Eyvallah – to słowo jest kluczem

W każdym niemal języku znajdziemy słowa, które otwierają serca jego użytkowników. Takim słowem w Turcji jest „eyvallah”. 

Wypowiadamy je, aby wyrazić uznanie, zachwyt, pełną aprobatę, aplauz, czy kordialne podziękowanie.

Z tej samej ‘rodziny’ pochodzi jeszcze kilka zwrotów – nader często używane „inşallah” oraz niemniej rzadkie „maşallah”.

Zwrotu „inşallah” używamy, jeśli pragniemy wyrazić nadzieję – na sukces, spełnienie marzeń, pwodzenie przedsięwzięcia czyjegoś, lub tego, w którym uczestniczymy.

Maşallah” jest odpowiednikiem naszego „niech cię (tobie, komuś, kogoś) Bóg błogosławi!”. Nie ma jednak religijnego wydźwięku, wyraża po prostu życzliwość, jest dowodem pozytywnego myślenia o czyjejś, ewentualnie własnej czy wspólnej pomyślności.

Jest wreszcie słowo, które może być wypowiedziane żartem, i – wtedy – nic złego nie oznacza: „illallah”. Gorzej, jeśli mówi je ktoś ‘na poważnie’, bo wtedy staje się sygnałem, żeby odpuścić, dać spokój. Znaczy bowiem: „mam cię powyżej uszu”, „mam cię dosyć!”.

Wspomniane zwroty weszły do języka tureckiego, najprawdopodobniej w ślad za islamem. Pochodzą więc z kultury arabskiej, na co wskazuje ostatni człon: „-allah”, oznaczający przecież jedynego Boga. Podobnie jednak jak u nas „z Bogiem”, poprzez codzienne użycie utraciły już dawno religijny kontekst i zadomowiły w potocznym języku.

Powyższa dygresja wiąże się z moim wyrazem uznania dla tureckiego pomysłu promowania Frygii, regionu pięknego i bogatego. Charakteryzują go spektakularne krajobrazy, cenne zabytki, wspaniała sztuka i rzemiosło.

Gdzie go szukać? W Azji Mniejszej, mniej więcej w połowie podstawy trójkąta, którego główny wierzchołek znajdziemy w Stambule, a dwa pozostałe w  Izmirze i Ankarze. Frygia jest wspaniałą, interesującą krainą. Opowiadałem o niej w programie Pawła Drozda w radiowej Trójce, a w najbliższym czasie opowiem jeszcze raz – podczas Targów Turystycznych ‘TT Warsaw 2018’, 24 listopada.

Eyvallah!

Reklamy