Alita z Olity – szampan znad Niemna

Putojantis vynas, czyli wina musujące z Olity, to łączące tradycje litewskie z europejskimi trendami „szampany” znad Niemna.

Ich produkcję podjęto w 1980 roku, w zakładach specjalizujaych się od 1963 roku w wyrobie win owocowych. Z tego też powodu puryści mogą mieć trudności z zakwalifikowniem ich do pełnowartościowych win. Trunki z Olity nie przynoszą jednak ujmy naszym północnym sąsiadom, a zrestrukturyzowane w 2009 roku zakłady, zajmują się teraz nie tylko ich produkcją, ale również kształtowaniem kultury picia różnorodnych napojów alkoholowych, w nawiązaniu do lokalnej tradycji i światowych trendów.

Musujące truskawkowe Ruby Bubbles, fot. Paweł Wroński

Wina musujące wyrabia się w Olicie (metodo classico), z gatunkowych win z powszechnie uprawianych szczepów, takich jak np. chardonnay, czy riesling. Sprowadza się je z Włoch, z regionu Emillia Romagna, by nad Niemnem przeprowadzić wtórną fermentację. Przelane do butelek dojrzewają w piwnicach, w których starannie utrzymuje się stały poziom wilgotności i niską temperaturę. Po minimum 12-miesięcznym okresie dojrzewania butelki przenoszone są na stojaki pupitres. Tam, ustawione szyjkami w dół, są ręcznie obracane co tydzień przez przynajmniej 1,5 miesiąca. Drożdże zbierają się wówczas na korku, dzięki czemu po schłodzeniu łatwo usunąć osad. Butelki zamyka się potem eleganckim, naturalnym korkiem, i… gotowe!

Alita Selection, wino musujące z regionu Emilia Romagna, poddane na Litwie wtórnej fermentacji, fot. Paweł Wroński

Przykładem niech będzie Alita Selection Chardonnay – wino musujące o złocistej barwie, w którego bukiecie wyczuwa się nuty kwiatowe, przez co trunek sprawdza się równie dobrze jako aperitif, jak dodatek do lekkich przekąsek czy potraw z ryb.

Szampany z Olity oraz miody – słodkim dodatkiem do prezentacji walorów turystycznych kraju naszych północnych sąsiadów, fot. Paweł Wroński

W Olicie powstają też stricte owocowe wina, takie jak np. różowe jabłkowe Santa Verona Rosato – schłodzone pasuje do sałatek, przekąsek, coctailowych kanapek, ryb lub po prostu do popijania podczas towarzyskich spotkań, czy truskawkowe, deserowe Ruby. Produkowane są także różnorodne inne napoje alkoholowe, np. destylaty Samanė, oparte na starej recepturze z regionu Dzūkija.


 

Jesiennej prezentacji walorów turystycznych Litwy oraz smaków swojego kraju, patronował osobiście Ambasador Litwy w Polsce, J.E. Šarūnas Adomavičius.

 

Ambasador Litwy zachwala osobiście turystyczne walory swojego kraju, fot. Paweł Wroński

 


 

 

Alytus (pol. Olita): www.alytus-tourism.lt
“MV GROUP Production”, AB (Alytus, Miškininkų g. 17): www.alita.lt

 


If You like this site, your support will be welcome!

$5.00


Reklamy

Dieta inspirowana ‘objawieniem’

Św. Hildegarda z Bingen zasłynęła za życia jako uzdrowicielka. Być może tajemnica jej sukcesów tkwiła w objawieniach, a może po prostu w tym, że preferowała potrawy bazujące przede wszystkim na orkiszu, gotowane warzywa, zioła i wino.

Najwyżej cenionymi składnikami leków oraz przyprawami do potraw bazujących na koncepcji św. Hildegardy, są dzisiaj: bertram, galgant chiński (inaczej zwany alpina lekarska), dyptam (krzew mojżeszowy), hyzop. Ponadto pojawiają się często w mieszankach leczniczych i potrawach: rzęsa wodna, babka płesznik, piołun, cynamon, gałka muszkatołowa, obrazki plamiste, fiołek, kasztan jadalny i języcznik zwyczajny (chroniona obecnie odmiana paproci).

Wszystkie zaprezentowane poniżej potrawy, zostały przyprawione galgantem, bertramem i hyzopem, a do deseru również dodana została starta gałka muszkatołowa i cynamon.

 

Zasady leczenia sformułowane przez niemiecką mniszkę w XII wieku przystosował do wymogów współczesności salzburski lekarz Gottfried Hertzka, nazywany odtąd odkrywcą hildegardowej medycyny.

 

Osoby głęboko wierzące mają oczywiście pełne zaufanie do jej receptur, bazujących na prawdach objawionych, dzięki czemu obce jej ponoć były ograniczenia wynikające z poziomu ówczesnej wiedzy. Hildegarda miewała wizje od wczesnego dzieciństwa, a wieku 42 lat „Bóg kazał ogłosić je pismem”. Jej postać zyskała szczególne uznanie pod koniec XX wieku. Zainteresowano się wówczas nie tylko jej zaleceniami medycznymi ale również muzyką. Papież Benedykt XVI wyniósł ją na ołtarze i ogłosił doktorem Kościoła w początkach drugiej dekady naszego stulecia. O austriackim lekarzu słyszeli jedynie głębiej zainteresowani tematem. Szczególną popularnością cieszą się hildegardowe zasady leczenia w Niemczech i w Austrii, gdzie prace Hertzki są najlepiej znane, aktywnie działają świeckie i kościelne towarzystwa hildegardowe, powstają na bazie jej przepisów produkty spożywcze, suplementy, mieszanki spożywcze i przyprawy.

Jak sama relacjonowała, św. Hildegarda „Owe wizje oglądałam nie we śnie, nie tracąc zmysłów, ale nie postrzegałam ich cielesnymi oczami i uszami. Nie otrzymywałam ich w miejscach ukrytych, ale zgodnie z wolą Bożą oglądałam je jawnie, widząc wzrokiem i słysząc słuchem wewnętrznego człowieka, będąc przytomna i o zdrowych zmysłach.” (cyt. za: www.fronda.pl).

Podejrzewam, że skuteczność leczenia hildegardowymi metodami, zwłaszcza przypadków złożonych wyrażała się stosunkiem 50/50. Natomiast przy dolegliwościach pospolitych mogła uzyskiwać dobre rezultaty, już choćby dlatego, że w jej czasach gotowanie, a więc spełnienie podstawowego wymogu higieny, już samo w sobie miało prawo czynić ‘cuda’.

Chociaż pozostaję sceptyczny wobec ‘medycyny objawionej’, potrawami jakie można stworzyć korzystając z hildegardowej inspiracji, jestem szczerze zachwycony. Czy będą działać zgodnie z oczekiwaniem? Trudno powiedzieć, przecież kuracje naturalne wymagają sporo czasu. Jeśli zaś zapragniemy po prostu spróbować czegoś innego niż dotychczasowa dieta, o recepturach benedyktyńskiej mniszki lub inspirowanych głoszonymi przez nią zasadami, można powiedzieć jedno – na pewno nie zaszkodzą, więc można spróbować!

Trzeba tylko pamiętać o umiarkowaniu w jedzeniu i piciu, które św. Hildegarda – jako dobra chrześcijanka, a tym bardziej mniszka – zalecała.

Zupa-krem… z gruszki i pietruszki, pomysł i przygotowanie Ola Trębicka, fot. Paweł Wroński

Na początek zupa-krem o ciekawym smaku, ponieważ powstała z przecieru z gruszek i pietruszki przed podaniem została ozdobiona prażonymi płatkami migdałów oraz podlana odrobiną oliwy. Smak ciekawy! Warto przy tym pamiętać, że z tak powszechnie używanej przez nas włoszczyzny św. Hildegarda wykluczyłaby pora, którego zaliczała do ‘trucizn’.

Kuleczki mięsne z ryżem, pomysł i przygotowanie Edyta Trębicka, fot. Paweł Wroński

Mielone mięso indycze zostało pomieszane i wypanierowane płatkami jaglanymi. Ryż jaśminowy kurkumą polany został sosem z warzyw, na których gotowany był bulion, czyli na włoszczyźnie z opieczoną na ogniu cebulą zamiast pora, z niełuskanym czosnkiem i grubymi łodygami naci pietruszkowej. Ostatecznie wszystko zostało zblendowane z liśćmi naci. Frytki były upieczone, ale nie z ziemniaków tylko ze skorzonery (zwanej inaczej wężymordem lub salsefią).

Na deser jabłka pieczone z miodem, migdałami i rodzynkami cytrynowymi, przygotowanie Edyta Trębicka, fot. Paweł Wroński

Na deser jabłka pieczone (w piekarniku) z migdałami i rodzynkami cytrynowymi polane miodem. Po wyjęciu z piekarnika można dodać żurawinę albo jakąkolwiek konfiturę – w myśl hildegardowych zaleceń, najlepiej pigwową.

A do tego wszystkiego wino pietruszkowe, według ‚hildegardowego’ przepisu –  panaceum, m.in, na problemy z zaburzeniami krwioobiegu.

Warzy się wino pietruszkowe z miodem i odrobiną octu balsamicznego, receptura zanotowana w czasie pobytu z dietą św. Hildegardy w klasztorze pallotynów na kieleckiej Karczówce, fot. Paweł Wroński

Mówiąc szczerze to po prostu grzaniec, tyle że przyprawiony pietruszką, której pęczek dołożyliśmy gdy wino w garze zawrzało. Po czym gotowaliśmy dalej, na wolnym ogniu przez 5 minut. Potem po dodaniu kilku łyżeczek miodu gotowaliśmy kolejne 5 minut. Ostatnim dodatkiem była łyżka octu winnego, już bez dalszego gotowania. Zaznaczę, że użyliśmy taniego (dostępnego w Lidlu za 14,99 zł), sycylijskiego BIO-wina z popularnego na wyspie (za wyjątkiem stoków Etny), czerwonego szczepu nero d’Avola rocznik 2015.

Kto zaś w winie pietruszkowym nie zagustuje, może z powodzeniem gasić pragnienie ziołowymi naparami. Na hildegardowej liście, w czołówce utrzymują się koper włoski i macierzanka (tymianek). Niezłe są także mieszanki, zawierające w/w rośliny. Miłośnicy kawy mogą skosztować naparu orkiszowego – smacznego!

* * * * * * *

Dowodem na to, iż moda na hildegardowe praktyki zatacza coraz szersze kręgi jest pieczywo o składzie inspirowanym zasadami preferowanego przez nią sposobu odżywiania. W mojej okolicy działa Spółdzielnia Piekarniczo-Ciastkarska (SPC), która jeden ze swoich rodzajów pieczywa dedykuje sredniowiecznej uzdrowicielce, nazywając go Chlebem orkiszowym św. Hildegardy z Bingen.

Chleb orkiszowy (pszenno-żytni) św. Hildegardy z Bingen produkcji warszawskiej SPC, fot. Paweł Wroński

Jest to pieczywo pszenno-żytnie z płatkami owsianymi. Całkiem smaczne – nie powiem. Natomiast co do składu, nie chcę wyrażać żadnej opinii, ponieważ wydaje mi się to przede wszystkim kwestią nieco magiczną – czy wierzymy w ‘czarcią moc’ glutenu, czy też nie 🙂 (skład na zdjęciu obok).

 


Ciekawe potrawy zgodne z hildegardowymi zasadami, poleca na swoich stronach Polskie Towarzystwo Przyjaciół św. Hildegardy. Strona jest tym ciekawsza, że przy listach produktów polecanych przez nią bądź eliminowanych, otwierają się okna z tłumaczeniem fragmentów jej oryginalnych dzieł: www.hildegarda.edu.pl


 

 

If You like this site, your support will be welcome!

$5.00


Wróżenie z fusów

Moda na wróżenie z fusów – kawowych i herbacianych – opanowała Europę w XVII wieku. Mieli w tym swój udział Turcy, Holendrzy i mieszkańcy wysp brytyjskich.

Ci pierwsi opracowali już wcześniej opasłe katalogi znaczeń możliwych wzorów jakie tworzą kawowe fusy, ci drudzy zwozili (przyszłe) herbaciane fusy z Chin do Europy w ładowniach swych statków. Natomiast ci ostatni, nudząc się w mgliste i dżdżyste wieczory, chętnie wypełniali sobie w ten sposób czas, gdy w filiżankach zabrakło już wonnego napoju. Szczyt popularności wróżenia z herbacianych fusów przypadł na epokę wiktoriańską.

Ponieważ fusy osadzały się na ściankach naczynek, finezyjną sztukę interpretowania wzorów i wyciągania z tego wniosków na temat przyszłości, nazwano tasseomancją (posługiwano się także określeniem tasseografia, a nawet – z nutą naukowego zacięcia – tasseologia), od arabskiego określenia filiżanki – tasse.

 

Wróżenie z kawy to po turecku kahve falı.

 

Zamieniwszy się w rodzaj towarzyskiej gry tasseomancja przyjęła się w innych krajach, sięgając też wschodniej Europy. Ba, przykładając może mniejszą wagę do rezultatów niż 200 lat temu, wiele osób również dziś chętnie wróży sobie przyszłość z fusów. Powodzenia!

Chociaż mamy udział w otwarciu się Europy na doznania płynące z filiżanki kawy (worki z ziarnami kawy wpadły w ręce Sobieskiego w 1863 roku, gdy jego zwycięskie wojska plądrowały pod Wiedniem namioty Kara Mustafy), dopiero od dwóch dekad, tak wielu spośród nas nie wyobraża sobie dnia bez przynajmniej jednej filiżanki kawy, fot. Paweł Wroński

 

A tak na marginesie, czy wiecie, że turecka filiżanka do kawy jest mniejsza od europejskiej? Że turecka kawa jest szczególnie drobno mielona, przez co jej roztarte na pył ziarenka przenikają przez każde sito, tworząc w filiżance zawiesinę? I, że parzenie kawy po turecku zostało w 2013 roku wpisane na listę niematerialnego dziedzictwa ludzkości UNESCO?

 

Osman Serim, który osobiście przyczynił się do umieszczenia obyczaju parzenia kawy po turecku na liście UNESCO, opowiada o dziejach kawy, o jej drodze z Etiopii przez kraje arabskie do Europy, a potem na inne kontynenty, fot. Paweł Wroński

Osman Serim: www.osmanserim.com
Przyczynek do tematu: https://pawelwronski.blog
O wróżebnej tureckiej technice czytajcie na blogu ‘Cafe Hurriya’: www.cafe-hurriya.blogspot.com


If You like this site, your support will be welcome!

$5.00


Zupa korsykańska z owocami morza

Zupa korsykańska z owocami morza – nieco pikantna, wyrazista, po prostu pyszna!

Tak to było podczas Restaurant Week 2017. Na codzień, potrawa kryje się w menu pod nazwą Krem z pomidorów z owocami morza (33 zł).


„Osteria” przy Koszykowej w Warszawie (wejście od Poznańskiej 2), specjalizuje się w daniach z owoców morza – codziennie świeżych (sic!): www.osteria.pl

Specjalizacja „Osterii” jest wyraźnie widoczna, fot, Paweł Wroński

If You like this site, your support will be welcome!

$5.00


 

Płocie z grillowej patelni

Płoć – nasz słodkowodny skarb. Jak mówią niektórzy: od razu poznać, przecież zalatuje szlamem.

Rybki podsmażone są jednak pyszne, a jedyne co im mogę zarzucić, to, że potrzeba do nich cierpliwości – podczas jedzenia – są bowiem… ościste. Ale co tam, zaserwowane przez Edytę z sałatką z sałaty rzymskiej, pokropionego cytryną awokado, pomidorów i cebulki, polaną delikatnie czosnkową oliwą oraz posypaną pokruszonym serem feta – po prostu – mistrzostwo świata!

W podkładzie muzycznym wykorzystywany już przeze mnie utwór: „Sex in the Kitchen”, w wykonaniu R. Kelly’ego.

Smacznego!


If You like this site, your support will be welcome!

$5.00


Weinviertel – Austria biesiadna

Weinviertel to jeden z regionów Dolnej Austrii, którego największym skarbem są wina.

Jeszcze 15 lat temu nie widywano turystów w naszym regionie” – mói Ulli Hagan, dyrektor zarządzająca Regional Wine Committee Weinviertel. Dopiero gdy strategia „Dining in the vineyards” stała się przebojem, do pagórkowatego zakątka u zbiegu granic Austrii z Czechami i Słowacją przyjeżdża ich coraz więcej. Gospodarze rozstawiają dla gości stoły wśród winnic, a ci delektują się przysmakami regionalnej kuchni i popiją miejscowe wina, krótko mówiąc – relaksują się, ciesząc oczy zielono złotym, łagodnie falującym krajobrazem.

 

Podczas degustacji komentowanej przez Ulli Hagan, mogliśmy spróbować win z całego regionu. Od tak prominentnych producentów jak R&A Pfaffl ze Stetten (Reserve Hommage 2016, czyli wino z winogron odmiany grüner veltliner, zbieranych ze starych krzewów z różnych winnic, należących do rodziny), czy eksperymentujących, jak Michael Gindl z Hohenruppersdorf (przedstawił także grüner veltlinera – organiczne, biodynamiczne Buteo 2015 z wdzięczną pustułką na etykiecie).

W uprawach w Weinviertel, podobnie zresztą jak w całej winiarskiej Austrii, grüner veltliner króluje niepodzielnie. Ba, znany jako veltlinske zelene, szczep ten jest uprawiany także u sąsiadów – Czechów i Słowaków. Winiarze z Weinviertel szczycą się jednak, że ich grüner veltlinerów nie sposób pomylić z innymi.

Degustacja odbyła się w Warszawie w „Winosferze” przy Chłodnej 31, fot. Paweł Wroński

Na degustacyjnym stole pojawiły się także inne wina, m.in. z dość rzadkiego szczepu jakim jest biały (!) roter veltliner. Zaprezentowane wino Roter Veltliner Ried Kreimelberg 2016 z Weingut Setzer z miejscowości Hohenwarth, wykonane zostało z winogron zbieranych w jednej z najwyżej położonych w regionie plantacji – z upraw na stokach wzgórza Manhartsberg (532 m), rozsiadłego na pograniczu z Kamptal i Wagram. Ciekawostką było wino pomarańczowe z winiarni Uibel ze wsi Ziersdorf. Było wprawdzie wykonane jak większość z grüner veltlinera, ale jego mętna faktura zdradzała od razu, że to trunek powstały w winiku całkowicie naturalnego, spontanicznego procesu – Grüner Veltliner Apertus 2015 (zapamiętajcie tę nazwę i producenta!).

Przegląd uzupełniły wina czerwone ze szczepów: pinot noir, popularnej bodaj w Austrii najbardziej winorośli zweigelt oraz cuvée z cabernet sauvignon (51%) i merlot (49%). Uwieńczeniem degustacji było białe Reserve MX Alte Reben 2009 z winiarni Taubenschuss ze wsi Poysdorf.


Zum Wohl! Degustację zorganizowało krakowskie Collegium Vini (www.collegiumvini.pl), w Winosferze przy Chłodnej 31 w Warszawie (www.winosfera.pl).


 

If You like this site, your support will be welcome!

$5.00


 

Dwór Mościbrody

Szlak kulinarny „Mazowiecka Micha Szlachecka” jest dumą Mazowsza, a przynajmniej jego wschodniej części.

Przed dwoma laty pisałem o szlaku, i to pozytywnie (https://pawelwronski.blog/). Nie wycofuję się ani na jotę z ówczesnej opinii. Wstąpiłem ostatnio do jednego z obiektów, jak to się mówi – „po drodze” – i przekonałem się, że Dwór Mościbrody, restauracja urządzona w zabudowaniach dawnego majątku, wciąż trzyma poziom. Potrawy inspirowane tradycyjną polską kuchnią (czytaj: kuchnią dworską, szlachecką), serwują tam pierwszorzędnie przyrządzone i nader smaczne, a przytomne ceny nie rujnują.


Mazowiecka Micha Szlachecka: www.szlak-kulinarny.pl; fanpage: www.facebook.com

Obiekty na szlaku
Retro Skibniew: Retro Skibniew
Dwór Mościbrody: Dwór Mościbrody
Zaścianek Polski: Zaścianek Polski


If You like this site, your support will be welcome!

$5.00