Rajecké Teplice i SPA Aphrodite

Rajecké Teplice, położone kilkanaście kilometrów od Żyliny i dobrze z nią skomunikowane, należą do najsłynniejszych słowackich uzdrowisk.

W materiale filmowym wykorzystałem utwór Jana Kantego Pawluskiewicza „Rajecke kupele”.

Miejscowość ceniona jest za klimat z dużą liczbą dni słonecznych, ale bez upałów i świeże powietrze, bez silnych wiatrów. Największym jednak skarbem są źródła wód termalnych o właściwościach leczniczych. Biją spośród warstw skalnych a ich temperatura oscyluje koło 38 st. C. Korzysta z nich efektowne „SPA Aphrodite”.

Należący do kompleksu „Aphrodite Palace” przypomina rzeczywiście antyczny pałac, do którego nawiązuje architekturą i dekoracjami.

Architektura domu zdrojowego, dziś kompleksu Palace Aphrodite i Aphrodite SPA jest doprawdy imponująca, fot. Paweł Wroński

Efektowny kompleks w centrum kurortu powstał jako dom zdrojowy dopiero pod koniec XX wieku. Nadano mu tak imponującą formę, bo chociaż Rajecké Teplice otrzymały uzdrowiskowe prawa miejskie dopiero pod koniec komunistycznej ery, to ich tradycje lecznicze sięgają przynajmniej XV stulecia gdy to na mapach widniała już nad potokiem Rajczanka nobliwa nazwa Villa Tapolcha. Rozkwit znanej ze zdrowych wód miejscowości nastąpił w stuleciu XVII, gdy władzę w tzw. Państwie Lietawskim dzierżył możny węgierski ród Thurzonów.

Pszeniec gajowy, barwna roślina z poszycia okolicznych lasów, porastających stoki pobliskich Gór Strażowskich i Małej Fatry (części Luczańskiej), fot. Paweł Wroński

Atrakcją Rajeckich Teplic jest także otoczone parkiem Łabędzie Jeziorko. Na wysepce jest restauracja w lekkim parkowym pawilonie, a po tafli akwenu można pływać wiosłowymi łodziami (5 euro za wynajęcie łodzi na pół godziny).

Rajecké Teplice termalnymi wodami stoją, fot. Paweł Wroński

SPA Aphrodite (jęz. polski): www.spa.sk
Atrakcje uzdrowiska i okolic w broszurze „Rajecká dolina” (jęz. słowacki –> ściągnij w formacie PDF)


If You like this site, your support will be welcome

$1.00


Reklamy

Słowacja / Považie – rowerem po okolicach Trenčina

Położony nad Wagiem, zaledwie 140 km od Bratysławy Trenčin, jest jak na słowackie warunki miastem dużym. Jednak w europejskiej skali, na tyle małym, że zatrzymując się tutaj, rzeczywiście można wypocząć. Zwłaszcza jeśli wypoczynek przyjmie aktywną formę, aż się prosi – na rowerze.

Przy długim rynku w Trenčinie, stolicy regionu Považie, roi się od restauracyjnych i kawiarnianych parasoli, lodziarni i sklepów. A wystarczy unieść głowę, żeby zobaczyć ozdobę miasta, rozsiadły na wzgórzu potężny zamek. Jego rysujące się na tle nieba mury znakomicie komponują się ze stojącą na rynku kolumną morową z figurą Matki Boskiej. Zamek wzniósł graf Matúš Čák Trenčiansky, który w końcu XIII wieku – wierzyć się nie chce – władał 30 zamkami Górnych Węgier (jak nazywano do 1918 roku Słowację). Ponad mury wyrasta charakterystyczna kanciasta wieża, otoczona niższymi budowlami. Zwą się pałacami. Jeden jest L’udovítov, drugi Barborin a trzeci Zapol’ských – od nazwisk najpotężniejszych rodów, panujących niegdyś na zamku. Historię w połączeniu ze smakiem smażonego sera i chłodnego piwa przyjemnie się kontempluje.

Między rynkiem a zamkiem tłoczą się domy. W tej najatrakcyjniejszej części miasta, poprzecinanej krętymi, pnącymi się w górę uliczkami, jak grzyby po deszczu wyrastają hotele i pensjonaty. Nic dziwnego, przybywa coraz więcej turystów, a dzięki dobremu połączeniu autostradą z Bratysławą, zdecydowanie niższym cenom usług oraz atmosferze, z kwater w Trenčinie korzystają także ludzie podążający do słowackiej stolicy w sprawach służbowych.

Przyjechałem na długi weekend i na miejsce zakwaterowania wybrałem Hotel pod Hradom. Mówiąc szczerze – właśnie z powodu nazwy. Strzał okazał się celny. Nowocześnie zaaranżowany obiekt wkomponowany jest w starą miejską tkankę trenčinskiego podzamcza. Pomiędzy pokojami, restauracją a niewielkim zapleczem wellness z sauną i jacuzzi, trzeba jednak troszeczkę pochodzić po schodach. Ale jest cicho, wieczorem widać oświetlony hrad, a hotelowa restauracja serwuje smaczne potrawy w przytomnej cenie.

Bezpośrednio z Trenčina można jechać w położone na południe pasmo Inovca albo na szlaki otaczających miasto od wschodu Gór Strażowskich (Stražovské vrchy). Przekroczywszy zaś Wag w Białe Karpaty, które ciągną się długim pasem ograniczając dolinę od północy (biegnie nimi granica z Czechami). Można też jechać po prostu wzdłuż rzeki. natomiast dalsze eskapady albo połączone ze zwiedzaniem ułatwi zabranie rowerów do samochodu albo korzystanie z linii kolejowej łączącej, podobnie jak autostrada, Żylinę z Bratysławą.

Do orlego gniazda
Na początek dobra jest trasa wzdłuż Wagu, do oddalonego o 25 km Beckova i ruin tamtejszego zamku. Są na tyle imponujące i efektownie usytuowane, że na pewno nie sprawią zawodu. Pokonanie trasy (50 km w obie strony) zabierze nie więcej niż kilka godzin. Przejażdżka nie stawia przy tym dużych wymagań kondycyjnych, ani nie jest trudna orientacyjnie. Trasa prowadzi płaskim terenem, po prostu wzdłuż rzeki, w dół jej biegu czyli na południowy zachód. Niestety trzeba wrócić tą samą drogą. Co do szlaków, to owszem Słowacy opracowali spójny system oznakowania i są dumni z ich rozległej sieci, a wydana przez czeskie wydawnictwo VKÚ Harmanec seria map dla cykloturystów pokrywa całą Słowację. Nie zmienia to jednak faktu, że w terenie oznakowanie budzi sporo zastrzeżeń. Na rozwidleniach dróg brak tabliczek, a znaki – stylizowane rowerowe koło w kolorze szlaku – są często umieszczone w sposób niewidoczny albo po prostu ich brakuje. Na szczęście do Beckova trafić łatwo. Najlepiej trzymać się wału przeciwpowodziowego. Najprzyjemniej – zielono, widokowo, i drogi zgubić nie sposób.

Nagrodą za pedałowanie jest niesamowity widok. Na skalistym kopcu o pionowych niemal ścianach wznosi się zamek. Wrażenie jakie wywiera skalna ostroga, jest tym większe, że grzbiety Inovca mają łagodne zarysy, są zalesione, a na opadających w dolinę Wagu ich odcinkach dominują łąki. Kiedy widziałem go pierwszy raz, wydawało mi się że wprost z pól wyrasta skalny ząb. Baszty i mury łączą się w doskonały sposób ze skałami. W efekcie zamek wydaje się całkowicie niedostępny. Jednak z centrum wsi prowadzi doń droga, obiegająca zgodnie ze średniowiecznym obyczajem mury. Była bowiem widoczna z nich jak na dłoni, i dzięki temu nie mógł się nią przedostać żaden nie pożądany gość. Żeby objąć całą warownię wzrokiem trzeba wyjść na łąki powyżej. Z tej perspektywy zamek nie wydaje się już taki groźny. Podobnie jak okoliczności, w których powstał. Legenda głosi, że wzniósł go dla swojego błazna Becka, możny wojewoda Štibor. Obiecał słudze, że spełni każdą jego prośbę. A błazen, jak to błazen – wskazał niedostępną skalną turnię i zażądał na niej zamku. By dotrzymać słowa, wojewoda zmuszał do odpracowania 10 dni przy budowie, każdego kto chciał wędrować doliną lub płynąć Wagiem. A gdy zamek był gotów, tak się spodobał wojewodzie, że odkupił go od błazna za tyle złota ile Becko ważył.

2. Z romantycznego zamku do malowanej wsi
W Górach Strażowskich znajduje się wieś Čičmany. Słynie z malowanych w białe ornamenty drewnianych chałup oraz wyrobów koronkarskich. Doskonały cel wycieczki z Trenčina. Jednak bezpośrednio z miasta wraz z powrotem trasa liczy ponad 100 km. Można ją skrócić i wrócić już nieznakowanymi drogami np. do linii kolejowej i stacji w Ilavie (oszczędzi się 25 km). Pragnąc połączyć pedałowanie ze zwiedzaniem, rower zapakowałem do bagażnika i pojechałem do Bojnic (około 50 km z Trenčina). A stamtąd do Čičman trzeba pokonać zaledwie 24 km czerwonym szlakiem (w obie strony 48 lub około 50 jeśli z powrotem jedzie się szlakami niebieskim i żółtym przez Nitrianske Pravno). Odcinki szlaku czerwonego należą do kategorii rekreacyjnej, ostatni zaś przez przełączkę między Javorinką (973 m), a Javoriną (938 m) do sportowej. Wszystko byłoby pięknie, gdyby nie oznaczenia. Na szlaku czerwonym brakuje ich na skrzyżowaniach i przy odejściach dróg, chociażby w rejonie Poruby. W dolinie Tužiny, przebieg szlaku na mapie nie zgadza się z realiami. Znaki prowadzą znacznie głębiej w dolinę niżby to wynikało z mapy (4-5 km), a wybór drogi prowadzącej na wspomnianą przełączkę sugeruje jedynie zniknięcie w rejonie skrzyżowania dróg oznaczeń szlaku czerwonego. W Čičmanach nie ma nawet tabliczki z opisem szlaku, drogowskazu, nic! Jest więc to trasa dla osób, które potrafią posługiwać się mapą i będą uważnie śledzić gdzie się znajdują.

Trasa biegnie spod zamku w Bojnicach równolegle do pasma Magury (1141 m) przez Kaniankę i Porubę (szosą), wylot doliny Chvojnickiego potoku (drogami gruntowymi) do wsi Tužina i dalej w głąb doliny potoku o takiej samej nazwie (znowu asfaltowymi, ale bocznymi drogami). Dopiero od wspomnianego rozwidlenia bez oznaczeń szlak biegnie drogami w górach – przez las i łąki. To najpiękniejszy krajobrazowo odcinek. Z siodła roztaczają się rozległe widoki na Góry Strażowskie i Luczanską Małą Fatrę z charakterystycznym Klakiem (1352 m) – łatwo go rozpoznać po rzucającym się w oczy, podciętym urwiskami skalistym wierzchołku.

O przyjęciu tego rozwiązania zdecydowała chęć zobaczenia zamku w Bojnicach, który przykuwa wzrok niecodzienną bryłą. Od razu nasuwa się skojarzenia z czołówką filmów Disneya. Nic dziwnego, bojnicki zamek, podobnie jak bawarski Neuschwanstein ma iście bajkową bryłę. W efekcie XIX-wiecznej przebudowy bardziej odpowiada ówczesnym romantycznym wyobrażeniom zamku niż jest w nim w istocie. Centralną część wzniesioną na skalistym kopcu otaczają baszty zakończone szpiczastymi hełmami. Mury z blankami otacza fosa. Powiewają na nich zazwyczaj barwne flagi. Budowla stanowi doskonały sztafaż dla pokazów historycznej szermierki, koncertów, targów rękodzieła, dorocznych degustacji słowackich win, a w maju – festiwalu duchów. Te imprezy zagościły już na stałe w bojnickim kalendarzu. Ulice podzamcza przekształcają się wówczas w pełne straganów place targowe. Trudno tu o ciszę i wolne kwatery, a restauracje ledwo nadążają za zamówieniami klientów. Jednak nie tylko zamkiem przyciąga miasteczko gości nawet zza granicy. Skalisty fundament budowli tworzą bowiem trawertyny – wulkaniczne skały, którym towarzyszą bogate zasoby wód termalnych. Pod zamkiem biją takie właśnie źródła. Dzięki nim miasteczko rozwinęło się jako kąpielisko z basenami na otwartym powietrzu (łaźnie „Čajka” otwarto już w 1928 roku). Woda używana do zabiegów w miejscowym SPA ma 28-52°C. Niewysokie wzgórza utrzymują w okolicy specyficzny mikroklimat. Średnia temperatura roczna wynosi 9°C i przez dwa tysiące godzin świeci tu słońce.

3. Winną drogą
Celem ostatniej wycieczki stały się Małe Karpaty. Na ich stokach od Bratysławy po Smolenice (około 40-50 km) ciągną się słowackie winnice. Uprawia się tutaj podobne odmiany winorośli jak w Austrii i na Morawach w Czechach. Pośród odmian białych królują Veltlínské zelené (Grüner Veltliner) oraz Rieslingi (po słowacku Rizling rýnsky czyli odmiany znad Renu albo vlašský czyli włoski), zaś z czerwonych Frankovka modrá (Blaufränkisch) oraz St Laurent (a że to imię oznacza świętego w językach słowiańskich nazywanego Wawrzyńcem, wina z tej odmiany to Svätovavrinecké). Za punkt startu wycieczki obrałem Červený Kameň (znowu trzeba było podjechać samochodem, z Trenčina około godziny). Stamtąd, pętla przez Modrą, dębowo sosnowymi lasami Małych Karpat oraz przez Pile, liczyła około 40 km.

Červený Kameň jest jedną z największych renesansowych budowli Słowacji. W narożach murów sterczą potężne basteje, z których można było prowadzić artyleryjski ostrzał. Trudno jednak powiedzieć przed kim miał się bronić tak wyposażony zamek, skoro ukryty jest na zalesionych stokach Małych Karpat, w miejscu pozbawionym jakiegokolwiek strategicznego znaczenia. Prawdopodobnie zgodnie z manierystycznym obyczajem podkreślał jedynie obronnym charakterem rycerskie korzenie właścicieli. Najpotężniejsze ze wszystkiego ma jednak piwnice… na wina. 70 metrów długości i 9 metrów wysokości. Ponoć zaprojektował je Albrecht Dürer. Notabene są największymi zamkowymi piwnicami na wino w Europie. W ścianach widać otwory po belkach, które dźwigały podłogi, gdyż całość podzielono niegdyś na dwie kondygnacje. Obiegają je podwójne mury, między którymi przechadzali się strażnicy. Jednym z najbardziej intrygujących pomieszczeń jest natomiast sztuczna, ozdobiona z przepychem rzeźbami i malowidłami grota zwana Salla terena. Jest w niej wodospad i fontanna. Salę urządzono aby w chłodnym wnętrzu rozkoszować się winem w upalne dni. Dziś odbywają się w niej śluby. Na dziedzińcu znajduje się fontanna z dumnym godłem rodu Pálffych – popiersiem jelenia ze wspaniałym porożem. I jak na ironię, niejedną z sal zdobią pyszne jelenie poroża, myśliwskie trofea właścicieli zamku. A że pod murami gospodarzy stowarzyszenie sokolników, można poznać drapieżne ptaki Europy, podczas organizowanych tutaj od wczesnego lata do jesieni pokazów lotów. Są dziś stałą atrakcją zamku. Przelatujący tuż nad głowami orzeł o blisko 2-metrowych skrzydłach zrobi na każdym wrażenie.

Zjazd z zamku do Časty jest krótki i stromy – 1,5 km, jedzie się więc szybko. Trzeba jednak uważać bo na tej wydawałoby się podrzędnej drodze ruch jest spory. Z zamku i do zamku ciągną niemal nieprzerwanie zmotoryzowani turyści i ślubne orszaki. Odcinek Časta-Modra biegnie niestety szosą. Brak pobocza, a droga jest miejscami kręta. Jednak do Modrej warto dojechać. Ba, warto się w niej zatrzymać i zajrzeć do położonej około 1 km na zachód od centrum (kierunek Bratysława) wytwórni majoliki. Powstają tutaj ręcznie malowane w delikatne kwiatowe wzory o pastelowych kolorach naczynia. Ceramika z Modrej, podobnie jak wspomniane zamkowe piwnice wiąże się z winiarską przeszłością regionu, bowiem jak wieść niesie, pierwszymi tutejszymi produktami były dzbanki na wino. Po drodze można wstąpić do któregokolwiek punktu oznaczonego tablicą mvc (Malokarpatská vínna cesta). Bezpośrednio u producentów win, trunki smakują najlepiej. Zaletą degustacji jest to, że można się rozkoszować bukietem i smakiem wina, nie upijając się. Warunek, że nie będziemy go połykać, ale wyplujemy do coolera. Trzeba o tym pamiętać, gdyż jazda na rowerze też wymaga trzeźwości umysłu.

Oznaczenia szlaków rowerowych na Słowacji. Trasy podzielono na dogodne dla rowerów szosowych oraz te, które wymagają rowerów górskich (MTB). Oznaczono je piktogramem kolarza. Górski kolarz z obrazka podjeżdża pod górkę. Kolory tabliczek z białym piktogramem informują o trudności trasy. Zielone są rekreacyjne, niebieskie dla osób o zacięciu sportowym, czerwone są dla ekspertów czyli wymagają obycia w terenie, bardzo dobrej techniki jazdy i bardzo dobrej kondycji fizycznej. Kolorami oznaczono też przebieg szlaków rowerowych w terenie, znakiem przypominającym kręcące się koło. Trasy czerwone oraz niebieskie są długie i mają przekrojowy charakter. Zielone to trasy łatwe, znakomite na rodzinne eskapady. Żółte są krótkimi trasami łącznikowymi. Ich przebieg na mapach wyznaczają kreski lub kropki (trasy rekomendowane ze względu na walory krajobrazowe, kulturowe), dla rowerów górskich – z napisem MTB.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

INFO
Trenčin: www.trencin.sk
Beckov: www.obec-beckov.sk
Bojnice: www.bojnicecastle.sk oraz www.bojnice.sk (zamek można zwiedzać codziennie za wyjątkiem poniedziałków; można wynająć kaplicę na ślub kościelny lub Złotą Salę na cywilny – tel. (0 0421 46) 543 06 33)
Čičmany: www.cicmany.viapvt.sk (najstarsze domy są dziś muzeami, a ornamenty pojawiają się również na nowych; wieś ma bogatą bazę noclegową i gastronomiczną)
Małokarpacka Droga Winna (Malokarpatská vínna cesta): www.mvc.sk
Červený Kameň (zwiedzanie z wyjątkiem poniedziałków, tel. (0 0421 46) 543 06 33; wstęp 100 SKK; zamek jest przystankiem Małokarpackiej Drogi Winnej. Na miejscu można odbyć degustację miejscowych win; ponadto przed bramą, w zabudowaniach kordegardy znajduje się „Taverna pod baštou” przyjemna kuchnia, a pod murami rezydują sokolnicy.
Modra: www.modra.sk (w miasteczku kilka dobrych lokali i przyjemne pensjonaty)
Slovenská ľudová majolika w Modrej: www.majolika.sk (wyroby dostępne w firmowym sklepie przy zakładach oraz w sklepach: Dolná 138 i Štúrova 67 w Modrej)