2018, w siedzibie instytucji, przy Pl. Hallera w Warszawie (formalnie: Jagiellońska 54). www.centrumwielokulturowe.waw.pl


 

Akaki Cereteli (1912), fot. www.burusi.wordpress.com

Akaki Cereteli (1840-1915) pochodził ze starego arystokratycznego rodu gruzińskiego. Gruntownie wykształcony, postępowy intelektualista stanął na czele niepodległościowego ruchu, dążącego do wyzwolenia Gruzji spod kurateli carskiej Rosji.

Jako poeta i pisarz, pozostawił po sobie szereg pism patriotycznych, lirycznych, satyrycznych, humorystycznych. Jednak to rozsławiony pieśnią wiersz „Suliko”, sprawił, że o nazwisku Akakiego Ceretelego usłyszano daleko poza granicami niewielkiego kaukaskiego kraju.

Nie od razu jednak, bo jak na ironię, o popularności piosenki zdecydowano w czasach radzieckich, gdy Gruzja nie była już wprawdzie carską gubernią, ale nadal – jako republika radziecka – nie była wolna. Tak się złożyło, że ta romantyczna piosenka uwiodła samego Stalina. Może z sentymentu do ojczyzny, a może dlatego, że poruszała w jego duszy jakieś głęboko skrywane, delikatne struny. Żeby zaskarbić sobie przychylność ojca narodu, „Suliko” włączały do repertuaru kolejne radzieckie chóry, w tym słynny Chór Aleksandrowa, założony u schyłku lat 20. XX wieku. Dzięki ich koncertom – w krajach socjalistycznych, a po śmierci sowieckiego dyktatora, również poza granicami bloku – pieśń poznał cały świat.

Potem przyszedł czas na przeróbki i modyfikacje konwencji, ale także na tłumaczenia tekstu. Najpopularniejsze polskie słowa napisali Aleksander Rymkiewicz * i Wanda Sieradzka **, a wśród wielu wykonań, największym bodaj powodzeniem cieszyła się po wojnie interpretacja Chóru Czejanda do słów Rymkiewicza, potem zaś Sławy Przybylskiej do słów Sieradzkiej. Piosenkę do swojego repertuaru włączyła Eleni, chętnie wykonują ją piosenkarki i zespoły nurtu disco polo.

Suliko to imię dziewczyny, a jednocześnie… ‘dusza’ po gruzińsku.

Okładka płyty wydanej przez Muzę, na której „Suliko” wykonuje Chór Czejanda przy akompaniamencie Czesława Aniołkiewicza (fortepian), do słów Aleksandra Rymkiewicza (fot. z portalu www.staremelodie.pl)

* Suliko (słowa Aleksandra Rymkiewicza)

Chciałem znaleźć mej miłej grób,
Smutek co dzień me serce gniótł.
Wiosną młode serca bez miłości schną,
Gdzie ty jesteś, mów, Suliko?

W bujnym lesie kwiat róży drży,
Na jej płatkach lśnią rosy łzy.
Czy to ty tak pięknie wznosisz głowę swą,
Kwitnąc z dala stąd, Suliko?

Nad kochaną swą różą dziś
Słowik w gąszczu zgiął młody liść.
Zapytałem tak, jak wzdycha wody dno:
Czy to jesteś ty, Suliko?

Dziobkiem przywarł do listków drzew,
W ciszy lasu w krąg zabrzmiał śpiew
I dzwoniła pieśń słowika aż do dnia,
Jakby mówił mi: tak, to ja.

Słowa za: www.staremelodie.pl
Piosenka w wykonaniu Chóru Czejandawww.youtube.com


** Suliko (słowa Wandy Sieradzkiej)

Gdzie rozkwita kwiat, róży kwiat,
na gałązce siadł lotny ptak.
Zadrżał wśród listowia purpurowy pąk,
czemu serce drży, Suliko?
Zadrżał wśród listowia mały róży pąk,
czemu serce drży, Suliko?

Jedzie wrony koń spoza wzgórz,
jeździec zbliża się, wchodzi w próg.
Spragnionemu dajże wody, wyjdź przed dom,
czemu kryjesz się, Suliko?
Spragnionemu dajże wody, wyjdź przed dom,
czemu kryjesz się, Suliko?

Pięknie pachnie chleb, pachnie miód,
proszę, napij się, ucisz głód.
Ale nadaremnie ściga mnie twój wzrok,
inna jestem już Suliko.
Ale nadaremnie ściga mnie twój wzrok,
inna jestem już Suliko.

Wiłam z przędzy nić, długą nić,
z przędzy powstał szal, zwiewny szal.
Szal do przędzy niepodobny nic a nic,
i ty jesteś już nie ten sam.
Szal do przędzy niepodobny nic a nic,
i ty jesteś już nie ten sam.

Pobladł jeździec i ruszył w cwał,
w locie zerwał kwiat, róży kwiat.
Zdrada rani serce, kolec rani dłoń,
zapłakała w głos Suliko.
Bo umiera miłość, kiedy stargasz ją,
mówi stara pieśń, Suliko.

Piosenka w wykonaniu Sławy Przybylskiejwww.youtube.com


Po gruzińsku można posłuchać pieśni na Youtube, m.in. w wykonaniu Katie Melua, której towarzyszy męski chór „Shvid Katsa” (www.youtube.com), „Tria Tbilisi” (www.youtube.com), albo duetu Sorena i Stano: (www.youtube.com) oraz wielu innych.

Poniżej imponujące wykonanie pieśni przez Chór Armii Czerwonej, w którym dyryguje osobiście założyciel zespołu Борис Александрович Александров.

Я могилу милой искал,
Но ее найти нелегко,
Долго я томился и страдал;
Где же ты моя Сулико!

Розу на пути встретил я,
В поисках уйдя далеко,
Роза, пожалей, услышь меня,
Нет ли у тебя Сулико?

Среди роз душистых, в тени,
Песню соловей звонко пел,
Я у соловья тогда спросил
Сулико не ты ли пригрел?

Соловей вдруг замолчал,
Розу тронул клювом легко,
Ты нашел, что ищешь, – он сказал
Вечным сном здесь спит Сулико

Роза, наклонившись слегка,
Свой бутон раскрыв широко,
Тихо прошеплала мне тогда
Не найти тебе Сулико.


Słowa w języku oryginału (po gruzińsku)

სულიკო

საყვარლის საფლავს ვეძებდი,
ვერ ვნახე!.. დაკარგულიყო!..
გულამოსკვნილი ვჩიოდი:
„სადა ხარ, ჩემო სულიკო?!“

ეკალში ვარდი შევნიშნე,
ობლად რომ ამოსულიყო,
გულის ფანცქალით ვკითხავდი:
„შენ ხომ არა ხარ სულიკო?!“

სულგანაბული ბულბული
ფოთლებში მიმალულიყო,
მივეხმატკბილე ჩიტუნას:
„შენ ხომ არა ხარ სულიკო?!“

შეიფრთქიალა მგოსანმა,
ყვავილს ნისკარტი შეახო,
ჩაიკვნეს-ჩაიჭიკჭიკა,
თითქოს სთქვა: „დიახ, დიახო!“

Вишивка, czyli haftowanie na Ukrainie

Haftowane motywy są nader łatwo rozpoznawalnymi znakami regionów Ukrainy, każdy ma bowiem charakterystyczny dla siebie wzór i kolorystykę. Technika jest wszędzie podobna, a określa się ją mianem haftu krzyżykowego.

Współcześnie spotykamy dwie tendencje. Po pierwsze wiele haftów wykonanych jest maszynowo. Wyroby z takim haftem także cieszą oczy, nawet tym bardziej, że cena jest niższa niż tych wykonanych ręcznie. Oba rodzaje stanowią pełną uroku pamiątkę dla przybyszów. Dla Ukraińców ważniejszy jest jednak silny wydźwięk patriotyczny haftu.

Historia tej sztuki dekoracyjnej jest na Ukrainie bardzo długa. Najstarsze przykłady haftów odnalezione przez archeologów datowane są na I wiek po Chrystusie. Haftowane obrusy, chusty i stroje odgrywały przez stulecia istotną rolę ceremonialną, zarówno na książęcych dworach jak wśród prostego ludu, choćby podczas uroczystości ślubnych. Fala dumy z haftowanych motywów ludowych przelała się przez kraj za caratu, pod koniec XIX wieku, gdy od Lwowa przez Kijów po Krym rodziło się i nasilało wśród obywateli, poczucie ukraińskiej tożsamości. Haft – вишивка i haftowana koszula – вишиванка, stały się wtedy symbolami narodowej kultury, równie istotnymi jak godło – osławiony tryzub jaki tworzą splecione inicjały Władimira i Olgi, pary książęcej, która wprowadziła na Rusi chrześcijaństwo jako religię panującą, czy niebiesko żółta flaga.  W czasach radzieckiej urawniłowki tradycjom hafciarskim groziło zapomnienie, ale  w ukraińskich środowiskach emigracyjnych je kultywowano i dokumentowano motywy, by nie zaginęły. Ba, zakładano nawet kółka hafciarskie, zamieniając typowo kobiece zajęcie w popularne hobby.

Po agresji Rosji Putina i aneksji Krymu, poczucie godności narodowej niebotycznie wzrosło, a symbole niezależności stały się remedium dla udręczonej duszy. Nic więc dziwnego, że na klimatycznych lwowskich bazarach i w salonach z odzieżą вишиванки zajmują poczesne miejsce – obok motanek, ceramiki, niebiesko żółtych patriotycznych akcesoriów i tradycyjnych przetworów spożywczych.

Вишиванки są na wszystkich targowiskach, ale najlepiej szukać ich na cieszącym się ugruntowaną sławą bazarze sztuki ludowej i rękodzieła – na starówce, na wysokości Opery, między Bulwarem Wolności (od zachodu), a ulicami: Lesi Ukrainki (od północy), Niski Zamek (od południa) oraz Teatralną (od wschodu) – мистецький ринок „Вернісаж” przy Placu Вічева.


Lwowskie targowiska (Львівські ринки) w liczbie 15:  www.lviv.vgorode.ua